luty 2016 - luty 2026

5 lutego 2026
Bercik zasnął. Mam czas dla siebie. Siedzę przed komputerem i wczytuję się w wieści ze świata. Trzeba powiedzieć jasno, świat zwariował z tymi wszystkimi zboczeńcami, zdrajcami, oszołomami. Jak dalej tak pójdzie, nie będzie ludzi uczciwych i normalnych.
Czytałam dzisiaj książkę, której tytułu ani autora nie podam, abym nie wyszła na plotkarkę. Przecież wszystkie godziny, gdzie nie dane mi było zasnąć, spędziłam przeglądając karty książki. Nie pomyliłam się, przeglądałam, i współczułam autorce, która z trudem wiązała wydarzenie z wydarzeniem. Wszystko rozumiem, staram się zrozumieć, i wyobrażam sobie pisarkę, która siedzi przy komputerze głęboką nocą i wystukuje na klawiaturze tekst powieści. Zmęczenie mogło mieć wpływ na to, że losy bohaterów dziwnie się plączą. Ostatnia scenka rodzajowa zmusiła mnie do zamknięcia książki, i o dziwo, zaraz zasnęłam.
Wyobraźcie sobie dom w środku lasu, a w nim dziewczynkę, której matka zmarła w dziwnych okolicznościach, a ojciec jest alkoholikiem. Na szczęście przestał pić, ale wszystkie symptomy alkoholizmu się w nim odzywają. Dziecko budzi się w nocy i w cienkiej koszulinie idzie nad brzeg jeziora brodząc w błocie. Nad wodami jeziora unosi się duch matki prowadzący z dzieckiem dialog podtrzymujący go na duchu. Na szczęście tatuś obudził się i wybiegł na poszukiwanie córki. Taką utytłaną w błocie wziął na ręce i zaniósł do domu, kładąc ją do łóżeczka i na nakrywając czyściutką, obszytą koronkami bielusieńką kołderką przygotowaną przez kochającą go kobietę, która też przeżyła bardzo trudne chwile swojego życia i chciała ich wspomóc, pomagając także sobie. Dobre uczynki poprawiają samopoczucie.
W jakim stanie była pościel, gdy dotykały ją brudne nogi dziecka, których nikt nie umył?!
A sprawa bezpieczeństwa tej sześcioletniej dziewczynki wędrującej nocą po lesie? Dlaczego nie zamknięto drzwi domu, aby dziecko nie mogło wyjść? Nie ma się co dziwić, że matka z zaświatów przyszła aby przypilnować swoją córkę w tej leśnej głuszy.
Wniosek jest tylko jeden, autor nie powinien przeciągać pisania do późnej nocy, bo wtedy przydarzają się sytuacje powieściowe nie do zaakceptowania. Literatura powinna mnie uskrzydlać, a nie tworzyć dylematy bohaterów, które ciążą na mojej psychice. Obecnie świat realny i powieściowy mają cechy psychodeliczne. Jak ja mam się w tym odnaleźć? Czytać muszę, bez tego nie mogę żyć, ale niech to będą książki, już nie arcydzieła, ale pisane z sensem. Może sama zacznę pisać?


4 lutego 2026

Czy my możemy wpływać na nasze życie? Czy mamy możliwość wyboru, a może wszystko już jest zaplanowane? Każdy musi na to pytanie odpowiedzieć sam sobie.
Wczoraj wieczorem wpadła na chwilę do mnie moja córka z propozycją pomocy przy zakupach w związku pogodą, a szczególnie ślizgawkami na chodnikach.
- Mamo, jadę do sklepu, może chcesz jechać ze mną, albo ja kupię ci to co potrzeba?
- Dziękuję, nic nie potrzebuję - odpowiedziałam zdecydowanie. Sama wyjdę trochę na dwór.
Dzisiaj postanowiłam iść do pobliskiej piekarni zaopatrzyć się w chleb. Piekarnia jest blisko, a chleb bardzo smaczny. Ubrałam się ciepło i ruszyłam do sklepu. Sytuacja była bardziej skomplikowana niż myślałam. Chodniki niby były posypane, ale tylko fragmentami, a reszta to była ślizgawka. Stosując się do porad, które słyszałam w radio, starałam się iść powoli. Wyglądało to dosyć komicznie, krok za krokiem, stopy niezbyt blisko siebie, gdyż inaczej wpadałam w poślizg. Droga którą normalnie przebywam wciągu 5, 10 minut, wliczając w to pobyt w piekarni i pobliskim sklepie, zajęła mi całą godzinę. Po drodze spotykałam staruszki w takiej samej sytuacji jak ja, udzielałyśmy sobie wzajemnie porad jak spokojnie przebyć trasę. Cały czas myślałam tylko o tym, aby się nie przewrócić i nie połamać rąk czy nóg. Na dodatek w piekarni pani Terenia powiedziała mi o przygodzie jaka jej się zdarzyła kilka lat temu na wybrzuszonym stoku chodnika na mojej trasie. Złamała rękę w trzech miejscach. Bałam się bardzo abym nie podzieliła jej losu. Młody człowiek pomógł mi zejść ze stopnia przed sklepem, dalej szłam już sama spotykając po drodze ludzi, którzy udzielali mi rad którą stronę chodnika wybrać. Zmęczona wróciłam szczęśliwie do domu. Zima nie ustępuje. Coś mi się wydaje, że będę bała się sama wychodzić. Przydarzyć może się wszystko, nie tylko staremu człowiekowi, ale i młodszym ludziom. Chyba zimy mam już dosyć! Lepiej abym tak nie wylądowała, jak to dziewczyna, gdyż mogłabym nie wstać.
Zima zrobiła ze mnie niewolnika domowego!!!
Żałuję bardzo że nie ma u nas jasnowidza, bo poszłabym do niego po poradę. Nawinął mi się film o jasnowidzu Filipku. Potrafił prześwietlić człowieka na wylot. Doradziłby mi, czy mam wychodzić zimą na dwór, czy zimę przesiedzieć w domu, a tak jestem zdana na łaskę losu. Kto ma ochotę może sobie obejrzeć film o jasnowidzu Filipku. Potrafił przepowiedzieć przyszłość, ale własnej kozy, gdy mu uciekła. nie umiał odnaleźć.
4 lutego 2026

 
3 lutego 2026
Nie lubię narzekać, ale niekiedy to jestem trochę na siebie zła. Martwię się sprawami na które nie mam żadnego wpływu, i po co mi to? Dzisiaj od rana siedzę przy komputerze wgapiając się w całe litanie wykresów, map, zdjęć. Mam ciągle nadzieję że na coś trafię odnośnie Miłkowic w wiekach od szesnastego do dwudziestego. Jestem fizycznie zmęczona, przecież wiem, że cudów nie ma. Miejscowość leżała na pograniczu województw i nie wiadomo kiedy, gdzie była zakwalifikowana. Marnowałam czas i tyle. Sama sobie jestem winna. Pogoda piękna i mogłabym poświęcić ten czas na spacer, co też byłoby ryzykowne, bo ślisko. Mogłam poczytać, posłuchać muzyki, no wszystko mogłabym, ale ja siedziałam przy komputerze.
Kończę już Miłosza. Jego pożegnanie drugiej żony Carol w wierszu „Orfeusz i Eurydyka” wzruszające. Carol stała się końcem jego osobistego, intymnego świata. Była o 33 lata młodsza od niego, pełna zaraźliwej energii i radości. To ona miała wyprawić męża na drugi brzeg, a nie odwrotnie. Los jednak pisze swoje scenariusze. Swoją największą miłość przeżył u schyłku życia. Zmarł mając 93 lata, pochowany na Skałce w Krakowie. O jego miejsce spoczynku toczyły się boje. Ciszę się, że tę książkę przeczytałam, tego nie żałuję.


Orfeusz i Eurydyka

Czesław Miłosz

Stojąc na płytach chodnika przy wejściu do Hadesu
Orfeusz kulił się w porywistym wietrze,
Który targał jego płaszczem, toczył kłęby mgły,
Miotał się w liściach drzew. Światła aut
Za każdym napływem mgły przygasały.
 
Zatrzymał się przed oszklonymi drzwiami, niepewny
Czy starczy mu sił w tej ostatniej próbie.
 
Pamiętał jej słowa: „Jesteś dobrym człowiekiem”
.
Nie bardzo w to wierzył. Liryczni poeci
Mają zwykle, jak wiedział, zimne serca.
To niemal warunek. Doskonałość sztuki
Otrzymuje się w zamian za takie kalectwo.
 
Tylko jej miłość ogrzewała go, uczłowieczała.
Kiedy był z nią, inaczej też myślał o sobie.
Nie mógł jej zawieść teraz, kiedy umarła.
 
Pchnął drzwi. Szedł labiryntem korytarzy, wind.
Sine światło nie było światłem, ale ziemskim mrokiem.
Elektroniczne psy mijały go bez szelestu.
Zjeżdżał piętro po piętrze, sto, trzysta, w dół.
Marzł. Miał świadomość, że znalazł się w Nigdzie.
Pod tysiącami zastygłych stuleci,
Na prochowisku zetlałych pokoleń,
To królestwo zdawało się nie mieć dna ni kresu.
 
Otaczały go twarze tłoczących się cieni.
Niektóre rozpoznawał. Czuł rytm swojej krwi.
Czuł mocno swoje życie razem z jego winą
I bał się spotkać tych, którym wyrządził zło.
Ale oni stracili zdolność pamiętania.
Patrzyli jakby obok, na tamto obojętni.
 
Na swoją obronę miał lirę dziewięciostrunną.
Niósł w niej muzykę ziemi przeciw otchłani,
Zasypującej wszelkie dźwięki ciszą.
Muzyka nim władała. Był wtedy bezwolny.
Poddawał się dyktowanej pieśni, zasłuchany.
Jak jego lira, był tylko instrumentem.
 
Aż zaszedł do pałacu rządców tej krainy.
Persefona, w swoim ogrodzie uschniętych grusz i jabłoni,
Czarnym od nagich konarów i gruzłowatych gałązek,
A tron jej, żałobny ametyst, słuchała.
 
Śpiewał o jasności poranków, o rzekach w zieleni.
O dymiącej wodzie różanego brzasku.
O kolorach: cynobru, karminu,
sieny palonej, błękitu,
O rozkoszy pływania w morzu koło marmurowych skał.
O ucztowaniu na tarasie nad zgiełkiem rybackiego portu.
O smaku wina, soli, oliwy, gorczycy, migdałów.
O locie jaskółki, locie sokoła, dostojnym locie stada
pelikanów nad zatoką.
O zapachu naręczy bzu w letnim deszczu.
O tym, że swoje słowa układał przeciw śmierci
I żadnym swoim rymem nie sławił nicości.
 
Nie wiem, rzekła bogini, czy ją kochałeś,
Ale przybyłeś aż tu, żeby ją ocalić.
Będzie tobie wrócona. Jest jednak warunek.
Nie wolno ci z nią mówić. I w powrotnej drodze
Oglądać się, żeby sprawdzić, czy idzie za tobą.
 
I Hermes przyprowadził Eurydykę.
Twarz jej nie ta, zupełnie szara,
Powieki opuszczone, pod nimi cień rzęs.
Posuwała się sztywno, kierowana ręką
Jej przewodnika. Wymówić jej imię
Tak bardzo chciał, zbudzić ją z tego snu.
Ale wstrzymał się, wiedząc, że przyjął warunek.
 
Ruszyli. Najpierw on, a za nim, ale nie zaraz,
Stukanie jego sandałów i drobny tupot
Jej nóg spętanych suknią jak całunem.
Stroma ścieżka pod górę fosforyzowała
W ciemności, która była jak ściany tunelu.
Stawał i nasłuchiwał. Ale wtedy oni
Zatrzymywali się również, nikło echo.
Kiedy zaczynał iść, odzywał się ich dwutakt,
Raz, zdawało mu się, bliżej, to znów dalej.
Pod jego wiarą urosło zwątpienie
I oplatało go jak chłodny powój.
Nie umiejący płakać, płakał nad utratą
Ludzkich nadziei na z martwych powstanie,
Bo teraz był jak każdy śmiertelny,
Jego lira milczała i śnił bez obrony.
Wiedział, że musi wierzyć i nie umiał wierzyć.
I długo miała trwać niepewna jawa
Własnych kroków liczonych w odrętwieniu.
 
Dniało. Ukazały się załomy skał
Pod świetlistym okiem wyjścia z podziemi.
I stało się jak przeczuł. Kiedy odwrócił głowę,
Za nim na ścieżce nie było nikogo.
 
Słońce. I niebo, a na nim obłoki.
Teraz dopiero krzyczało w nim: Eurydyko!
Jak będę żyć bez ciebie, pocieszycielko!
Ale pachniały zioła, trwał nisko brzęk pszczół.
I zasnął, z policzkiem na rozgrzanej ziemi




2 lutego 2026
- Brawo panie Czarzasty – nie poprze pan Nobla dla Trumpa. On na nią nie zasługuje! Słuszna, odważna decyzja. Do Rady Pokoju też nie wchodzimy, to 1 miliard dolarów do kieszeni Trumpa, jeszcze czego! Jak będzie okazja to nas też wystawi do wiatru. 
- Donald Trump uwikłany jest w pedofilską aferę Epsteina. Skandal odbija się na notowaniach prezydenta USA. Chyba dlatego robi tyle rabanu wokół Wenezueli, Grenlandii czy Iranu. Wszystko wskazuje na próbę odwrócenia uwagi opinii publicznej. Najlepiej aby odszedł z polityki!!!
- 12 sierpnia 2026 będzie zaćmienie słońca!!! Tarcza Słońca będzie zakryta w znacznym stopniu przez Księżyc. Maksimum widowiska przypadnie tuż po godzinie 20:00, a samo zjawisko rozpocznie się około 19:15. Nie zapadnie całkowita ciemność w naszym kraju, lecz tarcza Słońca będzie zakryta w znacznym stopniu przez Księżyc. Kto chce obejrzeć całkowite zaćmienie niech jedzie do Grenladii, Hiszpanii... Zastanówcie się gdzie chcecie oglądać.
- Cukrzycy owoce są też dla was, wybierajcie tylko te mniej słodkie. Będzie, co będzie, chyba nic dobrego nie będzie. Wszyscy lekko zakręceni niech dadzą nam święty spokój. https://expressbydgoski.pl/te-owoce-mozna-jesc-przy-cukrzycy-sa-bezpieczne-i-maja-bardzo-niski-indeks-glikemiczny/ar/c14p2-27656329

Ile zwierzątek znajdziecie na tym obrazku? To będzie świadczyło o waszej inteligencji. Odnalazłam wszystkie, ale żyrafę z trudem.





1 lutego 2026

To działo się 59 lat temu. Moja córka przyszła na świat. Wierzyć się nie chce jak szybko to wszystko minęło. Moje dzieci są dla mnie najważniejsze, ich życie, radości i drobne wspinania się pod górkę życia. No cóż, każdy musi swoją drogę przejść. Kasia to wybitnie artystyczna natura – muzyka, malarstwo, pierwsze kroki w poezję... Na dodatek świetnie gotuje, piecze pyszne ciasta. Dajmy spokój wyliczance, radzi sobie doskonale.
Dzisiejszy dzień był jednak pełen napięcia. Moja druga córka była na południu Niemiec, chciała zrobić siostrze niespodziankę urodzinową i przejechała całe Niemcy aby zapukać wieczorem do ich drzwi wprawiając wszystkich w zdumienie, mnie też, gdyż zadzwoniła do mnie mając w tle całą rodzinę siostry. Dzisiaj rano odwieziono ją na dworzec, dalej miała jechać sama, ale kiedy chciała uskuteczniać planowaną podróż, z przerażeniem stwierdziła że nie ma telefonu, zostawiła go. Zimno okrutnie, a ona bezradna wobec zaistniałej sytuacji. Teraz w telefonie jest wszystko, bank, bilety na samolot. Jedyny numer jaki znała to mój, gdyż to ja jestem teraz najsłabszym ogniwem w rodzinie. Zadzwoniła do mnie z telefonu udostępnionego jej przez obcego człowieka, krótko, zwięźle, aby szybciej. Szczęście, że odebrałam. Skontaktowałam się z wnukiem, gdyż Kasia przygotowywała się już na przyjście gości, zięć z telefonem pojechał, ale nie znalazł córki. Ja nie dawałam za wgraną, dzwoniłam na numer z którego się odezwała i jakoś się porozumieliśmy. Ile razy zięć przejechał trasę, to przejechał, ale telefon został doręczony. Wszyscy byli dostatecznie zdenerwowani, a ja szczególnie. Łzy leciały mi z oczu same. Zawsze jakieś wyjście z sytuacji jest, ale to był trudny poranek.
Wnioski:
  • Nie zapominaj o telefonie, to dzisiaj niecka bytu i komunikacji.
  • Naucz się na pamięć chociaż jednego numeru telefonu poza swoim, może się przydać.
  • Miej zawsze przy sobie jakieś drobne pieniądze kraju, w którym się znalazłeś.
  • Ubieraj się ciepło w zimie gdy wyjeżdżasz, nigdy nie wiadomo jak podróż będzie przebiegała.
  • Ucz się języków obcych chociaż w stopniu podstawowym , aby móc się porozumieć.



  •  
1 lutego 2016
Luty to miesiąc urodzinowo-imieninowy. Zaczynamy od dzisiaj. Pięć znaczących dat w najbliższej rodzinie. Wszystkim Solenizantkom, Jubilatom i Jubilatkom najlepsze życzenia. Szkoda, że towarzystwo rozrzucone po świecie, nie będzie zbyt dużo okazji na torty urodzinowe, ale coś tam się uszczknie. Kwiatów musi wystarczyć dla wszystkich zainteresowanych, kto będzie szybszy, dostanie więcej...

 
 2 lutego 2016

Mam kłopoty zdrowotne, moje ciśnienie pnie się w górę. Wiem nawet dlaczego, gdyż jakiś wredny, nieprzyjazny typ ludzki o mnie źle myśli. Ale ja się nie dam, odrzucę złą energię, zneutralizuję myśli mi nieprzychylne i odzyskam siły. Jako narzędzia oczyszczenia pola energetycznego użyłam kardiologa, przecież lekarze po coś są! Manipulacja prądami i tabletkami swoje zrobiła. Dochodzę do siebie. Nie tak łatwo, jak widać, mnie unicestwić. Cały dzień spoczywałam w łożu, wypoczywając aż do znudzenia. Dostałam maile, laptop przecież wzięłam ze sobą, tam gdzie przebywałam nie był szkodliwy, tylko źle się pisało. Jak za pociągnięciem różdżki czarodziejskiej odezwały się osoby, które myślałam, że zamilkły na zawsze. Dostałam informacje, wsparcie i ukierunkowanie. Objawieniem był także film Kutza z 1974 roku, którego akcja dzieje się w miasteczku Warta - ideowy z czasów PRL. To blisko terenu, który jest przedmiotem moje penetracji, ale to nie to, czego szukałam, a było już tak blisko. Gdy ktoś chce spojrzeć na miasteczko, gdzie można nabyć pyszne jagodzianki, to zapraszam. https://www.youtube.com/watch?v=t8gtK8QEfdM
Szukam filmu ze sceną powitania żołnierzy radzieckich na moście w Miłkowicach. Wszyscy wiedzą, że był kręcony, ale nikt nie zna tytułu ani  nazwiska reżysera. Obejrzałam cały film uważnie, ale to nie to. Dzionek minął, mam nadzieję, że moje kłopoty także. No chyba że ktoś chce mnie omotać. Niech się jednak strzeże, jestem staruszką, ale swoje sposoby jeszcze mam na takie niecne praktyki.  

3 lutego 2016
Marek Pindral „Oman” to moja lektura kilku ostatnich dni. Podróżnik, żurnalista, fotograf przemierza świat, aby go lepiej zrozumieć, co nie zawsze jest takie oczywiste i oczywiście proste. Islam, jako religia obowiązująca w Omanie narzuca szereg nakazów i zakazów, które teraz w czasie napływu ludności tego wyznania może narobić sporo zamieszania. Oni do nas mogą oczywiście przyjechać i się zadomowić, ale nikt nie dostanie obywatelstwa w Omanie. Mogą chcieć też wprowadzać swoje stroje, zwyczaje czego przykładem może być taharrusz dżamaa http://kobieta.onet.pl/taharrusz-znaczy-molestowanie/jye8w0
Pindral mówi o tym wprost, że nasza demokracja może prysnąć, przygnieciona nietolerancją przybyszów. Gdy w porę tego się nie zatrzyma, to wtedy z pokorą trzeba będzie przyjąć, że kolejny zamach koła historii zmieli wszystko w proch.
Arabowie ucząc się od innych – Indie, Chiny – sami dali światu podwaliny medycyny w dziedzinie położnictwa, krwioobiegu, czy sterylizacji zapobiegającej infekcjom. Kaligrafia, algebra też dużo wniosły do nauki. Ciekawie wyjaśnia dlaczego mężczyźni mieli tam po kilka żon – związane było to z wojnami. Mają swoje wyścigi wielbłądów, nie cierpią psów, mirra i pachnidła mają tutaj miejsce szczególne, gdyż dbają o higienę duszy i ciała. Myślę, że już dosyć wywodów, muszę jakoś zebrać się do wyjścia, gdyż spóźnianie to moja cecha szczególna.
 
4 lutego 2016
Człowiek nie zawsze zdaje sobie sprawę, że to co robi, w czym bierze udział, może być tym ostatnim razem. Przeglądasz później w myślach ostatnie święta, imieniny, które były jeszcze z udziałem osoby, która odeszła, niekoniecznie w zaświaty, ale gdy było się razem.
Wpadła mi w ręce płyta nagrana przeze mnie z utworami, które zrobiły na mnie kiedyś wrażenie, istny miszmasz - muzyka poważna, piosenki, arie, nawet papież się zaprezentował … Włączyłam wieczorem i tak się rozkleiłam, że naprawdę trudno było mi czytać książkę, też wspomnieniową, Paweł Huelle w „Śpiewaj ogrody” uwodzi światem, który przeminął, ale zapisuje go tak romantycznie i sugestywnie, że trudno się oderwać od lektury. Utkwił mi w pamięci opis koncertu na łące spowitej w czerwcowe uroki. Kwartet złożony z grupy przyjaciół spotykających się raz w roku, zdążających na to spotkanie z różnych stron Polski, we frakach i muszkach zasiada w dolinie pośród traw i przy księżycu gra ulubione utwory. Ostatni raz, tylko, że oni o tym nie wiedzą, odwiedzie ich od dalszych spotkań wojna… Powiem szczerze, ludzie mieli fantazję, może pisarz miał, ale wybrzmiało to pięknie. Chciałabym usłyszeć taki koncert – wieczór, dolina otoczona lasem, zapach traw, blask księżyca i muzycy, jak zjawy z innego świata, bez nut, z pamięci wiodą nas w świat Wagnera.  A może tak zabrzmi dla kogoś Wagner?!
 
.....
5 lutego 2016

7 lutego 2016
Paląc papierosy narażasz nie tylko siebie, ale również osoby z twojego najbliższego otoczenia (tzw. biernych palaczy). Skutki mogą dać znać o sobie nawet po kilku latach.
Współuzależnienie od nadmiernie pijącej lub stosującej używki osoby, także ludzi uzależnionych od hazardu, seksu, zaburza związek, wciąga w proceder cały łańcuszek osób z rodziny i przyjaciół, wprowadza destrukcję. Inni ponoszą szkody, straty na umyśle, zdrowiu fizycznym i psychicznym, mają zakłócony kontakt z sobą, a przyczyną są uzależnienia od osób, z którymi przebywają.
Kończy się karnawał, ludzie mają prawo się bawić, ale z nimi, chcąc nie chcąc, biorą w zabawie - biernie oczywiście - sąsiedzi z góry, z dołu i z obu boków. Nie jestem przeciwko zabawie, sama lubiłam się bawić, ale dlaczego ja mam do późnych godzin słuchać hałasów, drżeń sufitu i brzdęków, stęków uczestników zabawy. Umęczone osobniki biorące biernie udział w zabawie odsypiają dzisiaj nie ich karnawał. Mam dobrych sąsiadów, ale wczoraj trochę przegięli. Dzisiaj cisza jak makiem zasiał. Niech się bawią, ale niech też mają trochę względu na to, że nie wszyscy garną się do zabawy, szczególnie tej biernej. Może jestem staruszkowata maruda, ale trochę się umęczyłam, a rano piekłam ciasto drożdżowe, gdyż wygląda na to, że wychodzę na mistrza w tej dziedzinie. Chwalą mnie niepomiernie, tak jak pewna osoba, o której mam nie wspominać tutaj, dała mi palmę pierwszeństwa w dziedzinie pierogów z serem, gdyż tylko takie lubi. Człowiek nawet się nie obejrzy, a wybija się gotowaniowo i pieczeniowo.  Cieszę się, że im smakuje, ale ja nie jestem stworzona do zajmowania czołowych miejsc. Trochę mnie to deprymuje, jestem skromną i nieśmiałą staruszką.
 
9 lutego 2016
Ciepło, zbyt ciepło. „Parowałam” dzisiaj przemierzając ulice miasta. Trzeba sięgnąć po lżejszą kurtkę. Całe popołudnie układam rozdział dotyczący właścicieli dworu w M. w czasach od XIV do XIX wieku. Wcale to nie jest łatwa sprawa. Informacje się dosyć oszczędnie,  czasy odległe, a mam je i tak podzielić zawsze na dwie części - pierwsza ma być informacyjna, druga źródłowa. Takie były w większości opinie osób, które poprosiłam o ich zdanie na temat formy zapisu. Ponieważ ma to być zapis ostateczny przeznaczony do druku, przeglądam jeszcze wszystkie źródła, aby czegoś nie przeoczyć, odszukać  materiały, które może gdzieś mi umknęły.
Jestem dzisiaj przy 1830 roku. Ocena głównych wodzów jest dwutorowa, w każdym razie nie została w takiej formie udostępniana w podręcznikach historii. Z jednej strony są odznaczani, nazywa się ich bohaterami, docenia zasługi na polu walki, a z drugiej „życzliwe dusze” wymyślają im od opojów, bawidamków, hulaków. Szczególnie ci, którzy nie parali się walką zbrojną. Skąd ja to znam!!! Przy okazji wpadł mi w oko fragment ówczesnej gazety, która podaje sposób walki przez żołnierzy z cholerą. Musicie to sami przeczytać, ja osobiście jestem zaskoczona taką metodą pozbywania się tej choroby, która nas już na szczęście nie dotyka. Zastanawiam się, czy takie rewelacje mam zapisać jako dokument. A może jest coś, czego ja nie wiem?!


Jak widzicie moje Ostatki są na miarę staruszki. Słodkością dnia był tort od Sowy, którym mnie ufetowano i to wszystko, została praca, praca i tylko praca. Zdobyczne materiały doprowadzę do stanu używalności już jutro, gdyż na dzisiaj mam zdecydowanie dosyć. 
Bawcie się wszyscy, którzy macie ochotę i okazję, aby zajmować się takimi sprawami. Jutro sypanie głowy popiołem. Ten symboliczny gest przywołuje wszystko do właściwego poziomu.
 
 12 lutego 2016
„Przepędzić czas” Rainer Maria Rilke (tł. M. Jastrun)

Dziwaczne słowo: przepędzić czas!

Zatrzymać go, to byłoby zadanie.

Bo kogóż to nie trwoży: gdzie jest trwanie,

gdzie w końcu byt w tym wszystkim wszystkich nas?



Spojrzyj, dzień zwalnia kroku przed przestrzenią,

która ku wieczorowi go porywa:

wstanie zmieniło się w stanie, stanie w leżenie,

i wszystko z własnej woli leżące upływa –



Góry śpią w świeżości gwiazd ogromnej; –

lecz w nich także czas jest pełen błysków.

Ach, w moim dzikim sercu bezdomnie

nocuje wiekuistość.

 Rilke przypomniał o sobie, gdy czytałam „Śpiewaj ogrody” Pawła Huelle. Właśnie ten tytuł nie daje mi spokoju – śpiewaj ogrody, tak jak śpiewaj pieśń. Śpiewaj ich urodę, dzikość, świeżość w kroplach rosy poranka, barwy i zapachy. Widzę ogródki mojej mamy, roziskrzone kolorami różnorakich kwiatów, to wszystko jest gdzieś we mnie, wraca i daje mi radość.
"Śpiewaj ogrody" to hołd oddany pięknej i mądrej kobiecie, Niemce. Nie do końca to jest jasne, ale to nie zmienia postaci rzeczy, delikatność i nieśmiałe uwielbienie, którym autor obdarza powieściową bohaterkę Gretę, potwierdza jego osobiste zaangażowanie w opowiadaną historię. Rilke też miała takie fascynacje, najpierw rosyjska pisarka, Lou Andreas-Salomé z którą utrzymywał kontakty do końca życia, później żona rzeźbiarka, Klara Westhoff, z którą miał córkę, ale jakoś mu się nie ułożyło.
…gdzie w końcu byt w tym wszystkim wszystkich nas?pyta Rilke. Niedawno oglądałam zwierzenia Romana Polańskiego – jego życie wystarczyć by mogło na kilka wątków. Sam stwierdził, że wszystko musiało się dopełnić, aby przyszło nareszcie spokojne szczęście z ukochaną kobietą i rodziną u boku. Wszyscy mamy wypisany nasz byt w gwiazdach, dla nas zakryty, ale dopełnić się musi, no chyba, że wyraźnie szarpiemy jego zapis, ale to nam na dobre nie wychodzi. Gdy jesteś nieszczęśliwy, to znaczy, że nie idziesz drogą, która jest ci pisana. Szczęście nie jest podpięte do bogactwa, możesz być biedny, ale zaznać szczęścia. Ja obecnie spełnię się w pięknych kolorze ściany w małym pokoju – przydymionym kwinteciku. Nie wiem dlaczego sypialnia poszarzała i trzeba odświeżyć ściany, to już chyba osiem lub dziewięć lat, gdy było malowanie, i cieszę się niezmiernie, że już z końcem lutego wkroczę w ten przydymiony kolorek i  nastąpi mój czas „pełen błysków”. Nie mogę już się doczekać.
Przywołam jeszcze raz poetę:
Różo, sprzeczności czysta, pragnienie,

by stać się snem niczyim pod tylu

powiekami. (przeł. A. Lam)
Powodem jego śmierci było prawdopodobnie zakażenie, jakiego doznał raniąc się kolcem róży... Szczęśliwy w zaświatach, gdyż jest pod tylu powiekami, moimi także. 


  13 lutego 2013
Zupełnie zatraciłam umiar na punkcie "Atramentowej" Celińskiej! Boję się, że ją zedrę tak, jak kilka innych płyt. może kolejno się będę dzieliła przeżyciami. Najpierw zdjęcie, które mnie rozczuliło i dlatego zaczniemy od tej tematyki.
Pamiętam czas, gdy tato przyjeżdżał na obiad i trochę zawsze odpoczywał, przecież od wczesnego rana był na nogach. Dziobałam, co tam było na talerzu i biegłam na podwórko, chwytałam męski rower z ramą, a miałam ze cztery, może pięć lat, i jeździłam pod ramą. Nie miałam pozwolenia wyjeżdżania na ulicę, jeździłam po podwórku, które miało mały spad, a ja zataczałam kółka. Raz zbyt ostro wzięłam zakręt i wyłożyłam się tak skutecznie, że nie mogłam się z tego "żelastwa" wyplątać. Wszystko bolało jak licho, ale nie zraziło mnie to do dalszych jazd. Nikt nie słyszał o takich fanaberiach jak mały rowerek, jeździło się na tym, co było pod ręką. To były czasy...  

 
15 lutego 2016
Akurat natknęłam się na przepowiednie Jackowskiego, naszego jasnowidza, dotyczące sytuacji w Polsce w 2016 roku. Tak naprawdę trzeźwo myślący człowiek też by to przepowiedział.  Każdy z nas ma jakieś przeczucia, błyski intelektu, telepatia też ludziom nie jest obca, tylko nie zawsze zdajemy sobie sprawę, że to jest w nas i dopiero po czasie, gdy jakieś sny, lub przewidywania się sprawdzą powiemy, no tak, wyprzedziliśmy czas.
Sama też mam miewam takie „momenta” w życiu, że dla mnie jest to zastanwiające, a otoczenie jak zwykle reaguje – Ach, mama to zawsze… Jednak trochę się trzeba z tym liczyć. To jest jakiś przebłysk, coś, czego człowiek nie umie sobie wytłumaczyć. Oto przykłady.
1. Byłam na zwolnieniu. Jeden z uczniów, który miał kłopoty, wszedł nieproszony do pokoju nauczcielskiego i dopisała sobie stopnie, dla niepoznaki innym też, aby nie wzbudzać podejrzeń. Nauczyciele raczej wiedzą, jakie oceny stawiają i rozpętała się afera. Nie było winnego, wróciłam ze zwolnienia i powiedziałam – to on. „Facio” był tak skonsternowany, że nie był już w stanie się dłużej bronić i się przyznał. Chciał tylko wiedzieć skąd ja wiedziałam. Przecież nie będę mu mówić, że ja widziałam scenę, gdy zakradał się do pokoju i wiedziałam w jaki sposób tam wszedł. Powiedziałam, że wiem i już.
2. Kiedyś spotkaliśmy się w większej grupie znajomych. Mieliśmy bardzo zdolną matematyczkę, która chciała nas zagiąć jakimś zadaniem matematycznym, no może bardziej logicznym. Nikt nie potrafił się z tym uporać, ale ja rozwiązałam to natychmiast uzasadniając wynik,  gdy mnie poproszono o powtórzenie, nie byłam w stanie tego zrobić. Skąd ja to wiedziałam, nie wiem. Matematycznym geniuszem to raczej nie jestem.
3. W stosunku do ludzi, na których mi zależy, miewam przeczucia mające ich obronić przed niewłaściwym wyborem, ale kto tam by mnie słuchał, najpierw trzeba się sparzyć, a później cierpieć, narzekać. Nie będę podawać szczegółów, bo i po co.
4. Takie sytuacje, gdy trzymam telefon w ręku aby zadzwonić, i w tym samym czasie odzywa się osoba do której mam dzwonić, to już prawie norma, szczególnie gdy coś nas „gryzie”.
5. Może trochę z innej beczki, kontaktów z zaświatami. W czasie snu pojawiła się moja mama z poleceniem, że mam działać i to natychmiast. Jak się okazało, taka sytuacja miała miejsce i zdołaliśmy jakoś zapobiec nieszczęściu.
I tak bym mogła wspominać, tylko po co. Niech mi ktoś wytłumaczy, co to jest i dlaczego dotyka niektórych ludzi. Kiedy machałam wahadełkiem i koniecznie chciałam dowiedzieć się, jakie mam wykreślić numery w totku, to stało w miejscu jakby je ktoś unieruchomił. To znak, że pieniądze są dla mnie niczym.
Rozbawił mnie pan archeolog, gdy do niego zupełnie już zdesperowana napisałam w sprawie zdjęcia dworu. Odpisał, że chyba mamy kontakt telepatyczny, gdyż był właśnie w Miłkowicach i odkrył nowe stanowisko do badań. Ja wiem, że zdjęcie dworu ktoś ma, ale nie mogę wcelować we właściwą osobę. Kochany mój Aniołku, skupmy się, może jakoś dotrzemy do celu. Może to stąd idą te wszystkie impulsy, przeczucia i kierunek działań?!
....................................................................................................................................
Moi Mili Czytelnicy! Przecież ja nie przepowiadam przyszłości!!! Gdybym to potrafiła, to pomogłabym w pierwszym rzędzie samej sobie, a idzie mi wszystko średnio... Gdy ktoś wysyła skumulowane wiązki energii, to niekiedy odbieram, i to wszystko. Nie zwracajcie się do mnie z pytaniami, czy miłość już puka. Nie wiem, może puka, a może jeszcze poczeka.

16 lutego 2016
http://www.fakt.pl/polska/romantyczna-relacja-jana-pawla-ii-z-anna-teresa-tymieniecka,artykuly,611569.html

Przeczytałam ten artykuł z wielkim wzruszeniem. Co łączyło Annę Tymieniecką i Jana Pawła II? Poznali się w latach 70. Ich niezwykła relacja trwała ponad 30 lat. Pisali do siebie listy. "Powiedziała, że chce być w jego ramionach, pozostać w nich szczęśliwa. Przeprosiła również za to, że nie nauczyła się jeszcze kontrolować swoich uczuć" – dowiadujemy się z materiału BBC. "Rozmyślam o tobie, a w myślach przychodzę do Pomfret każdego dnia" pisał.. Zwierzył się, że uwielbia ich rozmowy telefoniczne, bo może usłyszeć jej głos, ale nigdy nie trwają wystarczająco długo i nie zastąpią listów ani spotkań. "Rozpaczliwie chcę być blisko ciebie" pisała ona.
Co rządzi naszymi uczuciami?! Jaki mamy wpływ na kontrolowanie ich, czas trwania, intensywność? Jak dziwnie dobierają ludzie obiekty swoich uczuć? Czy mamy prawo osądzać, potępiać, dziwić się? Trzeba cieszyć się tym, co mamy, gdy się skończy, to już nie wróci. Zdecydowanie jestem za zniesieniem celibatu. 

18 lutego 2016
Będziemy obchodzić 1050 rocznicę Chrztu Polski. Dzięki tej decyzji Mieszka I weszliśmy do kręgu cywilizacji zachodniej. To dla nas był milowy krok w drodze do postępu. Sprawa nie jest jednak tak krystalicznie czysta, jakby mogło się wydawać. Senat też miał problem z oceną! Mieszko I był taki, jak inni władcy tego okresu, zdecydowany, brutalny, ciut rozwiązły ale i przewidujący. Dobrawa wymogła na nim przyjęcie chrześcijaństwa. Za nim poszli inni z jego kręgu, ale wcale tak łatwo nie było. W pierwszych kościołach, rotundach, modlili się tylko możni, a lud w cieniu nocy w puszczach czcił starych bogów i pod presją, z oporem, przyjmował nową wiarę tracąc zęby lub owijając szmatami połamane ręce czy nogi. W tym kontekście nie było sprawą najważniejszą, czy Mieszko był dobrym chrześcijaninem, ważne było to, że przyjął chrześcijaństwo i poprowadził państwo we właściwym kierunku.
Teraz chmury zbierają się nad Wałęsą. Kim był, czy kumał się z władzą i dlaczego tak postępował, nie nam sądzić. Przykładów w historii mamy trochę, gdy pozornie współpracując z wrogiem, wydzierano mu jego tajemnice. Bez względu na to, co tam udowodnią Wałęsie, jest sprawą oczywistą, że to on bez rozlewu krwi przeprowadził naród do wolności. Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego główni działacze KOR sami nie stanęli na czele walki, tylko wystawili Wałęsę? Może bali się o siebie i woleli robotnika rzucić na pożarcie lwom, gdyby sprawa się nie powiodła?!
Najlepszy wódz to człowiek o czystych rękach, który nie rzucał się w wir walki, nie narażał się, a przyszedł na gotowe i rządzi.  Nikt o nim nie powie, że skalał się jakimiś złymi, nieczystymi czynami.
Naczelnik Piłsudski też nie był bez skazy, ale tego mu się nie wypomina, liczą się cele nadrzędne. To dzięki jego nieugiętej postawie zyskaliśmy niepodległość w 1918, a jego niedocenione, tak uważam, działania strategiczne w 1920 w czasie Bitwy Warszawskiej uratowały Europę przed zalewem bolszewizmu.


Zastanówmy się więc teraz kogo sądzimy, wywlekając co się da o Wałęsie, sami siebie, czy innego człowieka, który wziął na siebie odpowiedzialność za wszystkich.

19 lutego 2016
Pobieranie krwi dla takich wysokociśnieniowców jak ja, ma swoje dobre strony. Śpię dni i noce. Dla mnie to czas zmarnowany, ale chociaż odpoczęłam. Żyję przede wszystkim gorzką czekoladą. Nie dziwię się, że stara medycyna stosując „upuszczanie krwi” niejednego pacjenta skutecznie przeprowadziła na drugą stronę żywota. Dzisiaj zabrałam się już do pracy, ale czuję się już zmęczona - analizowanie, systematyzowanie zebranych informacji jest wyczerpujące. Dwór odsłonił się w wykopaliskach, ale niech się zmaterializuje. Już czas.
Ciągle w głowie świdrują mi myśli dotyczące Wałęsy! Komu i dlaczego na tym zależało, aby ujawnić takie informacje? Dlaczego ta stara kobieta, żona Kiszczaka, teraz pokazała te dokumenty, kto ją do tego namówił? Teraz chce przeprosić Wałęsę, po co było więc to robić? Dlaczego dokumenty bez dokładnego ich zbadania publikuje się? Kamiński powiedział coś nareszcie mądrze - autentyczne to nie znaczy, że prawdziwe. Coś mi w tym wszystkim nie gra. Komuś zależy na tym, aby znowu mieszać? Może dołując legendę Wałęsy ktoś inny chce się wybić?! Ten świat jest naprawdę dziwny.

20 lutego 2016

21 lutego 2016

22 lutego 2016

26 lutego 2016
Jestem już tak zdesperowana brakiem wyników w poszukiwaniach zdjęcia dworu w Miłkowicach, że pozwolę sobie na udostępnienie nazwisk sióstr dziadka Franciszka Marlińskiego, przecież tam się wychowywały, może odezwą się ich potomkowie będący w posiadaniu pamiątek rodzinnych. 
- Anna Deka z d. Marlińska pozostała w siedlisku rodzinnym 
- Franciszek Marliński, mąż Józefy Szczepaniak, zamieszkał w Miłkowicach
- Józefa Burska z d. Marlińska wyszła za mąż za właściciela ziemskiego zamieszkałego w Łosinach koło Szadku
- Marianna Modrzejewska z d. Marlińska zamieszkała koło Szadku
- Józefa Kluszczyńska z d. Marlińska zamieszkała w Józefce koło Rossoszycy
- Stanisława Torzewska z d. Marlińska zamieszkała w Wylazłowie koło Poddębic

Gdyby ktoś był w posiadaniu zdjęć, bardzo proszę o kontakt. Proszę także o kontakt mieszkańców Zasp Miłkowskich, wieś już prawie nie istnieje, ale ludzie przecież gdzieś są, także sąsiadów i przyjaciół Marlińskich.
Nie wiem czy coś zdołam pozyskać, ale chociaż nie powiem, że nie wykorzystałam wszystkich możliwości.
milkowice.pl.tl/Historia-dworu.htm
27 lutego 2016
Wczoraj wysłuchałam, co Premier ma nam do powiedzenia, dzisiaj szukam jakiegoś echa i milczenie. Na jednym portalu mała wzmianka. Co to ma znaczyć?! Czyżby coś poszło nie tak? Ja osobiście uważam, że Beata Szydło się stara, ale ekonomia rządzi się swoimi prawami i rząd to nie św. Mikołaj, któremu rodzice podrzucają prezenty. Zagalopowali się i tyle. Tego się nie da przebrnąć suchą nogą. Ja tak naprawdę, to nie rozumiem jak ktoś może nie płacić podatków, od czego więc są urzędnicy i organy ścigania…
Sprawy rozliczeń idą natomiast pełną parą. Zaczęli od Smoleńska, ale doszli widocznie do wniosku, że z Tuskiem nie ma co zaczynać, przecież pieniążki z Unii są potrzebne i rozpruli worek informacji o Wałęsie. Współczuję Prezydentowi, nawet, gdy współpracował z bezpieką, to tak załatwiać się tego nie powinno. Najpierw należało wszystko zbadać, uwiarygodnić i dopiero podać do publicznej wiadomości. To, że akta są autentyczne, to wcale nie znaczy, że wiarygodne. A wymiana ludzi na kierowniczych stanowiskach w stadninie koni to już zakrawa na farsę. Widać, że komuś pali się grunt pod nogami. Planują 8 lat rządzenia! Boże miłosierny, co to będzie się działo, chyba nawet wróble na dachu będą osądzone i ukarana za to, że gospodarzowi podkradały ziarno. Klatki zapełnią się przestępcami. Zaznaczam, że ja mam czyste ręce, nic nie przywłaszczam, ale mnie wykorzystują. Ostatnio sprzedawczyni tak mi zachwalała drożdżówki w sklepie, których i tak nie kupiłam, że wydała mi nie z 20, ale z 10 zł. Czy ja musiałam słuchać o drożdżówkach? Za gapiostwo się płaci.  Jak upomnisz się o swoje, to zaraz łapie się takie indywiduum za głowę, że jest tak zmęczona, że łatwo o pomyłkę. Dzisiaj zgadza mi się kasa co do grosza, przeliczałam wszystko dokładnie. Jest taki kiosk na bazarku, gdzie sprzedającej pani wierzę. Kiedyś chciałam jej oddać jakieś pieniądze, gdyż uważałam, że wydała mi za dużo – prowadzę ścisłą rachunkowość - ale nie chciała przyjąć. Powiedziała, że to widocznie był upust dla stałego klienta i teraz mamy bardzo sympatyczne układy. Dzisiaj uparła się aby mi opuścić 50 groszy na rachunku za warzywa, ale się nie zgodziłam. Jest przed pierwszym, to fakt, ale luty jest krótki i jestem wypłacalna, na szczęście.
A tak na marginesie, klienci też są diabła warci. Przede mną pani kupowała kapustę i kiedy sprzedawczyni ładowała towar do woreczka, ta zwędziła ze skrzynki jedną cebulę i schowała do torby jakby nigdy nic. Co ja miałam zrobić, powiedzieć, że ukradła? To koszt 10 groszy, a może nawet nie. Gdybym kradzież ujawniła, złodziejka więcej by kupować tutaj nie przyszła, a handel musi iść. Milczałam, ale mój dylemat trwa. Złodziej jest złodziejem, bez względu na to ile i za ile ukradnie. Są ludzie i ludziska. Nie jest najważniejsze, czy ktoś widzi czy nie, należy być uczciwym i basta.

  28 lutego 2016

Ekwilibrystyka językowa dla wytrwałych.

Czarny dzięcioł z chęcią pień ciął. 



29 lutego 2016
29 lutego - dzień inny niż wszystkie. Dzisiejszy dzień powtarza się co cztery lata. Jest bardziej pechowy niż piątek 13! Rok ma nie 365, a 366 dni został wprowadzony jeszcze w czasach starożytnych. Rok przestępny, może też stać się przestępczy. Należy uważać!!!
W tym czasie trzeba było się liczyć z pogorszeniem stanu zdrowia, zapadaniem na choroby nieuleczalne lub chroniczne. Wierzono, że w roku przestępnym zwiększa się liczba wypadków, samobójstw oraz zgonów z przyczyn naturalnych. Ludowe wierzenia wskazują, że nie jest to dobry czas na przeprowadzkę czy zawieranie małżeństwa. W starożytnym Rzymie unikano wtedy wychodzenia z domu.
W Wielkiej Brytanii 29 lutego od wieków ma szczególne znaczenie. W 1288 roku św. Patryk wydał zgodę na to, by szkockie kobiety mogły wtedy... poprosić mężczyznę o rękę. Jeśli zaś wybranek się nie zgodził, zakochanej przysługiwała od niego rekompensata w postaci słusznej sumy. Uważa się, że 29 lutego to dzień, którego właściwie nie ma, więc to, co się wtedy stanie uznać można za "niebyłe". W Szkocji odnosiło się to przede wszystkim do zdrady małżeńskiej.
Podano wszystkie informacje jako ostrzeżenie.
 
Facebook "Lubię to"
 
Motto strony
 
„Pamiętaj, że każdy wiek przynosi
nowe możliwości.
Daj z siebie wszystko – inaczej oszukujesz samego siebie.”
O nic cię nie poproszę - fasti
 
Nigdy się nie ukorzę
o nic cię nie poproszę
zamknę słowa na klucz
wymyję w zimnej rosie
wierszyk jakiś napiszę
życie sobie osłodzę
ukradnę słowa sowie
wiatr pogonię w ogrodzie
nie będę już wiedziała
o wszystkich dylematach
miłości niespełnionej
uczuciach do końca świata
A kiedy czasem nocą
poszukam złudnych cieni
perliście zalśni rosa
na zimnym skrawku ziemi
i wtedy moje serce
w atramentowej toni
odszuka twoje myśli
i z bólem je dogoni
bo jesteś mym marzeniem
i będziesz do końca świata
w Różowej Księdze Uczuć
zapisanym tego lata
Bezsenność
 
w ciemnej ciszy nocy
kroczy cicho zegar
wybija wspomnienia
i czasu przestrzega

srebrny blask księżyca
o tarczę się oparł
oświetlił wskazówki
i wszystko zamotał

czyjeś smutne oczy
wpatrzone w mrok nocy
śledzą czasu przebieg
bezsenności dotyk
Sposób na samotność
 
Wymyśliłam sobie ciebie
W noc bezsenną o poranku,
Gdy uparcie w okno moje
Zerkał księżyc, bard kochanków.

Wymyśliłam sobie ciebie,
Gdyż ma dusza poraniona
Nadawała ciągle sygnał
„Skrzynka żalów przepełniona.”

Wymyśliłam ciebie sobie
Od początku, aż do końca.
Wiem, że nigdy cię nie spotkam,
Muza tylko struny trąca.
 
Odwiedziło stronę 218232 odwiedzający
Ta strona internetowa została utworzona bezpłatnie pod adresem Stronygratis.pl. Czy chcesz też mieć własną stronę internetową?
Darmowa rejestracja