sierpień 2018
1 sierpnia 2018
Dzisiaj dzień pamięci Powstania Warszawskiego. Wszyscy o tym piszą i czczą 74 rocznicę. Ja, jak zwykle oblewam łzami pamięć poległych! Dzień mam pracowity. Wróciliśmy z Jastarni i jak to po przyjeździe, pranie, prasowanie, załatwianie zaległości, które się nagromadziły. Upał niemiłosierny!
Nad morzem się tego tak nie czuło. Cały tydzień mieliśmy super pogodę. Sinice zawitały dopiero w ostatni dzień pobytu, to znaczy pojawiały się ale zawsze nad jakąś częścią plaży powiewała biła flaga i kąpiel była dozwolona. Załapaliśmy się nawet na zaćmienie księżyca i wraz z całym tłumem wczasowiczów oblegających molo wpatrywaliśmy się w ledwie dostrzegalny zarys czerwieniejącej tarczy na zachmurzonym niebie. Nic nie szkodzi, ważne, że byliśmy świadkami tego epokowego wydarzenia. Tam nareszcie odpoczęłam wolna od trosk dnia powszedniego, z rodziną, w miłej atmosferze. Pan Englert wypoczywał w Juracie, ale dla mnie to zbyt drogie i ekskluzywne miejsce. Jastarnia jest w sam raz.
Oto dowód, że kapiel była możliwa i to dzień w dzień. 
 ,,,,



2 sierpnia 2018
Na plaży człowiek słucha szumu morza, marzy, dobiera wyrazy i kleci limeryki. Oto rezultat mojej i córki pracy. Oceńcie sami co ukryłyśmy między wersami.
Limeryk (ang. limerick, od miasta Limerick w Irlandii) — miniaturka liryczna; nonsensowny, groteskowy wierszyk…
K.
Przystojny aptekarz z Juraty
chciał wstawiać w oknach kraty.
Fachowcy go zwodzili,
z pracy znikali po chwili,
sadził więc w skrzynkach trujące kwiaty.




H
.
Przebiegły rybak z Kołobrzegu
syreny karmił ciastkami na brzegu.
Dziwiły się śledzie,
że syrenom dobrze się wiedzie,
z chęcią wpadały do sieci z rozbiegu.

K.
Młoda panienka ze Średnich Kaczek
wystroiła się w nowy kubraczek.
Puściły jednak sprzączki,
panna łamała rączki,
w gołej piersi był cały smaczek.

H.

Długowłosa rencistka z Grudziądza
miała ciągoty do pieniądza.
Brała wszystkich pod włos,
z lubością napełniała trzos,
uszczupliła jej włosy ta żądza.

K. 
Dziarski muzyk z warszawskiej orkiestry
cenił smokingi z poliestru.
Pocił się jednak na scenie,
miał tylko jedno zmartwienie,
że woń potu dotrze do maestry.
K.
Starsza woźna z sądu w Międzychodzie
uwielbiała rozprawiać o miodzie.
Wszystkich tym zanudzała,
sędzina alergie na miód miała,
została więc woźna na lodzie.

3 sierpnia 2018
Upały nie odpuszczają. Nie zanosi się na ochłodzenie, gdy tak dalej pójdzie, trudno będzie wytrzymać. Starsi ludzie są w trudnej sytuacji. Zakupy najlepiej robić rankiem, wtedy jest chłodniej, ale to niewłaściwe chyba słowo, jest tylko trochę mniej gorąco. Nawołuje się w telewizji, że trzeba zadbać o siebie, ale także o leki, które trzeba przecież brać. Pod wpływem wysokiej temperatury mogą zmieniać swoje właściwości, działać zbyt silnie, albo nie działać dostatecznie aby pomóc starszej osobie. Nie wolno trzymać ich na parapetach, w miejscach nasłonecznionych i najlepiej w lodówce, jak mamy miejsce, lub w ciemnej szafce, całkowicie zabezpieczone przed promieniami słonecznymi.

4 sierpnia 2018  

Świat mnie zaskakuje. Jakoś trudno to, co niesie z sobą czas, zaakceptować. Pojawiła się moda chodzenia boso. Niby nic nowego, gdy chodzimy po plaży lub po łące. Z tym ostatnim już trochę gorzej, sama pamiętam jak taki spacer przepłaciłam bólem i ograniczeniem chodzenia. Przyczyniła się do tego osa, użądliła mnie w stopę! Teraz prekursorzy, na czele z Cejrowskim, maszerują na bosaka ulicami w mieście, odwiedzają sklepy i urzędy na bosaka! Zdaję sobie sprawę z tego, że bez butów chadzają ludzie biedni na wszystkich kontynentach, ekscentrycy, pustelnicy… Uważam, że są miejsca, gdzie możemy chadzać boso, ale paradowania bez butów w miejscach publicznych nie akceptuję. Człowiek jest narażony na „złapanie” niespodziewanych chorób, podłogi pokryte odciskami cudzych stóp nie należą do estetycznych, a powrót takiego delikwenta do domu z brudnymi stopami zwiększa konieczność dodatkowego sprzątania. Nikt mnie nie przekona, że takie postępowanie sprzyja zdrowiu.  Gdyby ktoś wśród seniorów skusił się na taki eksperyment przestrzegam:

Należy zachować szczególną ostrożność w miejscach gdzie występują ostre przedmioty np. gałęzie ponieważ istnieje ryzyko urazu.  Chodzenie boso nie jest wskazanie w miejscach w których nie widzimy podłoża na przykład w wysokiej trawie; w ciemnościach na nieznanym terenie. Chodzenie bez butów nie jest wskazane dla osób z cukrzycą - każde nawet najmniejsze skaleczenie może być przyczyną problemów ze zdrowiem. Osoby z chorobami oczu (zaćma, jaskra) również nie powinny chodzić boso.

5 sierpnia 2018

Oto pokłosie lektury kobiecej prasy, gdzie na Parnas pcha się cała plejada poetów, pisarzy, artystów. Nie czytam często, ale w czasie wakacji załapałam się na takie perełki.
(Cóżem winien...) Konstanty Ildefons Gałczyński.
Cóżem winien, żem tak się nabłąkał,
żeby w końcu do ciebie przyjść,
żeby w końcu zrozumieć, że ty jesteś łąka
i drzewo, i księżyc, i liść.

Żeby w końcu zrozumieć, że śmiejący się potok
to ty także i muszla na dnie,
i Cerera świecąca nad pszenicą złotą,
i zielony wiatr, który dmie.


Poeta to istota skomplikowana, potrzebuje podniet, doznań, aby tworzyć. Zielony Konstanty kochał srebrną Natalię, ale jedna nie wystarczyła. Oznajmił kolejnej wybrance serca, że… ma od Boga specjalny przywilej na wielożeństwo, które jest mu niezbędne jako poecie. On nie był winien, że zakochiwał się raz po raz. W czasie wojny w stalagu była Marta Stobiecka, w kraju Natalia z córką Kirą. Lucyna Wolanowska po wojnie urodziła mu syna, we Francji była Halina Micińska. O sezonowych narzeczonych nie będę się rozpisywać. Serce poety jest jak ocean, wielkie i pojemne. Wylewają się z niego wiersze, które ja lubię czytać. Przecież to mnie tylko interesuje. Pisał pięknie, a kobiety? Nie moja to sprawa.

6 sierpnia 2018
Apostoł Paweł napisał: Potępiając kogoś innego, wydajesz wyrok na samego siebie, bo sam czynisz to, za co innych potępiasz.
Podoba mi się ta sentencja, dlatego ją przytoczyłam. Tak naprawdę chcę napisać o innym problemie, który dla mnie jest szczególnie uciążliwy w czasie upałów. Nie wiem co jest tego przyczyną i dlatego nic z tym nie robię, gdyż po zmianie temperatury dolegliwość mija i o niej zapominam. Moje włosy w czasie upałów po jakimś tam wysiłku stają się mokre! Ile razy dziennie można myć włosy? Ciągle chodzę z włosami w nieładzie i to mnie męczy. Odkurzę mieszkanie, moje włosy są mokre. Gotuję w kuchni, mam włosy zmoczone potem. Szybko idę, jestem staruszką z mokrą głową. Przeczytałam w internecie, że przyczyną może być: nadczynność tarczycy, naczyniowe bóle głowy, nowotwory, cukrzyca lub może występować samoistnie. Niezłe pocieszenie! W tym roku w ogóle wyglądam fatalnie, wszystko jest nie tak jak powinno. Zdaję sobie z tego sprawę, że im człowiek starszy, tym ze zdrowiem gorzej i u mnie ta zasada doszła do głosu. Może muszę zmienić fryzurę?! Będzie łatwiej utrzymać włosy w jakimś ładzie. Do lekarza już z taką dolegliwością nie pójdę, dosyć mam leków, a więcej niż pewne, że zaordynują mi zaraz jakiś specyfik. Starość nie radość. Oto moja fryzura po kilku przemoczeniach. Nie noszę już na głowie żadnych czapek i kapeluszy, chodzę z białym parasolem w czasie upałów. Może kupić sobie parasoleczkę z koronkami, jedwabną i powabną. Będę stylową staruszką retro?

7 sierpnia 2018
Lubię postęp. Ciekawa jestem jak będzie wyglądała elektronika za kilka lat. Teraz już można na smartfona ściągnąć aplikację tłumacza. Mówisz po niemiecku, a twój rozmówca dostaje gotowe tłumaczenie po polsku. Dla mnie to przydatna funkcja, gdyż mój zięć już nie wymiga się nieśmiertelnym – nie rozumiem! Co prawda są ograniczenia. Kiedy starałam się ustalić z rodziną co ma być na obiad, jako że gorąco i jeść się zwyczajnie nie chce, ale coś jednak jeść trzeba, i tłumacz uzgadniał to z moim zięciem, miał kłopoty pytając o kluski, pierogi i inne skojarzenia kulinarne, na knedle nie mógł wpaść. Ja jednak mogę podejść tłumacza też z innej strony jako teściowa…
Z odmianą jednak nazwy smartfon są pewne komplikacje i nie wiadomo czego się trzymać. Wsparłam się o profesora Miodka, który też jest w rozterce, ale przecież jakoś w tym pięknym języku ojczystym wysłowić się trzeba. Smartfonu czy smartfona, dla mnie forma smattfona jest lepsza, ale Word ciągle mi to podkreśla na czerwono. Co zatem powiedział p. Miodek:
Pierwszej osobie pytającej mnie o dopełniacz rzeczownika smartfon powiedziałem, że snując analogie do ustabilizowanych form telefonu, dyktafonu, magnetofonu, wybrałbym raczej brzmienie smartfonu, chociaż przysłuchujący się tej rozmowie kolega wyznał, że on używa smartfona. Kiedy zaś poruszyłem ten problem na zajęciach ze studentami, ci poinformowali mnie, że powszechny w ich młodzieżowym języku fon, czyli "telefon komórkowy", w drugim przypadku przyjmuje wyłączną postać fona (nie mam przy sobie fona, nie słyszę fona), dla nich więc naturalniejszy jest ciąg fona - smartfona z tą samą końcówką -a.
Wyszło więc na moje.
 
8 sierpnia 2018
Stanowczo jest zbyt gorąco! U mnie w mieszkaniu się tego po południu nie czuje, jednak na dworze jest okropnie. Ja jestem przez ten tydzień z wnukiem. Relacje są bardzo budujące. Mój wnuk to chyba najlepszy i najmądrzejszy członek naszego rodzinnego stadła. Oby tylko życie go nie wypaczyło, a ludzie nie skrzywdzili.
Dzisiaj musieliśmy trochę pochodzić po mieście i załatwić kilka spraw. Dotrzymywał mi kroku i nie zostawił mnie samej w ten ciężki czas. Wróciliśmy do domu zmęczeni. To jest okropne, mimo że mieliśmy wodę, chłodziliśmy się lodami i gdzie się dało jechaliśmy autobusem. Obiad był taki, aby się nie przejść – omlet z borówkami i truskawkami. Piszę o tym, gdyż znowu pojawiły się truskawki, a obiad nie wymaga stania w kuchni godzinami. Może komuś pomysł się przyda. Nie wychodźcie z domu bez potrzeby. Jakoś musimy to przetrwać. Nie napawa radością stwierdzenie meteorologów o nawracającej fali upałów i zmianie klimatu. Może ja, zataczając kręgi zamieszkania, przeniosę się jeszcze dalej na północ?
 
9 sierpnia 2018

Upał zelżał, gorąco, ale do wytrzymania. Pobiegłam z rana do punktu AGD, gdzie wczoraj zakupiłam gumowe kółko do maszyny do szycia. Maszyna jest w stanie rozkładu, staruszka jak ja, kółko się rozpadło ze starości i nici nawijam ręcznie. Szyję bardzo rzadko, ale coś tam niekiedy przeszyję, gdy trzeba. Zdecydowałam się na wydanie 6,50, ale kółko miało zbyt pojemny otwór i dzisiaj poszłam ze zdjęciem maszyny i poprosiłam o wymianę. Kwota zainwestowana w kółko nie może się zmarnować! Pani wychwaliła moją maszynę, jaka to dobra, chyba liczyła na to, że przyniosę ją do naprawy, ale nic z tego. Dopóki jakoś szyje, to będzie służyć, nikt w spadku jej nie dostanie, gdyż moje córki nie mają talentów w tej dziedzinie.
Zawsze jestem pełna podziwu dla przejść na dużym rondzie, za którym jest wspomniany punkt AGD. Łączą się tutaj przejścia z sześciu ulic i przedostać się z jednej strony na drugą wcale nie jest tak łatwo. Wszyscy prawie biegną ale i tak nie dają rady aby za jednym zamachem przedostać się z jednej strony na drugą. Samochody nie mogą w nieskończoność stać i czekać aż staruszkowie przetoczą się przez przejścia na zielonym. Trzeba dzielić przejście na dwa etapy, nie da rady się przeprawić przez wszystkie zielone światła za jednym zamachem nawet biegiem. Trudno, lepiej od razu przyjąć taką taktykę niż spieszyć się, a i tak trzeba dać za wygraną. Jakoś przeszłam, 6,50 nie zostało wyrzucone w błoto, a o tej porze to w spieczoną ziemię.  

 10 sierpnia 2018
Ręce to metryka kobiety w wieku schyłkowym. Nikt tego nie uniknie. Po wywczasach motylki u mnie się schowały, ale skóra wyschła na wiór. Codziennie po porannych ablucjach nacieram się obficie oliwką dla dzieci, ale to jest dosyć uciążliwe i dlatego chyba szarpnę się na jakiś specyfik do ciała nawilżający i szybko się wchłaniający. Należy mi się jako staruszce! Muszę wygospodarować na to fundusze. Budżet państwa siada, będzie gorzej niż za Gierka ze spłatą długów, ale co tam, ważne, że się rozdaje. Przykład idzie z góry, ja też się zadłużę, niech inni się martwią. Ćwiczenia zacznę wykonywać, gdy już rodzina umknie do swoich pieleszy. Będę uprawiać gimnastykę z nudów i aby zapełnić pustkę samotnych dni. Ale wy moje kochane staruszki już zabierajcie się do ćwiczeń, na panów nie liczę, oni zawsze są tacy, jak być powinni, w ich wyobrażeniach o sobie oczywiście! Tekst jest po rosyjsku, ale nawet nie znający języka zrozumie o co chodzi, a przecież można też włączyć tłumacza.

11 sierpnia 2018

Moja córka spytała: - Mamo, co oni tak pochlebnie na Facebooku piszą o tobie? Nie wiem, widocznie tak mnie odbierają. Teraz mam jeszcze w nazwie anielskie koneksje. Samej wydaje mi się to podpadające, ale przecież lepiej niech mówią dobrze niż źle. Jak jest się istotą pokrewną aniołom, to się jest.
- Aniołowie nie są istotami płciowymi; jako byty kompletne, wolne są od potrzeby dopełniania się poprzez „bycie jednym ciałem”, dlatego ich wzajemna miłość jest w pełni wyzwolona, ofiarna, dobrowolna i bezinteresowna, zarówno osobowa i indywidualna dla każdego, jak i wszechogarniająca całą anielską wspólnotę
Wspomnę tylko tak mimochodem, że anioł objawił mi się w czasie wróżb noworocznych. Lałam cynę przez klucz i wypłynął na powierzchnię wody anioł, że skrzydłami, w pięknej szacie z pochyloną głową. Nie zachowało się zdjęcie z tego okresu, ale cynowy zwiastun mojego nowego życia ciągle jest ze mną, stareńki, zgarbiony, skrzydła zlepiły mu się z tułowiem, dla mnie jest skarbem, łącznikiem z siłami boskimi. Jest to dowód, że nie jestem sama, ktoś czuwa nade mną, dodaje sił w trudnych chwilach, podpowiada jak postąpić w życiu. Obecnie też czuję się wyzwolona, pozbyłam się obciążeń, wychodzę na prostą. Dziękuję Aniołku, że pomogłeś mi się wyplątać z matni. Nie było to łatwe, ale jakoś udało się. 

12 sierpnia 2018
Dzisiaj rodzina wyjechała. Zostałam w domu sama z metrażem 46 metrów kwadratowych. Luźno i cicho. Trudno się przyzwyczaić. Trochę jestem zdenerwowana, gdyż jak na złość pokrętło w kabinie prysznicowej zaczęło przeciekać. Nie mogło poczekać, aż goście wyjadą?! Niedziela, nic nie da się załatwić. Woda ciurka i ciurka. Wezwałam doradców z pogotowia towarzyskiego, ale nic nie dało się zrobić. Oddzielny zawór jest do pralki, ubikacji, ale kabina ma wszystko wyprowadzone bezpośrednio i zaworu nie ma. Muszę zakręcić główny zawór, gdyż boję się wyjść z domu. Zalanie sąsiadów nie byłoby wskazane. Mam już tej kabiny dosyć, efektowna chińszczyzna. To już dziesięć lat i wszystko siada. Jutro od rana idę szukać nowej kabiny, nie mam już sił i serca to tej, ciągle coś się psuje, a przecież części i naprawy nie są tanie. Ta pójdzie na złom. Sprawdza się zasada, że do domu powinno się kupować proste, solidne urządzenia, taki chłam to tylko niekończące się naprawy i wyrzucanie pieniędzy. Nie jest mi to wszystko na rękę, ale nie mam innego wyjścia.
Na pocieszenie przyniesiono mi piwo orzechowe! Mnie, osobie stroniącej od alkoholu! Nie odmówiłam przyjęcia podarku, gdyż to naprawdę piwny rarytas. Powolutku sączę ten przysmak i nawet przestała boleć mnie głowa. Ze zdenerwowania taka przypadłość mnie niekiedy nawiedza. Na Wyspie Młyńskiej jest browarek i można nabyć tam gatunki piwa nie spotykane w sklepach w cenie też niespotykanej. Warto tam zajrzeć od czasu do czasu. Godne polecenia jest jeszcze piwo miodowe.  

 13 sierpnia 2018

Nie wiem, ach nie wiem, co będzie gdy słońce zniknie za horyzontem! Ziemia pogrąży się w cieniu nocy, a nietoperz we włosy wkręci się przechodzącej staruszce i krzyk rozedrze spokój osiedla. Wczoraj wieczorkiem poszłam na spacer. Wcześniej nie dało się z różnych powodów. Zachodzące słońce odbijało się w oknach wieżowca, a mnie w pierwszej chwili wydawało się, że to pożar, tak ostre to były błyski. Po chwili dopiero zorientowałam się, że w luce pomiędzy domami rozniecił blask zachód słońca. Wieczorami wychodzę rzadko, to pora dla sentymentalnych par, które lubią cienie, a ja staruszka nie mam już nic do ukrycia. Słoneczny blask dodaje mi odwagi.
Dzisiaj po uporczywych poszukiwaniach kabiny prysznicowej doszłam do wniosku, że jest z czego wybierać, to prawda, ale ceny są szokujące. Chyba muszę znowu ratować się ratami. Do świątecznej środy i tak nic się nie załatwi, wszyscy proponują mi terminy w następnym tygodniu lub pod koniec tego, nie montażu, tylko dowozu. Jestem zdana więc na główny zawór. Odstawiłam lodówkę, kuchnia wygląda jak przygotowana do przeprowadzki, i będę czekać. Póki co piorę, teraz już drugi wsad, pierwszy zebrany i ułożony na fotelu czeka na prasowanie w nocnych godzinach, gdy będzie chłodniej. Do jutra chyba się z praniem i prasowaniem uporam. Najbardziej "romantyczne" prace zostaną wykonane i będę odpoczywać na balkonie, gdy dojdę do porozumienia z pogodą. Życie staruszki jest naprawdę atrakcyjne! Szukam wzorców limeryków w internecie, ale każdy orze jak może i nic ciekawego nie widzę. Niby limeryk to takie małe co-nie-co, ale wymyśleć naprawdę zaskakującą puentę wcale nie jest łatwo. Kasia przysłała z Korfu jeden okolicznościowy, ja nic nie spłodziłam, gdyż wcale o tym nie myślałam. Czasu nie miałam.
Starsza pani z Korfu wyspy,
nosiła stanik  do wtorku czysty.
W środę w wodach zatoki pływała,
po dnie piersiami  szorowała.
Małże oblepiły jej biust obwisły.  

14 sierpnia 2018
"Leworęczność (dawniej mańkuctwo) – odwrócona w stosunku do większości ludzi funkcjonalność prawej i lewej ręki. Około 8–15% ludności jest leworęczna. Osoby leworęczne w odróżnieniu od praworęcznych, piszą, jedzą i wykonują większość czynności wymagających dużej precyzji ruchów za pomocą ręki lewej."
Słynni leworęczni to:
muzycy - Ludwig van Beethoven, Niccolo Paganini, Robert Schumann,
malarze - Leonardo da Vinci, Michał Anioł Buonarotti, Peter Paul Rubens, Rafael Santi
uczeni - Albert Einstein, Iwan P. Pawłow, Friedrich Nietzsche i Albert Schweitzer.
aktorzy - Charlie Chaplin, Greta Garbo, Marilyn Monroe, Tom Cruise, Nicole Kidman, Robert de Niro, Whoopi Goldberg, Kim Basinger, Bruce Willis i Julia Roberts.
wodzowie i politycy - Aleksander Wielki, Juliusz Cezar, Napoleon Bonaparte, Winston Churchill, Benjamin Franklin, Gerald Ford, Jimmy Carter, Ronald Reagan, George Bush senior, Bill Clinton, Barack Obama, książęta Karol i Wiliam.
Wczoraj mieli swój dzień leworęczni. Wykazano, że mózg leworęcznych pracuje inaczej niż u praworęcznych. Leworęczni to podobno ludzie z ponadprzeciętnymi zdolnościami. Kreatywna i uzdolniona jest prawa półkula u leworęcznych, a dominująca u praworęcznych -  logiczna i analityczna jest lewa półkula.  
Temat jest mi bliski, gdyż miałam w dzieciństwie tendencje do używania lewej ręki, ale moja babcia zabrała się metodycznie do odzwyczajania mnie od trzymania łyżki w czasie jedzenia w lewej rączce i dopięła swego. Uchroniła wnuczkę od bycia śmają! No może niezupełnie, gdyż do dzisiaj nigdy nie wiem w którą stronę należy szyć obrębek i wykręcać pranie, w czasach, gdy prało się ręcznie. Obecnie używam prawej ręki, ale niekiedy działam na odwrót niż inni ludzie. Może coś mi zabrali, a może uchronili przed sławą, którą źle znoszę. W Polsce znani leworęczni to: Emila Krakowska, Krzysztof Penderecki (prowadząc orkiestrę, trzyma batutę w lewej ręce), Andrzej Wajda, Jerzy Pilch, Ewa Gawryluk, Andrzej Mleczko.

15 sierpnia 2018
Dzisiaj odbyła się Wielka Defilada Niepodległości. Teraz dużo mówi się o cudzie nad Wisłą, jednak nie zawsze tak było. Umniejszało się rolę tej bitwy, albo ją się przemilczało. Gdyby nie rozmowy z moim tatą, nie wiedziałabym wiele więcej niż inni o tym wydarzeniu. Była to ważna bitwa  dla Europy. Jeżeli  w Polsce mówiło się o tym półgębkiem, to czego mieliśmy się spodziewać od innych? Piłsudski zasłużył sobie na pamięć, gdyż to przede wszystkim jego strategii i porwaniu do walki swoich żołnierzy, osiągnęła Polska zwycięstwo.
Bitwa Warszawska – bitwa stoczona w dniach 13–25 sierpnia 1920 w czasie wojny polsko-bolszewickiej. Zadecydowała o zachowaniu niepodległości przez Polskę i przekreśliła plany rozprzestrzenienia komunizmu na Europę Zachodnią.
Polacy potrafili wtedy zjednoczyć siły mimo różnic politycznych, sprawa wolności Ojczyzny była dla nich najważniejsza.
Zerkałam na defiladę od czasu do czasu po powrocie do domu, gdyż byłam u zaprzyjaźnionej osoby na działce i przywiozłam owoce, które musiałam zagospodarować. Nawet upiekłam ciasto z jeżynami i malinami, z doskoku, więc z tego, co znalazłam w lodówce. Jest jadalne, a to najważniejsze. Spoglądam teraz na maszerujących żołnierzy w czasie oglądania dzienników tv, gdyż oglądam w tvn i w jedynce, aby mieć własne zdanie na temat bieżących wydarzeń. Boże, chroń nas od wojny, niech nigdy już nie będzie niepokojów w Polsce.
Z ostatniej chwili! Minister Błaszczak ocenia opozycję i brak jej udziału w uroczystościach! Czy pamiętacie postawę pis z poprzedniej kadencji? Czy ktoś ich widział na jakiejś uroczystości państwowej? Już by lepiej nie komentowali takich spraw.

16 sierpnia 2018
Staruszka ma się uśmiechać, ma być radosna, ma nieść pociechę i wspierać. W porządku, ale co zrobić jak staruszce wszystko wali się na głowę?! Walczę o usprawnienie kabiny prysznicowej, walczę, jak na razie bez efektów. Radzę się, ale wszyscy mają mnie już dosyć, czuję to.  Chcą mi sfinansować zakup nowej - nie przyjmę, honor mi nie pozwala; pożyczyć - też mi się nie podoba, gdyż oddaję później tyle, ile się da. Jakoś muszę sama z tego wybrnąć. Pozostają chyba raty. 
Kupiłam „chińszczyznę”, ładnie jak widać wyglądała, ale nie sprawuje się dobrze. Kilkakrotne naprawy dały już mi się we znaki. Minęło dziesięć lat. Teraz padła bateria. Dzwoniłam do serwisanta, to koszt 250 zł plus robocizna. Usterek jest jeszcze kilka. Pan, który składał kabinę odradza mi naprawę. Ma rację, ale koszt nowej to najmniej półtora tysiąca, a kasa pusta. Nie kupujcie byle czego, odpłaci się naprawami i dodatkowymi kosztami. Komuś radzę, a sama i tak głupstwa robię.
Tyle o kabinie i złych inwestycjach, ale tak naprawdę interesuje mnie temat samotnych, starych kobiet.
Oto przykład. Anna Godlewska, matka Agaty i Pauliny, żona Młynarskiego. „Po latach ich matka ma jednak ogromny żal do córek. Zarzuca im bowiem, że nie opiekują się nią oraz nie utrzymują głębszego kontaktu, którego ona sama niezwykle pragnie i potrzebuje.”
Sama nie wiem jak to ocenić. Czy dorosłe dzieci muszą każdą wolną chwilę poświęcać samotnej matce? Może jednak mają prawo do własnego życia? Też jestem osobą samotną, czuję się czasami osamotniona, ale czy muszę swoimi sprawami obarczać dzieci? Teraz też jestem w takiej sytuacji, nie jestem lepsza od Godlewskiej, obarczam innych swoimi klęskami hydraulicznymi! Czy mam prawo to robić? Nie mam prawa! Według mnie dopóki człowiek może coś sam zrobić, załatwić, powinien to robić i koniec. To jest jednak trudne, gdyż wsparcie drugiego człowieka pozwala rozłożyć problem na barki innych i wtedy jest łatwiej. Siedzę dzisiaj i dzwonię, ale nic z tego mądrego nie wynika, gdyż jest sezon urlopowy i ciągle słyszę: - Proszę zadzwonić w poniedziałek, wracam z urlopu! Jak ja mam żyć bez wody, a na dodatek wypadł mi syfon pod zlewem w kuchni. „Odwodniona” jestem kompletnie. Nie wiem co mnie jeszcze spotka, mam tego naprawdę dosyć. Jak na staruszkę, to zbyt wiele problemów.

17 sierpnia 2018
"Od śmiechu niedaleko jest do płaczu, bo szczęście jest kruche jak szkło." Jostein Gaarder
Kiedyś o interwencję ratowników poprosiła pewna seniorka. Przysnęła na chwilę na kocu, obudziła się i nie wiedziała, gdzie jest jej mąż. Ostatni raz widziała go w wodzie jak pływał. Wedle procedury ratownicy razem z plażowiczami utworzyli trzy „łańcuchy życia” i przeszukiwali wodę. Po 20 minutach i ustaleniu tożsamości mężczyzny, jego dane podano przez radiowęzeł. Okazało się, że zaginiony razem z ratownikami uczestniczył w poszukiwaniach samego siebie.
Bociany szybciej w tym roku odlatują, a ma to związek z 500+!

18 sierpnia 2018
Fatum dopełniło się przypieczętowane trzykrotnymi wstrząsami – niesprawność baterii prysznica, syfon pod zlewem w rozsypce i wybuch ścianki kabiny! To było najbardziej szokujące! Katharsis hydrauliczne zamieniło bunt i cierpienie w próbę zrozumienia tajemnicy losu, zmusiło do pogodzenia się z nim. Spójrzcie co się stało wczoraj około 20!  

Perseidy szklane rozsypane po całej łazience, widoczna listwy umacniająca drzwi złamana w pół. Jaka musiała oddziaływać siła, która to wszystko rozniosła. Umocnienie drzwi kabiny było solidne, poruszały się na rolkach w specjalnym tunelu.

Kabina w trakcie sprzątania. Odłamki były wszędzie, w syfonie odpływowym także, wyciągałam odkurzaczem. Wszystko zasypane takimi drobnymi odłamkami. Widoczne jedno umocnienie drzwi, które nie zostało wyrwane. 

Kabina z jedną połówką drzwi, druga połowa została unicestwiona przez siły niewiadomego pochodzenia.
Drzwi kabiny prysznicowej samoistnie rozsypały się w drobny mak!  Siedziałam w pokoju, woda była wyłączona, nikt w nie nie uderzył, nic nie spadło, różnica temperatur nie wchodziła w grę… Usłyszałam hałas, myślałam, że gdzieś wybito okno, ale odgłos był trochę dziwny, jakby ktoś rzucał kamieniami, obeszłam całe mieszkanie, nic, ale zajrzałam do łazienki, a tu całe pomieszczenie w szkle!!! W pierwszej chwili myślałam, że to jakieś działania metafizyczne. Obdzwoniłam rodzinę, nic się jednak nie stało złego, wysłane zdjęcia wzbudziły grozę i współczucie. Szkło było hartowane, rozsypało się w drobne kawałki. Pomocy do sprzątania nie przyjęłam, sama się z tym uporałam, ale mimo zmiatania, odkurzania, mycia, kawałki szkła do dzisiaj znajduję tu i ówdzie. To chyba jeszcze potrwa. Co by było gdybym była w łazience? 10 lat kabina działała i nic takiego się nie zdarzyło, ale wczoraj się zdarzyło! W internecie znalazłam podobne przypadki. Kabina sama na siebie wydała wyrok, koniec z kabinami, kupuję wannę albo kabinę z plastiku, co też dobrze nie wróży. Trauma dopełniła się, tylko dlaczego zawsze ja, dlaczego to właśnie mnie to spotyka?! Napiętnowana przez los. O Losie, Losie, ty zmień lepiej  kierunek, gdyż staruszka może nie zdołać udźwignąć obciążeń, jakie na jej barki nakładasz.  

19 sierpnia 2018
Targana niepewnością, wspomagana przez córkę, przemierzyłam wczoraj miasto. Odwiedziłyśmy sklepy z łazienkami. Dobrze, że mnie wsparła, gdyż gdybym miała wszędzie jechać opierając się na komunikacji miejskiej, zajęło by mi to chyba tydzień. Samochodem było szybciej i miałam z kim omówić różnorakie warianty rozwiązań. Przyjmowałam kilka opcji, z wanną w tle, kabiny są potwornie drogie i ze szkła, którego chcę uniknąć, jednak znajomy wyprowadził mnie na prostą, stwierdzając, że to nie takie proste, łazienkę trzeba by było kuć i zniszczyć płytki. Wanna też dla starszych ludzi nie jest dobrym rozwiązaniem. W związku z moimi doświadczeniami, usłyszałam opowieść o tym, jak to starszy pan, dosyć sprawny i żwawy, postanowił wziąć kąpiel. Nikogo nie było w domu, ale niczym się nie zrażał, w końcu kąpiel to nie takie znowu wielkie wydarzenie, i okazało się, że spędził w wannie kilka godzin, gdyż nie mógł się z wanny wydostać unieruchomiony jakimś nagłym niedomaganiem. Woda wystygła i biedak nieco zmarzł! Przetrwał jednak i synowie wydobyli go z pułapki. Może to śmieszyć, ale dla kogoś spędzającego czas w zimnej wodzie tak długo, to wcale chyba wesołe nie było.  
Czekam z pokorą na serwisanta. Opcja internetowa z zasłoną w tle byłaby do przyjęcia, tylko jak uplastycznić pręt aby takową nanizać kółkami na ów pręt? Muszę to póki co, bać pod uwagę, jako że rolki po której poruszały się drzwi, zostały wyrwane. Nie ma co gdybać, trzeba czekać na kogoś, kto się na tym zna. Ja już nawet do takiego koczowniczego życia trochę przywykłam i nieźle sobie radzę. Szklanych drzwi zwyczajnie się boję!
Staram się wypełnić życie pobożnymi sentencjami, aby pokorą okryć swoje serce i nie buntować się niepotrzebnie. Los jest ślepy, ale sprawiedliwy, może tego nie umiemy docenić i zrozumieć, ale wszystko ma swoje miejsce i czas, a najważniejsza jest prawość i niezbaczanie z drogi.
Ona jest matką mądrości. Kto będzie ją miał, ten posiądzie również resztę. Jan Chryzostom, Homilie na Ewangelię według św. Mateusza.
Piękną cnotą jest też prawdomówność.
Bądźcie prawdomówni wobec bliźnich, w bramach waszych ogłaszajcie wyroki sprawiedliwe, zapewniające zgodę! Nie knujcie w sercu zła względem bliźnich, nie przysięgajcie fałszywie, gdyż tego wszystkiego nienawidzę. Zachariasza 8,16-17 BT
Mam nadzieję, że mi współczujecie w moich doświadczeniach łazienkowych. Z kim rozmawiam, to każdy ma coś do dorzucenia w tej dziedzinie, tylko ja  do tej pory byłam niczego nieświadomą staruszką. Musiałam widocznie się przekonać na swojej skórze, aby potwierdzić tezę, że każde naprężnie szkła hartowanego daje takie właśnie wyniki. Ta połówka drzwi otwierała się oporniej, to fakt i stało się. 

20 sierpnia 2018
Rozpoczynam rehabilitację. Dwa tygodnie gonitwy! Spędziłam dwie godziny w przychodni. RODO działa! Nikogo nie wywołuje się po nazwisku, dostałam numer i biegam od zabiegu do zabiegu z numerem. Nawet mi się to podoba. Gimnastyka mnie dobija, godzinę wymachuję nogami. Czułam się wykończona po powrocie do domu, tak to już jest po pierwszym dniu tak intensywnego ćwiczenia. Najbardziej podobają mi się ultradźwięki na moje sterane rączki. Poczułam poprawę już po pierwszym zabiegu. Panie rehabilitantki mają niezły kołowrót. Nie zazdroszczę. Leżałam sobie i myślałam o niebieskich migdałach. Wybiła mnie z tego stanu pani, która zawołała do pacjentki – „proszęm” zapraszając ją do kabiny. Takiego wykonania jeszcze nie słyszałam, ale było to chyba przejęzyczenie, gdyż później było już ładne „prosze”, tak jak powinno się wymawiać proszę, dziękuję. Nie znaczy to że jestem językoznawcą, ale na te wyrazy jestem wyczulona.
W domu poleżałam sobie na „klocku” drewnianym, kręgosłup się wpasował w swoje tryby, przestał boleć i zabrałam się do przygotowania obiadu. Dzisiaj jak na złość zaplanowałam pasztet z cieciorki. Szczęście, że rano ugotowałam namoczoną wcześniej, gdyż chyba sobie nie dałabym rady, aby zdążyć na czas. Na dodatek musiałam smażyć aronię z jabłkami, które dostałam od działkowiczów, a zamrożoną aronię wyjęłam rankiem nie przewidując takiego natłoku prac. Jabłka obierałam już w czasie filmu „Korona królów”, rzewnie płacząc nad losami monarchii. Chyba zbytnio jestem przywiązana do tej epoki. Jedno mnie uderzyło w zachowaniu królowej Jadwigi. Kiedy zdecydowała się zostać zakonnicą, nie mogła przeboleć, że król Kazimierz nie stawił się karnie na uroczystość. Szczęście wielkie, że królowa węgierska, jej córka, zdążyła dotrzeć na czas. Nic się na tym świecie nie zmienia, królowa czy wieśniaczka, w każdym czasie, epoce, kraju - bliskim czy odległym, oczekuje wsparcia swoich dzieci w najbardziej szalonych pomysłach, jakie jej przychodzą do głowy. Bardzo mnie to ubawiło. Współczuję swoim dzieciom, a równocześnie im dziękuję, że zawsze wspierają moje pomysły, mimo, że nie piastuję korony królewskiej. To było super. Humor mi się poprawił i wykonałam wszystkie zamierzone na dzień dzisiejszy prace. Hydraulika będzie się wlokła, gdyż serwisant przyjdzie dopiero w środę, jak dobrze pójdzie, ale może się to też odwlec. Na wszelki wypadek kuchnię dostosowałam do sytuacji, jako że muszę mieć nieustanny dostęp do głównych zaworów. I tak dzionek dobiegł końca. 

21 sierpnia 2018
Wysiłek fizyczny sprawia mi trudności, zmęczenie daje o sobie znać. Wracam z ćwiczeń i cały dzionek spędzam odpoczywając, a tak chyba nie powinno być. Starość objawia się u mnie zwolnieniem we wszystkich dziedzinach życia, to właśnie dlatego staram się stawiać sobie zadania i cele i dążyć do ich realizacji, w przeciwnym razie spoczęłabym na nic-nie-robieniu, a to byłoby bardzo przykre.
Ludzkie życie jest takie nieprzewidywalne, nie wiesz co stanie się za minutę, dzień czy miesiąc. A to zawali się most, a to huragan porwie zabudowania, a to ktoś wycofa się z inicjatywy, która była już prawie gotowa do realizacji. Trudno się z tym wszystkim pogodzić.
Moja córka bardzo zaangażowała się w sprawę ochrony zwierząt i słusznie, powinniśmy mieć ludzki stosunek do naszych braci mniejszych. Pan Jarosław K. był już bliski wsparcia animalsów, ale się wycofał. Ludzie dbający o dobro zwierząt mają o to do niego żal. Moja córka bardzo dba o koty, a szczególnie swojego  Kiszota, którego bardzo lubimy. Ostatnio Kiszot trochę choruje, to też staruszek, tak jak ja. Wczoraj nie popisał się. Miał pobieraną krew i pogryzł swoją panią i lekarza. Teraz jest kłopot, ale przecież przewidzieć co może się stać powinni ludzie, zwierzątko to zawsze zwierzątko. Asia napisała wiersz o swoim ulubieńcu, ale po angielsku. Przetłumaczyłam go w tłumaczu, jako że w językach obcych nie jestem biegła, czego się nauczę, szybko zapomnę. Wyszło w tłumaczeniu, że rudasa nazwany imbirowym, co bardzo mi się podobało. Tłumacz ma poczucie humoru, a może zdolności poetyckie – imbirowy kolor kota, czyż to nie piękne?! Oto ten imbirowy staruszek, jeszcze krzepki, choć schudł okropnie ostatnimi czasy. Ja jakoś na starość nie chudnę, ale też nie gryzę, ale bywa, że kąsam, gdy ktoś zalezie mi za skórę. 

22 sierpnia 2018
Jeśli nie możesz robić rzeczy wielkich, to rób małe ale z miłością i poświęceniem – przeczytałam przed chwilą. Nie mogę spać, czekam czy hydraulik się dzisiaj odezwie. Zrobię więc rzecz według mnie słuszną, napiszę o nas jako ludziach. Każdy chce być dobrze odbierany przez innych, szanowany, kochany, lubiany. Nie jest łatwo to osiągnąć, gdyż odbiór naszej osoby zależy od poziomu i przekonań ludzi nas oceniających. Nie boję się tego słowa, gdyż mówiąc lub pisząc o innych, poddajemy go ocenie. Co w jednym środowisku uchodzi za szczyt elegancji, w innym może być odbierane jako obraza. Co sami o tym sądzimy to już inna sprawa. Niektórzy udają, że nic to ich nie obchodzi, ale to nieprawda, wystarczy że usłyszą o sobie coś niepochlebnego i całe dnie wałkują sprawę obrzucając oceniających mało pochlebnymi uwagami, oceniając ich poziom, płacząc lub śmiejąc się z usłyszanych uwag.  
Może dzisiaj zacznijmy od inteligencji. Każdy jakieś IQ posiada, można go jeszcze uwierzytelnić za pomocą sztuczek. Możesz je stosować lub nie, inteligencja nie wzrośnie, ale uzyskasz pozory.
- Prokrastynacja – odkładanie spraw na później. Bywa to zgubne, ale może nas uratować od błędów. Pewne sprawy lepiej przemyślimy.
- Spóźnianie się! Coś o tym wiem. Nie należy denerwować się na tych ludzi, oni inaczej odbierają czas!
- Żucie gumy. W miejscu, gdzie to nikomu nie przeszkadza, żujmy. Relaksujemy się wtedy i później wzrasta nasza produktywność. Uwaga, babcie ze sztucznymi szczękami niech zachowają umiar, szczęka może przesuwać się razem z gumą i wypaść!
- Bałagan na biurku świadczy o tym, że nasz mózg zajęty jest innymi, ważniejszymi sprawami. He, he…
- Rozmarzanie się to odpoczynek i później kreatywność może gwałtownie podskoczyć. Uwaga, nie w czasie jazdy samochodem!
Podobno inteligentni ludzie są bałaganiarzami, późno chodzą spać, przeklinają, a mądre dzieci częściej kłamią! Nie mogę pisać o wszystkich przypadłościach inteligentnych ludzi, ale dorzucę jeszcze to, że podobno lepiej odbiera się i szanuje ludzi, którzy przy podpisie uwzględniają skrót drugiego i trzeciego imienia. Gdybym chciała błysnąć towarzysko podpisałabym się Halina J. Studzińska! To chyba trochę passe. Kiedyś dzieciom z rodzin szlacheckich nadawano kilka imion uwzględniając pradziadów i było to bardzo na miejscu. Może to stąd taka maniera?! Jeszcze nigdy tak się nie podpisałam, ale kto wie, kto wie...
 
23 sierpnia 2018
Kiszot, nasz ukochany kot, członek rodziny, nie żyje! Zmarł w piątek w nocy na atak serca w 14 roku życia. Nie mam siły o tym pisać, choć przecież należą mu się słowa najpiękniejsze, za to że był, że miał w sobie tyle kociego wdzięku i miłości do ludzi. Oj Kiszotku, nikt się nie spodziewał, że odejdziesz tak nagle. Biedna Asia, jeździła od lekarza do lekarza, tyle badań, starań a Ty i tak wybrałeś zaświaty.  Kochany Kiszocie, idź do kociego nieba i niech niebiańskie kocie chóry godnie Cię powitają. Odejście jednego kota, a tyle żalu, łez i smutku. Ostatnie zdjęcia Kiszotka, te oczy widzą już więcej...

    
 
24 sierpnia 2018
Co się dzieje? Prezydent Duda pojechał z długo przygotowywaną wizytą do Australii i okazało się, że Polska nie zakupi używanych okrętów, mimo że były takie plany. No w porządku, ale dlaczego wystawia się prezydenta do wiatru i odwołuje się wszystko, gdy polska delegacja już tam jest!! Także minister Błaszczak jest wielkim przegranym. „To on z ramienia polskiego rządu negocjował zakup okrętów z Australią. Po miesiącach żmudnych rozmów, wymiany dokumentów i analiz z dnia na dzień musiał zamknąć sprawę i wyjaśnić stronie australijskiej, dlaczego Polska w ostatniej chwili wycofuje się z zakupu. Tym bardziej, że na zaproszenie tamtejszego MON została wysłana delegacja polskich wojskowych. Oglądali oni fregaty Adelajda. Pokazano im też ich uzbrojenie, wyposażenie i możliwości."
Premier Australii nie chciał oficjalnego spotykania się. Obniżyło to rangę spotkania z polską delegacją. I dziwić się, że prezydent myli w czasie spotkania Nową Zelandię z Irlandią! Przecież to anioł by się zdenerwował. O co chodziło? Jak zwykle o wybory. Taki zakup mógłby być źle przyjęty przez elektorat, lepiej dać zarobić polskim stoczniom, tylko jak długo to będzie trwało? Kogoś i coś trzeba poświęcić aby utrzymać się na fali. Kto z Polską będzie chciał rozmawiać, gdy będziemy robić takie podchody? Nie trzeba było przewidzieć takiej sytuacji wcześniej???

25 sierpnia 2018
Zrobiłam dzisiaj wszystko co należało, co sobie zaplanowałam. Mam prawo teraz posłuchać Cohena, którego głos mnie uspakaja, przenosi poza czas i daje wytchnienie. Nie lubię sytuacji, gdy nie radzę sobie z problemami życiowymi. Kabina utknęła w miejscu. Przyjdzie specjalista, doradza mi nową kabinę za około dwa tysiące, gdyż taka ma spełniać moje oczekiwania! Oczywiście, ale jakoś finanse niedomagają i muszę szukać innych rozwiązań. Okazuje się, o czym nie miałam pojęcia, że na pewnym odcinku są odkryte rury w łazience i niski brodzik nie wchodzi w grę, a wszystko już dograłam. Wyglądało na to, że cała łazienka jest obudowana kafelkami, a tu taka niespodzianka. Czekam jeszcze na serwisanta w poniedziałek i będzie wóz albo przewóz. Jutro z Asią miałam jechać jeszcze do sklepu z łazienkami, ale chyba zrezygnuję, szkoda zdrowia.
Cały dzień snuję się po domu jak cień i sprzątam. Jakoś muszę rozładować napięcia. Rankiem pobiegłam do Biedronki, gdyż nazbierało mi się rabatów, które mogłam wykorzystać. Nie wiem czy zyskałam, gdyż tam okazuje się że zawsze potrzebne mi są produkty bez których mogłabym się obejść, dlatego nienawidzę Biedronki! Może nie sklep jest winien, tylko ja, ale gdybym tam nie poszła, parę groszy zostało by w kieszeni. Jestem niezadowolona z siebie. W przerwach myciowo-odkurzeniowych oglądałam „Wichry losu”. Znalazłam je przypadkowo na kanale o którym nie wiedziałam nawet że istnieje, to Epic Drama. Dużo tam filmów takich, jakie lubię. Muszę obecnie przerzucić się na telewizję, komputer, a właściwie internet, mnie ostatnio zniechęcił. Chcę trochę odpocząć od atrakcji jakie dawkuje. Ciekawa jestem co ja będę porabiać w zaświatach, jakie propozycje  mi tam przygotują?! Spodziewam się, że nowe zadania wpłyną na mój rozwój duchowy, bo gdy będę musiała zajmować się znowu prozą życia, to moi opiekunowie nie będą ze mną mieli lekko.
 
Jak na swój wiek jestem wyjątkowo rozgarnięta, oznajmiono na Facebooku. Niedługo osiemdziesiąt lat, a tu jak się okazuje, mogłabym być trochę cofnięta w rozwoju. Te hocki-klocki rozbawiają mnie do łez. Może więc na coś się przydam w innym wymiarze, gdyż w tym jakoś mam kłopoty z budowaniem tratwy.

26 sierpnia 2018
"Śmierć dzieli zmarłych na trzy kategorie: świętych, świętej pamięci i takich, bez których mamy wreszcie święty spokój." Bolesław Paszkow
Kim dla mnie byłeś człowieku z innego już świata, kim teraz jesteś i dlaczego nawiedzasz mnie we śnie?! Kiedyś nasze losy spoił czas licząc na to, że zdołamy spłacić zaszłe długi karmiczne, jednak nie było to łatwe. Ktoś był katem, a ktoś ofiarą. To nas połączyło. Odpłynęło to już w niebyt i teraz każde z nas idzie swoją drogą. Uczmy się być szczęśliwi, nie wchodźmy sobie w drogę, podarujmy sobie luksus wolności. To takie budujące dla człowieka, nic nie musisz, robisz coś lub nic nie robisz, nikt nie steruje tobą. Schemat, w jaki byliśmy uwikłani zniknął, jesteśmy wolni. Nie wracaj nawet we śnie, bądź szczęśliwy i ciesz się tym co masz, albo odrabiaj zaległości, gdy takie dano ci zadanie. Ja swoje chyba odrobiłam, teraz cieszę się dobrymi, cichymi dniami bez ograniczania mnie, robię to, co chcę robić, może sama ograniczam swoje doznania, ale to moje postanowienie i tego nie mam zamiaru zmieniać. Przez lata poszukiwałam wolności nawet o tym nie wiedząc, znosiłam wszystko w imię dobra innych, ale teraz wolność nie jest snem, jest spełnieniem i wypełnieniem mojego życia. Kiedy ja też pogrążę się we mgle czasu, wtedy wszystko będzie jasne, ale teraz niech moje sny należą do mnie. 

27 sierpnia 2018
Msza Św. o 10.30 w mojej parafii przeznaczona jest dla rodziców z dziećmi, które na zakończenie dostają błogosławieństwo. To jest bardzo podniosła chwila. Inną sprawą jest zachowanie najmłodszych uczestników w czasie nabożeństwa, takich dwu, trzylatków. Bardzo mnie to bawi, ale także rozprasza. Dzieci upodobały sobie klęcznik przy konfesjonale. Walczą o prawo zajęcia tam miejsca. Siedzisko w sam raz dla maluchów, niskie i wygodne. Jeden szczególnie zatwardziały zawodnik podbiegał, jak się udało siadał, a jak nie, kładł się na posadzce na pleckach i odpoczywał, po czym zaczynał podchody. Chyba wybiorę nabożeństwo o innej godzinie aby było spokojniej! Nikt nie jest winien, dla takiego małego dziecka wytrzymać bez ruchu przez godzinę, to zbyt wiele.
Pamiętam wydarzenie z czasów dzieciństwa mojej córki. Poszłam z nią do kościoła, gdy byłam na wakacjach u rodziców. Od razu swoje kroczki skierowała do konfesjonału i godnie spoczęła na klęczniku. Ja stałam obok, gdyż nie było już na tam dla mnie miejsca.  Ksiądz wtedy walczył o to, by parafianie siadali w ławkach, a nie jak to niektórzy mieli w zwyczaju, stali w kruchcie, pod chórem albo na zewnątrz prowadząc rozmowy nie mające nic wspólnego z modlitwą. Proboszcz miał rację, ale w moim wypadku to się nie sprawdziło. Zanim zaczął kazanie grzecznie poprosił panią z dzieckiem, czyli mnie, abym zajęła miejsce w ławce, i czekał. Ja z kolei poprosiłam moją córeczkę o zmianę miejsca, ale ta zdecydowanie odmówiła. Siedziała na tej swojej ławeczce i ani myślała się ruszać. To miejsce sobie właśnie upodobała. Operacja słowna się przedłużała, wierni wpatrywali się we mnie z uśmiechami na twarzy, szczególnie kobiety, które przeczuwały co się święci. Pot zrosił moje czoło, nie wiedziałam co mam robić, w końcu wpadł mi do głowy fortel. zaproponowałam dziecięciu abyśmy wyszły na zewnątrz zbierać kwiatki, co spotkało się z przychylnością. Z pokorą przyklęknęłam i wyszłam z kościoła prowadząc latorośl za rączkę. Do końca nabożeństwa spacerowałyśmy sobie obok kościoła. Jak ksiądz odniósł się do mojej decyzji, nie wiem, nawet nikogo nie pytałam, to w końcu nie moja sprawa. Zrobiłam, co uważałam za słuszne. Ten, kto nie ma małych dzieci, nie powinien tak rygorystycznie stawiać warunków, to tak, jakby ktoś prowadził kurs jazdy dla kierowców, sam nie mając prawa jazdy.
Maleńkie dziecko jakoś można podejść, ale starsze ma już swoje zdanie. W takim momencie nie ma czasu na przedstawianie swoich racji, trzeba działać.
Relacjonowałam wczoraj przy obiedzie mojej córce zabawy dzieci w kościele przypominając jej własne doświadczenia z ławeczką obok konfesjonału. Skwitowała to krótko – Miałaś mamo szczęście, że manewr się udał. Co byś zrobiła, gdybym nie chciała wyjść z kościoła?
No nie wiem, dziecka bym nie zostawiła, a gdybym chciała wziąć ją na rękę wbrew jej woli, skończyć by się mogło płaczem, co już nikomu by się nie podobało. Łut szczęścia się niekiedy przydaje. Mądrość otoczenia także. 

28 sierpnia 2018
O czystość trzeba dbać, sama się nie zrobi! Nie jestem przesadną porządnisią, ale lubię gdy w domu jest skład i ład. Muszę kupić nowy proszek, zasoby starego zmalały tak bardzo, że prześwituje dno pudła. Przejrzałam internet i oto ranking proszków. Każdy z nich już bywał używany przeze mnie, ale teraz posłucham mądrości użytkowników i wybiorę Persil.
Nie tylko proszki wspomagają utrzymanie czystości, o porządek trzeba dbać w każdym aspekcie naszego życia. Wspomnę o konieczności czyszczenia klawiatury, która bywa skupiskiem najrozmaitszych bakterii. Są miejsca w domu, które z natury rzeczy wymagają większej dbałości, ale niekiedy nam się wydaje, że taka niepozorna klawiatura nie wymaga starań.
Czyścimy także nasze ciało od środka i na zewnątrz. To nie tylko o to chodzi aby na szyi nie było smug, albo pięty nie były szare, ale okazuje się, że jesteśmy nosicielami bakterii, wirusów a nawet żyjątek typu roztocze czy nużeńce! Nosimy w sobie i na sobie dwa kilogramy bakterii, i na dodatek mogą nawiedzić nas pasożyty, te znane są nieprzyjemne ale znane, nowością dla mnie są nużeńce. Kiedyś już o nich czytałam, ale teraz ten niepozorny pajęczak wzbudził moje duże zainteresowanie. Podobno szczególnie uczepił się staruszków, opowiadali mi o nim, posiada go od 80 do 100 procent osobników staruszkowatych! Jest to pasożyt śródskórny bytujący w torebkach (mieszkach) włosowych i gruczołach łojowych. Często nazywa się go pasożytem skóry twarzy. „Nużeniec ludzki (Demodex folliculorum) – pasożytniczy roztocz, wywołujący chorobę zwaną nużycą. Wielkość jego ciała wynosi 0,3-0,4 mm długości, przy czym samiec jest mniejszy od samicy.”
To nie jest miłe! Podobno ludzie go mają nic o tym nie wiedząc. Najlepiej według mnie załatwić to tak, przygotować dużą kadź ze środkiem nużeńco-niszczącym, chwycić staruszka za włosy i wymoczyć w przygotowanym roztworze! Wtedy zlikwiduje się wszystkie grzyby, bakterie, roztocze i co tam staruszek ma jeszcze na ciele. Na starość zmniejsza się odporność i wszystko ma dostęp do człowieka. Po śmierci i tak nas robale zjedzą, ale dlaczego konsumpcja już następuje za życia?!
Aby trochę ulżyć staruszkom w cierpieniu przytoczę kawał, który właśnie przed chwilą usłyszałam.
Król wyruszał na wyprawę wojenną, Założył małżonce pas cnoty, aby nie zawracać sobie tymi sprawami głowy w czasie wojny, a kluczyk powierzył ważnemu dworzaninowi na wypadek gdyby poległ na polu walki i aby królowa mogła się uwolnić od zakleszczenia. Oddalający się orszak musiał się jednak zatrzymać, gdyż dworzanin na spienionym koniu w obłoku kurzu gonił króla. Przypadłszy do do jego nóg wyrzucił z siebie słowa jednym tchem: - Panie, zostawiłeś mi niewłaściwy klucz, ten który mi dałeś, nie pasuje!

29 sierpnia 2018
Wczoraj na obiad zrobiłam zapiekankę z ziemniaków i pora. Była tak smaczna, że udostępnię przepis. Warto ją zrobić, tania i lekkostrawna. Miałam jeszcze trochę zupy ogórkowej i wyszedł całkiem dobry obiad.
Może tak na wszelki wypadek kilka rad praktycznych. Por wcześniej umyty, w środku także, gdyż nie wiadomo dlaczego pomiędzy liśćmi gromadzi się piasek, może być pokrojony cały wraz z zieloną częścią. Ostatnią porcje sosu zmieszałam z rozbełtanym jajkiem. Na wierzchu zrobiła się ładna, apetyczna skorupka. Zapiekankę zrobiłam wcześniej i zostawiłam na pół godziny w piecyku aby się ściągnęła. Często robię zapiekanki, ale gdy wyjmuję z piecyka i od razu podaję na stół, bywa że się wszystko rozpada. Zapiekanka musi postać widocznie w cieple aby nie ostygła, ale też nie robiła przykrych niespodzianek. Napracujesz się człowieku, a później na talerzu bryja. Nie lubię takich niespodzianek. 
Ponieważ użyłam kilku niezbyt pięknych literacko wyrazów, podeprę się słownictwem gwarowym z okolic Pabianic, które ja też znam z dzieciństwa, może i wy je znacie?
betki - małe grzyby blaszkowate
brzuszek - surowy boczek
chechłać - kroić tępym narzędziem
czarne - wędlina z dużą ilością krwi
galancie - dobrze, ładnie
kapa - narzuta na łóżko
leberka - pasztetowa
pierdziołki - małe gruszki
prażoki - kluski z ziemniaków
rolwaga - wóz konny na grubych kołach
rzeżnik - sklep mięsny
schódki - schodki
śmaja - osoba leworęczna
towar - tkanina
tytka - torba papierowa
uflagany - ubłocony
ukrychnąć - ułamać
wyrywny - energiczny
zarutko - zaraz

30 sierpnia 2018
Podobno człowiek nigdy nie powinien pracować tyle, aby nie mieć czasu na życie czyli odpoczynek i przyjemności, a ja dzisiaj nie odpuszczałam sobie – rankiem pobiegłam na ryneczek po pomidory i śliwki węgierki, później rehabilitacja dwie godziny, a po południu obiad i produkcja domowa przecieru pomidorowego i powideł. Zrobiłam 6 litrowych słoików przecieru i 10 powideł ze śliwek. Trochę przedobrzyłam ze śliwkami, kupiłam 3 kg węgierek i 3 też węgierek, ale takich dużych i bardzo dojrzałych. To nie było zbyt mądre, miały zbyt dużo soku i smażyłam do tej pory. Może jeszcze by jutro przesmażyć by się je zdało, ale straciłam cierpliwość. Jutro powtórzę dawkę i zobaczę czy to wystarczy na przetrwanie zimy. Nie lubię przetworów ze sklepu, sporządzone przez kucharkę takiej klasy jak ja, smakują mi o wiele bardziej. Czasu na odpoczynek raczej nie miałam, gdyż jeszcze w międzyczasie prałam ozdobne elementy mojego wyposażenia domowego, pokrowce na poduszki, kanapy, łóżko. Już wszystko wyprasowane i ułożone jest na miejscach. Trochę chyba jestem nadgorliwa, jak stoczniowcy z tablicami mających czcić Kaczyńskich za to, że byli, niedługo będziemy całować ślady stóp ludzi których zasługa polega na tym, że przebywali ze wszystkimi. Lizusostwo jest elementem władzy autokratycznej i niech teraz ktoś mi powie, że takiej nie mamy obecnie. Szczęście, że Jarosław ma jeszcze szczątki godności i nie dopuścił do wywieszenia dowodu swojej bytności w stoczni. Nasz naród jest połaciami głupawy w swojej nadgorliwości dla władzy, to wstyd dla wszystkich. Ja tam nikogo po rękach nie będę całować.
Wniosek z dzisiejszego mojego zaangażowania nasuwa się sam, gdy mam zajęcie senność mnie jakoś nie ogarnia. Problemem jest jednak to, że nie da się dzień w dzień tak się udzielać, aby zasłużyć sobie na tablicę pamiątkową, oczywiście w zaciszu domowym, a nie w miejscu publicznym. Nie muszą krewni ryć pochwał w marmurze, mogą na ścianie w przedpokoju, gdyż i tak niedługo wszystko będzie malowane jak wyposażenie łazienki na to pozwoli. We wtorek przychodzi hydraulik, mam gęsią skórkę na  myśl o kosztach. 

31 sierpnia 2018
Smażenie powideł może uczynić z człowieka filozofa! Mogę to udokumentować. Co wczoraj się działo, już napisałam, dzisiaj idę po następną porcję śliwkowego i pomidorowego dobra, ale teraz chcę podzielić się moimi przemyśleniami.
„Miasto poza czasem”  Enrique Moriela wydobyło ze mnie podłoże filozoficzne, które jest we mnie, ale niekiedy usypia, budząc się w momencie, gdy wykonywana praca rozkłada na czynniki pierwsze moje ego. Podeprę się opisem książki z internetu, gdyż własnych wywodów nie mogę tutaj rozwijać, gdyż zostaną mi ochłapy śliwkowe, a to się nie opłaca.  
„Thriller historyczny, rozgrywający się w Barcelonie od średniowiecza po czasy współczesne. Tajemniczy narrator nieśmiertelny człowiek-wampir o wiecznie młodej twarzy prowadzi nas przez stulecia, snując opowieść o swym niezwykłym życiu w zmieniającym się, fascynującym mieście. Na jego trop przypadkowo wpadają adwokat Solana i jego asystentka Marta Vives, zajmujący się dziwną śmiercią pewnego multimilionera... Wartka akcja i misterna intryga na pełnym anegdot tle dziejów Barcelony, a zarazem uniwersalny, całkiem poważny traktat o walce Dobra ze złem.”
Mam uraz na punkcie krwi i miałam trudności z akceptacją poczynań wampira, ale musiałam szybko się ze wszystkim uporać, książkę trzeba odnieść do biblioteki, opóźnienia powodują karę pieniężną. Dzisiaj już od piątej rano doczytywałam zakończenie. Oto kilka cytatów, celnych według mnie, i wymagających przemyśleń.
„…wieczność jest w naszych genach, które przekazujemy z pokolenia na pokolenie i które tworzą istotę naszego życia.” To nieśmiertelność, tylko nie zawsze to sobie uświadamiamy!
„A przecież - przyznawał - życie zostało stworzone przez Boga". Wszystko polegało na tym żeby się urodzić, znaleźć coś, co daje ci chleb, pójść za instynktem rozmnażania (instynktem, który idzie w parze z oszustwem miłości), zestarzeć się i umrzeć, zostawiając miejsce dla innych. Rodzimy się na grobach przodków w oczekiwaniu, że sami też staniemy się przodkami, i parzyliśmy się obok cmentarzy, wiedząc, że zdołamy osiągnąć jedno: cmentarze staną się większe.” Cmentarze nie muszą stawać się miastami umarłych, czas już je trochę ogrniczyć w ogromie zajmowanego miejsca. 
„Trwonisz na zawsze swoje dni, kiedy poświęcasz się badaniu dni innych.” Zależy jak na to spojrzeć, ale mojej akceptacji ten cytat nie znajduje, ale po to czyta się książki aby trochę nad nimi pomyśleć, a nie tylko przemykać wzrokiem po linijkach tekstu. 
„Co ma się wydarzyć, zawsze się wydarza. Czas jest wieczny.” Oby tylko nie z opóźnieniem, tak jak u jasnowidzów, zdarzy się, tylko nie wiadomo kiedy!
Dorzucę jeszcze od siebie, że czas stawiał na mojej drodze mężczyzn, gdyż ci jakoś bardziej interesowali się moimi przemyśleniami niż kobiety, którzy pozwolili mi głębiej wejrzeć w dzieło stworzenia. Nie, to nie to co myślicie, to z mojej przynajmniej strony, nie były jakieś flirty i romanse, to była potrzeba odszukania pokrewnych dusz wpływających na moje dokonania życiowe. Teraz to nieco się zmienia, pojawiają się kobiety, które wnoszą do mojego życia nowe wątki poznania. Może to dlatego, że stoję już nad grobem, to taka figura poetycka, gdyż w żadną dziurę w ziemi nie dam się władować, i moje walory przyciągania osobników płci przeciwnej z bogatym zapleczem intelektualnym nieco osłabły. Myślę, że gdybym miała u swojego boku człowieka, który pozwoliłby mi na rozwój, moje życie potoczyłoby się zupełnie inaczej, ale czas jest płaski, wieczny i niezbadany i nie daj Boże aby na starość miało się coś odmienić. :)
 
suma wejść na stronę - 276826,
odwiedzających - 94100,
dzisiaj -38
Reklama
 
Motto strony
 
„Pamiętaj, że każdy wiek przynosi
nowe możliwości.
Daj z siebie wszystko – inaczej oszukujesz samego siebie.”
Nie, ja nie milczę (Halina S.)
 
Nie, ja nie milczę, ja czekam
na krawędzi cichych marzeń
na czas, który ku mnie idzie
i za chwilę się wydarzy.

Nie, ja się nie boję życia,
z uporem kroczę do celu,
nigdy nie milczę ze strachu.
Żyję jak chcę, przyjacielu.

Szeroko otwieram oczy,
wpatruję się w ciszę nieba
śledzę utarte szlaki gwiazd,
ważę ciężar słów, tak trzeba.
 
Image and video hosting by TinyPic
Firma JUNESSE
 
Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE > Firma JUNESSE [kliknij]
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=