luty 2016 - luty 2026
28 lutego 2026
Mojżesz – prorok i przywódca Izraela – powiedział: Wieczny Bóg jest bezpiecznym schronieniem, On odwiecznie wyciąga w dół swoje ramiona.
Czytam książkę "Szkoła bardzo prywatna. Moja elitarna brytyjska edukacja"
Charles Spencer
To brat Diany. Szkoły te kończyły najwybitniejsze postaci w historii Wielkiej Brytanii, jak choćby Winston Churchill. Znowu mam na tapecie szkoły prywatne!
"W latach siedemdziesiątych ośmioletni Charles Spencer, brat księżnej Diany, rozpoczął naukę w elitarnej Maidwell Hall. Szybko się okazało, że w tej powszechnie szanowanej instytucji panuje przyzwolenie na przemoc ze strony nauczycieli, a także silniejszych uczniów. Podczas pięciu lat spędzonych w Maidwell Spencer był ofiarą psychicznego znęcania się, kar cielesnych i molestowania seksualnego. W Szkole bardzo prywatnej przejmująco opisał własne doświadczenia. Opowiedział także o losach swoich rówieśników – dziś dojrzałych ludzi, dla których edukacja w szkole z internatem stała się źródłem wieloletniej traumy."
Taka była tradycja, jak widać traumatyczna dla dzieci. Te rodziny wcale nie musiały zostawiać dzieci w internacie, ale uważały z różnych względów, że tak będzie najlepiej dla wszystkich. To jest trudna lektura.

Pomyślałam też sobie o losach dzieci pochodzących z małych miejscowości, które musiały kontynuować naukę w większych miastach. W tym celu przy szkołach powstawały internaty. Sama też przeszłam taką drogę. Nie miałam nawet 13 lat, kiedy znalazłam się daleko od domu. Poszłam do szkoły rok wcześniej i to wlokło się za mną całe życie. Nie miałam problemów z nauką, ale przyjeżdżałam do domu tylko na święta i wakacje. Jak ja sobie tam radziłam, to nie wiem, nie mogę sobie przypomnieć. W internacie była stołówka, to pamiętam, ale jak ja sobie radziłam z praniem rzeczy w których chodziłam, nie mogę sobie przypomnieć. Moje koleżanki mieszkały niezbyt daleko od szkoły i one mogły częściej jechać do domu i jakoś te matki mogły o nie zadbać, a ja? Moi rodzice nie byli zbyt majętni, do mnie tata do szkoły przyjechał jeden raz przez te 5 lat, gdy byłam w liceum. Chyba łatwiej mają dzieci, które mają szkołę na miejscu, jak jeszcze narzekają, to chyba nie zdają sobie sprawy jak trudno mają ich rówieśnicy rzuceni na głęboką wodę w tak młodym wieku. Powiedziawszy szczerze, to ja wcale nie chcę wracać do tamtych lat, bo różowo to tam nie było. Wychowawcy byli życzliwi, pełni zrozumienia, ale przecież taka grupa młodzieży to nie jest do ogarnięcia przez jedną osobę, która miała dyżur w internacie. Zrobiłam wszystko, aby moje dzieci nie musiały dojeżdżać do szkoły, nie musiały być w internacie. Kiedy studiowały, też musiały opuścić dom rodzinny i żyć swoim własnym życiem. Nie było łatwo sobie z tym wszystkim poradzić, ale na szczęście mamy to już dawno za sobą. Edukacja jest koniecznością, ci którzy nie korzystają z tej możliwości, popełniają błąd. Rób sobie w życiu co chcesz, ale mniej fundamenty, takie na jakie ciebie i rodziców stać.
Patrząc wstecz na moje życie, mogę tylko powiedzieć, że nie była to łagodna podróż. Wszystko wyparłam z pamięci, mam tylko przebłyski, że coś takiego było, ale detale umknęły mi zupełnie. I niech tak zostanie.


27 lutego 2026

Przedwiośnie, bo to jeszcze nie wiosna, ale powietrze zrobiło się już zupełnie inne ciepłe, łagodne. Niedługo nie będzie już wymówki, trzeba będzie chodzić na spacery. Niezbyt lubię maszerować tak bez celu, no ale takie siedzenie w domu to naprawdę też nic dobrego.
Bercik bardzo się oswoił, wita gości, kręci ogonkiem, a jeszcze niedawno uciekał, chował się, nie chciał się z nikim  widzieć. Teraz, kiedy już balkon jest osiatkowany, najbardziej lubi przesiadywać na półce wyścielonej kocykiem. Widać, że jest szczęśliwy. Muszę kupić parasol ochronny na lato. U mnie jest bardzo cieplusieńko, bez tego nie da rady wytrzymać na balkonie w słoneczne, letnie dni. Stary się rozpadł. Chyba w tym roku ograniczę ilość kwiatów na balkonie. Nie będą bezpieczne.
Czekamy na wiosnę, czekamy na zieleń, kwiaty, cieplusieńkie promienie słońca pozwalające wygrzać się Bercikowi i staruszce.  
 
1. Bercik na balkonie. 2. Bercik łka prosząc w nocy o wyjście na balkon. Obok zielistka którą zajął się bardzo gorliwie.


26 lutego 2026
Wczoraj zgadało się o nauczeniu domowym dzieci. Taka możliwość w Polsce istnieje.
"Edukacja domowa w Polsce jest legalną formą spełniania obowiązku szkolnego. W 2024 roku w Polsce korzystało z tej formy edukacji około 53 968 uczniów, w tym 28 863 osób uczących się w szkołach średnich. Warto zauważyć, że liczba ta wzrasta w województwach mazowieckim, wielkopolskim oraz śląskim, gdzie dzieci uczą się w ramach nauczania domowego.
Nauczanie domowe polega na organizacji nauki przez rodziców lub opiekunów prawnych, którzy są odpowiedzialni za proces edukacyjny dziecka. Uczniowie nie uczestniczą w zajęciach stacjonarnych, ale mogą korzystać z materiałów edukacyjnych i metod dostosowanych do ich indywidualnych potrzeb. Warto zaznaczyć, że nauczanie domowe wiąże się z wyzwaniami, takimi jak organizacja czasu, planowanie lekcji oraz brak regularnej interakcji społecznej.''

Dzieci mają określony program, który trzeba z nimi przerobić w domu uwzględniając zdolności, potrzeby, czas dziecka.Wymaga to dużej dyscypliny i zaangażowania od rodziców, którzy chcą takie nauczanie prowadzić, ponieważ dziecko musi zdać egzamin na koniec roku. Rodzic też musi być przygotowany, ponieważ odpowiedzialny jest wtedy za wszystkie przedmioty. Istnieje taka możliwość, i kto chce to korzysta.
Zastanowiłabym się jednak nad możliwościami rodzica. W większości są to młodzi ludzie, którzy niedawno kończyli szkołę, gdy byli dobrymi uczniami, myślę że pamiętają czego się uczyli. Trudniej jest dziadkom i babciom. Kiedyś w tych najmłodszych klasach uczono matematyki rozwiązując tak zwane "słupki" - odejmowanie, dodawanie, dzielenie, mnożenie. Dzisiaj kiedy malutki uczeń wie co to są "zbiory", może to babcię wprowadzić w zakłopotanie. By kogoś nauczyć, trzeba samemu umieć, to jest podstawa.

Ostatnio czytałam książkę o dziewczynce, która w ogóle nie chodziła do szkoły, ale później tak nadrobiła braki, że zdobyła wykształcenie naukowe. Była bardzo zdolna, a nie każde dziecko takie jest. Pisała także o tym, że ucząc się matematyki sama opanowała funkcje trygonometryczne. Zastanowiło mnie to, czy ja byłabym w stanie coś o tym powiedzieć?! Pamiętam dokładnie nazwy funkcji – sinus, cosinus, tangens, cotangens, ale jak to zastosować w zadaniach, i czego to dotyczy, to już nie bardzo wiedziałam. Uczyłam się o tym ponad 70 lat temu, to trochę czasu upłynęło, jakieś wytłumaczenie bym miała, ale młodsza generacja? Popytałam kolejno ludzi z którymi miałam do czynienia, czy coś o tym wiedzą, nie wiedzieli nic, albo pamiętali że coś takiego było, tylko nie kojarzyli jak z tym pracować. Co ciekawe mężczyźni wiedzieli na ten temat o wiele więcej. Uczyć się wszyscy musieli, bo trygonometria jest częścią matematyki. Gdyby taki rodzic zabrał się do nauczania domowego, oj to trudno by było. Łatwiej sobie dać radę z przedmiotami humanistycznymi. Języka polskiego, historii, geografii na poziomie szkoły podstawowej łatwiej samemu się nauczyć, no, przypomieć sobie, ale z matematyką, fizyką, chemią, nie jest już taka prosta sprawa.
Nauczanie domowe ma swoje dobre i słabe strony. Dziecko ma mały kontakt z rówieśnikami, to nie jest korzystne.. Bywa że taka nauka dobrze wpływa na dziecko, nie ma klasówek, sprawdzianów, ale opanować materiał trzeba.
Przypomnijcie sobie co pamiętacie sami ze szkoły, co stało się częścią składową wiedzy, a co umknęło? Nikt nie pamięta wszystkiego, umysł robi porządek z wiedzą, która nam się do niczego nie przydaje, jednak ucząc się, rozwijamy swoje możliwości intelektualne.



25 lutego 2026

Na Facebooka zaglądam dlatego, że lubię sobie poczytać opowiadania, które wyciskają łzy z oczu, a tam tylko takie są. Łzy mają moc oczyszczającą, a nad codziennymi sprawami przecież nie będę lała łez! Nie wiem co to się dzieje, że ja zupełnie nie mam czasu, który bym mogła poświęcić na nudzenie się. Ja mam zawsze jakieś zajęcie, ale to nie znaczy, że ono wypełnia mi cały mój świat.
Teraz "ogoniasta" forma stworzenia wypełnia część mojego świata. O nią przecież trzeba dbać - karmić, szczotkować futerko, bawić się, sprzątać, podsuwać propozycje zabaw. Różnie to jest odbierane, no ale przecież koty to asertywne stworzenia, no i dobrze.
Za oknem słońce, na termometrze plusowa temperatura, co prawda otoczenie takie trochę szaro- bure, no ale przyjdzie czas i się zazieleni. Wahania ciśnienia atmosferycznego bardzo odczuwalne. Opadów też nie brakuje. Wszystko to nasuwa mi myśl, że marzec, który lada moment przyjdzie, to najtrudniejszy okres dla ludzi mojego pokroju. Wszyscy mający problem z krążeniem krwi w marcu mogą nie sprostać wymaganiom. To miesiąc, gdzie najwięcej wydarza się zejść z tego świata w mojej rodzinie.
-Wszyscy biomy się głównie nowotworów, a one znalazły się dopiero na drugim miejscu wśród przyczyn śmierci Polaków. Pierwsze zajmują choroby układu krążenia, zabijają nas więc głównie udary i zawały. Choroby płuc są na trzecim miejscu. Wśród przyczyn wymienia się smog i papierosy. Najczęstszą przyczyną zgonu młodych Polaków w wieku 15-24 lata oraz w wieku 25-44 lata są samobójstwa.
  • Najwięcej zgonów z powodu chorób krążenia w woj. dolnośląskim (504/100 tys.), najmniej w mazowieckim (326).
  • Najwyższa umieralność nowotworowa: kujawsko-pomorskie (318), najniższa: podkarpackie (236).
  • Najwięcej zgonów z przyczyn zewnętrznych: pomorskie (68), najmniej: małopolskie (31).
  • Najwięcej zgonów z powodu chorób oddechowych: łódzkie i warmińsko-mazurskie (ponad 100).
  • Najwięcej zgonów z powodu chorób układu pokarmowego: dolnośląskie i śląskie (powyżej 65), najmniej: podlaskie (31).
W 2024 roku przeciętna Polka żyła 82,26 roku, a mężczyzna 74,93 roku. Najdłużej żyjemy w Warszawie (kobiety średnio 83 lata, a mężczyźni prawie 80). Najkrócej żyją panowie w Łodzi (73,51 roku) i kobiety mieszkające w miejscowościach w okolicy Katowic (80,25 roku).
Najwyższą ogólną umieralność odnotowano w woj. łódzkim (1172 zgony/100 tys. mieszkańców), a najniższą w małopolskim i podkarpackim (poniżej 1000 zgonów/100 tys. Mieszkańców).
Jak tu się wszystkim nie przejmować, jak już się barierę lat przekroczyło?!


24 lutego 2026
Ta wojna zaczęła się cztery lata temu. Ukraina walczy z okupantem. "Wierzę, że zatrzymanie Putina dzisiaj i uniemożliwienie mu okupacji Ukrainy jest zwycięstwem całego świata. Bo Putin nie poprzestanie na Ukrainie" – mówi prezydent Ukrainy.
Wszelkie ustępstwa na rzecz Putina przedłużają wojnę. Strach pomyśleć, że my także moglibyśmy się znaleźć w takiej sytuacji, ale to jest sprawa bardzo możliwa. Polska stawia na zbrojenie się i słusznie. Tusk ostatnio zdenerwował się będąc w Stalowej Woli.
-Donaldowi Tuskowi bardzo zależy na tym, aby Polska zaciągnęła wieloletnią warunkową pożyczkę o zmiennym oprocentowaniu na kwotę 44 mld euro w ramach SAFE. Ostatnio posunął się nawet do opublikowania ordynarnej wypowiedzi, w której nazwał przeciwników SAFE „zakutymi łbami”. Ewentualne weto blokujące ustawę uprawniającą rząd do zaciągnięcia pożyczki z SAFE będzie uderzeniem w bezpieczeństwo Polski.
Według mnie ma rację, już o tym pisałam, ale te słowa o "zakutych łbach", w niczym nie pomogą, ale zaszkodzą i będą się ciągnęły za nim już na zawsze. To nie jest droga do szukania rozwiązania problemu. To nie licuje z rangą sprawowanego urzędu. Jest jeszcze problem. Pokazano w czasie tej wizyty produkowane tam uzbrojenie!To chyba też nie jest w porządku.


23 lutego 2025

Człowiek na starość powoli obumiera. Niby funkcjonuje, ale odbywa się to w zwolnionym tempie. Staruszkowie lubią mieć o sobie dobre mniemanie, ale to jest fikcja. Starość, to starość.
Ja bardzo lubiłam rozwiązywać krzyżówki jolki. Trochę później tego zaniechałam, gdyż wciągnęły mnie gry komputerowe. Tutaj liczy się spostrzegawczość i szybkość działania. Z krzyżówkami jest trochę inaczej, liczy się wiedza, jaka by nie była. Kupiłam nowe krzyżówki i zabrałam się do dzieła. Rozwiązując zdałam sobie sprawę, że nie ogarniam pewnych dyscyplin. Prawie przy każdej krzyżówce musiałam wesprzeć się internetem. Pocieszam się, że to też forma poszerzenia horyzontów. Przygodę z jolkami rozpoczęłam w zamierzchłych czasach, kiedy jeszcze wychodził Przekrój. Wtedy trzeba było sobie radzić samemu, no najwyżej w oparciu o encyklopedię czy leksykon.
Kiedy wychodzę na zewnątrz obserwuję sposób poruszania się staruszków. Chodzą powoli, ostrożnie drobiąc kroczki. Dobrze że poruszają się samodzielnie, to już jest coś. Zawsze chodziłam dość szybko, kiedyś, bo teraz chodzę po-wo-lut- ku!!! Niekiedy zwiększam tempo, ale muszę przystanąć i odpocząć. Upoważnia mnie to do nazywania siebie staruszką. Dzisiaj 10 ° ciepła i zaraz ruszam w teren.
Pozwalam sobie zwrócić też uwagę na sposób mówienia ludzi starych. Robią to powoli, z namaszczeniem wymawiając słowa. Zasób słownictwa bardzo się kurczy, wiem to po sobie. Niby jeszcze znam wyraz, ale zastosować go w zdaniu nie bardzo już wiem jak. Wyrazów jest coraz mniej w użyciu, może dlatego, że człowiek mówi tylko o codziennych czynnościach.
O wyglądzie zewnętrznym nie ma co mówić, jak zobaczysz starszą osobę to od razu wiesz że to staruszka. Nawet już nie chcą od ciebie dowodu, aby potwierdzić wiek.
Trzymajcie się staruszkowie - jeszcze żyjemy, jeszcze możemy coś powiedzieć, jeszcze się o nas troszczą, i jeszcze myślimy o innych, i to jest dobrze.


22 lutego 2026
Prawda obroni się sama, ale aby nie było za późno.
Z moim snem przy takich wahaniach temperatury i zmianach pogody nie jest dobrze, śpię skokowo. Nie mogę siedzieć przy komputerze, bo budzi się kotuniek. Nie chcę zakłócać mu snu, wystarczy że ja mam problemy. Dzisiaj postanowiłam wykorzystać czas bezsenności na wsłuchanie się w głos Radia Maryja. Zrozumiałam na podstawie pogadanki wygłoszonej w owym Radiu, dlaczego PiS nie chce pożyczki SAFE dla Polski. Ambasadorowie UE zatwierdzili plany na dozbrojenie, ale w Polsce są opory opozycji. Wyjaśniono to bardzo wyraźnie i dokładnie, chodzi o to, że gdyby PiS doszedł do władzy, pożyczka ta mogłaby zostać cofnięta, gdyż PiS rządzi jak rządzi, widzieliśmy to na własne oczy. Wypłata środków z SAFE ma być uzależniona od mechanizmu warunkowości, czyli oceny realizacji zobowiązań. Oznacza to, że kolejne transze nie są bezwarunkowe. Tego PiS się boi.

Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę o KRS
i przedstawił własny projekt zmian w sądownictwie. Ja postawię pytanie, dlaczego pozwolono Ziobrze na wprowadzanie tak idiotycznych pomysłów dotyczących sądownictwa? Kto to teraz ma prostować, jak prezydent nie chce wersji ugodowej. Nawrocki chce stworzyć w Polsce system prezydencki, a tak nie jest, on ma prawo reprezentacji i stwierdzenia zgodności ustaw z konstytucją, no ma prawo wnieść swoją wersję ustawy, ale żeby tak wetować wszystko, no to co on sobie myśli? Wzoruje się na Trumpie, a ten pan to już ma pomysły z piekła rodem.
Skład sędziowski orzekł, że Trump nie ma prawa nakładać niektórych ceł, to wyzwał sędziów od idiotów. Teraz prezydent Trump obiecuje odtajnienie rządowych akt o UFO!!! To efekt słów Obamy, który twierdzi, że poza Ziemią istnieje życie. Administracja Trumpa jest gotowa zrobić wiele, przykryć kwestię sprawy akt Epsteina. Trump nawet jest gotowy zaatakować Iran, gdyż zbyt często jego nazwisko pojawia się właśnie w tych aktach.
Gdy zaatakują Iran i tam rozpęta się wojna z udziałem USA sprawa Ukrainy będzie odsunięta na dalszy tor, a tam ja nie widzę rozwiązania problemu. Chyba podzielić Ukrainę na 2 części, tak jak stało się z Koreą, Ukraina chyba na to się nie zgodzi. Jak Rosja stanie u naszych granic, to będzie z nami kiepsko, dlatego musimy uzbroił się tak, aby Rosja nie miała ochoty nas atakować. No nasuwa się pytanie, kiedy to robić, jak już będzie stan wojny, no chyba nie, trzeba to zrobić teraz i dlatego ta pożyczka jest niezbędna. Co jest ważniejsze - niepodległość Polski, uniknięcie wojny, czy dojście PiS do władzy? Dziwię dlaczego PiS nie żąda reparacji od Rosji, przecież są podstawy do tego, wolą atakować Niemców bo wiedzą, że Niemcy na nas nie napadną, bo nie mają w tym swojego interesu. Co jest w końcu ważniejsze dobro Polski, czy dojście do władzy PiS? Powiedzmy sobie szczerze, czy słyszeliście o jakiś żądaniach w stosunku do Rosji? To przecież Rosja jest agresorem i była także w stosunku do Polski? Jak już stawiać żądania to jednej i drugiej stronie. Lepiej żeby już sprawa tego mojego snu się jakoś wyrównała, wydaje mi się, że jak mniej wiem, to lepiej dla mnie. Jeden pan ogłosił że nie ogląda dzienników, tylko bajki dla dzieci, tam zawsze dobro zwycięża, i ma święty spokój. Mam iść w jego ślady? Już z Bercisiem oglądam gry dla kota. Trzymam monitor, aby mi się nie rozpadł w kawałki, kot atakuje!!! I co dalej???


21 lutego 2026
Starożytna mądrość: Pan strzeże poczynań sprawiedliwych, posunięcia bezbożnych zakończą się przegraną.

Mój wnuk ma dzisiaj urodziny, to oznacza że ja również mam święto na odległość. Wczoraj Feliś wysprzątał mieszkanie i bardzo dobrze. Nie będę czepiała się szczegółów. jest zrobione i koniec. Nie będę też zawracać sobie głowy Trumpem, Nawrockim i innymi Putinami, którzy dostali się do władzy i poczynają sobie bez ładu i składu. Są ludzie, którzy nigdy nie powinni piastować urzędów, o ile nie mają w sobie wewnętrznej równowagi i odpowiedzialności za losy narodów. Najlepiej byłoby ich z tych urzędów usunąć.
    

My sobie spokojnie z Bercisiem siedzimy w domu, nikomu nie wadzimy, staramy się żyć w zgodzie. Wczoraj było piękne słoneczko. Otwieram drzwi na balkon, a Bercik bez strachu i bez oporu wyskoczył na zewnątrz. Mój mały bohater przezwyciężył strach! Biegał po balkonie, węszył, wskakiwał na parapet, na półkę. Nie chciał wejść z powrotem do pokoju, ale musiał, trudno tam stać na zewnątrz, ciepło to nie było przecież. Ciągle później podchodził do drzwi i takim głosikiem cichutkim, delikatnym popiskiwał zgłaszając chęć wyjścia na zewnątrz. Berciś, trzeba najpierw balkon posprzątać, wymyć podłogę! Całą zimę nikt tam nie wychodził i nic nie robił, pogoda nie zachęcała do tego. Jak tylko zrobi się cieplej, taka praca zostanie wykonana. Ważniejsze, że opór został pokonany. Mam nadzieję że latem spędzimy tam spokojne chwile.


 


20 lutego 2026
Korzystam w komputerze oraz na smartfonie z możliwości zapisu przez dyktowanie. W końcu jesteśmy w dwudziestym pierwszym wieku. Niekiedy program piszący pisze według swojego „widzimisie”. Szczególne przypadki potknięć zdarzają się, gdy wyrwana jestem ze snu w środku nocy albo nad ranem, lub się spieszę. Może wtedy moja dykcja pozostawia dużo do życzenia?! Dzisiaj rano moja córka przesłała mi zdjęcie z widokiem wschodzącego słońca. Jestem wyczulona na piękno przyrody i wszyscy o tej mojej przypadłości wiedzą. Kiedy coś ich bardzo zainspiruje, robią zdjęcie i przesyłają mamusi. Dzisiaj też obdarowano mnie wschodem słońca. Widok wart uwagi, prawda?

Oto dialog z udziałem programu piszącego.

- Piękne cycki, już chyba w drodze jesteś?
Oczywiście miało być widoczki, wyszły cycki. Wysłałam nie czytając, nawet nie patrząc na to, co tam zostało zapisane.
- Hahahahaaaaaaa
- Z czego się tak śmiejesz? - napisałam.
- Piękne cycki?
Wróciłam do mojego poprzedniego wpisu, no i rzeczywiście cycki jak malowane.
- Ten program piszący to jest chyba jakiś idiota, nie przeczytałam, wysłałam. - przepraszam, kajałam się.
- No wiem, wiem. Idę na śniadanie widok jest z okna. - odpisała córka.
Takie przejęzyczenia zdarzają się, niestety. Dla mojej córki to było zabawne, ale gdybym wysłała do jakiejś osoby, która powinna zostać potraktowana z dystansem, uszanowaniem...  Śmieszne to już by nie było. Przysięgłam sobie, że zawsze będę sprawdzała to, co zostanie napisane. Obym tylko dotrzymała słowa.


19 lutego 2026
- Jako bardzo zaawansowana staruszka mam prawo do indywidualnych upodobań. Mam na przykład w pokoju 4 lampy boczne. Niezbyt lubię światło z żyrandola pod sufitem, wykorzystuję więc poustawiane w różnych punktach pokoju oświetlenie. Ważne jest abym się dobrze z tym czuła.
- Bercik zmienił sporo spraw w moim życiu, muszę się do tego dostosować, no nie ma rady. Stara się przecież jakoś mi się za to wszystko odwdzięczyć, jest blisko mnie, bawi się ze mną. To jest właśnie w takim układzie, ja mam inicjować zabawy, a nie on. Jak wszystko w życiu ma to dobre i złe strony.
- Wczoraj ledwo w nocy wytrwałam oglądając programy związane z tunelami kosmicznymi. Trochę szaleństwa w tym jest, ale przecież czymś ludzi muszą zainteresować. Myślałam, że kiedy po wieczornej toalecie położę się do łóżka, to będę natychmiast spała. Tak jednak nie było, wybudziłam się zupełnie. Trochę tutaj buszowałam i stwierdziłam, że są ludzie którzy cierpią tak samo na bezsenność jak ja, bo pojawiają się dopiero o godzinie drugiej lub trzeciej nad ranem. Trzymajmy się więc razem niedospani przyjaciele, w środę, piątek i niedzielę.
Typową staruszką to ja jednak nie jestem, przecież się starzeję, na to nie ma rady, ale sobie radzę w codzienności.. Proponuję abyście w przytoczonym poniżej tekście odnaleźli siebie i przestali się martwić. Oglądanie bajek dla dzieci nie rozwiązuje sprawy, świat obok nas i tak idzie swoim torem, niekiedy torem szaleńców, ale sami wyborcy zdecydowali o takich układach.

„Normą dla procesu starzenia u seniora w siódmej dekadzie życia będzie sporadyczne zapominanie, od czasu do czasu może zdarzyć się nam się zgubić jakiś przedmiot. Kluczowe jest tutaj słowo: sporadyczne — w naturalnym procesie starzenia to nie będzie zdarzało się codziennie, a jeśli tak, to jest to niepokojący sygnał, który musimy wyjaśnić. Oczywiście, osoby w wieku 80+ mogą już wymagać większego nadzoru i przypominania, co trzeba zrobić i będzie się to u nich wpisywać w normę bardzo podeszłego wieku, niemniej u osoby 70-letniej to normą nie będzie i trzeba na to zareagować.https://www.msn.com/pl-pl/zdrowie/nasze-zdrowie/po-czym-pozna%C4%87-%C5%BCe-m%C3%B3zg-ju%C5%BC-si%C4%99-starzeje-neurolog-o-pierwszym-widocznym-sygnale/ar-AA1Wnu7C
Ja buntuję się przeciwko stosowaniu wobec mnie nadzoru, radzę sobie sama i sama decyduje o wszystkim, nawet o naprawianiu dziur w swetrze. Zobaczcie jak tej pani zgrabnie to poszło.
xxx

18 lutego 2026

Dzisiaj Popielec. W Kościele katolickim to dzień rozpoczynający 40-dniowy Wielki Post – czas duchowego przygotowania do Wielkanocy. Tego dnia podczas mszy świętej kapłani symbolicznie posypują wiernym głowy popiołem, wypowiadając słowa: „Prochem jesteś i w proch się obrócisz” lub „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”.
Tradycja ta weszła do oficjalnej liturgii Kościoła około XI wieku. Popiół ze spalonych palm – symbol przemijania i nawrócenia.
Popiół przypomina o kruchości ludzkiego życia, przemijaniu spraw materialnych, potrzebie nawrócenia i duchowej przemiany. Wielki Post jest czasem „wypalania” wad i duchowej odnowy.


17 lutego 2026

Dzień Kota obchodzony jest przez opiekunów kota. Dla kota to wszystko jedno. Najważniejsze są pełna miska, przysmaczki, zabawy, przytulenie i one muszą być zawsze dostępne, w dzień powszedni i w święto. Bercik pozdrawia wszystkich pobratymców w kocim rodzie.
 Bercik obok mnie, śliczny jest, prawda?
Oto tekst z internetu, z którym się zgadzam. Na szczęście mój Bercik w nocy mnie nie budzi, jest na tyle taktowny i uważny, nie zrzuca niczego z mebli. Trzeba tylko uważać, kiedy przestać go głaskać, gdyż można narazić się na niezadowolenie kota i „szsz” poparte łapką. Więc uważam.

"Dziś jest Dzień Kota, czyli jedyny dzień w roku, w którym oficjalnie przyznajemy, że to nie my mamy kota, tylko kot ma nas. Właściwie to ma nas codziennie, ale dziś robimy to z większą dumą i bez udawania, że to my tu rządzimy. Bo przecież wszyscy wiemy, że człowiek w domu z kotem pełni funkcję otwieracza puszek, operatora drzwi oraz osobistego podgrzewacza kolan.
Kot to stworzenie niezwykłe. Z jednej strony niezależny duch, który patrzy na nas z miną mówiącą „poradzę sobie bez ciebie”, a z drugiej strony istota, która o trzeciej nad ranem uznaje, że bezwzględnie musi sprawdzić, czy na pewno śpisz. I najlepiej zrobić to, stając ci na twarzy. Miłość w czystej postaci. Są w kotach sprzeczności, które fascynują. Potrafią godzinami ignorować najdroższą zabawkę, by nagle zakochać się w kartonie po niej. Kupisz legowisko za pół wypłaty, a on i tak wybierze pudełko po butach. I patrząc na to z boku, trudno nie dojść do wniosku, że kot jest mistrzem minimalizmu. Albo po prostu mistrzem ironii. Dzień Kota to jednak nie tylko żarty. To też dobra okazja, by docenić tę cichą obecność, która czasem znaczy więcej niż tysiąc słów. Kot nie zapyta, jak minął ci dzień, nie wygłosi motywacyjnej przemowy, ale kiedy usiądzie obok, kiedy zacznie mruczeć, świat jakby zwalnia. Mruczenie działa lepiej niż niejeden podcast o rozwoju osobistym. To taki koci mindfulness w praktyce. Tu i teraz. I najlepiej na kanapie. Koty uczą nas też granic. Jeśli nie chcą być głaskane, to po prostu nie chcą. Zero udawania, zero wymuszonej uprzejmości. W świecie, w którym często mówimy „tak”, choć czujemy „nie”, koty są małymi mistrzami asertywności. Może dlatego tak bardzo je podziwiamy. I trochę im zazdrościmy.
Więc dziś, w Dniu Kota, warto spojrzeć na swojego futrzastego domownika z wdzięcznością. Za poranne budzenie, za sierść na czarnych ubraniach, za przewrócone kubki i za to, że czasem jednym spojrzeniem potrafi powiedzieć więcej niż ludzie w całych esejach. A jeśli nie masz kota, to nic straconego. Możesz dziś przez chwilę spróbować być jak on. Zwinąć się w kłębek, zignorować świat i z godnością domagać się swojej porcji spokoju. Bo może sekret szczęścia jest prostszy, niż myślimy. Ciepłe miejsce, pełna miska, ktoś obok i odrobina mruczenia w sercu. Reszta naprawdę może poczekać."
~ Muśnięte Miłością


16 lutego 2026
Kiedy człowiek ma zbyt dużo lat, to ten świat wydaje mu się już w miarę rozpoznany. Mniej więcej dokładnie wie się co to znaczy: dobry - zły, brudny – czysty, zimny - ciepły, pokorny – zadufany, biedny – ubogi... Bo przecież każdy zna znaczenie tych antonimów, ale dokładniej rozumie się je wtedy, kiedy przykładów mogących świadczyć o tych przeciwnościach znamy już dostatecznie dużo.
Nie potrafię sobie uzmysłowić dlaczego, ale ostatnio przybliżają mi się jakieś epizody z przeszłości, które by mogły właśnie zaświadczyć o tym. Rozmawiałam lata temu ze znajomą, z którą teraz nie mam zupełnie do czynienia. Chciała potwierdzenia, że to co zrobiła jest słuszne. Była w kościele, jakiś uzależniony człowiek dawał świadectwo życia w trzeźwości. Wyszła, gdyż uważała, że nie ma ochoty słuchać o jego poczynaniach, gdy był pijany. No przeciez nikt jej nie trzymał, mogła wyjść, ale tak naprawdę to nie wiem dlaczego ona do tego kościoła chodziła? Przecież chrześcijanin powinien nieść pomoc, powinien wspierać, rozumieć, wybaczać. Mnie też trudno zrozumieć ludzi uzależnionych, ale przecież wiem że tacy są, i oni muszą z tym się jakoś uporać, aby móc w miarę normalnie żyć. To jest naprawdę nieszczęście ludzkie, ale takich osób jest coraz więcej. Uzależnić się można od wszystkiego, tylko nie każde uzależnienie prowadzi do upadku. Gdy w internecie kogoś długo nie widuję, to myślę o jakiejś ciężkiej chorobie, pobycie w szpitalu, no i niestety niekiedy o śmierci. Lepiej opamiętać się w porę w ocenie ludzi. Nigdy nie wiadomo co nas może spotkać.



15 lutego 2026
D
zień kipi blaskiem. Słońce wylewa zza chmur promienną jasność. Jego blask dzieli dachy na jasną i ciemną stronę. Czarne ptaki z rozpostartymi skrzydłami przemierzają swoje drogi. Kot, nie zwracając uwagi na oślepiający pobłysk, drzemie, leniwie wygrzewa się w słońcu. Ja dla odmiany ukryłam się w cieniu. Potrzebuję ciepła, ale nie odbicia słońca w monitorze. Dociągnęłam życie do niedzieli , to też jest osiągnięcie. Przecież mogłam już się rano nie obudzić.
Wczoraj przeprowadziłam rozmowę z AI. Podjęłam trop, ale nie wiem czy będę w stanie doprowadzić go do końca. Plany kościoła w Miłkowicach znajdują się w Centralnym Państwowym Archiwum w St. Petersburgu. Dotarła do nich Małgorzata Omilanowska.
Sztuczna inteligencja napisała pisma w języku polskim i rosyjskim. Ja coś tam dukam po rosyjsku, ale pisma to ja już bym nie wystosowała. Wysłałam, ale nie wiem co z tego wyniknie?! Jak będą chcieli szukać, to trzeba za to zapłacić. Jestem zdecydowana wziąć nawet pożyczkę i doprowadzić sprawę do końca, o ile takie dokumenty się tam znajdują. Czasu zostało mi już niewiele, a pośmiertnie nic już zdziałam.  Kościół mamy, ale do dworu nie można dotrzeć, nie wiadomo kto był architektem. Nie ma  zadnego punktu zaczepienia. Boję się też aby nie poczytali mi tego jako akt szpiegowski, teraz to już nic nie wiadomo, Rosja to Rosja!!!

Dokumenty odnalezione w Bibliotece Narodowej w Warszawie przez Piotra Tameczkę. 
Polona polona.pl/item/spis-rysunkow-architektonicznych-z-akt-komitetu-techniczno-budowlanego-ministerstwa-spraw,MTM3MTkxNzMy/0/#info:metadata
Podaję adres może komuś się przyda do wyszukiwań.


14 lutego 2026

Dziś Świętego Walentego, życzę Wszystkim wszystkiego dobrego, miłego. Nie martwcie się, że z życzeniami nikt się zbytnio nie rwie, kotek różę niesie, dla Was.


13 lutego piątek 2026

"Ja niczego się nie boję, choćby niedźwiedź to dostoję." 
Dzisiejsza data budzi lekki niepokój, piątek trzynastego! Nie zważając na nic, wybrałam się do Fokusa. Jego zaletą jest to, że mogę tam dojechać autobusem. Sprawa była pilna, dzisiaj roztopy a od jutra zapowiadają zimę. Koniecznie musiałam kupić bateryjki ledowe do zabawki mojego Bercika. Światełko lasera go nie przeraża, w odróżnieniu od zabawki, która naładowana sama kręci się po pokoju w aurze rozstukotania. Dla mojego kochanego bohatera to zbyt wiele. Zamiast biegać za kręcącą się zabawką, siedzi na stole albo tapczanie, byle nie zbliżać się do tego rogatego diabła. Trudno, albo się przyzwyczai, albo trzeba będzie odpuścić. Laser jest do zaakceptowania, ale bateryjki tam niezbędne kosztują ponad 20 zł, jak to się tak będzie tak szybko wyczerpywać, to ja nie wiem jak to będzie. Bercik dominuje w domu, ale odważny to on raczej nie jest. Chyba trzeba docenić jego subtelność i delikatność.
Bercik uwielbia gry dla kotów, w tle musi być spokojna muzyczka. Nawet kręcące się po ekranie komary bzykając budzą jego wielki niepokój. Szybko ucieka co ma też dobrą stronę dlatego, że zwalnia komputer, a ja mogę spokojnie zasiąść do pisania. Domyślacie się już chyba że teraz Bercik śpi. Ja mam pole do działania. 


12 lutego 2026
Istnieje przekonanie, że rozwój świata pchają do przodu pojedyncze jednostki obdarzone wybitnym geniuszem. W historii świata pojawiali się wybitni ludzie, przyczyniający się do rewolucyjnych momentów w wielu dziedzinach. Leonard da Vinci - mistrza renesansu łączącego sztukę i naukę; Albert Einstein - znany fizyk; Jan Paweł II – papież; Mikołaj Kopernik – astronom; Maria Skłodowska-Curie - fizyk i chemik; Fryderyk Chopin - znany pianista i kompozytor, który wpłynął na muzykę na całym świecie i inni, których których wszystkich nie jestem w stanie wymienić.
Te postacie, mimo różnorodnych dziedzin, wspólnie tworzyły świat, wzbogacając jego kulturę i naukę.
Teraz jawi się nam nowa postać, która chce dominować nad światem i ubija sobie drogę do sławy w różnych kontekstach. A to pragnie Nagrody Nobla, a to chce zmienić losy świata. Podobno Donald Trump chce zbudować w Waszyngtonie największy na świecie łuk triumfalny. Obiekt ma mieć 76 metrów wysokości, czyli tyle, co kilkunastopiętrowy budynek. Pojawiają się obawy o bezpieczeństwo ruchu lotniczego na pobliskim lotnisku. Co ten człowiek jeszcze wymyśli?! To inni powinni starać się o to aby uczcić czyjąś wielkość, ale samemu budować sobie zręby sławy, to już przesada!!!  Czy to może być prawda? Z tym człowiekiem coś niedobrego się dzieje, on da światu jeszcze popalić...


11 lutego 2026
Siatka na balkonie
Wczorajszym zawitał do mojego mieszkania bardzo sympatyczny, sprawny fizycznie i przygotowany do wykonywania pracy pan, który założył siatkę na balkonie. To prezent na gwiazdkę od moich córek, który z racji mrozów nie mógł zostać wcześniej zrealizowany. Gdy zadzwonił wykonawca i ustalił ze mną termin, nie mogłam spać w nocy, bałam się że spadnie z balkonu, byłam przerażona. Na szczęście wyjaśnił mi, że on nawet lubi wysokości jak zakłada siatki na dwunastym piętrze, bo może oglądać z wysokości panoramę miasta. Odetchnęłam z ulgą. Przygotowałam dla niego kawę i czuwałam siedząc na fotelu. Kot Bercik przebywał wtedy zamknięty w oddzielnym pokoju, nie zdając sobie sprawy co się dzieje. Kiedy praca już została zakończona, muszę powiedzieć że jestem bardzo zadowolona z rodzaju siatki i wykonawstwa, pożegnałam miłego i sympatycznego pana i zajęłam się Bercikiem.
    

  
Kiedy wszedł do pokoju i zobaczył wolną przestrzeń z otwartym drzwiami na balkon, był zaszokowany, usiadł i patrzył co się dalej dzieje. Zimne powietrze było dla niego zaskoczeniem, przecież cały czas siedzi w cieplutkim mieszkaniu. Przekonywałam go, prosiłam aby wyszedł na balkon, przecież siatka jest założona dla niego, dla jego bezpieczeństwa. Nie dał się namówić, chował się pod fotelem, uciekał do drugiego pokoju, w końcu jakoś jakoś go ugłaskałam i dał się wziąć na rękę.                     
                                                                                                                                                                                                Otuliłam go kurtką i chyłkiem wyniosłam na balkon. Czułam jak jego serduszko trzepotce, a pazurki wbijają się we mnie. Wróciłam do pokoju, zamknęłam drzwi i wypuściłam kotka z rąk. Co prędzej wskoczył na szafę i wysoko, prawie pod sufitem, ułożył się do snu odreagując to szalonie przeżycie. Do wieczora się nie pokazał mój bohater.
Ja byłam pewna że wyskoczy na balkon, będzie uciekał nie chcąc wejść do domu, ale jak widać wszystko potoczyło się zupełnie inaczej. Mam nadzieję, że latem sytuacja ułoży się korzystnie dla niego i dla mnie.
Jeszcze muszę pomyśleć co zrobić, aby odzyskać dla mnie mój ulubiony fotel, gdyż zajęty jest przez Bercika, a ja muszę siedzieć na krześle. Chyba kupię stojak drapak, może da się skusić, a ja zajmę fotel i mój kręgosłup trochę odpocznie.
Mój tato zawsze, kiedy wymyśliliśmy coś, a nie było to koniecznością mówił- "Nie miała baba kłopotu, kupiła sobie prosię". Baba ma kota...



10 lutego 2026
Dzisiaj o 12 mam mieć zakładaną siatkę na balkonie w celach ochronnych dla kota. Boję się aby facet nie wypadł z balkonu. Już od 3 w związku z tym nie śpię. Starość jest piękna!!! Coś się dzieje, albo i nie, a ty przejmujesz się jakby to był koniec świata. Musiałam jakoś czas sobie zorganizować więc zaczęłam czytać opowiadania Janusza Głowackiego. Powiem szczerze, nie lubiłam Głowackiego, nie lubiłam czytać jego książek denerwował mnie, ale chyba coś we mnie się odmieniło, bo dzisiaj jego krótkie formy mnie wciągnęły. Wyciąga wszystkie najgorsze rzeczy ze swojego życia oraz innych ludzi z nim związanych. Oj działo, się działo. Może artyści muszą mieć takie bogate życie aby mieli o czym pisać?! Wolę już śp. Głowackiego niż obecnych Trumpów, Nawrockich i Bąkiewiczów. Tamto już minęło, a to wszystko trwa i nie wiadomo czym się skończy.
Głowacki Janusz, nie Bartosz który kręci się obok mnie, a jeszcze Prus- Głowacki w związku z „Lalką”, wygląda na bardzo zniszczonego człowieka przez życie i używki, ale podobno alkoholikiem nie był. Uratował go wyjazd z Polski.

„Są podobno ludzie, którzy pracują w nocy. Ja natomiast piszę tylko rano. Tylko rano jestem przytomny. Kiedyś co rano pisałem przez pięć godzin. Ale to było dawno, jeszcze przed wyjazdem z Polski, kiedy się przebijałem. To był okres strasznego alkoholizmu. Wielu moich kolegów z tamtych lat już nie żyje. Myślę, że mnie uratowała ta Ameryka. (…) Byłem zaszokowany tamtą kulturą i społeczeństwem. U nich można było wszystko pisać wprost, bez metafor, paraboli, bez „ciemności kryją ziemię”. Trzeba było pisać po prostu inaczej. No i trzeba było żyć na trzeźwo.”
Cytaty i cytaciki:
"Bo sen to jest najwspanialsza rzecz dana przez Boga człowiekowi."

"Kłamstwo jest najprostszym sposobem na uzyskanie chwilowego spokoju, ale najczęściej prowadzi do jeszcze większego chaosu."

"Małżeństwo jest jak ogród, który wymaga stałej troski, cierpliwości i miłości, aby mógł się rozwijać i kwitnąć."

"Ludzie dzielą się z grubsza na tych, co brną przez kałuże i są opryskiwani błotem, i na tych, co ich tym błotem opryskują."

"Człowiek to jest taki stwór, który sam się prosi o nieszczęście i ze wszystkich sił ciągnie właśnie do rzeczy, których się najbardziej boi."



9 lutego 2026
Co kilka dni dociera do mnie informacja, że ktoś opuścił ten ziemski padół. Teraz już takimi wiadomości przejmuje się mniej wiedząc, że jest to nieuchronny proces życia  na ziemi. Jestem człowiekiem starym i w każdy dzień kładąc się spać zastanawiam się czy rano się obudzę. Doceniam to że mogę zebrać jeszcze na tyle siły, aby iść czy jechać do sklepu, zrobić zakupy, przygotować sobie obiad, trochę sprzątnąć i pobawić się z moim wiernym, ukochanym przyjacielem kotem Bercikiem. Bercik panoszy się tutaj i dominuje w domu, nie ma co ukrywać, ale cieszę się z tego że jest zdrowy, czuje się szczęśliwy, a ja mogę o niego zadbać. Każdy człowiek chce być potrzebny. Obecnie spełniam się w opiece nad moim kotkiem.
Nie wiem co będzie za miesiąc czy rok, ale teraz jest w miarę spokojnie. Afery, które co chwilę pojawiają się w Polsce czy na świecie, nie robią dobrego wrażenia, nie ma jednak co ukrywać, kryją się za tym ludzie którym to jest na rękę. Ja mogę decydować o swoim losie na tyle, na ile to jest możliwe. Pani psycholog podsumowała możliwość wyborów - „Im więcej opcji, tym większy lęk, że wybraliśmy źle.” Tak dziś jest z miłością, zrobieniem zakupów, decyzjami co dalej. Kiedyś wchodziłaś do sklepu i brałaś to co było, a dzisiaj stoisz w sklepie, przebierasz, wybierasz, dobierasz i sama nie wiesz czy dobrze wybrałaś. Najczęściej z wyboru jesteś średnio zadowolona. O miłości nie będę pisać, niech martwią się ci, którzy stoją przed takimi dylematami. Na starość z tym człowiek ma spokój. Jestem wędrowniczką, zmierzam ku północy. Chciałam przenieść się do Finlandii, ale tam chyba jeszcze jest trudniej niż w Polsce, dam więc spokój. Dostaliśmy już dawno temu z tych ziem prezenty, i to jakie!
Wyobraźcie sobie sytuację sprzed 400 000 lat, kiedy to lądolód skandynawski przerzucał takie właśnie „kamyczki” aż na teren dzisiejszej Polski i innych krajów.
Oto głaz narzutowy przeniesiony przez lądolód skandynawski około 400 tysięcy lat temu z Wysp Alandzkich (Finlandia) znajduje się na boisku szkolnym w Łodzi. Coś ostatnio to miasto ciągle mi się nawija pod rękę, co tam się dzieje?
Cieszę się że żyję w okresie względnie jeszcze stabilnym i głazy nie wędrują po ziemi. Afryka się rozdziela, powstaje rów, ale to już nie moja sprawa. Do Afryki się nie mam zamiaru przenosić. Ciekawa jestem jak czują się ludzie całe życie mieszkający w jednym miejscu?!
 


8 lutego 2026

Oglądałam wczoraj wielkim zainteresowaniem i lekką zazdrością, ale też współczuciem, The Voice Senior. Ludzie mają talent! Trudniej jest jednak wytypować zwycięzców nikomu nie robiąc przykrości. Takie są jednak reguły programu.
Ja jak się do czegoś zabiorę, to sobie daje z tym radę, ale w niczym nie jestem genialna. Zainspirowana krótkim opowiadaniem, jakie przeczytałem w internecie, pragnę podzielić się też swoimi wspomnieniami o osobie, która doskonale radziła sobie w życiu. Ja bym sobie nie dała rady, gdyby była na jej miejscu. Opowiadanie dedykuję mojej córce, osobie wielu talentów. Dzisiaj obchodzi urodziny. Ma solidne wykształcenie i nie musi się na szczęście przebijać przez wykroty losu. Nigdy jej o Zośce nie opowiadałam, ale dzisiaj sobie o niej przypomniałam.

Zośka urodziła się w rodzinie z rodziców z wyglądu topornie ciosanych i bardzo biednych. Mieszkali w glinianej chacie na końcu wsi, i dobrze im z tym było. Byli chyba cofnięci w czasie. Ojciec posługiwał się staropolskim słownictwem, dzięki niemu we wsi znali wyraz „ochędożyć”, którego nikt już nie używał. Zośka wyrodziła się z rodzeństwa, była inna - piękna, zgrabna i zaradna. Jak to się stało, skąd w tej rodzinie takie dziecko, nikt nie wiedział. Dziewczynka o takiej urodzie i niewątpliwej inteligencji, budziła najróżniejsze domysły. Była dużo starsza niż ja, dlatego nie umiem powiedzieć gdzie kończyła jakąś szkołę, czy w ogóle kończyła, skąd brała pieniądze, których w tym domu nigdy nie było, pozostanie tajemnicą. Pamiętam ją jednak, wyróżniała się urodą. Niespodziewanie w pobliskiej szkole rolniczej została panią profesor. Chłopak, który był uczniem tej szkoły i opowiedział mi o tym, ze zdumienia o mało nie spadł z krzesła, kiedy dyrektor przedstawił ją jako nową nauczycielkę. Byli sąsiadami i doskonale orientował się w sytuacji. Zdecydowanie szukała nie tylko pracy, ale chyba też męża, aby jakoś odbić się od rodziny. Nie zabawiła tam długo, przeniosła się dalej za rzekę do miasteczka, gdzie nikt jej nie znał i złapała męża, pana doktora, stając się tym razem pielęgniarką. Wynieśli się z tej okolicy jeszcze dalej w świat i słuch po nich zaginął. Pamięć jednak została. Wcale nie zdziwiłabym się, gdyby wzbiła się jeszcze wyżej w hierarchii społecznej, nie mówiąc już o osobistej. Leonardo da Vinci twierdził, że w każdym człowieku drzemią nieograniczone możliwości, ale aby coś osiągnąć, trzeba się wysilić. Zośka się wysiliła.


7 lutego 2026
„Rodzina nie jest definiowana więzami krwi. Jest definiowana szacunkiem. A czasami najodważniejszym wyborem, jaki możesz podjąć, jest odejście od ludzi, którzy odmawiają ci tego – niezależnie od nazwiska.”
Niekiedy zbieram mądre aforyzmy, zapisy, obrazki, aby je później wykorzystać. Ostatnio jest taki wielki napływ wydarzeń, że trudno do wszystkiego się odnieść. Wczorajszy wywiad z kardynałem Rysiem bardzo mnie podbudował. To mądry człowiek, oby nie napotkał na swojej drodze ludzi którzy go skrzywdzą. Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2026 rozpoczęte. Starałam się obejrzeć, ale Bercik przytulił się do mnie i ciut uroczystości przespałam. Od jutra znowu mróz trzaskający, ja zimę lubię, ale no muszę siedzieć w domu, bo się boję wyjść, nie chciałabym się połamać.
Zaprezentuję więc to, co zebrałam.




Z moimi córkami żyję w zgodzie, są dla mnie wielkim wsparciem. Z dalszą rodziną jak Bóg da, stąd ten wpis na początku. Szczególnie unikam wrednych, złośliwych plotkar. Jest osoba, które weszła do rodziny. Niech jej się darzy, bylebym z nią nie musiałam mieć do czynienia.
Kasia obdarowana kwieciem z okazji urodzin. Wygląda to okazale, musi mieć wokół siebie życzliwe dusze. To dobrze, nie muszę się martwić, że czuje się osamotniona.







Piękne podsumowanie z którym się zgadzam. Mogłabym przytoczyć kilka przykładów, ale po przestanę na jednym, dla mnie zabawnym. Współczuję ludziom którzy muszą kogoś sprawdzać, aby czuć się lepiej, ale tacy ludzie też są, trzeba im wybaczać.
Znalazłam się w nowym miejscu pracy. Apel okolicznościowy, takie wtedy były. Ni stąd ni zowąd bez uprzedzenia wywołano mnie do wygłoszenia okolicznościowego przemówienia... Byłam zdziwiona, to było chyba trochę nie fair, ale dla mnie to było nic szczególnego. Na szczęście mam dar wymowy, coraz mi trudniej na starość, ale wtedy nie miałam kłopotów. Więcej razy nikt mnie nie wywoływał. Sprawdzili mnie. Na co liczono - że będę miała tremę, że zamilknę lub będę się jąkać?


 
Jeszcze obrazek bez mojego komentarza. Niech każdy sobie podstawi przykłady z życia, tych nie brakuje.



6 lutego 2026
Premiera kinowa nowej „Lalki” została zaplanowana na 30 września 2026 roku.  Mam nadzieję, że doczekam i obejrzę w film w kinie. Nie przez przypadek piszę o doczekaniu. Moja mama, rok wcześniej była u mnie na zimę i poszłyśmy do kina, grali Titanica. Była zachwycona filmem. Kiedy dowiedziała się, że Pan Tadeusz będzie w filmowej realizacji powiedziała: - Żeby nie wiem co się działo przyjadę aby obejrzeć film!
Niestety, los chciał inaczej, zmarła 26 lipca 1999, premiera była w październiku. Lepiej nie będę dążyć na siłę do obejrzenia filmu, uda się to dobrze, a nie, to trudno. Jakoś dziwnie widzę tutaj analogię tych wydarzeń. Wcale mi się ostatnio nie spieszy do tego świata po drugiej stronie. Lepiej nie będę wywoływała wilka z lasu.
zzzz

- Obsada filmowej „Lalki” zapowiadana jest jako „dream team” polskiego kina. W rolę Stanisława Wokulskiego wciela się Marcin Dorociński, a Izabelę Łęcką zagra Kamila Urzędowska. Wśród aktorów pojawią się także Marek Kondrat jako Ignacy Rzecki, Andrzej Seweryn jako Tomasz Łęcki, Maria Dębska jako Kazimiera Wąsowska oraz Mateusz Damięcki, Krystyna Janda, Maja Komorowska, Agata Kulesza, Karolina Gruszka, Borys Szyc, Maja Ostaszewska, Cezary Żak, Filip Pławiak, Dawid Ogrodnik i Maciej Musiałowski, a lista ta ma się jeszcze powiększyć.


5 lutego 2026
Bercik zasnął. Mam czas dla siebie. Siedzę przed komputerem i wczytuję się w wieści ze świata. Trzeba powiedzieć jasno, świat zwariował z tymi wszystkimi zboczeńcami, zdrajcami, oszołomami. Jak dalej tak pójdzie, nie będzie ludzi uczciwych i normalnych.
Czytałam dzisiaj książkę, której tytułu ani autora nie podam, abym nie wyszła na plotkarkę. Przecież wszystkie godziny, gdzie nie dane mi było zasnąć, spędziłam przeglądając karty książki. Nie pomyliłam się, przeglądałam, i współczułam autorce, która z trudem wiązała wydarzenie z wydarzeniem. Wszystko rozumiem, staram się zrozumieć, i wyobrażam sobie pisarkę, która siedzi przy komputerze głęboką nocą i wystukuje na klawiaturze tekst powieści. Zmęczenie mogło mieć wpływ na to, że losy bohaterów dziwnie się plączą. Ostatnia scenka rodzajowa zmusiła mnie do zamknięcia książki, i o dziwo, zaraz zasnęłam.
Wyobraźcie sobie dom w środku lasu, a w nim dziewczynkę, której matka zmarła w dziwnych okolicznościach, a ojciec jest alkoholikiem. Na szczęście przestał pić, ale wszystkie symptomy alkoholizmu się w nim odzywają. Dziecko budzi się w nocy i w cienkiej koszulinie idzie nad brzeg jeziora brodząc w błocie. Nad wodami jeziora unosi się duch matki prowadzący z dzieckiem dialog podtrzymujący go na duchu. Na szczęście tatuś obudził się i wybiegł na poszukiwanie córki. Taką utytłaną w błocie wziął na ręce i zaniósł do domu, kładąc ją do łóżeczka i na nakrywając czyściutką, obszytą koronkami bielusieńką kołderką przygotowaną przez kochającą go kobietę, która też przeżyła bardzo trudne chwile swojego życia i chciała ich wspomóc, pomagając także sobie. Dobre uczynki poprawiają samopoczucie.
W jakim stanie była pościel, gdy dotykały ją brudne nogi dziecka, których nikt nie umył?!
A sprawa bezpieczeństwa tej sześcioletniej dziewczynki wędrującej nocą po lesie? Dlaczego nie zamknięto drzwi domu, aby dziecko nie mogło wyjść? Nie ma się co dziwić, że matka z zaświatów przyszła aby przypilnować swoją córkę w tej leśnej głuszy.
Wniosek jest tylko jeden, autor nie powinien przeciągać pisania do późnej nocy, bo wtedy przydarzają się sytuacje powieściowe nie do zaakceptowania. Literatura powinna mnie uskrzydlać, a nie tworzyć dylematy bohaterów, które ciążą na mojej psychice. Obecnie świat realny i powieściowy mają cechy psychodeliczne. Jak ja mam się w tym odnaleźć? Czytać muszę, bez tego nie mogę żyć, ale niech to będą książki, już nie arcydzieła, ale pisane z sensem. Może sama zacznę pisać?


4 lutego 2026

Czy my możemy wpływać na nasze życie? Czy mamy możliwość wyboru, a może wszystko już jest zaplanowane? Każdy musi na to pytanie odpowiedzieć sam sobie.
Wczoraj wieczorem wpadła na chwilę do mnie moja córka z propozycją pomocy przy zakupach w związku pogodą, a szczególnie ślizgawkami na chodnikach.
- Mamo, jadę do sklepu, może chcesz jechać ze mną, albo ja kupię ci to co potrzeba?
- Dziękuję, nic nie potrzebuję - odpowiedziałam zdecydowanie. Sama wyjdę trochę na dwór.
Dzisiaj postanowiłam iść do pobliskiej piekarni zaopatrzyć się w chleb. Piekarnia jest blisko, a chleb bardzo smaczny. Ubrałam się ciepło i ruszyłam do sklepu. Sytuacja była bardziej skomplikowana niż myślałam. Chodniki niby były posypane, ale tylko fragmentami, a reszta to była ślizgawka. Stosując się do porad, które słyszałam w radio, starałam się iść powoli. Wyglądało to dosyć komicznie, krok za krokiem, stopy niezbyt blisko siebie, gdyż inaczej wpadałam w poślizg. Droga którą normalnie przebywam wciągu 5, 10 minut, wliczając w to pobyt w piekarni i pobliskim sklepie, zajęła mi całą godzinę. Po drodze spotykałam staruszki w takiej samej sytuacji jak ja, udzielałyśmy sobie wzajemnie porad jak spokojnie przebyć trasę. Cały czas myślałam tylko o tym, aby się nie przewrócić i nie połamać rąk czy nóg. Na dodatek w piekarni pani Terenia powiedziała mi o przygodzie jaka jej się zdarzyła kilka lat temu na wybrzuszonym stoku chodnika na mojej trasie. Złamała rękę w trzech miejscach. Bałam się bardzo abym nie podzieliła jej losu. Młody człowiek pomógł mi zejść ze stopnia przed sklepem, dalej szłam już sama spotykając po drodze ludzi, którzy udzielali mi rad którą stronę chodnika wybrać. Zmęczona wróciłam szczęśliwie do domu. Zima nie ustępuje. Coś mi się wydaje, że będę bała się sama wychodzić. Przydarzyć może się wszystko, nie tylko staremu człowiekowi, ale i młodszym ludziom. Chyba zimy mam już dosyć! Lepiej abym tak nie wylądowała, jak to dziewczyna, gdyż mogłabym nie wstać.
Zima zrobiła ze mnie niewolnika domowego!!!
Żałuję bardzo że nie ma u nas jasnowidza, bo poszłabym do niego po poradę. Nawinął mi się film o jasnowidzu Filipku. Potrafił prześwietlić człowieka na wylot. Doradziłby mi, czy mam wychodzić zimą na dwór, czy zimę przesiedzieć w domu, a tak jestem zdana na łaskę losu. Kto ma ochotę może sobie obejrzeć film o jasnowidzu Filipku. Potrafił przepowiedzieć przyszłość, ale własnej kozy, gdy mu uciekła. nie umiał odnaleźć.
4 lutego 2026

 
3 lutego 2026
Nie lubię narzekać, ale niekiedy to jestem trochę na siebie zła. Martwię się sprawami na które nie mam żadnego wpływu, i po co mi to? Dzisiaj od rana siedzę przy komputerze wgapiając się w całe litanie wykresów, map, zdjęć. Mam ciągle nadzieję że na coś trafię odnośnie Miłkowic w wiekach od szesnastego do dwudziestego. Jestem fizycznie zmęczona, przecież wiem, że cudów nie ma. Miejscowość leżała na pograniczu województw i nie wiadomo kiedy, gdzie była zakwalifikowana. Marnowałam czas i tyle. Sama sobie jestem winna. Pogoda piękna i mogłabym poświęcić ten czas na spacer, co też byłoby ryzykowne, bo ślisko. Mogłam poczytać, posłuchać muzyki, no wszystko mogłabym, ale ja siedziałam przy komputerze.
Kończę już Miłosza. Jego pożegnanie drugiej żony Carol w wierszu „Orfeusz i Eurydyka” wzruszające. Carol stała się końcem jego osobistego, intymnego świata. Była o 33 lata młodsza od niego, pełna zaraźliwej energii i radości. To ona miała wyprawić męża na drugi brzeg, a nie odwrotnie. Los jednak pisze swoje scenariusze. Swoją największą miłość przeżył u schyłku życia. Zmarł mając 93 lata, pochowany na Skałce w Krakowie. O jego miejsce spoczynku toczyły się boje. Ciszę się, że tę książkę przeczytałam, tego nie żałuję.


Orfeusz i Eurydyka

Czesław Miłosz

Stojąc na płytach chodnika przy wejściu do Hadesu
Orfeusz kulił się w porywistym wietrze,
Który targał jego płaszczem, toczył kłęby mgły,
Miotał się w liściach drzew. Światła aut
Za każdym napływem mgły przygasały.
 
Zatrzymał się przed oszklonymi drzwiami, niepewny
Czy starczy mu sił w tej ostatniej próbie.
 
Pamiętał jej słowa: „Jesteś dobrym człowiekiem”
.
Nie bardzo w to wierzył. Liryczni poeci
Mają zwykle, jak wiedział, zimne serca.
To niemal warunek. Doskonałość sztuki
Otrzymuje się w zamian za takie kalectwo.
 
Tylko jej miłość ogrzewała go, uczłowieczała.
Kiedy był z nią, inaczej też myślał o sobie.
Nie mógł jej zawieść teraz, kiedy umarła.
 
Pchnął drzwi. Szedł labiryntem korytarzy, wind.
Sine światło nie było światłem, ale ziemskim mrokiem.
Elektroniczne psy mijały go bez szelestu.
Zjeżdżał piętro po piętrze, sto, trzysta, w dół.
Marzł. Miał świadomość, że znalazł się w Nigdzie.
Pod tysiącami zastygłych stuleci,
Na prochowisku zetlałych pokoleń,
To królestwo zdawało się nie mieć dna ni kresu.
 
Otaczały go twarze tłoczących się cieni.
Niektóre rozpoznawał. Czuł rytm swojej krwi.
Czuł mocno swoje życie razem z jego winą
I bał się spotkać tych, którym wyrządził zło.
Ale oni stracili zdolność pamiętania.
Patrzyli jakby obok, na tamto obojętni.
 
Na swoją obronę miał lirę dziewięciostrunną.
Niósł w niej muzykę ziemi przeciw otchłani,
Zasypującej wszelkie dźwięki ciszą.
Muzyka nim władała. Był wtedy bezwolny.
Poddawał się dyktowanej pieśni, zasłuchany.
Jak jego lira, był tylko instrumentem.
 
Aż zaszedł do pałacu rządców tej krainy.
Persefona, w swoim ogrodzie uschniętych grusz i jabłoni,
Czarnym od nagich konarów i gruzłowatych gałązek,
A tron jej, żałobny ametyst, słuchała.
 
Śpiewał o jasności poranków, o rzekach w zieleni.
O dymiącej wodzie różanego brzasku.
O kolorach: cynobru, karminu,
sieny palonej, błękitu,
O rozkoszy pływania w morzu koło marmurowych skał.
O ucztowaniu na tarasie nad zgiełkiem rybackiego portu.
O smaku wina, soli, oliwy, gorczycy, migdałów.
O locie jaskółki, locie sokoła, dostojnym locie stada
pelikanów nad zatoką.
O zapachu naręczy bzu w letnim deszczu.
O tym, że swoje słowa układał przeciw śmierci
I żadnym swoim rymem nie sławił nicości.
 
Nie wiem, rzekła bogini, czy ją kochałeś,
Ale przybyłeś aż tu, żeby ją ocalić.
Będzie tobie wrócona. Jest jednak warunek.
Nie wolno ci z nią mówić. I w powrotnej drodze
Oglądać się, żeby sprawdzić, czy idzie za tobą.
 
I Hermes przyprowadził Eurydykę.
Twarz jej nie ta, zupełnie szara,
Powieki opuszczone, pod nimi cień rzęs.
Posuwała się sztywno, kierowana ręką
Jej przewodnika. Wymówić jej imię
Tak bardzo chciał, zbudzić ją z tego snu.
Ale wstrzymał się, wiedząc, że przyjął warunek.
 
Ruszyli. Najpierw on, a za nim, ale nie zaraz,
Stukanie jego sandałów i drobny tupot
Jej nóg spętanych suknią jak całunem.
Stroma ścieżka pod górę fosforyzowała
W ciemności, która była jak ściany tunelu.
Stawał i nasłuchiwał. Ale wtedy oni
Zatrzymywali się również, nikło echo.
Kiedy zaczynał iść, odzywał się ich dwutakt,
Raz, zdawało mu się, bliżej, to znów dalej.
Pod jego wiarą urosło zwątpienie
I oplatało go jak chłodny powój.
Nie umiejący płakać, płakał nad utratą
Ludzkich nadziei na z martwych powstanie,
Bo teraz był jak każdy śmiertelny,
Jego lira milczała i śnił bez obrony.
Wiedział, że musi wierzyć i nie umiał wierzyć.
I długo miała trwać niepewna jawa
Własnych kroków liczonych w odrętwieniu.
 
Dniało. Ukazały się załomy skał
Pod świetlistym okiem wyjścia z podziemi.
I stało się jak przeczuł. Kiedy odwrócił głowę,
Za nim na ścieżce nie było nikogo.
 
Słońce. I niebo, a na nim obłoki.
Teraz dopiero krzyczało w nim: Eurydyko!
Jak będę żyć bez ciebie, pocieszycielko!
Ale pachniały zioła, trwał nisko brzęk pszczół.
I zasnął, z policzkiem na rozgrzanej ziemi




2 lutego 2026
- Brawo panie Czarzasty – nie poprze pan Nobla dla Trumpa. On na nią nie zasługuje! Słuszna, odważna decyzja. Do Rady Pokoju też nie wchodzimy, to 1 miliard dolarów do kieszeni Trumpa, jeszcze czego! Jak będzie okazja to nas też wystawi do wiatru. 
- Donald Trump uwikłany jest w pedofilską aferę Epsteina. Skandal odbija się na notowaniach prezydenta USA. Chyba dlatego robi tyle rabanu wokół Wenezueli, Grenlandii czy Iranu. Wszystko wskazuje na próbę odwrócenia uwagi opinii publicznej. Najlepiej aby odszedł z polityki!!!
- 12 sierpnia 2026 będzie zaćmienie słońca!!! Tarcza Słońca będzie zakryta w znacznym stopniu przez Księżyc. Maksimum widowiska przypadnie tuż po godzinie 20:00, a samo zjawisko rozpocznie się około 19:15. Nie zapadnie całkowita ciemność w naszym kraju, lecz tarcza Słońca będzie zakryta w znacznym stopniu przez Księżyc. Kto chce obejrzeć całkowite zaćmienie niech jedzie do Grenladii, Hiszpanii... Zastanówcie się gdzie chcecie oglądać.
- Cukrzycy owoce są też dla was, wybierajcie tylko te mniej słodkie. Będzie, co będzie, chyba nic dobrego nie będzie. Wszyscy lekko zakręceni niech dadzą nam święty spokój. https://expressbydgoski.pl/te-owoce-mozna-jesc-przy-cukrzycy-sa-bezpieczne-i-maja-bardzo-niski-indeks-glikemiczny/ar/c14p2-27656329

Ile zwierzątek znajdziecie na tym obrazku? To będzie świadczyło o waszej inteligencji. Odnalazłam wszystkie, ale żyrafę z trudem.





1 lutego 2026

To działo się 59 lat temu. Moja córka przyszła na świat. Wierzyć się nie chce jak szybko to wszystko minęło. Moje dzieci są dla mnie najważniejsze, ich życie, radości i drobne wspinania się pod górkę życia. No cóż, każdy musi swoją drogę przejść. Kasia to wybitnie artystyczna natura – muzyka, malarstwo, pierwsze kroki w poezję... Na dodatek świetnie gotuje, piecze pyszne ciasta. Dajmy spokój wyliczance, radzi sobie doskonale.
Dzisiejszy dzień był jednak pełen napięcia. Moja druga córka była na południu Niemiec, chciała zrobić siostrze niespodziankę urodzinową i przejechała całe Niemcy aby zapukać wieczorem do ich drzwi wprawiając wszystkich w zdumienie, mnie też, gdyż zadzwoniła do mnie mając w tle całą rodzinę siostry. Dzisiaj rano odwieziono ją na dworzec, dalej miała jechać sama, ale kiedy chciała uskuteczniać planowaną podróż, z przerażeniem stwierdziła że nie ma telefonu, zostawiła go. Zimno okrutnie, a ona bezradna wobec zaistniałej sytuacji. Teraz w telefonie jest wszystko, bank, bilety na samolot. Jedyny numer jaki znała to mój, gdyż to ja jestem teraz najsłabszym ogniwem w rodzinie. Zadzwoniła do mnie z telefonu udostępnionego jej przez obcego człowieka, krótko, zwięźle, aby szybciej. Szczęście, że odebrałam. Skontaktowałam się z wnukiem, gdyż Kasia przygotowywała się już na przyjście gości, zięć z telefonem pojechał, ale nie znalazł córki. Ja nie dawałam za wgraną, dzwoniłam na numer z którego się odezwała i jakoś się porozumieliśmy. Ile razy zięć przejechał trasę, to przejechał, ale telefon został doręczony. Wszyscy byli dostatecznie zdenerwowani, a ja szczególnie. Łzy leciały mi z oczu same. Zawsze jakieś wyjście z sytuacji jest, ale to był trudny poranek.
Wnioski:
  • Nie zapominaj o telefonie, to dzisiaj niecka bytu i komunikacji.
  • Naucz się na pamięć chociaż jednego numeru telefonu poza swoim, może się przydać.
  • Miej zawsze przy sobie jakieś drobne pieniądze kraju, w którym się znalazłeś.
  • Ubieraj się ciepło w zimie gdy wyjeżdżasz, nigdy nie wiadomo jak podróż będzie przebiegała.
  • Ucz się języków obcych chociaż w stopniu podstawowym , aby móc się porozumieć.



  •  
1 lutego 2016
Luty to miesiąc urodzinowo-imieninowy. Zaczynamy od dzisiaj. Pięć znaczących dat w najbliższej rodzinie. Wszystkim Solenizantkom, Jubilatom i Jubilatkom najlepsze życzenia. Szkoda, że towarzystwo rozrzucone po świecie, nie będzie zbyt dużo okazji na torty urodzinowe, ale coś tam się uszczknie. Kwiatów musi wystarczyć dla wszystkich zainteresowanych, kto będzie szybszy, dostanie więcej...

 
 2 lutego 2016

Mam kłopoty zdrowotne, moje ciśnienie pnie się w górę. Wiem nawet dlaczego, gdyż jakiś wredny, nieprzyjazny typ ludzki o mnie źle myśli. Ale ja się nie dam, odrzucę złą energię, zneutralizuję myśli mi nieprzychylne i odzyskam siły. Jako narzędzia oczyszczenia pola energetycznego użyłam kardiologa, przecież lekarze po coś są! Manipulacja prądami i tabletkami swoje zrobiła. Dochodzę do siebie. Nie tak łatwo, jak widać, mnie unicestwić. Cały dzień spoczywałam w łożu, wypoczywając aż do znudzenia. Dostałam maile, laptop przecież wzięłam ze sobą, tam gdzie przebywałam nie był szkodliwy, tylko źle się pisało. Jak za pociągnięciem różdżki czarodziejskiej odezwały się osoby, które myślałam, że zamilkły na zawsze. Dostałam informacje, wsparcie i ukierunkowanie. Objawieniem był także film Kutza z 1974 roku, którego akcja dzieje się w miasteczku Warta - ideowy z czasów PRL. To blisko terenu, który jest przedmiotem moje penetracji, ale to nie to, czego szukałam, a było już tak blisko. Gdy ktoś chce spojrzeć na miasteczko, gdzie można nabyć pyszne jagodzianki, to zapraszam. https://www.youtube.com/watch?v=t8gtK8QEfdM
Szukam filmu ze sceną powitania żołnierzy radzieckich na moście w Miłkowicach. Wszyscy wiedzą, że był kręcony, ale nikt nie zna tytułu ani  nazwiska reżysera. Obejrzałam cały film uważnie, ale to nie to. Dzionek minął, mam nadzieję, że moje kłopoty także. No chyba że ktoś chce mnie omotać. Niech się jednak strzeże, jestem staruszką, ale swoje sposoby jeszcze mam na takie niecne praktyki.  

3 lutego 2016
Marek Pindral „Oman” to moja lektura kilku ostatnich dni. Podróżnik, żurnalista, fotograf przemierza świat, aby go lepiej zrozumieć, co nie zawsze jest takie oczywiste i oczywiście proste. Islam, jako religia obowiązująca w Omanie narzuca szereg nakazów i zakazów, które teraz w czasie napływu ludności tego wyznania może narobić sporo zamieszania. Oni do nas mogą oczywiście przyjechać i się zadomowić, ale nikt nie dostanie obywatelstwa w Omanie. Mogą chcieć też wprowadzać swoje stroje, zwyczaje czego przykładem może być taharrusz dżamaa http://kobieta.onet.pl/taharrusz-znaczy-molestowanie/jye8w0
Pindral mówi o tym wprost, że nasza demokracja może prysnąć, przygnieciona nietolerancją przybyszów. Gdy w porę tego się nie zatrzyma, to wtedy z pokorą trzeba będzie przyjąć, że kolejny zamach koła historii zmieli wszystko w proch.
Arabowie ucząc się od innych – Indie, Chiny – sami dali światu podwaliny medycyny w dziedzinie położnictwa, krwioobiegu, czy sterylizacji zapobiegającej infekcjom. Kaligrafia, algebra też dużo wniosły do nauki. Ciekawie wyjaśnia dlaczego mężczyźni mieli tam po kilka żon – związane było to z wojnami. Mają swoje wyścigi wielbłądów, nie cierpią psów, mirra i pachnidła mają tutaj miejsce szczególne, gdyż dbają o higienę duszy i ciała. Myślę, że już dosyć wywodów, muszę jakoś zebrać się do wyjścia, gdyż spóźnianie to moja cecha szczególna.
 
4 lutego 2016
Człowiek nie zawsze zdaje sobie sprawę, że to co robi, w czym bierze udział, może być tym ostatnim razem. Przeglądasz później w myślach ostatnie święta, imieniny, które były jeszcze z udziałem osoby, która odeszła, niekoniecznie w zaświaty, ale gdy było się razem.
Wpadła mi w ręce płyta nagrana przeze mnie z utworami, które zrobiły na mnie kiedyś wrażenie, istny miszmasz - muzyka poważna, piosenki, arie, nawet papież się zaprezentował … Włączyłam wieczorem i tak się rozkleiłam, że naprawdę trudno było mi czytać książkę, też wspomnieniową, Paweł Huelle w „Śpiewaj ogrody” uwodzi światem, który przeminął, ale zapisuje go tak romantycznie i sugestywnie, że trudno się oderwać od lektury. Utkwił mi w pamięci opis koncertu na łące spowitej w czerwcowe uroki. Kwartet złożony z grupy przyjaciół spotykających się raz w roku, zdążających na to spotkanie z różnych stron Polski, we frakach i muszkach zasiada w dolinie pośród traw i przy księżycu gra ulubione utwory. Ostatni raz, tylko, że oni o tym nie wiedzą, odwiedzie ich od dalszych spotkań wojna… Powiem szczerze, ludzie mieli fantazję, może pisarz miał, ale wybrzmiało to pięknie. Chciałabym usłyszeć taki koncert – wieczór, dolina otoczona lasem, zapach traw, blask księżyca i muzycy, jak zjawy z innego świata, bez nut, z pamięci wiodą nas w świat Wagnera.  A może tak zabrzmi dla kogoś Wagner?!
 
.....
5 lutego 2016

7 lutego 2016
Paląc papierosy narażasz nie tylko siebie, ale również osoby z twojego najbliższego otoczenia (tzw. biernych palaczy). Skutki mogą dać znać o sobie nawet po kilku latach.
Współuzależnienie od nadmiernie pijącej lub stosującej używki osoby, także ludzi uzależnionych od hazardu, seksu, zaburza związek, wciąga w proceder cały łańcuszek osób z rodziny i przyjaciół, wprowadza destrukcję. Inni ponoszą szkody, straty na umyśle, zdrowiu fizycznym i psychicznym, mają zakłócony kontakt z sobą, a przyczyną są uzależnienia od osób, z którymi przebywają.
Kończy się karnawał, ludzie mają prawo się bawić, ale z nimi, chcąc nie chcąc, biorą w zabawie - biernie oczywiście - sąsiedzi z góry, z dołu i z obu boków. Nie jestem przeciwko zabawie, sama lubiłam się bawić, ale dlaczego ja mam do późnych godzin słuchać hałasów, drżeń sufitu i brzdęków, stęków uczestników zabawy. Umęczone osobniki biorące biernie udział w zabawie odsypiają dzisiaj nie ich karnawał. Mam dobrych sąsiadów, ale wczoraj trochę przegięli. Dzisiaj cisza jak makiem zasiał. Niech się bawią, ale niech też mają trochę względu na to, że nie wszyscy garną się do zabawy, szczególnie tej biernej. Może jestem staruszkowata maruda, ale trochę się umęczyłam, a rano piekłam ciasto drożdżowe, gdyż wygląda na to, że wychodzę na mistrza w tej dziedzinie. Chwalą mnie niepomiernie, tak jak pewna osoba, o której mam nie wspominać tutaj, dała mi palmę pierwszeństwa w dziedzinie pierogów z serem, gdyż tylko takie lubi. Człowiek nawet się nie obejrzy, a wybija się gotowaniowo i pieczeniowo.  Cieszę się, że im smakuje, ale ja nie jestem stworzona do zajmowania czołowych miejsc. Trochę mnie to deprymuje, jestem skromną i nieśmiałą staruszką.
 
9 lutego 2016
Ciepło, zbyt ciepło. „Parowałam” dzisiaj przemierzając ulice miasta. Trzeba sięgnąć po lżejszą kurtkę. Całe popołudnie układam rozdział dotyczący właścicieli dworu w M. w czasach od XIV do XIX wieku. Wcale to nie jest łatwa sprawa. Informacje się dosyć oszczędnie,  czasy odległe, a mam je i tak podzielić zawsze na dwie części - pierwsza ma być informacyjna, druga źródłowa. Takie były w większości opinie osób, które poprosiłam o ich zdanie na temat formy zapisu. Ponieważ ma to być zapis ostateczny przeznaczony do druku, przeglądam jeszcze wszystkie źródła, aby czegoś nie przeoczyć, odszukać  materiały, które może gdzieś mi umknęły.
Jestem dzisiaj przy 1830 roku. Ocena głównych wodzów jest dwutorowa, w każdym razie nie została w takiej formie udostępniana w podręcznikach historii. Z jednej strony są odznaczani, nazywa się ich bohaterami, docenia zasługi na polu walki, a z drugiej „życzliwe dusze” wymyślają im od opojów, bawidamków, hulaków. Szczególnie ci, którzy nie parali się walką zbrojną. Skąd ja to znam!!! Przy okazji wpadł mi w oko fragment ówczesnej gazety, która podaje sposób walki przez żołnierzy z cholerą. Musicie to sami przeczytać, ja osobiście jestem zaskoczona taką metodą pozbywania się tej choroby, która nas już na szczęście nie dotyka. Zastanawiam się, czy takie rewelacje mam zapisać jako dokument. A może jest coś, czego ja nie wiem?!


Jak widzicie moje Ostatki są na miarę staruszki. Słodkością dnia był tort od Sowy, którym mnie ufetowano i to wszystko, została praca, praca i tylko praca. Zdobyczne materiały doprowadzę do stanu używalności już jutro, gdyż na dzisiaj mam zdecydowanie dosyć. 
Bawcie się wszyscy, którzy macie ochotę i okazję, aby zajmować się takimi sprawami. Jutro sypanie głowy popiołem. Ten symboliczny gest przywołuje wszystko do właściwego poziomu.
 
 12 lutego 2016
„Przepędzić czas” Rainer Maria Rilke (tł. M. Jastrun)

Dziwaczne słowo: przepędzić czas!

Zatrzymać go, to byłoby zadanie.

Bo kogóż to nie trwoży: gdzie jest trwanie,

gdzie w końcu byt w tym wszystkim wszystkich nas?



Spojrzyj, dzień zwalnia kroku przed przestrzenią,

która ku wieczorowi go porywa:

wstanie zmieniło się w stanie, stanie w leżenie,

i wszystko z własnej woli leżące upływa –



Góry śpią w świeżości gwiazd ogromnej; –

lecz w nich także czas jest pełen błysków.

Ach, w moim dzikim sercu bezdomnie

nocuje wiekuistość.

 Rilke przypomniał o sobie, gdy czytałam „Śpiewaj ogrody” Pawła Huelle. Właśnie ten tytuł nie daje mi spokoju – śpiewaj ogrody, tak jak śpiewaj pieśń. Śpiewaj ich urodę, dzikość, świeżość w kroplach rosy poranka, barwy i zapachy. Widzę ogródki mojej mamy, roziskrzone kolorami różnorakich kwiatów, to wszystko jest gdzieś we mnie, wraca i daje mi radość.
"Śpiewaj ogrody" to hołd oddany pięknej i mądrej kobiecie, Niemce. Nie do końca to jest jasne, ale to nie zmienia postaci rzeczy, delikatność i nieśmiałe uwielbienie, którym autor obdarza powieściową bohaterkę Gretę, potwierdza jego osobiste zaangażowanie w opowiadaną historię. Rilke też miała takie fascynacje, najpierw rosyjska pisarka, Lou Andreas-Salomé z którą utrzymywał kontakty do końca życia, później żona rzeźbiarka, Klara Westhoff, z którą miał córkę, ale jakoś mu się nie ułożyło.
…gdzie w końcu byt w tym wszystkim wszystkich nas?pyta Rilke. Niedawno oglądałam zwierzenia Romana Polańskiego – jego życie wystarczyć by mogło na kilka wątków. Sam stwierdził, że wszystko musiało się dopełnić, aby przyszło nareszcie spokojne szczęście z ukochaną kobietą i rodziną u boku. Wszyscy mamy wypisany nasz byt w gwiazdach, dla nas zakryty, ale dopełnić się musi, no chyba, że wyraźnie szarpiemy jego zapis, ale to nam na dobre nie wychodzi. Gdy jesteś nieszczęśliwy, to znaczy, że nie idziesz drogą, która jest ci pisana. Szczęście nie jest podpięte do bogactwa, możesz być biedny, ale zaznać szczęścia. Ja obecnie spełnię się w pięknych kolorze ściany w małym pokoju – przydymionym kwinteciku. Nie wiem dlaczego sypialnia poszarzała i trzeba odświeżyć ściany, to już chyba osiem lub dziewięć lat, gdy było malowanie, i cieszę się niezmiernie, że już z końcem lutego wkroczę w ten przydymiony kolorek i  nastąpi mój czas „pełen błysków”. Nie mogę już się doczekać.
Przywołam jeszcze raz poetę:
Różo, sprzeczności czysta, pragnienie,

by stać się snem niczyim pod tylu

powiekami. (przeł. A. Lam)
Powodem jego śmierci było prawdopodobnie zakażenie, jakiego doznał raniąc się kolcem róży... Szczęśliwy w zaświatach, gdyż jest pod tylu powiekami, moimi także. 


  13 lutego 2013
Zupełnie zatraciłam umiar na punkcie "Atramentowej" Celińskiej! Boję się, że ją zedrę tak, jak kilka innych płyt. może kolejno się będę dzieliła przeżyciami. Najpierw zdjęcie, które mnie rozczuliło i dlatego zaczniemy od tej tematyki.
Pamiętam czas, gdy tato przyjeżdżał na obiad i trochę zawsze odpoczywał, przecież od wczesnego rana był na nogach. Dziobałam, co tam było na talerzu i biegłam na podwórko, chwytałam męski rower z ramą, a miałam ze cztery, może pięć lat, i jeździłam pod ramą. Nie miałam pozwolenia wyjeżdżania na ulicę, jeździłam po podwórku, które miało mały spad, a ja zataczałam kółka. Raz zbyt ostro wzięłam zakręt i wyłożyłam się tak skutecznie, że nie mogłam się z tego "żelastwa" wyplątać. Wszystko bolało jak licho, ale nie zraziło mnie to do dalszych jazd. Nikt nie słyszał o takich fanaberiach jak mały rowerek, jeździło się na tym, co było pod ręką. To były czasy...  

 
15 lutego 2016
Akurat natknęłam się na przepowiednie Jackowskiego, naszego jasnowidza, dotyczące sytuacji w Polsce w 2016 roku. Tak naprawdę trzeźwo myślący człowiek też by to przepowiedział.  Każdy z nas ma jakieś przeczucia, błyski intelektu, telepatia też ludziom nie jest obca, tylko nie zawsze zdajemy sobie sprawę, że to jest w nas i dopiero po czasie, gdy jakieś sny, lub przewidywania się sprawdzą powiemy, no tak, wyprzedziliśmy czas.
Sama też mam miewam takie „momenta” w życiu, że dla mnie jest to zastanwiające, a otoczenie jak zwykle reaguje – Ach, mama to zawsze… Jednak trochę się trzeba z tym liczyć. To jest jakiś przebłysk, coś, czego człowiek nie umie sobie wytłumaczyć. Oto przykłady.
1. Byłam na zwolnieniu. Jeden z uczniów, który miał kłopoty, wszedł nieproszony do pokoju nauczcielskiego i dopisała sobie stopnie, dla niepoznaki innym też, aby nie wzbudzać podejrzeń. Nauczyciele raczej wiedzą, jakie oceny stawiają i rozpętała się afera. Nie było winnego, wróciłam ze zwolnienia i powiedziałam – to on. „Facio” był tak skonsternowany, że nie był już w stanie się dłużej bronić i się przyznał. Chciał tylko wiedzieć skąd ja wiedziałam. Przecież nie będę mu mówić, że ja widziałam scenę, gdy zakradał się do pokoju i wiedziałam w jaki sposób tam wszedł. Powiedziałam, że wiem i już.
2. Kiedyś spotkaliśmy się w większej grupie znajomych. Mieliśmy bardzo zdolną matematyczkę, która chciała nas zagiąć jakimś zadaniem matematycznym, no może bardziej logicznym. Nikt nie potrafił się z tym uporać, ale ja rozwiązałam to natychmiast uzasadniając wynik,  gdy mnie poproszono o powtórzenie, nie byłam w stanie tego zrobić. Skąd ja to wiedziałam, nie wiem. Matematycznym geniuszem to raczej nie jestem.
3. W stosunku do ludzi, na których mi zależy, miewam przeczucia mające ich obronić przed niewłaściwym wyborem, ale kto tam by mnie słuchał, najpierw trzeba się sparzyć, a później cierpieć, narzekać. Nie będę podawać szczegółów, bo i po co.
4. Takie sytuacje, gdy trzymam telefon w ręku aby zadzwonić, i w tym samym czasie odzywa się osoba do której mam dzwonić, to już prawie norma, szczególnie gdy coś nas „gryzie”.
5. Może trochę z innej beczki, kontaktów z zaświatami. W czasie snu pojawiła się moja mama z poleceniem, że mam działać i to natychmiast. Jak się okazało, taka sytuacja miała miejsce i zdołaliśmy jakoś zapobiec nieszczęściu.
I tak bym mogła wspominać, tylko po co. Niech mi ktoś wytłumaczy, co to jest i dlaczego dotyka niektórych ludzi. Kiedy machałam wahadełkiem i koniecznie chciałam dowiedzieć się, jakie mam wykreślić numery w totku, to stało w miejscu jakby je ktoś unieruchomił. To znak, że pieniądze są dla mnie niczym.
Rozbawił mnie pan archeolog, gdy do niego zupełnie już zdesperowana napisałam w sprawie zdjęcia dworu. Odpisał, że chyba mamy kontakt telepatyczny, gdyż był właśnie w Miłkowicach i odkrył nowe stanowisko do badań. Ja wiem, że zdjęcie dworu ktoś ma, ale nie mogę wcelować we właściwą osobę. Kochany mój Aniołku, skupmy się, może jakoś dotrzemy do celu. Może to stąd idą te wszystkie impulsy, przeczucia i kierunek działań?!
....................................................................................................................................
Moi Mili Czytelnicy! Przecież ja nie przepowiadam przyszłości!!! Gdybym to potrafiła, to pomogłabym w pierwszym rzędzie samej sobie, a idzie mi wszystko średnio... Gdy ktoś wysyła skumulowane wiązki energii, to niekiedy odbieram, i to wszystko. Nie zwracajcie się do mnie z pytaniami, czy miłość już puka. Nie wiem, może puka, a może jeszcze poczeka.

16 lutego 2016
http://www.fakt.pl/polska/romantyczna-relacja-jana-pawla-ii-z-anna-teresa-tymieniecka,artykuly,611569.html

Przeczytałam ten artykuł z wielkim wzruszeniem. Co łączyło Annę Tymieniecką i Jana Pawła II? Poznali się w latach 70. Ich niezwykła relacja trwała ponad 30 lat. Pisali do siebie listy. "Powiedziała, że chce być w jego ramionach, pozostać w nich szczęśliwa. Przeprosiła również za to, że nie nauczyła się jeszcze kontrolować swoich uczuć" – dowiadujemy się z materiału BBC. "Rozmyślam o tobie, a w myślach przychodzę do Pomfret każdego dnia" pisał.. Zwierzył się, że uwielbia ich rozmowy telefoniczne, bo może usłyszeć jej głos, ale nigdy nie trwają wystarczająco długo i nie zastąpią listów ani spotkań. "Rozpaczliwie chcę być blisko ciebie" pisała ona.
Co rządzi naszymi uczuciami?! Jaki mamy wpływ na kontrolowanie ich, czas trwania, intensywność? Jak dziwnie dobierają ludzie obiekty swoich uczuć? Czy mamy prawo osądzać, potępiać, dziwić się? Trzeba cieszyć się tym, co mamy, gdy się skończy, to już nie wróci. Zdecydowanie jestem za zniesieniem celibatu. 

18 lutego 2016
Będziemy obchodzić 1050 rocznicę Chrztu Polski. Dzięki tej decyzji Mieszka I weszliśmy do kręgu cywilizacji zachodniej. To dla nas był milowy krok w drodze do postępu. Sprawa nie jest jednak tak krystalicznie czysta, jakby mogło się wydawać. Senat też miał problem z oceną! Mieszko I był taki, jak inni władcy tego okresu, zdecydowany, brutalny, ciut rozwiązły ale i przewidujący. Dobrawa wymogła na nim przyjęcie chrześcijaństwa. Za nim poszli inni z jego kręgu, ale wcale tak łatwo nie było. W pierwszych kościołach, rotundach, modlili się tylko możni, a lud w cieniu nocy w puszczach czcił starych bogów i pod presją, z oporem, przyjmował nową wiarę tracąc zęby lub owijając szmatami połamane ręce czy nogi. W tym kontekście nie było sprawą najważniejszą, czy Mieszko był dobrym chrześcijaninem, ważne było to, że przyjął chrześcijaństwo i poprowadził państwo we właściwym kierunku.
Teraz chmury zbierają się nad Wałęsą. Kim był, czy kumał się z władzą i dlaczego tak postępował, nie nam sądzić. Przykładów w historii mamy trochę, gdy pozornie współpracując z wrogiem, wydzierano mu jego tajemnice. Bez względu na to, co tam udowodnią Wałęsie, jest sprawą oczywistą, że to on bez rozlewu krwi przeprowadził naród do wolności. Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego główni działacze KOR sami nie stanęli na czele walki, tylko wystawili Wałęsę? Może bali się o siebie i woleli robotnika rzucić na pożarcie lwom, gdyby sprawa się nie powiodła?!
Najlepszy wódz to człowiek o czystych rękach, który nie rzucał się w wir walki, nie narażał się, a przyszedł na gotowe i rządzi.  Nikt o nim nie powie, że skalał się jakimiś złymi, nieczystymi czynami.
Naczelnik Piłsudski też nie był bez skazy, ale tego mu się nie wypomina, liczą się cele nadrzędne. To dzięki jego nieugiętej postawie zyskaliśmy niepodległość w 1918, a jego niedocenione, tak uważam, działania strategiczne w 1920 w czasie Bitwy Warszawskiej uratowały Europę przed zalewem bolszewizmu.


Zastanówmy się więc teraz kogo sądzimy, wywlekając co się da o Wałęsie, sami siebie, czy innego człowieka, który wziął na siebie odpowiedzialność za wszystkich.

19 lutego 2016
Pobieranie krwi dla takich wysokociśnieniowców jak ja, ma swoje dobre strony. Śpię dni i noce. Dla mnie to czas zmarnowany, ale chociaż odpoczęłam. Żyję przede wszystkim gorzką czekoladą. Nie dziwię się, że stara medycyna stosując „upuszczanie krwi” niejednego pacjenta skutecznie przeprowadziła na drugą stronę żywota. Dzisiaj zabrałam się już do pracy, ale czuję się już zmęczona - analizowanie, systematyzowanie zebranych informacji jest wyczerpujące. Dwór odsłonił się w wykopaliskach, ale niech się zmaterializuje. Już czas.
Ciągle w głowie świdrują mi myśli dotyczące Wałęsy! Komu i dlaczego na tym zależało, aby ujawnić takie informacje? Dlaczego ta stara kobieta, żona Kiszczaka, teraz pokazała te dokumenty, kto ją do tego namówił? Teraz chce przeprosić Wałęsę, po co było więc to robić? Dlaczego dokumenty bez dokładnego ich zbadania publikuje się? Kamiński powiedział coś nareszcie mądrze - autentyczne to nie znaczy, że prawdziwe. Coś mi w tym wszystkim nie gra. Komuś zależy na tym, aby znowu mieszać? Może dołując legendę Wałęsy ktoś inny chce się wybić?! Ten świat jest naprawdę dziwny.

20 lutego 2016

21 lutego 2016

22 lutego 2016

26 lutego 2016
Jestem już tak zdesperowana brakiem wyników w poszukiwaniach zdjęcia dworu w Miłkowicach, że pozwolę sobie na udostępnienie nazwisk sióstr dziadka Franciszka Marlińskiego, przecież tam się wychowywały, może odezwą się ich potomkowie będący w posiadaniu pamiątek rodzinnych. 
- Anna Deka z d. Marlińska pozostała w siedlisku rodzinnym 
- Franciszek Marliński, mąż Józefy Szczepaniak, zamieszkał w Miłkowicach
- Józefa Burska z d. Marlińska wyszła za mąż za właściciela ziemskiego zamieszkałego w Łosinach koło Szadku
- Marianna Modrzejewska z d. Marlińska zamieszkała koło Szadku
- Józefa Kluszczyńska z d. Marlińska zamieszkała w Józefce koło Rossoszycy
- Stanisława Torzewska z d. Marlińska zamieszkała w Wylazłowie koło Poddębic

Gdyby ktoś był w posiadaniu zdjęć, bardzo proszę o kontakt. Proszę także o kontakt mieszkańców Zasp Miłkowskich, wieś już prawie nie istnieje, ale ludzie przecież gdzieś są, także sąsiadów i przyjaciół Marlińskich.
Nie wiem czy coś zdołam pozyskać, ale chociaż nie powiem, że nie wykorzystałam wszystkich możliwości.
milkowice.pl.tl/Historia-dworu.htm
27 lutego 2016
Wczoraj wysłuchałam, co Premier ma nam do powiedzenia, dzisiaj szukam jakiegoś echa i milczenie. Na jednym portalu mała wzmianka. Co to ma znaczyć?! Czyżby coś poszło nie tak? Ja osobiście uważam, że Beata Szydło się stara, ale ekonomia rządzi się swoimi prawami i rząd to nie św. Mikołaj, któremu rodzice podrzucają prezenty. Zagalopowali się i tyle. Tego się nie da przebrnąć suchą nogą. Ja tak naprawdę, to nie rozumiem jak ktoś może nie płacić podatków, od czego więc są urzędnicy i organy ścigania…
Sprawy rozliczeń idą natomiast pełną parą. Zaczęli od Smoleńska, ale doszli widocznie do wniosku, że z Tuskiem nie ma co zaczynać, przecież pieniążki z Unii są potrzebne i rozpruli worek informacji o Wałęsie. Współczuję Prezydentowi, nawet, gdy współpracował z bezpieką, to tak załatwiać się tego nie powinno. Najpierw należało wszystko zbadać, uwiarygodnić i dopiero podać do publicznej wiadomości. To, że akta są autentyczne, to wcale nie znaczy, że wiarygodne. A wymiana ludzi na kierowniczych stanowiskach w stadninie koni to już zakrawa na farsę. Widać, że komuś pali się grunt pod nogami. Planują 8 lat rządzenia! Boże miłosierny, co to będzie się działo, chyba nawet wróble na dachu będą osądzone i ukarana za to, że gospodarzowi podkradały ziarno. Klatki zapełnią się przestępcami. Zaznaczam, że ja mam czyste ręce, nic nie przywłaszczam, ale mnie wykorzystują. Ostatnio sprzedawczyni tak mi zachwalała drożdżówki w sklepie, których i tak nie kupiłam, że wydała mi nie z 20, ale z 10 zł. Czy ja musiałam słuchać o drożdżówkach? Za gapiostwo się płaci.  Jak upomnisz się o swoje, to zaraz łapie się takie indywiduum za głowę, że jest tak zmęczona, że łatwo o pomyłkę. Dzisiaj zgadza mi się kasa co do grosza, przeliczałam wszystko dokładnie. Jest taki kiosk na bazarku, gdzie sprzedającej pani wierzę. Kiedyś chciałam jej oddać jakieś pieniądze, gdyż uważałam, że wydała mi za dużo – prowadzę ścisłą rachunkowość - ale nie chciała przyjąć. Powiedziała, że to widocznie był upust dla stałego klienta i teraz mamy bardzo sympatyczne układy. Dzisiaj uparła się aby mi opuścić 50 groszy na rachunku za warzywa, ale się nie zgodziłam. Jest przed pierwszym, to fakt, ale luty jest krótki i jestem wypłacalna, na szczęście.
A tak na marginesie, klienci też są diabła warci. Przede mną pani kupowała kapustę i kiedy sprzedawczyni ładowała towar do woreczka, ta zwędziła ze skrzynki jedną cebulę i schowała do torby jakby nigdy nic. Co ja miałam zrobić, powiedzieć, że ukradła? To koszt 10 groszy, a może nawet nie. Gdybym kradzież ujawniła, złodziejka więcej by kupować tutaj nie przyszła, a handel musi iść. Milczałam, ale mój dylemat trwa. Złodziej jest złodziejem, bez względu na to ile i za ile ukradnie. Są ludzie i ludziska. Nie jest najważniejsze, czy ktoś widzi czy nie, należy być uczciwym i basta.

  28 lutego 2016

Ekwilibrystyka językowa dla wytrwałych.

Czarny dzięcioł z chęcią pień ciął. 



29 lutego 2016
29 lutego - dzień inny niż wszystkie. Dzisiejszy dzień powtarza się co cztery lata. Jest bardziej pechowy niż piątek 13! Rok ma nie 365, a 366 dni został wprowadzony jeszcze w czasach starożytnych. Rok przestępny, może też stać się przestępczy. Należy uważać!!!
W tym czasie trzeba było się liczyć z pogorszeniem stanu zdrowia, zapadaniem na choroby nieuleczalne lub chroniczne. Wierzono, że w roku przestępnym zwiększa się liczba wypadków, samobójstw oraz zgonów z przyczyn naturalnych. Ludowe wierzenia wskazują, że nie jest to dobry czas na przeprowadzkę czy zawieranie małżeństwa. W starożytnym Rzymie unikano wtedy wychodzenia z domu.
W Wielkiej Brytanii 29 lutego od wieków ma szczególne znaczenie. W 1288 roku św. Patryk wydał zgodę na to, by szkockie kobiety mogły wtedy... poprosić mężczyznę o rękę. Jeśli zaś wybranek się nie zgodził, zakochanej przysługiwała od niego rekompensata w postaci słusznej sumy. Uważa się, że 29 lutego to dzień, którego właściwie nie ma, więc to, co się wtedy stanie uznać można za "niebyłe". W Szkocji odnosiło się to przede wszystkim do zdrady małżeńskiej.
Podano wszystkie informacje jako ostrzeżenie.
 
Facebook "Lubię to"
 
Motto strony
 
„Pamiętaj, że każdy wiek przynosi
nowe możliwości.
Daj z siebie wszystko – inaczej oszukujesz samego siebie.”
O nic cię nie poproszę - fasti
 
Nigdy się nie ukorzę
o nic cię nie poproszę
zamknę słowa na klucz
wymyję w zimnej rosie
wierszyk jakiś napiszę
życie sobie osłodzę
ukradnę słowa sowie
wiatr pogonię w ogrodzie
nie będę już wiedziała
o wszystkich dylematach
miłości niespełnionej
uczuciach do końca świata
A kiedy czasem nocą
poszukam złudnych cieni
perliście zalśni rosa
na zimnym skrawku ziemi
i wtedy moje serce
w atramentowej toni
odszuka twoje myśli
i z bólem je dogoni
bo jesteś mym marzeniem
i będziesz do końca świata
w Różowej Księdze Uczuć
zapisanym tego lata
Bezsenność
 
w ciemnej ciszy nocy
kroczy cicho zegar
wybija wspomnienia
i czasu przestrzega

srebrny blask księżyca
o tarczę się oparł
oświetlił wskazówki
i wszystko zamotał

czyjeś smutne oczy
wpatrzone w mrok nocy
śledzą czasu przebieg
bezsenności dotyk
Sposób na samotność
 
Wymyśliłam sobie ciebie
W noc bezsenną o poranku,
Gdy uparcie w okno moje
Zerkał księżyc, bard kochanków.

Wymyśliłam sobie ciebie,
Gdyż ma dusza poraniona
Nadawała ciągle sygnał
„Skrzynka żalów przepełniona.”

Wymyśliłam ciebie sobie
Od początku, aż do końca.
Wiem, że nigdy cię nie spotkam,
Muza tylko struny trąca.
 
Odwiedziło stronę 221063 odwiedzający
Ta strona internetowa została utworzona bezpłatnie pod adresem Stronygratis.pl. Czy chcesz też mieć własną stronę internetową?
Darmowa rejestracja