lipiec 2014
1 lipca 2014
„Ani się woda wróci, która upłynęła, ani godzina, która już minęła.”
Kalendarz mnie dzisiaj zaskoczył. Mam taki trzyczęściowy, lipiec z przesuwanym paskiem wszedł jak należy, ale kiedy chciałam ustawić sierpień, ze zdumieniem ujrzałam - wrzesień! Po sierpniu ni śladu. Oj, nie lubię takich znaków! Przygotowuję się do lipca, wspieram go finansowo, a sierpnia ma już nie być?! Nie, nie, na to się nie godzę.
Tyle już lipców przemknęło, tyle wody upłynęło w rzece, a ja ciągle trwam na posterunku. Żyję, mimo, że kilka razy już mi przypomniano o kruchości trwania, sił wtedy brakowało by chodzić, mówić, kubek do ust podnosić i życiem się trudzić. Zawsze się jednak dźwigałam, stawałam na nogi, bałam się przerwać nić trwania, widocznie miałam jeszcze coś tutaj do zrobienia. Nie lubię wracać do przeszłości, rozpamiętywać, dociekać, było, minęło, teraźniejszością żyć trzeba. Naszło mnie coś dzisiaj, defekt kalendarza to sprawił, obudził wspomnienia, ale się nie dam, pa przeszłości, do widzenia.
Ja mam zamiar budzić się rano, mimo że rześki dziś dzionek, hodować kwiatki na balkonie, niech lobelia się niebieszczy, aksamitka pomarańczowo płonie, bazylia krzewi się raźno a mięta rozsiewa miętowe wonie. Malin muszę posmakować, kupionych na straganie, gdyż nie mam malinowego chruśniaka, ale nie szkodzi i tak delektuję się ich niepowtarzalnym urokiem lata. Na mnie jeszcze nie czas, sierpień ma nadejść jak nakazuje mu wymyślony rytm świata, ja los biorę w swoje kruche dłonie. Na mnie czeka jeszcze stertka akt do tłumaczenia, trzy daty do ustalenia i uporządkowanie wszystkiego na stronie http://milkowice.pl.tl/Nowo%26%23347%3Bci-.htm
Jak ktoś wie co to jest ograniczona hipoteka, to niech mi to wyjaśni, jakoś nie mogę się z tym uporać.

 
2 lipca 2014
„Lubiłem wiedzieć o sprawach, o których inni byli przekonani, że są ich sekretem.”

Hening Mankell „Włoskie buty”
Wczoraj miałam imieniny, nie pisałam o tym tutaj, gdyż byłam ciekawa, kto tak naprawdę pamięta o mnie. Nie wymagam tego od ludzi, z którymi mam sporadyczne kontakty, ale od przyjaciół i dobrych znajomych. Oczywiście, pamiętali, przecież ja też pamiętam. Rewanżyk obowiązuje, prawda?

Umówiłam się z moją córką, że w tym roku moje imieniny będą cichutkie i przyjątko przekładamy na przyjazd drugiej córki, która jak zwykle wystąpi z tortem marcepanowym. Zajęłam się lekturą książki, której fragment przytaczam, odbieraniem telefonów i robieniem sobie przyjemności, przecież kiedyś też muszę o siebie zadbać. Jednak po obiedzie zjawili się goście, z tortem, prezentami i kwiatami, które zachwyciły mnie. Bukiecik jest piękny! Byłam zupełnie nieprzygotowana i lekko zażenowana. Miłe są takie zaskoczenia, ale ja już się więcej nie dam nabrać, przyjdą czy nie, ale ja będę przygotowana.
Cytat zamieściłam celowo, gdyż wczoraj dowiedział się przy okazji o sprawach, o których nie miałam pojęcia. Moi życzeniodawcy chowali je w zanadrzu i w chwili szczerości podzielili się nimi. Czy ja lubię wiedzieć o cudzych sekretach? O ile dotyczą ludzi, których znam i darzę sympatią, zdecydowanie tak. Chciałabym jeszcze aby wszystkie życzenia się wypełniły, a szczególnie te dotyczące zdrowia i pieniędzy. Nalegali co niektórzy, aby wysłała totka, no to zleciłam wysłanie, gdyż mnie już się nie chciało wychodzić z domu. Wieczorem posłanniczka odnośnie fortuny biegała szukając miejsca, gdzie można było je wysłać, aby wypełnić zadanie i nic! Już z tą chudą sakiewką muszę iść przez życie, nie ma rady.
Pamiętam, że ja też kiedyś wzięłam z uprzejmości kupon do wysłania i później zapomniałam. Modliłam się aby nic nie trafił jego właściciel, gdyż nie wiem co bym zrobiła, gdyby miał wygrać.

4 lipca 2014

„Tak samo łatwo jest zagubić się w sobie samym, jak na leśnych ścieżkach albo ulicach miast.”

Najtrudniej jest odnaleźć drogę do siebie samego. Błądzimy, kluczymy, zbaczamy i mamy pretensje do całego świata, tylko jakoś nie możemy dostrzec, że to nasz stosunek do otaczającej nas rzeczywistości przysparza nam problemów, doprowadza do depresji i niepotrzebnego stresu.
Nie można zmienić drugiego człowieka, można zmienić tylko siebie, ale do nas to nie dociera, my chcemy aby inni dostosowali się do nas. Ja też mam z tym problemy, któż nie ma. Ostatnio rozmawiałam z koleżanką, która na pewnym etapie zmieniła swoje życie na lepsze, zaczynając zmiany od siebie.
Sonia, z którą dobrze znam się już od kilkudziesięciu lat, miała nieustające utarczki z mężem. Dostosowywała go do swoich potrzeb! Na początku małżeństwa to nawet jej się udawało, wiadomo, wtedy mężczyźni bywają uzależnieni od swoich żon. W miarę jak więź słabła, mąż zaczął się buntować i chadzać swoimi dróżkami. Sonieczka wpadła w złość, a ponieważ to nie dawało pożądanych efektów, zamieniła zachowanie na obficie demonstrowany ból. To też nie była dobra droga do odzyskania równowagi w małżeństwie, mężczyźni uważają, że gdy już kogoś wybrali na partnerkę, ta powinna promieniować szczęściem już z tego powodu! Ponieważ jej na Ignasiu zależało, poszła po pomoc do psychologa, a że trafiła na mądrego człowieka, uświadomił jej własne potknięcia.
Sonia dała sobie i Ignasiowi pole do własnych działań i zainteresowań, drogą żmudnych rozmów uzgodnili wspólne rewiry (mężczyźni nie lubią rozmawiać na takie tematy, oj nie lubią!) i nareszcie zaczęli żyć jak partnerzy, a nie wrogowie skaczący sobie do oczu. Gdyby nie krytyczne spojrzenie Soni na samą siebie i swoje zachowania, chyba by się rozstali, a tak stanowią zgodne stadło i pięknie się zestarzeli, prowadzają się za rączki, co stanowi źródło zazdrości sąsiadek, ale to już nie problem Soni. Niech sąsiadki coś z sobą zrobią.
Miałam tutaj pisać o własnej starości, ale myślę, że to jest temat związany ze mną, przecież moi przyjaciele są ważni w moim życiu i cieszę się, gdy wszystko dobrze się układa.
 

 
5 lipca 2014
"Uczu­cia są jak rośli­ny, jeśli ich się nie pod­le­wa więdną i umierają, pod­le­waj je cho­ciażby łza­mi wspom­nień ..." -
anonim

Wczoraj nareszcie przyniosłam z piwnicy - oczywiście z osobistą ochroną, gdyż sama, żeby nie wiem co, tam nie pójdę - fotel plastikowy w kolorze białym, regulowany, i ustawiłam na balkonie. Rozpoczęło się lato unosząc temperaturę na termometrze w górę, na mnie więc czas, aby zacząć wylegiwać się popołudniami na balkonie czytając, rozwiązując krzyżówki i drzemiąc jak na staruszkę przystało.
Fotel wymyty nabrał blasku, wyłożyłam go dodatkowo wełnianą kołdrą złożoną kilka razy i na wierzchu, aby zamaskować te udogodnienia, nałożyłam zielonkawy futerał zakupiony kiedyś tam w Obi. Zrobiło się na balkonie bardzo wygodnie i przytulnie. Martwią mnie tylko oparcia, które dla mnie są zbyt twarde i moje łokcie czują pewien dyskomfort spoczywając dłużej na tak nieprzyjaznej powierzchni. Muszę nad tym pomyśleć jak pozbyć się tego defektu, zrobię jakieś podłokietniki z miękkiego materiału czy coś w tym rodzaju, gdy oczywiście zdążę tego lata... Staruszka musi mieć wszystko dostosowane do swoich wymagań, nie czas już na umartwianie się i nijakość.
Foto Halina S. zrobione telefonem, w przyćmionym świetle, gdyż rolety muszą być opuszczone – rankiem piecze ze zdwojoną mocą! Reo meksykańskie w trakcie kuracji.  Obok patera z kamieniami, minerałami i drobiazgami, którymi obdarował mnie wnuk.
Dbam też o rośliny w moim otoczeniu. Założyłam nawet Klinikę Zdrowego Kwiatuszka. Szczególnej opieki wymaga reo meksykańskie. Kruche to takie, że każda ingerencja w jego obszar trwania kończy się kontuzją. Nauczona doświadczeniem zamieniłam dzbanuszek do podlewania na konewkę, mimo, że jej nie lubię. Liście łamią się i mam kłopot z ich zszywaniem, podklejaniem i zachowaniem, aby nie zniszczyć boskiego dzieła stworzenia.  Podpisałam osobistą deklarację sumienia i nie dam sczeznąć niczemu, co do życia jest powołane. Może trochę zboczyłam z kursu, gdyż zdecydowałam, że reo będzie rosło w pionie i nie dam mu płożyć się. Wsparłam go zielonym plastikowym drutem do dziergania, ale w przyszłości kupię mu bambusowy kijek, i nie ustąpię, gdyż w miejscu, w którym stoi, potrzebna jest roślina wysoka i już! Buntuje się nieborak, już wypuszcza boczne pędy, mogę je ostatecznie zostawić, ale ten jeden główny ma iść w górę, nie ustąpię. Przepołowiony prawie na pół jeden z liści, zszywam, podklejam, podpieram, ale nie wiem co zwycięży, ludzka ingerencja, czy natura.
Niech lato trwa, cieszy nas i dodaje nam sił, których tak starym ludziom potrzeba. Oj, coraz z tym gorzej, ale się nie damy.
6 lipca 2014
„Zawsze takie Rzeczypospolite będą, jakie ich młodzieży chowanie’’- kanclerz Jan Zamoyski. 
Dzisiaj poszłam na mszę o nietypowej porze, rankiem jakoś mi nie poszło wszystko jak należy. Było południe, więcej niż zwykle małżeństw z małymi dziećmi. Ja bardzo lubię dzieci, wiem też, że trzyletni maluch nie usiedzi w miejscu godzinę, to wbrew jego naturze, chyba, że zaśnie… Dwójka chłoptasiów w spodenkach w kratkę, każde w innym odcieniu, odbywała jednak regularne biegi wokół ławek. Pierwsza runda poważnie mnie przestraszyła, gdyż nie spodziewałam się czegoś takiego. Dudniło jakby stado koników spłoszył niespodziewany napastnik. Raz czy dwa przecież może się coś takiego zdarzyć, rodzice nie zapanują nad sytuacją, ale całą mszę, to już chyba przesada, tym bardziej, że inne dzieci też się rwały do zabawy. Wprawiało to ich opiekunów w nie lada kłopot, gdyż odwodzenie od tego typu zachowań, spotykało się z pytaniem, tak jak u mojego sąsiada z ławki:
- A dlacego on moze, a ja nie? – pytał ojca rezolutny chłopaczek.
Inni rodzice mieli chyba ten sam problem, gdyż szeptane na ucho wyrazy przekonywania pociech poparte były mocnym, pełnym miłości, najczęściej ojcowskim uściskiem i wymownymi spojrzeniami obojga rodziców ponad główkami dzieci. Kiedy jednak maleństwo po sąsiedzku wyrwało się jednak ojcu w chwili jego osłabionej nieco uwagi, przyhamowując dopiero obok stopni ołtarza, ten odbierając go z tego miejsca, zastosował metodę... korupcji?! Wcisnął synowi do rączki złotówkę, widocznie przyrzekając solennie, że to dla niego, a nie dla księdza. Podziałało z miejsca! Co chwilkę przekupiony osobnik oglądał swój nabytek, pokazywał mi go ukradkiem, a kiedy już doszło do uścisków dłoni zbratanych wiernych, obejmowaliśmy jego lewą rączkę, gdyż prawa była szeroko otwarta, abyśmy wszyscy wiedzieli, że to nie koperta wciśnięta pod stołem, tylko przypieczętowana umowa między ojcem i synem.
Najtrudniej utrzymywanie dzieci przy sobie przychodziło tym rodzicom, którzy siedzieli w pierwszych ławach nie zabezpieczonych pulpitem. Ojcowie się starali być zdecydowani w działaniu, mamy tuliły pociechy do piersi, jakoś msza minęła. Ojciec tych dwóch smyków ujął ich dopiero pod koniec mszy, może się bał, że „zaniewieruszą” mu się, gdy wszyscy wstaną z ławek i ruszą do wyjścia?! Dziecko to dziecko, ale rodzic, to rodzic!
Podpisuję się pod  słowami cytowanego na wstępie dzisiejszego wpisu kanclerza Zamoyskiego.
7 lipca 2014
„Śledź śledzi śledzia” - sentencja mojego autorstwa...:)

Tego typu zabawy słowne prowadziłam dawno temu ze swoim wnukiem – „Łapa łapę łapie” i inne, których już nie pamiętam. Śledzia dzisiaj wymyśliłam w związku z aferą podsłuchową. Nie o grubych rybach, ale o drobnicy. Tak będzie łatwiej i lepiej. Z wysokiego stołka spada się zbyt boleśnie.
Każdy coś tam podsłucha, chce czy nie chce, ale żeby na taką skalę i w tak zorganizowany sposób? To mi się nie podoba i uważam, że tacy ludzie powinni ponieść odpowiedzialność karną. Dzisiaj  we "Wprost" rozmowa Romana Giertycha i dziennikarzy: Piotra Nisztora i Jana Pińskiego. Giertycha nie darzę sympatią, zraził mnie do siebie reformami w szkole, gdy był ministrem oświaty, ale teraz przyznaję mu rację - chce podać Nisztora do sądu i słusznie. Piński już zaczyna umywać ręce, gdyż Nisztor też zaczyna go wystawiać do wiatru, jak wczoraj mówił po dzienniku w TV1.
Czy możemy mówić co chcemy? Prywatnie chyba możemy. Kto mi zabroni mówić z przekąsem o samej siebie, o tym co widzę, myślę i czuję? Problem w tym, że ja chcę to powiedzieć temu, komu chcę, a nie czynić z tego tajemnicę poliszynela, albo upubliczniać. To, co robią ci dziennikarze jest paskudne. Ja się na coś takiego nie zgadzam. Upubliczniają po 3 latach rozmowy!!!, to komu na tym zależy, kto ma w tym swój interes? Mimo, że język tych rozmów był poniżej poziomu kulturalnego człowieka, dlatego napisałam o śledziach, to uważam, że Tusk, który już zbyt długo męczy się i powinien odpocząć – oby tylko nie w celi więziennej po zmianie ekipy i dopiero historia, matka sprawiedliwa, go stamtąd wyciągnie - nie powinien się ugiąć. Ja na jego miejscu też bym się nie poddała.
A tak naprawdę - zwracam się do mężczyzn, ale i kobiety nie przebierają w słowach, przykład Beaty Tyszkiewicz którea rzuciła brzydkim słowem na jakimś tam konkursie – może z czystym sumieniem powiedzieć, że takich słów, chociaż raz w życiu nie użył? No! A literatura upstrzona brzydkimi wyrazami na k.. czy ch…? Pewnemu p. Kaczyńskiemu też się kiedyś wymknęło „s…dziadu”. Wsadzać wszystkich do pierdla i koniec!!! Tak?!
Mowa ojczysta ma być czysta!!! Hm! A pikanteria, a minoderia.... 
J.Szczepkowska napisała książkę, którą czytam „Kto ty jesteś”, gdzie pisze o swojej rodzinie. Rodzice Jędrka Szczepkowskiego prowadzili dom otwarty, spotykali się z w swoim gronie, ale po części wstępnej  mężowie żony odprowadzali do domu, dzieci szły spać, a mężczyźni wracali i teraz „bogactwo polskiego języka szło z fantazją ułańską” przy oglądaniu książeczki, którą Jędruś, późniejszy znany aktor, wypatrzył i obejrzał a rozmowy kiedyś podsłuchał. Cytuję za Szczepkowską: „ Winietka prezentowała łańcuszek przeróżnej wielkości fallusów, otaczających tytuł, który brzmiał: „Chujoturniej rycerski”. Ledwo mi to przeszło przez gardło, i co wy na to? A gdyby ich tak podsłuchano i upubliczniono rozmowy, to miałby się z pyszna i pan aptekarz, i sędzia i inni szanowani obywatele, którzy szukali jakiegoś wentyla, aby później przy żonie i dzieciach świecić przykładem. Och ci mężczyźni!
 
9 lipca 2014
"Jedz mniej! Bramy raju są wąskie". -
Archibald Joseph Cronin

Biegam od kilku dni od lekarza do lekarza, aby w czasie wakacji mieć święty spokój. Trochę to męczące, nie ma jednak innej rady. Wybrałam dzisiaj strój letni, przydatny na takie temperatury. Nie przyniósł jednak przewiewności, na którą tak liczyłam, z tej prostej przyczyny, że spódnica zrobiła się dziwnie obcisła. Nigdy tak nie było przecież.

A może czeka mnie taki scenariusz??? Wczoraj skarżyłam się mojej córce, że chyba mam chory żołądek, gdyż jego okolice zrobiły się zbyt widoczne. To naprawdę przykre. Popatrzyła na mnie dziwnie i nic nie powiedziała. Chyba z uprzejmości. Wróciłam dzisiaj do domu i przebrałam się w luźną bluzkę i koniecznie chciałam wbić się w krótkie spodenki, to jednak było niemożliwe. Brakowało z 10 cm aby zamek się mógł domknąć. Zdenerwowałam się okropnie. To jednak jest fałda tłuszczu, a nie chory żołądek! I kto jest winien, no kto? Kto niedawno przytaszczył mi bombonierkę wielkości połowy stołu?! Kto przynosi imbir kandyzowany i inne groszki? A ja później cierpię, nie mam się w co ubrać, i dziwnie wyglądam! Ja już nie mam siły się gimnastykować, a zgromadzone zasoby słodyczy przecież muszę jakoś zużytkować. Nie wiem co mam robić, mam przestać jeść. A co z moim  zbawieniem? Chciałabym do czyśca chociaż się dostać …
 
10 lipca 2014
"Czemuż miałby się bać ryzyka, kto nie ma nic do stracenia?"
- Seneka Młodszy
Doświadczenia z lekarzami mam duże, w końcu jestem staruszką i swoje już przeszłam. Mam nadciśnienie, rodzina mi przekazała, prawie wszyscy mają. Dawno już nie byłam u kardiologa, a trzeba już było zmienić leki, dostałam skierowanie i w styczniu bodajże odwiedziłam osobę oną. Tak dobrze nam nie poszło, zima była, u mnie ciśnienie skakało jak na trampolinie, dostałam więc skierowania na badania takie i siakie, leki sowicie w aptece opłacone, ale co miałam robić, dostosowałam się do sytuacji. Uczciwie muszę powiedzieć, ciśnienie się ustabilizowało, serduszko przestało pikać, ale pojawił się problem, o którym wspomnę półgębkiem. Dama nie powinna o takich sprawach mówić.
Znowu więc był korowód białofartuchowców, badania, prześwietlenia, USG i leki oczywiście. Sugerowałam, że może to być wynikiem zażywania nowo przepisanych leków. Nikt jednak nie chciał podjąć ryzyka, a z lekarzem zapisującym mi leki spotkam się dopiero we wrześniu, i odsyłali mnie, i odsyłali, a Kasa nich się martwi. Ja tych lekarzy rozumiem, w razie ryzyka, kto miałby wtedy odpowiedzieć?!  
W ostatnich dniach, ostrożnie, ale jednak zmniejszyłam dawkę leku i czas zażywania, trochę było lepiej. Poszłam wczoraj do lekarki, nie znanej mi, widocznie nowej, i ta, ubezpieczając się oczywiście skierowaniami na nowe badanie, ustawiła mi kolejność leków według moje sugestii… i pomogło. Wszystkie dolegliwości ustąpiły jak ręką odjął. Skutki uboczne zażywania leku, który biorę, występują bardzo, bardzo rzadko, ale zdarzają się, a ponieważ ja jestem osobą wyjątkową, zdarzyło się to u mnie. Ryzyko się opłaciło, nie mdlałam, nie wylądowałam w szpitalu, nie odeszłam do wtajemniczonych inaczej, jakoś wszystko się unormowało, a ja wypoczęta i radosna jak ptaszyna, już od rana piszę o swojej radości. Mam nadzieję, że może jak tak dobrze mi idzie, nawet do księdza w Szczytnikach się jakoś dozwonię. Mam potwierdzić lub wykluczyć datę śmierci osoby, która mnie interesuje. Niech Bóg mnie prowadzi, nie spocznę, aż sprawa fundatorów kościoła nie zostanie zamknięta. Należy im się to, za trud i ryzyko, które podjęli. 
11 lipca 2014
"Im większą masz władzę, tym większą musisz mieć cierpliwość". -
Seneka

Ręce człowiekowi już opadają. Mało to tych pozorowanych działań, wulgaryzmów, prób zaistnienia nie przynoszących nic nikomu, gadania dla gadania, to teraz jeszcze rękoczyny! Korwin Mikke chyba nie jest człowiekiem zrównoważonym. Nie będę już się rozpisywać o tej sprawie, gdyż dudni o niej w mediach, ale mnie osobiście jest wstyd za tego człowieka.
Kogo powołano do piastowania stanowisk, jacy ludzie dzierżą ster polityki… I co to teraz z tym zrobić?! Tego, co się stało, już się nie zmieni. Nawet gdyby przeprosił - a nie sądzę, aby to zrobił, gdyż pyszni się swoim czynem -  to co to zmieni? Fakt będzie faktem. A gdy zacznie się w przyszłości walka na pięści?! Jaki to będzie przykład dla tych wszystkich zabijaków czekających tylko aby wszczynać rozróby!
Wstyd Korwnie-Mikke, wstyd!!! W mysią dziurę powinien się pan schować i nie pokazywać się ludziom na oczy. Ja nie chcę takiej polityki, takich polityków i takiego reprezentowania mojego narodu.
12 lipca 2014
„Już cię kocham tyle lat na przemian w mroku i śpiewie…”
K.I.G.
Nie ukrywam, nie jest Pan mi obojętny, durzę się w Pana wierszach od lat, Karakuliambro, księżycowymi rymami obsypany i miłosnymi uściskami objęty! Miałam jechać odkrywać Twoje tajemnice schowane w izbach leśniczówki Pranie, całować pozostały po Tobie pył przypięty do źdźbeł zielonych traw i oprzeć się o ukochany przez Ciebie kamień… Wybaczę Ci już Natalię, i kobiety, z którymi w związkach trwałeś, i dzieci zrodzone z ich łon, najważniejsze, że talent Poeto miałeś!!! Czuła jestem na tym punkcie, Twoich wierszy szukam w Necie, gdyż wierzę, że w nich  „w lecie stary kot usnął pod lufcikiem krzywym na parapecie”, a chciałam koniecznie odnaleźć kocia – mama tak Cię przecież nazywała – poszukać weny ukrytej w leśnych paprociach, kłaniać się wodom jeziora, by we mnie o Twoich wierszach pamięć przetrwała…
A Ty co? Odradzasz mi podróż marzeń! Wymyślasz przeszkody - kleszcze, upał, zamknięcie przez godzin parę w blachach samochodu, szwankujące zdrowie – zwyczajnie nie chcesz, abym przyjechała, inny garnitur fanek już przymierzasz, zadurzony teraz w ich urodzie. I nie staraj się mnie pocieszyć, nie mów, że jeszcze się spotkamy, nie z Tobą spędzę te kilka dni, czasu to już nie mamy. Moje plany są jak motyl, który w wierszu uwieczniłeś, jestem takie NiToNiOwo, łowiące szczęścia chwile z rozdartym sercem i poranioną głową.

Na śmierć motyla przejechanego przez ciężarowy samochód- K.I.G.
Niepoważny stosunek do życia
figla ci w końcu wypłatał
nadmiar kolorów, brak idei
zawsze się kończą wstydem
i są wekslem bez pokrycia
mój ty Niprzypiąłniprzyłatał!


I Pranie odpłynęło!!! A myślałam, że teraz, że już, ale błysnęło, zgasło i unosi się tylko marzeń kurz i przymknięty radości futerał . Takie to jest moje motyle szczęście. 
 
13 lipca 2014
"Miłość ma przypływy i odpływy. Ma też swoje rozbite okręty, zatopione miasta, ośmiornice i skrzynie złota i pereł. Ale perły leżą głęboko." 
Erich Maria Remarque

Dostałam wczoraj zdjęcia. Patrzę na śliczną, zadbaną kobietę, dziecko i psa. Ojca i syna nie ma, małżonkowie już są w separacji. Byli to ludzie, o których się mówi, że do szczęścia było im brak tylko ptasiego mleka… Miłość była wielka, mieli wszystko, o czym tylko pomyśleli, a podzielił ich… rak. Co prawda udało się przezwyciężyć chorobę, ale kobieta stwierdziła, że ona nie może być w związku, gdyż to ją zbytnio obciąża. Mąż ją tak bardzo kocha, że zgodził się na wszystko. Kupił dla niej dwupoziomowe mieszkanie, zapewnił środki na luksusowe utrzymanie i teraz ona realizuje swoje marzenia. I co jeszcze można dodać? Meandry ludzkich losów są nie-do-odgadnięcia.
Mnie nikt środków na luksusy nie zapewnia, widocznie w tym życiu wyczerpałam limit na wielką miłość i nie mam co liczyć na jakieś "ustawienie się" w życiu, a los robi wszystko, abym tylko jakichś nadwyżek uczuciowych i finansowych nie miała, ale wczoraj dostałam śliczną sukienkę, jako zaległy prezent imieninowy, i cieszę się. Wszystkie kiecuszki  powyrzucałam, gdyż uważałam, że moje nogi nie są już do odsłaniania, ale teraz doszłam do wniosku, że jakie nogi się ma, to się ma, w końcu służą do chodzenia, a sukienka też się przyda. Teraz już nie muszę nikogo kusić, ściągać pożądliwych spojrzeń. Życie staruszki jest takie ułożone i spokojne. Przerwę wakacyjną ogłoszę z pewnym opóźnieniem, gdyż wyniknęły przeszkody natury rodzinno-splątaniowej. Nie mam na to wpływu. Jakoś tak się składa, że wyhamowałam od razu z pracami przygotowawczymi, rozłożyłam je w czasie. Wychodzi ze mnie coś, co można nazwać małym lenistwem, ale zrobię co należy, zrobię. Teraz przymierzam sukienkę, raz po raz, tak mi się podoba. A nogi nie są jeszcze takie najgorsze. Staruszka też miewa chwile swoich małych radości.
 

14 lipca 2014
"Wypoczynek, jak wszystko, kończy się zmęczeniem."
- Aleksander Dumas (ojciec)
Informuję wszystkich, którym na sercu leży moje dobro, oraz tych, którzy uważają, że jak mnie tutaj nie ma, to może oznaczać tylko chorobę lub śmierć, że od dzisiaj, no może od jutra, zaczynam wypoczywać. To wielkie słowo, ale tak to ma się nazywać. Nie wiem jeszcze dokładnie, jaki to przybierze obrót, gdyż z tymi sprawami nigdy nie wiadomo do końca jak się potoczą. Pogodę zamówiłam, gości ściągam do siebie, a później niech będzie, co ma być. O drobiazgach, typu finanse nie będę wspominać, po co psuć sobie humor…
Zawieszam pisane Dniewnika z tej prostej przyczyny, że nie będę miała możliwości siedzieć przy laptopie. Mam nadzieję, że Szanowni Czytelnicy będą wyrozumiali, wykorzystają ten czas aby zaglądać jednak tutaj, przewertować inne działy mojej stronki, może warto. Sama któregoś wieczora zaczytałam się w przygodach kota Pota i bardzo się wzruszyłam. Nie wspomnę już o moich wierszykach, ich bogatym potencjale uczuciowym i różnorodności tematów. Wychwaliłam swoje poczynania, mam nadzieję, że zachęciłam, a teraz życzę Wam i sobie przyjemnego wypoczynku. Zamelduję się tutaj, gdy zostanę znowu sama w czterech ścianach, z widokiem na murawę i ogródki sąsiadów. Wakacje, tak jak wszystko w życiu, kończą się w swoim czasie i zaczyna się szaro-dniówka. Ukłony przesyłam, trzymajcie się.
 
suma wejść na stronę - 269689,
odwiedzających - 91098,
dzisiaj -23
Reklama
 
Motto strony
 
„Pamiętaj, że każdy wiek przynosi
nowe możliwości.
Daj z siebie wszystko – inaczej oszukujesz samego siebie.”
Nie, ja nie milczę (Halina S.)
 
Nie, ja nie milczę, ja czekam
na krawędzi cichych marzeń
na czas, który ku mnie idzie
i za chwilę się wydarzy.

Nie, ja się nie boję życia,
z uporem kroczę do celu,
nigdy nie milczę ze strachu.
Żyję jak chcę, przyjacielu.

Szeroko otwieram oczy,
wpatruję się w ciszę nieba
śledzę utarte szlaki gwiazd,
ważę ciężar słów, tak trzeba.
 
Image and video hosting by TinyPic
Firma JUNESSE
 
Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE > Firma JUNESSE [kliknij]
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=