VI. Czy to pan kot Pot?!
Część VI

Czy to pan kot Pot?!
 


Coś się zaczęło ze mną dziać, sam widziałem, że się zmieniam. Wewnętrzne buzowanie hormonów pchało mnie do wyznaczenia swojego terytorium, widocznie do tego dorosłem. Na balkonie to było pół biedy, ale w domu wzbudzało niezadowolenie. Przecież musiałem jakoś określić, że tutaj jest dom kota Pota. Sikałem tylko trochę, tyci-tyci, ale Ha ciągle kręciła nosem. Chodziła z mokrą ścierką i wycierała, myła, zdrapywała tapety, psikała jakimiś świństewkami, ale to nic nie pomagało. Mój zapach przebijał wszystko. Czułem się kocurkiem, młodym zawadiaką i działałem w przyspieszonym tempie. Nie zdążyła wymyć moich śladów, a już pojawiały się nowe. Niepotrzebnie się trudziła. Miałem dostatecznie dużo samozaparcia by powtarzać próby w nieskończoność.
Ha nie wytrzymała. Umówiła się przez telefon z weterynarzem, ustaliła godzinę i miałem zostać wykastrowany. Pojęcia nie miałem co to miało być, ale kot jest uzależniony od ludzi z którymi przebywa i w niektórych sprawach nie ma głosu. Ha założyła mi skórzany czaprak na grzbiet, zapięła dokładnie, włożyła do koszyka wyścielonego kocykiem moją kocią dostojność i poszła do lekarza. Na moje nieszczęście był blisko, za rogiem ulicy, jeśli to, co znajduje się na nowych osiedlach można nazwać ulicami. Pozwolono jej zostać chwilkę, ale jak już odpływałem w narkozie, musiała wyjść. Mnie było wszystko jedno, a ona mogła ronić łzy w dowolnym miejscu. Kiedy przyszły po mnie, Jo i Ha, byłem jeszcze otumaniony narkozą, ale pozwolono mnie zabrać do domu.
Dziwne to uczucie być kastratem. Nie mogłem jeść, tylko piłem, ciągle ktoś mnie pilnował. Zbliżała się jednak noc, a wtedy normalnie ludzie śpią. Ja drzemałem cały czas. Nie miałem ochoty nawet spacerować. Ha bała się, że zacznę harcować po mieszkaniu pod osłoną mroku, kiedy dojdę trochę do siebie. Ustaliły z Jo, ze rozłożą materace na podłodze, uścielą mi pośrodku koc i będą czuwać w nocy aby coś mi się nie stało. Es się śmiał: - Kota nikt nie upilnuje - powiedział, ale widziałem, że patrzy na mnie ze współczuciem.
Opiekunki przeniosły mnie na nowe leże, zostawiły lampkę nocną i trzymały straż czytając i słuchając muzyki. W końcu obie zasnęły, zmogły je ze zmęczenie i troska. Rankiem, kiedy się obudziły, wpadły w popłoch, gdyż na moim legowisku nie było mnie, kota Pota.
- Ma, może on ma porozrywane szwy, wykrwawił się i już nie żyje! – mówiła zrozpaczona Jo.
- Daj spokój, córcia, nikt tak szybko nie umiera. – wyciągnęła robocze wnioski Ha.
Wyruszyły na przegląd mieszkania, szukały mnie w miejscach, gdzie niekiedy można było mnie znaleźć, wołały kici,kici…
- Nie ma go, może znowu trzeba będzie biec do lekarza.- narzekała Ha nastawiona praktycznie do życia, gdyż ono ją tego nauczyło.
- Spokojnie moje panie, spokojnie! Poradziłem sobie. – miauknąłem głośno i smutkiem zalałem całą przestrzeń mieszkalną. Przypadły do mnie, z ulgą dotykały, gładziły czule. Lekko się otrząsnąłem, więc zaprzestały natychmiast kontaktów fizycznych, aby mnie nie denerwować, tylko spoglądały na mnie z uczuciem ulgi, że nic mi się nie stało.
Zrozumiały nareszcie, że pod osłoną nocy znalazłem sobie inne leże. Bujak okazał się idealnym miejscem na dochodzenie do siebie. Stał w pokoju, gdzie nikt akurat nie spał. Ja nie potrzebuję nianiek. Kastrat, bo kastrat, ale swoją godność mam. Czułem się już zresztą lepiej, choć nie powiem, trochę kręciło mi się w głowie.


Pot na drugi dzień po zabiegu.

Szybko wróciłem jednak do zdrowia, ale życie nie było już takie samo. Przestałem znaczyć teren, nie miałem takiej potrzeby, choć mieszkanie i tak było przepełnione moim zapachem. Stałem się spokojniejszy i nie miałem ochoty na szaleńcze zabawy. Kiedyś zawsze witałem każdego, kto wchodził do domu, a szczególnie Ha. Ocierałem się o nogi, kontrolowałem torby, zaglądałem w każdy zakamarek, wąchałem i sprawdzałem wszystko jak najlepszy kontroler, teraz trochę się to zmieniło. Szukałem spokoju jak zramolały stary kot. Przygotowałem sobie kryjówkę. Oderwałem obicie wersalki od tyłu, wciskałem się, a że składowano tam pościel, ciepło mi było i miękko, i tam spędzałem dużo czasu. Nie wychodziłem już na powitanie i tak naprawdę obraziłem się na cały świat.
Wcale nie uważałem, że to, co mi zrobiono bez mojej zgody, było dobre. Ha co prawda udowadniała wszystkim, że to była konieczność. Nie umiała sobie poradzić z usuwaniem zapachów… Wielkie mi rzeczy zapach, od tego jeszcze nikt nie umarł. Mówiła też coś o niepotrzebnym mnożeniu się kotów. Mnie to chyba nie dotyczyło, nie miałem jakoś kontaktu z innymi osobnikami mojej rasy.
Przyszła raz do nas sąsiadka ze swoją kotką. Nie powiem, koteczka ładna była, srebrzysta, zadbana i doskonale się prezentowała, tylko nie wiem dlaczego ciągle się o mnie ocierała?! Wszyscy się śmiali, a ja stałem i patrzyłem na nią zdziwiony, gdyż nie widziałem potrzeby tak bliskiego kontaktu. W końcu zdenerwowana panienka  schroniła się na kolanach swojej pani. Słusznie postąpiła. Mogłem teraz na nią patrzeć bez ograniczeń. A zresztą, co mnie to wszystko tak naprawdę obchodziło. Duszno było, parno, najlepiej w  takiej sytucji się zdrzemnąć, wtedy wszystkie smutki zasypiają razem z kotem.

 
suma wejść na stronę - 269718,
odwiedzających - 91098,
dzisiaj -23
Reklama
 
Motto strony
 
„Pamiętaj, że każdy wiek przynosi
nowe możliwości.
Daj z siebie wszystko – inaczej oszukujesz samego siebie.”
Nie, ja nie milczę (Halina S.)
 
Nie, ja nie milczę, ja czekam
na krawędzi cichych marzeń
na czas, który ku mnie idzie
i za chwilę się wydarzy.

Nie, ja się nie boję życia,
z uporem kroczę do celu,
nigdy nie milczę ze strachu.
Żyję jak chcę, przyjacielu.

Szeroko otwieram oczy,
wpatruję się w ciszę nieba
śledzę utarte szlaki gwiazd,
ważę ciężar słów, tak trzeba.
 
Image and video hosting by TinyPic
Firma JUNESSE
 
Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE > Firma JUNESSE [kliknij]
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=