sierpień 2014
4 sierpnia 2014
Sierpień wysusza wiatrem rozkołysane drzewa, liście zwija w tutki i zażółca trawy, zapachem słomy mości drogi wzdłuż pól najeżonych rżyskiem i w spiekocie południa wykrzykuje słowa – Półmetek wakacji nadszedł! Dla mnie to prawie koniec. Upaliłam się już w jastarnianym słońcu, bryzgami fal ochłodziłam strudzone ciało, przebiegłam jak zwykle do Juraty szybkim truchtem napawając się wysokim poziomem życia elit tam się chłodzących rozbryzgami morskiej piany.

Bałtyk sie burzył i pienił. Ulubiona zabawa wczasowiczów - skoki przez fale.
Tydzień mignął i zgasł, wróciłam na ziemię kujawsko-pomorską, do własnych czterech ścian teraz nadmiernie zagęszczonych ludźmi, na upalony żarem skrawek plaży w Pieczyskach nad Zalewem Koronowskim… Wszystko zgodnie z planem, z pogodą zrównoważoną i bezchmurną, z dobrym stanem zdrowia lekko naruszonym, ale to drobiazg. Teraz jest okazja, ukulturalniam się więc ciągana z imprezy na imprezę… To już ostatnie dni spędzone z wnukiem i jego rodzicami, więc także pichcę, sprzątam i dogadzam rodzinie rosnąc w babciną siłę! Dzisiaj mam dzień wolny, wszyscy wynieśli się do miasta P. gdzie spotkać się mają z koleżankami ze studiów, a ja cały dzień tonę w ciszy zakłócanej tylko zaokiennym wiatru zaśpiewem. Powolutku będę wyciągać z zanadrza wakacyjne przygody, albo i nie, zobaczymy co się będzie działo i co przyniesie nam sierpniowy wiatr, w którym z braku laku jestem zakochana jak poeta Gałczyński, którego w Praniu nie odwiedziłam, a szkoda. Przepraszam Mistrzu! A zresztą, nie dla mnie Pan wiersze pisał, nie mam więc zobowiązań wobec Pana.
5 sierpnia 2014
„Często, aby stało się to, czego pragniemy, trzeba tylko przestać robić to, co robimy.” Lew Tołstoj
Stałam się posiadaczką poradnika „Dziennik perfekcyjnej pani domu 2014” Weroniki Łęckiej. Czytałam go w przerwie nocnej, gdyż jestem sama w dalszym ciągu, towarzystwo się bawi w P. i nie wrócili na noc. Ponieważ jest już niedostępny w sprzedaży, podobno!, podzielę się z Wami informacjami, gdyż znalazłam tam dawką przydatnych informacji, a że jestem dobrym człowiekiem, nie zatrzymam wszystkiego dla siebie, to wiadomo!
Z paznokciami pomalowanymi na zielono - tak, tak staruszka ma prawo do odrobiny szaleństwa – a to, że bliska mi osoba z tej racji nazwała mnie jaszczurką!, nie pogrążyło mnie w niemocy, szukałam dzisiaj źródła nieprzyjemnego zapachu w kuchni. Nie miałam pojęcia skąd pochodzi. Wczoraj wysprzątałam kuchnię perfekcyjnie!!! Okazało się, że w pojemniku na ziemniaki jeden rozłożył się doszczętnie. To było bardzo nieprzyjemne. Ziemniaki zakupiłam niedawno, a jednak stało się. Ranek spełznął na usuwaniu intruza i czyszczeniu kosza na śmieci według instrukcji poradnika:
„Wiadro na odpadki trzeba codziennie opróżniać, a raz w tygodniu myć gorącą wodą z dodatkiem detergentu. Po wypłukaniu należy natrzeć je szmatką zwilżoną denaturatem, na następnie jeszcze raz wypłukać, wysuszyć i wyłożyć dopasowanym workiem jednorazowym.”
Denaturatu nie miałam, jakoś nie używam, ale zdezynfekowałam kosz octem, też dało dobry efekt. Teraz idę szukać mojego szczęścia na bazarku. Może moje pragnienie się spełni.


Pogoda barowa i o Pieczyskach nie ma co myśleć, może tam luźniej się zrobiło, ale co ja bym tam robiła, naprawdę nie wiem. Może już można chodzić po piasku gołą stopą, gdyż w niedzielę się to nie udawało, parzyło jak licho!!!




7 sierpnia 2014
„Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy, ponieważ wiedza jest ograniczona.”
Albert Einstein
Zostałam sama w pustym domu. Przecież było wiadomo, że taka chwila nadejdzie, ale trudno się z nią pogodzić. Aby odreagować stres zabrałam się do porządków, prania i przemeblowywania. Wyobraźnia mnie nie zawodzi, zawsze coś wymyślę. Meble te same, ale zdecydowanie zmieniły położenie. Tylko uporam się z finansami, kupuję nową kanapę i fotel. Niech tam sobie myślą co chcą, że staruszka, że już się nie opłaci, ale ja tych starych gratów mam już dosyć! Poczyniłam już wstępny rekonesans, podpięłam się pod poczynania córki i razem odwiedziłyśmy kilka sklepów meblowych. Co prawda dziecko stwierdziło, że zanim dokonam zakupu, wyprodukują już nowe modele, ale nich tam. Lepiej wiedzieć wcześniej, co w trawie piszczy.
Dzisiaj wstałam wcześniej, gdyż jakoś nie mogłam spać i zainteresowałam się „Wysokimi Obcasami”, które „ktoś” mi położył na stoliku. Bez Szczepkowskiej to już nie to! Przeczytałam kilka artykułów, popijając w kuchni zieloną herbatę, kiedy wszyscy jeszcze spali. Zainteresowałam się Ireną Jurgielewiczową. Przypadł mi do gustu fragment jej notatek: „Nowa faza starości: dominacja ciała. Walka z tą dominacją.(…) Lęk o fizyczność – przy braku lęku przed śmiercią. Może ze wzglądu na braki fizyczne – tęsknota do śmierci? (…) uczucie, że nikogo nie obchodzę, nikogo nie ciekawię. Podziwiają mnie - i unikają?”
Znam to uczucie, widocznie to syndrom starości. Pani Irena była trochę starsza, dobiegała setki, ale starość lat nie liczy. Staruszce wszystko jedno! Co prawda, lato daje mi możliwość odmłodzenia się nieco i odsłonięcia moich opalonych nóg. Chodzę w krótkich spodenkach w domu, śmieci też wynoszę w tym stroju, ale po ulicy jakoś nie mam odwagi spacerować tak odsłonięta. To chyba już nie ten czas. Staruszką jestem a dzisiaj jeszcze podpadłam, gdyż pochrapywałam w nocy.
Rada praktyczna dla staruszek. „Aby uniknąć chrapania należy spać z nogami lekko uniesionymi do góry.” Nie chrapałam nigdy, ale teraz na starość, szczególnie kiedy jestem podziębiona, to mi się zdarza. Gdy w domu jestem sama, nie ma problemu, ale kiedy śpi kilka osób, jestem budzona. – „Babciu, nie mogę spać, chrapiesz!” Przewracam się wtedy na bok i zasypiam, nawet nie wiedząc kiedy. Szkoda, że szybciej nie przeczytałam tej rady. Może to być pomocne dla staruszków, panowie wiodą podobno tutaj prym. Znajoma skarżyła mi się, że śpi w oddzielnym pokoju, gdyż nie może wytrzymać ze swoim „chrapaczem”. Och, ta starość!
 
8 sierpnia 2014
„Talent rośnie w samotności, charakter wśród ludzi.”
Goethe
Wygląda na to, że zacznę rozwijać tę krzynkę talentu, jaka gdzieś tam we mnie tkwi, gdyż ludzie się wynieśli i charakteru nie będę mogą już kształtować. Uważam, że z całej rodziny najmądrzejszy jest mój wnuk! Córki ciągle mają mi za złe, że nie przyjmuję darów pieniężnych i muszę wysłuchiwać tyrad, jak należy przyjmować to, co mi chcą dać. A ja nie chcę i już! Mój mały wnusio - no tak się mówi, ale ja podnoszę głowę, aby na niego spojrzeć, przerósł mnie już o ładnych kilka centymetrów – wdał iście salomonowy wyrok: - „Mamo, zostaw babci pieniądze, jak jej braknie, to weźmie, a jak nie, to zostaną do następnego naszego przyjazdu.” Dla świętego spokoju wzięłam, schowałam i niech sobie leżą. Takiej rady nie mogłam zlekceważyć.
Ukuliśmy w tym roku slogan, którego autorem jest także wnuk – „Babci wina!”. Rozbawiały nas sytuacje, kiedy to babcię podejrzewano o niecne zamiary, mimo, że nie przykładała do tego ręki i wnuk musiał prostować „rozdrożne” sytuacje. Murem stał po mojej stronie, a dwuznaczność powiedzonka wzięła się także stąd, że babcia za nic na świecie nie chciała kosztować żadnego alkoholu, gdyż jej nie służy. Bardzo mi brak tego mojego mądrali i rozjemcy, obrońcy i towarzysza długich spacerów brzegiem morza, które odbywał tylko w moim towarzystwie, mimo, że trochę swarliwa ostatnio jestem i mam zgorzkniały wyraz twarzy rozświetlającej się tylko w towarzystwie wnuka. Bawimy się nieźle. „Śledź śledzi śledzia” to ostatnie powiedzonko brzego-morskie, aktualne jest także ubiegłoroczne lizanie nóg przez morskie fale i gilotyna piasku ucinająca nam stopy, gdy wypatrywaliśmy meduz i ratowaliśmy jakieś stwory morskie i owady wyrzucane na brzeg przez rozjazgotane bałwany.
Wieczorową porą nad zatoką w Jastarni. Na zdjęciach nie ma wnuka, gdyż zastrzegł sobie prawo do prywatności. Trudno. Prezentuje się natomiast moja córka i ja z miną lekko skrzywioną. Taki mój urok tego roku!
 
To wnuk ratował mnie z opresji, gdy po powrocie z koncertu „Demono”, na który zostałam zawleczona, a korzystając z okazji przez pootwierane okna wlazł do pokoju tak olbrzymi świerszcz, że w życiu czegoś takiego nie widziałam. Wędrował po ścianie pod samym sufitem, a ja chciałam go zgarnąć szczotką w stronę okna, za co odwdzięczył mi się skacząc wprost na moją pierś. Odpowiedziałam na to takim wrzaskiem, że wszyscy w pokojach obok pobudzili się. Mój mały rycerz, zaopatrzony w zmiotkę i śmietniczkę, wypowiadając słowa: - „Babciu, zaufaj mi! Dam sobie z nim radę.”, jakimś cudem zebrał go szybko i zwinnie na szufeleczkę i posłał w otchłań zaokiennej, czarnej nocy. Obyło się bez skoków i popisów świerszczowego olbrzyma. To był chyba jakiś władca świerszczy! Rankiem na ścianie za oknem siedział członek rodziny świerszczowej, ale już normalnych rozmiarów. Wyraźnie chciały się z nami zaprzyjaźnić.
Wczorajsze przemeblowanie wpłynęło pozytywnie na moją psychikę, ale za to, bolą mnie teraz mięśnie i stawy. Trzeba będzie kontynuować rozpoczęte działania, nie ma rady. Miło sobie jednak powspominać wakacje.
Rada praktyczna: - „Szorstkie ręczniki odzyskają miękkość, gdy zanurzymy je w gorącej wodzie z octem.”
9 sierpnia 2014
„Uroda jest po trzech dniach równie nudna jak cnota.”
George Bernard Shaw
Nie przez przypadek oparłam się o powyższą sentencję. Oglądaliśmy na dużym ekranie zdjęcia z przeszłości, gdyż akurat znalazły się na nośniku i doznałam szoku! Te akurat dotyczyły rozpoczęcia roku szkolnego mojego ukochanego wnuka. Dziecko małe, to oczywiste, ale babcia! Uśmiechnięta, na swój skromny sposób zadbana, szczuplejsza o wiele kilogramów, twarz z innego chyba wymiaru… Tak! Starość wdziera się do mnie przemocą. Nic na to nie poradzę. Dlaczego ja mam wobec powyższego wracać do przeszłości?! Zadawalam się tym, co jest teraz. Pewien ksiądz powiedział mi kiedyś, że gdyby ludzie byli wiecznie młodzi nikt nie chciałby umierać! A znajomy, odpowiadając na pytanie, czy chciałby być znowu młody odparł, że wygląd owszem, byłby do przyjęcia, ale rozum to zdecydowanie woli ten, jaki ma teraz!
Nie dla mnie wspomnienia, no chyba, że dotyczą one wnuka i moich córek, do tego wracam z radością. Właśnie na zdjęciu widać było pierwszoklasistę, który natychmiast po zakończeniu uroczystości szkolnych oczekiwał obiecanego przez babcię prezentu. Miała to być Gadunka. Bionicle byłe wtedy źródłem jego inspiracji. Uważał, że prezent będzie czekał w szkole. Poprzednio uzgodniłam z zięciem, że pojedziemy po uroczystości do sklepu i delikwent wybierze sobie sam prezent. Rozczarowanie było ogromne. Trzeba było zmienić wszystkie plany i najpierw kupić Gadunkę.
Takie wspomnienia lubię, dzielę się przeżyciami z wnukiem i zaśmiewamy się z naszych przygód. Babcią jestem i basta!
Rada praktyczna: Kurtkę puchową, jaśki i poduszki można wyprać w pralce automatycznej w temperaturze 30 stopni C. Aby puch lub pierze się nie zbryliły w czasie prania, należy wrzucić do bębna kilka piłeczek pingpongowych, a następnie wysuszyć.

 
10 sierpnia 2014
„Miernoty świata, udzielam wam rozgrzeszenia.”
Salieri w ostatnich scenach filmu „Amadeusz”
Obejrzałam wczoraj ten film, po raz już któryś. Pamiętam, gdy wyświetlano go w kinach. Moja córka, zresztą jak większość członków rodziny, będąc pod urokiem Mozarta, poprosiła o powtórne obejrzenie dziejów Mistrza. Przychyliłam się do prośby, trudno, istniała potrzeba, to trzeba i już. Poszłyśmy, ale filmu już nie grali. Akurat wyświetlano w kinie Oskard „Muchę”, więc gdy już przyszłyśmy, to obejrzałyśmy. Do dzisiaj słabo mi się robi na wspomnienie tego ohydztwa… Nie dziwię się, że wspomnienia wracają, mocne przeżycia osadzają się na trwale w pamięci.
Nie ma potrzeby mówić o filmie, wszyscy go chyba znają. Mnie interesuje geniusz Mozarta i zawiść Salieriego. Gdyby nie to, kto by do dzisiaj pamiętał o Salierim! Mozart miał doskonałe podstawy teoretyczne, ale to nie daje możliwości wybicia się, potrzebna jest jeszcze iskra boża. On ją miał, pisał to, co było w nim, w jego duszy. Salieri przecież też miał solidne podstawy muzyczne, ale nie płonął w nim płomień talentu. Pisał przecież zupełnie dobrą muzykę, tylko ona nie wybijała się ponad przeciętność. Nie mamy pewności, czy naprawdę z premedytacją szkodził Mozartowi, ale przecież zazdrość o talent istnieje od wieków. Kiedy już znalazł się w szpitalu, a wyrzuty sumienia nie dawały o sobie zapomnieć, wygłosił podobno słowa będące moim mottem.
Miernoty świata! Bardzo mnie to bawi. Jesteśmy w większości miernotami, piszemy, gdyż mamy taką potrzebę, śpiewamy to, co nam w duszy gra, fałszując niekiedy okropnie, powtarzamy w nieskończoność pasaże i tryle - dla siebie, i tych, którzy chcą nas słuchać - i nie oczekujemy sławy. Gorzej jest, gdy dzieje się inaczej. Ja robię coś tak długo, jak sprawia mi to przyjemność, gdy nie mam ochoty, po prostu kończę działanie.
Tomasz Piątek, zachęcając do pisania, radzi, aby nie pisać wszystkiego, coś zostawić na później i być bezlitosnym wobec siebie… Wiem jedno, gdy naprawdę mamy coś do powiedzenia, przychodzi wszystko szybko bez zbędnych rozmyślań i namyślań, po prostu piszemy i już. Gdy nie można sklecić kilku zdań, lepiej dać sobie spokój, i tak nic z tego nie będzie. Na Parnas, symbolizujący doskonałość osiągniętą w sztuce, niech wspinają się ci, którzy mają talent - niektórzy i tak spadną łamiąc nogi i ręce, a nawet duszę! - miernoty, niech przechadzają się u podnóża zerkając tylko w górę. Spacery przecież służą zdrowiu.
Rada praktyczna: Firanki staną się białe, jeśli w trakcie prania dodamy garść soli. Zszarzałe firanki uzyskają ładny, kremowy kolor, gdy do ostatniego płukania dodamy wywar z herbaty lipowej.
11 sierpnia 2014
„Żyd w sieni, pieniądz w kieszeni”

Dopadłam go wreszcie! Żyda z pieniędzmi na obrazku. Kupiłam w Jastarni, tylko nie wiedziałam do tej pory, gdzie go umieścić, aby zadziałał. Dzisiaj dopiero doczytałam w internecie, co z obrazkiem zrobić. Co prawda, trzeba było zacząć działania w piątek lub w sobotę, ale poniedziałek może też być pomyślny, według mnie oczywiście. Żyd zapewni mi wreszcie powodzenie finansowe, które mnie opuściło zupełnie i na dodatek spada na mnie deszczem rachunków jak rój Perseid na sierpniowym niebie. Niech Żyd się postara, proszę Żyda! Zawiesiłam go w przedpokoju, odwróconego do góry nogami, zatknęłam mu grosik na rozruch i do dzieła Żydzie, masz pracować na moją korzyść. Ma nastąpić dopływ kasy, rozumiesz!
Zastanawiam się tylko jak mu dać szansę. Przecież pieniądze nie będą kapały z obrazka!!! Przeczytałam podsuniętą mi przez życzliwą osobę książeczkę „30 pomysłów na zarabianie w domu”, ale jakoś mnie to nie przekonało do działań. Chyba tylko autor na tym zarobił. Już kiedyś zaczęłam takie internetowe zarabianie pieniędzy. Wszyscy znajomi musieli wysyłać SMS-y za pięć złotych, ja miałam dostawać z tego 50 groszy, a po uzbieraniu różnymi drogami odpowiedniej sumy, miano mi coś tam wypłacać. Kiedy w ramach działań zaczęłam dostawać oferty współpracy ze mną od młodych ludzi z fakultetami, znajomością kilku języków, zawrzałam wewnętrznie i napisałam swoim pracodawcom, co myślę o takim sposobie zarabiania pieniędzy. Napisali mi, że nikt mnie nie zmuszał i z hukiem mnie wyrzucili, gdyż osłabiałam im wizerunek, pisząc do ludzi, których zwerbowałam, prawdę, czystą prawdę.
Zobaczymy jak mi pójdzie z Żydem. Na początek zacznę od totolotka. Później pomyślę, co jeszcze mogłabym robić. Mam nadzieję, że Żyd mnie zainspiruje. Przecież po to go nabyłam.
Rada praktyczna: Aby wątróbka nie twardniała podczas smażenia, warto ją przedtem włożyć do zimnego mleka Można ją również posypać cukrem. Solić należy przed spożyciem.
12 sierpnia 2014
„Gdy mąż mówi o przebaczeniu, pewnie ma coś na sumieniu.”
Bridget Asher
,,Kwiaty od Artiego" ! Jestem w trakcie czytania. Urzekł mnie pomysł Lucy, głównej bohaterki, która odkrywa, że starszy od niej o 18 lat mąż, zdradzał ją bardzo intensywnie. Odchodzi od męża, ale wraca, kiedy ten - chyba z natłoku emocji życiowych!!! -  poleguje na łożu śmierci i stara się uporządkować wszystkie sprawy, łącznie ze sprawą syna, o którym żona nie miała pojęcia, że istnieje.
Lucy wpada na rozwiązanie, które mnie urzekło. Dzwoni do pań spisanych w notesiku Artiego i zaprasza je do trzymania warty przy stojącym o krok od śmierci mężczyźnie. Panie decydują się na przyjazd!!!:) Dom się zaludnia, emocje rosną, gdyż jedne go nienawidzą, inne wspominają z nostalgią i zaczyna się…
Temat niby ciężki, ale książka napisana jest wakacyjnie, bawi i wzrusza. Oczywiście bohaterowie nie wiedzą, co to są niedostatki finansowe i dlatego chyba im łatwiej podejmować takie decyzje.
Myślę, że są panowie, którzy bywają tak łasi na kobiece wdzięki i podboje, że taka terapia by im się przydała, bardzo przydała! Chciałabym zobaczyć wszystkie panie ustawione rzędem przed obliczem takiego delikwenta. Jak by się wtedy czuł? Czy wyróżniałby jedne, a inne tylko tolerował? Może pyszniłby się jak kogut, a może byłby zażenowany ilością zdobyczy?! Książka bardzo mi poprawiła nastrój.
Rada praktyczna: Wanna w łazience będzie czysta i błyszcząca, jeśli będziemy ją czyścić mieszanką soli i octu. Pożółkłą emalię można wybielić, czyszcząc ją roztworem soli i terpentyny.
13 sierpnia 2014
„Kochamy ludzi za dobro, któreśmy im dali, a nienawidzimy za zło, któreśmy im wyrządzili.”
Lew Tołstoj
Wczoraj na sierpniowym niebie jeden błysk udało mi się uchwycić, ale życzenie skierowałam dla innej osoby. Mam prawo. Później już niebo zaciągnęło się takim kożuchem chmur, że nic nie mogłam dojrzeć. Zabrałam się za lekturę. Skończyłam czytać lukrowaną wersję życia w postaci „Kwiatów od Artiego”, ale nie żałuję, miło wejść w krainę baśni. Przecież w moim wieku lubi się już karmić duszę fikcją, prawda za bardzo boli.
Ranek zmarnowałam wgapiając się w telewizor. Nie wiem co mnie podkusiło aby włączyć „Pytanie na śniadanie”. Pytań było wiele, odpowiedzi też, aby jednak nie zgnuśnieć zupełnie, ugotowałam w międzyczasie gar kompotu z jabłek w ramach popierania polskiego rolnictwa i teraz konsumuję. Surowe jabłka jakoś mi nie służą. Dla mnie są zupełnie niedojrzałe. Papierówki jadło się kiedyś prosto z drzewa, rozpływały się w ustach, miały niepowtarzalny smak, kruchość i aromat, teraz nadają się tylko na kompot. Jabłka mamy w porównaniu z resztą kraju dosyć drogie. Mogę akcję popierać, wyjdzie mi, mam nadzieję, na zdrowie. Jabłka można jeszcze przełknąć, ale to, co się dzieje na granicy Rosji z Ukrainą, wydaje się być dużo bardziej niebezpieczne. Mało tego, że ciągle trwają walki, to jeszcze teraz 280 wybielonych ciężarówek mknie w stronę granicy. Jakoś nie bardzo wierzę w pomoc humanitarną. Co Putin szykuje, do czego zmierza?! Czas pokoju wisi chyba na włosku.
Rada praktyczna: Owoce nie rozgotują się, jeżeli dodamy do wody odrobinę masła. Jabłka, gruszki i brzoskwinie nie ściemnieją w trakcie gotowania, jeśli dodamy plaster cytryny lub szczyptę kwasku cytrynowego.
14 sierpnia 2014
Szukający szczęścia jest jak pijak, który nie może trafić do domu, ale wie, że ma dom.”
Voltarie
Wczorajsze popołudnie spędziłam na spotkaniu z firmą Vigget Medica. Chciałam skorzystać z bezpłatnego badania układu krążenia. I skorzystałam. Bardzo mi się podobało, wkładasz paluszek do maleńkiego zacisku i masz wszystkie dane dotyczące spraw związanych z serduchem. Co prawda przetrzymali nas do końca spotkania aby otrzymać wyniki, ale coś za coś.
Jak zwykle starsi i zaradni na swój sposób ludzie, kokosili się na krzesłach starając się utrzymać swoje dobre miejsce do pierwszeństwa w badaniach. Zabawne to i żałosne, ale tak to już jest na starość. Prelekcja miała przybliżyć niezbędność urządzenia nazywanego RezonMed. Ma pomagać na około 40 schorzeń!!! Nie mam zaufania do urządzeń wielofunkcyjnych, ale cuda się zdarzają. I niechby już, chcieli sprzedać, więc zachwalali. Wprawiła mnie w osłupienie cena – ogólnodostępne urządzenie, które można zamówić na ich stronie internetowej to 5300 złotych! W cenie promocyjnej, na spotkaniu, jakoś tak w okolicach 3 000. Wyobraźcie sobie, że ci starzy, schorowani ludzie, rzucili się tłumnie do zamawiania tego cudeńka techniki… Nie można zaprzeczyć, że polem magnetycznym leczy się wiele schorzeń, ale za taką cenę! Wolę już chodzić do przychodni na takie zabiegi, czekam bo czekam, ale nie płacę.
Wspomnę tylko, tak na marginesie, że drogą losową przysiadł się do mnie pan, sympatyczny i wyraźnie spragniony kontaktów, liczący sobie 88 lat. O wszystko wypytałam! Tacy mnie teraz zauważają, a szkoda, że nie pięćdziesiąt lat temu, gdyż zupełnie dobrze się prezentował... Chwalił się, że jeszcze w zeszłym roku pływał, chodził z kijkami, ale teraz już słabnie. Szkoda! Pogadaliśmy sobie, aby jakoś ten czas minął do odebrania wyników. Mam słabość do przystojnych mężczyzn, bez względu na wiek. Tacy w wieku dwu lat też nawiązują ze mną szybkie i znaczące kontakty. Nagadamy się niekiedy aż do przesady, a dowiem się wszystkiego, od razu kawa na ławę, aż mamy mitygują latorośle. Ma się to podejście do mężczyzn.
Rada praktyczna: Ziemniaki, zwłaszcza w postaci puree, pomagają przy dolegliwościach żołądkowych.
15 sierpnia 2014
„Kobieta jest mądrzejsza od mężczyzny, ale najwięcej rozumu musi zużyć na to, aby ukryć ten fakt.”
Mary McCarthy
Nie mam w pełni przekonania do tej sentencji, ale miło się czyta. Sama wiem, że mężczyzna, który dostałby się w moje ręce, a nie imponował mi swoimi zasobami inteligencji, miałby ze mną ciężkie życie, nawet gdybym się starała i okazywała takiemu osobnikowi swoje względy. Byli tacy, których los uchronił od kontaktów ze mną i niech dziękują za to Opatrzności! Może to wynikać z mojego braku uznania do swojego rozumu i talentów i dlatego wspierać się muszę o zasoby innych!?
Dzisiaj wielki dzień, Wniebowstąpienie NMP, Matki Boskiej Zielnej, rocznica Bitwy Warszawskiej, Dzień Wojska Polskiego, ale w tle migocze „biały konwój” na Ukrainie, który może być początkiem końca spokojnego świata, do którego przywykliśmy i uważaliśmy do tej pory, że jest nam dany raz na zawsze. Zaczynam się bać, naprawdę… Słucham przemówienia Prezydenta i cierpnę z lęku. Myśl o tym, że moja mała stabilizacja, spokój rodziny, możliwość realizacji swoich marzeń tak długo skrywanych, mogą lec w gruzach, napawa mnie przerażeniem.
Czytam wiersze, które zawsze mnie nastrajają dobrze do świata, a w związku z Powstaniem Warszawskim, przywołałam twórczość Tadeusza Gajcego. Pociąga mnie u niego dążenie do zrozumienia świata i człowieczych losów, a przede wszystkim styl pisania. Geniusz! Że też tacy ludzie muszą tak wcześnie umierać…
„Miłość bez jutra” Tadeusz Gajcy -fragment
…Bo tyle tylko jest w nas ciepła,
co dłoń zdziwiona objąć zdoła,
i trwogi tyle, co zakrzepła
wyryje w twarzy łza jak z ognia,
i głosu w nas, co wydać może
w kielichu warg języka ostrze…

Są ludzie, którzy noszą w sobie bogactwo talentu. Przytoczę jeszcze fragment książki "Której imię wymazano", którą obecnie czytam, ale napiszę o niej później, gdyż wyraźnie zboczyłam z obranej ścieżki, która miała obrazować motto z nią związane. Myślę, że ten jej fragment, który mnie urzekł pomysłem, wpasowuje się w talent Gajcego.
„Pączek róży rośnie w mroku. Nie wie nic o słońcu, a mimo to dąży w górę w otaczającej go ciemności, aż wreszcie ściany więzienia ustępują i kwiat rozpościera płatki ku jasnym promieniom.”
Szkoda, że kwiat tak szybko ścięto.
Rada praktyczna: Ślimaki będą omijały nasze uprawy, jeśli wokół roślin rozsypiemy trociny lub pokruszone skorupki jajek.
16 sierpnia 2014
"Patrz w gwiazdy, a nie pod stopy. Bądź ciekawski".
Stephen Hawking
Foto Leonard
Zachód słońca nad zatoką w Jastarni, ładny, prawda? I taki „nie z tej ziemi”.
Nie mam siły pisać, pada, pada i pada… Boli mnie głowa, ogarnęła mnie niemoc, jaka zdarza mi się bardzo rzadko. Wszystko nastraja mnie źle - pogoda, moje mozolne poszukiwania, niechęć do działania. Niech ta sobota już minie.
Ukraina w ogniu, cieszyć się trzeba każdym dniem, gdyż nie wiemy, co nas czeka. Nie mam skłonności do katastrofizmu, ale czuję, że dzieje się źle. Świat się boi jakichkolwiek posunięć, aby nie rozpętać nowej wojny, która zresztą może już trwa. Są przecież tacy, którym byłoby to na rękę. Przez ostatnie tysiąclecie mieliśmy zaledwie kilka  lat bez działań wojennych. Zamiast skupić się na poznawaniu świata, pogrążamy naszą Ziemię w chaosie.
Stephen Hawking, schorowany naukowiec, twierdzi:- Choć życie może wydawać się trudne, zawsze jest coś, co możesz zrobić i osiągnąć sukces. Chcę mu wierzyć i go posłuchać, może to podniesie mnie na duchu…
Rada praktyczna: Skrobanie ryby będzie łatwiejsze, jeśli włożymy ją na chwilę do gorącej wody, a zaraz potem do zimnej. Łatwiej skrobać rybę tępą stroną noża, od ogona do głowy. Aby się nie ześlizgiwała, można posypać deskę solą.
17 sierpnia 2014
„Każdy mężczyzna ma jakieś zalety, trzeba mu je tylko wskazać.”
Erich Maria Remarque
Jako osobnik biegnący pod górkę do osiemdziesiątki, nie chcę się wypowiadać o jednostkach płci męskiej znanych mi osobiście, gdyż było by to sprzeczne z naturą, ale mogę chyba mówić uogólniając, nikt nie będzie się czuł wtedy dotknięty czy wyróżniony, ci w innym stanie istnienia także. Gdyby przyszli prostować opinię o sobie, byłoby źle. Ja nie mam ochoty na takie spotkania.
Mężczyźni lubią być chwaleni, gdy nie stosujesz tej zasady, jesteś na pozycji przegranej. Niestety, nimb uwielbienia musi otaczać mężczyznę, gdyż w przeciwnym razie znajdzie sobie kogoś, kto się tego trudu podejmie. Ze stawianiem na pierwszym planie urody, byłabym ostrożna, w pierwszej fazie znajomości, to niewątpliwie ma znaczenie, ale później, nie jest  już takie ważne. Ich interesują przymioty duszy i własna wygoda. Swoim męskim węchem zawsze znajdą kogoś, kto będzie dla nich odpowiedni.
Ostatnio spotkałam małżeństwo, bardzo zgodne i udane. Facet przystojny, elokwentny, zaradny, opiekuńczy, a małżonka, oj, na tym poprzestanę. I co z tego, że nie prezentowała się dobrze w stroju plażowym, miała kochanego męża, a głupie spojrzenia miała w nosie. Myślę, że stosowała zasadę, do której nawiązuję cały czas. Gdy im się o czymś mówi nieustannie, sami w to zaczynają wierzyć.
Musiałam trochę odseparować się od mojego nastroju, który wynikł, jak się okazało, z przeziębienia. Zatoki, gardło, uszy - ale już panuję nad sytuacją. Po obiedzie wybieram się do lasu, balsamiczne żywiczne powietrze zrobi swoje, tak myślę. Proboszcz dzisiaj nie mógł przeczytać w kosciele ogłoszeń, taki był zainfekowany. Nie jestem zatem odosobniona. Ja dojdę do siebie, nie dam się! 
Na świecie wrze. Konflikt coraz bliżej. Nikt nas jakoś do rozmów nie zaprasza. Ukraina w ogniu! Prawy Sektor grozi władzom marszem na Kijów. Rosja podrzuciła żołnierzy i uzbrojenie dla separatystów! Wypiera się wszystkiego w żywe oczy. Znowu zestrzelono samolot. Chiny opowiadają się jako mediatorzy w konflikcie. Ciekawa jestem po czyjej stronie, gdyż jakoś nie wierzę w załagodzenie przez nich konfliktu. Rasa żółta zaleje świat , przepowiadał w XVI wieku francuski lekarz i astrolog Nostradamus. Oby się nie spełniło.
Rada praktyczna: „Herbata uzyska ciekawy, intensywny aromat, jeśli do puszki włożymy laskę wanilii lub cynamonu.”
18 sierpnia 2014
„Tak czy inaczej żeń się: jeżeli znajdziesz dobrą żonę, będziesz szczęśliwy, jeśli złą – zostaniesz filozofem.”
Sokrates
Sentencja ta obrazuje stanowisko mężczyzn, a jak na to patrzą kobiety?
Wczoraj podziwiałam piękny krajobraz nad smolistą rzeką Brdą w Piaskach, dzielnicy Bydgoszczy. Las dębowy, sosnowy i olchy nad rzeką, skarpa wysoka, wąwozy, lśniąca w dole kręta linia rzeki, woda nawet u brzegów przejrzysta, jednak główny nurt czernieje, złowrogo szczerzy cienie zębiasto układające się przy przeciwległym brzegu, a w wodzie… ludzik, a właściwie chłopisko, niezbyt trzeźwy, gadatliwy i wyraźnie mający ciągoty do nawiązywania znajomości. Wszyscy jesteśmy ubrani w ciepłe bluzy, popołudnie chłodem spowite, a ten kąpieli zażywa, jak twierdzi, przez tę wydrę nie do dogania się, swoją „kobitę”!
Głosi swoją historię życia, głos po wodzie się niesie, wspomina noce, które spędzał na brzegu, gdzie my stoimy, nad ogniskiem upłynniając opary wypitego alkoholu, gdyż powrót do domu spotykał się z przepowiednią rodziców - Skończysz w rynsztoku opoju! A teraz znowu życia jesień, żona swarliwa, nie daje się napić do syta, wybiera się więc w niedzielę nad rzekę, pije, płynie do domu rzeką, aby wywietrzał i nikt nie szukał u niego butelki schowanej w kieszeń.
W końcu poderwałam wszystkich do odwrotu, nie mogłam już tego wytrzymać, pęczniało we mnie ziarno współczucia dla zniewolonej przez pijaka żony, który niedziele wybierał, aby wywietrzeć w wodach rzeki i przez tydzień jakoś się utrzymać w pracy… Bardzo go rozeźliło, gdyż stałam chmurna na brzegu ze słowem niezbyt pochlebnym pod jego adresem, a teraz miał stracić widownię, a przecież gotów był rzucić się wpław, aby podrywać młode panie. Niedoczekanie pijaczku, pomyśl lepiej, co się z tobą stanie! Brda to zdradliwa rzeka, dno porastają wodorosty, wystarczy zaplątać się i koniec.
Co my mieliśmy zrobić? Wezwać straż miejską? Przyjedzie za godzinę, a drugi brzeg zupełnie jest niedostępny dla pojazdów, wodniacy też zanim się zjawią, facio zdąży uciec. Zostawiliśmy go swojemu losowi. Teraz mnie to męczy. Może trzeba było go jakoś zmusić do zrezygnowania z kąpieli?! Słuchałam regionalnego radia, nikt nie utonął, widocznie dopłynął do domu. Co taki człowiek sobie myśli, co on ma w głowie?! Spalać alkohol pływając w zimnej wodzie! A w zimie? Tarza się w śniegu, czy może zakładając biegówki przeciera szlaki nad Brdą? Biedna ta żona, biedna, i on biedny, i dzieci, a Brda płynie jak zawsze, nocą księżyc świeci, olchy w wodzie się przeglądają. Masz takie życie, jakie chcesz mieć, gdy butelka jest powodem dla twojej chwały.
A mnie dręczy sumienie, że idiota mógł utonąć.
Rada praktyczna: Kiszone ogórki, które już są zbyt miękkie, znowu będą twarde, gdy do naczynia włożymy trochę sody.
19 sierpnia 2014
„Kim byłabym bez Donka? Pewno po prostu kimś innym. Kim on byłby beze mnie?”

Ja staruszka, zarwałam wczoraj kawał nocy, czytając „Miedzy nami” Małgorzaty Tusk. Stało się, lektura mnie wciągnęła. Nie jest to jakiś majstersztyk literacki, ale szczera opowieść o życiu, bez przymilania się czytelnikowi. Znalazłam tutaj wiele wątków, z którymi mogę się utożsamiać – no przecież nie z panią premierową, tylko z jej dniem codziennym, wychowaniem dzieci, zmaganiem się z trudami życia. Pani Małgosia tryska energią, nie daje się stłamasić, walczy o swoje małżeństwo, sprawdza się jako kochająca matka, jest życzliwa, otwarta, mądra. Nie omijają ich codzienne troski, walka o byt – te sposoby zarabiania pieniędzy przez męża, szycie i dzierganie małżonki – skąd ja to znam!!!
Ujęło mnie też uczucie ich łączące, to zresztą widać przy każdej okazji. Pan premier z czułością patrzy na małżonkę, szanuje ją i wspiera. Zastanawiam się, jaki był cel napisania tej książki - może ocieplenie wizerunku premiera, może podzielenie się swoimi przeżyciami z innymi kobietami, aby dodać im otuchy w zmaganiu się z życiem, trudno to tak jednoznacznie określić. Myślę, że książkę warto przeczytać.
Mam pewien dystans do takich lektur, ale bywa, że z ciekawość bierze górę. Nie żałuję zarwanej nocy. Życie lubi zaskakiwać, jak twierdzi autorka książki. Kim byśmy byli, gdybyśmy spotkali tych, a nie innych ludzi w naszym życiu?! Warto nad tym się zastanowić.
Rada praktyczna: Jaja sadzone udają się najlepiej, gdy wbijamy je na niezbyt rozgrzany tłuszcz. Mleko nie wykipi, gdy brzeg garnka posmarujemy masłem.
20 sierpnia 2014
„Nic nie zmienia bardziej naszych przyjaciół niż powodzenie; obojętnie, czy ich powodzenie, czy nasze.”
George Bernard Shaw
Maksyma ta odnosi się chyba do okresu, kiedy ludzie „narażeni” są na sukcesy. Starość niesie za sobą drobne osiągnięcia, przezwyciężanie złego fatum, zmaganie się z bólem, cierpieniem, samotnością, biegiem niepomyślnych wydarzeń wijących się jak wąż w chaszczach dni. Trudno to nazwać sukcesami, to walka o to, aby życie miało sens.
Dzisiaj, po nocy przespanej snem kamiennym, obudziłam się z chęcią do działania. Spisałam na karteluszku czynności do wykonania i zabrałam się działania:
- Wyczyścić zlew. Mam groszkowany, miał być mniej uciążliwy, a nie jest! Szoruję środkiem czyszczącym i szczotką. Zrobione.
- Wyprać swetry, póki czas. Dzisiaj dzień słoneczny. Zrobione.
- Zmusić do tkwienia w swoim miejscu roletę. Niby zrobione, ale nie wiadomo na jak długo. Rankiem musi być opuszczona, szczególnie w dzień słoneczny. Nie jestem w stanie wytrzymać naporu słońca, mój laptop też. Odbija moją podobiznę, a przecież nie palę się, aby oglądać staruszkę. Dostarczono mi dwustronnie klejącą taśmę, podobno konia ma utrzymać! Wszystkie rolety sprawują się dobrze, a ta, ciągle eksploatowana, nie wytrzymuje. Ta część okna się nie otwiera i roleta jest inaczej mocowana. Spoglądam na nią teraz i czekam - spadnie z łoskotem, czy wytrzyma. Gdy stałam na krześle, zmagając się z mechanizmem prostym i nieskomplikowanym, ale opornym na ludzkie działania, doznałam poetyckiego uniesienia. Spojrzałam w okno i rytm rozedrganych liści nasunął mi ogrom układających się w wiersz słów, byłam zaszokowana ich płynnością i urokiem. Może muszę wchodzić na podwyższenie, aby dominować nad otoczeniem i pisać wiersze?! Wtedy powodzenie mnie dopadnie i doznam zmiany dającej mi sukces… He, He!
Itd. Itp. Minie dzionek wypełnionymi wyznaczonymi na dzisiaj czynnościami, mój zobywany dzień w dzień Mount Everest,  aby wszystko miało swoje miejsce, sens i dawało satysfakcję - uporałam się, zrobiłam, nawet wtedy, gdy zbytnio nie miałam ochoty. To jest ważne, aby być czynnym, nie poddawać się, szukać sensu życia, nawet gdy widać już szczyt, do którego trudno dotrzeć, gdyż sił  brak. Nie poddam się, to jest moja maksyma.
Śniło mi się dzisiaj, że jestem już w poczekalni życia, lada moment mam przejść na drugą stronę. Liczyłam, że będzie to się odbywało uroczyście, podniośle, w spokoju, a ja byłam zabiegana, coś tam jeszcze kończyłam, przynosiłam, wypełniałam… Byłam zdegustowana takim odejściem.
Rada praktyczna: Spożywanie melonów zmniejsza ryzyko wystąpienia udaru i zawału serca. Mają one wpływ na obniżenie poziomu lepkości krwi, dzięki czemu działają przeciwzakrzepowo.
22 sierpnia 2014
„Nie lubię w Tobie milczenia i smutku…”
fragment listu Zbyszka Cybulskiego (Kutz „Portrety godziwe’)
Sama też nie lubię tych cech u siebie i u innych. Rozumiem okres żałoby, nieszczęść, wtedy tego się nie uniknie, ale na codzień? Po co to komu, sobie nie pomożesz, innym zatrujesz życie. Zmagam się ze swoją starością, gdzie fizyczność znaczona przemijaniem najbardziej mnie denerwuje. Wszystko jakoś znoszę, ale ja w wydaniu - staruszka słaba i krucha - nie daje  się w pełni zaakceptować.
Biorąc pod uwagę fakt, że koniec przecież kiedyś nadejdzie, może szybciej niż się spodziewam, postanowiłam, odkładając na bok grę, która nie pozwala mi się pokonać, http://gabrielecirulli.github.io/2048/
odpuszczę więc sobie, gdyż czasu szkoda – i zabiorę się za opracowanie i przeniesienie  na papier zebranych materiałów na stronie Miłkowic
http://milkowice.pl.tl/.
Głową muru nie przebiję, nie mogę ustalić tych nieszczęsnych trzech dat, nigdy też  chyba nie odnajdę zdjęcia dworu w Miłkowicach, no chyba, że zdarzy się cud! – może jeszcze w sprzyjających okolicznościach odwiedzę Archiwum we Włocławku, zobaczymy – ale nie ma co już dłużej czekać, muszę zabrać się do pracy. Będzie to chyba bezpieczniejsze, gdyż strona, gdyby się na nią długo nie wchodziło, może ulec likwidacji, mogą też zażądać opłat, a przecież ja też wiecznie nie będę żyła, może też przyjść moment, że nie będę w stanie już podołać obsłudze strony...  Muszę, wobec powyższego, podejść do sprawy  rozważnie. Rozwiązania, gdy już uporam się z pracą, są dwa. Kupić drukarkę laserową i samemu wydrukować, albo oddać do druku. Nie wiem,  co będzie lepsze i tańsze. Jestem zdecydowana i od poniedziałku, po przeniesieniu całości materiału do komputera, zaczynam działać. Zajmie mi to chyba kilka miesięcy, ale trudno, zrobić trzeba i koniec. Zbyt wielu ludzi dokładało starań, łącznie ze mną, i nie można tego, ot tak sobie, zaprzepaścić. Nie znaczy to, że nie będę szukała dróg dojścia, aby coś jeszcze nowego odszukać, ale skupię się teraz na opracowaniu. Życzę sobie wytrwałości i sukcesu w działaniu. Będzie mi to przydatne, bardzo!
Rada praktyczna: Na wysoko zawieszonych szafkach łatwo osadza się tłusty kurz. Aby dało się go łatwo zlikwidować, należy położyć na szafkach przycięte na wymiar gazety, które raz na miesiąc należy wymieniać.
23 sierpnia 2014
„Mężczyznę trzeba przyjąć takim jakim jest i od razu zacząć go zmieniać.” Joan Collins
Co za dzień! Wybrałam się na bazarek, aby zakupić pomidory. Muszę zacząć robić przetwory, będzie co będzie na tym bożym świecie, a zupa pomidorowa lub sos przyrządzone na bazie pomidorów ze słoika nie da się porównać z przyrządzonymi z przecieru zakupionego w sklepie. Poraził mnie widok skrzynek z prawdziwkami, i to jakimi, okazy nie z tej ziemi. Zadzwoniłam, umówiłam się, mimo ostrzeżeń, że trzeba wiedzieć, gdzie grzyby rosną, że to jeszcze nie sezon. Byłam nieugięta. Wszystko mnie gnało do lasu. Pojechaliśmy!
Grzybów to zbyt wiele nie było, ale trafiły się maślaki, prawdziwek oczywiście i podgrzybki. Las szumiał w górnych registrach, pachniał zabójczo i zachęcał do wędrówki. Po powrocie coś tam zjadłam i pozwoliłam sobie na drzemkę, jako że słabo kontaktowałam i czułam się zmęczona zdobywaniem stromych leśnych zboczy. Las pofałdowany był wewnętrznie! Zasnęłam snem sprawiedliwego na dwie godziny. Obudziłam się i z miejsca zabrałam się do pracy. Pomidory zrobione, dom sprzątnięty, i ja wyspana. Nie wiem, co będę robiła w nocy?! Taki haust tlenu i dawka ruchu przydała by się kilka razy w tygodniu…
Wieczorem ze wzruszeniem obejrzałam rosyjski film „Spaleni słońcem”. Lubię atmosferę rosyjskiej sielskości, sposobu bycia i bezpośredniość ludzi. Film kończy się tragicznie, ale reżyser udowodnił, że należy cieszyć się każdą chwilą szczęścia, gdyż nie wiadomo nigdy, czy jeszcze kiedyś się powtórzy. Na rozpacz i ból zawsze będzie czas. Teraz zastanawiam się, co mam robić dzisiejszej nocy? Marzyć i śnić, pisać czy może jednak spróbować zasnąć, nigdy nie wiadomo kiedy sen sklei oczy. Może się uda.
Rada praktyczna: Lekko wypłowiałe swetry można ożywić, jeśli zanurzymy je na 10 minut w zimnej wodzie z sodą oczyszczoną(1 łyżka na litr wody). Sfilcowany sweter można uratować, wkładając do gorącej wody z dodatkiem amoniaku spożywczego i zostawiając na dwie godziny. Potem trzeba go kilka razy pozagniatać, a następnie wypłukać w wodzie z dodatkiem płynu zmiękczającego.
25 sierpnia 2014
„Dobra rada to coś, co człowiek daje, gdy jest już zbyt stary, by dawać zły przykład.”
François de La Rochefoucauld
Na UTW powinny być prowadzone wykłady dotyczące etycznej strony starości. Te zaniedbania należy natychmiast nadrobić. Kto wie jak powinni zachowywać się staruszkowie? Przecież nikt z nas jeszcze tego nie doświadczał, skąd ma niby wiedzieć, że postępowanie wynikające ze statusu wieku może innych denerwować, a nawet doprowadzać do furii.
Stary człowiek daje rady w sytuacjach, gdy wie, że inne postępowanie się nie sprawdzi, ale "młódź"  wie swoje, i parzy się życiem, i uważa, że tylko taka droga, którą wybrała,  jest jej pisana. Ciekawą sprawą jest to, że po pewnym czasie nakierowują swoje postępowanie na właściwe tory, ale konia z rzędem temu, kto z nich się do tego przyzna. Po latach swoim dzieciom udzielają podobnych rad, które jakoś zaistniały w ich podświadomości. Wiem to z autopsji!
Z przykładem, którym staruszkowie świecą – chodzi oczywiście o prowadzenie się! – to już inna sprawa. Staruszek postępuje bogobojnie i uczciwie, nie ma jakichś nadzwyczajnych pragnień z tego prostego powodu, że następuje zanik hormonów przypisanych danej płci… I co wtedy, zmieniać orientację, nie ma sensu. Starzy ludzie nie są zbyt pociągający fizycznie, są bo są.
Wypływa jeszcze sprawa zacierania śladów bytu internetowego, takiego internetowego życia po życiu. Tu profil, tam adres e-mail, tu zdjęcia, tam dane osobowe, to wszystko fruwa w sieci. Umierasz, a tu ktoś słabo zorientowany w sytuacji składa ci np. życzenia imieninowe?! Internet wyszedł już temu naprzeciw. „E-zmarli” to serwis załatwiający te sprawy. Zapłacisz i nie będziesz snuł się po Internecie jak bezpański pies, chciałam powiedzieć - duch. Istnieje także wirtualny cmentarz ludzi i zwierząt. Może tam się lepiej zaczepię i będziecie mi wpisywać kondolencje. Już widzę jak to będzie wyglądało! Płacz i zgrzytanie zębów, tylko nie wiadomo kto będzie to robił, mój duch czy odwiedzający.
„Tylko w 2012 r. swoje osie czasu na Facebooku osierociło 3 mln użytkowników. Tysiące uczestniczyło w zdarzeniu: wypadek. Zakładając, że FB nie osieroci nas szybciej, za sto lat może straszyć pół miliarda duchów. Z 18 mln ocyfrowanych Polaków, 14 mln ma profile na FB. Jedyną wspólną cechą ich wszystkich jest to, że umrą. Serwery już konsumują ten ostatni event.”
O tych sprawach należy pomyśleć. Tego, co powypisywałeś pisząc komentarze, co polubiłeś, komu kliknąłeś, a kogo okłamałeś tak szybko się nie wykasuje. Rodzina może się wstydzić tego, co babcia napisała. Mamy prawo być wirtualnie zapomniani, wymazani, pogrzebani. Liczy się reputacja po śmierci. Wpisałam swoje imię i nazwisko w Googlach i oniemiałam. Ile czasu by mi zajęło usuwanie tego wszystkiego… Nie zdajemy sobie chyba do końca sprawy w co się wpakowaliśmy.
Dobra rada: Szorstkie ręczniki odzyskają miękkość, jeśli zanurzymy je w gorącej wodzie z octem.


26 sierpnia 2014
„Gdyby ludzie pragnęli bardziej własnego szczęścia niż nieszczęścia innych, mogliby niebawem mieć raj na ziemi.”
Bertrand Russell
My, nacja polska, mamy w sobie coś, co nas odróżnia od sąsiadów – jest to bezinteresowna zawiść i chęć uczestnictwa duchowego w nieszczęściach innych oraz chwalenie się tym, co posiadamy. Tylko mi nie mówcie, że nie. Przykładów z życia nie przytoczę, aby nie być posądzona o małostkowość.
Rada praktyczna: Kabinę prysznicową łatwo myje się gąbką zmoczoną w occie.

27 sierpnia 2014
„Ktokolwiek uważa, że małżeństwo to układ sił pół na pół, nie zna się albo na kobietach, albo na ułamkach.” Jackie Mason
Oczywiście takie podsumowanie zrobił mężczyzna! Mogę mu na ucho powiedzieć dlaczego daje się tak zniewolić i nawet nie protestuje, tylko stara się z całych sił aby żona była zadowolona.
Nigdy nie ma pół na pół, gdyż byłaby to stagnacja, a przecież życie to bezustanny kołowrotek doznań i pragnień, małych i dużych porażek i zwycięstw. Zależy, kto dominuje, kto bardziej kocha, albo bardziej pragnie.
Rynek towarów też coś ostatnio nie zna się na podaży i popycie oraz wynikających stąd cenniku towarów. Tydzień temu kupowałam pomidory na przecier. Dzisiaj zdziwiłam się niepomiernie, gdyż pomidorki zdrożały o 60 groszy! Niby nie tak wiele, ale przy takim nasyceniu rynku i niemożliwości zbytu na wschód, to chyba powinny tanieć, prawda? No trudno, poszłam z tym zamiarem, więc kupiłam, ale jakoś nie mogę się z tym pogodzić. Co wobec tego dzieje się z nadwyżkami?!
Jeden z rolników powiedział w radiu PiK, że będzie tymi zbiorami karmił kury i inne zwierzęta nie odrzucające takiej karmy - ogórków, pomidorów, papryki. Inny stwierdził, że ogórki są tak tanie, że nie może znaleźć ludzi do zbiorów. Oczywiście płaci proporcjonalnie do ceny sprzedaży. I co, ogórki zostały na polu. Ja się tym ludziom nie dziwię, ale czy nie lepiej byłoby sprzedać po niższej cenie, niż zmarnować zbiory. Jabłuszka i inne owoce też ceny mają bez zmian. Widocznie nasi rolnicy nie nastawiali się na handel ze wschodem i dlatego ceny się trzymają.
Rada praktyczna: Zapchany zlew można udrożnić, wlewając do rur butelkę coca-coli ( podobno żołądek też! ) lub jedną szklankę octu zmieszaną z ½ szklanki sody oczyszczonej. Po 15 minutach przelać gorącą wodą. Przy tej okazji usuniemy również nieprzyjemny zapach z rur.
28 sierpnia 2014
„Mądrym może być tylko ten, kto sam siebie nie uważa za mądrego.” Lew Tołstoj
No dobrze, wiemy już kto jest mądry, ale jak ocenić tego, który uważa się za mądrego, a nim nie jest? Jak postępować z takim człowiekiem? Osobnik taki kłamie w żywe oczy i dąży, depcząc wszystko co napotka, do wytyczonego celu, na to jakoś rozumu mu wystarcza. Inni mają skrępowane ręce, boją się podjąć radykalne działania, aby tego niby mądrego nie rozsierdzić, nie wywołać kataklizmu, kiedy to może zginąć ten niby mądry, naprawdę mądry i głupiec. Do czego ten świat zmierza?! Nie mam siły już nawet o tym myśleć.
Przeglądałam dzisiaj szufladę w komodzie, gdzie przechowuję dokumenty, ale także stare notesy i kalendarzyki z wpisanymi listami osób dla mnie ważnych.  Co roku przepisuję adresy i numery telefonów do nowego kajecika. Rejestr osób zmienia się. Ze zdziwieniem stwierdziłam, że niektóre nazwiska nic mi już nie mówią.W starych notesach wiele wpisów jest przekreślonych, ci już odeszli na zawsze, ale niektórych osób nie ujmuję już w nowych wpisach, gdyż jakoś przestają być ważne. Dlaczego to robię? Ze względów praktycznych, numery w telefonie łatwo wykasować, ale także to swoisty dług, który spłacam tym, których lubię i nie chcę o nich zapomnieć. I pomyśleć, że wszystko może przestać być ważne, może przestać być potrzebne i nikt nie będzie miał potrzeby pytać mnie o adresy czy numery telefonów, bo możemy nie mieć stałego miejsca zamieszkania i uciekać przyjdzie nam w nieznane, o ile oczywiście przeżyjemy. W czasie przeglądu podjęłam decyzję - wszystkie stare kalendarzyki ulegną kasacji. Widocznie nadszedł ich czas. 
Rada praktyczna: Pieczarki stanowią nie tylko smaczny dodatek do wielu potraw, ale mają korzystny wpływ na wzrost kości, zmniejszają ryzyko wystąpienia choroby Alzhaimera, pomagają usunąć chroniczne zmęczenie i działają stymulująco na rozwój flory bakteryjnej w jelitach.
30 sierpnia 2014
Bóg powiedział: „Ja, Pan, twój Bóg, ująłem twą prawicę, mówiąc ci: Nie lękaj się, przychodzę ci z pomocą.”
 Izajasza 41,13 Biblia Tysiąclecia
Festiwal światła to największe wydarzenie lata w Toruniu. Jedziemy. Mijamy po drodze „ubożuchną” świątynię budowaną na przedmieściach miasta, wpisującą się rykoszetem w nową linię kościoła budowaną przez papieża Franciszka. Błądzimy po mieście ulicami obstawionymi parkującymi samochodami, gdzie i szpilki nie wepchniesz. Nareszcie zwalnia się miejsce na parkingu. Osadzamy się na kilka godzin. Ludzie suną jak w procesji ku światłom. Ulica Szeroka z jednym kierunkiem ruchu pieszych zapchana do nieprzytomności. Ryczą głośniki, rozlewa się feeria świateł.
„Największą atrakcją jest gigantyczna iluminacja na ul. Szerokiej w Toruniu. Okazała konstrukcja o wysokości ponad 20 metrów połyskuje w rytm muzyki, imitując świetliste niebo nad głowami widzów. Galaxy Gallery przygotowana przez grupę Mariano Light nawiązuje do odkryć Mikołaja Kopernika. - Ta praca wpisuje się w astronomiczną tematykę festiwalu. Duża biała rozeta, umiejscowiona w centrum portalu, będzie symbolizować Słońce, natomiast kolorowe rozety - planety. W tej okazałej konstrukcji zostanie wykorzystanych 50 tys. mikrolamp LED, 1200 lamp imitujących gwieździste niebo oraz 150 lamp imitujących płatki śniegu - opowiada Agnieszka Marecka z Toruńskiej Agendy Kulturalnej.”
Chciałam wkleić jakieś zdjęcie, ale zrezygnowałam. W Internecie też marnota, która nawet w jakimś tam procencie nie oddaje tego, co można było zobaczyć. Cała ulica jak jedna wielka gotycka świątynia rozświetlona w sposób niewyobrażalny. Mój marny telefonik nie potrafił się z tym uporać, dałam więc spokój z robieniem zdjęć. Szczęśliwe po obejrzeniu tego, co się dało zobaczyć, wróciliśmy z boską pomocą do domu o północy, a deszcz z całą mocą niebios deszcz dawał się we znaki w drodze powrotnej. Czekam teraz na to, co będzie z grzybobraniem. Oj, chmurno i dżdżysto od rana! Może nie być grzybobrania.
A co będzie się działo dzisiaj w Brukseli? Nie lękaj się, chciałoby się powiedzieć Tuskowi! Z jednej strony splendor, a z drugiej „rozwichrzenie” na wschodzie. Unia Europejska już wkrótce będzie musiała podjąć kluczowe decyzje dotyczące sytuacji na Ukrainie. Ktoś to będzie musiał dźwigać na barkach, rozwikłać jakoś, dać światu odetchnąć od wojny?! Nie zazdroszczę tytułu i odpowiedzialności! Na dodatek pewien przywódca partii opozycyjnej – nie wymienię nazwiska, gdyż już jedna osoba mi powiedziała, że na mnie doniesie gdzie trzeba! – wypowiedział się na ten temat w stylu: niech go biorą, niech on idzie, byle go tutaj nie było! Ile w tych słowach jest żółci, zazdrości, ukazania ciężaru znoszenia premiera przez tyle lat, szukania szansy drogi do władzy!  Może nie tyle o rządzenie tutaj chodzi, ale o władzę właśnie. „On” mówił o tym „onie” z przekąsem, który nikomu na dobre nie wychodzi, tylko „on”, wypowiadający te słowa, chyba tego nie rozumie. Na powodzenie premiera patrzę też z perspektywy podatnika, gdyż jedna cela byłaby już wolna, jedna szubienica mniej stanęła by na ulicy, w sytuacji gdyby „on” zdołał jakoś się wedrzeć na to upragnione premierowanie. Władza nie jest wieczna, zawsze kiedyś się kończy, ale jakoś trzeba ją zdobyć, nawet po trupach, prawda „onie”?!
Przytoczę jeszcze fragment z „Portretów godziwych” Kutza. „Gierek… wybudował w Ustroniu dom obok domu Ziętka, bo chciał w jego sąsiedztwie przeżyć starość. Kiedy już obydwaj byli za burtą, w upiornym czasie stanu wojennego, Wilhelm Szewczyk pojechał sprawdzić, jak żyje stary Ziętek. Zastał ich obydwu w kuchni, zupełnie opuszczonych. Siedzieli przy stole nad nieudolnie otwartą puszką konserwy rybnej, krupniokiem i dwiema kromkami suchego chleba…
Edward Gierek… Żył w nędzy. I ona zmusiła go do prośby, aby władze belgijskie przyznały mu górniczą rentę za lata przepracowane w Limburgii. Otrzymał ją. Ostatnie jedenaście lat żył na koszt podatnika belgijskiego…”

Tak to z władzą bywa, raz na wozie, raz pod wozem. Ja mam tylko jedno pragnienie, niech świat nie dopuści do wojny. Temu, kto to zdoła to uczynić, niech Bóg poda rękę i powie; „Nie lękaj się, przychodzę ci z pomocą.”
Rada praktyczna: Jaja przygotowane do panierowania kotletów nie powinny być rozcieńczane wodą ani mlekiem. Aby panierka na kotletach był odpowiednio krucha, najlepiej wlać do jaj kilka kropli oleju.
31 sierpnia 2014
„ Szczęście nie znaczy nic, jeśli inni o nim nie wiedzą, a znaczy mało, jeśli do nam nie zazdroszczą.” Samuel Jahnson
Zjeździliśmy już chyba wzdłuż i wszerz pierścień lasów należących do kompleksów Puszczy Bydgoskiej łączącej się z Borami Tucholskimi, ale jakoś nie natrafiliśmy na swój pas. Idziemy w las w ciemno, będą grzyby albo nie. Dla mnie i tak najważniejsze jest, aby posłuchać szumu lasu, nacieszyć się zielenią drzew, pobrodzić w mchach, nasycić oczy delikatnym odcieniem wrzosów i oczywiści polować na grzyby! Ja grzybów zbytnio nie lubię, a już obieranie uczy mnie pokory i wytrwałości. Te lepiące się skórki, robaczywe trzony, to skrobanie, wycieranie i przyrządzanie mogłoby dla mnie nie istnieć. Poradzono mi ostatnio abym stanęła z urobkiem obok drogi i sprzedała, co zebrałam. Chcieli mnie nawet ubezpieczać, oczywiście nic za darmo, miałam się dzielić dochodem…
Chodzimy więc po zagajnikach, lesie wysokim - sosnowym i mieszanym i coś tam się znajdzie, ale nie jest to rekord  do wpisania w księdze Guinnessa. W końcu się poddałam, wracamy do głównej drogi skrajem sośniaka, gorąco aż pot zalewa oczy, szukamy cienia i schronienia przed upałem. Żywica wwierca się do nosa drażniąc węch, nogi już odmawiają posłuszeństwa. Z ulgą wchodzimy na drogę. Obok nas zatrzymuje się samochód. Sympatyczny i przystojny pan w średnim wieku hamuje, opuszcza szybę i głosem pełnym słodyczy pyta:
- Jak udało się grzybobranie?
- Nieszczególnie. Odpowiadam zgodnie z prawdą.
- A ja mam pełen koszyk. Zebrałem właśnie tam, skąd wracacie. Znalazłem pas, rosło po kilka grzybów obok siebie, nie mogłem nadążyć zbierać!
Miły uśmiech łagodnie rozświetla twarz, oczy śmieją się radośnie, duma wysuwa się spod otwierających się rytmicznie powiek…
Nie daję za wygraną, przecież we wnętrzu czuję już lekkie nakłucia zazdrości, ciągnę więc dialog.
- No niechże pan się pochwali tym zbiorem, jakoś nie chce mi się wierzyć, aby natrafił pan na taki pas szczęścia.
- W bagażniku mam grzyby, naprawdę proszę mi wierzyć, plon był obfity.
- Do widzenia, może wam też się uda jeszcze coś znaleźć.
Szyba unosi się w górę, uśmiech nie schodzi z oblicza grzybiarza, samochód rusza do przodu.
Nie ma więc większego szczęścia niż podzielić się sukcesem z bliźnim, niech mu szczęki zesztywnieją z zazdrości, niech się skręca z niemocy. Mnie się udało, znalazłem swój pas! Ja też nie odpuszczę, będę szukała swojego pasa do utraty tchu.
Z grzybami mi się tak szczególnie nie powiodło, ale po powrocie z lasu odniosłam zwycięstwo nad opornym programem i udało mi się zrobić wykres na stronie http://milkowice.pl.tl/Nowo%26%23347%3Bci-.htm
Wykres piękny, wyrazisty, dokładny, bez niepotrzebnych odstępów, a przyczyniła się do tego niewątpliwie wędrówka po lesie. Dotleniony mózg pracuje na przyśpieszonych obrotach!!! Trzy dni męczyłam się nad właściwym zapisem, ze mną legion ludzi zaprzyjaźnionych i nic. Będę więc chodziła po lesie, aby się dotlenić, a może przy okazji trafi mi się też pas!!!
Rada praktyczna: Kminek zmielony z majerankiem w równych proporcjach to znakomity środek przeciw wzdęciom i zgadze. Może go dodawać do twarożku, ćwikły, pieczonych ziemniaków, kapusty, chleba.
 
suma wejść na stronę - 269750,
odwiedzających - 91100,
dzisiaj -25
Reklama
 
Motto strony
 
„Pamiętaj, że każdy wiek przynosi
nowe możliwości.
Daj z siebie wszystko – inaczej oszukujesz samego siebie.”
Nie, ja nie milczę (Halina S.)
 
Nie, ja nie milczę, ja czekam
na krawędzi cichych marzeń
na czas, który ku mnie idzie
i za chwilę się wydarzy.

Nie, ja się nie boję życia,
z uporem kroczę do celu,
nigdy nie milczę ze strachu.
Żyję jak chcę, przyjacielu.

Szeroko otwieram oczy,
wpatruję się w ciszę nieba
śledzę utarte szlaki gwiazd,
ważę ciężar słów, tak trzeba.
 
Image and video hosting by TinyPic
Firma JUNESSE
 
Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE > Firma JUNESSE [kliknij]
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=