marzec 2016
2016-03-01 16:39

Marzec – trzeci miesiąc w roku, według używanego w Polsce kalendarza gregoriańskiego, ma 31 dni. Nazwa miesiąca pochodzi od łacińskiej nazwy Martius - miesiąc Marsa. Staropolska nazwa marca to brzezień, inna nazwa, obecnie niespotykana, to kazidroga. W marcu następuje na półkuli północnej równonoc wiosenna, a na południowej równonoc jesienna. Meteorologicznie jest to w Polsce miesiąc wiosenny.
Dla mnie to spełnianie się wiosennej odnowy – malowanie w toku. Nie mogę się doczekać finału. Wieczorami, aby trochę dojść do siebie, oglądam filmy. Wczoraj „Chcę żyć”. Siła ducha może zdziałać wiele, Wzruszając opowieść o niepełnosprawnym chłopcu, miłości, jakiej doświadczał mimo przeciwności losu. Dzisiaj obejrzałam, prasując firanki i dokonując drobnych poprawek sprzętowo-dekoratorskich, film „Historia kina w Popielawach”. Uwielbiam takie pomieszane realiów z baśnią. Jest to opowieść o prototypie kamery filmowej zbudowanym przez wiejskiego kowala w połowie ubiegłego wieku. W sto lat później urządzenie zostaje zniszczone podczas pożaru. Młody chłopak podejmuje się rekonstrukcji, a ile się tutaj dzieje w sferze uczuć. Szkoda, że do kompletu nie dali jeszcze „Jasminum” . Byłabym w siódmym niebie.
Spoglądam przez okno, śnieg bieli się za oknem. No niechby już ten mój przydymiony kwintecik zmaterializował się na ścianach pokoju. Do emerytury dorzucili mi jednorazowo 50 zł, a o 6,76 wzrosła moja pozycja miesięczna. Można ze szczęścia się zwinąć w kłębuszek. 

2016-03-02 22:14
Pomalowane! Bez przygód się nie obyło, bezpieczniki „wywaliło” kompletnie przy wymianie gniazdek. Gdyby sąsiedzi nie udzielili wsparcia, nie wiem, co by było. Ciemności zapanowały egipskie. Dzisiaj myłam podłogi, okno, wieszałam firanki, ustawiałam meble. Pan elektryk ze spółdzielni dokończył pracę i założył bezpieczniki, a przy okazji przestawiał szafy i wkładał do komody szuflady. Przerosły mnie te czynności. Taki facet na przychodne to naprawdę by był użyteczny. Jutro jeszcze raz nałożę farbę, dzisiaj byłam już bez siły. Dominująca biel i szarość dają wrażenie pokoju dla nastolatki, tak powiedziała moja córka. Widocznie dziecinnieję. To i owo by się jeszcze przydało wymienić, ale kasa się skończyła. Przydałby się taki kosmaty, szary dywanik. Póki co, nie ma go! Widocznie marzenia spełniają się tylko w połowie. Chciałaby dusza do raju…

2016-03-03 21:24
Dzień jest zbyt krótki. Jutro biorę się do dalszych prac, malowanie wychodzi mi bokiem, ale jak już doszłam do wprawy, pomaluje wszystkie drzwi. Zostało farby, nie ma co trzymać w pudełku, gdyż nie wiem kiedy znowu pójdę za głosem malowania.

Problemem jest firanka. Zamówiłam, tania (60 zł) i według mnie śliczna, ale na moje okno zbyt krótka. Serce mi pęka, ale cóż. Jednak nie odeślę, najwyżej powieszę w kuchni. Co prawda takiej wystrojonej kuchni jeszcze nie widziałam, ale co tam. Będę miała moją ulubienicę na oku. W pokoju niech wisi stara, wysłużona. Biel mebli rozświetli pokój. Jutro przychodzi ekipa robocza do przenoszenia ciężkiego  materaca i dywanu. Ten, który mam jest popielaty, ale nie kosmaty. Dostanę jeszcze stolik z Ikei, czarny, ale dla mnie to nie jest problem. Wybieleje.
Firanka Marsylia, taka zawisła u mnie w pokoju.
Jeden pan przestał się do mnie odzywać, był taki aktywny, ale chyba mu się już to wieczne wspomaganie mnie znudziło. Trudno, zostanie wykreślony, nie to nie. Swoją drogą myślę sobie, że wszyscy faceci, których drogi otarły się o moją drożynę losu, powinni z wdzięczności za to, że nie zadomowili się tutaj na dłużej, odbyć dziękczynną pielgrzymkę. Uniknęli losu przemeblowywacza, naprawiacza, załatwieniowywacza, dostarczyciela… A firaneczki szkoda, mogła być ozdobą pokoju. Spójrzcie sami. Jakiś „fiśnięty” projektant zaplanował okno z boku pokoju, zamiast na środku. Jak tak firankę tam powiesić?! Zdenerwowałam się i tyle. Co mi tam Komisja Wenecka i jej postanowienia, których rząd nie przyjmuje do wiadmomości, ja mam swoje problemy. 

2016-03-05 13:33
Finito! Sypialnia oddana do użytku. Unifikacja mebli, nie ma już tak, że każdy z innej parafii. Biel dominuje, ściany w ciepłej szarości. Detale się jeszcze dopracuje. Ten fotel trochę razi, ale może w przyszłości kupię jakiś pokrowiec z lnu i paproci.  Plecy mnie bolą, nie ukrywam. Wczoraj ekipa wspomożenia staruszki wszystko ustawiła. "Juka żywota" schowana trochę w kącie i nie widać jej na zdjęciu, ale istnieje. Szkoda, że nie ma tej pięknoty firankowej. W poniedziałek zadzwonię, może uda mi się ją zamienić. Zabieram się do doprowadzenia reszty mieszkania do użytku. Bałaganu zdecydowanie nie lubię.
Panią Krysię ze sklepu z farbami pozdrawiam. Polecona mi farba odebrała mi zdrowie, malowałam i malowałam, a skutek był opłakany. Mimo wszystko Panią pozdrawiam. 


2016-03-06 13:51

Wstawiłam do piecyka zapiekankę z kaszy jaglanej z bakaliami, jabłkami, zalaną śmietaną z jajkami i mam trochę czasu aby coś napisać. Popołudnie poświęcę lekturze, gdyż czytam tylko wieczorami, a w środę mam już być „wyczytana”. „Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka” Swietłany Aleksijewicz, białorusko-ukraińskiej pisarki, w 2015 roku laureatki Nagrody Nobla w dziedzinie literatury. W swojej twórczości porusza tematykę II wojny światowej. Homo sovieticus. Doskonale wie, co jest dobre, a co złe. Paszport radziecki przechowuje jako najcenniejszy skarb. Nie zginął wraz z upadkiem komunizmu. Pozostał. „Wiecznie żywy, chętnie opowiada o swoich bohaterach i męczennikach, o nadziejach i rozczarowaniach, o złości, frustracji i zderzeniu z rzeczywistością. To z tych opowieści, domowych i osobistych składa się nowa niezwykła książka wybitnej białoruskiej autorki. Swietłana Aleksijewicz po raz kolejny oddaje hołd zwykłemu człowiekowi.”
Czyta się to dosyć trudno, gdyż wspomnienia bohaterów książki bulwersują. Jak można tak się przywiązać do ustroju, wodzów, swojej nędzy i niedoli… Ale widocznie można, ludzi lepi się propagandą jak lalki z plasteliny. Chcemy czy też nie, przesiąkamy tym, co nam wbijają do głowy. To jest naprawdę niebezpieczne.
Ciągle kołacze mi w głowie opowiadanie kobiety, której rodzice, właściciele majątku ziemskiego, wysiedleni zostali na Syberię. Dziewczynka tam się urodziła, nie wiedziała nawet czy ją ktoś kochał. Ojciec odszedł do innej kobiety, matka pracowała jak inni zesłańcy, a dziecko siedziało głodne i zmarznięte w ziemiance. Wszyscy zmarli, a nią los motał na wszystkie strony. W końcu dotarła do siostry matki, która, mimo że biedniutka, dała jej to, czego tak pragnęła, miłość i zainteresowanie. Kiedy dziewczynka gadała jak najęta, gdyż do tej pory prawie się nie odzywała, nie miała do kogo, nazywała ją czułymi słowami, a między innymi mówiła do niej – Mój ty kochany „brzęczuszku”. Ten brzęczuszek był tak wzruszający.
Książkę warto przeczytać, ale trzeba się uzbroić w wewnętrzną cierpliwość i nie poddawać się emocjom, sceny z życia tych ludzi są przerażające. A najgorsze jest to, że ci ludzie tęsknią do tych czasów i wcale im w nowej rzeczywistości nie jest lepiej.
Wszyscy, którzy burzą pomniki żołnierzy radzieckich z II wojny, powinni książkę przeczytać i wtedy młot zadrżał by w ich dłoniach.

2016-03-07 19:35
Wrócę jeszcze do książki, która mnie tak fascynuje. Jedna z osób tak ładnie mówi o samotności. Przytoczę ten fragment dla podtrzymaniu na duchu wszystkich samotnych. Może nie jest tak źle. Ludzie wybierają samotność, i to jest ich wybór, ale są ludzie skazani na samotność, mimo, że chcieliby, aby było inaczej, i tutaj jest już trudniej.
„ Z nikim nie jest mi tak dobrze jak z sobą samą, lubię rozmawiać z sobą… Przede wszystkim o sobie… To świetne towarzystwo… W każdym z nas dzieje się tyle różnych rzeczy. W nas. Z nami. Tam we wnętrzu jest cały kosmos. A my prawie nie zwracamy na to uwagi. Wszyscy zajęci są tym, co na zewnątrz, tym co na wierzchu. Samotność to wolność.”
Trzeba pomyśleć sobie o tym, jak byśmy się czuli, gdyby obok nas znajdował się ktoś, kto ma trudny charakter – oszczędzę opisów – ktoś, kto nas denerwuje, kogo nie lubimy. Lepiej w takiej sytuacji być samemu. Życie to loteria, nigdy nie wiadomo na kogo się trafi.

2016-03-08 17:23
Dzisiaj Dzień Kobiet, ale dla mnie to pracowity dzień. Maluję drzwi, zostało farby i trzeba to wykorzystać. Gdzie mam puszki z farbami trzymać? Do piwnicy boję się zejść.  Zrobiłam sobie przerwę i oglądałam Teleexpress. Podana informacja o sposobie rozwiązania zakupu kwiatów przez pewnego męża rozbawiła mnie – Kup kwiaty sobie i mamom!!! Dołączono 50 zł. To już jest szczyt wszystkiego. Lepiej więc kupić sobie samodzielnie kwiaty i pomyśleć, że ofiarował je ktoś, od kogo pragnie się je dostać. Na jedno wychodzi. Bukiet tulipanów dla Pań. Wierszyk Anonima  to dodatek. 
Kto się czubi ten się lubi Takie jest przysłowie,
Więc wypada je przypomnieć
w tym Dniu Święta Kobiet.
Choć czubimy się czasami -
Lubicie nas przecież.
Bo bez dziewczyn strasznie nudno
Byłoby na świecie. (...)


2016-03-10 19:36

Jako malarz pokojowy na chwilę obecną, dzisiaj jako malarz drzwiowy, proponuję po przemyśleniach przy pracy fizycznej jako najbardziej kreatywnej wyjście z impasu, w którym znalazło się państwo polskie w związku z Trybunałem Konstytucyjnym. Biorąc wszystko na zdrowy rozum proponuję:
- uznanie i zaprzysiężenie trzech sędziów wybranych przez poprzedni parlament, zostali wybrani prawomocnie i nie mam co do tego żadnych wątpliwości
- zostawić dwóch sędziów wybranych obecnie, trójka nadprogramowa niech honorowo zrzeknie się tej funkcji
Ja mam tego już dosyć, to jakieś błędne koło. Czy nie czas skupić się nad rozwojem gospodarki a nie stwarzać sytuacje konfliktowe?! Albo teczki, albo sędziowie, banki, komisje, podkomisje, a ja nie mam czasu na tego rodzaju "budrodrejki" tworzone chyba tylko po to, aby coś się działo i aby ukryć rzeczywiste problemy. Ja muszę mieszkanie doprowadzić do stanu używalności! 
Dzisiaj Dzień Mężczyzn ale się zastanawię czy będę go honorować... Czy ja wiem, oni i tak zawsze sobie zrobią święto, gdy mają na to ochotę, a kobiety "tyrają" .

2016-03-12 21:24
„Że też chce ci się tak pracować!” Chodzi oczywiście o porządki malarsko- sprzątaniowe w moim wykonaniu. Takie pytania w różnych odcieniach często padają z ust moich rozmówców. Myślę, że w podtekście słychać – nie wiadomo jak długo będzie się tym cieszyć. Nawet gdyby to trwało tylko rok, to i tak zdąży mnie to uszczęśliwić. Oczywiście, że to z mojej strony wiele wysiłku, gdyż siły już nie te, ale jakoś daję radę. Faktem jest też to, że uzyskuję pomoc od osób mi bliskich. Najgorzej jest z finansami, bo przecież za darmo nic nie dają. Trochę się zdenerwowałam, gdyż pewna osoba pomknęła bez mojej wiedzy do Ikei i nabyła komódkę za 39 zł!!! Sprawdziłam i to cudeńko kosztuje 100 zł drożej. Ja przelewam na konto osoby pieniądze, osoba mi odsyła. I co ja mam zrobić? Nie będę się tym wszystkim przejmować, najważniejsze, że błysk jest. Jutro odpoczywam. Niech wszyscy, którzy czują się zaniedbywani, przygotują się na rozmowy.
Pragnę donieść, że w międzyczasie uprzejmy pan z Muzeum Powstania Warszawskiego poinformował mnie, że osoba, której datę śmierci chcę ustalić, zginęła w czasie powstania. Pozostaje mi tylko postarać się o dokumentację  i zostaną do ustalenia już tylko dwie daty zgonów. Anioł Opiekun chyba zadziałał. Podziękowania ślę do Nieba i chwalę zaradność mojego Dobroczyńcy, który popycha moją intuicję we właściwym kierunku. Wiesz jak ja Ciebie lubię Aniołku, a może nawet kocham.  

2016-03-13 22:24
Przywdziała noc ciepłą jesionkę, na watolinie, solidną, ciemną. Przechadza się teraz pod moim oknem, rada, że dzisiaj chociaż nie moknie w deszczu. Jest taka piękna. Spoglądam na nią ukradkiem, aby nie pomyślała, że robi na mnie aż takie wrażenie. Jem rozmrożone truskawki, ich woń przywołuje zapach lata. Taka byłaś wtedy ciepła i gwieździsta, wypełniona aksamitem spojrzeń, parująca słowami dusznych westchnień, rozpostarta nad łąką i rzeką. Myślę o tobie i czuję jak płyniesz przez mgły, zbierasz krople rosy, lekka i radosna. Teraz czas zaczaił się za rogiem i trzyma cię za rękę, czekasz, kiedy księżyc oświetli drogę, a ty staniesz w cieniu drzewa spoglądając uparcie w moje okno. Przychodzisz tak każdego wieczora, już 27 173 razy, a ja niezmiennie czekam na szarą godzinę, tak lubię w cieniu twojego granatowego płaszcza marzyć… Ile razy jeszcze się spotkamy nocy ciemna?!

2016-03-14 20:14
Nie ukrywam, lubię wiersze. Z dużym zainteresowaniem czytam „Uparte serce. Biografia Poświatowskiej” Kaliny Błażejowskiej. Ciekawa lektura. Wydaje się, że o Poświatowskiej powiedziano już wszystko, ale okazało się, że zawsze można powiedzieć więcej.  Ładna była, zdolna i ciekawa świata.
"Biografia Haliny Poświatowskiej to poruszająca opowieść o krótkim, lecz intensywnym życiu jednej z najpopularniejszych polskich poetek. Zadebiutowała w wieku 21 lat. W tym samym roku została wdową po szczęśliwym, choć krótkim małżeństwie. Uratowała ją operacja serca, przeprowadzona w Ameryce dzięki hojności tamtejszej Polonii. Nie na długo. Zmarła w wieku zaledwie 32 lat. Kalina Błażejowska odsłania jej nieznaną twarz: zbuntowaną, ironiczną, daleką od sentymentalnego wizerunku, z którym jest kojarzona."
Tak pragnęła żyć, kochała i brała to, co niósł los, ale także nie pozwalała, aby ktoś decydował za nią. Spotkała na swojej drodze wielu ludzi jej życzliwych, pomocnych, miała wsparcie w rodzicach i krewnych i najważniejsze - miała talent. Jej erotyki są urzekające i trafiające do serca. Wybrałam wiersz, który można rozumieć wprost, ale także doszukiwać się głębszych treści.
ty miły jesteś ślepy
więc cię nie winię
ale ja miałam dwoje oczu widzących
na nic

widzącymi oczyma
nie dostrzegłam twojego serca
chwytnymi rękami
nie ujęłam

i wymknęło mi się
jak ziemia bogu
żeby zataczać się po orbitach
samotności

i stałeś się odległy
jak Mleczna Droga
widny już nocą tylko
bezsenną...


Słabe i zdradliwe serce poetki przypominało jej o śmierci, ale jakoś nie odżegnywało się od miłości, bez której nie potrafiło żyć.
"Uśmiecham się do ciebie. Czym jest uśmiech? Światłem przez gwiazdę posłanym gwieździe. Zapachem który trawy wiąże w brzęczącą łąkę. Łagodny kolor zieleni kolor moich oczu wplątał się w twoje palce. Trzymasz w ręce rozszeptane ciało łąki. Trawa cierpkim wąskim kształtem opowiada o moich oczach patrzących nieskończenie. Uśmiechasz się do mnie."

2016-03-15 12:12
Czy noce są po to, abym podążała krętymi drogami życiorysu Poświatowskiej i rozwiązywała krzyżówki? Zdecydowanie nie, noce są do spania! Obudziłam się o pierwszej i do czwartej „buszowałam w zbożu”. Mam tego dość. Będę brała środki nasenne, melisa widocznie nie ma już mocy. Rano trzeba było się zerwać z łóżka, gdyż spisywali liczniki, a także umówiłam się z elektrykiem, jako że jedna żarówka w żyrandolu na korytarzu odmówiła współpracy. Kupiłam wszystkie nowe, energooszczędne, były w promocji na święta i postanowiłam stawić czoła oświetleniu w przedpokoju.
Z towarzyskich usług, a szczególnie, gdy chodzi o prąd, nie mam zamiaru korzystać. Ostatnia awaria z tej racji kosztowała mnie założenie plomby – 37 zł i wymiana bezpieczników ponad 40 zł. Ja dziękuję za takie oszczędności! Przyszedł elektryk, za kilkanaście złotych zrobił co należy, i obyło się bez sensacji. Darmowo, to nie znaczy oszczędnie! Jeszcze muszę założyć jedno gniazdko w kuchni, ale to już w następnym miesiącu. Gniazdka znajdują się tam w takich miejscach, że dech zapiera, ale tam, gdzie są potrzebne, to ich nie ma. Z tym jeszcze poczekam, przecież w święta na stole też coś musi stać!!!
Teraz już nie grozi mi żadna wizyta i zabieram się do dalszych działań, spowolnionych, gdyż jestem senna.

2016-03-16 18:49
Zapytano mnie, dlaczego prowadzę zapiski w Dniewniku? Sprawa nie jest jednoznaczna, powodów jest kilka.
- Mam ochotę i piszę, lubię to robić. Jeszcze bardziej lubię pisać wiersze, ale „przycięli mi palce prawej ręki i uszkodzili lewą komorę serca” więc jestem wewnętrznie zmrożona. Może kiedyś odtaję – odmiana tego czasownika nastręcza mi trudności! – wtedy zacznę pisać.
- Sprawia mi radość, że mogę się z innymi podzielić swoimi radościami i troskami, tym co mnie boli, smuci, cieszy, denerwuje; swoimi pragnieniami i wspomnieniami, jednym słowem swoimi przeżyciami.
- Pomagam w ten sposób sobie i innym, którzy doznają takich samych życiowych problemów jak ja, gdyż starość podobne ma oblicze, mimo, że niektórzy starają się to pokryć nadmierną aktywnością, w tym ja także, albo zapadają się w sobie, co jest jeszcze trudniejsze.
Mogłabym wymienić jeszcze kilka powodów, ale lepiej przejdę do realiów dnia dzisiejszego. Zaplanowałam czyszczenie dywanów. Wyjęłam odkurzacz i ten drań zamilkł! Moja ukochana córka, „wspomożycielka i ratowaczka w trudnych sprawach” ma jutro udostępnić swój, zawieźć do naprawy mój, i praca potoczy się jak należy. Dzisiaj zajęłam się firankami. Zaraz powieszę, piorą się teraz – pralka jeszcze działa!!! Przeczytałam, że aby wybielały ponad normę, należy namoczyć je w wodzie z rozpuszczonym proszkiem do pieczenia, co uczyniłam. Piorę w proszku „date” jest naprawdę wart polecenia. Jaki będzie efekt, zobaczymy.

2016-03-17 20:38
Za wszystko w życiu trzeba płacić. Osobiście zainwestowałam w sen, tak, opłaciłam przespaną noc. 23 zł zapewnią mi sen na cały miesiąc. Problemem jest jednak ostrzeżenie, że tabletki uzależniają. Będę więc zmuszona dawkować sobie ten lek tylko w wyjątkowo trudne noce, reszta może jakoś się znormalizuje. Tak naprawdę wszystko należy opłacić, gdyż inaczej nie da się żyć. Są tacy, którzy nawet płacą za miłość lub jej namiastkę.
Pożyczonym odkurzaczem odkurzyłam dywany i wszystkie wyczyściłam. Nie wiem dlaczego moje włosy są zupełnie mokre, gdy zabieram się do zbyt intensywnej pracy fizycznej. Może to objaw jakiegoś osłabienia?! Noc zapowiada się raczej trudna, gdyż ja po dużym zmęczeniu źle sypiam. Pani doktor radziła mi brać Acard. Zapytała mnie czy biorę ten lek zapobiegający zawałowi serca i udarowi niedokrwiennemu mózgu.
- Mam brać okazjonalnie, tak? – zapytałam z głupia frant.
- Okazjonalnie? Codziennie! – rozkazała. Pośmiałyśmy się trochę, gdyż lata to ja już swoje mam, ale nie odpuszczam, żadna praca mi nie jest obca. Zmagałam się także dzisiaj z szyciem maszynowym. Musiałam dostosować firankę do okna kuchennego, gdyż stara popękała poziomo. To było obezwładniające. Wyszłam na spacer, aby dojść do siebie. Słoneczko postawiło mnie na nogi.

2016-03-18 16:32
Dzisiaj odpoczywam! Dawno już się tak nie nudziłam. Przekładam się z kanapy na fotel, drzemiąc, rozwiązując krzyżówki, jedząc, czytając i znowu wszystko w odwrotnej kolejności. Stopa życiowa mi się trochę poprawiła, dawny zakład pracy przesłał pieniądze na wielkanocne zakupy, dług został zniwelowany, uspokoiłam się.  Nawet gdyby marzec mnie usidlił, odejdę z tego świata z czystym kontem, ale spokoju we mnie nie ma. Moja rodzina to nieustający podróżnicy, jeden wraca, drugi wyjeżdża, a ja się martwię. Powinnam wyjść na przechadzkę, ale nie mam ochoty, jednak muszę się przemóc, gdyż boję się że mój mózg zasklepią białka sklejające neurony. Bezsens łażenia po parkach czy ulicach mnie dobija. Czy ruch we wnętrzu własnego lokum to aktywność fizyczna, czy praca uaktywniająca?! Trudno, pójdę na tę „łazęgę”.
Choroba Alzheimera kliknij w napis

2016-03-19 11:15
„Choć miłość jest ryzykiem, bardziej niebezpieczne jest życie bez niej.”
Charles Martin, amerykański pisarz, spłodził książkę „Gdzie rzeka kończy swój bieg”. Uwiodła mnie kiedyś blaskiem miłości, która nigdy się nie kończy. Dopadłam teraz "Otulonych deszczem", a ponieważ akcja zaczyna się pobytem głównego bohatera w klinice będącej przedpolem zmagań ludzi z depresją i chorobami psychicznymi, co rusz pojawiają się nazwy leków hamujących te przypadłości, między innymi Zoloft. Pamięć do nazw leków mam nijaką, swoje lekarstwa odróżniam po pudełkach i rzadko kiedy odczytuję ich nazwy. Nie widzę potrzeby, jakoś zawsze trafiam na to, co jest mi potrzebne. Miałam kiedyś koleżankę, chyba jakieś wcielenie lekarza z poprzednich bytów, gdyż znała wszystkie nazwy leków, dawki i zastosowanie dla całej swojej rodziny, co mnie i mamę wprawiało w niemały podziw. U mnie na tym polu zupełny zastój, dobrze, że odróżniam Apap od Acardu.
I stało się. Pani M. proponowała mi spotkanie z seniorami w celu aktywizacji tej grupy społecznej, kusiła pieniędzmi. Chodzi o to, aby byli kreatorami swoich działań, a nie tylko biernymi odbiorcami. Odmówiłam. To była już któraś z rzędu odmowa dotycząca występów publicznych. To nie jest zarozumiałość z mojej strony, ani krygowanie się, nie znaczy to, że nie chcę pomóc, ale ja tego już nie chcę robić. Uzasadniłam swoje stanowisko i „nieugiętość” w tej sprawie, a że akurat wracałam od kardiologa, opowiedziałam o leku, który nareszcie wyrównał moje ciśnienie i powołałam się na Zoloft, który kołatał gdzieś w mojej podświadomości w związku z lekturą. Pani M. odpowiedziała grzecznie, że zna ten lek. Sprawa dla niej była chyba jasna, kobieta ma zaburzenia i dlatego nie chce się udzielać i zaszczycić tak ważnego gremium swoją obecnością.
Ja biorę lek na Z, ale to jest Zofenil leczący nadciśnienie tętnicze. Teraz nie wiem, czy prostować moją pomyłkę, czy dać spokój. Leczenie depresji to żaden wstyd, ale dlaczego ja mam sobie dorabiać jeszcze jedną dolegliwość, tak jakby moich było mało?!
Co do tych publicznych wystąpień, to jestem naprawdę nieugięta. Nie mam problemu z zabieraniem głosu gdy wiem o czym mam mówić i znam temat, a że mam lekkość wysławiania się, więc trema mnie nie zjada. Jednak noc po takim „wygadaniu się” jest trudna, nie mogę zasnąć, to fakt. Może Zoloft będzie mi jednak potrzebny?!
Są takie durne testy na Facebooku, gdzie możesz się o sobie dowiedzieć wszystkiego. Ludzie w tym biorą masowo udział, gdyż miło jest przeczytać, że ma się IQ równe Eisteinowi. Ja niestety też się dowartościowuję taką drogą. Myślę, że jest to oddziaływanie broni elektromagnetycznej, której działanie ujawnił nawiedzony polski polityk, a gdy on coś wieszczy, to trzeba w to wierzyć. Jakże by inaczej ludzie mogli się takimi głupstwami zajmować?! Tam właśnie się dowiedziałam, że powinnam wykonywać zawód prawnika. I to akurat jest prawda. Niekiedy w życiu sobie myślałam, że w roli adwokata mogłabym się sprawdzić. Co jednak będzie z tą bronią? Ogłupią nas doszczętnie czy co?

2016-03-20 16:02

W Niedzielę Palmową jak zawsze pojawia się mój dylemat związany z winą Judasza Iskarioty. Jak ja mam się doszukać winy tego człowieka, gdy jego zdrada była częścią boskiego planu? Zrobił to, czego od niego oczekiwano, a na dodatek przepłacił to życiem. 30 srebrników na zawsze stało się synonimem zdrady. Widzę tutaj winę i karę, a raczej konsekwencje, jakie ponosi człowiek za swoje czyny.
Przekładałam i segregowałam gazety, przecież nie będę trzymać tego wszystkiego po wieczne czasy, i natknęłam się na artykuł w listopadowej Polityce „Goło, niewesoło”. Historia czterdziestoletniej kobiety, rozwódki, nauczycielki, która wdała się w romans z zakonnikiem filipinem. Zakonnicy ci nie składają ślubów, ich nadrzędnym celem jest pokazywanie ludziom, że można jednocześnie być wesołym i wierzyć. Było wesoło tak długo, aż kochanka wypadła z łask, z czym trudno było jej się pogodzić. Wysłała dwóch panów jako rozjemców, a raczej posłanników. Ci nic nie wskórali, ale ksiądz oskarżył ich i swoją byłą kochankę o nadszarpnięcie jego czci. Pani owa i jej poplecznicy zostali skazani przez sąd na karę grzywny, nauczycielkę zwolniono z pracy, wpadła w depresję. Filipin ma się dobrze, gdyż nie ma kto go ukarać. Jego superiorem jest rodzony brat!
I kto tu był winien? Oratorianin zniewalający czterdziestolatkę, czy może czterdziestolatka, która dała się uwieść jak niczego nieświadoma kurka i prowadzić na pokuszenie księdzu? Czy ksiądz naruszył zasady – filipini przyjmują święcenia kapłańskie – strząsając z siebie grzech jak kogut, gdy już zrobi co swoje, czy rozbudzona ponownie seksualnie kobieta, nie umiejąca się pogodzić z przegraną?! Gdy była wina, o ile  to można nazwać winą, to kara też powinna być, pół na pół…

2016-03-21 09:55
Stał się jakiś cud! Ciężar spłynął z moich ramion, sen przychodzi regularnie bez podtrzymywaczy, nic mnie szczególnie nie boli, jestem jakaś inna, lepsza, wyciszona i szczęśliwsza. Nie wiem, czemu mam to zawdzięczać, ale świat poweselał. Czyżby urzędowa wiosna rozpanoszyła się we mnie?!
Dzisiaj Światowy Dzień Poezji …święto obchodzone corocznie 21 marca, ustanowione przez UNESCO jesienią 1999 roku. Główne uroczystości tego święta odbywają się w Paryżu.
 Czytanie wierszy sprawia mi radość. Uczę się patrzeć na świat oczami innego człowieka, bardziej wrażliwego, spostrzegającego pełniej świat. Mam słabość do poezji i poetów, którzy jawią mi się jako wybrańcy bogów. Coś w tym chyba jest. 
Dla wszystkich poetów większego i mniejszego formatu najlepsze życzenia zdrowia, radosnych podszeptów weny i nieustannego pięcia się na wyżyny Parnasu.
A oto mój wiersz, do którego często wracam, gdyż jest w nim wszystko, czego oczekuję od poezji i życia.


Czesław Miłosz – Dar

Dzień taki szczęśliwy.
Mgła opadła wcześnie, pracowałem w ogrodzie.
Kolibry przystawały nad kwiatem kapryfolium.
Nie było na ziemi rzeczy, którą chciałbym mieć.
Nie znałem nikogo, komu warto byłoby zazdrościć.
Co przydarzyło się złego, zapomniałem.
Nie wstydziłem się myśleć, że byłem kim jestem.
Nie czułem w ciele żadnego bólu.
Prostując się, widziałem niebieskie morze i żagle.

2016-03-23 22:17
Czy ten świat oszalał? Jak podała agencja AP: ISIS przeszkoliło przynajmniej 400 terrorystów, którzy mogą zostać wykorzystani do ataków w miastach UE. Informacje mają mieć potwierdzenie w raporcie służb bezpieczeństwa. Czy mamy już wojnę? Czy są jeszcze miejsca na świecie, gdzie można czuć się bezpiecznie? To, co stało się w Belgii, jest jakimś koszmarem. Jak nie zdołają tego opanować, to Europa przegra w walce z terrorystami.
Na dodatek doniesienia o śmierci dzieci, bestialskim ich traktowaniu… Jak na święta to spora dawka przerażających informacji. Trudno mi się skupić na czymś konkretnym, ciągle świdruje mi w głowie myśl -  w jakim świecie będą żyły moje dzieci, wnuk, i młodsi ode mnie przyjaciele. Europa poszła zbyt daleko stosując zasady demokracji i humanitaryzmu, przybysze mają wobec nas chyba inne plany. Australia przyjęła słuszną zasadę: Gdy chcesz u nas mieszkać, przyjmij nasze normy społeczne i obyczajowe. Nie chcesz się dostosować, nie musisz u nas mieszkać. Nie wiem, czy to nie jest już zbyt późno, ale tutaj też takie normy powinny być zastosowane.

2016-03-24 20:14
Dzisiaj rozpoczyna się Triduum Paschalne… Istotą jest celebracja Misterium paschalnego: męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Rozpoczyna się wieczorną Mszą w Wielki Czwartek (Msza Wieczerzy Pańskiej), kończy zaś drugimi nieszporami po południu Niedzieli wielkanocnej.
Wróciłam niedawno z kościoła. Piękna uroczystość. Kapłani w białych ornatach, śpiew kościelnych pieśni bez akompaniamentu organów, kadzidła i wierni pogrążeni w modlitwie. Dla mnie jest już trochę trudno wytrwać długo, ale tak długo jak zdołam jestem. Jutro trzeba już zabrać się za wypieki, ale do wieczora chyba jakoś się "obrobię".

2016-03-25 10:21

Spokojnych,
  zdrowych,
    wesołych
Świąt Wielkanocnych,

życzenia obok, proszę kliknąć w link.
http://cd.pl/zyczeniahal



2016-03-27 15:05
" Ukroimy szynki umoczymy w chrzanie
Jak to dobrze żeś Zmartwychwstał Wszechmogący Panie!"
                                                
 2016-03-29 13:15
Święta minęły i chwali się to. Było miło i sympatycznie, ale nie można świętować ponad miarę. Poszłam w sobotę ze święconką. Teraz poprzedzone jest to wspólną, dość długą modlitwą. Następnie poświęcona byłam ja i mój koszyczek solidnie, dostaliśmy się pod kropidło z pierwszego moczenia. Wyszłam z kościoła z moim koszyczkiem skromnie udekorowanym, gdyż ja nie lubię przesady w niczym, ale nie obyło się bez małego dysonansu. Zaczepiła mnie kobieta z bogato udekorowanym i dużym koszem i zamiast życzyć mi wesołych świąt, doczepiła się do mojego koszyczka.
- Taki malutki koszyczek pani ma! Chyba pani jest samotna…
Ponieważ to Święta Wielkanocne, wszelką ironię schowałam za pazuchę i skromnie ubrałam odpowiedź w słowa godne chrześcijanki.
– U mnie tak to właśnie wygląda, spokojnych Świąt życzę.

Okrasiłam wszystko uśmiechem i poszłam do domu przygotowywać świąteczne potrawy. Oto część z nich przygotowana do wydania na stół wielkanocny, a w środku mój maleńki koszyczek. Wystarczyło nam święconki dla wszystkich. Na śniadanie każdy z uczestników przyniósł przydzielone mu potrawy. Poniosłam bardzo umiarkowane koszty, co było bardzo dla mnie korzystne. Moja zagraniczna córka, mimo że nie mogła być z nami, dołożyła też wiktuałów. Jaką oni mają tam dobrą żurawinę, nie mogę się nią nacieszyć. Jest mi nawet z tego powodu trochę głupio, gdyż wszyscy znając tę moją słabość, nawet nie uszczknęli tego specjału, zostawiając wszystko dla mnie. Żurawinę jadam tylko na Wielkanoc aby mi się nie opatrzyła.
Oprócz jadła była jeszcze wyprawa do Myślęcinka owiana wiosenną aurą, film „Młodość”, któremu chcę poświęcić chwilę uwagi, rozmowy, odwiedziny i trochę czasu dla siebie wykorzystanego na lekturę, TV, krzyżówki .
Nie będę streszczać filmu, gdyż nie byłoby to łatwe. Paolo Sorrentino nakręcił film o starości, gdzie główni bohaterowie Fred (Michael Caine) i reżyser Mick (Harvey Keitel) wracają do czasów młodości. To tragifarsa i horror; piękno i brzydota; realia aż do bólu i wysublimowane sceny przyrody i kultury. „U progu życia wszystko jest na wyciągnięcie ręki, pod koniec zniekształcona perspektywa oddala ludzi i rozmywa pojęcia. Pamięć i ciało to zawodne mechanizmy, więc jedyne, na czym możemy polegać, to emocje – mówi Sorrentino głosem swoich bohaterów; głosem ludzi żałujących, pożądających, kochających i cierpiących. Daj Boże taką starość.” Starość, jaka jest, wiem doskonale, piszę już o tym od kilku lat, nie będę się nad nią znowu pochylać. Mnie interesuje sprawa kultury szeroko pojętej, która według mnie, w tym filmie ma decydujące znaczenie. Dlaczego ludzie gro swojego życia poświęcają fikcji stworzonej przez innych a nie cenią swojego codziennego życia uważając go za mało znaczące?! Ja do tego tematu jeszcze powrócę, gdyż nurtuje mnie to od dłuższego czasu.
Rozpisałam się chyba zbytnio, jednak taka jestem zmęczona pracą, którą podjęłam na nowo ( opracowanie historii Miłkowic), że sprawy związane z malowaniem mieszkania, przygotowaniem Świąt, wydają mi się igraszką… To chyba dlatego, że miałam zbyt dużą przerwę. Ale ja się nie dam, zepnę siły i zrobię to, co zamierzyłam.

2016-03-30 12:10
Ostatnio niezbyt często sięgam po książki społeczno-obyczajowe, jakoś nie mam na nie czasu, ale wpadły mi w rękę i wciągnęły „Prawie siostry” Marii Ulatowskiej. Nawet się tego nie spodziewałam, widocznie potrzebny mi taki „podbudowywacz” życiowy. Fragment o wietrze wiejącym na sopockim molo przywiał wspomnienia. Stanęłam więc dzisiaj na balkonie lubując się ciepłymi powiewami wiosennego wiatru. Ostatnio motyw wiatru staje się ulubionym akcentem dla niektórych osób. Wiatr powiewa, nawiewa, wywiewa a człowiek pozostaje w myślach, pamięci i sercu, chcemy tego czy nie. Taki mój wierszyk mnie nawiedził. Przecież nie mogę być wiecznie archiwistką.:)
Nie powiem
W ciszy nocy przerażone
sny krążyły nad dachami,
jak te zwidy, jak te mary
bezlitośnie rozbudzone.

Przyszły do mnie o północy,
na mych rzęsach się huśtały,
to kwiliły, to się śmiały
niepoprawne dzieci nocy.

Byłeś chyba z nimi w zmowie,
gdyż o tobie wciąż mówiły,
to nęciły, to kusiły...
O czym śniłam... nie , nie powiem.

 
suma wejść na stronę - 269691,
odwiedzających - 91098,
dzisiaj -23
Reklama
 
Motto strony
 
„Pamiętaj, że każdy wiek przynosi
nowe możliwości.
Daj z siebie wszystko – inaczej oszukujesz samego siebie.”
Nie, ja nie milczę (Halina S.)
 
Nie, ja nie milczę, ja czekam
na krawędzi cichych marzeń
na czas, który ku mnie idzie
i za chwilę się wydarzy.

Nie, ja się nie boję życia,
z uporem kroczę do celu,
nigdy nie milczę ze strachu.
Żyję jak chcę, przyjacielu.

Szeroko otwieram oczy,
wpatruję się w ciszę nieba
śledzę utarte szlaki gwiazd,
ważę ciężar słów, tak trzeba.
 
Image and video hosting by TinyPic
Firma JUNESSE
 
Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE > Firma JUNESSE [kliknij]
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=