czerwiec 2011
Tylko Tobie powiem...


2 czerwca 2011
Dzień Dziecka minął dla mnie trochę smutno. Dzieci zajęte, starają się aby wpaść, aby zadzwonić, pogadać. Ja też się czułam nienajlepiej i to może dlatego
że burza, skoki ciśnienia, ból głowy, senność. Jakoś dotrwałam do końca, ale nie było łatwo. Dzisiaj czuję się zdecydowanie lepiej. Od rana załatwiałam te swoje emeryckie sprawy, bez entuzjazmu, ale z uporem. Lekarz, punkty usługowe, zakupy. Czuję się niby lepiej, ale euforii we mnie nie ma. Mam zamiar jutro, albo w sobotę,  iść sprawdzić co się dzieje na Wyspie Młyńskiej. Dostałam prospekt reklamujący uroki Wyspy, gdzie czarno na zielonym zaznaczono, że tam znajduje się zakątek przeznaczony tylko dla seniorów!!! Aż mnie zatknęło! Rozumiem, że dla dzieci, ale emerytów?! Czym ja się niby różnię od innych ludzi, aby dla mnie tworzyć enklawy. Muszę to sprawdzić.

***
 
3 czerwca 2011

 

Kupiłam sobie dwie pary spodni! Nie miał kto mi doradzać, gdyż córka nie może zdążyć na czas, a mnie czas jest drogi i dlatego los podesłał mi kobietę, która też usilnie chciała nabyć towar, więc wzajemnie się oglądałyśmy i sobie doradzałyśmy. Obie byłyśmy zadowolone, szczególnie, gdy oglądałyśmy się w lustrze… Szczupłe i zgrabne! A spodnie wprost na nas szyte…
W domu już było trochę gorzej, ale nie najgorzej.. Zastanawiałam się tylko, jaki chwyt marketingowy zastosowano w przymierzalni, chyba lustra trochę wyszczuplały! Ale nic to, spodnie są i już w jednych, rybaczkach, takich poniżej kolan,  spacerowałam dzisiaj po południu po moim najpiękniejszym z osiedli… Pięknym, bo moim, mnie przypisanym.  

                                 ***
4 czerwca 2011

Tak pragnęłam połączyć na stałe kablem komputer z telewizorem, aby związek trwał na wieki i abym mogła bez przeszkód oglądać sobie to, na co mam ochotę na ekranie telewizora bez dodatkowych zgrywań. Zawsze ekran dużo większy i inna widoczność. Kabel został zakupiony, przywieziony, podłączony i klops.

Na ekranie telewizora wyświetlał się obraz czarno-biały, a taki wyraźnie mnie nie satysfakcjonuje! Okazało się, że ten mój komputer, przecież wcale nie taki stary, ma złącze SVHS 4 pinowe, a teraz już są 7 pinowe… Niezgodność charakteru jak w niedobranym małżeństwie. Wóz mogą ciągnąć tylko zgrane konie. Jutro próby zostaną ponowione i mam nadzieję, że połączone więzłem kablowym pogodzą się ku radości wszystkich zainteresowanych stron.
 Teraz już po roku, mimo że nowy, komputer czy telewizor robi się stary i niedostosowany. Przecież nie będę wymieniała na nowszy model, gdy mój według mnie, spełnia wymagania.
5 czerwca 2011
Nadszedł dzień, kiedy pojechałam z córką oglądać Wyspę Młyńską, a szczególnie miejsce emerytom przypisane. Gorąco było, parno było, duszno było, ale warto było. Wszystko napisałam na http://halla.blog.onet.pl/ oraz pokazałam, no mam taką nadzieję, w filmiku
http://www.youtube.com/user/menkihs
Zrobię jeszcze album, ale to trochę musi potrwać. Mój nadworny fotograf podrzucił zdjęcia, ale musze je uporządkować i opisać.


***

6 czerwca 2011

Ja nie mogę odnaleźć się w taki upał. Nerwowa jestem, słaba jestem, niezborna jestem… Mam iść sobie kupić klapki, ze skóry, tylko i wyłącznie, a dojść nie mogę. Nie mam siły, naprawdę. No siłę to może mam, ale ochoty, aby się snuć po ulicach w taki upał, to już nie. W mieście najgorzej jest latem. Jezdnie jak patelnie chłoną ciepło i oddają ze zdwojoną siłą, gdy czują wsparcie słońca. Miasto latem jest okropne, ale co zrobić. Siedzę w domu z opuszczonymi roletami, w półcieniach i względnym chłodzie, wychodząc z tego przybytku tylko wtedy, gdy to jest koniecznie.
Poszłam do sklepu, który znowu odżył, choć już kilka razy padał ze względu na bliskość bazaru, kupiłam co tam trzeba i wracając w drzwiach wpadłam na sąsiadkę. Jako już dosyć dawno nie gadałyśmy, rozmowa przy otwartych drzwiach się przedłużyła, a wzajemne zaprosiny zakończyły się obopólnymi zobowiązaniami – ona ma odwiedzić moją stronę, a ja mam uczestniczyć w modlitwach do Ducha Świętego. Przyjęłam zaproszenie, więc wieczorem poszłam do kościoła.
To było naprawdę przeżycie religijne, które dawno mnie nie dosięgło. Cały czas miałam łzy w oczach, wzruszenie zaciskało krtań, a ja odnowiona wyszłam z kościoła. Widocznie takiego wsparcia potrzebowałam! Nie mówię, że się do tej grupy przyłączę, gdyż nie lubię być w zgromadzeniach, ale od czasu do czasu pójdę, aby wesprzeć swoje rozdygotane ego siłą płynącą z wiary. Do serca przypadła mi szczególnie pieśń, którą zawsze bardzo lubiłam.

 


Przyjdź Duchu Święty

1. Przyjdź Duchu Święty ja pragnę,
O to dziś błagam Cię
Przyjdź w swojej mocy i sile
Radością napełnij mnie

2. Przyjdź jako mądrość do dzieci
Przyjdź jako ślepemu wzrok
Przyjdź jako moc w mej słabości
Weź wszystko co moje jest

***
 8 czerwca 2011                 

Intuicyjna dżungla

Chcę sprawę ujawnić, ale wolę skryć się w zaciszu mojej strony, na wypadek gdyby mnie oskarżono o pakt z siłami nadprzyrodzonymi. Łatwiej wtedy uciec przed linczem.
Moja przyjaciółka ma kłopoty zdrowotne, tak to w tym wieku bywa. Dosyć długo już nie rozmawiałyśmy, gdyż była zajęta i nie chciałam przeszkadzać, ale wczoraj coś mnie wewnętrznie szarpało. Wpisałam wstępnie na GG, aby się odezwała, jak może. Odpisała, ale ja miałam utrudniony dostęp do komputera, gdyż włączony to on był, a ja ćwiczyłam obsługę połączenia peceta z telewizorem, a później tak się zasłuchałam w słodycz chrypiącego głosu Cohena, że czas zatrzymał się w miejscu i na GG nie zajrzałam. Wieczorem, wyłączając wszystkie urządzenia, zerknęłam, ale późno już było niemiłosiernie i nie miałam sumienia przed północą budzić ją ze snu. Pewnie spała snem zajęczym, gdyż czeka ją operacja, ale zawsze. Dzisiaj od rana myślałam jak ją złapać. Zagubił mi się numer jej komórki w czasie przenoszenia danych do innego telefonu, a i tak najczęściej gadamy na Skype,więc jakoś mi prośba o numer telefonu umknęła. Około siódmej zadzwoniłam zdesperowana na numer domowy, gdyż sumienie wywiercało mi dziurę w głowie. Złapałam ją w momencie, kiedy już prawie zamykała drzwi przed wyjazdem do szpitala. Zdążyłam jeszcze zamienić kilka słów i życzyć pomyślności.
Tak się dzieje często. Chcę zadzwonić do bliskich mi osób, biorę telefon do ręki, a telefon dzwoni wyświetlając imię osoby, o której w tym momencie myślę. Uogólniając, gdy ktoś kołacze się w moich myślach, to niezbity dowód, że osoba ta myśli także o mnie… Coś w tym jest!
***
10 czerwca 2011
Dzisiejszy koncert w Opolu zapamiętam dzięki Ani Wyszkoni. Śpiewa pięknie i jest naprawdę urocza. Oczarowała mnie zupełnie...
Dzisiaj proszę Cię
ten jeden raz zatrzymaj się
ten jeden raz stań tuż obok mnie
dziś czuję, że brak mi sił
ten jeden raz bądź blisko mnie
poczuć mi daj, że to wszystko ma sens
Dziś wiem, że brak mi sił
Ten jeden raz,ten jeden raz
Dziś czuję,że brak mi sił
                             

11 czerwca 2011

Placek, którego nie ma

Dzisiaj miało być pieczone ciasto drożdżowe z owocami. Zgromadzone produkty ułożone na szafce kuchennej czekały na swoją kolej, ale się nie doczekały… Rozważyłam wszystkie za i przeciw i doszłam do wniosku, że ciasta tak bez okazji w tym domu nie będzie. Wiem, że gdy zacznie pachnieć drożdżówka, to nie oprę się pokusie i zjem więcej niż powinnam. Truskawki zjadłam bez dodatków. Wcale nie są takie smaczne w tym roku, mimo że upały i powinny dojrzeć. Jedna pokusa mnie ominęła. Czy do jutra nie zmienię zdania nie jestem pewna, ale póki co będę spożywała ogórki i pomidory, gdyż już nie są groźne dla zdrowia. Jeden dzień i wszystko się zmienia w nastawieniu do groźby epidemii.

                                    ***
13 czerwca 2011

Opole 2011

To był wieczór, który na zawsze zapisze się w mojej pamięci. Najpiękniejsze piosenki w wykonaniu świetnych piosenkarek. Urzekła mnie Anna Wyszkoni, czemu dałam już tutaj wyraz. Lubię skromnych, ale przemawiających do mnie ludzi.

Wieczór poświęcony Ewie Demarczyk - Czarnemu Aniołowi – to było przeżycie transcendentalne. Ile płyt zdarłam słuchając jej piosenek, wiem to tylko ja! Najbardziej podobało mi się wykonanie piosenki „Tomaszów” przez Kingę Preis, świetne!

Natomiast urodą urzekła mnie Anna Czartoryska. To zjawiskowo piękna dziewczyna.

Sen mnie zupełnie opuścił w ten sobotni wieczór. Dla takich chwil warto żyć i dziękuję Opatrzności, że doczekałam tego koncertu. 

***

15 czerwca 2011

Sentencje i maksymy, które pewnikiem już ktoś tam kiedyś wymyślił, ale ja dzisiaj się z nimi utożsamiam. Maszyna do szycia na stole, ja pisać jednak wolę!!!!

 

 

Bieda lubi aby ją klepać  -  szczególnie gdy ręka już jest słaba

staruszka posiada już  tylko marzenia  - uważaj, abyś ich nie zdeptał

nie mówić  o czymś  -  nie znaczy przestać o tym myśleć

żyj jak potrafisz   - nie tak jak chcesz

bywa że przegrywasz   - ale może masz rację

lepiej abyś milczał  -  tak,  ale co by wtedy o tobie wiedzieli

staraj się widzieć rzeczy z dobrej strony  -  oszczędzisz sobie kłopotów

posuwając się za daleko, błądzisz   -  błądzisz także zatrzymując się zbyt blisko

cierpienie ma sens, mówią mędrcy  -  chyba nie jesteś mądry, gdy nie pojmujesz tego

rozsądek liczy na siebie   - naiwność ufa obietnicom

hołdujesz samotności   -  ludzie to utrudniają

idziesz  dziarsko do przodu   - nie zapominaj oglądać się do tyłu

nie podnosisz rzuconej  rękawicy  - słusznie, po co tracić czas na zaczepki

pochłaniają cię ciekawe sprawy  - nie myślisz wtedy o jedzeniu!!!

jesteś zdecydowany   -  nazywają cię uparciuchem

chmury przesłaniają ci życie  - co z tego, słońce i tak zaświeci

szczęście jest kruche   - oczywiście, niszczy je zwątpienie

nie żyje się po to aby jeść   - je się  po to byle przeżyć

doświadczenie jest mądrością  - szkoda, że nie eliminuje głupoty

prawda istnieje  - wymyśla się tylko kłamstwa

wszystko  się kiedyś kończy   - wszystko się kiedyś zaczyna

krzyczysz, udają że nie słyszą   -  milczysz, kto cię usłyszy

wady widać na pierwszy rzut oka  - dlaczego mamy o nich mówić

wznosząc się, upadasz    - upadając, wznosisz się

 

I wystarczy! W tej zawoalowanej formie powiedziałam wszystko o sobie. Dlaczego? Muszę maszynowo szyć, warsztat pracy przygotowany, a mnie wtedy ze zdwojoną mocą nawiedza chęć do pisania!!! UFFFF!!!!!!!!!!!!!!!!!

  ***

 

16 czerwca 2011

 Znowu mam koty pod swoją opieką. Nawet to mi się podoba. Biorę kijki do ręki i zieloną trasą dwa razy dziennie wędruję do nich. Ostatnio linieją jak licho. Wystarczy przeciągnąć ręką po futrze i cała garść sierści zostaje w dłoni. Celuje w tym rudas. Wyczekuję, gdy kładzie się na balkonie zażywając powietrza, podchodzę wtedy z grzebieniem lub szczotką i wyczesuję go udając, że to z mojej strony próba głaskania. Niedługo zrobię mu chyba  z jego własnego puchu poduszeczkę. Księżniczka jakoś mniej „obłazi”, ale  nie daje się głaskać. Teraz, gdy widzą, że sięgam po szczotkę, uciekają, jedno na szafę, a drugie pod tapczan. Chyba  nie zaskarbię sobie tym ich wdzięczności, ale to jest konieczne. Wszędzie pełno sierści, a ja jakoś nie mam ochoty do sprzątania.

 ***

17 czerwca 2011

Nie lubię, gdy coś lubię za bardzo! Najbardziej cenię sobie złoty środek.

Kupiłam parę dni temu bardzo smaczny chleb i na dobre to mi nie wyszło. Jadłam ponad normę, gdyż nie mogłam sobie odmówić przyjemności  wybornego smaku pieczywa. Koniec! Teraz piekarnię omijam z daleka. Kupuję chleb razowy, którego zbytnio nie lubię i jest spokój.

Moja córka spyta mnie dlaczego kupuję gorzką czekoladę. Dlatego, że nie lubię!- opowiedziałam zgodnie z prawdą. Zjadam kawałek, najwyżej dwa, a gdy  kupie mleczną,  to pół, a nawet w porywach całą tabliczkę.

Jak jakaś część garderoby wydaje mi się atrakcyjna ze względu na przydatność lub przydaje mi szyku, mogę chodzić w niej piorąc i nosząc przez kilka dni, dlatego wybieram z półek wszystko po kolei, aby nie popaść w uzależnienie.

Z ludźmi jest tak samo. Gdy ktoś urzeka mnie, jestem bezbronna, dlatego wolę takich, którzy podobają mi się mniej… :):)

                                                  Dodatki na strone

***

 

20 czerwca 2011-06-20
Bydgoszcz, a właściwie wody rzeki Brdy ożyły. Parada jednostek pływających wszelkiego autoramentu, wystawy, koncerty szantowe, pikniki, imprezy i tłumy ludzi. Było na co popatrzeć, co zjeść i cieszyć się, że Wyspa tętni życiem. 

***

23 czerwca 2011

Boże Ciało w Polsce po raz pierwszy wprowadzono w 1320 r. w diecezji krakowskiej. Trochę już to trwa, gdyż 691 lat ma swoją wymowę.

W Bydgoszczy szliśmy po ulicach parafii. Procesja zatrzymywała się kolejno przy czterech ołtarzach.  Przy każdym śpiewano fragmenty z Ewangelii związanej tematycznie z Eucharystią. Tłum ludzi wyraziście zamanifestował swoją bliskość z kościołem. U mnie nieodparcie rodzi się pytanie – Ile razy jeszcze? Myślałam o moim tacie, gdyż to przecież dzisiaj także Dzień Ojca. Jak  sięgnę pamięcią zawsze brał udział w procesji, a jego głos dominował nad innymi, gdy śpiewano religijne pieśni. Mama niekiedy go upominała, aby ściszył się nieco. Boga chwalę z całego serca – odpowiadał, uśmiechając się porozumiewawczo. Wspomniałam to, gdy słyszałam proboszcza intonującego „Te deum” na zakończenie procesji przed ostatnim ołtarzem. Też głos ma jak dzwon!!!

***

24 czerwca 2011

Wróciła dziecina z Francji. Jadąc przez Hamburg przywiozła dla babci paczkę ze wszelkiego rodzaju owocami suszonymi, kandyzowanymi, nadziewanymi, mieszanki studenckie, żurawiny i wszelkiego rodzaju frykasy. Nareszcie bez czekolady. Dołożyła jednak od siebie kawę bezkofeinową, za co chwała jej, ale dorzucenie gorzkiej belgijskiej czekolady o smaku tymiankowym było przesadą. Chodziłam koło niej jak wilk koło jeża, aż nie wytrzymałam. Zjadłam cały pasek… Jak tu z tymi dziećmi schudnąć.  Tyle się natrudzę, chodzę z kijkami, jeżdżę na rowerku i na co to, po co, jedna pokusa i cały trud na nic…
                                     

Polski Dzień Przytulania


27 czerwca 2011

Jaki jest sens chodzenia z kijkami?! Wczoraj siedziałam nad Kalendarium. Postanowiłam się odreagować. Wzięłam kije do ręki i przeszłam uczciwie kilka kilometrów. Po powrocie byłam taka głodna, że cały wieczór jadłam... Wszystko jadłam co było pod ręką. Jaki to miało wpływ na moją wagę i tuszę?! Chyba nie było korzystne.

27 czerwca 2011

                                  

Co warte jest ludzkie życie?! Czy można nim dowolnie dysponować? Dotarła do mnie wiadomość, że ktoś, kogo znałam, lubiłam, ceniłam i szanowałam, mimo że spotykaliśmy się bardzo rzadko, targnął się na swoje życie…. Taka dobra i wrażliwa osoba! Zabierze ze sobą do grobu tajemnicę swojej śmierci. Zastanawiam się czy pomyślała w chwili tego desperackiego czynu o swoich dzieciach, mężu, rodzinie… Co oni teraz przeżywają trudno sobie nawet wyobrazić. Ja jestem zupełnie zdruzgotana i nie mogę się wewnętrznie pozbierać, a oni…Jej życie się skończyło. Mogę się tylko za nią pomodlić

                                       ***

Zmarł Maciej Zembaty - poeta, satyryk, reżyser radiowy, muzyk, tłumacz poezji Leonarda Cohena. Przyczyną śmierci artysty było zatrzymanie akcji serca. Wyśpiewał sobie ostatnie pożegnanie. Lubiłam go, miał to coś, co przyciąga ludzi i za to, że spopularyzował Cohena...

 

 

 

 
suma wejść na stronę - 265520,
odwiedzających - 89312,
dzisiaj -45
Reklama
 
Motto strony
 
„Pamiętaj, że każdy wiek przynosi
nowe możliwości.
Daj z siebie wszystko – inaczej oszukujesz samego siebie.”
Nie, ja nie milczę (Halina S.)
 
Nie, ja nie milczę, ja czekam
na krawędzi cichych marzeń
na czas, który ku mnie idzie
i za chwilę się wydarzy.

Nie, ja się nie boję życia,
z uporem kroczę do celu,
nigdy nie milczę ze strachu.
Żyję jak chcę, przyjacielu.

Szeroko otwieram oczy,
wpatruję się w ciszę nieba
śledzę utarte szlaki gwiazd,
ważę ciężar słów, tak trzeba.
 
Image and video hosting by TinyPic
Firma JUNESSE
 
Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE > Firma JUNESSE [kliknij]
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=