Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszystkie teksty, zdjęcia zamieszczone na stronie
http://hallas.pl.tl/
stanowią własność autora i podlegają ochronie przez prawo autorskie.
Ich kopiowanie i powielanie w całości lub części, w jakiejkolwiek formie
(drukowanej, audio czy elektronicznej),
bez zgody autora jest zabronione i jako działanie niezgodne z prawem może być karane.
.............................................
maj 2016 - maj 2026
8 maja 2026 Jak każdy ludzki osobnik, ja także, mam swoje słabe strony. Ostanio piszę dyktując, tak jest ławiej, ale program zapisuje wszystko tak, jak on uważa za stosowne. Korekta jest konieczna. Wczoraj aż do popołudnia nie miałam czasu aby zajrzeć do komputera, są przecież w życiu spawy ważne i ważniejsze, prawda? Dodałam wpis dosłownie w biegu i nie zaglądałam tam aż do dzisiaj rano, gdyż miałam czas, obudziłam się wcześnie z powodu odwiedzin w laboratorium, będę miała znowu pobieraną krew! Nic takiego, ale teraz pani doktor dmucha na zimne. To, co zauważyłam w tekście,
postawiło mnie w stan gotowości. Włączyłam komputer aby zrobić poprawki. Wcale się nie dziwię że miałam wejścia na liczniku 179\335.
Były literówki, trochę kulała interpunkcja, ale zapis wyrazu przenne zamiast pszenne był żenujący! Wcale się nie zdziwiłam zainteresowaniu czytelników. Już widzę zadowolone oblicze moich krytyków, to jest sprawa naprawdę karygodna, nie ich zadowolenie ale moja wpadka. Ja tylko dyktowałam, program pisał i jak widać wszyscy popełniają błędy. Przepraszam, w przyszłości będę bardziej uważna.
Przepis na ciastka to ja zaliczyłam do zdrowych, nie specjaliści od żywienia, ale chyba mam rację, zresztą jedno ciasteczko dziennie nikomu chyba nie zaszkodzi.
7 maja 2026 Jest takie powszechne mniemanie że seniorzy nie mając robić, nudzą się, a ja dzisiaj od rana nie miałam czasu usiąść chociaż na 5 minut przy komputerze. Jeszcze mam sporo do zrobienia, dlatego też dzisiaj nie będę się już rozwodzić nad urokami życia seniorów, ani biadolić. Upiekłam ciasto w ostatnim pudełkiem czarnych porzeczek, które trzymałam na okazje przyjazdu mojej córki. Oczywiście nie piekłam pudełka, tylko ciasto z czarnymi porzeczkami. Ugotowałam zupę z soczewicy, posprzątałąm łazienkę i kuchnię, z tym mi zawsze idzie najtrudniej.
Bercik znowu zawodzi, bo chce żeby z nim się bawić, przecież ja nie mam tyle czasu. Trochę się z nim pobawię, ale on wymaga stałej mojej obecności. Rozbisurmanił się ten mój kociu bardzo, bardzo.
Znalazłam przepis na ciastka, które można upiec bez cukru, to dobra wiadomość dla wszystkich cukrzyków. Co prawda proponują tam słodziki, ale ja tego naprawdę nie używam. Ponieważ w Biedronce sprzedają hurtem różne produkty, w tym także gorzką czekoladę, więc wykorzystałam to aby upiec ciasteczka pieguski. Naprawdę polecam. Może tak pięknie nie wyglądają, czekolada jest taka twarda że trudno ją rozkruszyć, ale najważniejsza sprawa, że mogę je bez wyrzutów sumienia jeść!!! SKŁADNIKI
mąka pszenna pełnoziarnista 200g
1 jajko
100g masła
1 łyżeczka proszku do pieczenia
ksylitol 50g
czekolada gorzka 50g
Masło zmiksować i dodać resztę składników, wyrobić, jak za suche dodać trochę śmietany, formować ciastka i piec 20 minut. Muszą być chrupiące.
6 maja 2026 Albert Einstein pozostawił po sobie wiele intrygujących sentencji. Jedna z nich brzmi: „Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej”. Cytat niesie za sobą głębokie przesłanie. Zdaniem Einsteina nauka stale się rozwija, co tworzy kontrast z gorzką refleksją wynikającą ze społecznych obserwacji na temat ludzkiej głupoty!!!
Emeryci niekoniecznie są nieudolni umysłowo, tak nie jest, głupim można być w młodości i w starości, ale mają problemy, nie ma co ukrywać.
Życie emeryta biegnie do przodu, nie zważa się na to jaki to jest dzień tygodnia, przecież i tak minie. Idę dzisiaj na swój spacer obowiązkowy, przy okazji robiąc zakupy, obok mnie przechodzi starsza pani emerytka i pyta: - Jaki dzisiaj jest dzień środa, czy czwartek? - Odpowiedziałam zgodnie z prawdą podając nawet datę. Przecież to znam! Ja wszystko rozumiem. Dni tygodnia mają znaczenie wtedy, gdy muszę coś załatwić, iść do lekarza, obejrzeć coś w telewizji, ale tak naprawdę kto by się przejmował dniem tygodnia?! Ta pani nie czuła się skrępowana pytaniem, ja również nie. Zwykła emerycka przypadłość.
Gdy ktoś zgłosi się do lekarza specjalisty w celu stwierdzenia swojego stanu umysłu, pierwsze pytanie jakie pada, to proszę podać swoje dane, proszę podać dzisiejszą datę. Bądźcie na to przygotowani, mówię o tym z dobrego serca abyście nie obniżali sobie opinii emeryckiej. Muszę zabrać się trochę do pracy, gdyż spodziewam się gościa .Przyjedzie moja córka. W tym czasie miałam mieć zabiegi rehabilitacyjne, ale poszłam do przychodni i przełożyłam na inny termin, taka ważna wizyta wymaga mojej obecności, tak myślę. Moja rodzina powinna mnie informować kiedy będą mieć wolne dni, gdyż można by wtedy wszystko ustalać, a tak trzeba zmieniać terminy. Tak tylko mówię, bo przecież oni sami nieraz nie wiedzą, kiedy te ferie przypadną. Bercik też uważa, że powinnam być przy nim zanim nie zaśnie, chodzi po mieszkaniu i zawodzi jak etatowa płaczka. Nie miałam dzisiaj czasu, gdyż przygotowywałam ogórki małosolne na przyjazd gościa. Takie tam ogórki, nie ma wszystkich przypraw, ale chcieli, będą mieć. Musiałam pracę przerwać i zająć się kotkiem, jako że nie dało się już słuchać tego zawodzenia. Teraz nakarmiony i wygłaskany zasnął i będzie trochę spokoju. Oby wszędzie były takie problemy, to dało by się z nimi żyć.
5 maja 2026 Matury! Kasztany zamilkły, boją się obsypać kwieciem, ale bywały lata, że nadążały. Dla mnie to czas prawie zatarty zupełnie już w pamięci. Pięćdziesiąt siedem lat temu do naprawdę długi okres w życiu. Powiem szczerze, mimo że matura poszła mi bardzo dobrze, nie chciałabym powtórzenia tych emocji. Uczyłam się solidnie, nie wyobrażam sobie co by było, gdyby mi się nie powiodło. Przeżywałam później ten czas razem z moimi córkami, mimo że zdały z wyróżnieniem, jedna i druga, ale to zawsze stres. Kiedy patrzę na tych elegancików i dziewczyny w białych bluzkach, uśmiecham się do tych młodych ludzi, widzę jak to przeżywają. Mam takie jedno zdjęcie w komputerze, gdzie już widać tylko radość że już po wszystkim, nie chce mi się już szukać w albumach dowodów.
Bardziej mnie martwi to, że coraz więcej kolegów i koleżanek milknie. Nie wiadomo czy to choroba, czy już ich nie ma. Maturę jednak zdawaliśmy razem, nasza wychowawczyni opiekuńcza i tak o nas dbająca jak o własne dzieci, których to dwóch synów straciła w powstaniu warszawskim, nasz dyrektor mieszkający w budynku szkoły, a my w internacie na najwyższych piętrach. Ja tak daleko od domu, takie dziecko i już usamodzielnione, wsparcie koleżanek i ich rodzin, gdyż mieszkali blisko. Rozkleiłam się trochę, przepraszam.
4 maja 2026 Jak my lubimy narzekać, żalić się, winić wszystkich i wszystko za to co nas spotyka, gdy jednak popatrzymy na wszystko, co muszą przechodzić inni, trochę należałoby zmienić zdanie.
- Dzwoni do mnie znajoma i opowiada o tym co spotkało jej krewną. Osoba ta była chora, leżała w łóżku, dostała zakrzep, noga zrobiła się granatowa i trzeba było ją amputować. To stary człowiek, bez możliwości opieki i jakoś musi żyć. Państwo zapewnia różne formy pomocy, ale w małych miejscowościach sprawa jest trudna. Kiedy sami dajemy sobie radę, cieszmy się tym co mamy.
- Moja sąsiadka, starsza niż ja, nie ma ograniczeń związanych z wiekiem. W czasie pogawędki dzielimy się informacjami, jak to staruszki. Była w odwiedzinach u córki, pytam więc jak się udał pobyt. Mówi o tym, że była na wycieczce, uprzejmie pytam gdzie i jak się wycieczka udała. - Byliśmy w Maroku! - odpowiada. Trochę mnie to zdumiało, taka wycieczka, no, no! Ja nigdzie dalej już nie jeżdżę, czuję się ograniczona wiekiem, ale jej to nie przeszkadza zupełnie. I tak trzymać, póki można nie poddawać się starości.
- Lubiłam zawsze rozwiązywać krzyżówki jolki. Najpierw te z Przekroju, później już Magazyn jolek. Jakoś dawałam sobię radę, niekiedy sięgałam po encyklopedię, i to wszystko. Teraz gdy rozwiązuję krzyżówkę wiszę na smartfonie. Tak mi wygodnie. Usiadłam w jeden dzień na balkonie z Bercikiem, który zasnął czując się bezpiecznie, ja miałam krzyżówkę, ale nie wzięłam smartfona, nie chciałam budzić kotunia i zabrałam się do rozwiązywania. Krzyżówka wydała mi się bardzo trudna, ale wpisałam kluczowe słowa i jakoś dobrnęłam do końca bez wspomagania. Jestem z siebie dumna, myślę że dosyć oglądania się na pomoc, trzeba działać samemu na ile się da.
- Chyba poszukam jakichś prac na świeżym powietrzu. Wczoraj cały dzień byłam aktywna, dobrze mi to zrobiło. Spałam całą noc bez wsparcia, bez wybudzania się. Siedzenie w domu nie sprzyja zdrowiu. Mam rację, czy nie mam?
3 maja 2026 Najmodniejsze i często odwiedzane miejsce w mieście B. to nowa siedziba Akademii Muzycznej i kawiarnia nad wodą. Trochę wolnego, to i staruszka tu i tam wyskoczy. Nastrój wspaniały - ptaszki śpiewają, żaby rechocą, gwar przy stolikach, pyszne ciasta i lemoniady. Na ciasto się nie skusiłam, ale lemoniada z czarnych porzeczek i czarnego bzu wyśmienita. Trzeba jeszcze kiedyś tam wpaść, mają drugą z rokitnika, zobaczymy jak smakuje.
Każdy musi wrócić do kuchni, musi nie musi, ale domowe jedzenie jest najsmaczniejsze i najtańsze, nie ma co ukrywać, więc porada praktyczna.
Gotujemy w różnych garnkach, ale przechowujemy żywność w szczelnych pojemnikach, najlepiej szklanych, które nie wchodzą w reakcję z żywnością. To drobna zmiana, która może mieć duże znaczenie zarówno dla jakości potraw, jak i zdrowia domowników. Podczas gotowania kontakt z żywnością jest krótki, ale wielogodzinne przechowywanie w lodówce znacząco wydłuża ekspozycję na metale takie jak nikiel, chrom czy aluminium.
Jeszcze większą ostrożność należy zachować w przypadku patelni z powłoką nieprzywierającą — zarówno teflonową, jak i ceramiczną. Gdy powierzchnia jest zużyta lub porysowana, może uwalniać mikroskopijne cząstki powłoki do żywności. Skutki długotrwałego spożywania tych substancji, podobnie jak mikroplastików, wciąż są przedmiotem badań — jednak naukowcy zalecają ostrożność.
Weźcie to pod uwagę, majłatwiej wsunąć garnek z kapustą lub zupą do lodówki, ale to błąd!
2 maja 2026 Lada moment zakwitną bzy. Miejmy nadzieję że poczujemy ich zapach. Dzisiaj zwróciłam uwagę na oklapnięte liście bzów, susza daje się we znaki. Czas na deszcz. Niby wszystko ma swój czas, ale przyroda wyznacza swoje standardy. Dzikie śliwy przeszły mi koło nosa. Było zimno, zapachów gorzkich nie było.
Powinnam zabrać się do pracy, ale jakoś straciłam werwę. Zobowiązałam się do przygotowania obiadu i na tym polu muszę stanąć na wysokości zadania. Mam jeszcze trochę czasu. Bercik umęczył się na balkonie w skwarze południa i chłodzi się w domu. Ja rozgryzam przyszłość wyznaczoną dla staruszki. Popatrzyłam na zdjęcia sprzed dziesięciu lat na stronie maja 2016 i widzę jak czas odbił się na moim wyglądzie. Spójrzcie sami. Najgorsza jest nadwaga. Mam stanowczo zbyt mało ruchu, ale nienawidzę spacerów dla poprawienia formy. Gdyby Berciś dał się okiełznać, zabrałabym go na przechadzę, ale nie mam szans na ubranie go w szelki...
Myślę o tym jak to będzie gdy stanę się istotą duchową, co ja będę tam robiła? Na ziemię nie mam zamiaru wracać, dosyć się spełniłam w wielorakich zadaniach, coś moje dociekania zamilkły, chyba więc trzeba się szykować, byle tylko nie wypróbowywali na mnie demencji starczej i chorób starości. "Najnowsze badania wskazują, że osoby, które przeszły udar, są znacznie bardziej narażone na rozwój demencji. Badacze z University of Michigan Medical School odkryli, że im cięższy udar, tym większe ryzyko." Wolałabym już odejść wcześniej, tylko jak to załatwić?! Nie tylko mnie nawiedzają takie myśli, w pewnym wieku każdy się nad tym zastanawia.
Bolesław Leśmian i jego wizja pogrzebu mnie odstrasza i dlatego nie będzie takich obrzędów. wiersz mnie rozbawił, ale jest przerażająco prawdziwy.
1 maja 2026
Majowe zadziwienia!!!
-
Butelki za które można otrzymać 50 groszy. Mam takie butelki, i teraz mam dylemat, bo muszę je przecież składać, nie polecę z jedną butelką. Byłam w Biedronce i przyszła para młodych ludzi, którzy nieśli ze sobą olbrzymią pakę butelek. Wychodziłem i trochę głupio się czułam żeby stać i patrzeć, co oni będą robić, no ale przecież musieli to w jakoś upchnąć w tym butelkomacie. Skąd oni tyle butelek nabrali? Przeciez nie byli w stanie w krótkim czasie wypić litry wody, widocznie gdzieś nazbierali. Zastanawiam się czy ja też będę butelki składać. Stoi już w kuchni zgrzewka wody abym nie musiała nosić, teraz będę mieć nową torbę z pustymi butelkami? Myślę, że wystarczyła segregacja śmieci. Zobaczymy jak się akcja rozwinie.
- Mieliśmy wczoraj z Bercikiem trudny dzień. Upodobał sobie nowy kwiatek stojący na oknie do skubania. Weszłam akurat do pokoju i krzyknęłam – Bercik! Kotek natychmiast wycofał się z akcji ciągnąc za sobą inne doniczki z kwiatkami, wszystko wylądowało na podłodze - ziemia zmieszana z łodygami, moje łóżko w ziemi, wszystko wokół ubrudzone. Co miałam robić? Wyjęłam odkurzacz i zaczęłam sprzątać. Bercik oczywiście od razu uciekł, ale cały dzień chodził skwaszony i trzymał się na uboczu. Wieczorem nie wytrzymał i rozpoczął batalię o zaanektowania szafki pod telewizorem. Jestem wobec tej jego strategii bezbronna, staram się zająć go zabawami, ale w spokoju filmu obejrzeć nie mogę. Naprawdę nie wiem co z tym fantem zrobić? W dzień go wcale szafka nie interesuje, dopiero jak wieczorem oglądam film. Bercik to przebiegła mała bestyjka. Teraz wyleguje się na balkonie. Osłoniłam czym mogłam, gdyż słońce piecze niemiłosiernie, ale muszę pomyśleć o innym zabezpieczeniu.
- Moje życie układa się w trzech płaszczyznach - codzienne obowiązki, obsługa kota i książki, tv, muzyka... taka otoczka kulturalna. Pierwsze dwie muszą być wypełnione, nie ma rady, trzecia ma mnie odciągnąć od codzienności. Obecnie czytam romansowo-kryminalną powieść "Stracona ziemia" autorka to Miranda Cowley Heller. Liryczna, brutalna i namiętna powieść pochłonęła mnie i w końcu trochę zdenerwowała. Główna bohaterka kocha dwóch mężczyzn, w sposób łamiący moje poczucie moralności. Uczucia uczuciami, ale przecież jakieś granice muszą być, prawda?
1 maja 2016
Gdybym dostała na egzaminie pytanie dotyczące obecnego ustroju społeczno-politycznego Polski, chyba bym oblała. Na skutek transformacji, jaka zaszła po ostatnich wyborach, nic już nie jest jasne. Trójpodział władzy się rozmazuje. Przykładów nie będę przytaczać, gdyż się boję.
Klasy społeczne formowały się, mówię celowo w czasie przeszłym, i według tygodnika "Polityka" społeczeństwo polskie dzieliło się na dziewięć klas: elitę, wyższą klasę średnią, specjalistów, klasę urzędniczą, pracowników handlu i usług, robotników wykwalifikowanych, rolników, robotników niewykwalifikowanych oraz podklasę (z ang. underclass). Trudno mi określić swoje miejsce w tych podziałach, czyżbym była wykluczona społecznie?!
Teraz jedną wypowiedzią podzielono Polaków na gorszych i lepszych, czyli swoich i tych spoza tej grupy. Tutaj może dojść do przetasowań, które mogą doprowadzić do nieprzewidzianych skutków! To jest bardzo niebezpieczny podział. Można by też podzielić społeczeństwo na biednych i bogatych; związanych z kulturą i tych dla których ona nie ma wielkiego znaczenia, gdyż da się żyć bez kina czy teatru, i itd. i itp.
Pomyślałam o tym w związku ze świętem klasy robotniczej, która lata całe walczyła o swoją godność i przetrwanie, a teraz nie ma już siły, aby manifestować wywalczoną pozycję. Może traci na znaczeniu?! Nie chodzi mi o dawną formę świętowania, ale o zaznaczenie swojego miejsca w historii. Jak wyglądałby świat bez tego przytupu społecznego, który tak łatwo jest teraz pomijać... Byłam w kościele, modlono się zaludzi pracy! I tak być powinno.
2 maja 2016
Świąt mamy teraz sporo, dzisiaj czcimy flagę narodową to Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej, także Dzień Polonii i Polaków za Granicą, Symbole są ważne, ale czy to wszystko, co może dla Ojczyzny zrobić patriota? Chyba to zbyt mało, ważną sprawą są czyny. Praca, ideały, wcielanie ich w życie jest najważniejsze.
Słuchałam dzisiaj dyskusji w radio PiK. Wymieniono ludzi najbardziej zasłużonych dla Bydgoszczy, skromnych, których dzieło przetrwało ich samych. Mówiono o wielu, wspomnę tylko o dwóch, byli to:
Marian Rejewski – matematyk, twórca Enigmy;
Andrzej Szwalbe – dyrektor Filharmonii Pomorskiej.
Twórcza, mrówcza praca, wielkie serca i umysły, talent i odwaga w realizacji podjętych zadań. Żyć w mieście, skąd wywodzili się- Rejewski, lub wybrali Bydgoszcz jako swoje miasto – Szwalbe, przyprawia o dumę narodową.
3 maja 2016
Konstytucja 3 Maja, właśc. Ustawa Rządowa z dnia 3 maja – uchwalona 3 maja 1791 roku ustawa regulująca ustrój prawny Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Powszechnie przyjmuje się, że Konstytucja 3 maja była pierwszą w Europie i drugą na świecie (po konstytucji amerykańskiej z 1787 r.) nowoczesną, spisaną konstytucją.
To było właściwe rozegranie spraw na polu politycznym i parlamentarnym. Polska stała się monarchią konstytucyjną. Ograniczono demokrację szlachecką znosząc to nieszczęsne liberum veto, wprowadzono polityczne zrównanie mieszczan i szlachty, chłopów wzięło pod ochronę państwo. Była to „ostatnia wola i testament gasnącej Ojczyzny”.
Dzisiaj mówi się o zmianie konstytucji z 1997 roku. Komu ta zmiana jest potrzebna i dlaczego? Ja nie mówię, że konstytucji nie można zmieniać, chodzi mi o celowość takiej zmiany. Zbyt wiele "dobrych zmian" nikomu na dobre nie wyjdzie. Powinniśmy zachować ciągłość dziejową, a nie przewracać wszystko do góry nogami, nawet to, co zmiany nie potrzebuje. Czy PiS z kimkolwiek współpracował gdy był w opozycji? Chyba nie, zawsze stawał okoniem, co nie sprzyjało budowaniu jedności. Czy teraz opozycja ma przyjmować wszystkie „dobre zmiany”? Niech opozycja łamie sobie tym głowę, ja mam swoje sprawy.
Obudziłam się dzisiaj około siódmej przymuszona. Śniło mi się, że stoi obok mnie człowiek, jakiś dygnitarz czy duchowny, z wielkim kijem, a może pastorałem, i wyraźnie mi przykazuje: „Wstawaj!” Postawiło mnie to na nogi, mimo, że jeszcze dobrze nie doszłam do siebie. Pomyślałam sobie, ostatnio trochę się rozpraszałaś staruszko bawiąc się w sprawy, które można było odłożyć. Przeszłam w lot do konkretów, gimnastyki i mycia, które coraz bardziej obrzydzają mi życie, małe śniadanie i do pracy.
Nie mogę wybrnąć z ostatniego rozdziału dotyczącego dworu, ale się staram przecież. Wydaje mi się, że komuś tam w zaświatach zależy abym odkryła prawdę. Wybieram się do Archiwum w Koninie. Musi to być dzień roboczy, gdyż w święta jest nieczynne i moim sprzymierzeńcom wyraźnie sprawia to kłopot. W każdy kolejny piątek coś ktoś ma pilnego i przez cały miesiąc nie ma kiedy jechać. Ja muszę sprawdzić prawdziwość zapisów, które lokalni historycy powtarzają, nie mając tak naprawdę dowodów zawartych w dokumentach. Upewniam się, że racja jest po mojej stronie, ale muszę mieć pewność. Gdyby okazało się, że jest inaczej, trudno, muszę wtedy uznać ich racje, ale ja muszę mieć na to dowody. Historii nie buduje się na iluzjach, nie odkrywa się prawdy, głosząc prawdy domniemane. Napoleon Bonaparte powiedział "Historia to uzgodniony zestaw kłamstw." Ja taką drogą nie pójdę...
4 maja 2016
Bruno Schultz, mistrz słowa polskiego, spadł z piedestału, który dla niego zbudowałam, oczarowana pięknem jego utworów. Należy mu się to! Jako mężczyzna nigdy na mnie nie robił wrażenia, ale przecież pisarz ma pisać, a nie uwodzić staruszki. A jednak uwiódł i przywiązał do siebie do końca życia Junę, Józefinę Szelińską. "Ona, moja narzeczona, stanowi mój udział w życiu, za jej pośrednictwem jestem człowiekiem, a nie tylko lemurem i koboldem. Ona mnie więcej kocha niż ja ją… " Xięga Bałwochwalcza powiedziała wiele o życiu i skłonnosciach Bruna To właśnie mnie wyprowadziło z równowagi. Jakie to wygodne, napawać się miłością, która spływa na człowieka, a samemu robi się to, na co ma się ochotę, na boku… Słów nie mam już na to, że tak można dać się omotać i nigdy o artyście nie zapomnieć, truć się z rozpaczy, a on nawet nie wydedukował dlaczego. Jaka ta miłość bywa zgubna dla tego, kto kocha całą duszą i sercem i tak naprawdę dusi się życiem. Nie mnie oceniać, musiał być tego wart. Być może miłość do geniusza objawia się wielokrotnością doznań, byłych i niebyłych. Zaproponował jej jedynej małżeństwo, ale nie zdołał sprawy doprowadzić do szczęśliwego dla Juny zakończenia. On miał sztukę, a ona codzienność i miłość do Bruna.
Aby wyjść z tego przygnębiającego nastroju, przytoczę anegdotkę, o trójce przyjaciół z udziałem Schulza. Pewnego zimowego dnia szli ulicą Marszałkowską trzej przyjaciele, trzymając się pod rękę. W środku elegancko ubrany Witkacy – w palcie z bobrowym kołnierzem – a po bokach skromni Szturm de Sztrem i Bruno Schulz. I nagle Staś, nie puszczając przyjaciół, podszedł do policjanta i poskarżył się, że został napadnięty przez tych oto dwóch obdartusów.
Ubawiło mnie to wczoraj tak, że nie mogłam zasnąć. Nadmieniam, że czytelnictwo uprawiam wieczorami w pościeli.
5 maja 2016
Obok na zdjęciu księżniczka Charlotte. Będziemy miały z księżniczką podobne wspomnienia, gdyż nosi ona spinkę w kształcie kokardki w kolorze niebieskim, ja natomiast nosiłam spineczki różowe. Jak widać moda od ponad siedemdziesięciu lat się nie zmienia, a to daje do myślenia. Mawiano, że myślenie ma kolosalną przyszłość! Może i ma, ponieważ jest to „ciągły proces poznawczy polegający na skojarzeniach i wnioskowaniu, operujący elementami pamięci jak symbole, pojęcia, frazy, obrazy i dźwięki.” Wszystko jest więc w porządku, są symbole, skojarzenia, wnioski… był więc to proces myślowy.
Z tym myśleniem jest problem. Ludziom się wydaje że myślą, ale niekoniecznie możemy to nazwać myśleniem. Gombrowiczowskie „Dla Ani, co to ani, ani…” znajduje swoje uzasadnienie. Bywa, że taka Ania się przyznaje, że ani, ani, ale nikt się tym nie przejmuje, gdyż jest to sprawa Ani. Niech bierze korepetycje, jak nie załapała się na myślenie, gdy był na to czas. Kiedy zakochana Ania zwierza się przyjaciółce, że już nie myśli o tym wstrętnym Miśku, który ją teraz lekceważy, to czy ona myśli o niemyśleniu?! Nie jest to chyba zgodne z prawdą, bo gdy o kimś mówisz, to w jakiś sposób o nim myślisz, a nie nie myślisz. Dobrze, że Ania mówi, bo gdyby milczała, to byśmy nie wiedzieli o czym Ania myśli. Monteskiusz powiedział, że „niektórzy myślą, że myślą.” A ktoś inny dorzucił, że pisanie to jest imitacja myśli. Rozmyślałam o tym przez godzinę w czasie rehabilitacji, uniesiona nad leżankę na linach. Sami możecie osądzić, co w stanie lotności wymyśliłam. Nudzi mi się tam przeokropnie, choć moje stawy mają zupełnie inne zdanie na ten temat i nawet odpuściły trochę, o ile chodzi o ból. Czy jednak stawy myślą?! Ja mam myśleć, a stawy mają być sprawne. Sama w tej sytuacji nie wiem, czy z moim myśleniem jest wszystko w porządku. Obym tylko jutro nie przeszła na myślenie życzeniowe, gdyż nie wiadomo, co wtedy wymyślę, a niektórzy mogą dostać wypieków na twarzy, jako że mam zdolności telepatyczne!
6 maja 2016
Wczoraj sprawowałam doraźnie funkcję hydraulika. Przeciekał syfon pod zlewem. Praca wydawała mi się prosta. Rozkręciłam wszystko, wymyłam – było co myć, mimo że systematycznie używam kreta, i temu podobnych – sprawdziłam, gdzie leży przyczyna przecieku, wyszukałam stosowną uszczelkę i skręciłam wszystko. Uszczelki wszelkiej maści chowam w oddzielnym pudełku, tak na wszelki wypadek i teraz akurat taki się zdarzył. Kiedy córka przyszła na obiad, poprosiłam aby jeszcze podokręcała, gdyż moje ręce już nie są takie sprawne. Wszystko jest jak należy, nic nie cieknie. Miałam co prawda plan B, gdybym nie dała sobie rady. Hydraulika zawsze można zamówić, ale obyło się bez pomocy z zewnątrz.
Przy okazji stwierdziłam, że gdy człowiek ziewa na potęgę i wydaje mu się, że bez drzemki nie obędzie się, najlepiej zabrać się za pracę fizyczną wymagającą stawienia czoła nowej sytuacji. Starość to nie niemrawość, wszystko da się jakoś załatwić. To, że wygląda się nieszczególnie, nie ma wpływu na wykonywane prace.
Oglądałam kilka dni program o Elżbiecie Czyżewskiej. Piękna, inteligentna, zdolna i nieszczęśliwa. Wypowiadali się na temat jej życia i pracy znajomi i przyjaciele. Wiadomo, co mówili, mnie chodzi o to jak wyglądali. Niby zadbani, eleganccy, ale starzy. Ręce żylaste obłożone nadmiarem skóry, włosy jak puch u dzieciaczków dwuletnich, zmarszczki, to atrybuty wieku. Wszyscy prędzej czy później dojdziemy do takiego stanu, albo już jesteśmy na takim etapie. Niedawno czytałam o charakterystycznym zapachu goszczącym w domach starych ludzi, w ludziach także. Nie mają już siły sprzątać dokładnie, wietrzyć, dezynfekować i często czyścić ubrania. Takie ciuchy zgromadzone przez ileś tam lat w szafie wydzielają w końcu charakterystyczną woń, a wyrzucić szkoda, bo być może się przyda, tak jak mnie uszczelka! Koło się zamyka, lekarstwa przyjmowane przez staruszków też robią swoje. I tak staruszek nabywa charakterystycznej woni. W kościele to aż głowa niekiedy boli, stare palta, byle jakie perfumy polewane raz po raz na zleżałą odzież, robią swoje.
Piorę ciągle bluzki i wdzianka jak szop pracz, ale jak długo będę miała siły?! Owiana nimbem starości zabieram się za analizę nowych dokumentów, które do mnie dotarły. W archiwach to dopiero pachnie. Wszędzie jest czysto, ale mikroby cały czas szukają nowych ksiąg do zasiedlenia. Po takiej wizycie głowa mnie boli, zresztą, gdy układam w szafie także, a przecież nigdy nie chowam tam brudnych rzeczy… Starość w każdej formie cechuje rozkład.
7 maja 2016
Rozbuchała się wiosna w mieście H. Japońskie wiśnie kwitną na potęgę. Cała ulica różowa i radosna. Pamiętam ten urok, kiedyś spacerowałam tam z osobą, o której nie mogę wypowiadać się publicznie. To były piękne dni, dzisiaj dostałam zdjęcia od onej osoby i jestem pod wrażeniem uroku tej uliczki.
Jadę dzisiaj do Myślęcinka, może tam też doznam jakiegoś olśnienia, przecież zawsze mnie ten park nastraja radośnie. Pogoda piękna, słońce tak przygrzewa, że nie wiem w co się odziać. Staruszka nie może tak gwałtownie narażać się na niebiański blask. Czas przywdziać czapkę osłaniającą od słońca.
Wszystko pojawia się w odbiciu wstecznego lustra czasu. Zobaczyłam wczoraj na ulicy osobę, którą znam tylko ze zdjęć i podobieństwo było tak wielkie, że aż stanęłam z wrażenia. Drzewa wiśniowe były, ludzie przyszli i odeszli, a staruszka trwa na posterunku życia.
8 maja 2016
Serce w rozterce u staruszki. Byłam wczoraj w Myślęcinku na Różowej Polanie, gdzie psy z Liry i ludzie sympatyzujący ze schroniskiem spotkali się, aby wzajemnie się adorować. Ja też zostałam zaproszona jako matka wolontariuszki. Byłam zaskoczona przyjaznym nastawieniem psów do ludzi i ludzi do psów. Szczekanie oczywiście się rozlegało, ale to w ramach odnawianych przyjaźni, gdyż przybyli tutaj także ci, którzy już psy zabrali ze schroniska i dali im dom. Podobno pod wpływem zmiany otoczenia i dawki miłości zastraszone i skurczone osobniki przerodziły się w piękne zadbane pieski. Ja widziałam już tylko zadbane pięknotki, ale ci, którzy znali je przed adopcją, dali świadectwo. Doświadczyłam gestów psiej przyjaźni, co widać na zdjęciach. Ten duży pies to wilczarz zaprzyjaźniony z panią kierownik schroniska i u niej w domu mieszkający.
To jedna strona medalu, a druga, ta która mnie przyprawia o palpitację serca, to kilogramy staruszki H., które osiadły na jej kurczącej się sylwetce. Skąd się tego nabrało!? Dawno mnie nie ujmowano na zdjęciach i to, co zobaczyłam wprawiło mnie w przerażenie. Na co dzień tego nie widzę, gdyż się sobie nie przyglądam. Teraz zdaję sobie jasno sprawę skąd te bóle stawów, zadyszki i sapki. Nie ma rady, schudnąć trzeba, dla zdrowia i wyglądu. Wieczorne ssanie w żołądku zaspakajane do późnych godzin wieczornych dało wyniki. Wczoraj na kolację kromka chleba z sałatą i plasterkiem wędliny była całym posiłkiem. Głodna byłam jak licho, ale trudno. Dzisiaj obudziłam się już o piątej rano, z głodu. Organizmowi dostarczyłam przegotowanej wody i kubek herbaty zielonej. Męcz się organizmie, śniadanie będzie o dziewiątej, skromne i oszczędne. Wrócę do płatków owsianych z kawałkiem razowego chleba z powidłami. To, że jeszcze mieścisz się w spodniach, to jeszcze nie znaczy, że zachowałaś dawną wagę. Wolną kiedyś przestrzeń zapełnił nadmiar tkanki tłuszczowej. Zobaczymy co się da zrobić.
10 maja 2016 Nareszcie mam czynne moje strony! To było przykre doświadczenie. Przywiązałam się, a to jak zawsze w życiu, jest niebezpieczne. Miałam więcej czasu, to fakt, dwa okna poszły pod „ścierkę”. Dużo czasu zajmuje mi rehabilitacja, mam też w gościnie dwa koty. Śpią prawie cały czas, a ja z nimi. Kicia pochrapuje, mnie nawet komputer nie chroni od drzemki. Teraz znowu wszystko pójdzie utartymi szlakami.
Koty są u mnie, gdyż ktoś zabrał się za generalny remont domu. Każdy teraz woli być czysty i mieć wokół siebie porządek.
11 maja 2016
Są sprawy, które wyglądają inaczej w oczach każdego oglądającego. Wysłuchałam kiedyś opowiadań osoby, która uczestniczyła ze mną w tych samych przedsięwzięciach, i tak naprawdę to z wrażenia zaniemówiłam. Zasługi jej, talenty, dokonania były tak oszałamiające, że poczułam się jak pionek w tej grze. Dla mnie to wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Przecież nie chodzi o to, aby tylko krytykować, każdy coś robi dobrze, robi też źle, ale aby robić wszystko źle, to już naprawdę trzeba się bardzo wysilać. Zasługi domniemanych geniuszy ogłaszających takie prawdy, pokruszą się z czasem, a życie zweryfikuje osiągnięcia rzeczywiście dokonane. Ten ktoś chyba się bał, że nie zostanie doceniony… Tyle tylko i ani słowa więcej, gdyż strach zamyka mi usta. A jak zacznie o mnie opowiadać niestworzone rzeczy?! Licho nie śpi, węszy i osądza. Im ktoś głośniej krzyczy, tym mniej ma racji.
Wędrowałam dzisiaj przez to moje miasto, które stało się moim z przypadku trochę, i naprawdę nie mogę się nadziwić dokonanym zmianom. Wszystko pięknie odnowione, no może nie wszystko, są chyba jeszcze miejsca zaniedbane, ale wokół mnie jest pięknie. Czy tak wygląda ruina gospodarcza? Aby mnie nie posądzono o nie-do-pucowanie mojego lokum, zabieram się do mycia wielkiego okna balkonowego. Goście lada moment staną w progach, nie mogę się narażać, też może im do głowy przyjdzie ogłosić audyt?! Wolałabym, aby mówili o sobie, ale zawsze wygodniej mówić o kimś!
12 maja 2016
Świat nie jest taki zły, tak sobie myślę, gdyż inaczej to nie wiadomo, co by człowiek zrobił z rozpaczy. Najlepiej to przeczekać, przecież nic nie trwa wiecznie. Ludzie oceniają wszystko według swojego „widzimisię”. Nic na to nie poradzimy. Staram się jakoś to sobie wytłumaczyć, ale moja wyobraźnia jest zbyt wątła... Można sobie pomyśleć, po co się starać, jak i tak ktoś zmiesza cię z błotem.
Jestem teraz przy historii kościoła w M. Przytoczę tylko taki fragment: Wizytatorzy nieraz przypominali im o ich obowiązku troski o kościół parafialny i jego wyposażenie, a także obowiązkach duszpasterskich. O ks. Warszewskim wizytator m. in. zapisał, że z powodu jego zaniedbania w 1708 r. skradziono pozłacany kielich, dlatego sam powinien tę szkodę naprawić.
Jak widać, to było ostre zagranie. Może i w sprawach polityczno-urzędniczych teraz też tak powinno być, tylko kto będzie chciał te urzędy piastować?! I dlaczego dopiero teraz dokonuje się oceny! Za rzucanie słów na wiatr też powinny być kary. W państwie prawa nie można wyjść przed szereg i powiedzieć, to czy tamto jest sfałszowane, i spokojnie iść do domu. Każdy ponosi odpowiedzialność za słowa i czyny. Nie masz dowodów, to nie mów, a jak mówisz, licz się z konsekwencjami. Takie jest moje zdanie. „Złotem” aut nie odwróci się uwagi od spraw naprawdę ważnych. Po co tyle gadać, nie lepiej wziąć się do pracy i pokazać, jak powinna wyglądać nowa rzeczywistość. Dlaczego się nie mówiło o nadużyciach w czasie tych ośmiu lat, tylko teraz trzepie się językami, bo przecież nie faktami. Mieliśmy patriotów, dla których Polska była najważniejsza, obecnie najważniejsza jest zemsta. Czegoś takiego jeszcze w historii nie mieliśmy. Tak wygląda budowanie wizerunku Polski!? Myślę, że powinniśmy prosić Niebiosa o opiekę.
13 maja 2016 Witajcie siostry okularnice! Ja nie mam żadnych kompleksów z tej racji. Chętnie kupiłabym sobie nowe oprawki, ale moje szkła są specjalnej troski i zbyt wiele kosztują, zostaną więc ze mną tak długo, jak na to pozwoli mój wzrok. W domu chodzę bez okularów, nie muszę widzieć każdego paproszka na dywanie, ale gdy wychodzę, okulary stają się częścią stroju staruszki. Do czytania mam inne okulary chroniące moje oczy przed komputerem. Jednym słowem okularowe dostosowanie i szczęśliwa okularnica. Trochę przez tydzień przycichnę, gdyż przyjeżdża ktoś, o kim nie mogę pisać, ale to nie znaczy, że zamilknę.
16 maja 2016
Czas ma dla mnie inny bieg. Jestem ciągle zajęta. Rozwijam się towarzysko. Zagęszczenie w domu jest duże, poszły w ruch materace, gdyż miejsc do spania zabrakło. Są jeszcze dwa koty, bardzo miłe, nie sprawiają kłopotu. Dowiedziałam się przy okazji, że mam telefon chyba z czasów dinozaurów, ale to przecież nowa produkcja, tylko opcja dla staruszków. Musiałam w poprzednim miesiącu wrócić do swojego starego telefonu, to sama stwierdziłam, że był bardzo „wypasiony”. Mnie jednak na takich nowinkach nie zależy, tym bardziej, że niezbyt jestem zainteresowana gadaniem przez to urządzenie. Trzeba, to używam, ale nic więcej.
Wczoraj miałam dobry dzień, w grach zespołowych byłam w czołówce. Sama się dziwiłam. Osoba, o której nie mogę mówić, jest chyba najbystrzejsza, nie możemy jej pokonać. Na dodatek robi wszystko jakby mimochodem, a ja pracuję na całych obrotach. Dzisiaj już trochę gorzej, ze mną, oczywiście. Widocznie samopoczucie i sprawność intelektualna napływają falami, raz jest gorzej, raz lepiej.
Wczorajszy odcinek serialu o aktorze przedwojennym o pseudonimie artystycznym Bodo, trochę mnie przygnębił. Niby sławny aktor, w sumie dobry człowiek, ale kobiety miały z nim ciężko. Pierwsza miłość wypełniła go po brzegi, i tak naprawdę nigdy się nie skończyła, inne panie były traktowane marginalnie, a właściwie wykorzystywane. Nie wystarczyło już dla nich miłości. Czy to nie jest upokorzenie, pełnić rolę drugoplanową tylko dlatego, że ktoś nie umie o kimś zapomnieć?! Takie postępowanie ze strony mężczyzny nie jest uczciwe.
17 maja 2016
Aaaa, aaaaa
były sobie kotki dwa.
Szaro-bure aaaa,
rudo-bure aaaa,
były sobie kotki dwa.
Zapowiedziano, że będą do czwartku. Miało je stresować nowe miejsce, ale jakoś tego po nich nie widać. Obecnie śpią i pochrapują. My słuchaliśmy po południu w bibliotece opowieści p. Roberta Jankowskiego, który miał babcię Elżunię i dziadka Franciszka, później dwiedziliśmy Wyspę Młyńską i też niedługo będziemy robić aaa.
20 maja 2016
Czas wypełniony po brzegi. Dzisiaj dodatkowa atrakcja – filharmonia. Mozart, Mahler, Brahms rozpalił publiczność. Zdjęcia po koncercie.
22 maja 2016
Maj chyli się ku końcowi. W domu pustka. Wczoraj wyjechały z wielkim zadęciem koty. Przeczuwały, że czeka je podróż. Chowały się za meble. Odbyła się wielka nagonka, jakby służby porządkowe wkroczyły do mojego domu i wyłapywały przeciwników politycznych. Kiedy już udało się „przygwoździć” strachliwych opozycjonistów, na klatce schodowej darły się jakby im nóż przykładano do gardła. W ostatnią noc dały nam „popalić” , miałczały i urządzały popisowe numery. Była to prawdziwa zielona noc. Mamy już to za sobą, i koty i ja. Wieczorem wyjechała rodzina. Najpierw odbyła się pożegnalna wycieczka połączona z lodowym szaleństwem. Czynna już jest lodziarnia na świeżym powietrzu. Serwują mix lodowy z dowolnym składem. Tylko baza jest stała, resztę dobiera się z wedle gustu i smaku. Ja też poszłam na całość. Będę teraz płukała gardło przez tydzień, abym nie poległa od nadmiaru chłodzenia, ale co tam. Dotrzymałam reszcie towarzystwa kroku. W czasie spaceru nad Brdą cały czas rozmawiałam z osobą, o której nie mogę mówić publicznie ani publikować zdjęć, a właściwie słuchałam opowieści, przekształcających się w serialowe odcinki. Na każdym spacerze kontynuacja wątku, a babcia słucha jak oczarowana. Komu teraz będę przypominała o obowiązkach, i słyszała w odpowiedzi – „Zaraz babciu!”. To słowo powinno zostać wyeliminowane z języka polskiego. No trudno, wszystko było i się skończyło, a teraz nastąpi powrót do codzienności. Od jutra pranie stery pościeli i ręczników. Dobrze, że chociaż pogoda dopisuje. Bycie babcią i mamą to piękna misja dziejowa.
23 maja 2016
Mam obecnie rozbujały smak związany z pomidorami, które mają już cenę do przyjęcia. Robię z nich sałatkę z serem mozzarella – można go u nas nabyć obecnie w jednym ze sklepów w cenie za złotówkę, idę więc na całość! – listkami bazylii, oliwą i przyprawą, co do której już dawno straciłam głowę, a teraz mam jej pełne pudełko ofiarowane mi w prezencie. Ta przyprawa to zatar. Coś wspaniałego. Szczególnie lubię ją właśnie z pomidorami. Jak tego specyfiku jeszcze nie znacie, radzę chociaż spróbować. Warto urozmaicić potrawy czymś właśnie tak dobrze smakującym. www.przyprawowy.pl/za-atar-zatar.html
25 maja 2016
Czytam od dwóch dni książkę - Niebo istnieje... Naprawdę! - Toddy Burpo, Lynn Vincent. Jakoś do tej pory nie wpadła mi w ręce mimo, że to światowy bestseller! 8 milionów sprzedanych egzemplarzy, z czego 70 tysięcy w Polsce! Tłumaczony na 35 języków! Mały czteroletni chłopiec Colton Burpo cudem wyzdrowiał po nagłej operacji wycięcia wyrostka robaczkowego. Opowiedział wyjątkową historię o podróży do nieba, którą odbył w trakcie operacji, gdy już uważano, że żegna się z życiem. Widział tam osoby, o których nie mógł wiedzieć i nie mógł ich znać. Opisywał Jezusa i anioły. Na obrazie namalowanym przez inną dziewczynkę, chłopiec rozpoznał Jezusa, o którym tyle opowiadał. Jakie Jezus ma piękne, mądre i dobre oczy,
Książka mnie naprawdę poruszyła. Możemy trafić do nieba, albo błądzić po peryferiach, wszystko zależy od nas i życia, które prowadzimy. Tam podobno nikt nie jest stary i nie nosi okularów! Ja akurat na takie warunki się nie piszę, lubię być staruszką i moje okulary też dobrze znoszę. Nie wiadomo tylko, czy będą się mnie pytać jak chcę wyglądać i czy dostąpię łaski bycia w niebie. Czarny kostium czeka na tę okazję, a wiersza w kieszonce nie ma! Poczekamy, zobaczymy… Zachęcam jednak do przeczytania książki, szczególnie niedowiarków i ateistów, może im się otworzą oczy, może książka podtrzyma ich na duchu, a wiele spraw przybierze inne znaczenie. Zaraz obejrzę film, który jest dostępny na You Tube.
26 maja 2016
Sztafeta pokoleń!
Kochanej Mamie w zaświatach życzę spokojnego odpoczynku wiecznego, dziękuję za wszystkie trudy i poświęcenia, a szczególnie miłość, którą nas obdarowałaś we wszystkich kręgach pokoleniowych. Czujemy Twoją troskę zawsze, do dzisiaj, Mamo! Ja odbieram dzisiaj dowody pamięci i miłości. Nie muszą mnie o tym moje latorośle zapewniać jakoś specjalnie, gdyż czuję to codziennie, ale miło słyszeć to zaakcentowane w takim dniu. Konwaliami obdarowano mnie już z wyprzedzeniem, dzisiaj dostałam urokliwy bukiet tak pięknie skomponowany i dobrany kolorystycznie, aż mnie zatknęło z wrażenia. Zdjęcie trochę nie wyszło, zmienioną mam kartę w telefonie i coś nie gra, zdjęć robić nie mogę. Nie chce mi się przy tym „grzebać”, poczekam na speców. Zdjęcie zrobiłam w Skype, powielane straciło koloryt.
Wracając do święta. Następne pokolenie przejęło pałeczkę, córka jest mamą. Teraz ona się troszczy o ten mój największy skarb. Tak jest, jak być powinno.
Wróciłam z procesji Bożego Ciała tak zmarnowana, że spałam godzinkę, aby zregenerować siły. Powoli ich ubywa, to co było kiedyś robione z łatwością, teraz jest już wysiłkiem. Nic na to się nie poradzi, człowiek się cieszy, że jeszcze może iść razem ze wszystkimi. Jeszcze może…
27 maja 2016
Zmagam się od wczoraj z uporządkowaniem materiałów zebranych do tej pory. Chciałam uporządkować i opisać zdjęcia. Tak się złożyło, że kilka osób stara się zidentyfikować postacie na starych fotografiach. Niekiedy jest to niemożliwe. Ludzie sami siebie nie rozpoznają z okresu dzieciństwa na zdjęciach, a co dopiero powiedzieć o innych. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje.
Pisałam w związku z tym o naszych cieniach przemykających przez czas. Bywa, że niekiedy jesteśmy niedostrzegalni dla innych, wymazani na zawsze z pamięci. Czyżby nasze życie było tak ulotne jak idee Platona? Właśnie taką odpowiedź nadeszła do mnie, gdy utyskiwałam nad nierozpoznanymi na zdjęciach ludźmi. Platon, co prawda odnosił to do świata, w którym żyjemy, ale faktem jest, że cienie snują się po jego jaskini życia. "Dno jaskini, w którym znajdują się ludzie, to świat doczesny, w jakim żyją. Łańcuchy, które krępują ludzi, to rzeczy, sprawy, które wiążą ich ze światem doczesnym. Cienie natomiast, które widzą ci ludzie, są odbiciem prawdziwej idei. Platon uważał, że tylko dzięki wyzwoleniu się z łańcuchów, tj. od spraw życia doczesnego, ludzie są w stanie poznać prawdę wyższą, czyli świat idei. Dusza ludzka jest w stanie poprzez anamnesis, czyli przypomnienie, dojść do świata idei."
28 maja 2016
Wydawać by się mogło, że staruszkom rozmywa się granica dnia i nocy. Wszyscy na to narzekają! Czytałam do północy „Anglika w Paryżu” Sadlera. W końcu trzeba było zamknąć książkę, jak długo można było się bawić szorstkim humorem autora. Cierpliwie uprawiałam z nim jazdę wokół Placu Gwiazdy bawiąc się opowiastkami o emerycie szukającym możliwości wyjazdu od kilku lat z tego zaklętego kręgu, bez zakupionej bagietki, bez żony, która już zdążyła umrzeć. Według autora ludzie snują się tam jak zatracone dusze po zewnętrznych kręgach piekła Dantego i nie umieją znaleźć wyjścia. W końcu wszyscy jakoś wyjeżdżają…
Czy jest możliwa przyjaźń między kobietą i mężczyzną? To następny wątek, który mnie zafascynował. Dywagacje autora są zabawne, zdania dyskutantów podzielone.
- Jest możliwa, ale tylko po penetracji.
- Tylko po orgazmie.
- Siedem minut po ejakulacji.
- Istnieją dwa rodzaje przyjaźni. Przyjaźń przed i przyjaźń po. Pierwsza tkwi w cieniu niewyrażonej zmysłowości.
- Kobiety twierdzą, że taka przyjaźń może istnieć bez tych wszystkich dodatków, mężczyźni jednak sobie takich układów nawet nie wyobrażają, są niezbędne.
- Problemem jest jeszcze czynnik powodujący, że szuka się przyjaźni, inny dla kobiet i inny dla mężczyzn. Mężczyźni niechętnie szukają przyjaźni brzydkich kobiet!!!
Nie będę się dalej w to wszystko wgłębiać, gdyż już mnie na szczęście nie dotyczy i mogę roztrząsać takie kwestie zupełnie bez zaangażowania, co nie znaczy, że nie robią na mnie wrażenia przystojni mężczyźni, ale uroda kobiet też zwraca moją uwagę. Coś jest nie tak ze mną?! 29 maja 2016
Kręcioł niedzielny dobiega końca! Od rana wszystko szło powoli jak ranna oślica. Miałam iść do kościoła o 10, nie zdołałam zmieścić się w czasie, przeniosłam się na następne nabożeństwo i niestety, nic nie pomogło, ksiądz był pierwszy…
Menu obiadowe uległo zmianie ze względu na niedomagania stołowników. Wyszło w końcu, że najlepiej będzie sporządzić jajka w koszulkach z sosem koperkowym w towarzystwie warzyw z parownika. Byłam trochę zniesmaczona, nastawiałam się na inne danie. Nie skorzystałam także z zaproszenia na przejazd ulicami miasta B. w celu odwiedzenia Ikei, zbyt to ryzykowna dla mnie wyprawa. Obowiązuje trzeci stopień przyciągania pasa!
W końcu wylądowałam na szezlongu sporządzonym z fotela rozkładanego i materaca z gąbki. Okryta wełnianym kocem spędziłam popołudnie na balkonie. Napawałam się świeżym powietrzem wyciszona zupełnie, jako że dobra zmiana przyniosła serial przed dziennikiem wsysający oglądaczy wszelkich maści do pomieszczeń. Spokojnie kontemplowałam angielski humor p. Sadlera rozkoszując się majowym dniem. Kątem oka zerkałam na staruszki przechadzające się z godnością w towarzystwie swoich piesków i byłam zadowolona, że nie muszę z nimi konkurować.
Po spożyciu kolacji okraszonej ogórkami małosolnymi i kiełbasą krakowską suchą, będącą w promocji w mięsnym sklepie w sobotę – trzy złote za spory kawałek, to odrzut z eksportu, a rodacy i tak wszystko zjedzą w takiej cenie. Szła jak świeżę bułeczki, które podobno rozdają w Biedronce za darmo, ale nie skorzystałam z tej oferty. Noga odmówiła mi posłuszeństwa. Wpadłam na szaleńczy pomysł przebycia trasy w sandałkach na obcasach i musiałam zawrócić. Nie ma niczego złego, co by na dobre nie wyszło. Nie będę się opychać bułkami, tylko spożyję razowy chleb, który wyjęłam z zamrażalnika. Później Bodo - dziennika już nie oglądam, nie mam cierpliwości - trochę jeszcze pracy nad stroną i pójdzie się spać. W poniedziałek znowu będę kombinować jak przeżyć bez nadmiernego obciążenia budżetu. Lubię takie atrakcje! Zastanawiam się tylko skąd te przybytki wagi. Chyba jednak się zaraziłam od jakiegoś grubasa. Podobno to prawda…
31 maja 2016 Zawirowania burzowe, a w związku z tym skoki ciśnienia. O spaniu nie było w nocy mowy, a zmęczenie w dzień daje o sobie znać. Do czwartej nad ranem robiłam nikomu niepotrzebne rzeczy, gdyż o konkretnej pracy nie mogło być mowy, bolała mnie głowa. Rozwiązałam brzuchatą krzyżówkę z Jolki, na dwie strony. Dwa wyrazy jeszcze nie zostały odkryte, muszę je zlokalizować w internecie, czytała, grałam w gry mające podnosić moją sprawność intelektualną, ale nie podniosły. W jednej utknęłam na trzecim poziomie, jako że nie mogłam sobie dać rady na odwróceniu strzałek o ileś tam stopni. Pewna osoba, o której nie mogę mówić, powiedziała, że ze mną ten poziom przeskoczy. Poczekam, gdyż samej mi się nie chce nad tym myśleć. Sami wiecie jak wygląda świat po nieprzespanej nocy. Ale możecie spróbować, nie ma sprawy. http://mindfit.pl/index.html
Po obiedzie zażyłam drzemki, to dobrze wpływa na wiązanie się i powiększanie komórek tłuszczowych. Zabiorę się teraz do dalszych działań. Wysłałam zgłoszenie do archiwum, wyszukałam sygnatury, tylko nie do końca udało mi się przekształcić stronę zgłoszeniową z PDF do Worda. Jakoś to musiałam zrobić, gdyż w PDF nie można wpisywać danych. Jedną część udało mi się doprowadzić do stanu używalności, ale drugiej już nie. Zasięgnęłam nawet rady speca w tej dziedzinie, jednak to też nie pomogło. Jakoś tam wpisałam, ale z rezultatów nie jestem zadowolona. Czy pojadę wyrównywać niedobory wiedzy o Miłkowicach, nie mam stuprocentowej pewności, ale robię wszystko, aby tak się stało. Los bywa zdradliwy. Różnym osobom naobiecywałam to i owo i teraz muszę się przyłożyć, aby później nie świecić oczami.
Niebo przed kilkoma minutami przybrało ołowiany kolor, aż było strasznie, ale wszystko gdzieś się wyniosło i tylko lekki deszczyk zaakcentował prawdziwość prognozy pogody. Co nas dzisiaj czeka, nie wiadomo. Ja jednak jestem już psychicznie podbudowana i zabieram się do pracy. Nie będę czekała, aż gruszki wyrosną na wierzbie, sama je wyhoduję, no najwyżej kupię. Mimo, że nowa emerytura, z pieniędzmi nieszczególnie. Gruszki konferencje , które lubię, kosztują 9 zł kilogram, to chyba byłby już zbytek. Lepiej kupić truskawki, tańsze, tylko wygląda na to, że mam uczulenie po tych owocach. O smaku poziomkowym lubię najbardziej. Wolałabym poziomki, jednak to trochę za wcześnie.
Akacje już tumanią zapachem co słabsze osobniki, dzikie róże wabią różanym zapachem, a ja piszę, widocznie do tej konkretnej pracy zbytnio się nie palę… Ale trudno, wolałabym wierszyki, jednak mam inne zadanie życiowe. Jeden z poetów na moim niedosiężnym portalu, prawie że poetyckim, wymyśla swoim czytelniczkom od ciotek, ale to je nie obraża, są szczęśliwe, że dla nich pisze. Może mają rację, nie ma się co unosić honorem, gdyż wtedy pies z kulawą nogą wierszyka dla ciotki nie napisze. Ciotka też ma swoją wagę… Biorę się do roboty, dosyć tego. Ciotka, zołza, zgreda wsio rawno, baba to baba
Facebook "Lubię to"
Motto strony
„Pamiętaj, że każdy wiek przynosi
nowe możliwości.
Daj z siebie wszystko – inaczej oszukujesz samego siebie.”
O nic cię nie poproszę - fasti
Nigdy się nie ukorzę
o nic cię nie poproszę
zamknę słowa na klucz
wymyję w zimnej rosie
wierszyk jakiś napiszę
życie sobie osłodzę
ukradnę słowa sowie
wiatr pogonię w ogrodzie
nie będę już wiedziała
o wszystkich dylematach
miłości niespełnionej
uczuciach do końca świata
A kiedy czasem nocą
poszukam złudnych cieni
perliście zalśni rosa
na zimnym skrawku ziemi
i wtedy moje serce
w atramentowej toni
odszuka twoje myśli
i z bólem je dogoni
bo jesteś mym marzeniem
i będziesz do końca świata
w Różowej Księdze Uczuć
zapisanym tego lata
Bezsenność
w ciemnej ciszy nocy
kroczy cicho zegar
wybija wspomnienia
i czasu przestrzega
srebrny blask księżyca
o tarczę się oparł
oświetlił wskazówki
i wszystko zamotał
czyjeś smutne oczy
wpatrzone w mrok nocy
śledzą czasu przebieg
bezsenności dotyk
Sposób na samotność
Wymyśliłam sobie ciebie
W noc bezsenną o poranku,
Gdy uparcie w okno moje
Zerkał księżyc, bard kochanków.
Wymyśliłam sobie ciebie,
Gdyż ma dusza poraniona
Nadawała ciągle sygnał
„Skrzynka żalów przepełniona.”
Wymyśliłam ciebie sobie
Od początku, aż do końca.
Wiem, że nigdy cię nie spotkam,
Muza tylko struny trąca.