grudzień 2017
1 grudnia 2017
Człowiek zniewolony przez ubóstwo nie jest wolny – powiedział dzisiaj w radiu PiK pan biorący udział w dyskusji. I miał rację. Ubóstwo ogranicza działania, wpływa na sposób postrzegania świata, ustawia w hierarchii społecznej.

W 2016 r. odnotowano znaczący spadek zasięgu ubóstwa skrajnego oraz ubóstwa relatywnego. W 2016 r. w ubóstwie skrajnym żyło prawie 5% osób (wobec niecałych 7% w 2015 r.), a w ubóstwie relatywnym – nieco mniej niż 14% osób (wobec niecałych 16% w 2015 r.). Obserwowane w 2016 r. ograniczenie rozmiarów ubóstwa skrajnego oraz relatywnego dotyczyło zdecydowanej większości analizowanych grup ludności, w tym wszystkich grup społeczno-ekonomicznych.
Państwo wyznaczyło ustawową granicę ubóstwa, tj. kwotę dochodów (kryterium pomocowe), która zgodnie z obowiązującą ustawą o pomocy społecznej uprawnia do ubiegania się o przyznanie świadczenia pieniężnego. Dochód na osobę w rodzinie do wysokości 514 zł, a w przypadku osoby samotnej 634 zł, oczywiście brutto, uprawnia do ubiegania się o pomoc społeczną.
Jeśli zarabiasz co najmniej 7127,33 zł miesięcznie brutto (85.528 zł rocznie), to znaczy, że należysz do kilkunastu proc. najlepiej wynagradzanych pracowników w Polsce. Dochód powyżej 85.528 zł rocznie, można było by więc nazwać granicą bogactwa. Co ciekawe, to jeśli bogacz uceluje z dochodami w ten dochód graniczny (85528 zł, plus np.: 2 zł), to zapłaci nawet podatek niższy niż do tej granicy, tj 17,35 proc. (14839,02 zł: 85528 zł) przy 18 proc. podatku do tej granicy dochodów.

Ktoś kiedyś powiedział, że ciągle od lat się skarżę na braki w finansach.Wyjaśniałam to już kilka razy, ale przecież nie wszyscy muszą mnie czytać na okrągło. Odchodziłam na emeryturę wcześnie, gdyż tak postanowiłam, z emeryturą w miarę zrównoważoną, ale los, ten drań, rzucał mi kłody pod nogi. Kuroń z Suchocką odebrali mojemu rocznikowi wszystkie dodatki, które podwyższały emeryturę, prawo zadziałało wstecz, choć nie miało prawa. Była później rekompensata, ale się rozmyła i jej nie ma. Byłam także bardzo honorowa. Nie pojechałam na komisję, gdyż uważałam, że gdy moje gardło skrzypi, mam chorobę zawodową, powinnam dostać, co mi się należy, ale nie pojechałam, nie dostałam tych 400 czy 500 zł i już. Przeszło minęło, emerytura jest, jaka jest.
Nie jestem bogata, ale też nie jestem uboga. Tak naprawdę, to nie ma sensu narzekać, jestem zaradna, pracowita, pomysłowa, radzę sobie. Koleżanki i koledzy z mojego byłego zakładu pracy fundusz socjalny dzielą równo, choć nie muszą, i wszyscy emeryci dostają kwoty, nie oszałamiające, ale zawsze ratujące budżet, trzy razy w roku. To bardzo ładnie z ich strony. Znam zakłady, gdzie emeryci dostają tylko raz coś tam, a są takie zakłady, że nic nie dostają. Są ludzie i ludziska, tak jak wszędzie. 500+ nie wypaliło i mogę się założyć, że nawet jak ustawowo wejdzie w życie, nie wzbogaci to istotnie mojego budżetu, gdyż jak zawsze będę miała 2 zł nadwyżki i nie będzie mi to przysługiwało. Przeżyjemy i to.
Piszę o tych sprawach dlatego, że wielu ludzi jest jeszcze w gorszej sytuacji i chcę ich wesprzeć na duchu. Nie tylko dlatego, że mają małe emerytury, niekiedy mają większe niż ja, ale nie umieją sobie radzić z tym, co mają. Nie zawsze pieniądz jest sprawą decydującą, ale stan zdrowia, sprawność fizyczna, nastawienie do życia, sytuacja rodzinna i kilka jeszcze czynników decydują o poziomie i jakości życia. Trzymajmy się, wspierajmy się i bądźmy optymistami.

2 grudnia 2017
Uderz w stół, a nożyce się odezwą! Wczoraj utyskiwałam nad niedoborami finansowymi, a dzisiaj już jest odezw. Pewna jasnowidząca ma gotową receptę na to, jak mam zdobyć pieniądze. Świat jest naprawdę mały.

Dzisiaj nadszedł dzień, w którym ja, xxx medium i jasnowidząca, mam Ci coś do oznajmienia:
Szczęście czeka na Ciebie!
Możesz zdobyć jedną z największych wygranych w tym roku!
Pozwól proszę, że opowiem, jak
AUTOMATYCZNY DETONATOR PIENIĘŻNY
pomoże Ci zgromadzić niewyobrażalne bogactwo!
Halina, już od kilku dni prześladuje mnie jedna i ta sama wizja na Twój temat!
Widzę wyraźnie pewną nieznaną osobę, która zakleja białą kopertę. Ta koperta jest przeznaczona dla Ciebie i zawiera coś, co bardzo Cię ucieszy! Ta tajemnicza osoba pragnie Cię powiadomić, że już niebawem otrzymasz znaczną sumę pieniędzy!
Tak Droga Halina, to nie pomyłka: zdobędziesz bardzo dużo pieniędzy!
Jest mały problem, mam wysłać 249 zł, które ta pani pobierze z mojego konta! Tylko na to czekam!!! Niby taka jasnowidząca, a jakoś nie może prześwietlić mojego konta. Nie mam takiej kwoty na wyrzucenie, a od mojego konta wara i już. Natomiast ten pan z białą kopertą może przyjść, nie jestem już taka harda jak kiedyś to bywało. Jak chce mi dać, wezmę, tylko musi stanąć przed moimi oczami, żadnych anonimów.
Dostałam też niedawno propozycję, że umiera jakiś nieszczęśnik na raka i chce mi przekazać w przededniu śmierci cały swój majątek! I koniecznie chce numer mojego konta.
Totka na wszelki wypadek wysłałam, co ma wisieć, nie utonie.  
 
3 grudnia 2017

Apostoł Paweł napisał: Nikt nie widział, nikt nie słyszał, nikomu na myśl nie przyszło, co przygotował Bóg dla tych, którzy Go kochają. 1 do Koryntian 2,9 NT-WP
I to jest właśnie to, nie wiemy, co nas za pięć minut spotka, dużo, albo nic. Ze wszystkim musimy się pogodzić. Nawet to, że nasze działanie zmierza w jakimś kierunku, czy my jesteśmy tego sprawcą, czy działamy dlatego, aby to się wypełniło.
Zaczynam ocierać się o mieszkańców dworu, nie wiem, czy to tylko preludium do dalszych działań, czy mgnienie, abym sobie zbyt wiele nie obiecywała. W każdym razie podesłano mi zdjęcie rodzinne, gdzie jest siostra mojego dziadka, mieszkanka dworu, ale dworu jak zwykle nie ma. Zobaczymy, co los przyniesie.
 
4 grudnia 2017
Dni biegną szybko, wyprzedzają się wzajemnie i nie dają myśleć o sobie. Toczą się jak okrągłe kamyki, ranek popędza południe, wieczór dopiero zostaje na dłużej i nabiera ważności. Można przemyśleć różne sprawy, wyciągnąć wnioski i okazuje się, że nie wszystko jest idealnie. Bywa, że mając rację i udowadniając ją, można uczynić wiele krzywdy bliźniemu. Niekiedy lepiej się nie odzywać i czekać, co z tego wyniknie. Okazuje się, że rady nic nie pomogą, każdy musi się sam przekonać na swojej skórze, jak postępować w życiu. Problem tkwi w tym, że można byłoby uniknąć przykrych konsekwencji, nie wylewać łez niepotrzebnie, ale trudno. Tak było i chyba będzie.
Ten tydzień nie rozpoczął się dla mnie korzystnie, zdrowie trochę szwankuje, rozmyślania mnie przygnębiają, sen ucieka i na dodatek klawiatura sobie chyba ze mnie kpi. Nie wiem, czy to moje coraz mniej sprawne palce płatają mi figle, czy coś się dzieje innego, może naciskam niechcący jakieś skróty na klawiaturze, ale przenoszą mi się całe wyrazy w inne miejsca, uciekają gdzieś litery i muszę czytać tekst dodatkowo chcąc uniknąć błędów, albo dopisać brakujące litery. Jest to bardzo uciążliwe. Ograniczenie sprawności fizycznej mnie przygnębia.
Na dodatek w nocy spadł śnieg, było biało, a ranek rozmył wszystko w strugach deszczu. Do mojej plastikowej Stefy pierwszy raz przyszły w odwiedziny dwie ciekawskie kawki. Do tej pory trzymało się wszelakie ptactwo z daleka. Kiedy ujrzałam te wścibskie kumoszki-czarnuszki spacerujące po balustradzie balkonu, ze zdziwienia przysiadłam na krześle i obserwowałam to niecodzienne zjawisko. Lepiej aby się ze Stefą nie kumały, a sroki, gdyby im też takie odwiedziny zaświtały w głowisiach, będę przepędzać, nie jestem entuzjastką tych rozwrzeszczanych damulek.

5 grudnia 2017
Joanna Bator, polska znana i sławna pisarka, powiedziałabym twórczyni mroczna, zafascynowana Japonią, prezentuje nową książkę "Purezento" znaczy prezent. Słowo zasłyszane na dworcu dało początek powieści. Jest ciągle w podróży, poznaje świat i przemyca to w swoich książkach. Bez znajomości środowiska nie da się napisać wiarygodnej książki. W jednym z wywiadów mówi o sztuce kintsugi.

Jednym z moich największych odkryć było kintsugi, czyli sztuka sklejania potłuczonej ceramiki przy pomocy złota i żywicy. Wspaniała metafora. Pękają przecież nie tylko naczynia, ale też życia, serca, nasze wizje samych siebie. Dzięki technice kintsugi rozbita czarka na nowo staje się całością, która nie chowa swoich pęknięć i blizn. Złote blizny stają się częścią nowej tożsamości.
Wszystko można skleić, popękane życie także, ale to już nie jest to samo życie, to nowe życie i złote blizny dają o sobie znać. Stajemy się innymi ludźmi. Podoba mi się metaforyczne ujęcie całości, ale życiowo wolałabym nie mieć takiego znacznika. Nie lubię sklejonych naczyń, wolę się z nimi pożegnać. Z życia niestety nie daje się wyrzucić przeżyć, klęsk i bólu. Zapominamy, staramy się funkcjonować normalnie, ale tak naprawdę te rysy i pęknięcia sprawiają, że tracimy radość, lekkość i uśmiech.

6 grudnia 2017
Byłam grzeczna i prezent dostałam, bardzo się ucieszyłam. W staruszce jest coś z dziecka, radości co nie miara, gdy prezentem obdarzą cię ci, którzy dla ciebie są ważni. Za dowcippne wierszyki tutaj przesłane staruszka też dziękuje dygając kolanem. Trochę mnie dzisiaj rwie, ale dygać jeszcze mogę i po schodach wejdę! Dobrze jest staruszce na świecie. 

7 grudnia 2017
Poinformowano mnie, że blog http://halla.blog.onet.pl/ zostanie z końcem roku zamknięty. Nie pisałam tam już od dosyć dawna i nie mam żalu, że likwidują coś, co jest martwe. Nie mam też zamiaru ubiegać się o przedłużenie jego żywota. Stanie się tak z każdym naszym znacznikiem działania w internecie. Nie będę niczego ściągać, zachowywać, niech umiera, gdy na niego przyszedł czas. To dlatego wydałam książkę o Miłkowicach, wiem że taki los spotka też moje strony, gdy przejdę do wieczności. To tylko kwestia czasu.
Dzisiaj śledziłam przepychanki w Sejmie. Nie wiem dlaczego opozycja ogłasza votum nieufności wobec rządu? Tak naprawdę to opozycja nie istnieje, nie ma nic do powiedzenia, nic nie wskóra i niczego nie osiągnie, zostanie ośmieszona. Po co więc się szarpać? Na dodatek buta obozu rządzącego wszystkich równa z ziemią i obraża. Imć p. Terlecki był łaskaw wydać swoją opinię na ten temat i określić wystąpienie Schetyny jako bełkot. Ja bełkotu różnego kalibru dosyć się tutaj naczytam, ale mam przecież do wyboru, czytać i słuchać, albo nie! To u pisowczyków jest najgorsze, lekceważą wszystko i wszystkich. O ile rozwój gospodarczy jest prawdą, a nie fikcją zrodzoną na skutek sprzyjającej koniunktury światowej, nikt PiS władzy nie odbierze. Szydło pożegna się z funkcją premiera, ale kto zajmie jej miejsce? Niby wiadomo, ale nie tak do końca – Kaczyński, Morawiecki? Kaczyński zupełnie się na takie stanowisko nie daje, jest narwany, a to źle rokuje. W Morawieckim coś mnie odpycha, to niewątpliwie mądry człowiek, ale do pełnienia takiej funkcji trzeba mieć charyzmę, a on jej nie ma. Lepiej abym się myliła.
PiS mówi tylko o sukcesach i niewątpliwie je ma. Nie mówi o niedociągnięciach, drożejących towarach spożywczych, wpadkach ministrów, lekceważeniu ludzi przez rzeczniczkę rządu. Te chwalby są przerażające. Na dodatek na świecie tez wrze, Trump szaleje z Jerozolimą. Obyśmy do świat wytrzymali.


8 grudnia 2017
Emily Dickinson amerykańska poetka XIX wieku. Wyprzedziła swój czas, wydano jej wiersze dopiero po jej śmierci. Natknęłam się na jej twórczość przypadkowo i nie mogłam się oderwać od lekury. Poezja jest ponadczasowa, gdy jest prawdziwa, czas nie ma wiele do powiedzenia. Zaintrygował mnie motyw duszy.
303
Dusza dobiera sobie Towarzystwo -
I - zatrzaskuje Drzwi -
Jak Bóg - ma w sobie prawie Wszystko -
A z Reszty sobie drwi -

Nie dba - że tłoczą się Rydwany -
U jej pochyłych Bram -
Że na wytartym jej Dywanie
Przyklęka cesarz sam -

Wiem, jak z nią jest - gdy z Rzesz wybiera
Kogoś Jednego - raz -
Zamyka się jak Śluza - zwiera
W sobie - jak Głaz -
przeł. Stanisław Barańczak

1695
Jest samotność przestrzeni,
Samotność oceanu,
Samotność śmierci - lecz wszystkie
Igraszką są w porównaniu

Z tym innym odosobnieniem,
Polarnym tchnieniem głuszy:
Skończoną nieskończonością
Zamkniętej w sobie duszy.
tłum. Artur Międzyrzecki

9 grudnia 2017
Pojechałam dzisiaj z moją córką kupować prezenty dla rodziny na święta. Tłok, nie ma gdzie zaparkować samochodu, dużo ludzi, ale lepiej zrobić to teraz niż w przededniu kataklizmu świątecznego. Jestem zwolenniczką prezentów praktycznych, gdyż nie lubię dostawać czegoś, z czym później nie wiem co zrobić. Każdy powiedział co chce dostać i miałyśmy wybrać. Nie była to łatwa sprawa i w końcu tylko udało się zakupić prezent dla mnie! Miałam w planie coś zupełnie innego, ale urzekła mnie cudna bluzka wiśniowa w kwiatuszki i sweterek, który już zaanektowałam, gdyż przyda mi się teraz. Mam więc sprawę prezentów poza sobą, ja prezent mam i nie mam zamiaru martwić się o resztę, swoje zrobiłam! Niech inni się martwią!  Jestem staruszką, która uległa pokusie i nie żałuję, ponieważ w tej bluzeczce wyglądam kusząco… Nigdy nic nie wiadomo, a nuż błyśnie coś, pojawi się ktoś, kogo urzeknie staruszka w bordowej bluzeczce?!
Papież Franciszek takie sprawy rozumie, wezwał do zmiany modlitwy "Ojcze nasz". Zdaniem głowy Kościoła katolickiego znajduje się w niej jedna fraza, która dawno temu została źle przetłumaczona. Sformułowanie "nie wódź nas na pokuszenie" jest nieodpowiednie, bo to nie Bóg prowadzi człowieka do grzechu". Uważa, że powinniśmy mówić: "Nie pozwól, byśmy ulegli pokusie", bo to ja ulegam pokusie, a nie Bóg wodzi mnie na pokuszenie. Ojciec pomaga nam za to powstać z upadku.

10 grudnia 2017

Zabezpiecz się człowieku, miej świadomość, że możesz zapewnić sobie dostatek w nadchodzącym roku - łuska ryby do portfela, pieniądze pod talerzem i będzie lepiej. Oto wskazówki Wróżki:
Przełam się ze zwierzakami
Gdy nie chcesz wydawać kasy na weterynarza, poczęstuj czworołapych domowników opłatkiem
Zatroszcz się o rodzinę
Kiedy nie będziesz miała wszystkich na utrzymaniu, twój portfel odetchnie. Połóż więc pod każde nakrycie po monecie. W ten sposób zapewnisz domownikom dobre zarobki.
By był urodzaj
Potraw na stole powinna być nieparzysta liczba (a nie dwanaście). I musi się znaleźć na nim żywność pochodząca z lasu, pola, sadu, ogrodu i wody. A jeśli coś pominiemy, to albo nas nasze ogrody zawiodą, albo sprowadzimy nieurodzaj na kraj i wiadomo – będą wysokie ceny.
Kąpiel w złocie
W wigilijny ranek, pobiegnij do łazienki. Nalej wody do umywalki lub miski i wrzuć kilka monet. Teraz dopiero umyj w niej twarz, za każdym razem dotykając monet. Przyciągniesz bogactwo na cały rok. Jeśli bierzesz kąpiel w wannie, kilka złotych też nie zaszkodzi.
Ozdoby choinkowe
Powieś na drzewku orzechy, łakocie, miodowe pierniczki – to wszytko, by przyciągnąć bogactwo. A zajadanie się tymi smakołykami z choinki przyniesie z kolei dużo kasy. Również złote i czerwone kolory ozdób wróżą dostatek.
W trosce o pszczoły
By w bród było miodu, należy zawiesić nad stołem jemiołę. Przysłowie ostrzega, że „bez jemioły cały rok goły” – nie warto więc ryzykować.
● Cztery razy NIE
1. Nie kupuj nic w Wigilię – bo tego będzie ci brakować przez cały rok.
2. Nie pożyczaj niczego nikomu – bo skażesz się na niedostatek.
3. Nie miej długów – bo cały rok cię one nie opuszczą.
4. Nie śpij w dzień Wigilii – bo ściągniesz złodziei.

12 grudnia 2017
Jarosław Kaczyński wypowiedział się wyraźnie:
W sposób haniebny, obraża się kobiety, publicznie, przy kamerach, przy ludziach. Naszym zadaniem jest przywrócenie w Polsce przyzwoistości - mówił Jarosław Kaczyński podczas obchodów 92 miesięcznicy smoleńskiej.
To się nie powinno zdarzyć, ale co pan wyprawiał? Inni ludzie się nie liczą? Te „pieprzone dziady”, „mordy” opozycji? Najlepiej zacząć kulturę szerzyć zaczynając od siebie! Po takich poczynaniach nie ma pan prawa wypowiadać się na temat kultury.
Morawiecki może nareszcie zmieni coś w tej dziedzinie, widać, że ma klasę. Co prawda nie wiem dlaczego wczoraj zaprzysiężono ministrów! To tak, jakby do tej pory nie stosowali się do poprzedniej przysięgi, co będzie więc teraz, podwójnie zaprzysiężeni może będą bardziej prawi?! 

13 grudnia 2017

Dzisiaj zupełnie inny nastał nam dzień, słoneczny, radosny, pełen dobrych energii. Wyspana i wypoczęta jestem innym człowiekiem. Wczoraj zasnęłam o 4 rano. To był koszmar. Snułam się później po domu jak swój cień, tak naprawdę nic nie zrobiłam, tylko okno w kuchni padło ofiarą wody i ścierek. Dzisiaj doszlifuję wszystkie słoiczki na przyprawy stojące na kantówkach podczepionych do haków rzemykami osadzonymi na kamieniach z dziurką, a jutro zasadzę się na okna i firanki. Od czasu do czasu trzeba wszystko wyczyścić i to właśnie nadszedł ten czas.
Po południu idę dyskutować na temat książki autorstwa  Emmy Donoghue „Pokój”.  Tematyka nadzwyczaj trudna, pisarka bazuje na wydarzeniach w Austrii, kiedy to Josef Feitzl więził i gwałcił swoją córkę przez 24 lata. Mimo, że „Pokój” napisany jest słowami dziecka, dla którego pokój stał się domem, jest pełen matczynej  miłości, jest to wstrząsająca opowieść. Na szczęście łzy i wewnętrzne moralne rozdarcie nad pokrętną moralnością ludzi mam już za sobą. Jeszcze tylko dyskusja, która chyba łatwa nie będzie. 

14 grudnia 2017
  
Półki stan obecny. Z lewej strony obrazek Matki Boskiej Karmiącej. Mam już go kilka lat. Strzeże mnie od niedostatku. Mój telefon wszystko zaćmiewa, ale tak naprawdę blask zalewa kuchnię. 
Wczoraj byłam w euforii. Umyłam słoiczki na przyprawy i ten aksamitny blask bijący od ustawionych na półce zrobionej z kanciaków, czy jakoś tam to się nazywa, przyborników ziołowych, mnie uskrzydlał. Mimo, że zabierałam się za to dosyć długo, praca nie była ciężka. Dzisiaj zmierzyłam się z kurzem na firankach i oknami. Nie mogę powiedzieć, że unoszę się w górnych partiach szczęśliwości, zmęczona jestem jak licho. Firanki połyskują bielą, powietrze w mieszkaniu wysubtelniało, ale ja jestem obolała i zmęczona. To są właśnie blaski starości. Po obiedzie wymyłam jeszcze paterę i kamienie tam ułożone i nic więcej już nie zrobię, zalegnę na kanapie i nich się dzieje, co chce. Jeszcze parę dni do świąt, może więc się wyrobię ze wszystkim, a jak nie, to się świat też nie przewróci do góry nogami.
Jestem zupełnie zdeterminowana zaistniałą sytuacją i ostrzegam pewien portal, który z sympatii odwiedzam, że jak będą tak pisać, jak piszą, byle zbyć, to nie będę tam zaglądać. Macie wybór, i radzę wziąć pod uwagę wystosowane ostrzeżenie.
Obcuję obecnie z geniuszem. Zapałałam znowu miłością do Ernesta Hemingwaya i przytaszczyłam z biblioteki kilka książek. Dzisiaj w nocy zaczęłam lekturę od opowiadania „Stary człowiek i morze” i jestem usatysfakcjonowana. Kubański rybak Santiago wyrusza na połów. Złowił marlina, olbrzymią rybę, holuje ją do brzegu, jednak rekiny zjadają cały jego łup. Ta minipowieść napisana jest świetnie, prostymi zdaniami, jest pełna emocji. Stary człowiek ma wytrwałość i wiarę w siebie. Nie odkrywam tutaj Ameryki, ale czytałam to lata temu i teraz mogę pasjonować się dobrą literaturą na nowo.
Ja przy nowym biurku postaram się otrzeć o geniusza, nigdy nic nie wiadomo. Ja nie chcę być sławna, chciałabym tylko napisać coś z pazurem. przed zejściem z tego świata.

15 grudnia 2017

Dzisiaj w nocy rozwiązywałam krzyżówkę – piszę, aby pocieszyć wszystkich nie mogących spać w nocy, starość tak ma. Była to jolka typu zakrętasy okienkowe, nie lubię takich, ale jak już zaczęłam, nie chciałam rezygnować. Jeden wyraz wpisałam nie tak, jak chciał autor krzyżówki i męczyłam się jak potępieniec. W końcu wszystko wymazałam i zaczęłam od drugiej strony. Krzyżówka wcale nie była aż taka trudna, ale użyłam określenia monitor, a oni chcieli ekran. Właśnie radykalna zmiana przyniosła efekt. Tak to już bywa
W życiu niekiedy też trzeba dokonać cięć, zwrotów, trzeba zerwać z przeszłością, gdyż inaczej człowiek nie posuwa się do przodu. Bywa to trudne, ale jak inaczej sprawy nie można rozwiązać, należy zrobić zupełnie nowe podejście. Dzisiaj może nie być dobrze, ale jutro z nowym układem będzie życie szczęśliwe. Szczęście to też jest sprawa względna. Nasz ogląd świata także. Po pewnym czasie zaczynasz inaczej patrzeć na wszystko i okazuje się, że to co było naszym nieszczęściem, było właśnie tym punktem zwrotnym.
Wystarczy już tych dywagacji, idę zrobić zakupy i biorę się do pracy. To najlepszy odplamiacz nieszczęśliwych nastrojów. Moja córka wczoraj obejrzała półeczkę z przyprawami i powiedziała, że gdybym nie powiedziała o co chodzi, ona nie widziałaby różnicy! A ja się tak starałam.
 
16 grudnia 2017
http://www.mojewypieki.com/przepis/szybkie-pierniczki
Oto przepis na naprawdę pyszne pierniczki, mają być na święta w wersji dekoracyjnej, teraz robocze do zjedzenia od ręki. To dzieło mojej córki. Usiadłam na moim najwygodniejszym z foteli z kubkiem ziołowej herbaty – kto jeszcze pije w szklance, ręka do góry! – kilkoma pierniczkami, krzyżówką i oddałam się stanowi szczęśliwości. Długo to nie trwało, trochę już jestem zmęczona tymi przygotowaniami, zabieganiem, zakupomanią – boję się, że niedługo zabraknie nawet drobnicy pod talerze w wigilię – i trochę się zdrzemnęłam. Zdarza mi się to coraz częściej, drobne drzemki w czasie dnia. Pamiętam babunię lub mamę drzemiącą w fotelu, z głową spuszczoną na piersi, chyba wkraczam w ten okres. Organizm broni się przed zmęczeniem, ale to chyba też skutek zbyt małej ilości snu, niekiedy przerywanego snu, a boję się o uzależnienie od tabletek nasennych.
W niedzielę mamy przynieść z piwnicy choinkę, poddam ją myciu i wietrzeniu na balkonie, a potem przybiorę ozdobami. Zrobiłam już w pokoju miejsce dla tego symbolu świąt i będziemy się nią cieszyć, aż mi się nie znudzi tym, że zabiera miejsce. Powinnam mieć salon, gdzie byłaby przestrzeń dla tego typu stroideł. To 20-parę metrów kwadratowych pokoju dziennego jest dla mnie, a nie dla choinki. Myślę, że podłaźniczka byłby jakimś alternatywnym wyjściem, ale jak ją umocować na moim betonowym suficie?! Jedna pani powiedziała, że mamy tutaj solidny beton, potwierdzam to, gdyż niejedno wiertło już złamało się, gdy trzeba było naruszyć ścianę. Zastanowię się na drugi rok, jak dożyję, nad podłaźniczką.
 

17 grudnia 2017

Dzisiaj prowadzący rekolekcje objaśnił nas, że mamy niedzielę radości. Udowodnił to w kazaniu, którym rozbawił wszystkich. Radość to oczywiście nie wesołkowatość, prawdziwa radość jest w nas samych i wiąże się z postawą człowieka, jego zdolnością do miłości i niesienia dobra.
Jeśli ktoś od życia oczekuje samych radości jest w błędzie. „Ludzkie życie jest splotem tego, co piękne i bolesne, co łatwe i trudne, tego, co przynosi uśmiech i ból. Kimkolwiek będziemy, gdziekolwiek życie nas poprowadzi, tego właśnie możemy być pewni.” Biedni ludzie mogą być szczęśliwi, a bogaci cierpieć na depresję, nie ma reguły. Musimy cieszyć się tym, co mamy, inaczej będziemy zgryźliwymi staruszkami, których humory przeniosą się na całą rodzinę.
Nie mogę powiedzieć, że wszystko tak miło przebiegało, co to, to nie. Chyba mam znowu kłopoty z wahaniami ciśnienia, kiedy wstałam gwałtownie po zakończonym kazaniu, zaczęło mi się robić słabo, usiadłam, ale nie było lepiej wyszłam z kościoła aby nie musieli mnie wynosić. Schodzę po schodach z ciekawym, sino-bladym obliczem, a tu drzwi same się otwierają i widzę, że ktoś czeka na dole abym dobrnęła do wyjścia. To ksiądz, który wchodził właśnie do kościoła, a widząc mnie w całym blasku, poczekał i zaofiarował pomoc. Podziękowałam, gdyż mieszkam po drugiej stronie ulicy, i kiedy świeże powietrze owiało mnie, poczułam się raźniej. To było jednak miłe, ze chciał pomóc, i jak zwykle mój Anioł Stróż czuwał, abym nie doznała osamotnienia! Na dodatek ciśnieniomierz odmówił posłuszeństwa, moja córka, która stanęła w progu mojego domostwa, poszła kupić baterie, ale ten drań w dalszym ciągu niby mierzy, a wyniku nie podaje. Chyba coś się popsuło.
Całe popołudnie drzemałam, czytałam w przerwach historię miłości i życia Milevy Marić, żony Alberta Einsteina. Najpierw była wielka miłość, Mileva pisała: „Jeśli ktoś potrafi wyobrazić sobie nieskończone szczęście, równie dobrze może pojąć nieskończoność przestrzeni - moim zdaniem jest to nawet prostsze". Później nie było szczęścia ani miłości. Teoria względności była ich wspólnym osiągnięciem według obecnego stanu wiedzy, ale to Albert cieszył się sukcesem. Rola kobiet bywa trudna.
I to na tyle, jestem szczęśliwa, że wszystko rozeszło się w czasoprzestrzeni, co ma być, to będzie.
 
19 grudnia 2017
Dla przypomnienia:
Równoważność masy i energii przyjęto wyrażać (choć to nie całkiem ścisłe) równaniem: E = mc2, gdzie c - prędkość światła wynosząca około 300 000km/s, E - energia, zawarta w spoczywającym ciele, m - jego masa.
Od dawna się mówi o tym, że to Mileva, żona Einsteina wymyśliła teorię względności stojąc na stacji w oczekiwaniu na pociąg, a szanowny małżonek przypiął się do niej. Było to podobno tak. Mileva stała na peronie jadąc do męża po śmierci ich pierwszego dziecka, którego tatunio nawet nie widział na oczy, i zrozpaczona kobieta doznała olśnienia, jak to często bywa, gdy ból przekracza granice ludzkiej wytrzymałości. „Pani Einsnstein” Marie Benedict:
„Gdyby pociąg wyjechał ze stacji w tempie bliskim prędkości światła, wskazówki zegara wciąż by się poruszały, ale światło nie byłoby w stanie dogonić pociągu. Im szybciej by jechał, tym wolniej poruszałby się wskazówki. Wreszcie zatrzymałby się, gdyby pociąg osiągnął prędkość światła. W konsekwencji czas by się zatrzymał. A gdy pociąg zdołał poruszać się jeszcze szybciej – co jest, oczywiście, niemożliwe – wtedy czas zacząłby się cofać.”
Pan Albert Einstein doprowadza mnie do wściekłości, jako mąż i ojciec. Ile ta kobieta, jego żona - mądra i na dodatek kaleka, z urazem biodra, kulejąca – przeszła w życiu z tym typem, to już nie mam słów oburzenia. To był skrajny egoista szafujący słowami miłości. On mógł być geniuszem, ona zaś miała przekształcić się w kurę domową i tak się w końcu stało, a na dodatek, kiedy już się nią nacieszył, zamienił na nowszy model. Nagrodę Nobla jej oddał, ale sławę zostawił dla siebie.
Jest też prawdą, że geniusze wchodzący w tryby codzienności, niańcząc dzieci i wspomagając żonę, nie mają czasu na genialność i stają się pantoflarzami, którzy nie udowodnią teorii względności, jak to z niektórymi bywa. Prace domowe ogłupiają, to fakt. Ciągle to samo. Czasy się zmieniły. Niech geniusze w końcu się ockną! Do prac domowych można zatrudnić panią, ale geniuszu się nie da zastąpić nikim ani niczym.  
 
20 grudnia 2017
Zagubiłam się w czasoprzestrzeni. Nie wiem dlaczego dzisiaj przeżywałam już czwartek! Wykonałam wszystkie zaplanowane na godziny dopołudniowe prace, łącznie z ubieraniem choinki i byłam niepomiernie zdziwiona, gdy moja córka napomknęła w rozmowie o środzie. Ręce mi opadły. Po co mi było to przyśpieszenie? Przecież wigilii nie będziemy obchodzić dzień wcześniej. Po obiedzie zapadłam się w fotelu i oddałam lekturze zamiast zakasać rękawy i pracować jak pszczółka. Teraz wysyłam życzenia, słucham muzyczki i nadziwić się nie mogę, że zyskałam jeden dzień.
Humor miałam i tak pod psem, gdyż musiałam kupić ciśnieniomierz i nareszcie jestem na bieżąco z pomiarami ciśnienia, które plasuje się w dolnych partiach i to dlatego tak się słaniam. Wiem nareszcie jak dozować leki, może więc będzie lepiej. Ale nieszczęścia chodzą parami, kupiłam nareszcie odżywkę Creme Voeding bez spłukiwania, na bazie nafty i to nareszcie jest to. Włosów na głowie więcej, układają się lepiej i są „napuszone”. Natychmiast umyłam głowę i starałam się wysuszyć włosy. I co? Suszarka zamilkła jak zaklęta. Nowej już przed świętami nie kupię, trudno, muszę sobie radzić bez. W polityce też krach, Bruksela podskakuje, winna jak zawsze PO. Nie wiem dlaczego ludzie nie biorą odpowiedzialności za swoje postępowanie, tylko odpowiedzialność spychają na innych. Przecież za swoje czyny każdy powinien odpowiadać sam. Pilot MiGa 29 uratował się cudem, samolot nie, rozbity legł w ostępach leśnych. Nie wiadomo jaka była przyczyna katastrofy, ale pilot żyje. Co ja mam dzisiaj robić, sama już nie wiem. Przyjęło się, że przed świętami wskazana jest pracowitość, dobroczynność i pogrążenie się w medytacji. A ja co? Bez pracy jestem jak bez ręki.

21 grudnia 2017

   
Zimy nie ma i chyba się jej w grudniu nie doczekamy. Pluszcze, ciurka  i siurka za oknem. Dzisiaj umieściłam w wielkim wazonie gałęzie świerkowe i zawiesiłam na nich pierniki, orzechy i emocjonalne bombki, których historię znam z detalami. Słucham kolęd i już prawie czuję atmosferę świąt. Cieszę się na wigilijny wieczór i na spotkania świąteczne. Zapowiadam też, mimo podszeptów, że odpowiem na każdy dowód świątecznej sympatii, nawet ludzie niezbyt przychylnie do mnie nastawieni, zostaną przytuleni do mojego staruszkowatego serduszka.
Przygotowałam sobie lektury na wolny czas i jestem trochę zaskoczona prozą Andrzeja Bobkowskiego, o którym nigdy nie słyszałam, a to podobno dobrze o mnie nie świadczy. Nadrobię jednak braki i przeczytam jego „Szkice piórkiem” ale to chyba nie będzie taka radosna literatura, jak zdążyłam się zorientować. Swoją drogą autor dowcipny jest. Zobaczymy.
Tak przyjemnie być młodym i móc bezkarnie męczyć się dla przyjemności, męczyć się bez celu, dla radości życia.
Człowiek kocha cierpienie, a gdy przeminie, stroi je w kwiaty.
(...) pierwszym przykazaniem propagandy jest uważać wszystkich za stado matołów, któremu trzeba wszystko wytłumaczyć.
Andrzej Bobkowski – Szkice piórkiem

22 grudnia 2017

   
Przygotowania trwają, święta się zbliżają, a ja wpadłam w nutkę sentymentalną. Upiekłam piernik, taki prawdziwy na miodzie, z orzechami, i muszę trochę odpocząć. Patrzę na moją choinkę i zebrało mi się na wspomnienia. Pod gwiazdką, na czubku choinki, zawsze wiszą dwa dzwoneczki, w tym roku też… Pamiętam je od najwcześniejszego dzieciństwa. Zawsze były na choince. Wątpię, aby w czasie wojny ktoś kupował ozdoby choinkowe, robiło się łańcuchy ze słomek, bibułek, wieszało jabłuszka i cukierki, orzechy, ale dzwoneczki zawsze były. Któreś z rodziców musiało je wnieść jako wiano! Są do dzisiaj, jeden lekko naruszony zębem czasu, zaczął czernieć na koniuszku, ale trzymają się dzielnie. Całe pudła bombek się wytłukły, zostały tylko pojedyncze egzemplarze, ale dzwoneczki są całe i lśnią nienaruszalnością. Muszę już chyba przekazać je którejś z córek. Rzadko chyba kto miewa bombkę liczącą ponad 76 lat!!!
Kiedyś zawsze choinka była z lasu, pachnąca i świerkowa, ale teraz ja już nie mam siły na takie drzewko. Przy stole siadało też wiele osób, ich liczba z roku na rok się zmniejsza, ale dzwoneczki są jak spiżowe dzwony, nie tłuką się, lśnią i cieszą moje serce, nie tylko oczy.

23 - 24 grudnia 2017
Zastanawiałam się dlaczego w tym roku Wigilia przypada w niedzielę, jakoś nie przypominam sobie takiego układu świątecznego. Okazuje się, że to nie taka znowu rewelacja, kiedyś gdy Wigilia przypadała w niedzielę wieczerzę przesuwano na sobotę. „Miało to też wymiar praktyczny: w niedzielę już świętowano, zamiast uwijać się w kuchni czy przy sprzątaniu. Polski zwyczaj jest jednak wyjątkowy. Katolików post w Wigilię nie obowiązywał nigdy. Kościół ostatnio o tym przypomina - od kilkunastu lat zachęca tylko do uszanowania polskiej tradycji. Nie ma więc powodu do przesuwania wieczerzy wigilijnej. Biskupi przypomnieli o tym wiernym już w 2006 r., gdy Wigilia też przypadała w niedzielę.” Ponieważ w tym roku niczego nie przesuwano, mamy Wigilię w niedzielę.
Uporałam się już z większością prac, jutro tylko doprawić co nie co i upiec ryby. Będę miała więc dzień relaksu. Dzisiaj trochę nie dopilnowałam kuchni, gdyż dostałam kserokopie listów sprzed 200 lat od bardzo sympatycznego pana, który mnie odszukał i powierzył to znalezisko. Nie mogłam się powstrzymać przed ich przeczytaniem co o mało nie przepłaciłam przypaleniem kapusty wigilijnej, ale jakoś zdołałam ją uratować. Albo jest się gospodynią albo archiwistką, a ja już sama nie wiem czym właściwie jestem. Bobkowski i jego zapiski też mi życia nie ułatwiają, pisze fantastycznie. 
Życzyłabym sobie białych połaci śniegu za oknem, ale jest to co jest i też musi być dobrze.

Spokojnych, radosnych Świąt życzę i przetrwaniu ich w zdrowiu i zadowoleniu. 

26 grudnia 2017
Wigilia była pięknym przeżyciem - przygotowania absorbujące ponad miarę, ciepłe, rodzinne spotkanie przy wigilijnym stole, ze łzami w oczach słuchanie koncertu kolęd w wykonaniu mojego wnuka i córki - przez Skypa oczywiście, gdyż staruszka nie ma już sił wyprawiać się w tak daleką drogę, aby w tym misterium uczestniczyć na miejscu - prezenty miłe sercu, nawet te z wyprzedzeniem marzeń -  ubolewałam nad trudem mycia okien i jak na zawołanie mam urządzenie myjące! - zdrowie jakie-takie, nie ma co narzekać. Pierwszy dzień świąt okraszony rodzinnym obiadem, a drugi planowany z wyprawą na spotkanie aniołów na rynku. Staruszka jest zadowolona.
Zgrzyt dopiero wystąpił wieczorem, kiedy zobaczyłam zdjęcia rodzinne. Rodzina, owszem na zdjęciach dobrze się prezentuje, ale ja siebie nie mogłam zaakceptować – niby ta nowa bluzka otrzymana w prezencie, która bardzo mi się podoba, miała umaić zadumaną i lekko już pochyloną osobę staruszki, ale staruszka nie mogła pogodzić się ze swoim wyglądem! Kochana staruszko - mówię do ciebie, nie zatrzymasz czasu, z roku na rok coraz większe obciążenie starością będzie zmieniać cię, aż zaczniesz być swoim cieniem i odejdziesz do świata równoległego, tak pięknie przedstawionego w filmie „Niebo istnieje naprawdę”, film w czasie oglądania którego zawsze płaczę łzami serdecznej już tęskliwości.
Wstałam dzisiaj rano, popatrzyłam na zgaszoną fiołkowym odcieniem czerwień nieba na wschodzie, i rada z tego, że jeszcze udało mi się powitać nowy dzień na tej ziemi radości, przeplatanej łzami cierpienia, postanowiłam, że nie będę użalać się nad swoim wyglądem. Prezentuję więc dzisiaj zdjęcie okraszone młodością mojej córki, aby uzyskać równowagę trwania na tej ziemi. To ja staruszka i tego nic nie zmieni, gdyby nawet ubrali cię w złotogłów i koronę królewską i tak staruszką będziesz.  


27 grudnia 2017

Wczoraj wieczorem rynek i przyległe ulice rozświetlone, gwarne słały anielskie pozdrowienia licznym spacerowiczom. Bardzo udany wieczór zakończył drugi świąteczny dzień. I po świętach. Teraz jakoś zjeść resztę jedzenia, aby się nie zmarnowało. Ja już oddałam plac boju walkowerem, ale moja córka nie rezygnuje, zjada kotlety grzybowe, kapustę i zupę. Przyrządziłam śledzie w sosie śmietanowym z cebulką i jabłuszkiem, ziemniaki i miałam trochę odmiany. Mam nadzieję, że jutro będzie już normalny obiad. Nie mam jakoś zacięcia do odgrzewanych potraw.  







Taki piękny, wiosenny i ciepły dzisiaj był dzień, wyszłam więc w plener. Nie mogę chodzić zbyt długo, gdyż moje serce pika i zaczyna pobolewać, ale trochę można jeszcze pospacerować. Rozmyślałam trochę o słowach pocieszenia, jakie do mnie dotarły po wczorajszym przedstawieniu staruszki w całej krasie starości. Byli tacy, którzy uważają, że to najlepsze moje zdjęcie! No chyba dobrocią serca taka opinia nie jest dyktowana, ale może chcą mnie widzieć właśnie tak - ubożuchna, smutna staruszka, lekko przygarbiona, nikomu już nie zawadzi, nikt na nią nie spojrzy z zainteresowaniem, najlepiej siedząca w słoneczku na przyzbie, szepcąca pacierze i drzemiąca od czasu do czasu… Znalazłam takie zdjęcie, gdzie trochę życia jeszcze we mnie jest. Wyszło mi to może na dobre, gdyż dzisiaj zajęłam się ćwiczeniami, kilka minut, ale zawsze to coś. Może nowy rok powitam w lepszej formie. Fryzurę mam jak prezydentowa, trzy włosy na krzyż, nie mogę się do takiego stanu posiadania przyzwyczaić, ale trudno. Pani prezydentowa ma za to figurę modelki, z przyjemnością na nią patrzę. Ma  kobieta klasę. 

   28 grudnia 2017
Moje wnętrze, myślę o moim ego a nie wątrobie i żołądku tudzież innych „dróbkach”, które mam do swojego użytku, i dochodzę do wniosku, że przepełniona jestem gorączką oczekiwań! Nie potrafię czekać, męczyć się i trudzić myślami mnie dołującymi, niedopełnieniem rzeczy posiadania i uczuć dopełnienia,  chcę mieć i ma to być. Jest więc we mnie coś z dziecka i chyba już się tego nie wyzbędę.
„Zasadnicza rola ego to godzenie wymagań organizmu z warunkami środowiskowymi czyli id i superego. Nie należy jednak popełniać błędu utożsamiając ego i świadomość. Nie wszystkie obszary ego są świadome. W obszar ego zaliczane są mechanizmy obronne, które ze swej natury nie są świadome.”
Nie będę już się wgłębiała w psychologię, gdyż każdy jest, jaki jest i trudno walczyć z czymś, co jest silniejsze niż rozum i rozsądek. Dzisiaj działam metodycznie, to walka ze słabością, na kartce wypisane działania, gdyż tak się jakoś składa, że to, czego nie lubię zbytnio robić, jakoś mi się zapomina, i kiedy wieczór obwieszcza swoją obecność szarej godziny urokiem, przypomina mi się o szyciu czy robotach ręcznych, a wtedy już nie czas się za to brać, mam kłopoty z oczami i sprzęt maszynowy już niekompletny, co uniemożliwia mi prace krawieckie. Odkładam więc je na następny dzień, a czasami nawet na dłużej, a bywa że do wiecznego niezrealizowania, gdyż zwyczajnie mi się odechciewa „dziobania igielnego” i likwiduję obiekt do naprawy czy realizacji. I to jest urok starości. Niczego nie muszę! Nikt na to nie czeka, nie upomina się, a ja swoje potrzeby mogę niwelować albo zmieniać. Inna sprawa, gdy zamawia się u mnie usługę i prosi: „Mamo, może byś… tutaj wpisać właściwe - to już nie ma „zmiłujsię” i praca jest wykonana od ręki. Matką jestem!!!
Choroba pośpiechu cywilizacyjnego już mi nie grozi. Martwię się tylko co będzie z malowaniem pokoju, który już zdecydowanie wymaga odświeżenia, głównie na skutek moich przemeblowań i zmian układów. Co prawda już trzy osoby zadeklarowały pomoc, ale ja tak naprawdę lubię liczyć tylko na siebie. Może moje zdrowie poprawi się do wiosny, wtedy ruszę pełną parą. Zastanawiam się już nad kolorem ścian. Świdruje mi myśli kolor miętowy, ale odradzają mi, ze względu na moje zmienne upodobania, może więc zdecyduję się na neutralną piaskową biel. Staruszka będzie miała o czym myśleć, aby czas jej się nie dłużył. Chyba też zacznę na nowo naukę pisania na klawiaturze, gdyż nie wiem co się dzieje, „lata” mi wszystko po całym tekście i już naprawdę mam tego wszystkiego dosyć. Trzeba czytać drugi raz, a tytanem pracy korekcyjnej to raczej nie jestem. Liczy się u mnie impuls chwili moi mili. Przejdę więc teraz do następnego punktu mojego działania. Wpis w Dniewniku mam zaliczony.

29 grudnia 2017

Trochę mnie dzisiaj zaskoczyła społeczność internetowa, a konkretnie allegro. Ktoś przysłał mi  propozycję zakupu obrazka  prymicyjnego księdza, który był proboszczem w Miłkowicach. To ładnie z jego strony, że interesuje się moimi poczynaniami, ale ja nie kupuję zdjęć i innych materiałów, gdyż nie mam żadnych pieniędzy na ten cel. Dosyć się nadokładałam, ja i moja rodzina, współtwórcy strony, dzwoniąc, odbywając eskapady do archiwów i innych miejsc, gdzie można było uzyskać jakieś materiały. Nie mam zamiaru niczego kupować, no może gdyby ktoś miał zdjęcie dworu, to byłabym gotowa nawet zaciągnąć pożyczkę, aby zdobyć takiego białego kruka. Ale zdjęcia nie ma. Trochę mnie podniosły na duchu listy, które przesłał mi p. Stanisław i w zadanio-marzeniach na rok 2018 wpisałam  - zdobyć zdjęcie dworu -  ale będzie, co będzie miało być. Mój cynowy aniołek odlany z cyny w Nowy Rok, nie pamiętam już daty, taki zrobił się stareńki, skrzydełka ma skurczone, ale i tak go kocham za wszystko, co dla mnie zrobił przez te lata. Nie do każdego jego Anioł Stróż przychodzi w takiej formie, a mój przyszedł, aby powiedzieć, że jest ze mną.

Dzisiaj musiałam sobie kupić nową suszarkę do włosów, stara, zresztą wcale nie taka znowu stara, odmówiła współpracy. Rano wybierałam się już do sklepu, miałam ją zabrać ze sobą aby wrzucić do pojemnika na rzeczy zużyte, ale włączyłam i zaczęła działać. Ucieszyłam się, że stówka zostanie w kieszeni, poszłam zrobić zakupy, po powrocie umyłam głowę, zaczęłam suszyć, a to „draństwo” znowu zamilkło. Coś jej dolega, ale naprawy są takie drogie, że lepiej już kupić nową. Gdym miała kogoś pod ręką, kto wiedziałby jak ją naprawić, może by się dało ją doprowadzić do stanu użyteczności, ale nie ma kto tego zrobić, i mam nową suszarkę. Cieszę się, cieszę, nawet aby ukoić nerwy, przestawiłam fotel obok kaloryfera i zaraz „zalegnę” tam z książką i niech wszystkie zmartwionka i smuteczki odpłyną sobie w dal. 

30 grudnia 2017

Mrok zakrada się cicho pod moje okna, szara godzina buszuje na trawnikach i w konarach ogołoconych drzew. Zasiadłam na fotelu dzisiaj ustawionym obok kaloryfera, czytam i drzemię na zmianę, gdyż noc miałam trudną i sen dopiero mnie przygarnął przed czwartą rano, sama nie wiem dlaczego z takim trudem, więc dzień miałam przyćmiony. Dzielnie jednak zmagałam się z trudami spaceru w słońcu i łaskotaniem mroźnego powietrza. Przemierzałam alejkę parkową, jedną za drugą -  niech zachłysnę się tak piękną pogodą, poznam smak zimy, zażyje naturalnej aspiryny zdrowia. Później obiad, odkurzanie i  rozmowy, dzisiaj w nasilonych ilościach ciesząc się, że mam z kim rozmawiać, i w końcu zapadnięcie się w przytulność mojego najwygodniejszego fotela wielkości skromnej amerykanki, z symfoniami Paderewskiego dobiegającymi cichutko z rozstawionych szeroko głośników.
Spoglądam na pokój tonący w światłocieniach, choinkę błyszczącą delikatnym blaskiem zapalonych lampek, płomień świecy odbijający się w srebrzystym wazonie z jedną różą tkwiącą na straży stołu. Nie spuściłam rolet, pozwalam więc zaglądać przez okna ze wścibstwem księżycowi, nie jestem dłużna, patrzę też z ciekawością na jego już prawie pełną pyzatość, plamy widoczne na obliczu i delikatną dzisiaj srebrzystość. Od czasu do czasu niebo przecinają wachlarze sztucznych ogni, huk odbija się od ścian domów, a ja spoglądam na to wszystko z wygodnickiej pozycji spokojnej staruszki i jest mi dobrze. Jutro pożegnamy Stary Rok i poczekamy na to, co przyniesie nam ten Nowy psotnik, gdyż coś mi się wydaje, że będzie miał trudną, najeżoną  drogę. Nie będę się jednak nad nim rozczulać, chce być Nowym Rokiem, niech się martwi, ja tylko mogę za nim podążać i modlić się, aby takich pięknych, nastrojowych wieczorów było jak najwięcej. 

31 grudnia 2017

Żegnamy stary rok, ja już ucztowałam z gośćmi i teraz posiedzę sobie w domciu, spokojnie i cicho, oddając się miłym sercu zajęciom. Nie powiem, co będę robiła, to moja tajemnica. Nie będę oglądała noworocznych programów, gdyż nie lubię patrzeć jak inni tańczą. Ja nie mogę już i nie chcę, wcale mnie to nie pociąga. Marzenie o balu, na którym zatańczę walca z umiejącym prowadzić partnerkę danserem, schowam sobie do kieszonki rzeczy niespełnionych, trudno, nie udało się. Nie tylko to, ludzie miewają krótką pamięć spełniania obietnic. 

Pamiętam jednak o wszystkich odwiedzających moją stronę, młodszej generacji życzę radości, zdrowia i czerpania pełnymi garściami z uroków życia, a starszym, szczególnie moim rówieśnikom, z którymi rozumiem się najlepiej, jako że mamy te same, lub podobne, radości i smutki życzę:

- aby Was nie łupało w kościach w dni pochmurne i słotne

- w słoneczne, normalnego ciśnienia tętniczego i wyrównanego pulsu

- ograniczonego obumierania neuronów i wyrównanej sprawności intelektualnej

- wydolności fizycznej -  nawadniaj swój organizm człowiecze, aby nie wyschły ci na wiór mięśnie przecie.

- wzroku sokolego bez zaćmy, umiarkowanego zaczerwienienia oczu i zmarszczek na powiekach i wokół oczu

- uniknięcia niedosłuchu, średniego zasięgu słyszalności, jako że niektórych zdań lepiej nie słyszeć

- odpowiedniej tonacji mowy i modulacji głosu, kobiet nie mylić z mężczyznami słuchając rozmowy

- umiarkowanego drżenia rąk, garbienia się, tudzież kroczków drobnych i pociągania nogami w czasie chodu

- zadyszki, pajączków na nogach, marszczenia się skóry na rękach, plam starczych i zapominania, unikania zdania: O czym ja to mówiłam?

- snu zrównoważonego w nocy, miłych drzemek w czasie dnia

- umiarkowanego otępienia starczego i poza tym wszystkiego najlepszego.

 Obyśmy doczekali następnego roku i aby nie było gorzej niż jest.
Do siego roku!!!

 
suma wejść na stronę - 258497,
odwiedzających - 86771,
dzisiaj -9
Reklama
 
Motto strony
 
„Pamiętaj, że każdy wiek przynosi
nowe możliwości.
Daj z siebie wszystko – inaczej oszukujesz samego siebie.”
Wierszyk o szczęściu - donna lukrecja
 
Jestem szczęśliwa, kochana i zdrowie mam też.
Brzozowa gałązka puka do okien z rana,
pieśń tylko dla mnie śpiewa za kominem świerszcz.

Jestem szczęśliwa, gdy upał i gdy leje deszcz,
gdy wiatr hołubce wycina z liśćmi klonu.
Pogoda przecież zmienną bywa, ja zresztą też.

Jestem szczęśliwa, gdy otwieram rano oczy,
A ktoś tarmosi za włosy mnie- „Zobacz babciu,
Ząbek wczoraj mi wypadł, jestem już duży, wiesz?”

Jestem szczęśliwa, tylko tak jakoś... inaczej.
Czyżby słońce przybladło lub przestał pachnieć bez?
Kiedy się jest naprawdę szczęśliwym - któż to wie.
Reaktywacja strony
 
Firma JUNESSE
 
Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE > Firma JUNESSE [kliknij]
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=