Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszystkie teksty, zdjęcia zamieszczone na stronie
http://hallas.pl.tl/
stanowią własność autora i podlegają ochronie przez prawo autorskie.
Ich kopiowanie i powielanie w całości lub części, w jakiejkolwiek formie
(drukowanej, audio czy elektronicznej),
bez zgody autora jest zabronione i jako działanie niezgodne z prawem może być karane.
.............................................
30 grudnia 2024 Można się o sobie dowiedzieć różnych rzeczy, szczególnie od młodych ludzi. Mój telefon ma nastawiony sygnał na górne registry, nie przeczę. Gdy jestem w innym pomieszczeniu, nie słyszę gdy ktoś dzwoni. Nie ma co ukrywać, mój słuch nie jest już wyostrzony. Kiedy ktoś z młodszej generacji jest u mnie w domu i zrywa się aby odebrać jakieś wiadomości - już dawno to zauważyłam - ja nie słyszę żadnego dźwięku, albo wydaje mi się, że jest bardzo słaby. Tak mi się zadziało ze słuchem po tym, jak zaległam na covid.
Wizyta mojego wnuka też mi to uświadomiła. Kiedy sygnał mojego telefonu rozlegał się w domu, nie poprosił mnie o wyciszenie, chyba nie chciał robić mi przykrości, ale stwierdził jakby mimochodem:
- Babciu, zauważyłem że wszyscy starsi ludzie mają ustawione dźwięki w telefonie bardzo wyraziście.
- No tak, ja też mam, gdyż nie słyszę już zbyt dobrze. - stwierdziłam, ale telefon wyciszyłam i jednak słyszę, tylko jakby słabiej, ale co tam, niech tak zostanie. Nie dziwcie się tylko, że nie wszystkie połączenia odbiorę, gdy usłyszę, to odbiorę, a jak nie, to trudno. Dzwońcie sobie aż do skutku.
Przyjdzie czas, że nikt już do mnie nie zadzwoni i tylko kamień nagrobny będzie obwieszczał, że kiedyś tutaj byłam, że was kochałam, że bardzo lubiłam z wami być, że się starałam aby święta wypadły dobrze, że gotowałam, piekłam i smażyłam, że byłam ciągle nienasycona wiadomości o tym, co się u was dzieje, byłam z wami, z czytelnikami także, dzieląc się swoimi przeżyciami. Tuwim to zobrazozował.
Smutek mnie obrósł kamieniem
I trwam, wspaniale żałobny.
Kto ja jestem? Kamień nagrobny
Z wyrytym Twoim imieniem.
(Julian Tuwim, „Exegi monumentum”)
29 grudni 2024
ZAŚ - słowo w użyciu!!! W święta gra w scrabble musi się odbyć ze względu na staruszkę. Lubię gry związane ze słowami, literami, mam wstręt do cyfr i liczb. Jeden z uczestników ułożył słowo „zaś”, krótkie, ale warto było, „ś” stoi dosyć wysoko w punktacji i trudno je upchnąć. Ja byłam dosyć prześmiewcza w ocenie tego słowa, uważając je za gwarowe. Osoba ta uniosła się honorem i wycofała się z „zaś”, ale nie dawało jej to spokoju i wyszukała inne znaczenie słowa „zaś”. W tej sytuacji ja byłam lekko przytłumiona, gdyż takiego znaczenia tego słowa nie znałam, ani nigdy nie używałam. Trochę poczułam się nieswojo, ale racja niestety nie była po mojej stronie, gdyż słowa „zaś” można też użyć w innym kontekście. Zarozumialstwo nie popłaca, czuję, że teraz zaś będzie używane w mojej obecności jak tylko się da, abym utrwaliła sobie możliwości jego użycia. Oto wyjaśnienie!!!
- We współczesnej polszczyźnie wyraz zaś występuje w różnych funkcjach i znaczeniach, por.:
1) jako spójnik łączący wypowiedzenia współrzędne przeciwstawne, np. „Kobiety pozostały w salonie, mężczyźni zaś przeszli do biblioteki’’,
2) jako partykuła uwydatniająca przyłączany człon zdania, wskazująca, że treść zdania odnosi się przede wszystkim do wyrazu, który po niej następuje, np. „Lubił wszystkie ryby, najbardziej zaś pstrągi”.
Wydawnictwa normatywne nie tylko nie sygnalizują, żeby słowo zaś było kolokwializmem (np. Nowy słownik poprawnej polszczyzny PWN), lecz nawet oceniają je jako wyraz książkowy (np. Inny słownik języka polskiego).
Dawnym znaczeniem wyrazu zaś (od za się) było 'znów, znowu; powtórnie, ponownie'; por. np. „Jedź w dobry czas, abych cię zaś oglądał zdrowo.” (J. Kochanowski);
„Witold ziemię żmudzką, którą był Krzyżakom postąpił, zaś opanował” (Marcin Paszkowski, XVII w.).
To historyczne znaczenie zaś przetrwało w polszczyźnie dialektalnej, por. np. „Ja do niej mówię, a ona zaś swoje’’, por. także gwarowy fraz. na zaś ‘na potem’, np. „To sobie zostawię na zaś’’, „Nie ma się co martwić na zaś’’.
Nie ulega wątpliwości, że zaś w tym znaczeniu występuje tylko w gwarach i w mówionej, regionalnej odmianie polszczyzny.
28 grudnia 2024 Apostoł Paweł napisał: Niech Chrystus zaprowadzi pokój w waszych sercach, bo w Nim zostaliście powołani do jedności. U mnie jest jednak mały problem. Chciałam zamieścić zdjęcia z moją rodziną i są tacy, którzy nie życzą sobie błyszczeć na mojej stronie. Nie, to nie, trzeba uszanować ich wolę. Dzisiaj zatem tylko ja na tle choinki na Rynku. Innych zdjęć nie dało się obciąć, a na zaciemnienie też nie mam zgody.
Świąteczne rozgrywki w Scrabble zakończyły się dla mnie odsunięciem na dalsze miejsce w punktacji, trudno, są przecież młodsi, lepsi niż staruszka. Trzeba się z tym pogodzić, najważniejsze jest to, że jeszcze gram, dycham i żyję.
Zdecydowanie odmawiam wspólnie spędzenia czasu w kawiarniach i innych przybytkach sztuki kulinarnej, nie lubię i już, jednak na dzisiejszy domowy obiad dałam się zaprosić. Całe święta pichciłam ja, teraz trochę odsapnę. Święta się skończą tym miłym akcentem, zaraz pożegnam gościa - wnuka, towarzyszącego mi dzielnie przez cały ten świąteczny czas i znowu wrócą szare dni pełne starań o to, aby poradzić sobie z codziennością i wymogami służby zdrowia. Kończmy stary Rok z przytupem, tak jak to potrafią seniorzy!
27 grudnia 2024 Święta były okazje do spotkań rodzinnych i ciekawych wycieczek. Rynek i przylegające uliczki ładnie oświetlone, choinka, ale ja zwiedziłam także podziemia kamienicy na ulicy Długiej, zrobiły na mnie naprawdę duże wrażenie. Sami zobaczcie, to spotkanie z historią zamkniętą w kamieniach, łukach i zakamarkach.
25 grudnia 2024 Spokojnych, wesołych Świąt Bożego Narodzenia, pełnych ciepła i uśmiechu spędzonych z rodziną. Niech błogosławieństwo Bożego Dzieciątka towarzyszy Wszystkim Czytelnikom przez cały rok. Zastawa stołowa liczy sobie 58 lat!!! Jeszcze znalazła się na wigilijnym stole, ale dwa płytkie talerze już się niestety nie odliczyły i wędrowiec "załapał" się na inny komplet.
Póki żyję, wszyscy mają się spotykać u mnie, nie odstąpię od tego zwyczaju, no chyba że choroba mnie zmusi, ale lepiej aby tak się nie stało.
Miłych spotkań rodzinnych życzę, dzisiaj wszyscy muszą się stawić, aby dojadać to, co zostało z Wigilii!
Jak nie zjedzą, będziemy się dzielić, jutro już normalny świąteczny obiad!
Wesołych Świąt!
22 grudzień 2024
ZDROWYCH I RADOSNYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA.
Moja choinka z promieniami Gwiazdy Betlejemskiej. Staruszki ubierają oszczędne choinki, to taki nowy trend senioralny, kto nie wiedział to teraz ma już jasny obraz rzeczywistości. Mniej pracy!
Dziękuję Wszystkim za mijający wspólny rok! Oby w przyszłym dane nam było jeszcze pobyć tu razem!
21 grudnia 2024
Staruszkowie górą! Lubią samotność i spokój, a to dowód wysokiego IQ według ostatnich badań!!! Natura nas wynagradza kochani... "Osoby o wysokim IQ są ciekawe świata, lubią czytać i chętnie wdają się w dyskusje. Wyróżnia je także poczucie humoru oraz kreatywność. Na tym jednak nie koniec. Jest jeszcze jedna, zaskakująca rzecz, która cechuje wyjątkowo inteligentne osoby. Zaskakującym może być fakt, że lubią... ciszę i samotność.
Osoby o wysokim poziomie inteligencji mogą mieć mniej przyjaciół i czuć się szczęśliwsze w samotności – tak wynika z badań opublikowanych w British Journal of Psychology. Zaskakujące rezultaty tych badań rzucają nowe światło na to, jak inteligencja wpływa na nasze codzienne życie i interakcje społeczne.
Zakasuję dzisiaj już rękawy i biorę się do pieczenia i pichcenia!!!
20 grudnia 2024 Może wypróbuję ten przepis na pierogi? Na pewno się nie rozpadną
Oprócz tego, że Magda Gessler radzi trzymać się tego prostego przepisu, poleca też dwa triki. Powodują one, że gluten zawarty w mące lepiej "pracuje", co przekłada się na konsystencję ciasta. Pierwszy to tzw. zaparzanie mąki. Ekspertka wlewa do niej gorącą wodę, co powoduje, że ciasto jest bardziej elastyczne. Na początku można sobie pomóc widelcem, a gdy woda przestygnie, dopiero zarabiać ciasto rękami. Trzeba robić to tak długo, by odchodziło od dłoni.
Drugą ważną radą od Magdy Gessler jest to, że nie można zapomnieć o "leżakowaniu". Ciasto po wyrobieniu należy przykryć i powinno poleżeć co najmniej pół godziny, zanim zaczniemy je wałkować. Ten proces sprawia, że pierogi są bardziej delikatne w smaku. Z kolei struktura ciasta jest zwarta i elastyczna, dzięki temu nie ma mowy, by się rozpadały podczas gotowania.
19 grudnia 2024
Wczoraj zajrzałam do kościoła – spowiedź w parafii – i zostałam na mszy roratniej. Wrażenie było naprawdę duże. Ciemność, na ołtarzu płoną świece, w procesji księża i dzieci z lampionami. Szkoda, że całe nabożeństwo nie przebiegało w takiej scenerii, w końcu światła zabłysły. Przepłaciłam to lekkim przeziębieniem, w kościele jest zimno, ale do świąt dojdę do siebie.
"Roraty, pierwsza msza przed, lub o wschodzie słońca w okresie adwentu. Jest to msza wotywna o Najświętszej Maryi Pannie. Nazwa mszy pochodzi od jej introitu, który zaczyna się od słów rorate cæli desuper (‘spuśćcie rosę niebiosa)."
Pamiętam z dzieciństwa roraty. Nie było jeszcze prądu, kościół nie był ogrzewany, ale nastrój tej mszy mam w pamięci.
18 grudnia 2024 Moja córka i całe stowarzyszenie Stukot w Akcji!
OTWIERAJĄ SKLEP. Pieniądze mają wspomagać chore koty potrzebujące pomocy. Dopiero dzisiaj się dowiedziałam że nazwa stowarzyszenia wzięła się od pierwszej sylaby założycielki, czyli mojej córki - STU- i oczywiście KOT, to dało nazwę STUKOT. Wczorajszy dzień już przyniósł wpływ gotówki od ludzi z wielkimi serduchami, dla których los zwierząt nie jest obojętny. Zapraszamy do odwiedzin, może znajdziecie coś dla Waszych pupili.
Stowarzyszenie Stukot już w nowej siedzibie. Na otwarcie charytatywny świąteczny bazarek: https://expressbydgoski.pl/ar/c1p2-27090883
17 grudnia 2024 Wczoraj obejrzałam piękny, wzruszający film Paciorki jednego różańca – polski film psychologiczno-obyczajowy z 1979 roku w reżyserii Kazimierza Kutza. Film zapamiętam nie tylko ze względu na jego ciekawą i wzruszającą treść zbieżną z moim wiekiem, starość! Do przyprowadzek jestem przyzwyczajona!!! Ale także dlatego, że wstawiłam wodę aby zaparzyć herbatkę ziołową, a tak się wtopiłam w treść filmu, że czajnik wypluł rozgrzany gwizdek, a ja nie reagowałam. Teraz muszę kupić gwizdek, albo nowy czajnik. Ale warto było przypomnieć sobie film!
„Akcja filmu toczy się na katowickim Giszowcu, gdzie osiedle starych domków górniczych ma zostać zburzone, a na ich miejscu mają powstać bloki z wielkiej płyty. Część mieszkańców pogodziła się z decyzją władz i opuszcza osiedle. Jednakże emerytowany górnik Habryka, były powstaniec śląski i przodownik pracy, deklaruje, że nie wyprowadzi się ze swojego domu. W swym zamiarze popierają go żona oraz młodszy syn. Tymczasem w kopalni zapada decyzja, że należy wynagrodzić krzywdę wyrządzoną Habryce. Habryka otrzymuje na własność willę w Katowicach, dokąd przenosi się wraz z żoną. W nowym lokum czuje się jednak coraz gorzej i umiera. Na jego cześć odbywa się uroczysty pogrzeb.”
16 grudnia 2024
Gdzie tkwi sedno problemu?
- W niedzielę oglądałam film „Miłość i turbulencje”. Komedia romantyczna, więc wiadomo czego się spodziewać. Dziewczyna i chłopiec spotkali się, pokochali, pokłócili. Każde poszło w swoją stronę. Spotkali się w samolocie, i stąd te turbulencje. Życiowe także. „Ogólniej termin ten oznacza złożone zachowanie dowolnego układu fizycznego, czasem zachowanie chaotyczne.”Nic nadzwyczajnego. Problem w tym, że pannica namieszała innemu facetowi w głowie. Miał już być nawet ślub, ale ona w ostatniej chwili się rozmyśliła. Poszła po szczęście. A co miał zrobić ten facet, który został? Czy tak można kogoś oszukiwać? Jaki jest wydźwięk moralny tego filmu? Jak kogoś nie kochasz, to po co się plączesz w jakieś układy ślubne? Każdy ma prawo do szczęścia, ale zastanów się człowieku na jakiej drodze tego szczęścia szukasz! - Przeprowadzono na targowisku sondę na temat oceny pracy rządu Tuska. Zdania były podzielone. Więcej jednak osób, starszych pań, wypowiadało się na temat tego, że rządy Tuska się nie podobają. Wszystko jest za drogie. Przysłowiowe masło wiedzie prym. Ja kupuję w Biedronce po bardzo przyzwoitej cenie, ale trzeba mieć aplikację. Starsze panie jednak aplikacji nie mają, bo nie chcą, nie umieją, bo nie wiedzą jak wgrać. Ja też nie wiedziałam, ale się nauczyłam. Bardzo często korzystam z zakupu towarów, które są promocji. Jestem niezbyt zamożną osobą i muszę nauczyć się oszczędzać. Ludzie niekiedy sami napędzają ceny jakiegoś artykułu. A jak już podwyższą, to trudno obniżyć. Czy Tusk rządzi dobrze? Stara się. Rozliczenia poprzedniej ekipy są naprawdę uciążliwe, ale konieczne, aby takie sprawy już się nie powtórzyły. Tylko że ci, co oceniają sytuację, nie osądzają PiS, ale krytykują obecny rząd, że chce sprawę wyjaśnić. Zagorzali zwolennicy PiS będą popierać PiS bez względu na to, co PiS będzie robił. Dlaczego Marcin Romanowski ukrywa się, gdy nie jest winien? Gdzie tkwi problem?
- - Na osobistym poletku też będę musiała podjąć walkę. Pan administracji spółdzielni powiedział mi, że nie przyjdzie nikt do odpowietrzenia kaloryferów, bo moje kaloryfery działają dobrze. To znaczy, górą są gorące, dołem są zimne, ale dla nich to jest akurat tak, jak trzeba. Czeka mnie ostra przeprawa, ale nie zrezygnuję. Nie, to jest potrzebne na starość? Chciałabym świętego spokoju, a ludzie mi go nie dają.
- Od 2025 roku nie wolno wyrzucać butów i ubrań do pojemników na odpady zmieszane. Co można z nimi zrobić To akurat popieram! Nic się nie powinno marnować.
Segregacji podlegać będą:
artykuły odzieżowe i dodatki odzieżowe dzianinowe i niedzianinowe,
bielizna pościelowa, np. prześcieradła,
bielizna stołowa, np. obrusy,
bielizna toaletowa, np. ręczniki,
bielizna kuchenna, np. ręczniki do naczyń,
firanki, zasłony (włącznie z draperiami) i wewnętrzne rolety oraz lambrekiny zasłonowe lub łóżkowe,
kapelusze i pozostałe nakrycia głowy, plecione lub wykonane przez łączenie pasków z dowolnego materiału,
kapelusze i pozostałe nakrycia głowy, dziane lub wykonane z koronki, filcu i innych materiałów włókienniczych,
artykuły odzieżowe, np. koronki i dodatki odzieżowe ze skóry, np. paski,
obuwie nieprzemakalne z gumy lub tworzyw sztucznych,
obuwie ze skóry wyprawionej lub skóry wtórnej,
obuwie z materiałów włókienniczych,
pozostałe obuwie.
15 grudnia 2024 Apostoł Paweł napisał do wierzących w Jezusa: Któż mógłby nas oderwać od miłości Chrystusowej?
Każdy z nas dostanie to, na co zasłużył. W swoim czasie. Było to tak.
Był sobie mężczyzna, obdarowany przez Boga wieloma talentami. Sukcesy miewał, nagrody miewał, radosny był i wydawało się, że był szczęśliwy. Los jednak był nieustępliwy. Dawał mu to, o co usilnie zabiegał, ale trwało to krótko. Jednak się nie poddawał. Upadał się i podnosił. Znosił trudy życia z wielkim poświęceniem. Kiedy los już był szczególnie okrutny, poddał się chcąc ukarać swoje troski! Podniósł się jednak. Zwrócił się ku Bogu i otrzymał to, czego pragnął. Była to cicha, radosna, rodzinna przystań.
Miał teraz miłą i dobrą żonę, radosną i piękną córkę, pełną energii życiowej, otwartą na ludzi. Widać było, że dziecko wzrasta w kochającej rodzinie. Wszystko to było dla niego wielką nagrodą za lata trudne, ciężkie i wystawiające go na próbę. Teraz nie mógł oderwać się od miłości Chrystusowej, dziękując za wszystko, co dostał od losu.
Jak wypadła powiastka, która ma być rozwinięciem słów Apostoła Pawła, ale oszczędna w słowach?
Niedługo Święta, oby każdy je spędził w spokojnej, kochającej się rodzinie.
14 grudnia 2024 Czytamy bo chcemy, czytamy gdyż lubimy, czytamy aby rozszerzyć swoją wiedzę o świecie. Książki Rodziewiczówny były w czasach mojej młodości źródłem wzruszeń i łez obfitych, naprawdę. Dla mnie nie była to pisarka wielkich lotów, ale pobudzała wyobraźnię, czytało się ją z przyjemnością, to fakt. Teraz czytam wspomnienie o niej i niczemu się nie dziwię, losy pisarki i jej przyjaciółki też wzruszają. Czy ja muszę czytać same arcydzieła? Pani na Hruszowej. Dwadzieścia pięć lat wspomnień o Marii Rodziewiczównie Jadwiga Skirmunttówna
Obie panie stoją na łódce - ta starsza to Rodziewiczówna, ta młodsza to Skirmunttówna.
„Pamiętnik najbliższej przyjaciółki Marii Rodziewiczówny zdeponowany w Bibliotece Jagiellońskiej a spisany z nadzieją, że kiedyś będzie mógł dotrzeć do rąk czytelników autorki.
Poznały się w czasie rodzinnych wizyt. Praca społeczna, wspólne zebrania i wycieczki zaowocowały stale pogłębiającą się przyjaźnią, na której charakter niewątpliwy wpływ miał podziw, by nie powiedzieć uwielbienie Jadwigi dla starszej o jedenaście lat Marii. Z czasem więzy przyjaźni zadzierzgnęły się jeszcze mocniej. W 1919 obie zamieszkały razem. Jadwiga stała się prawą ręką właścicielki Hruszowej, pomagała jej w prowadzeniu domu i ogrodu. Stała się dobrym i po trosze opiekuńczym duchem powieściopisarki, starającym się odsunąć od niej wszystko, co mogłoby stanowić przeszkodę w twórczej pracy. Dla siebie wybrała świadomie miejsce na drugim planie. Wszyscy zapamiętali ją jako osobę uśmiechniętą, pogodną...
Towarzyszyła pisarce podczas wojen i pokoju, zarówno w Warszawie, jak i w Hruszowej. Była z nią aż do chwili śmierci.
Wspomnienia spisane w niniejszej książce to zapis przepięknej przyjaźni, czy wręcz miłości dwóch niezwykłych kobiet, ale też zapis życia w wyjątkowych czasach i w wyjątkowych miejscach, które tak bardzo obie ukochały – Warszawie i Kresach.”
Powyższy opis pochodzi od wydawcy.
13 grudnia 2024 – piątek! Uwaga, uwaga! Ludzie o szczupłych nogach niech mają się na baczności. Groźba szybkiego zakończenia życia blisko. Dobrze umięśnieni będą żyć długo. Ciekawa jestem co z tymi, którzy mają nogi opuchnięte, co na starość jest częstą przypadłością.
„Prosty test oceni ryzyko śmierci w ciągu najbliższych 10 lat
Eksperci z Włoskiego Towarzystwa Gerontologii i Geriatrii, pod przewodnictwem Andrei Ungara, odkryli, że obwód łydki poniżej 30 cm u mężczyzn i 28 cm u kobiet jest związany z trzykrotnie zwiększonym ryzykiem śmierci. Wartości przekraczające 35 cm u mężczyzn i 33 cm u kobiet wskazują natomiast na dobrą kondycję mięśniową, obniżając ryzyko zgonu aż o 70 procent.”
Dobra wieść taka, że w Biedronka zawalona jest okazjami nie z tej ziemi – masło, pomidory, pomarańcze, cytryny, a nawet ziemniaki... Ja miałam upustów na 42 złote! Kto jeszcze nie był dzisiaj w Biedronce, niech się zbiera i biegnie szybko, okazja tylko do wieczora.
Myślę, że jak na piątek trzynastego, to tych wieści wystarczy, aby każdy się mógł trochę zdenerwować.
12 grudnia 2024 Zamyślenia przedświąteczne!
- Pojechałam dzisiaj na prześwietlenie. Nie było już co tego odkładać, przed samymi świętami będzie jeszcze trudniej. Muszę tymi swoimi rączętami się zająć, bo może być naprawdę źle. Nie mogłam przepuścić okazji, gdy już byłam w śródmieściu, aby nie wstąpić do takich czy innych sklepów. Nie będę już się chwaliła co zakupiłam, bo coś tam zakupiłam, mimo że kasa świeci pustkami. Spodziewam się jednak jakiegoś tam napływu gotówki z zakładu pracy. Codziennie zaglądam na konto, ale niestety nic jeszcze nie ma. Przecież ludzie mają jeszcze gorzej, czekają na świąteczną paczkę aby jakoś święta uczcić. Trudno, różnie w życiu może się ułożyć. Trzeba innych wspomóc, to nasz obowiązek
- Ponieważ zawsze patrzę na współbraci snujących się po ulicach, sklepach, oczekujących na przystankach, wszelkie odstępstwa od normy natychmiast wychwytuję. Skarżyłam się ostatnio że trudno już mi ćwiczyć, siadać, zginać się, więc na to jestem szczególnie uczulona. Na przystanek przyszedł mężczyzna, zupełnie, dosłownie zupełnie zgięty wpół. Gdybym musiała w takim stanie żyć, byłoby mi naprawdę trudno. A przecież nie wiemy, co z nami się stanie i w jakim kierunku nasze schorzenia pójdą. Narzekanie w tej sytuacji, gdy człowiek się normalnie porusza, daje sobie radę w życiu, na swój los, to jest naprawdę grzechem. Dziękuję Bogu, że w takim stanie jak jestem, zachował mnie przy nie najgorszym zdrowiu, mimo tych moich przecież już 83 lat skończonych. Nie będę już narzekać, trzeba z pokorą przyjmować to, co los niesie.
- Planuję wystrojem choinki wszystkich w tym roku zaskoczyć. Zobaczę, jak to przyjmą. Nie zdradzę, jak to będzie wyglądać, bo po pierwsze nie wiem jak to wypadnie, a po drugie to ma być choinka bez bombek i tych wszystkich świecidełek, które normalnie na choince wieszam. Nie mogę się tutaj zdradzać moich pomysłów, bo jakby ktoś zajrzał, no to nie będzie już później zaskoczenia, a ma tak być – gdy wejdą do pokoju niech staną w osłupieniu. Zobaczymy jak to będzie przyjęte. Święta coraz bliżej, a ja przecież muszę przygotować i dostosować dom na przyjazd wnuka. Nie mogę się doczekać kiedy zawita w moje progi.
W ubiegłym roku spadł śnieg na święta, zobaczymy jak będzie w tym roku.
Powiększyłam zdjęcie aby zima widziała że jednak można!!! Tak było naprawdę, droga była pokryta śniegiem i nie zdążyli, jak widać, odśnieżyć.
11 grudnia 2024 Oto propozycja jak uniknąć samotności na starość. Czy zyska popularność?
http://Nikt nie doświadcza takiej izolacji. "Po jakimś wieku stajesz się trochę niewidzialny"
"Nikt nie doświadcza takiej izolacji. "Po jakimś wieku stajesz się trochę niewidzialny"
Lokalne kontakty sąsiedzkie, uniwersytety trzeciego wieku, wolontariat, zaangażowanie w organizacjach pozarządowych – to miejsca wprost stworzone dla seniorów, ale nadal zbyt rzadko przez nich odwiedzane. By walczyć z samotnością seniorzy muszą zdecydować się na budowanie szerokiej sieci relacji z rówieśnikami i młodszymi ludźmi (a inni im w tym pomóc). Telefon raz w miesiącu pt. "Hej, babciu, co słychać?” to za mało. Tym bardziej, że w czasie lakonicznej rozmowy, w której senior ze wstydu nie przyzna się do poczucia osamotnienia, można przeoczyć bardzo ważne sygnały, mogąc wskazywać na pogłębiającą się samotność i problemy ze zdrowiem psychicznym seniora.
W takich momentach profesjonalna pomoc - jak choćby oferowane przez Fundację "Twarze Depresji" programy zdalnego wsparcia psychologicznego - może okazać się kluczowa. Samotność nie musi być wyrokiem. - Kluczowa jest dobra diagnoza i dalsze kierowanie pacjenta - do psychiatry, publicznej służby zdrowia lub kontynuacja zdalnej pomocy – radzi psycholożka." Jest propozycja aby seniorzy mogli zamieszkać razem w kilka osób! Może to zdać egzamin, ale ja osobiście chętnie mogę się spotkać, pogadać, ale aby wspólnie mieszkać to zdecydowanie nie. Samej jest mi zupełnie dobrze, ale każda droga jest dobra, gdy można pomóc ludziom.
10 grudnia 2024. Dlaczego pieniążek przynosi szczęście?
Pieniążek, znany również jako „roślina chińska na szczęście”, jest uważany za symbol dobrobytu i powodzenia finansowego. Jego charakterystyczne, okrągłe liście przypominają monety, co w wielu kulturach wiąże się z przyciąganiem bogactwa i sukcesu materialnego. W feng shui roślinę tę często ustawia się w południowo-wschodniej części domu, która odpowiada za energię bogactwa. W Europie pieniążek zyskał także miano „rośliny przyjaźni”, ponieważ często jest przekazywana jako prezent w formie sadzonki.
Wszyscy rzucili się na pieniążka. Mój też rośnie i bardzo jestem z niego zadowolona. Mam nadzieję, że przyniesie mi obfitość finansową. Teraz jest szczególnie potrzebna, gdyż dostałam właśnie wyliczenie z mojej spółdzielni i okazało się, że czynsz wzrósł i to bardzo, bardzo solidnie. Zerknęłam na czynsz 2018 roku, dokładnie podwoił się, nawet z nawiązką.
Spółdzielnia jest bardzo aktywna. Na fundusz remontowy przeznaczyli 129 zł. Wspólne urządzenia to 149 zł. Teraz plany mają szalone na następny rok chcą stworzyć bazę do uprawiania sportu na osiedlu. Ja już widzę tych staruszków, których tutaj jest przewaga, uprawiających piłkę nożną! Płacimy jednak wszyscy. Większość ludzi głosowała za takimi nowymi inwestycjami. Ja napisałam swoje zdanie, no, ale byłam w mniejszości. Będą narzekać na wysokie czynsze. Spółdzielnia będzie się chwalić aktywnością, a wszyscy będziemy płacić. W obecnej sytuacji nie będę miała jednego pieniążka na oknie, ale 2 lub 3. Nie mam innego wyjścia.
9 grudnia 2024 Dzisiaj mam 2 wizyty u lekarza - u reumatologa i okulisty. Jedną już odbyłam i przyszłam trochę zdenerwowana, zmęczona. I niezadowolona. Takie leczenia od przypadku do przypadku do niczego dobrego nie doprowadzi. Starość niesie ze sobą choroby związane z reumatyzmem. Trudno się schylić. Usiąść. Nawet się ubrać. Zwalanie wszystkiego na starość to też chyba nie jest rozwiązanie problemu. Na karcie wypisu ze szpitala są choroby, na które pacjent cierpi, które oni stwierdzili, a lekarz w przychodni mówi, że tego nie uwzględni. Teraz kierują mnie od nowa na prześwietlenie, badania i tak dalej. RZS to dość podstępna choroba. Może prowadzić do kalectwa. Kobiety chorują około 3 razy częściej niż mężczyźni. Choroby się nie wyleczy, ale można ją zahamować, tak myślę. Co to jest reumatoidalne zapalenie stawów
Reumatoidalne zapalenie stawów (RZS, gościec, dawna nazwa: gościec przewlekle postępujący) jest przewlekłą chorobą zapalną atakującą stawy i różne narządy. Najbardziej charakterystycznym jej objawem jest ból, sztywność oraz obrzęk stawów rąk i stóp, ale zapalenie może dotyczyć także innych stawów. Nieleczona choroba prowadzi najczęściej do zniszczenia stawów i ciężkiej niesprawności, a także do uszkodzenia wielu narządów i przedwczesnego zgonu. Wczesne zastosowanie skutecznego leczenia hamuje postęp choroby, zapobiega jej powikłaniom i umożliwia normalne funkcjonowanie.
8 grudnia 2024 Seniorzy, nie dajmy się młodym, my też potrafimy iść z duchem czasu! Jarosław Kaczyński zabłysnął na platformie X!!! „Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński – ku zaskoczeniu wszystkich – rozpoczął karierę w mediach społecznościowych, a konkretniej na platformie X (dawniej Twitter – red.). Moment, jaki sobie na to wybrał, nie był oczywiście przypadkowy. Wymownie komentował wystąpienie Trzaskowskiego.”
Jarosław Kaczyński używa starego telefonu, smartfon jest zbyt trudny do obsługi? Nic to, najważniejsze, że się działa. Pan Jarosław jest 1949 roku. Młodszy niż ja o osiem lat. Ze mną jest jednak tak, że ja wszystkie nowości muszę opanować. Zdecydowanie wyprzedzam pana Jarosława. Ostatnio skonfigurowałam wszystkie poczty na Thunderbrit. Windows 11 był wyjątkowo oporny, ale nie dałam się, zrobiłam co trzeba.
Panie Jarosławie, proszę się nie przejmować memami. Wszystkich pan zaskoczył. Brawo dla seniora! Tak trzymać, a daleko Pan zajdzie. W moim wieku będzie już Pan nadążał za wszystkim.
Muszę się przyznać, że mnie też już jest coraz trudniej, kupuję urządzenia średniej klasy ze względu na cenę, ale także aby nie robić sobie kłopotu z obsługą. Tak to na starość jest. Ubawiłam się setnie... Niech żyje odwaga!
7 grudnia 2024 Mam pretensję do losu o to, że nie wiem, kiedy umrę i w jakim będę wtedy stanie. Takie rzeczy powinno się wiedzieć, aby to życie jakoś zaplanować. Lubię niekiedy poczytać takie łzawe historyjki dziękując losowi, że to nie mnie się przydarza. Popłakałam sobie trochę nad losem staruszki z tej powiastki. Do tej pory wigilii nie spędziłam jeszcze sama, ale wszystko przede mną. Los potrafi płatać figle. Tekst pochodzi z internetu. Zmieniłam jednak interpunkcję, bo się bardzo trudno czytało.
***
Wysprzątała dom. Odświeżyła każdy kryształ. Przetarła każdą figurkę, która przypominała miniony czas.
Choinka jeszcze. Westchnęła smutno - wszyscy ją ubierali razem, zawsze razem.
Dzisiaj sama, ale nie narzeka bo co to zmieni.
Miała bogate życie, przeżyła tyle cudownych chwil.
Dzieci..gdzieś są...jeszcze. telefon..milczy.
Poczeka...po co żale..każde ma swoje życie..
Rozsypała bombki, przejrzała lametę, zszarzała.. straciła blask.
Lampki rozplatała, świecą jak za dawnych lat.
Ziółka wystygly w filiżance. W piecu podskakują iskierki.
Poczłapała do kuchni. Pachnie w niej świątecznie. Ikto to wszystko zje?
Obdaruje sąsiada.
Choinka pachnie, co roku kupuje mniejszą, ale zawsze świeżą.
Błyskają ozdóbki. Ubiera powolutku, z namaszczeniem, przeciąga czas.
Przypomina sobie wszystko co było przed laty. Kto co potłukł, jakiś żart.
Barszczem obrus poplamiony. Samotna, nie, skąd, ale sama stara baba.
Jak niedawno jeszcze usłyszała - piekna, młoda.
Dom pełen wrzawy świątecznej, kolędy, nutki, dzieci, krzyk, Mikołaj.
I pierwsza Gwiazda. Wołała - siadajcie do stołu, już czas...
Jutro zasiądzie sama, zaprosi jednak sąsiada.
Czas taki rodzinny, będzie namiastka.
Poranek wigilijny. Telefon.
Mamo, wpadamy i co mamy przywieźć.
Mam wszystko, potrzeba mi Was ..tylko.
I cuda się zdarzają raz na parę lat,
w końcu Wigilia...
6 grudnia 2024 Co jest w ludziach, że nie mogą pogodzić się z istnieniem Żydów? Przecież wśród Żydów jest wielu ludzi mądrych, wykształconych, wiernych Polaków. Każdy człowiek powinien wybrać sobie miejsce, gdzie chce żyć. Powinien decydować o swojej przynależności do danego narodu. To dla mnie jest wolność. Nikogo nie powinniśmy piętnować z racji jego pochodzenia. Jakim mamy wpływ na to, czy wywodzimy się z rodziny polskiej, żydowskiej, hiszpańskiej czy włoskiej? O nas powinny świadczyć nasze uczynki, sposób życia, stosunek do innych ludzi. Zainteresowała mnie ostatnio postać Emilii Ehrlich. Wykształcona, mądra, bliska współpracownica Jana Pawła II. Miała żydowskie korzenie. Była córką polskiego prawnika Ludwika Ehrlicha i Amerykanki Frances Thornton. Dr s. Emilia Ehrlich, właśc. Konstancja (Constance) Krystyna Ehrlich (ur. 18 kwietnia 1924 we Lwowie, zm. 14 grudnia 2006 w Krakowie) – polska zakonnica, biblistka, urszulanka Unii Rzymskiej. Anglistka, biblistka, sekretarka Rady Administracyjnej Fundacji Jana Pawła II, publicystka
W Apokalipsie. Księdze pocieszenia Emilia pisze: „Tu, na ziemi, ciągle nam czegoś brakuje, co w jakiś sposób należy do naszej natury, a czego czujemy się stale pozbawieni. Wydaje się, że losy na loterię, których życie nam dostarcza, najczęściej, jeśli nie stale, okazują się puste. Czujemy, że coś tu jest nie w porządku, i mamy rację. To znak, że wprawdzie nasze życie na ziemi przemija, ale my zostaliśmy stworzeni do nieśmiertelności i do szczęśliwości, która nie przeminie. Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie.”
Ostatnio problem duchowości człowieka interesuje mnie coraz bardziej. To blisko, już coraz bliżej gdy stanę po drugiej stronie życia, tej ważniejszej, wiecznej.
5 grudnia 2024 Sytuacja robi się na świecie naprawdę trudna. Spotkanie na Malcie nie posunie sprawy do przodu. Sikorski jasno się wypowiedział - "Wiemy, co robią: próbują odbudować imperium rosyjskie i na to nie ma zgody. Rosja niszczy Ukrainę, ale także przyszłość swojego kraju. Dopóki nie zakończy tej brutalnej wojny, jej członkostwo w OBWE powinno zostać zawieszone – powiedział Sikorski dziennikarzom już po tym, jak wyszedł z sali obrad."
W kraju też niewesoło. Ziobro nie stawi się przed komisją. Kiedy oni ich rozliczą? Co z Kaczyńskim? Ja myślę, że gdy przyjdą wybory prezydenckie, to twardy elektorat pisowski poprze kandydata wystawionego przez PiS bez względu na to, kto to będzie, nawet jakby to był przestępca, to będzie popierany. Nie wiem, jak to się dzieje, ale ci ludzie wierzą we wszystko, co im Kaczyński powie.
Nie ma ludzi, którzy nie popełniają błędów. Obecny rząd też ma problemy. Według mnie trzeba się zdecydować - albo darować winy, albo coś z tym zrobić! Puszczenie płazem tych wszystkich nadużyć też nie jest dobre, oni będą uważali że są bezkarni. Do polityki powinni iść ludzie, uczciwi, sprawiedliwi i mądrzy. Stołki przewracają w głowie i ujawniają właściwe oblicze ludzi. Kontrole u Rydzyka i głos Ziobry który pokazuje istotę sprawy - "Wierni mają zacząć się bać. Jednak pokonać naszej wiary nie udało się ani faszystom, ani komunistom. Nie uda się też gangowi Tuska." — napisał Zbigniew Ziobro na portalu X. Dobrze by było, żeby jeszcze politycy przestrzegali zasad wiary, której tak bronią. Słowa jedno, a czyny drugie.
4 grudnia 2024 Przez przypadek wróciłam do Mrożka. Pisze wspaniale. Nie wiem dlaczego przed laty nasze drogi się rozeszły, przestałam go lubić. Pamiętam, że w latach sześćdziesiątych byłam w Warszawie z grupą ludzi na jego sztuce teatralnej "Tango". Po raz pierwszy była wystawiona w Bydgoszczy, ale wtedy ja jeszcze z Bydgoszczą nie miałam nic wspólnego. Mrożek chyba miał jakieś kompleksy, gdyż napisał. "Kto mieszka w Bydgoszczy, tego stolica oszczy." Jakoś go nie opuściła, a nawet tą sztuką teatralną zdobył światową sławę.
Pamiętam, że na tym przedstawieniu był starszy pan, który zapytał mnie wprost, czy ja zrozumiałam co Mrożek chciał powiedzieć. Oczywiście, że zrozumiałam, dlaczego miałabym nie zrozumieć sensu sztuki. Nie wiem czy naprawdę nie rozumiał, czy chodziło o to, żeby ze mną porozmawiać. Wtedy jakoś bardzo chętnie panowie, szczególnie starsi, ze mną rozmawiali. "Mózg się zużywa i razem z nim problemy." Tak ocenił to Mrożek, a ja się przychylam do tej opinii. „Jestem człowiekiem myślącym głębiej. Człowiek nie może żyć bezmyślnie, na zasadzie mechanicznych odruchów.” Mam nadzieję, że nie tylko Sławomir Mrożek myśli, ja też się staram rozumieć co się wokół mnie dzieje. Znowu lubię Mrożka, to najważniejsze. Wstałam w nocy aby nagrać dalszą cześć jego wspomnień w autobiografii "Baltazar". Nagrywam tylko 2, 3 rozdziały, odsłuchuję i później szybciutko zasypiam. Rano na wszelki wypadek odtwarzam, żebym wiedziała, czego nie usłyszałam. To też jest sposób na bezsenność. Cieszę się że znowu wszystko jest na swoim miejscu. Dzisiaj jestem wyspana i świat zupełnie inaczej wygląda, naprawdę.
3 grudnia 2024 Profesor do studenta: - Jest pan bardzo inteligentnym człowiekiem, gdy rozumie pan, co pan napisał.
Ha!
Wolałabym rozumieć co czytam, wolałabym rozumieć co piszę, rozumieć swoje myśli i przeczucia. Świat i ludzi też chciałabym rozumieć, ale jakoś nie daję rady. U nas w filharmonii nie grają utworów rosyjskich kompozytorów, nie tylko tutaj, i nie chodzi tylko o muzykę. Nie mogę pojąć co ma Czajkowski albi Wysocki do Putina? Artysta ma prawo wyrażać swój świat i jest to sprawa ponadczasowa. Nie będę się już wgłębiać w temat.
Dzisiaj w nocy usnęłam po godzinie 4, a na 9 musiałam być w przychodni aby poddać się badaniom mojego serca. Bije jak może, sprawuje się jak może, uszkodzone lekko, ale jeszcze działa. Mózg umęczony nocnym czuwaniem odmawia współpracy. Na pocieszenie wiersz, pierwszy lepszy jaki mi wpadł w oko. Włodzimierz Wysocki to rosyjski poeta; ale jak pięknie i mądrze pisze...
Włodzimierz Wysocki Pieśń o ziemi
Kto to rzekł: pożar strawił nasz świat,
nigdy ziarna nie przyjmie już ziemia?!
Kto to rzekł: ziemia sczezła do cna?
Przecież tylko na chwilę zasnęła.
Nie wyczerpie nikt morza do dna,
macierzyństwa nikt ziemi nie skradnie!
Mówi ktoś, że spalona, lecz trwa,
choć z rozpaczy sczerniała szkaradnie.
Tak, przeciętą okopem ma pierś,
wokół wyrwy jak rany na ciele,
wszystkie nerwy wyprute na wierzch
- Ziemia cierpi nieziemskim cierpieniem.
Lecz wytrzyma, przeczeka zły czas,
nie próbujcie z niej zrobić kaleki!
Kto powiedział, że śpiew ziemi zgasł
i że ziemia zamilkła na wieki?
Przecież śpiewa przez rany, choć śpi,
zabrzmi życiem i jęki zagłuszy.
Przecież dusza człowiecza w niej tkwi,
a butami nie można zgnieść duszy.
2 grudnia 2024 Wszystko nareszcie w normie, wszelkie usterki domowo-komputerowe usunięte. Swobodna, rozprężona i zadowolona staruszka zaczyna spoglądać w stronę świąt. Należy już zaopatrzeć się we wszelkie stałe produkty, aby nie szukać w ostatniej chwili przysłowiowej przyprawy do piernika we wszystkich sklepach, bo wszędzie już wyprzedane. O jakiejś garderobie też wypadałoby pomyśleć? Ale czy warto? Nie wiem, nowa bluzeczka by przydała się, prawda?
Ostatnio przerażona wskaźnikiem wagi, zaczęłam trochę się gimnastykować. Może to za dużo powiedziane. Wskazanie w ćwiczeniu jest – usiądź! Ha, ale to wezwanie dla staruszki! Aby je wykonać muszę najpierw uklęknąć, następnie podpierając się o jakiś mebel dokonać tego wyczynu, ale jak trzeba, to trzeba. Przeraża mnie wizja, gdy będę już tak unieruchomiona, że nawet butów nie włożę. Trzeba trochę kości rozruszać. 20 minut musi się znaleźć rano na gimnastykę!!! Dużo już nie ugram, ale chyba będę trochę sprawniejsza. Na wykonanie takich ćwiczeń każdego stać, a samopoczucie po pokonaniu bariery lenistwa i rozpoczęciu ćwiczeń, jest naprawdę dużo lepsze. No to zaczynamy, włączyć komputer, rozłożyć na dywanie kocyk lub matę i do ćwiczeń.
1 grudnia 2024
Życie, a może los, daje nam znaki. Może mamy je ustawione na swojej drodze?! Zastanawiamy się którędy iść, jaką wybrać ścieżkę życia. Mamy sny, przeczucia, pojawiają się ludzie zmieniający nasze zastane układy, podróżujemy, szukamy nowej pracy, nas szukają inni. Tak to jest. Bywają wydarzenia których nie rozumiemy, nie jesteśmy w stanie zaakceptować, ale one się wdzierają do naszego życia. Ja mam takie przykłady, wy też macie, trzeba tylko sobie przypomnieć i starać się je odczytać. Przeczytałam wpis z 2014 roku, dziesięć lat minęło, ale mnie się wydaje że to tyło tak niedawno. A teraz znaki i przeczucia.
* Zadzwoniła kiedyś do mnie koleżanka z miasta, gdzie kiedyś mieszkałam.
- Halinko, chciałam się pożegnać.
Zdziwiłam się, nie wiedziałam dlaczego mamy tak postąpić.
- Ja niedługo umrę – powiedziała. Mówiła normalnie, była tylko smutna i taka bardziej skupiona.
Za dwa dni dostałam wiadomość, że Terenia nie żyje. Byłam w szoku i do dzisiaj nie mogę tego zapomnieć. Może wiemy więcej niż nam się wydaje...
* Byłam w Hamburgu. Szłam przez park mijając kamień poświęcony pamięci ofiar I i II wojny światowej. Obok stał mężczyzna skupiony i pogrążony w myślach, a może modlitwie. Pomyślałam wtedy że może w czasie wojny zginął jego syn lub ojciec, dla nas wróg, ale dla niego bliska osoba. Wtedy zrozumiałam że wszystko ma dwie strony medalu i nie nam osądzać.
W tym kontekście myślę o wojnie w Ukrainie. Coraz częściej mówi się o jej zakończeniu. Rosja skumała się z Koreą, mają kłopoty z ludźmi na froncie. Ukraina boryka się z dezercją żołnierzy, ucieczką przez granice. Oba kraje wzajemnie się niszczą. Co będzie dalej, dla Polski to bardzo ważna sprawa. Każde rozwiązanie będzie dla nas złe.
grudzień 2014
poniedziałek, 1 grudnia 2014
Mamy grudzień. Zima kokosi się za oknem, starszy mrozem, wiatrem huczy, który po nocach spać ludziom nie daje. Święta zbliżają się wielkimi krokami. Na szczęście mój zakład pracy podrzucił trochę grosza i dzięki temu jakoś wypoziomowałam budżet. Patrzę teraz na swoje sędziwe meble, przydeptane dywany i po głowie chodzi mi pomysł, aby poszukać jakiegoś sponsora, niechby sypnął groszem, zamienił moje mieszkanie w nowoczesny apartament. To byłoby piękne! No cóż. Pomarzyć można. Nie zmieni to jednak rzeczywistości. Trzeba będzie pochylić się nad dywanami, podłogami i doprowadzić je do stanu „przedpisego”. Luisek jest kochany, szczotkuję mu sierść, ale zawsze coś tam się zgubi, to chyba normalne. Starość ma to do siebie. Mnie też włosy zaczynają się przerzedzać.
Dzisiaj albo jutro żegnam Luisa. Chciano mi koniecznie wepchnąć pieniądze za opiekę, oburzyłam się jednak bardzo, wobec tego przytaszczono torbę wiktuałów, tak, że poczułam się jakby już była Gwiazdka. Co miałam zrobić, musiałam przyjąć. Nie uważam, że to jest w porządku, ale co z tymi dziećmi zrobić!
Wyznaję taką zasadę – gdy coś dla kogoś robię, to w momencie, gdy to zrobiłam zapominam, że zrobiłam. Nie musi się mnie z tej racji wynagradzać. Widocznie jednak inni czują się z tej racji nieszczególnie więc szukają sposobów uspokojenia sumienia. Ja przecież nie czuję się wykorzystywana, gdybym nie chciała, nie robiłabym i tyle.
W czasie spacerów poznałam wiele pań „pieskowych”. Jedna z nich opowiadała mi, że córka przyprowadziła do niej psa, aby się nim opiekowała w czasie świąt i psina już u niej jest pięć lat. I dobrze. Rodzina musi sobie pomagać i tyle.
wtorek, 2 grudnia 2014
Luis wybył. Już się przywiązałam do staruszka i czegoś mi brak. Ranek co prawda spokojny, bez biegania wokół bloku na zimnie, to prawda, ale jakoś tak trochę przykro. Wczoraj dzwonię do córki wieczorem i oczywiście udzielam jej stosownych rad jak opiekować się Luisem. Sama zaczęłam się śmiać, bo przecież już od dawna to ona sobie z tym daje radę. Jestem jednak w tej dziedzinie niezastąpiona!
Przypomniałam sobie „Wojnę domową”, kiedy to tymczasowi opiekunowie Jagody zachowywali się podobnie, twierdząc, że tylko oni wiedzą jak się z dzieckiem obchodzić. Wystąpiłam w podobnej roli. Tak to na starość bywa.
Englert we wczorajszym, wspaniałym zresztą spektaklu teatru telewizji, podsumowując dokonania życiowe doktora Kadara spuentował: ‘Najtrudniejszą rolą w życiu człowieka jest starość.” To może powiedzieć tylko ktoś, kto przeżył życie. On już wie, że to, co spartolone, takie zostanie. Nie da się naprawić przeszłości, a przyszłość nie zawsze daje szanse. Starość w tej strefie jest bezsilna.
A ta biedna babcia, której powierzono opiekę nad wnukiem w Andrzejki? Zostawiła pootwierane drzwi domu i dwuletni chłopiec zbudził się w nocy i postanowił wybrać się do domu sam… Znaleziono go wychłodzonego nad rzeką. Teraz walczy o życie. Daj Panie Boże, aby to dziecko udało się uratować. Współczuję dziecku, rodzinie i tej biednej babci, która jest w szoku. Dzieci mają swoją logikę i trzeba ją przewidzieć. A swoją drogą spać w domu który nie jest zamknięty na noc, to chyba brawura. Ja zawsze zamykam drzwi, w dzień zresztą też. Nie ma co kusić losu. Kiedy wnuk zostawał pod moją opieką, spałam obok łóżka na materacu, gdyż bałam się, że coś może mu się stać, a ja nie będę słyszała. Opieka nad powierzonymi naszej opiece dziećmi zobowiązuje.
środa, 3 grudnia 2014
Jestem wykończona! Pisać też nie mam siły. Dzisiaj zmierzyłam się z najtrudniejszym zadaniem, czyszczeniem mojego największego dywanu. Odkurzyłam wczoraj, a dzisiaj miałam czyścić pianą i szczotką. Oczywiście na wstępie szczotka, którą można było wkręcić do kija od normalnej szczotki, pękła. Włożyłam kurtkę i pobiegłam na bazarek, ale tam takich szczotek nie było. Kupiłam jakąś plastikową do ręcznego czyszczenia. To było już wezwanie! Ręczne czyszczenie mojego wełnianego dywanu 370x250 dało mi popalić. Na koniec przetarłam go wodą z octem i czekam teraz na mróz. Może dam radę wyciągnąć go na balkon i przemrozić, aby roztocza skonały w minusowym powietrzu.
Dywanu się nie pozbędę, gdyż ja nie lubię chodzić po gołej podłodze! Nie kupię sobie też innego, bo do tego jestem przywiązana. Gdyby zaistniał u mnie bum finansowy, dam go do czyszczenia, ale jakoś się na to nie zanosi. Ręce mnie tak bolą, że w ramach relaksu, po umyciu i wyczyszczeniu podłogi, przecież od czasu do czasu trzeba to zrobić także pod dywanem, chciałam „podciągnąć” kamizelę robioną własnoręcznie na drutach i musiałam się poddać. Nie miałam siły przebierać drutami. Teraz zasłużony odpoczynek mnie czeka. Będę czytać albo wgapiać się w telewizor. Jutro zrobię sobie przerwę, gdyż muszę w jakiej takiej kondycji dobrnąć do świąt, a muszę się zmierzyć z jeszcze jednym, ale ten już jest mniejszy, więc mnie tak nie przygnie do ziemi. To jest dla mnie męczące, nie praca, tylko te ograniczenia siłowe.
czwartek, 4 grudnia 2014
Wietrze, nie chodź sam po lesie - śpiewa mi do ucha artysta. Miło się słucha, ale ja nie wybiorę się z takim szaławiłą na spacer. Ja mam poważniejsze sprawy do załatwienia. Dywany wymuskane i teraz zastanawiam się nad sprawami Ojczyzny naszej ukochanej, która jakoś nie może zaznać spokoju. Co prawda osobiście mnie to nie dotyka, ale przecież serce boli. Dlaczego marnuje się ludzki potencjał, czas i bełta się ludziom w głowach.
13 grudnia ruszy marsz Wodza, któremu się jakoś w życiu nie układa. Zastanawia mnie ta data, ona nie jest przypadkowa. Może siłą chce się zdobyć władzę, gdy środki pokojowe zwane demokracją, takowej nie zapewniają?!
Najpierw Smoleńsk, nie wyszło. Największy piewca tej sprawy w czasie wyborów zniknął ( chodzi o pana M.). Pani P. dostała zakaz wypowiedzi. H. największe mieszadło, okazał się niewypałem. Zawiódł, drań jeden! Teraz na tapetę wzięto wybory. Sfałszowane! Kto niby je fałszował? Przecież mieli tam swoich przedstawicieli, ale teraz szerzy się opinia, że oni także zawiedli (tak stwierdził Pisowiec, sama słyszałam). Kto wobec tego jest w tej grupie ludzi uczciwy?!
Zwycięstwo w wyborach nie gwarantuje władzy tej partii, gdyż żadna licząca się siła polityczna nie stworzy z nimi koalicji, choć gotowi są kumać się z każdym, byle coś ugrać dla siebie. Pamiętam Samobronę… Pozostaje zdobycie władzy siłą, ale czy to da możliwość rządzenia? A może przewrót i dyktatura? Zamknie się nam wtedy wszystkim gębusie i trzeba będzie słuchać i siedzieć cicho. Uważam, że metody stosowane przez PiS mają na celu zaistnienie, gdyż jakoś nie widzę walki o polepszenie losu ludzi, o poprawę losu Polski. Nie chcę być Kasandrą, ale myślę, że komuś kurzy się z tej siwej głowy. Chciało by się rządzić, ale Piłsudskim to się nie będzie, proszę pana, to nie ten format.
piątek, 5 grudnia 2014
Oj, doloż moja dolo, dolo ciężka i smutna, jaki ty krzyż mi na barki wkładasz, dlaczegoż jesteś tak bałamutna. Ludzi stawiasz na mej drodze, którzy mienili się być mi przyjaciółmi, teraz mi ich zabierasz z powodu bajd wierutnych…
Napisałam o wodzu, wodza nie lubię i nie szanuję. Mam do tego chyba prawo. Jednak w związku z tym dostałam informację, że na moją stronę póki życia, ta osoba już nie zajrzy! Przecież nie ma tutaj obowiązku zaglądania, ale narażanie mnie na ostracyzm internetowy z tej racji jest niesprawiedliwością. Ja też mam honor, i muszę to wyraźnie powiedzieć, swoje zdanie to ja mam, niejeden "ludź" już się o tym przekonał, i trzeba by sobie zadać wiele trudu aby mnie przekonać do innych racji. I teraz krótkie – znikam – stawia mnie w sytuacji bez wyjścia. Trudno, będzie jak będzie, ja nie mam zamiaru się uginać pod czyjąś presją. Jedna osoba mi pisze ze znika, druga, że już nigdy do mnie nie napisze, albo znowu, że już się nie odezwie. To kto tutaj będzie do mnie zaglądał? I to wszystko z powodu moich poglądów? Likwiduję licznik, niech nikt nie ogląda mojego upadku.
W trudnych sytuacjach życiowych, gdy sama nie wiem jak jakąś sprawę rozwiązać, polecam ją Bogu, i tym razem też tak zrobię.
O Boże litościwy, Wszechmocny Panie, pogódź już w końcu Polaków i przynieś na ziemię polską jakieś mądre rozwiązanie. Niech znikną już podziały, walka o władzę po trupach, niech spokój nam zagości i Twoja Panie, pełna mądrości nauka. Niech jej nie wypaczają, nie plączą z polityką, nie naginają do niecnych działań i pozwolą widzieć świat takim, jakim nam go dajesz…
sobota, 6 grudnia 2014
Mikołajkowo dzisiaj dzień się zaczął i tak też się kończy. Drobiazgi, a cieszą. Nie wszystkich mogłam przytulić w tym dniu, ale trudno, jest jak jest. Szczególnie zaskoczył mnie pewien młodzian, który wygłosił frazę, która mnie wepchnęła w ziemię… Kiedy przedstawiałam swoje racje, gdzie trochę kręciłam, co innego obiecałam i teraz chcę postąpić zupełnie inaczej, spuentował wszystko zdecydowanie:
– Jestem przecież mężczyzną i jakoś to zniosę.
O Święci Pańscy, niedawno niemowlę, a teraz sprawy bierze na klatę, jak prawdziwy facet. Ufff! Tak to jest, jedna chwila odmienia życie. No cóż, nowa rzeczywistość.
Zajęłam się dzisiaj wypiekiem ciasta drożdżowego, aby gości godnie przyjąć.
Włożyłam w pracę wiele serca, a wypadło średnio.
To ciasto piekłam już kilka razy i wszystko szło dobrze, a dzisiaj, mimo że smaczne, drożdżowe średnio wyrosło. Zaparzałam mąkę w celu przedłużenia świeżości wypieku, ucierała, ubijałam jak mrówka, a jednak mam wewnętrzny niedosyt. Uważam, że to wina mąki. Pokusiłam się o zakup tańszej i tutaj upatruję uśrednienia sukcesu. Nie ma co, trzeba kupować sprawdzoną mąkę, której jest się pewnym. Mam przed oczami wypieki mamy, której ciasto drożdżowe przypominało puch… Mąkę jednak przywoziło się z pewnego źródła, no może umiejętności kucharki też były większe niż moje. Ciasta drożdżowe mnie dobijają, raz wypadnie tak, raz siak.
niedziela, 7 grudnia 2014
Facebook chyba ma lekkie skrzywienie odnośnie badań psycho- osobowościowych. Mnie wypadło, jak poniżej. I muszę przyznać, że to jest prawda. „Jesteś osobą bardzo przyjazną i szczęśliwą. Ciągle masz uśmiech na ustach i zawsze jesteś miła dla innych. Jeśli czasem pojawią się jakieś trudności, to uśmiechasz się przez łzy. Jesteś silną osobowością i masz wielu przyjaciół, którzy cię kochają. Masz wrogów, ale jesteś po prostu zbyt dobra dla nich. Potrzeby osób, które kochasz, stawiasz z reguły ponad własnymi. Możesz być bardzo otwarta i kreatywna, ale czasami również nieśmiała i nieco dziwna. Wielu ludzi cię kocha!”
Dobrze by było, aby ci, którzy mnie kochają, dawali mi to wyraźnie do zrozumienia. Same domniemania to trochę za mało. Starość, jaką sobie zafundowałam, ma złe i dobre strony. Mam swobodę i możliwość decyzji odnośnie wszystkich spraw, ale też dni, kiedy samotność dzielę sama z sobą. Nie mówię, że to jest źle, ale dobrze też nie jest. Boję się, że zacznę dryfować w kierunku zdziwaczenia. Ciągle o czymś lub o kimś myślę. Jestem już tym zmęczona. Koniecznie, kiedy już przeminie przedświąteczny sztorm, muszę zabrać się za konkretne sprawy, aby moje myśli były ukierunkowane.
Czytałam wczoraj wiersze - lubię poezję, nie ukrywam - i doszłam, do wniosku, że młody narybek pisze krzyżówki literackie. Czy ja mam starać się dotrzeć do sedna i zrozumieć, co poeta chciał powiedzieć, czy budzić w sobie poczucie piękna? Sama już nie wiem, co to się dzieje. Przecież nikt nie musi powielać Mickiewicza czy Petrarki, ale chyba jakieś granice są. Poeci piszą dla poetów, a my, pospolici zjadacze chleba, to co, podgatunek? Oto wiersz piękny i nie mający tajemnic, wszystko odsłonięte i wyraziste, według mnie. Zimowe drzewa
Sylvia Plath Atrament wilgotnych świtów roztapia błękit.
Na bibularzu mgły drzewa
Wyglądają jak botaniczny rysunek -
Wspomnienia narastają, słój po słoju,
Serią wesel.
Nie znając poronień ani płodności,
Uczciwsze od kobiet,
Rozsiewają się bez trudu!
Obcując z lotnymi wiatrami
Tkwią po pas w historii -
Uskrzydlone, oderwane od świata,
Są w tym podobne do Ledy.
O, matko liści i słodyczy,
Kim są te piety?
Cienie gołębic śpiewających, lecz nie dających ulgi.
Kiedy oglądam filmy, robię na drutach, potrzebnie czy nie, ale to daje mi komfort psychiczny. Z nudów nie zasypiam! Filmy doprowadzają mnie albo do wstrząsu, jak „Pokłosie”, albo też mnie usypiają. Starość jest dziwna i tyle.
poniedziałek, 8 grudnia 2014
Zastanawiam się dlaczego przytaczamy mądrości zwane aforyzmami, krótkie zwięzłe wypowiedzi filozoficzne i moralne. Co chcemy czytelnikowi powiedzieć – Ja już odkryłam istotę tej mądrości, może i ty postarasz się ją przyswoić? A może chcemy wynieść się ponad innych i zamienić się w nauczyciela siejącego wiedzę? Czy możemy się czegoś nauczyć o życiu, czytając aforyzmy, czy tylko uświadomić sobie coś, co dla nas jest oczywiste? Nie bardzo wiem, dlaczego z takim upodobaniem zaglądamy na strony z aforyzmami i je przytaczamy.
Ostatnie wydarzenia w naszym życiu politycznym aż proszą się o podsumowanie. To już nie działanie jednostki, to jakaś epidemia dotycząca przyswajania publicznych pieniędzy. Widocznie oliwa na wierzch wypływa, charakter człowieka się ujawnia w chwilach próby. Wybrałam maksymy, które jak mi się wydaje, oddają ducha dnia dzisiejszego.
Chamfort:W sprawach wielkich ludzie okazują się takimi, jakimi im wypada się okazać, w sprawach drobnych okazują się, jakimi są.
Iluż ludzi piętnowało nadużycia władzy do chwili, póki sami nie stali się jej depozytariuszami i z kolei nie otrzymali możności nadużywania jej.
Człowiek bez zasad bywa też człowiekiem bez charakteru, gdyż jeśliby się urodził z charakterem, poczułby potrzebę stworzenia sobie zasad.
A my, internauci, czy my w świecie realnym i internetowym jesteśmy tacy sami? Czy może chcemy tutaj stworzyć siebie na nowo, dać się poznać takimi, jakimi byśmy chcieli, aby nas widziano? Nikt nikogo nie zmusza do obnażania się wewnętrznego, ale pisząc takie a nie inne aforyzmy, uwidaczniamy innym swoje cechy charakteru, niekiedy nie zdając sobie z tego sprawy i albo sami mamy kłopoty ze sprostaniem wzorcowi, albo chcemy kłuć innych w oczy. Musiałam o tym napisać, gdyż sama, jak widać, mam z tym problem.
wtorek, 9 grudnia 2014
Mam jakąś awersję, gdy chodzi o duże sklepy. Musiałam załatwić sprawy właśnie w takim kolosie i o mało nie zemdlałam. To koszmar! Dobrze, że w torebce noszę zawsze, no prawie, jakieś słodycze i to pomogło mi przetrwać. Mało, że zmarnowałam czas mojej córki, to jeszcze byłam uciążliwa. Lepiej tam nie chodzić, gdy nie ma przymusu.
Popołudnie też miałam niespokojne. Przysiadłam na chwilę przy komputerze. Wciągnął mnie artykuł o Gabrielu Narutowiczu, 9 grudzień to rocznica śmierci, a woda w czajniku gotowała się bez umiaru. Byłam zdziwiona, co to za zapach spalenizny niesie się po domu i w końcu załapałam o co chodzi, poderwałam się i pobiegłam do kuchni. Czajnik zbrązowiał z rozpaczy… Wyłączyłam gaz i czekałam, co dalej będzie. Coś w środku skrzypiało, pękało, brało głęboki oddech, a kiedy hałas przycichł, potrząsnęłam czajnikiem badając, czy dno odpadnie, ale nie. Kamień, który odłożył się na ściankach grzecznie popękał i dał się wytrząsnąć. Nie ma więc złego, co by na dobre nie wyszło. Czajnik, który normalnie lśni srebrzyście został za pomocą „szorowacza” przywrócony do dawnego blasku i wszystko jest lepiej niż w stadium wyjściowym, tylko rączka nieco straciła na fasonie. Już myślałam, że będzie nowy wydatek. Wydatku nie ma, kamienia nie ma, czajnik jest!
Zrobiłam dzisiaj rybę z warzywami w nowym wydaniu, wyszła cudnie, dlatego odważyłam się o tym nadmienić. Oto krótki przepis bez podania proporcji, gdyż ja zrobiłam „na oko”. Pieczarki z cebulką przesmażyć na oliwie, dodać wodę, wrzucać kolejno przepołowione brukselki, pokrojone w talarki warzywa, poddusić do miękkości dodając sól, pieprz, ziele angielskie i pieprz w całości, skropić cytryną, dodać koperek i natką, rodzynki i pokrojone dwa, trzy daktyle. Na wierzch włożyć ugotowane krótko ryby – ja miałam łososia, pokaźne ścinki, 7 zł za kilogram!!! – skropione cytryną, osolone i posypane przyprawą do ryb. Wszystko jeszcze poddusić, dodać rozbełtaną w wodzie i łyżce śmietany mąkę, niech postoi i wszystko się „przegryzie”. Ugotować ziemniaki, dobre - to jest ważne, dodać łyżkę masła, obsypać koperkiem i wymieszać.
Kosztuje wszystko grosze, a obiad był pyszny. Naprawdę. Najważniejsze, to złapać w życiu dobrą okazję. czwartek, 11 grudnia 2014
Wczoraj w nocy nagle spadł śnieg. Niby nic nadzwyczajnego, przecież grudzień, a jednak coś we mnie w środku drgnęło. Biel za oknem przyszła niespodziewanie, tak jak starość - ani się obejrzysz, a już jesteś poważnym, wiekowym człowiekiem.
Ciągle kołacze mi w głowie postać Sońki z powieści Karpowicza o takim właśnie tytule. Środowy klub dyskusyjny oparł się na jej dziejach i przeżyciach. Sońka miała trudne i nie do pozazdroszczenia życie, ale miłość przeżyła szaloną i tej miłości, wyklętej, bo do Niemca, ja Sońce zazdroszczę. Kochała i była kochana, ale los mści się i wielkie szczęście najczęściej okupione jest łzami. Spotkanie dla mnie zakończyło się szczęśliwie, jako że przypadł mi w losowaniu szczęśliwy los i dostałam długopis firmy Parker! Pięknie pisze, jakiś łut szczęścia mi się jednak trafił. Chodzi za mną jeszcze jedno marzenie przypadkowo rozbudzone w czasie pobytu w sklepie meblowym. Raptem zapragnęłam mieć szezlong!!! Czy to naprawdę coś tak nieziszczalnego? Widzę siebie na owym meblu z książką w ręku, obok kaloryfera rozgrzewającego mnie do białości, szczęśliwą i spełnioną. Telewizję też bym mogła oglądać w tak relaksującej pozycji przysypiając nieco… Problem w tym, że nie mam środków nabywczych, a szkoda. Szezlong z ceną zmniejszoną do połowy czeka. Kolor mnie trochę przeraża. Nie mam w domu niczego szarego, a że sama już jestem szara, mogłabym nie odróżniać się od obicia tego zwiewnego mebelka. W głowie się nie mieści jakie szezlongi są drogie, to jakiś obłęd. Mebel dla elit.
W związku z powyższymi wydarzeniami noc miałam trudną i dlatego obudziłam się w atramentowej czerni nocy, gdyż o tej porze roku nie można nazwać tego świtem. Sen był z serii ciężkich. Śnił mi się mój wróg osobisty czyhający za oknem, a ja w pokoju z dwiema anakondami – to chyba wpływ tych szaleńców dających się wpakować do paszczy węża – parką maleńkich szczurków, których bałam się bardziej niż węży, i jakimiś jeszcze zwierzakami. Wszystko to bajecznie kolorowe, nawet podświetlane jakąś łuną złocistą, kłębiło się i biegało za mną. Koniec był jednak zaskakujący. Wróg został nagrodzony medalem, a ja namaszczałam mu ręce kremem, nie wiem z jakiego powodu, ale faktem jest, że się z nim pogodziłam i wszystko mu wybaczyłam. Teraz obudziłam się i nie wiem co mam robić. Szezlongu nie ma, miłości już się nie doczekam, śniegu nie ma ale starość mnie nie opuszcza. Pójdziemy sobie razem aż do końca, ja coraz starsza, starość coraz bardziej zaawansowana. Zgramy krok, może uda nam się przycupnąć na szezlongu, kto to wie.
sobota, 13 grudnia 2014
Dzisiaj dzień szczególny, w niedzielę 13 grudnia 1981 r. wprowadzono stanu wojenny na terenie całego kraju. Zapaliłam świeczkę o 19,30 aby uczcić pamięć tych, którzy oddali życie w walce o wolność, byli prześladowani, internowani. Cieszmy się z wolności, którą mamy. Świat nie jest obecnie spokojny. Kochajcie swoich wrogów i módlcie się za tych, którzy was gnębią, abyście mogli być synami swojego niebiańskiego Ojca. Cóż w tym nadzwyczajnego, jeżeli będziecie pozdrawiali tylko swoich współbraci? Mateusza 5,44-45.47
niedziela, 14 grudnia 2014
Miałam takie zdarzenie, nie pierwszy raz i to jest najgorsze, pewna pani niby to żartem, stwierdziła:
– Pani to wszystko wie, jaka też pani mądra.
Puściłam to mimo uszu, ale zaderka w sercu pozostała. No bo w końcu co, mam czuć się winna, że czytam ze zrozumieniem, mam swoje zdanie i potrafię je wyartykułować? Mądrość i inteligencja to dwie rzeczy nie zawsze idące w parze. Ktoś może być mądry, ale mało inteligentny i odwrotnie. „Inteligencja to sposób posługiwania się rozumem, a mądrość - umiejętność podejmowania właściwych decyzji.” O mojej inteligencji się niestety nie wypowiedziano. Inteligencja to cecha wrodzona, natomiast mądrość można rozwijać. Ja widocznie jestem tylko „mądrawa”, gdyż do mądrości mi daleko. Im więcej latek, tym myślenie i mowa spowalnia, ruchy i chód wstrzymują tempo, tylko serce coraz łaskawsze dla bliskich i lubianych, wyrozumiałości więcej i radości z małych rzeczy przybywa. Słowa wypowiedziane pod moim adresem muszę jednak wziąć pod uwagę, gdyż może za tym kryje się coś więcej, a zarozumiałą osobą ta ja nie mam zamiaru być, to byłoby naprawdę przykre.
Zaraz przytrę sobie nosa, idę robić kulebiak i modlę się, aby się udał. Drożdżowe ciasto coś ostatnio mnie dołuje.
poniedziałek, 15 grudnia 2014 Kulebiak wyszedł bardzo dobrze i dlatego podaję przepis ściągnięty z internetu, ale niestety nie mam linka. Ciasto jest trochę inne niż to, jakie robiłam dotychczas, wyszło chrupkie i delikatne. Najlepiej składniki farszu przygotowć dzień wcześniej, gdyż inaczej pół dnia by spędziło się w kuchni. Ja wszystko mieszałam blendererem, szybciej to niż mielenie maszynką. Czas przygotowania ciasta trzeba uwzględnić, gdyż nie rośnie ono tak szybko jak normalne ciasto drożdżowe. Trud się opłaci, danie naprawdę smaczne - w mojej wersji z sosem grzybowym zrobionym na bazie wywaru z grzybów ugotowanych w małej ilości wody.
Składniki:
Ciasto: 1/2 kg mąki
1 szklanka mleka
3 dag drożdży
1 czubata łyżka masła lub margaryny
2 łyżki oleju
2 jajka i 1 żółtko
1 płaska łyżka cukru
1 łyżeczka soli Farsz: 1/2 kg kiszonej kapusty
1/4 kg pieczarek
100 g suszonych grzybów
1 duża cebula
Drożdże rozpuść w ciepłym mleku. Mąkę wymieszaj z pozostałymi składnikami, dolej mleko i wyrób ciasto. Odstaw je na godzinę do wyrośnięcia.
Namoczone wcześniej grzyby suszone ugotuj. Pieczarki podsmaż razem z cebulą, dodaj suszone grzyby. Kapustę ugotuj, odciśnij i podsmaż, wymieszaj z grzybami, następnie całość drobno posiekaj albo zmiel. Dopraw pieprzem i solą.
Ciasto podziel na dwie części, rozwałkuj, rozsmaruj farsz i zwijaj jak makowiec. Możesz upiec kulebiaki w pergaminie, wysmarowanym olejem, albo w formie keksowej. W tym drugim przypadku, możesz posmarować wierzch kulebiaka roztrzepanym żółtkiem. Piecz kulebiaki przez godzinę w 150 stopniach.
wtorek, 16 grudnia 2014
Sądny dzień dzisiaj nastał. Od rana boli mnie głowa i tak naprawdę ledwo funkcjonuję. W związku z tym zrobiłam sobie odpoczynek od prac ciężkich i absorbujących. Zapakowałam przesyłki na allegro i w ramach relaksu poszłam na pocztę. Odstałam swoje, jako że naród wysyła kartki świąteczne, ale nie ja. To mój wybór. Odzwyczaiłam się od tej tradycji, uważam, że internet i telefon wystarczą. Następnie wyciągnęłam zaskórniaki chomikowane na koncie, aby uroczyście obchodzić święta, i zrobiłam zakupy. Nic specjalnego, ale pieniądze nikną w oczach. Najważniejsze, że udało mi się osiągnąć niedostępną do tej pory przyprawę do piernika. Piekę taki na prawdziwym miodzie i to jest mój "gwóźdź" wypiekowy. Oby tylko się udał.
Na schodach natknęłam się na „chłopców” parających się jakimiś pracami w piwnicy i zaangażowałam ich do wyniesienia pakunków, którym nie dawałam rady. To moja postępująca starcza słabość. Bardzo się dziwili, twierdząc, że bagaże wcale nie były ciężkie. To dla nich nie były ciężkie, ja nie dawałam sobie z nimi rady. Musiałam się oczywiście szarpnąć na napiwek, ale najważniejsze, że mam to z głowy.
Następnie zajrzałam do kompa i z bólem stwierdziłam, że jakaś „allergik” błaga, aby coś tam wysłać natychmiast, gdyż inaczej świat mu się zawali. Co miałam robić, spakowałam co należy i pobiegłam znowu na pocztę. Dobroć przedświąteczna obowiązuje! Przy okazji jeszcze wstąpiłam do sklepów, ale to już było niezbyt konieczne. Muszę się wystrzegać takich odwiedzin, trzeba kupić to, co należy, a nie to, co bym chciała.
Na dodatek zapomniałam, że w dniu dzisiejszym będzie odprawiona msza, którą zamówiłam, i kiedy załapałam, że już trwa, nie pomogły biegi na przełaj. Ksiądz tylko mnie pobłogosławił, a także innych wiernych, i wróciłam jak niepyszna do domu – ja, wyrodna córka, żona i synowa. Dodam jeszcze, że idąc z kościoła „przebrałam sobie nogę” – tak mówiła moja babcia. Boli mnie tak, że kuśtykam na jednej nodze, unosząc drugą, aby jej nie obciążać. Kiedy mi to ustąpi, nie mam pojęcia. Szczęście, że już jest wieczór, więc mam nadzieję, że nic przykrego mi się nie przydarzy.
środa, 17 grudnia 2014
Lubię rankiem obudzić się, kiedy jeszcze szarość zasłania okna, częściowo tylko przysłonięte roletami, a światło latarni, niekiedy także jadących gdzieś w oddali samochodów, wdziera się przez szyby i kładzie się blaskiem na ściany przyozdobione wzorkiem firanek zakładanych na czas zimowy, krótkich, sięgających parapetu, lśni na meblach zmieniających się srebrzyste płaszczyzny, tańczy na dywanie, drży leciutko z przejęcia, że zdołało wtargnąć jak złodziejaszek do cudzego domu. Analizuję wtedy swoje sny i przywołuję w myślach ludzi, którzy włamali się do mojego sennego świata. Niekiedy zachwycam się scenerią jaka mnie owładnęła, a której nigdy nie widziałam na jawie, albo staram się wypruć z myśli osobników goszczących u mnie uparcie, a pojawiających się tak często, że nie mogąc się ich pozbyć i zmuszona jestem nauczyć się z tym żyć, tak jak z przypadłością chorobową. Widocznie coś ich przy mnie trzyma, tylko ja nie potrafię sobie tego wyjaśnić i zrozumieć dlaczego do mnie wracają. Tak to niekiedy bywa, gdy człowiek gości na krawędzi nierozpoznanych światów.
Dzisiaj było jednak zupełnie inaczej. Przed szóstą zadzwonił siarczyście telefon wyrywając mnie z głębokiego snu. To nie było miłe, tym bardziej, że zasnęłam daleko po północy, oddając się wieczorem lekturze. Ani spać, ani cokolwiek robić, gdyż zmęczona byłam bardzo. Udało mi się po jakimś czasie zasnąć, ale już dzień rozpościerał się za oknem i ci, którzy mieli mi coś tam do powiedzenia, nieświadomi mojej kondycji, dzwonili ze swoimi lub moimi sprawami, które trzeba było załatwić. Cały dzień byłam zupełnie rozbita, a że tak nie da się funkcjonować, pozwoliłam sobie na długą drzemkę i teraz zabiorę się do pracy. Kiedy uda mi się zasnąć wieczorem, nie wiem. Wiem jedno, na noc wyciszę telefon do granic możliwości.
czwartek, 18 grudnia 2014
Dzisiaj pastwiłam się nad firankami i oknami. Mam to już z głowy. Jeszcze tylko drobiazgi i będę gotowa do bezpośrednich przygotowań. Chodzę powoli i muszę często odpoczywać, gdyż noga daje o sobie znać. Miejmy nadzieję, że do świąt minie.
Dzisiaj chciałam jeszcze kupić drobiazgi w sklepie X. Moja córka mnie podwiezie, autobusy i dojścia odłożę na później. Przeglądałam w związku z tym prospekty reklamowe i oczom nie wierzyłam. Porównałam ostatni i jakiś tam odłożony z wcześniejszego okresu. Fotel - prosty, zwyczajny, z giętego drewna jak to teraz w modzie, nic nadzwyczajnego, więc i cena dostępna. Klient miał zyskać 79 zł i kupić mebelek za 150 zł. W poprzedniej reklamie był do nabycia za 175 zł. Skąd więc się wziął ten upust 79 zł? Wszystkie te obniżki to wielka ściema i tyle. Chcą pozbyć się towaru mało chodliwego, piszą więc, co chcą. Kto tam pamięta, jaka była poprzednia cena, a tak może się ktoś skusi i kupi.
Wesołych przygotowań świątecznych życzę. Pożytek z tego jest, gdyż dom posprzątać należy perfekcyjnie, a to będzie procentować przez najbliższy miesiąc.
piątek, 19 grudnia 2014
Kupiłam już ryby, sprawione powędrowały do zamrażalnika. A co tam, może i trochę stracą na smaku, ale ja zyskam na czasie i nie będę robiła dziesięć rzeczy na raz. Na wyszabrowanych ościach z mięskiem zrobiłam zupę rybną z lanymi kluseczkami. Wyszła wspaniale. Dodanie cytryny na końcu jest konieczne. Niweluje się wtedy zapach rybi.
Na wigilię moja córka zrobiła przydział potraw. Każdy przyjdzie ze swoim specjałem. Zawsze mnie to zastanawia, że na ten jedyny wieczór przygotowuje się tyle potraw! Gdybym zjadała tylko solidnie próbując wszystko na co dzień, chyba przypominałabym słonia. Kiedyś, kiedy na kolacji wigilijnej zbierało się szerokie grono rodzinne, miało to swoje uzasadnienie, ale teraz?! Kilka osób, a jadła fura. No niech tam, tradycja to tradycja.
Pewien dowcipniś, wiedząc, że uwielbiam grzybobranie i to ja będę przygotowywała zupę grzybową, podesłał mi obrazy przedstawiające grzyby. Rosną takie podobno w Rosji! Grzyby olbrzymy, chyba jakieś mutanty. Dostałam palpitacji serca… Jeszcze czegoś takiego nie widziałam. Chyba się do tych lasów wybiorę aby na własne oczy to zobaczyć. Nie mogę spokojnie na te okazy patrzeć. sobota, 20 grudnia 2014
Krok do przodu - upiekłam ciasteczka, zaraz będę lukrować. Jakoś ze Świętami trzeba się zmierzyć. Z Wigilią też nie ma żartów. Znalazłam w Internecie przesądy związane z tym dniem. Nie wiem jak temu wszystkiemu sprostać. Skąd ja wezmę czerwono-złoty obrus? Jeszcze takiego bogatego zdobnictwa nie miałam w domu. Warto jednak wszystko brać pod uwagę, aby zapewnić sobie dobrobyt. Oto wytyczne:
1. Dzień najlepiej zacząć od umycia twarzy zimną wodą, a do umywalki lub wanny trzeba włożyć monety.
2. W Wigilię nie należy wydawać żadnych pieniędzy. Trzeba też przed tym dniem uregulować wszystkie długi, aby portfel w nadchodzącym roku nie świecił pustkami. Najważniejszy przesąd jest jednak taki, by w dzień Wigilii nikomu niczego nie pożyczać. Grozi to utratą majątku!
3. Nie zapomnijmy o powieszeniu na choince kilku miodowych pierników, cukierków i orzechów zawiniętych w złotko. Ten zabieg powinien zapewnić nam w nadchodzącym roku dobrobyt.
4. Przygotowując wigilijny stół należy zadbać o to, by był udekorowany na czerwono i złoto, kolory te oznaczają bowiem bogactwo i szczęście. Pod talerz każdego z domowników trzeba położyć monetę, aby nikomu w rodzinie nie zabrakło gotówki. A podczas kolacji warto mieć przy sobie drobną sumę pieniędzy – dzięki temu nie będziemy cierpieć na ich brak przez cały kolejny rok.
5. Podczas wigilii koniecznie trzeba skosztować każdej potrawy, szczególnie dużo należy zjeść maku, który uważany jest za synonim dostatku. Według niektórych wierzeń na wieczerzy wigilijnej nie powinno zabraknąć też białej fasoli, gwarantuje ona spokój w finansach.
6. Musimy zadbać, aby w dzień Wigilii się nie przeziębić ani nie rozchorować. Musimy bardzo uważać na swoje zdrowie, ponieważ w przeciwnym wypadku będziemy chorować cały kolejny rok.
7. Nie kłóćmy się w Wigilię, bo będziemy to robić cały rok.
8. Nie szyjemy i nie naprawiamy niczego, bo będziemy to robić cały rok.
9. Jeżeli w dzień wigilijny pierwszy przekroczy próg naszego domostwa mężczyzna, wszyscy domownicy będą cieszyć się szczęściem cały rok. Przekroczenie progu przez kobietę wróży pecha.
10. Liczba uczestników wieczerzy wigilijnej powinna być parzysta. W przeciwnym razie może spotkać domowników pech. Dawno temu, aby ustrzec się nieszczęściu zapraszano osobę bezdomną do wspólnej Wigilii, aby liczba osób się zgadzała.
niedziela, 21 grudnia 2014
Papież Franciszek nawołuje, aby Święta miały charakter duchowy. Zgadzam się z tym. Zaczęłam dzisiaj od kościoła i modlitwy. To pierwszy krok, ale to za mało. Ksiądz powiedział coś takiego, co mnie zmusiło do spojrzenia na siebie i poszperania w swoim wnętrzu. „Bóg będzie nas najpierw pytał, co w życiu zrobiliśmy dobrego, a nie, co zrobiliśmy złego.” I tutaj jest naprawdę o czym myśleć!
Gdy postąpimy nie tak jak należy, wiemy to od razu. Podgryza nas coś od środka, gorzej jest, gdy nie zdajemy sobie z tego sprawy, to już jest tragedia. Kiedy jednak przyjdzie odpowiedzieć sobie na pytanie, co zrobiliśmy dobrego, sprawa się komplikuje. Czy to, że nie robimy niczego złego, to już wystarczy? Chyba nie. Zastanawiam się, co ja dzisiaj zrobiłam dobrego? Ugotowałam obiad i zje go rodzina. Czy to coś nadzwyczajnego, chyba nie. Upiekłam piernik, na który wszyscy czekają. To też normalność. Jak ja się przy tym starałam, robiłam według przepisu i czekałam w napięciu, czy będzie wszystko jak należy. Piernik naszpikowany jest bakaliami, orzechami i musi go trzymać 1 dekagram sody! Ile to jest 1 dekagram? Dodaje się na oko, ale jak będzie za mało uklapnie, a jak za dużo będzie czuć zapach sody. Na szczęście trzyma się dzielnie, nie upadł. Przełożę go jak ostygnie powidłami, polukruję, odstoi się w lodówce i będzie do konsumpcji gdy przyjdzie jego czas.
W trakcie pieczenia przydarzyła mi się jednak mała przygoda. Urwał się „dzyndzelek” do nastawiania prędkości obrotów miksera. Ołówkiem przesunęłam na maksa i ubijałam, najpierw pianę, a później przeszłam do masła i cukru. Problemem było jednak wyłączenie. Musiałabym wyjąć z gniazdka wtyczkę, a że nie chciało mi się tego zrobić, chybcikiem przesunęłam mieszadła z jednego garnka do drugiego i w obrębie parunastu centymetrów piana osiadła na wszystkim wokół. Rozbawiło mnie to jednak dzięki Izabeli Dąbrowskiej.
To aktorka, nazwijmy to charakterystyczna, która grała w „Bożej podszewce” żonę Bronisia, a teraz gra w „Blondynce” i tylko dla niej serial oglądałm. Kobieta jest nie do przebicia. Wystarczy, że pojawi, a mnie już się poprawia humor.
W „Podszewce” była taka scena, kiedy pani Izabela uwijała się w kuchni, zapuszczonej i brudnej, a może w salonie, już nie pamiętam, i wyrabiając ciasto dmuchnęła w mąkę, która zaścieliła wszystko wokół białą mgiełką. To właśnie mi się przypomniało, kiedy piana osiadła na moich wyglansowanych szafkach.
Typ kobiety, który prezentuje Izabela Dąbrowska, dla mnie jest bardzo do przyjęcia, i fizycznie – jest naprawdę ładna i zgrabna, a postacie, które gra są pełne swoistego humoru i bliskie widzowi. Zaznaczam, że moja kuchnia wróciła do stanu gotowości świątecznej.
poniedziałek, 22 grudnia 2014 Oto Rynek w Bydgoszczy w świątecznej dekoracji. W niedzielę na chwilkę przestało padać i z moją córką wyprawiłam się do Centrum aby podziwiać miasto lśniące się wieczorem.
wtorek, 23 grudnia 2014
Tak pada, że zrobiło się ciemno w pokoju. Niebo w burościach jaśniejących górą, tężejących dołem. Czy tak powinno się witać Boże Narodzenie? Na dodatek gotuję kapustę, aby to już mieć za sobą. Wyszłam z tego "kapuścianego cyklonu", zamknęłam drzwi do pokoju i czekam kiedy kapusta w kuchni zmięknie na małym ogniu, ale przy pootwieranych oknach. Fasola też dochodzi. Kapusta to moje utrapienie powonieniowe. Ugotować trzeba, robię więc to już dzisiaj, aby nie męczyć się jutro.
Przymierzam się, siedząc bezczynnie, do wystroju wigilijnego stołu. Serwetki w nasyconej czerwieni ze złotym ornamentem, choinka bogato wystrojona, to elementy, które przyniosą mi dobrobyt w nowym roku!!! Jest tak ciemno, że nie pomaga oświetlenie i zdjęciu brak ostrości. Oczywiście obrus będzie inny, stół rozsunięty, ale to przecież tylko przymiarka. Oto wyniki moich zmagań wymuszone w związku z gotowaniem kapusty kiszonej.
Przejrzałam także zeszyt z życzeniami na rok 2014, które zapisane zostały w czasie Wigilii w ubiegłym roku, i jak widzę, nie do końca są zrealizowane. Ja w tym roku nie pójdę już na łatwiznę. Jeden z członków rodziny zapewnił sobie dzięki wpisowi do zeszytu dobrobyt materialny, więc też pójdę w tym kierunku! Zawsze pomijałam sprawę pieniędzy, gdyż uważałam to za niegodny cel, ale widzę, że to był błąd. Zobaczymy, co przyniesie mi Nowy Roczek, gdy jasno wyłożę swoje potrzeby.
środa, 24 grudnia 2014
czwartek, 25 grudnia 2014
Boże Narodzenie! Święto ponad świętami. Nie jest sprawą najważniejszą, czy to prawdziwa data narodzenia, czy może przesunięta o kilka lat i dni, ważne jest to, że rodziny są w tym dniu razem, że miłość płynie z serc, wnuczęta przytulają się do dziadków i nie przeszkadza im, że zmarszczki orzą stare twarze, że ludzie mają na ustach dobre słowa, a niesnaski idą w zapomnienie. Dla mnie ważny jest cud miłości między ludźmi. Świat będzie lepszy, gdy zmieni się każdy z nas. Bez tej transformacji wszystko zostanie po staremu.
Cieszę się, że w czasie Wigilii byłam z dzieckiem, bo przecież dla mnie to zawsze dziecko, przedmiot troski, miłości i nieustannego zainteresowania. Na Skypie mogłam złożyć życzenia wnukowi i całej rodzinie mojej córki. Nie mam już siły jechać 700 kilometrów, ale może na wiosnę jeszcze się wybiorę. Jak doczekam…Życzenia zostały spisane, podsumowanie zrobione, zeszyt po wklejeniu zdjęć odłożę i zobaczymy jak każdy doszedł do celu, w czasie następnej „rozliczeniówki”.
Na zdjęciu jestem tylko ja z Asią, gdyż my i tak jesteśmy upublicznione. Reszta nie wyraża ochoty do publikowania swoich podobizn prywatnie w Internecie. I słusznie. Serwetki na stole, jak widać, zindywidualizowane. Straciłam cierpliwość przy układaniu, każda wychodziła inaczej! Manualne "talenta" jakoś mi się nie trzymają, nie mam cierpliwości „dłubaniowej”.Trzeba mnie przyjąć taką, jaka jestem, nie ma rady. Kuchnia natomiast na najwyższym poziomie, szczególnie ryby. Na wyróżnienie zasługuje karp w pomarańczach i cytrynach. Tradycja tradycją, a świat idzie do przodu, moje spełnienia kulinarne, także. Podążam za Ewą W.
Zaraz obiad, to znaczy kontynuacja kolacji wigilijnej, przecież nie zmarnuje się tyle dobra, a sił już nie było aby to zjeść. A tak na marginesie, to najbardziej przypadła mi do gustu końcówka wczorajszej kolacji – łosoś w galarecie(ja), sałatka z tuńczyka(Asia), śledź w jakiejś zaprawie(gość) – wszystko skropione cytryną. Ożywcze to było i miało odmienny smak. No to do dzieła! Znowu przejedzenie. W kościele już byłam. Wszystko jest we właściwej kolejności. piątek, 26 grudnia 2014
Dlaczego ja ciągle widzę tylko starość? Jestem przewrażliwiona!? Dotknęła mnie, jest ze mną i wszystko w moim małym świecie kręcie się wokół niej. Zostaje w finale tylko jedno, przejście do innego stanu istnienia i dlatego człowiek chce uszczknąć co się da, ale to jest dosyć trudne. Zmarł Stanisław Barańczak, poeta, tłumacz, działacz Solidarności. Zmagał się z Parkinsonem. Oto jego słowa: Jeśli cię boli:
– dobra wiadomość: żyjesz
– zła wiadomość: ten ból czujesz wyłącznie ty.
Przychodzi moment, że uwalnia się człowiek nawet od bólu, ale co dalej, wie tylko ten, kto przeszedł na drugą stronę. Śmierć traktuje wszystkich według swojego taryfikatora. Osobiście chciałabym wiedzieć, kiedy do mnie zawita, jednak ona nie zdradza daty swoich odwiedzin. Daje jednak sygnały - oznaki starzenia się, ułomności są przedpolem jej działania. Dzisiaj w kościele ksiądz emeryt upadł podczas forsowania schodów po rozdaniu komunii. Konsternacja, zamieszanie, zbieranie hostii i podnoszenie staruszka. Nie wiem, jakie kryteria obowiązują księży, ale może lepiej trochę usunąć się z pierwszej linii, gdy siły już nie te. Stało się, wszystko się stać może, sama już wiem coś niecoś na ten temat. Do tej pory byłam sprawna, ale od kilku dni dokucza mi ból stopy i na wycieczkę to już bym się nie wybrała, mimo, że Myślęcinek miałam w planie. Zrealizuję wycieczkę, ale nie dzisiaj mimo, że ranek zalśnił zimowo - minus 6, śnieg, kryształy wody osadzone na gałęziach, słońce ostre i zaczepne, rozigrane na połaciach śniegu wrony - pogoda taka, jaka powinna być na Święta. Trochę się wszystko spóźniło, ale tak to już w życiu jest, że wszystko przychodzi nie w porę, albo za późno albo za wcześnie. Cieszyć się trzeba tym, co się ma.
sobota, 27 grudnia 2014
Trochę w czasie świąt pooglądałam filmów, jakoś trzeba się ukulturalnić. Może najpierw „Ida” Pawlikowskiego. O filmie głośno, już prawie ma Oscara! Nie dziwię się, że taką problematykę się winduje. „Przed złożeniem ślubów zakonnych Anna zgodnie z zaleceniem matki przełożonej musi odwiedzić swoją ciotkę Wandę. Wraz z nią ruszają w podróż, która pomoże im obu odkryć, kim są. Postać Wandy (w jej roli Agata Kulesza) była inspirowana postacią Heleny Wolińskiej-Brus.”
Film oszczędny, ascetyczny w wyrazie – ludzie, miasta, ulice, wystrój wnętrz - wszystko brudne, szare, paskudne wręcz. Skóra cierpnie, kiedy to się ogląda. Polski antysemityzm rozpanoszony, posunięty do zbrodni. Ja naprawdę nie wiem, gdzie byli ci polscy oprawcy, jak się kamuflowali przez tyle lat? To chyba były naprawdę incydentalne wydarzenia, a teraz rozdmuchane międzynarodowo, dobrej opinii nam nie przysporzą. Przebiją tych, którzy narażali, a niekiedy poświęcali swoje życie, aby ratować Żydów. Coś we mnie się buntuje po obejrzeniu tego filmu.
Poruszyła mnie jedna jeszcze kwestia. Odbywając podróż do korzeni Anna, kandydatka na zakonnicę, wychowana u sióstr, poznaje życie także z normalnej strony. Wzruszająca scena szczerej rozmowy z ciotką winduje na plan pierwszy myśl – możemy się poświęcić sprawie wtedy, gdy wiemy, co tracimy. Krótki romans Anny nie zatrzymuje jej przy miłości do mężczyzny, ale wiedzie ku poświęceniu się życiu zakonnemu. I to jest wybór, prawdziwy wybór. Tutaj nie jest najważniejszy nawet cel Anny, ale każdy nasz wybór w życiu. Aby wybrać, trzeba wiedzieć co się traci, i wtedy można murem trwać przy swoim wyborze.
niedziela, 28 grudnia 2014
Problematyka żydowska mnie jakoś nie opuszcza. „Co nam zostało” Zeruyi Shalev to opowieść o starości i umieraniu, i nie jest chyba istotne, gdzie taki proces zachodzi, w Jerozolimie czy Bydgoszczy, wszędzie ma takie samo podłoże. Co prawda bohaterka dopiero w obliczu śmierci dokonuje podsumowań i dojrzewa do miłości, rozliczeń, i uwalniania się od przeszłości, ale może lepiej późno, niż wcale. Trochę mnie już to męczy, gdyż starości to ja mam na co dzień dosyć, swojej własnej, ale tak się to jakoś układa. Książkę doczytam do końca, gdyż jest świetnie napisana.
Wracając jeszcze do wczorajszego wpisu o „Idzie”, chcę dorzucić artykuł, dla równowagi, o drugiej stronie medalu, a mianowicie o postawie Żydów wobec swoich pobratymców. Naprawdę warto go przeczytać, aby poznać prawdę. Ludzie ratując samych siebie, są zdolni do niewyobrażalnych postępów jeżących z przerażenia włosy na głowie. I to nie jakiś margines społeczny, ale najczęściej elita intelektualna. Przytaczam fragment.
Każdego dnia, by uratować własną skórę, każdy policjant żydowski przyprowadzał siedem osób, by je poświęcić na ołtarzu eksterminacji. Przyprowadzał ze sobą kogokolwiek mógł schwytać – przyjaciół, krewnych, nawet członków najbliższej rodziny. Byli policjanci, którzy ofiarowywali swych własnych wiekowych rodziców z usprawiedliwieniem, że ci i tak szybko umrą” [podkr. J.R.N.] (Por. B. Goldstein: „The Star Bear Witness”, New York 1949, s. 66, 106, 129). Klara Mirska, Żydówka, która opuściła Polskę w 1968 roku, nie miała w swych wspomnieniach dość złych słów dla odmalowania niegodziwości niektórych przedstawicieli środowisk żydowskich w czasie wojny. Opisała np. następującą historię: „Syn przewodniczącego Judenratu jednego z gett został skazany przez Niemców na śmierć. Przyprowadził go na egzekucję jego ojciec. On miał go powiesić w ciągu kilku minut. Gdyby tego nie uczynił, miał sam zostać powieszony. Taki niesamowity żart wymyślili Niemcy. Ojciec, któremu chęć pozostania przy życiu przysłoniła wszelkie uczucia miłości rodzicielskiej, zaczął poganiać syna. Czynił to na oczach rozbawionych Niemców i stojących w milczeniu przy tej scenie Żydów: ‚No, prędko rozbieraj buty! No, pośpiesz się, i tak ci nic nie pomoże'” (Wg K. Mirska: „W cieniu wielkiego strachu”, Paryż 1980, s. 447). W sierpniu 1942 r. żydowski policjant Calel Perechodnik w getcie w Otwocku wyciągnął z bezpiecznej kryjówki swoją żonę i córeczkę i odprowadził je do transportu śmierci.
poniedziałek, 29 grudnia 2014
Już mam dosyć choinki, zawadza mi. Wszyscy optują za przetrzymaniem jej chociaż do Trzech Króli. Dla mnie choinka potrzebna jest tylko w święta. No trudno, jakoś muszę z nią współistnieć. Mróz poprawił znacznie moje samopoczucie. Odżyłam. Teraz może być już tylko lepiej, dzień będzie dłuższy, słonko nie wstydzi się pokazywać na niebie. Będzie dobrze.
W ramach naprawy postanowiłam skrócić grzywkę, gdyż wyraźnie wchodzi mi w oczy. W święta zakłady są nieczynne, naprawy fryzury dokonałam samodzielnie w środku nocy. Zasiedziałam się wczoraj nad poszukiwaniami do północy, a włosy natrętnie zasłaniały mi pole widzenia i zrobiłam, co zrobiłam. A co tam, włosy staruszki to coś pośredniego między piórami a sierścią, sztywne, kruszące się i trudno je układać. Jaki stan uszczuplającego się potencjału życiowego, takie włosy. Oto co nas czeka: „Z czasem jednak wydajność mieszków włosowych spada, włosy stają się więc cieńsze i słabsze. W wyniku procesu starzenia zarówno kobiety jak i mężczyźni zaczynają tracić włosy na nogach i rękach. Ponad to u mężczyzn i 80% kobiet obserwować można odsuwanie się linii włosów z czoła. U mężczyzn natomiast na brwiach, w uszach i nosie pojawiają się włosy bardziej szorstkie i dłuższe. W przypadku kobiet z wiekiem mogą pojawić się włosy na podbródku i nad górną wargą.”
Bez względu na wiek, człowiek musi o siebie dbać. Teraz zabrano się za naszą premier. Czepiają się wszystkiego. Pani Ewa wygląda świetnie i tak trzymać! Zgrabna, ładna, zadbana, elegancka. Także delikatna i kobieca, ale też konsekwentna i zdyscyplinowana. Ja wiem, że Pani nie jest łatwo, gdyż grubiaństwo i uszczypliwość iście polska każdemu może zatruć życie, ale proszę robić swoje i trzymać się wybranej linii postępowania. A sesja w Vivie? Każda kobieta jest kobietą i chce zawsze dobrze wyglądać. Markowe ciuchy są dla ludzi, premier ma nosić włosiennicę czy co? A może rzeczy z lumpeksu? Ma Pani doskonałą prezencję, a to w życiu, co by tam nie mówić, ma znaczenie. Ja lubię eleganckie kobiety i już.
A jeszcze to, że nosi Pani okulary, dobrze mnie do Pani nastraja. ja też noszę okulary i uważam, że kobiety w okularach wyglądają bardzo dobrze. Nikt mnie na soczewki kontaktowe nie namówi.
Jestem z Panią, powodzenia, zdrowia i samych dobrych decyzji w Nowym Roku z serca życzę.
wtorek, 30 grudnia 2014
Naczytałam się o nowym wymyśle na życie, który wywołuje u mnie kurcze żołądka. Nie daj mi Boże czerpać z takiego źródła utrzymania. Ja nie mogę… No, ale jak komuś to nie przeszkadza, to dlaczego ma się coś marnować… Freeganizm to antykonsumpcyjny styl życia. Freeganie stawiają na społeczność, współpracę oraz dzielenie się - jako kontrast dla społeczeństwa opartego na materializmie, współzawodnictwie, konformizmie i zachłanności. Freeganizm obejmuje zarówno poszukiwanie żywności już wyrzuconej do śmieci, ale także proszenie o nadmiarowe i niepotrzebne towary, zanim zostaną one wyrzucone przez restauracje, sprzedawców z targowisk lub hipermarkety. Nazwa tego ruchu powstała w USA jako zbitka słów free - wolny, darmowy, i veganism - weganizm (jednak nie wszyscy jego członkowie są weganami czy wegetarianami).
Ja jednak składam na Nowy Rok bardziej szczodre życzenia.
Niech Nowy Rok przyniesie nam obfitość, albo chociaż niczego, co mamy, nie zmienia. Życzę wszystkim dobrobytu ponad miarę,
dzielenia się z innymi tym co mamy - a inni niech się też z nami dzielą, szczególnie życzliwością i dobrym słowem -
szczęścia życzę bez niedomówień,
radości bez uszczypliwości,
i optymizmu wykrzesanego z dnia codziennego.
Niech wszędzie panuje... „Zgoda! A Bóg wtedy rękę poda”.
Facebook "Lubię to"
Motto strony
„Pamiętaj, że każdy wiek przynosi
nowe możliwości.
Daj z siebie wszystko – inaczej oszukujesz samego siebie.”
O nic cię nie poproszę - fasti
Nigdy się nie ukorzę
o nic cię nie poproszę
zamknę słowa na klucz
wymyję w zimnej rosie
wierszyk jakiś napiszę
życie sobie osłodzę
ukradnę słowa sowie
wiatr pogonię w ogrodzie
nie będę już wiedziała
o wszystkich dylematach
miłości niespełnionej
uczuciach do końca świata
A kiedy czasem nocą
poszukam złudnych cieni
perliście zalśni rosa
na zimnym skrawku ziemi
i wtedy moje serce
w atramentowej toni
odszuka twoje myśli
i z bólem je dogoni
bo jesteś mym marzeniem
i będziesz do końca świata
w Różowej Księdze Uczuć
zapisanym tego lata
Bezsenność
w ciemnej ciszy nocy
kroczy cicho zegar
wybija wspomnienia
i czasu przestrzega
srebrny blask księżyca
o tarczę się oparł
oświetlił wskazówki
i wszystko zamotał
czyjeś smutne oczy
wpatrzone w mrok nocy
śledzą czasu przebieg
bezsenności dotyk
Sposób na samotność
Wymyśliłam sobie ciebie
W noc bezsenną o poranku,
Gdy uparcie w okno moje
Zerkał księżyc, bard kochanków.
Wymyśliłam sobie ciebie,
Gdyż ma dusza poraniona
Nadawała ciągle sygnał
„Skrzynka żalów przepełniona.”
Wymyśliłam ciebie sobie
Od początku, aż do końca.
Wiem, że nigdy cię nie spotkam,
Muza tylko struny trąca.