wrzesień 2016
1 września 2016
To szczególny dzień. 77 rocznica wybuchu II wojny światowej. Prezydent Duda przywołał wystąpienie prezydenta Lecha Kaczyńskiego na Westerplatte w 2009 roku. - Powiedział tam dwie ważne rzeczy, które niezmiennie odnoszą się i do historii, i do współczesności. Powiedział po pierwsze, że nigdy nie wolno ulegać i okazywać słabości wobec żadnego totalitaryzmu ani imperializmu, bo kończy się to właśnie tak, jak stało się tutaj na Westerplatte. Słabość kończy się wojną, niezdecydowanie kończy się 70 milionami albo i więcej ofiar. I o tym nie tylko my, ale i ludzkość musi pamiętać, a przede wszystkim politycy, którzy decydują o rozwoju zdarzeń - mówił Duda. To ważne przypomnienie i oby wszyscy, łącznie z mówcą,  wzięli to sobie do serca.
Też mam swoje ważne przypomnienie. 25 lat temu po raz pierwszy w życiu nie byłam na rozpoczęciu roku szkolnego. Złożyła mnie choroba na dwa chyba miesiące. I to przez taką przypadłość, z którą zmaga się każda kobieta. Jeden człowiek ze służby zdrowia złożył mnie prawie do grobu, a drugi poświęcając swój czas, przywoływał mnie do życia. Miało to wszystko istotny wpływ na wysokość mojej emerytury. Tak widocznie musiało być. Wierzę w wyroki Opatrzności. Tyle już lat jestem na emeryturze. Dzisiaj nawet już nie wzrusza mnie korowód młodych ludzi odświętnie ubranych idący do szkoły po raz pierwszy po wakacjach. Jestem już innym człowiekiem. Niekiedy myślę sobie, że w dorosłe życie powinnam startować z takim bagażem doświadczeń i przemyśleń, jakie mam teraz. Byłoby mi zdecydowanie łatwiej. Tak jednak nie jest. Niewypierzone, niedoświadczone, pełne zapału i wiary w niemożliwe, młode pisklę ludzkie, zmagało się z życiem. Jakoś przeszłam tę drogę, a teraz przygotowuję się do odejścia. Wiem, popełniam teraz też błędy, tylko inny jest ich ciężar gatunkowy. Arystoteles napisał: Starość nie jest niczym innym, jak tylko powtórzeniem wieku dziecięcego. Lepiej, abym nie musiała tego doświadczyć. Moja "juka żywota" sięga już prawie sufitu.

2 września 2016

Wczoraj w „Ojcu Mateuszu”, moim ulubionym serialu, poruszono sprawę stalkingu.
Stalker – w języku angielskim słowo stalker oznacza prześladowcę, osobę śledzącą kogoś. W kulturze masowej pojęcie spopularyzowane zostało przez rosyjskich pisarzy fantastyki naukowej Arkadija i Borisa Strugackich w powieści Piknik na skraju drogi. Obecnie w kulturze masowej oznacza uzbrojonego i wytrenowanego poszukiwacza-awanturnika.
W Internecie łączy się to jeszcze z hackerstwem. Mam żal o to, że nie mogę mieć na swoich stronach księgi gości, wpisów odwiedzających stronę osób, ale co mam zrobić? Nie będę przecież strażnikiem śledzącym każdy wpis. Bywa, że wypisywanie głupot jest czyimś ulubionym zajęciem. Niech Bóg wybaczy takim ludziom.
Myślę niekiedy, że takie zachowanie bierze się z ludzkiej samotności, do której ktoś nie umie się przyznać, także z tego, że nie potrafi się nawiązać normalnych kontaktów z ludźmi. Nikt nie lubi być samotny, ale przecież są jakieś granice rozładowywania swoich frustracji. To mi pachnie jakimiś psychicznymi odchyłami. Takim ludziom trzeba współczuć. Ale czy normalni są zakochani?! To natrętne myślenie o drugiej osobie, zaloty i podniety? O  ormalnych osobników to chyba jest trudno. 
Mam powody do radości - hydraulik załatwiony, elektyk załatwiony. Problemy już mam z głowy. To nie znaczy, że nie pojawią się nowe, ale z tym mam spokój. Planuję dzisiaj upiec bułeczki drożdżowe, z kruszonką. I tak nie schudłam, po co więc mam się katować wyrzeczeniami. Pulchniutka staruszka też może być zniewalająca.
Szłam dzisiaj na bazarek. Dwie panie w wieku schyłkowym prowadziły dialog, który mnie podbudował. 
- "Ona powiedziała, że jestem gruba d.... Niech popatrzy na siebie, chuda jak szczapa! Po mnie chociaż widać, że nie mam biedy."
Patrząc oczami tej pani, to ja jestem bardzo zasobna, według jej opinii mogę za taką uchodzić. Tak jednak nie jest, im jedzenie bardziej dietetyczne, tym bardziej chce się jeść i pogryza się między posiłkami, na co tam człowiek się natknie w kuchni. Najlepiej do kuchmi nie wchodzić i już. 

7 września 2016
Odcięta zostałam od świata! Nie miałam dostępu do Internetu. Ile ja rzeczy zrobiłam, gdy nie migotał ekran laptopa, a dioda online zaciemniona i niewidoczna odpoczywała w spokoju. Muszę stwierdzić z całą odpowiedzialnością, że Internet to pożeracz czasu! Co prawda czytam tutaj i oglądam wybiórczo, ale i to wystarczy, aby godziny uciekały w popłochu. Książki też się przecież czyta na takiej samej zasadzie. Ostatnio modny jest australijski pisarz Richard Flanagan. "Księga ryb Williama Goulda" zapisana jest u mnie do przeczytania. Autor w jednym z wywiadów dał odpowiedź na moje, nurtujące mnie od lat pytanie, dlaczego czytamy. "Literatura (...) pochodzi od życia, jest jego częścią. I dlatego nie może życiu uciec. Jej rolą jest przypominanie nam o chaosie w sercu wszystkich rzeczy i faktu, że w tej chaotyczności nie jesteśmy sami." Uciekamy od samotności w internet, literaturę, wiarę, hobby i inne działania i namiastki życia, aby zabić samotność. Moją przez tydzień rozjaśniały dwa wspaniałe koty - niecnoty, rządziła doskonałe, piękne mordaski, pręgowane uwodzicielskie zwierzaczki.
To wyszukiwarka leków, jeszcze nie sprawdziłam, ale podobno działa.
leki refundowane dla seniorów po 75 roku życia - szukacz

8 września 2016

„Podstawą jest to, aby nie bać się własnych pragnień, bo marzenia są tym, co trzyma w nadziei, a spełnianie marzeń tym, co uszczęśliwia.”
Dzisiaj Dzień Marzyciela, Dzień Dobrych Wiadomości, Dzień Alfabetyzacji. Marzenie, aby dzieci wróciły szczęśliwie z urlopów, zostało spełnione. Najbardziej się cieszę, gdy już są w domu. Moje marzenie o pewnym zdjęciu lub obrazie jest w toku spełniania się, tak to sobie wyobrażam, ale czy dwór do mnie dotrze, nie wiem. Mogę jednak mieć nadzieję, prawda? Inne marzenia, takie codzienne, jak mam dosyć samozaparcia, to jakoś tam spełniam. Obecnie wynoszę pełne torby niepotrzebnych na dzień dzisiejszy rzeczy, które tkwiły w moim mieszkaniu. Jak znam życie, zapełnię ich miejsce nowymi, średnio potrzebnymi, ale w chwili kupowania wydawały mi się niezbędne i dlatego trafiły pod moje skrzydła.
Dzień Dobrych Wiadomości wydaje mi się ciekawy. Mam nadzieję, że jakaś dobra duszyczka skieruje do mnie wiadomość, która mnie uskrzydli. Poprosiłam wczoraj pewną osobę, aby wywiedziała się o pewne sprawy mnie interesujące. Doszło do spotkania, ale informacji nie udzielono, ponieważ wcześniej nie poprosiłam o to osobiście. Tak być powinno, tylko że nie mam kontaktu z tą panią, żadnego kontaktu, nawet numer telefonu został zmieniony. Jak miałam zaanonsować wizytę?! Nawet królowa byłyby bardziej wyrozumiała. Ludzie potrafią się cenić! Ci, którzy są mniej oficjalni mogą do mnie napisać. Będę rada, szczególnie w sprawie pewnego dworu…
Alfabetyzacja jest jeszcze problemem na świecie. U nas też, tylko się o tym nie mówi. Istnieje także coś takiego, jak analfabetyzm wtórny. Jest dość rozpowszechniony, gdyż są osoby, którym książki nie są potrzebne.

9 września 2016
Zdeterminowany mężczyzna napadał na bank, aby uwolnić się od swojej żony.
"70-letni mieszkaniec Kansas City napadł na bank i okradł go. Mężczyzna nie zamierzał jednak uciekać. Został w banku i dał złapać się policji, bo jak stwierdził „woli siedzieć w więzieniu, niż z żoną”.
Do zdarzenia doszło w zeszłym tygodniu w amerykańskim mieście Kansas City w stanie Missouri. 70-letni Lawrence John Ripple napadł na lokalny bank. Mężczyzna wszedł do niego z bronią i zażądał od kasjera wydania pieniędzy.
Kasjer napełnił pieniędzmi przyniesioną przez Ripple’a torbę. Wtedy 70-letni rabuś zamiast uciekać, odszedł spokojnie do holu banku i usiadł. Kiedy do mężczyzny podszedł ochroniarz, ten oddał mu torbę z pieniędzmi i poinformował go, że „w istocie jest tym mężczyzną, którego ochroniarz szuka”.
70-latkiem szybko zajęła się policja, która swój komisariat ma w tym samym budynku, co bank. Podczas przesłuchania Ripple przyznał, że ostatnimi czasy okropnie kłócił się z żoną, czego nie mógł wytrzymać. Postanowił więc, że chce się od niej uwolnić i woli trafić do więzienia.
– Wolę już trafić do więzienia, niż siedzieć w domu z żoną – miał przyznać Ripple podczas przesłuchania.
Mężczyzna był tak mocno zdeterminowany, by nie wrócić do domu, że podczas rozprawy sądowej nie postarał się nawet o prawnika. W trakcie procesu był więc sam, a do wszystkich stawianych mu zarzutów pokornie się przyznawał."

Sędzia, gdy dowiedział się o przyczynie napadu, zwolnił oskarżonego. Wygląda na to, że musi jednak odbyć karę!!! To nie jest taki odosobniony przypadek. Ludzie w starszym wieku zaczynają się niekiedy bardzo kłócić i nienawidzić. Widocznie istnieje granica wytrzymałości w związkach.

10 września 2016
Miałam wifi, ale nie mogłam z niego korzystać. Okazało się, że po wgraniu na nowo Windowsa nie było wszystkich sterowników. Wgrywanie ze strony producenta nie pomagało. Pomocy udzielił mi ktoś po drugiej stronie globu. Takie to teraz czasy! Do mojego komputera, namacalnie, mogę zaprosić kogoś z drugiego krańca świata, aby mi pomógł. Wszystko jest już jak należy.
Teraz czekam na nić spełnionych marzeń, która delikatnie snuje się we mgle w dobrze znanym mi miasteczku. Kto by pomyślał, że można tak blisko szukać tego, czego człowiek pragnie. Rozsyłałam wici po całym kraju, a nawet po dalekim świecie. Boję się zapeszyć, dlatego lepiej już nic nie będę mówiła. Kiedy opadną mgły, a są już prawie codziennie nad ranem, zobaczymy, co nam przyniesie dzień. Nie mogę już się doczekać wieści.
Żóta róża to symbol zazdości. Jestem zazdrosna i nie mam zamiaru udawać, że nie. 

Haiku
tłum. Cz. Miłosz
Płatki żółtej róży,
Grzmi -
Wodospad


11 września 2016

   
Las o poranku wygląda tajemniczo. Drzewa przedzielane ścianą mgielną tracą wyrazistość. Trawy rozsrebrzone kropelkami rosy onieśmielone tulą się do ziemi, ale za to na ich tle weloniki pajęczyn puszą się urodą. To one zebrały cały blask porannych mgieł. Tak wyglądało dzisiaj grzybobranie. Coś tam, gdzieś tam się trafiło, ale nikłe to plony. Ostatnio dzielimy się, jedna osoba zabiera cały „urobek”, i reszta czeka na następny wypad do lasu, aby zagarnąć znowu cieniutką pulę grzybiarską. Potrzebny jest deszcz!
Lubię las, i nawet, gdy nie uświadczysz grzybów, z przyjemnością przedzieram się przez
 zagajniki, brzozowe laski, ale najbardziej lubię przechadzać się przez sosnowe,
 rzadko nasadzane lasy, stąpać po mchach i wdychać balsamiczne powietrze. Takiej radości dzisiaj doświadczyłam. Przywiozłam także pęk nawłoci miodowo pachnącej i dołożyłam do bukietu, jaki wczoraj dostałam od sąsiadki, właścicielki działki. Mam wszystko, czego pragnę – bukiet kwiatów na stole, leśne wspomnienia i płuca przewentylowane leśnym powietrzem. Teraz niedziela może sobie spokojnie mijać.


12 września 201
Upał wpływa na mnie bardzo źle, jestem słaba, ciągle chce mi się spać i tak naprawdę dzień przemknął gdzieś obok mnie. Zrobiłam dzisiaj przecier pomidorowy, jeszcze ze dwie partie dorobię i to będzie koniec, żadnych innych przetworów już nie będzie. Wyniosłam wszystkie słoiki z domu i nie ma już od mojego postanowienia odwrotu. Starość ma swoje prawa. Staruszki muszą się oszczędzać.
Siedzę teraz i snuję przemyślenia nad życiem. Tyle słów padło już pod adresem Niemców i Rosjan, że nie przeciwstawili się reżimowi, pod adresem Żydów, że szli jak owce na rzeź, a co my jako Polacy możemy uczynić aby odsunąć zło? Obecnie nam panująca partia polityczna stara się naprawiać Polskę, ma to być dobra zmiana, ale czy jest? Albo ja czegoś nie rozumiem, albo coś jest nie tak, jak być powinno. Nie słyszę jakoś o rozwoju gospodarczym, ale tylko o rozdawnictwie. To, że dzieci z biednych rodzin dostały wsparcie, to piękna sprawa, ale czy koniecznie trzeba było to 500 zł dawać wszystkim rodzinom?! Można było ustalić jakiś pułap zamożności rodziny, tak by było chyba lepiej.
Reforma sądów. To co się dzieje z TK to nie jest dobra sprawa. Dyktowanie sędziemu warunków to już gruba przesada, a tak się dzieje. Ujawnienie dochodów prokuratorów jest chyba wskazane, ale wtrącanie się do kodeksu sądowego to sprawa niedopuszczalna. Komisję Wenecką traktuje się jak uciążliwego owada, który zakłóca spokój w państwie prawa.
Grupa Wyszehradzka  nie poparła Kaczyńskiego i Orbana, dlaczego osłabiamy pozycję Polski?! Reforma oświaty to bałagan i nic więcej. Nie tak powinna wyglądać reforma oświaty. Już naprawdę nie chce się wymieniać dalszych wpadek, bo jak to inaczej nazwać. Martwię się o Polskę, boję się, co przyniesie przyszłość. Mają władzę, niech więc rządzą, ale trzeba przewidzieć konsekwencje podejmowanych decyzji. Dobrymi chęciami itd. nie zbuduje się lepszej przyszłości.
Wczoraj mnie namawiano na oglądanie filmu o Smoleńsku, nie pójdę do kina, gdyż szkoda mi 15 zł. Szybciutko będzie w TV. Jaki jest powód kręcenia takiego filmu, którego nawet reżyser się wstydzi, a główna bohaterka „Smoleńska" dostała pracę w TVP, mimo że położyła rolę, ale miała odwagę wystąpić w filmie. Kruk krukowi oka nie wykole…
Niestety „Smoleńsk” nie dostarczył mi ani informacji, ani emocji, bo tandetność narracji sparaliżowała wszelkie odczucia – stwierdza Tomasz Raczek. I po co to wszystko, dosyć już nagadano o katastrofie. Niech powołają międzynarodową komisję i sprawę raz na zawsze wyjaśnią, teraz jest możliwość.

13 września 2016
Gdy spotykam się z ludźmi zajmującymi się sprawami ducha, metafizyką, zawsze słyszę, że mam starą duszę. Wcale nie czuję się taka mądra i doświadczona, ale coś tam na rzeczy jest. Byłam kiedyś z moim mężem u nawiedzonej zielarki. Ledwo weszłam do pomieszczenia, w którym przebywała, zaraz powitała mnie jako osobę o pięknej duszy. Szanowny małżonek lekko był zdegustowany takim orzeczeniem, gdyż chyba uważał, że taka anielska to raczej nie jestem. Teraz zrobiłam kilka testów, chyba niezbyt mądrych, ale zawsze mi ta starość wychodzi. Szczęścia jakoś, jak widać, zbyt wiele nie mam, a szkoda. Chciałabym się w nim pławić...
Masz starą duszę!
Jesteś mądra, zrelaksowana i zaradna. Nie pozwalasz, aby małe problemy Cię przytłaczały. Każdą sytuację widzisz w odpowiednich proporcjach. Stare dusze żyją i pozwalają żyć. Są indywidualistkami, ale świetnie dogadują się z każdym. Nie tracą czasu na marzenia nie do spełnienia, jak sława czy fortuna. Są bardzo kompetentne, nawet jeśli nie lubią tego, co robią. Stare dusze czerpią pewność siebie z kontaktu ze zwierzętami, wierzą w medycynę alternatywną. Stare dusze doświadczają uczucia pustki i brakuje im poczucia bycia u siebie.
Drugie przybliżenie to takie, że dusza dużo przeżyła, dużo doświadczyła i ma zgromadzonych wiele, wiele doświadczeń w wielu obszarach i w iluś obszarach już nie potrzebuje doznawać dodatkowych doznań, bo się nasyciła.
Może warto sprawdzić jaką duszę mamy.
 
14 września 2015
Zaistniała sytuacja jest dla mnie wielce niekorzystna. Nie jestem zadowolona z poczynionych ostatnio zmian w centralnym pokoju. Żadne ustawienie moich  szczątkowych mebli mnie nie satysfakcjonuje.  Tak naprawdę to cały dzień spędziłam w towarzystwie Elżbiety Batory i w objęciach Morfeusza. Na siłę mobilizuję się do zaplanowanych zadań. Teraz usiadłam do kompa i przebiegam wzrokiem wszystkie ulubione strony. Wpadł mi w oko wiersz, na widok którego przysiadłam z wrażenia. Czy ja dobrze widzę?! To się w głowie nie mieści, że coś takiego ktoś mógł napisać. Jak się czuje człowiek, na cześć którego pisze się taki kunsztowny dytyramb... Panie miej nas wszystkich w swojej opiece!
A może to paszkwil i ktoś sobie robi kpiny z człowieka?

15 września 2016

Wczoraj grubo po północy skończyłam czytać „Hrabinę”, Autorką jest Rebecca Johns. Autorka przedstawia tragiczne losy Elżbiety Batory, arystokratki pochodzącej ze znamienitego rodu, krewnej naszego mądrego i odważnego króla Stefana Batorego. Wrobiono ją w zbrodnie i czyny, które nie mogły mieć miejsca w takich rozmiarach jak to przedstawiano. Obawiano się jej wpływów w walce o panowanie Habsburgów na Węgrzech i nie ma co ukrywać, dybano po śmierci jej męża na ogromny majątek. Z lubością zarzucał jej niecne czyny dawny kochanek, który pojął za żonę inną, ale jako palatyn liczył na część jej dóbr. Elżbieta zapisała jednak cały majątek dzieciom i utarła mu nosa. Nie była nie skalana, ale też nie była okrutnicą, choć to i owo jej się przydarzało, gdyż była bardzo nerwowa i gdy wpadła w gniew działy się różne rzeczy. Kto by też był wyrozumiały, gdy pod jego bokiem służące zadawały się z jej mężem, a później kochankami. Była piękną kobietą, jednak wiek zmazuje urok z największych piękności. Na kilka lat zamknęli ją w wieży, a kontakt ze światem miała przez pozostawioną szparę w kamiennej ścianie. Nikt jej nie wytoczył procesu, gdyż poszlaki były wątłe, ale opinię szargano dumnej szlachciance przez wieki.
Tak pasjonującej lektury nie mogłam przecież przerwać, rano zaspałam, a dzisiaj pracy miałam moc. Teraz dopiero skończyłam. Między innymi układałam i segregowałam książki na półkach. Część zostanie oddana, ale są takie, które wzruszają mnie niepomiernie, wyczytane, zniszczone z naruszonymi okładkami. To rączki moich córek doprowadziły je do takiego stanu. Kiedy moja córunia przyszła na obiad, gdy zobaczyła, że srebrzysta okładka książki o astronomii jest odłożona na bok, zdecydowała, że ta nigdy nie może dostać się w obce ręce i zabiera ją z sobą. 
Był to okres jej miłości do teorii Kopernika, kiedy to dopatrzyła się, że urodziła się 500 lat później niż nasz sławny astronom i rzuciła się do wszelkich dostępnych źródeł mających przybliżyć jej jego odkrycia, a przy okazji przeszła na astronomię i astronautów. Pamiętam czas, kiedy byliśmy na wczasach nad morzem i musieliśmy nadłożyć drogi aby odwiedziła Frombork i Toruń. No cóż, pasja musi zostać rozwijana.
Zdjęcie na dziedzińcu zamkowym, ja matka Polka trochę młodsza i szczuplejsza i moje córki. Interesująca się astronomią, to ta z kitkami ciesząca się z osiągniętego zwycięstwa. Nie pamiętam ile miała wtedy lat, ale tak chyba około 10 miała. 

   16 września 2016
Pojechałam do schroniska w B. Miałam umożliwić spacer pieskowi o imieniu Lola i dotrzymać towarzystwa Ryśkowi, psu szerokiemu w pleckach jak ława. Psy były naprawdę piękne! Towarzystwo miłe i trochę rozszczekane. Sama też spacerowałam i dotleniałam się. 

                  
Przewodnikiem po lesie była Lola.           Zgodnie odpoczywamy. Psy z wywieszonymi  
                                                                   językami, ja nie.

    
Rysiu i Lola pod skałą. Szkoda że nie widać pleców Rysia, było na co popatrzeć. 
      
Doszliśmy do zgodnego wniosku - "Mierz siły na zamiary, nie zamiar podług sił" cytuję wieszcza. 

17 września 2016
77 lat temu:
17 września 1939 r., łamiąc polsko-sowiecki pakt o nieagresji, Armia Czerwona wkroczyła na teren Rzeczypospolitej Polskiej, realizując ustalenia zawarte w tajnym protokole paktu Ribbentrop-Mołotow. Konsekwencją sojuszu dwóch totalitaryzmów był rozbiór osamotnionej Polski.

- 18 września rocznica śmierci Stanisława Ignacego Witkiewicza
Stanisław Ignacy Witkiewicz pseudonim Witkacy (ur. 24.02.1885-18.09.1939) polski malarz, fotografik, pisarz, dramaturg i filozof. Popełnił samobójstwo. Mówi się, że przewidział przyszłość i nie chciał żyć w takim świecie. Geniusze wyprzedzający epokę bywają samotni.

Portret Tuwima malował Witkacy


Cytaty:
- Chwilami myślę, że śnię. I co dzień rano otwieram tę samą księgę i czytam te same słowa, by pogłębić moją wiedzę istotną. I z niej to czerpię pożywienie codzienne dla ducha, a samotny jestem jak pająk w swej sieci. Takim będę do śmierci.

- Nieskończone są kondygnacje duszy ludzkiej – trzeba tylko umieć brnąć nieustraszenie w głąb – albo się zdobędzie swój własny szczyt, albo się zginie – w każdym razie nie będzie to psie życie miernot, wiedzących zaledwie to, że są i to nie bardzo.

- W srebrzyste pola chciałbym z Tobą iść I marzyć cicho o nieznanym bycie, W którym byś była moją samotnością, I w noc tę prześnić całe moje życie.

18 września 2016
Jezus powiedział do uczniów: Kochajcie swoich wrogów i módlcie się za tych, którzy was gnębią, abyście mogli być synami swojego niebiańskiego Ojca. Cóż w tym nadzwyczajnego, jeżeli będziecie pozdrawiali tylko swoich współbraci?
Ja tego nie mogę zrozumieć, że chrześcijanie, a za takich się mają, nawołują do bojkotu kanału telewizyjnego TVN! Mam podpisywać petycję cd.pl/Podpisz O co chodzi? To przecież jedna z najlepszych stacji telewizyjnych, rzetelna w informowaniu, ma dobre filmy i rozrywkę, o ile ktoś to lubi. Chcą jej zamknięcia! Program I się tak skiepścił, a szczególnie gdy chodzi o sferę informacyjną, jakość emitowanych filmów, że tak naprawdę ja mało przełączam telewizor na Jedynkę. Czyż z tej racji mam chcieć jej zamknięcia?! Nie chcesz, to nie oglądaj, możesz wybrać sobie inny kanał i tyle. W jaką erę my wkraczamy, trudno ocenić, ale to nie jest okres postępu i oświecenia. Ja nie mówię, że PiS robi wszystko źle, niech zrobią porządek z podatkami, własnością, oświatą, ale nich to robią mądrze, stosując procedury godne prawa państwa demokratycznego. Ciągłe nawracanie do tego, że winna jest Platforma, jest śmieszne. Macie władzę, róbcie to tak jak być powinno, a nie ciągle zwalać winę na poprzedników. Chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę, że gdyby nie poprzednicy obecnie nam rządzących, nie dało by się wiele zrobić w naszym państwie. PiS bazuje na osiągnięciach PO i dzięki temu daje się prowadzić rozdawnictwo. Dlaczego tak mało się mówi o rozwoju gospodarki a wyciąga się spawy afer, nie mówiąc już o grobach. Winnych trzeba ukarać, sprawy wyjaśnić, ale nie wymyślać pasmo nowego steku insynuacji i domniemań.
Wieje zastałością i mrozem, w przyrodzie także. Wiatry przeniosły się na moją stronę bloku, okna trzeba przymykać, ciągle marzną mi ramiona. Szale i chusty znowu stały się nieodłączną częścią mojego stroju. W mojej głowie kołacze myśl, że ziemia staje się zimna i ja będę musiała się z tą ciemnością i chłodem zmierzyć. Liście spadają z drzew, to chyba też efekt suszy, ale i jesień już sadowi się na swoim tronie o zbrązowiałych barwach i władczym gestem nakazuje przyrodzie przejście w stan spoczynku. Ciekaw jestem co myśli mój Anioł, czy też już zwija skrzydła aby odpocząć?! Na choroby układu krążenia umiera więcej osób niż na raka, a ja jestem w grupie ryzyka. Dzisiaj już nic mnie nie wypchnie z domu na spacer w tych chłodnych podmuchach wiatru, bladych promieniach słońca i tańczących pod nogami liściach. Tracę swoją szansę, ale trudno, zabiorę się do pracy, to też się liczy w ostatecznym rozrachunku.
http://kobieta.onet.pl/zdrowie/profilaktyka/choroby-serca-niepokojace-symptomy-na-ktore-warto-zwrocic-uwage/8p8el8

19 września 2016
Zapominam, że byłeś, że co noc mi się śniłeś, leśnymi ścieżkami ze mną chętnie chodziłeś… To nie wspomnienia, to demencja starcza! Człowiek zapomina tak bardzo, że jak nie zapiszesz, przepadło. Po zakupy z kartką, kalendarz upstrzony „przypominajkami”, telefon też w tym celu się przydaje.
Gdybym nie miała zapisków, dzisiaj na rehabilitację nie poszłabym. Młodsi też zapominają. Wpisano mi datę zakończenia zabiegów zamiast rozpoczęcia i zjawiłam się dwa tygodnie za późno, ale ponieważ to była ich wina, wszystko odkręcono. Gdyby nie dowód na piśmie, zabiegi by przepadły. Dla mnie to ważna sprawa, rehabilitacja naprawdę pomaga i nie trzeba faszerować się lekami przeciwbólowymi, nie mówię już o kosztach. Teraz mam dodatkową atrakcję, ponad godzinę spędzam w przychodni, gdy oczywiście nie ma przeciążenia. Pierwszy dzień zawsze jest trudny, ale jak już się człowiek rozrusza, to naprawdę widać rezultaty.

20 września 2016


Dzisiaj przygotowałam jako dodatek do obiadu jarmuż. Nie mam jakoś doświadczeń w tej dziedzinie, ale przecież do odważnych świat należy. Pojawił się na bazarku, dlaczego mamy nie spróbować. Kupiłam zielony, ten bordowy jakoś mnie nie kusił. Są różne gatunki i trzeba  wypróbować który jest najlepszy. Zapoznałam się w Internecie ze sposobem przygotowania, gdyż w mojej książce kucharskiej nie figuruje. Odarłam liście z kędzierzawej otoczki, rozdrobniłam je, podsmażyłam, poddusiłam i to było okropne. Przygotowałam więc go tak jak szpinak. Blender wykonał swoje zadanie, dodałam dwa pucułowate ząbki czosnku starannie przeciśnięte przez praskę, jajko, śmietanę i znowu poddusiłam. Stał się zjadliwy, tylko dosyć ostry w smaku, ale z sosem pieczarkowym – nie z torebki, co to, to nie, sama robię z pieczarek - w którym zanurzyłam gotowaną rybę, z ziemniakami purre, smakował nawet dość dobrze. Resztę jednak ofiarowałam mojej stołowniczce, niech się jutro nim delektuje, ja muszę nabrać dystansu do tej potrawy. Ponieważ jutro jem obiad sama, zrobię sobie rosołek z makaronem. Mam zamrożony, a miejsce jest potrzebne do przygotowania na zimę śliwek, ciasto z owocami będzie lepiej smakować, gdy zmrozi nas zima. Jarmuż, co prawda, rośnie zimą w ogrodzie, ale ja nie mam ogrodu, a w doniczkach nie mam zamiaru nasadzać jeszcze dodatkowych sadzonek, mam już miętę i rozmaryn ofiarowane mi przez zięcia.
Jarmuż stał się obiektem moich rozważań, gdyż smutkiem powiało. Znowu Prezydent stał się obiektem bojkotu przez rodaków za granicą. Tak było przedtem, tak jest teraz, to naprawdę przykre. Chciałoby się powiedzieć – zobaczcie jak to jest, inni też musieli to znosić! Nie cieszy mnie to jednak. Co miał znaczyć ten całus Prezydentowej przesłany do wykrzykujących słowa rodaków - "Marionetka!", "Trybunał Stanu!", „konstytucja”… Czy to dezaprobata czy wyrazy jedności?! Odnośnie przekonań Pierwszej Damy nie mam pewności, czy z mężem idzie w parze…

21 września 2016
Każda forma życia jest warta uwagi. Zwierzęta bywają niekiedy bardziej ludzkie niż ludzie. Kwiaty cieszą nas swoim pięknem. Patrzę na swoje kwiaty w wazonie zerwane na skrawku nieużytków i codziennie staram się im odwdzięczyć za ich obecność, zmieniam im wodę, przycinam końcówki, odrzucam te, które już zwiędły. Myślę sobie, że może je skrzywdziłam, ale były takie piękne, a ja chciałam trochę wnieść radości do mojego domu.
Stały zwartą gromadą obok drogi zjednoczone we wspólnej doli roślin dziko rosnących, choć prawdopodobnie wywodzą się z ogrodów. Codziennie rano witały wschodzące słońce lekkim ukłonem odwracając twarze w kierunku władcy nieba i życia. Owinięte w gruby tuman rannych mgieł sycił się kroplami rosy, trącały się niekiedy liśćmi, wplatały w objęcia sąsiada i czekały aż rozjaśni się przestrzeń aż po horyzont. Spoglądały wtedy na świeżo zaorane pola, zieleniejące poplony i rade, że będą miały dobrą widoczność zaczynały plotkować szumiąc i gnąc się od wiatru. Wtargnęłam w tę zasiedziałą społeczność, zaprosiłam do siebie co młodsze osobniki, i teraz patrzę na nie z radością. Chyba się rozumiemy, gdyż minęło już kilka dni, a one kłaniają się zaokiennemu światu i może cieszą się z tego, że nie marzną rankami?! Wolę już tak myśleć. 

22 września 2016
Lubię książki dobrze napisane, wciągające, dające do myślenia, korygujące moje myślenie i postępowanie. Taką książką była powieść „Mam na imię Lucy” Elizabeth Strout. Przeczytałam już ją dawno, chyba trzy miesiące temu, ale teraz musiałam przerzucić na nowo, aby móc się dzielić wrażeniami na spotkaniu w bibliotece.
Lubię książki, jak ja to mówię, „wypisane”, ta jest jednak oszczędna w słowach i faktach, powściągliwa a jednak wciągająca. Autorka przedstawia nam uporządkowany świat pisarki Lucy Barton, który zatrzymuje się gdy ta znalazła się na długie tygodnie w szpitalu i spotkała się tam z matką, która ją odwiedziła po wielu latach braku kontaktu. Rozmowy o przeszłości, trudnej i biednej, odbudowują relację pomiędzy matką i córką przy okazji pozwalając nam, czytelnikom, spojrzeć na wiele ludzkich słabości i przywar, które przyssały się do nas przez lata i nawet niekiedy nie zdajemy sobie z tego sprawy. Taka konieczność wywyższania się, pouczania innych, poczucia że ma się zawsze rację, choć tak naprawdę nigdy nie wiadomo do końca kto rację ma; bogactwo stające się poczuciem stabilizacji, niekoniecznie szczęścia; rolę przypadku, a może przeznaczenia; wpływ pozycji społecznej na nasze wybory i miejsce w życiu…
Autorka uczy nas akceptacji innych, zrozumienia dla ludzkich słabości. Warto książkę przeczytać, nie przelecieć, ale naprawdę wczuć się w położenie głównych bohaterów i prawd, które są ich udziałem, a dla nas mogą być lekcją pokory i zrozumienia innych ludzi.
Sama tak naprawdę też się nie spisałam należycie, gdyż nie wszystkim książka się podobała, ale ja i tak forsowałam swoją opinię. I gdzie ta pokora?! Bogactwo też mnie jakoś nie pociąga, to dodatkowe obciążenie, ale te kilka setek przydałoby się niewątpliwie choćby po to, abym miała też pieniądze na przyjemności a nie tylko na dopinanie miesięcznego budżetu. Tak naprawdę to cieszę się, że mogłam życie przeżyć tak, jak mi to dano, choć niekoniecznie zawsze było lekko. Ważne jest to, czego w życiu doświadczyłam, czego mnie to nauczyło i z jakim bagażem przejdę na drugą stronę. Trochę się boję, im bliżej, tym bardziej skóra mi cierpnie na grzbiecie, ale przecież niewiadomego zawsze człowiek się boi…
Witamy dzisiaj kalendarzową jesień. Jestem niezadowolona z pór roku w tym roku! Dlaczego skąpi się ziemi deszczu, chyba grzybów już w tym roku nie uświadczymy. Tak czekałam i co? Zimno, sucho, i to ma być moja ukochana jesień?!

23 września 2016
Dzisiejszy dzień uważam za szczęśliwy i udany, mimo że jestem bardzo zmęczona. „Siadł” mi blender i poszłam oddać do naprawy, jako że miałam jeszcze gwarancję. Oddano mi pieniądze, co mnie szalenie zdziwiło, dołożyłam parę złotych i kupiłam nowy, lepszy i wydajniejszy. Uważam to za dobrą stronę dzisiejszych wydarzeń. W ramach zalecanych przez lekarza spacerów wróciłam do domu pieszo, gdyż chciałam jeszcze po drodze wstąpić do administracji spółdzielni mieszkaniowej, ale chyba trochę się przeliczyłam z siłami. Jestem naprawdę zmęczona i praca nie posuwa się naprzód, a wręcz przeciwnie, wszystko stoi w miejscu. Zrobiłam obiad i mam zamiar po południu posprzątać i prasować, aby jutro mieć trochę oddechu.
W czasie rehabilitacji zadziwił mnie pewien starszy, sympatyczny i schorowany pan. Przywrócili go do umiarkowanej sprawności zabiegami i ma teraz dalekosiężne plany. Chce zapisać się na kurs tańca i uważa że ja nadawałabym  do towarzystwa. Byłam nieco zaskoczona, gdyż chyba musiałabym go podtrzymywać w czasie „wirowania”, a tak naprawdę to ja już nie mam zupełnie ochoty do tańca. Zastanowiło mnie jednak coś zupełnie innego. Pan ten całe życie wykonywał zawód mechanika samochodowego. Nienawidził tego z całego serca, tak się jednak ułożyło i nie umiał, i chyba nie mógł się z tego wycofać. Powiedział, że gdyby teraz zepsuł mu się samochód i miałby go naprawiać, to kupiłby inny, aby już się tym nie parać. Człowiek ten miał duszę artysty,  z pasją grał całe życie w zespole na instrumentach klawiszowych i tylko to dawało mu radość. Ilu ludzi ma ten sam problem, wykonuje jakiś zawód gdyż zarobić pieniądze trzeba. Czy ja zrobiłabym zawodową powtórkę, chyba też nie. Chciałabym nowych doznań, zadań, ludzi. Pokusiłabym się może na adwokaturę, ale zbyt długo miejsca bym tam nie zagrzała. Zbyt wiele chyba byłoby problemów z którymi bym się nie zgadzała. Może praca w wywiadzie, ale najlepiej to chyba było by zająć się hodowlą kwiatów, albo sprzątać parki. Praca zawodowa to naprawdę wezwanie. Obserwuję panią na bazarku sprzedającą owoce. Obsługując klientów prawie śpiewa mówiąc proszę, dziękuję, które śliweczki dla pani? Tanecznym krokiem porusza się między skrzynkami i widać, że nudzi ją to jak licho, ale praca to praca. Lubię na nią patrzeć. Ja teraz mam swobodę decyzji, nikt mi nie sugeruje jaką drogą mam kroczyć i to jest chyba najlepsza strona starości, na tym etapie oczywiście, kiedy jestem sprawna i niezależna.
Piórko od Anioła, a może dla Aniołka, jest znowu pilna sprawa do załatwienia! Pani na ulicy podniosła piórko mówiąc, że gdy znajdzie się piórko, znaczy to, że nasz Anioł się chce z nami skontaktować. Ponieważ nie znalzłam piórka, tylko dorodny kasztan mi się nawinął,wyszukałam śliczne piórko w internecie i ja ślę je Aniołkowi. Czekam na udzielenie pomocy. Ty wszystko Aniołku możesz, prawda!

25 września 2016
Czy mamy równy potencjał intelektualny, zdecydowanie nie.
http://kobieta.onet.pl/dziecko/male-dziecko/genialny-9-latek-idzie-na-studia/xe74e7
Są wśród nas ludzie genialni i to oni są motorem postępu, są przeciętniacy, ale to nie znaczy, że dla nich nie ma miejsca w społeczeństwie. Ja też staram się jak potrafię. Zbieram się wewnętrznie dla spłacenia długu ludziom czasów minionych. Kto mnie wyznaczył do takiej roli, nie mam pojęcia. Podjęłam się zadania, muszę więc je sfinalizować. Budzę się wcześnie rano i siadam do komputera. Dwie godziny to maksimum moich zmagań z historią Miłkowic. Nie ma sensu siedzieć dłużej, gdyż gubię się we wszystkim. Po południu znowu przysiądę na kilka godzin. Do Bożego Narodzenia muszę sprawę sfinalizować. Wierzę święcie, że ludzie, jacy pojawiają się w moim życiu, nie przychodzą przypadkiem. Każdy z nich pomaga, przesyła potrzebne informacje, wzbogaca bazę danych. Ja jestem tylko koordynatorem.
Starość naprawdę ogranicza człowieka. Gdy jestem zmęczona, senna, nie jestem nawet w stanie rozwiązać krzyżówki „joluchny”, kiedy się prześpię, odpocznę, zupełnie to inaczej wygląda. Z bólem muszę stwierdzić, że hasła, które kilkadziesiąt lat temu (ale to brzmi!) nie nastręczyłby mi kłopotu, są dla mnie zbyt trudne, wiem, że wiedziałam, ale nie potrafię rzeczy nazwać po imieniu. Niekiedy samo wraca, a niekiedy nie. Wiem, co to oznacza, doskonale wiem!
Wczoraj „grzybowałam” w środku dnia kilka godzin. Skrawek lasu, tak to określam, gdyż lasy wokół B. są naprawdę imponujących rozmiarów, zaowocował - o dziwo – zbiorami. Wszędzie sucho, grzybów nie uświadczysz, a w mchach ukrytych pod czapami świerków, rosły sobie! Nigdy tam jeszcze nie byliśmy i niestety wyszliśmy do szosy, tylko nie tej, co należy. Za drzewami prześwitywał już zalew Koronowski. Samochód znajdował się odrobinę dalej… Odnalezienie go wymagało trochę marszu poboczem drogi. To naprawdę dziwne, gdy chodzę po lesie, nie czuję się zmęczona, ale przemieszczanie się wzdłuż drogi wydaje się bardzo uciążliwe. Wczorajszy dzień w związku z nadmiernym obciążeniem nóg poszedł na straty. Poświęciłam więc resztę czasu na sprawy domowe, towarzyskie i „spaniowe”. Dzisiaj też jest dzień, odrobię zaległości.

26 września 2016
O drzewo owocowe, macico ogrodów, wydałoś owoce żywota i czas ci do grobu. Schniesz powolutku, konary zginasz, liście obkurczasz, twój trud już przeminął. Przyjdą następcy, zastąpią cię godnie, ty spłoniesz w kominku i ulecisz szarym dymem w jakiś wieczór chłodny…
Nareszcie! Mały krok zrobiony, przerzedzono rosnące pod moim oknem ogromne drzewo brzoskwiniowe. Nic już nie rodzi kolejny rok, w tym roku też wcale nie miało owoców, ale właściciel widocznie w dalszym ciągu ma nadzieję, że drzewo się odrodzi. Szkoda że nie wyciął całego, ale mam nadzieję, że na drugi rok to zrobi. Moje mieszkanie pojaśniało.

Z radości upiekłam szarlotkę i teraz, już po obiedzie, raczę się nią ponad miarę. Jeszcze ciepła, ale mnie to zupełnie nie przeszkadza. Podaję przepis, robi się ją szybko i jest smaczna. Ja lubię ciasta z budyniem. Do mąki dołożyłam jedną szklankę krupczatki zamiast tortowej. Jest bardziej kruche. Posypuję przed włożeniem do piecyka grubym cukrem i słonecznikiem, lubię chrupać.
Składniki:
Ciasto:
3 szklanki mąki, 25 dag margaryny, 2 żółtka, 1 jajko, 3/4 szklanki cukru pudru, 2 łyżki śmietany, 1 łyżeczka proszku do pieczenia
Nadzienie:
2 budynie waniliowe, 3 szklanki mleka,1 kg jabłek
Do dekoracji: cukier puder
Sposób wykonania:
Mąkę zagnieść z margaryną, z żółtkami, jajkiem, cukrem pudrem, śmietaną i proszkiem do pieczenia. Podzielić na dwie części. Jedną część rozłożyć na wysmarowanej tłuszczem blaszce, a drugą część schłodzić w lodówce.
Na cieście ułożyć pokrojone w ósemki jabłka.
2 ½ szklanki mleka zagotować. W pozostałym mleku rozmącić budynie i wlać do gotującego się mleka, mieszając gotować ok. 2 minuty. Gorący budyń wylać na jabłka. Następnie zetrzeć drugą część ciasta.
Ciasto włożyć do piekarnika nagrzanego do 180 °C. i piec ok. 45 minut. Ostudzić i posypać cukrem pudrem. Smacznego.
 
28 września 2016

"dziękuję Ci Panie że stworzyłeś świat piękny i różny a jeśli jest to Twoje uwodzenie jestem uwiedziony na zawsze i bez wybaczenia" Zbigniew Herbert

Słowa są ważne, połączone w myślowy ciąg odsłaniają nasze wnętrze, gdy nie kłamią. Czytam wspomnienia o Zbigniewie Herbercie i nie mogę wyjść z podziwu. Większość ludzi, którzy o nim mówią, najpierw informują o swoich dokonaniach artystycznych, a później dziwią się, że Herbert wyrósł na genialnego poetę… Podobno nic tego nie zapowiadało, a jednak to wiersze Herberta zna każdy, a ci inni pochowali się gdzieś w cieniu. Tak to jest, Herbert miał odwagę być sobą i nie poskąpiono mu talentu.
       
Zbigniew Herbert - Halina Misiołek Muza - Katarzyna i Zbigniew Herbertowie 

Życia nie miał łatwego, zdrowia także, pieniądze się go nie trzymały, nawet jak miał je, to wyciekały nie wiadomo gdzie. Znana sprawa. Był miły, szarmancki, lubił towarzystwo i kobiety. Mnie poruszyła sprawa miłości poety, która dopadła go w młodości niespodziewanie i trwała do końca życia. Muzą jego była Halina Misiołkowa, kobieta starsza od niego ponad dziesięć lat, niezbyt ładna - mnie akurat się podoba bardzej niż żona - , niezbyt wykształcona Herbert miałtrzy fakultety! -  z mężem u boku i dwiema córeczkami u piersi. Pisał dla niej wiersze, składał na parapetach fiołki i stokrotki, aż w końcu uwierzyła w jego miłość, rozstała się z mężem i zaangażowała się w to uczucie, które dla niej skończyło się ciężką depresją, gdyż ukochany i owszem pozwolił sobie pomagać finansowo, tęsknił i kochał, opiewał to w pięknych wierszach:
"z tęsknoty rosną ręce
chwieją się długie i wiotkie
jak glony w świetle księżyca…
usta sinieją bez pieszczot”
Ukochana odwiedzała go, on przebywał w jej domu i sercu, tęsknił, garnął się do ust, ale trzeba mu przyznać pisał o tym z wyczuciem, i tylko dla niej, dla innych kobiet w jego życiu już nie wystarczyło wierszy o takim natężeniu miłości. Tęsknił w czasie rozstań.
"Zła samotność
Którą każdy kochający w sobie odkrywa
Jak grób rozległy
Oddziela mnie na zawsze od ciebie
Kochana w dalekich utopiona lustrach".
Jednak stało się. Jako trzeźwo myślący mężczyzna,  przecież poetą się bywa a mężczyzną się jest zawsze, poszukał sobie opiekunkę, sekretarkę, powierniczkę, kobietę wybaczającą mu wszystkie romanse – Kasię Dzieduszycką, i ożenił się. Przecież ktoś musiał mu zorganizować życie. Hali Misiołkowej oznajmił to wprost, bez uprzedzenia. Ledwo się podźwignęła z tego ciosu zadanego prosto w serce, dla dzieci, przecież była matką. Herbert też pragnął mieć syna, pisał o tym do niej w wierszu, ale syn się nigdy nie narodził.
„Nad zaciekami ciemnych snów
i nad rozpaczą nocnych godzin
czuwa Twój krzyk i piąstki dwie
i martwy dzień Twych nienarodzin
i pochylona matki twarz".
Całe życie utrzymywał z Haliną Misiołkową kontakt, pisał do niej czule nazywając siebie kanalią i innymi niezbyt pochlebnymi określeniami. Czuł się wienien.  Do żony nie miał zbytniej tkliwości, ale przecież nie była muzą, była żoną! Wiersze należały się kobiecie, która była nieskończoną miłością...
„Cóż ja z tobą czułości w końcu począć mam
czułości do kamieni do ptaków i ludzi
powinnaś spać we wnętrzu dłoni na dnie oka tam
twoje miejsce niech cię nikt nie budzi”
Pod koniec życia, schorowany, jeszcze pod powiekami miał obraz tamtej. Napisał "Zimę", pożegnanie ze swą pierwszą miłością, która jest już:
„jak pusty peron
gdzie wiatr
kręci bicze z piasku”
Ale przecież pamięć o niej się jeszcze tli! Ten wątek miłosny poruszył mnie najbardziej, wyznania żony także, ale jakoś inaczej. Po śmierci Herberta Misiołkowa wydała wiersze pisane dla niej w tomiku „Podwójny oddech. Prawdziwa historia nieskończonej miłości”. Małżonka, jak rażona gromem, walczyła o swoją godność w sądzie i gdzie się dało. Która to kobieta, jako prawa żona, pozwoliłaby upublicznić wiersze dla innej, gdy dla niej ich brakowało?! I jeszcze ten podwójny oddech! Ja potrafię to zrozumieć. Wszystko to kosztowało mnie zarwaną dzisiaj noc, ale nie żałuję. Przepraszam, że o innych aspektach poezji Herberta ani słowa, ale przecież piszę to, co mnie przeżera i porusza.
 
30 września 2016

Foto Janna S.
Wczoraj byłam na spotkaniu z Maciejem Orłosiem. Pognała mnie chęć zgłębienia przyczyn jego odejścia z Teleexpresu. Córka spytała mnie,  dlaczego na sali są przeważnie starsze osoby. Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale wydaje mi się, że starsze panie lubują się w szukaniu sposobów otarcia się o zręby kultury, możliwości wyjścia z domu, spotkania się ze znajomymi, a może tylko radości przebywania w większej grupie ludzi, chyba samotności mają dosyć.
Pan Orłoś zaprezentował się godnie, nie zdradzał kulis swojego odejścia, nie kalał gniazda, które było jego drugim domem przez 25 lat. Jednym słowem człowiek godny zaufania, a te przerywniki – niestety nie mogę wypowiadać się na ten temat, były intrygujące. Dowiedziałam się też, że jest autorem kilku książek. Widocznie opłaci się pisać.
Autor książek Moje spotkania oko w oko, Jak występować i zabłysnąć, Tajemnicze przygody Kubusia, Tajemnicze przygody Meli, Kuba i Mela. Dodaj do znajomych, Kuba i Mela dają radę. Spotkanie będzie połączone z promocją napisanej wspólnie z Markiem Sierockim książki pt. Teleexpress. 30 lat minęło (premiera – 13 maja 2016).
To na tyle, miły wieczór, uroczy pan. Przyjęte brawami zostało pytanie do p. Orłosia „ Czy, gdy się skończy dobra zmiana, wróci pan do telexspresu”. To chyba mówi wszystko i dowodzi, że ludzie tam zgromadzeni mieli podobne odczucia.
 
 
suma wejść na stronę - 262128,
odwiedzających - 87803,
dzisiaj -8
Reklama
 
Motto strony
 
„Pamiętaj, że każdy wiek przynosi
nowe możliwości.
Daj z siebie wszystko – inaczej oszukujesz samego siebie.”
Nie, ja nie milczę (Halina S.)
 
Nie, ja nie milczę, ja czekam
na krawędzi cichych marzeń
na czas, który ku mnie idzie
i za chwilę się wydarzy.

Nie, ja się nie boję życia,
z uporem kroczę do celu,
nigdy nie milczę ze strachu.
Żyję jak chcę, przyjacielu.

Szeroko otwieram oczy,
wpatruję się w ciszę nieba
śledzę utarte szlaki gwiazd,
ważę ciężar słów, tak trzeba.
 
Image and video hosting by TinyPic
Firma JUNESSE
 
Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE > Firma JUNESSE [kliknij]
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=