listopad 2014
L I s t o p a d    2 0 1 4
sobota, 1 listopada 2014
Wszystkich Świętych! Mglisto, przecież listopad, słońce stara się przedrzeć przez chmury. Na szczęście nie pada. Obowiązkiem naszym jest odwiedzić dzisiaj cmentarz, uczestniczyć w modlitwie, czy westchnieniu, za zmarłych. Cienki pasek światła w zapalonym zniczu ma przebyć granicę światów i złączyć nasze myśli z tymi, którzy odeszli. Pamięć o tych, których kochamy, dla nas jest święta.
Wszyscy mamy dążyć do świętości, rozwijać w sobie cnoty, realizować drogę, którą wybraliśmy, najlepiej jak potrafimy, wykonywać codzienne obowiązki z radością i oddaniem, kochać ludzi, pomagać im, wytrwale znosić przeciwności losu i dać szansę tym, którzy z tej drogi zboczyli, wybaczać i nie chować w sercu nienawiści. Może ci, którzy nas krzywdzili, nie znali takich uczuć i kochali tak jak umieli, a teraz już nie mogą tego naprawić. Niech o nich pamięć też będzie święta. Wszyscy na tej ziemi jesteśmy pielgrzymami, przyszliśmy tutaj, aby się nauczyć być ludźmi, nauczyć się kochać i żyć nie tylko dla siebie, ale dla innych.
"Śmierć nie jest kresem naszego istnienia. Żyjemy w naszych dzieciach i następnych pokoleniach. Albowiem to dalej my, a nasze ciała to tylko zwiędłe liście na drzewie życia.”  Albert Einstein
      
niedziela, 2 listopada 2014
Lubię czytać książki i artykuły, które zgodne są z moim myśleniem, doświadczeniami i postrzeganiem świata. Oto doktor Eben Alexander ujawnia swoje obserwacje i badania na temat związany z duszą człowieka. Dzisiaj Zaduszki, w Kościele katolickim ten dzień poświęcony jest wspomnieniu i modlitwie za wszystkich zmarłych, których dusze, zgodnie z wierzeniami, przebywają w czyśćcu.

http://wiadomosci.onet.pl/religia/niebo-dla-milionow/b8w53
Oto fragmenty wywiadu.

- Świadomość jest fundamentem wszechświata - leży u podstaw wszystkiego, co istnieje. Konsekwencje tego faktu są wstrząsające, a ja wierzę, że nieubłaganie doprowadzą one też do głębokich zmian w naszym rozumieniu całego istnienia. Moje dwie książki upewniają w przeczuciach miliony ludzi, których przeżycia wykraczają poza skromne propozycje materializmu. Chcę tym wszystkim ludziom powiedzieć: "Nie zwariowałeś. Wierzę ci – sfera duchowa istnieje". Rozmawianie o duchowości i życiu po śmierci w sposób wyrażający akceptację dla istnienia kochającego bezwarunkową miłością Kreatora, to wciąż wielkie tabu w kulturze Zachodu. Ludzie naprawdę boją się, że zostaną wyśmiani przez znajomych, a nawet rodzinę, kiedy odważą się powiedzieć: "Wiem, że Bóg istnieje; wiem, że śmierć nie jest końcem życia dla naszych dusz". Jeżeli tą książką mógłbym osiągnąć jedno, to chciałbym, żeby zachęciła ona czytelników do zaufania własnej intuicji i pamięci oraz otwarcia swoich umysłów na większe prawdy.

- Nauka i religia nie wykluczają się wzajemnie, one się na wzajem tłumaczą

- Postrzegam nasze ziemskie inkarnacje jako "szkołę dla dusz" – żyjąc naszym życiem tutaj, odczuwając radość i ból tego istnienia, uczymy się, dostajemy głęboką lekcję. Bóg obdarzył nas wolną wolą, choć dzięki niej możemy też zadawać ból i wywoływać cierpienie. To wyraz jego bezwarunkowej miłości. Nasza najbardziej efektywna droga do jedności z Bogiem prowadzi przez właściwe wybory, poprzez miłość, współczucie, przebaczenie, akceptację i miłosierdzie dla wszystkich bliźnich. W rzeczywistości wszystkie ziemskie istnienia uczestniczą w tym wielkim połączeniu z Bogiem, a ta jedność to ewolucja świadomości.
wtorek, 4 listopada 2014
Moje mieszkanie wyraźnie zyskuje, gdy pozmieniam ustawienie mebli. Tyle razy to robiłam, że nie ma możliwości, aby nie wrócić do układu, jaki już był. Teraz sama skomponowałam półkę, która ma za zadanie maskować kable łączące telewizor z gniazdkiem. Telewizor wisi na ścianie, więc nie można ich ukryć. Zakup nowego mebla nie wchodzi w grę - nie muszę chyba tłumaczyć dlaczego – pozbierałam więc blaty, które stały w kanciapie, elementy półki już nie funkcjonującej, doniesiono mi jakiś jeszcze element pasujący nawet wysokością i dokonałam dzieła oklejając wszystko ciemną okleiną. Jakoś wszystko się trzyma, brakuje jeszcze małego wspornika, ale nie mam go jak zamontować. Nadmieniam, że nie dysponuję żadnymi narzędziami oprócz młotka i kleju, więc możliwości też mam ograniczone, a prosić nikogo o pomoc nie mam zamiaru. Oceńcie sami jak to wszystko wypadło. Zdaję sobie sprawę, że mebel wymaga dopracowania, ale pracuj jak nie masz zaplecza technicznego. Niech już zostanie tak jak jest. Liczy się to, że sama tworzę. Przepraszam za ostrośc zdjęcia, ale Luis śpi i nie chcę rozświetlać pokoju. Staruszek ma prawo do snu w dowolnej godzinie.
      
poniedziałek, 3 listopada 2014
Powspominaliśmy, uczciliśmy pamięć, byliśmy z najbliższymi. Może jeszcze tylko dorzucę sentencję wpisaną na ścianę lampionów pamięci – Byliśmy tacy jak wy, będziecie tacy jak my. Oczywiście, że będziemy, tylko nikt nie chce nam zdradzić tajemnicy, kiedy to nastąpi.
Ciągle mam w pamięci młodego, przystojnego mężczyznę widzianego wczoraj w kościele. Siedział obok mnie, więc nie mogłam nie dostrzec. Modlił się tak żarliwie i z oddaniem, że zwróciło to moją uwagę. Obok niego siedziała dwójka dzieci, chłopczyk jasnowłosy około pięciu lat i dziewczynka, może dwuletnia. Mamy obok nich nie było. Dzieci były tak przeraźliwe smutne i grzeczne ponad miarę, że wydało mi się to dziwne. Coś było nie tak. Normalnie do kościoła przychodzi cała rodzina, gdy już zabierają ze sobą dzieci. Oni byli bez mamy. Chłopczyk próbował coś zagadać do ojca, ale ten uspokoił go ruchem ręki. Ojciec  poprawił córeczce czapeczkę, kiedy ta opadła już jej na oczy, nawet wsunął włoski, aby nie przeszkadzały. I to wszystko, bez uśmiechu, bez czułych gestów. Był to człowiek przygnębiony, przygnieciony ciężarem. Nie chcę myśleć, co mogło być przyczyną ich osamotnienia. Może tylko mama była chora, może musiała wyjechać?! Serce boli, gdy się pomyśli o tym najgorszym. Niech los im sprzyja. Przecież przyjdzie, musi przyjść dzień, że uśmiech zagości na ich twarzach. Życie biegnie do przodu, bez względu na przeciwności. Każdy musi sobie radzić, musi przeżyć największy ból i smutek, musi się podnieść z najgorszej traumy, musi sprostać codziennym sprawom. Musi, gdyż inaczej przegra życie.
     
wtorek, 4 listopada 2014
Moje mieszkanie wyraźnie zyskuje, gdy pozmieniam ustawienie mebli. Tyle razy to robiłam, że nie ma możliwości, aby nie wrócić do układu, jaki już był. W związku z tym sama skomponowałam półkę, która ma za zadanie maskować kable łączące telewizor z gniazdkiem. Telewizor wisi na ścianie, więc nie można ich ukryć.
Zakup nowego mebla nie wchodzi w grę - nie muszę chyba tłumaczyć dlaczego – pozbierałam więc blaty, które stały w kanciapie, elementy półki już nie funkcjonującej, doniesiono mi jakiś jeszcze element pasujący nawet wysokością i dokonałam dzieła oklejając wszystko ciemną okleiną. Jakoś wszystko się trzyma, brakuje jeszcze małego wspornika, ale nie mam go jak zamontować. Nadmieniam, że nie dysponuję żadnymi narzędziami oprócz młotka i kleju, więc możliwości też mam ograniczone, a prosić nikogo o pomoc nie mam zamiaru. Oceńcie sami jak to wszystko wypadło. Zdaję sobie sprawę, że mebel wymaga dopracowania, ale pracuj jak nie masz zaplecza technicznego. Niech już zostanie tak jak jest. Liczy się to, że sama tworzę. Przepraszam za ostrośc zdjęcia, ale Luis śpi i nie chcę rozświetlać pokoju. Staruszek ma prawo do snu w dowolnej godzinie.
     
 
środa, 5 listopada 2014
Ostatnie rozdanie” Myśliwskiego kręci się wokół notesu. Wprost niewiarygodne ile zamieszania w życiu może narobić jakiś tam notes! Ludzki los jest przemielony przez maszynkę nazwisk, telefonów, przeżyć, przypadków i konieczności. Powiem szczerze, że to arcydzieło literatury mnie rozbawiło. Autor twierdzi, że „Ludzki nie jest nam dany z tytułu urodzenia, dane nam jest tylko życie. Los natomiast to zdolność wyobrażenia sobie naszego życia w wymiarach przeznaczenia. A to bardzo trudne i nie każdego na to stać.”Muszę się oddawać jej zniewalającemu nurtowi, gdyż niedługo odbędzie się dyskusja na jej temat, ale sama też mam prawo do własnego snucia kolejności wydarzeń, marzeń. Siedzę w pokoju zalanym słońcem, a chciałabym aby było tak…
Pogoda wczesnojesienna, tak jak dzisiaj - słoneczko, lekki wiaterek, ciepło. Luis wypucowany do granic możliwości zażywa błogości snu na schodach ganku domu, którego nie mam, z dywanem kwiatów jesiennych u stóp i wygrzewamy się wspólnie z psem, który drogą losową splótł swój los z moim, w ciepłych promieniach słońca . Ziemia już pachnie jesiennie, liście szeleszczą, spóźnione owady garną się jeszcze do pyłku nagietków - no nie wiem czy aby nie za późno, ale co tam, marzenie to marzenie - ptaszki przemykają wśród gałęzi, a ja i Luis trochę drzemiemy na tych schodach, trochę popatrujemy wokół, słońce liże nasze stare kości, jesteśmy spokojni i szczęśliwi. Głaszczę głowę wiernego towarzysza do przeżywania trudnych dni i delektuję się trwaniem życia, pięknem przyrody i czasem nam danym. Psyt, iskierka zgasła.



A Luisek odpoczywa tak, codziennie w innym miejscu i innym pokoju, to nas łączy, starość i ta niechęć do rutyny...
Zaraz idę do dentysty!!! To jest to, co mnie zwala z nóg. Boże bądź dla mnie miłościw...





 
     
czwartek, 6 listopada 2014
Zadzwoniłam dzisiaj do Archiwum Diecezjalnego w Włocławku, gdyż jeszcze tam nie byłam. Miłkowice leżą na styku dwóch województw i dlatego dokumenty są porozrzucane. Powód był prosty, w spisie materiałów nie widziałam możliwości ukoronowania poszukiwań, ale ponieważ chcę być wiarygodna, to skontaktowałam się z archiwum. Ks. Dyrektor wysłuchał mnie i potwierdził moje przypuszczenia. Siedziba archiwum został w czasie wojny spalona, dokumenty są więc niepełne. Może i coś by się znalazło, ale w takiej sytuacji nie będę się chyba angażować. Zbyt dużo nakładów sił i środków, czasu mojego i innych, aby tam jechać.
W czasie moich prac poszukiwawczych miałam do czynienia z księżmi różnej hierarchii kościelnej – od biskupa po wikariusza w różnych parafiach i siedzibach władz kościelnych. Wniosek nasuwa mi się taki: księża tak jak ludzie innych stref życia społecznego są różni. Jedni nieba by przychylili - poszukają, doradzą, prześlą, a inni zbędą, wykręcą się brakiem czasu. Co w takiej sytuacji można zrobić? Przyjąć wszystko i pogodzić się z sukcesem poszukiwawczym lub porażką. Ktoś mi powiedział – Lubi pani to, więc pani robi. Kochani, ja wcale nie lubię! Siedzenie w archiwach przyprawia mnie o ból głowy, to widocznie roztocza z tych starych akt tak na mnie działają. Takie to mozolne i uciążliwe, ale przecież innej drogi nie ma. Podjęłam się pracy, więc robię, nawet wtedy, gdy nie jest łatwo.
Wczoraj przeglądałam jeszcze dokumenty dostępne w internecie z nadzieją, że na coś uda mi się trafić. Przez monitor nawet odczuwałam zgubny wpływ starych akt na moje samopoczucie… W tej sytuacji zabieram się za opracowywanie zebranych materiałów, a jak znajdzie się coś, to zawsze można nanieść poprawki. Uważam, że pracę doprowadziłam do końca. Sama się muszę dowartościować i docenić pracę wszystkich ludzi, którzy zechcieli mi pomóc i wesprzeć swoją pracą poszukiwawczą.
     
 
piątek, 7 listopada 2014
 
Dzień minął i wieczór mija okraszony pełnią księżyca, za oknem oczywiście. Wpatrywałam się także w ten lśniący na niebie krążek spacerując wieczorem z moim ukochanym psem Luisem i zrobił na mnie wrażenie, taki mglisty, tajemniczy  i oddalony. Mam nadzieję, że przyniesie mi szczęście.
Nadmiar zadań mnie dzisiaj trochę przerósł. Miałam iść na zakończenie dnia  do kościoła, gdyż miano modlić się za tych, których poleciłam. Przysiadłam na chwilę w fotelu aby złapać oddech i oczy się same zamknęły. Na szczęście wewnętrzny zegar mnie poderwał na nogi. Chwyciłam kurtkę i szalik, ubierając się w locie dobiegłam, tylko ociupineczkę się spóźniłam. Oj, ta drzemiąca starość! Nie mogę się lokować w zbyt wygodnych miejscach, to bywa zdradliwe.
Teraz obejrzałam ostatni odcinek serialu „Tajemnice hotelu Adlon” i doszłam, roniąc łzy oczywiście, do takich wniosków:
- jedni ludzie cierpią ponad miarę, innych to omija,
- jednych miłość ściga w życiu i obdarowuje szczęściem, inni nigdy jej nie zaznali,
- bogactwo pcha się drzwiami i oknami do wybrańców, większość nigdy go nie doświadczyła,
- „wykształciuchy” kończą prestiżowe uczelnie, analfabeci nie parają się czytaniem czegokolwiek,
- są tacy, którzy pławią się w szczęściu rodzinnym, ale bywają też ludzie samotni jak palec,
- są zdradzający i zdradzani, złodzieje i okradani, mali są i wysocy, piękni i szkaradni… i tak bym mogła w nieskończoność. Samo życie, ale co komu sądzone, to go nie ominie. Pytanie nasuwa mi się jedno, kto jest bardziej szczęśliwy, czy ten co ma, czy ten komu nie dostaje?! To nie jest prosta odpowiedź. Lepiej niekiedy nie mieć, niż mieć.
     
sobota, 8 listopada 2014
Prorok Izajasz napisał: Jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną, wówczas twe światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja ciemność stanie się południem.
Problem w tym, że ja się tych zgłodniałych boję. Luis, moja psina, uczy mnie życia. Kiedy normalnie wychodzę z domu, śmietniki już są przejrzane, ale teraz  rankiem chodzimy obok bloku w celach wiadomych, spacerowych także, a obok chyłkiem przemykają zarośnięte postacie grzebiące w pojemnikach na odpady. Wybierają puszki, zgniatają i idą dalej. Niekiedy ktoś taki zapuka do drzwi, ale ja boję się otwierać, a zresztą dać też nie zawsze mam co. Pogadałyśmy sobie w któryś dzień z naszą panią dozorczynią dbającą o porządek z oddaniem i zaangażowaniem właśnie o tych ludziach. Jeden z nich sypia w śmietniku, znosi jakieś stare poduszki, kartony i robi sobie legowisko. Podobno nie daje się usunąć. Do noclegowni nie idzie, gdyż tam nie wolno pić, a on nie wytrzymuje bez tego eliksiru. Przebiera się podobno w jakieś inne ubrania, stare zostawia, ona musi wszystko zbierać, łącznie z legowiskiem. I tak już od dłuższego czasu. Podobno też sypiają na klatkach schodowych na najwyższych piętrach. Na szczęście nasza klatka jest wolna i oby się nie zaludniła.
Bezdomnym łatwo się stać. Nigdy nie wiadomo czy człowiek nie znajdzie się w takiej sytuacji. Szczególnie boleśnie spada się z wysokiego stołka. Ja co prawda nie mam stołka do spadania, ale lepiej abym nie musiała żyć w ten sposób. Dla mnie to było by chyba bardzo trudne. Nie opływam w luksusy, ale przecież jakoś wiążę koniec z końcem.


To się narobiło!  Nie ma to jak uruchomić kontakt! Ja nie podpowiadam ludziom aby mnie wspomogli, bo nie mam co jeść. U mnie nie najesz się do syta, jak się nie zapowiesz, to fakt. Ja kupuję jedzenie na jeden lub dwa dni, gdyż nie widzę sensu przynoszenia kilograma kiełbasy ze sklepu i jedzenia jej przez tydzień, to dlatego nie mam czym się dzielić tak ad hoc.
 
     
niedziela, 9 listopada 2014
Wczoraj i dzisiaj nosiłam ze sobą telefon chcąc zrobić ciekawe zdjęcie. Pogoda wyraźnie mi nie sprzyjała nie dając szans mojemu aparatowi klasy lux, hm! Coś tam widać, ale nie zawsze wiadomo co. Chciałam koniecznie uchwycić stadko wróbelków trzymających się krzaków na naszym terenie, tylko że one na zdjęciu nie odróżniają się od trawy.
Jedno ujęcie jednak robi wrażenie. Wygląda to jak najazd statków kosmicznych na naszą steraną utarczkami wyborczymi miejscowość. Można by domniemywać, że kosmos też ma już wszystkiego dosyć. Kandydaci przemawiają, wrzucają do skrzynek ulotki, spotykają się, namawiają aby ich wybierać, a robią to w sposób, który zastanawia. Wstęp sprowadza się do mieszania z błotem aktualnie sprawujących władzę, następnie mówi się, co to nowy kandydat nie zrobi, a w finale nawołuje się do zgody i jedności narodu. Kto takim ludziom uwierzy?! Mów człowieku o sobie i o tym, skąd na to weźmiesz fundusze, w jaki sposób ty się do tego przyczynisz, a nie wycieraj sobie gębusi krytyką. Masz program albo go nie masz.Nie wiadomo, co ty byś na ich miejscu zrobił i jak to by wyszło. Naprawdę to nasze miasto nabiera poloru, ale są ludzie tak zaślepieni, że tego nie dostrzegają. Ja nie wierzę tym, którzy poniewierają innymi, nie doceniają ich pracy. To nie są porządni ludzie. Takie jest moje zdanie.
     
poniedziałek, 10 listopada 2014
Dzisiaj zrealizowałam ostatni prezent urodzinowy. Byłam u fryzjera, co właśnie chcę zaprezentować. Zdjęcie robione na Skype, ale stamtąd jakoś nie mogę wydostać do komputera. Wspomagam się więc w inny sposób, co zdjęciu zdecydowanie szkodzi, ale trudno. Jutro już po fryzurze może nie być śladu. Zdjęcie jest trochę bardziej kolorowe. Wpatrywanie się w siebie nazywa się miłością własną. Niżej zdjęcie badziej eleganckie. 

Dostałam je właśnie zdjęcia wykonane normalnym aparatem przez moją córkę. To ona właśnie była darczyńcą prezentu. Muszę uaktualnić na swojej stronie, tamto już mi się opatrzyło. Dorzucę tylko, że fryzura była dobrana komputerowo. Będę dążyć do wydłużenia włosów, szczególnie z tyłu, zdecydowanie lepiej w takich wyglądałam.
Wczoraj też szło mi nieźle. Mam już prezent na gwiazdkę, idę na „Barona Cygańskiego”. Lekko, łatwo i przyjemnie. Bilety są już tylko na styczeń, ale taka data też kiedyś nadejdzie. Co prawda miałam obiekcje, czy dożyję do stycznia, jednak rozwiano moje wątpliwości i obawy stwierdzeniem, że nawet jak biletu nie wykorzystam, to przecież będzie można go z łatwością odsprzedać. Ludzie czekają na takie okazje. Bardzo to budujące, bardzo.
Zabieram się do napisania czegoś do blogu na Onecie. Przysłali mi przypomnienie, że dawno mnie tam nie było, co jest zgodne z prawdą. Trochę mi się już tam nie chce pisać, a trochę nie mam kiedy, ale dzisiaj coś „wypocę”, gdyż mogą mnie wyrzucić, a to nie byłoby mi na rękę.
Mam też parę drobiazgów do artykułu, który chce już wkrótce upublicznić w Wikipedii. W związku z tym muszę ze skruchą przyznać, że niektóre dane udało się odszukać dzięki pomocy osób trzecich. Bywają ludzie bardziej obrotni niż ja, co wydaje mi się trochę dziwne, ale co prawda, to prawda. Żartuję oczywiście, ale taka jestem zadowolona z fryzury, że świat rozjaśnił się nieco. Mogą człowieka jednak trochę „podrasować”, co w tym wieku nie bywa łatwie.
     
wtorek, 11 listopada 2014
czwartek, 13 listopada 2014
Od lekarza do lekarza. Niby człowiek zdrowy, ale zawsze coś tam niedomaga w organizmie. Dzisiaj byłam u lekarza rodzinnego. Mamy świetną panią doktor, naprawdę dla mnie to wzór lekarza. Jest w średnim wieku, ma małe dzieci, wiem, gdyż niekiedy widujemy się na ulicy, widocznie gdzieś blisko mieszka. Na jej zdaniu zawsze można polegać, nie sknerzy, jak trzeba da skierowanie. Lubię ją.
W naszej przychodni wprowadzono ostatnio zamiast numerków godziny przyjęcia u lekarza. To się sprawdza. Nie wyczekuje się godzinami. Co prawda dzisiaj rozbawiła mnie pewna starowinka, która uparcie twierdziła, że ma na karteczce wypisany czas pośredni przyjęcia, jakiego się tutaj nie stosuje. Udałam, że wierzę, nich idzie wcześniej, tak bardzo mi się nie spieszyło, a i obok miałam ciekawą postać. Pani ta stwierdziła, że dopiero na starość jest szczęśliwa. Trochę mnie to zaskoczyło, gdyż jakoś nie mogę się dopatrzeć szczęścia w wiotczejącym i chorującym ciele staruszki nękanym niedomogami, jednak ta pani uzasadniła swoją wypowiedź tym, że uwolniła się od męża, który nie był raczej dla niej pasmem szczęścia i oparciem w życiu. Musiałam jej przyznać rację. Takie „szczęście” lepiej niech od człowieka odpłynie. Lepszy tydzień przeżyty w spokoju, niż rok w wiecznym utrapieniu.
Zaczęłam zastanawiać się też nad sobą. Gdybym żyła z rodziną, to wiem, że na nic nie miałabym czasu, gdyż mam naturę pracusia. To, że zdołałam zrobić coś więcej, niż gotować żurek na boczku, zawdzięczam samotności. Widocznie więc przebywanie tylko z sobą nie jest takie złe. Co prawda nie wyobrażam sobie życia bez moich ukochanych dzieci i wnuka, ale mam ich na wyciągnięcie ręki, a nie dzień i noc. Martwię się za to o nich nieustannie, nawet wtedy, gdy nie mam o co. Jest o czym i o kim myśleć w wolnych chwilach. Mają mi to trochę za złe, ale chyba tego nie da się zmienić.
Polacy świętują niepodległość. Oglądałam uroczystości na placu Piłsudskiego w Warszawie - pod Grobem Nieznanego Żołnierza. Podchodzę do tego zawsze bardzo emocjonalnie. Przecież o Polskę tutaj chodzi, pamięć pokoleń, uhonorowanie tych, którzy zginęli dla Niej. Chciałam o tym napisać najpiękniej jak bym potrafiła, ale ręce mi opadają. Znowu zamieszki, znowu race, znowu demolowanie wszystkiego, co się nawinie pod rękę! Kto za tym stoi, kto ich zaprasza, komu na tym zależy?!
Na takie pytania należy postawić jasną odpowiedź.
Dlaczego kleją się do Marszu Niepodległości? Czy na takich chuliganów nie ma rady?
Czy koniecznie trzeba organizować marsze? Może lepsza byłaby patriotyczna parada, radosne święto dla wszystkich, a nie bitwa, która Polsce splendoru nie doda. Czy na tej centralnej uroczystości nie powinni być wszyscy, którym zależy na Polsce? Mnie się to naprawdę nie podoba.
     
 
środa, 12 listopada 2014
„Dzwony wojny”. Obejrzałam wszystkie odcinki, mimo że nie lubię filmów wojennych. W bitwie nad Sommą w 1916 roku zginęło ponad milion ludzi. Trudno sobie nawet to wyobrazić. Na pewno nie dzwoniły im dzwony, nie miał kto dzwonić tym młodym chłopcom, którzy szli na pewną śmierć. Po co, na co to i komu to było potrzebne! Dlaczego ludzie nie dążą do pokoju tylko pchają się do wojny?
Wczoraj obchodziliśmy Święto Niepodległości. Trudna i kręta była nasza droga do wolności, znaczona grobami na wielu frontach powstań i wojen. Utrzymanie zdobytej wolności też nie było proste ani łatwe. „Polski patriotyzm ma wiele twarzy. W pełnej krasie i w kominiarkach zaprezentowały się podczas wtorkowych obchodów Święta Niepodległości. Smutne jest to, że Warszawa, zamiast świętować odzyskanie wolności, w wielu miejscach wyglądała tak, jakby dopiero przygotowywała się do bitwy.” I była bitwa, byli ranni i poszkodowani. Zniszczenia osiągnęły spore rozmiary.
Tłumaczenia „narodowców” są tak pokrętne, że teraz według nich policję należałoby pociągnąć do odpowiedzialności. Ja już nie mam siły o tym myśleć i tego słuchać. Podnosi mi się ciśnienie. Zakazuję takich marszów i basta! 
Przejdę chyba na liryczne wpisy. „Gdziekolwiek będziesz, będziemy patrzeć na te same gwiazdy” pięknie pożegnała ukochanego bohaterka serialu, o którym wspomniałam. Liczy się w życiu tylko miłość. Gdy miałeś szczęście ją przeżyć, znajdziesz sens życia bez względu na okoliczności.
     
piątek, 14 listopada 2014

Od wczoraj wiążę szaliki. Mam zamiar zerwać z monotonią, tylko omotanie wokół szyi mi nie wystarcza. Zainspirował mnie filmik na Facebooku. Do tej pory wystarczało mi to, co umiałam, ale widocznie w życiu potrzeba nowych wezwań. Teraz powyjmowałam chustki i szale, stoję przed lustrem i wiążę na różne sposoby. Wybiorę te, które się sprawdzą i je zapamiętam. Znowu się chyba zamotam..

http://www.geekweek.pl/aktualnosci/7429/25-sposobow-na-wiazanie-szalikow-

      
sobota, 15 listopada 2014

Mam wyrzuty sumienia. Hoduję reo meksykańskie na swój sposób i zaczynam żałować swojej decyzji. Wsadziłam sadzonkę, która wybiła się w pięknie górę, zdecydowałam więc, że uzyskam odpowiednią wysokość bez rozkrzewiana się rośliny. Obrywałam wyrastające pędy i rzeczywiście, urosła do 45 cm i stanęła! To trochę za mało jak na wysoki okaz, a teraz, kiedy doszłam do wniosku, aby jednak rosła w szerokość, ona nie objawia chęci. Mamy więc sytuację patową. Wystawiłam ją do pokoju, którego nie chcę ogrzewać i muszę czekać do wiosny. Odcinanie czubka i nowe nasadzenie nie ma sensu o tej porze roku. Nie wiem, co mam robić, prosić ją o rozrastanie się, głaskać, przymilać się?! Chciałabym, aby wyglądała tak jak na tym zdjęciu, tylko że teraz ona nie chce. Czyżby rośliny też bywały uparte???
      

niedziela, 16 listopada 2014
„Nie ulęże sowa sokoła…” mawiał mój tato, aby dowieść, że ktoś nie stanął na wysokości zadania. Dzisiaj w kościele też mówiono o talentach. Zawsze zachodzę w głowę, skąd to się bierze, że ludzie wybijają się ponad przeciętność. Ma to jakieś uzasadnienie przecież. Aby jednak wiedzieć, czy w nas drzemie choć iskra talentu, trzeba się jakoś sprawdzić w dziedzinie, jaka nas pociąga. Ja lubię nowe wezwania. Może to trochę zaburza codzienny rytm, ale dodaje życiu barw.
Tak samo charakter ludzi, usposobienie, nastawienie do życia - to przynosimy z sobą, dziedziczymy nie zawsze po rodzicach, ale przecież dziadkowie i pradziadkowie to też ciąg genetyczny. Zmierzam jednak do tego, że nie tylko ludzie, ale także zwierzęta mają różne charaktery i zdolności.
Luisek to uosobienie taktu, grzeczności, podporządkowania się i wzorowego zachowania. Dzisiaj stoimy sobie przy latarni, tam jest najwięcej do wąchania. Przechodzi obok pani z psem, wulkanem energii, który wyrywa się do zabawy z Lusiem, któremu już wcale nie zależy na takich kontaktach. Pani bierze psa na krótką smycz, ale starając się wytłumaczyć zachowanie swojego pupila, nadmienia, że Luis, o którym już dużo wie, to jest już teraz Luiska, a nie Luis. Reaguje jak panienka. Bardzo mnie to rozbawiło. Nie wiem jak do tego podszedł Luis, ale ja zaczynam go teraz nazywać Luiską. Nie szczeka już, nie postawi się innemu psu, a jeszcze niedawno dawał głos, tylko wącha i wącha. Dobrze, że szczęśliwe wrócimy do domu… Gdybym go trochę nie pociągała za smycz, to chyba by się zdrzemnął na trawniku.
Rano go czeszę, wycieram ściereczką, gdyż kąpać się go boję, a niechby złapał zapalenie płuc, to byłabym winna jego choroby, której mógłby nie przetrzymać. Zjada to przepisane przez panią doktor śniadanko ustawione w przedpokoju, do kuchni nie chce wchodzić no chyba że czuje niedosyt i wtedy prosi o dokładkę. Muszę go napoić, gdyż sam nie zawsze załapie, w którą stronę do miseczki. Później śpi. Najlepiej gdybym nie chodziła po domu, nic nie robiła, bo przecież to mu przeszkadza. Staje z tym ogonkiem smutnie opuszczonym na dół i czeka, abym go pogłaskała po łebku. Sama widzę, że się coraz bardziej do tej mojej Luiski przywiązuję. Niech już ta jego pani odbędzie podróże i zabiera go do siebie. Czy psinka ma talent, no nie wiem czy to tak nazwać, ale maniery ma nieskazitelne i jest taki cichutki ten mój Luisek. Nigdy nie nabrudzi. W sytuacji kryzysowej podbieg -  tak, tak, wtedy zbiera siły -  i prosi niewidzącymi oczkami, aby z nim wyjść. 
Mówię mu – Luis, na nas już czas.Musimy się przygotowywać do odejścia. Luis jednak tylko siada i patrzy tym nieobecnym wzrokiem przed siebie. Co on tam widzi i co sobie myśli?! Och, Luis, co z nami będzie, jaki los nas czeka. Póki mam siły, to jeszcze cię zniosę i wniosę po schodach, ale jak zesłabnę, to nie wiem czy będę w stanie podjąć się opieki nad tobą, nawet czasowej, mój piesku.
      

poniedziałek, 17 listopada 2014

Wybory podzieliły Polskę. Nie wiem, od czego to zależy, może inne gleby, woda z domieszką żelaza, obywatele jedzą więcej mięsa, szkoły na innym poziomie. Wygląda to dziwnie. Zobaczymy jak to się potoczy. Sumiennie obejrzałam wczoraj wszystko, sama oczywiście głosowałam. Idąc do lokalu wyborczego zaraz po nabożeństwie miałam już takie przeczucie. Ławą mości panowie, ławą społeczeństwo sunęło prosto z kościoła.
Demokracja to dziwny ustrój, ale musimy mu sprostać, innego lepszego nie wymyślono. Najważniejsze, aby wybrać mądrych ludzi. Co mi tam, kto z jakiej partii jest, czy też jest bezpartyjny, ma działać dla dobra społeczności lokalnej. Teraz widać, że samorząd działa, unijne pieniądze robią swoje. I zastanawia mnie niekiedy, co radny może zrobić? Burmistrzów, prezydentów i tak sami wybierzemy, rada tylko będzie głosować w oparciu o koalicje, które zaczną się tworzyć. Ciekawa jestem, jakie one będą. Nareszcie PSL się odbił od niskiego pułapu. Tego to nijak nie mogę zrozumieć, że wieś nie głosuje na swoją partię. Nareszcie coś się ruszyło.
      
wtorek, 18 listopada 201
Książkę Myśliwskiego „Ostatnie rozdanie” czytałam dosyć długo, tego nie da się szybko czytać. Właśnie wczoraj w nocy skończyłam, nie mogłam odłożyć nie doczytawszy do końca. To dziwna książka, filozofia splata się  z codziennością, jest tam pełno zaskakujących powrotów do przeżytych dni, spotkanych ludzi, przychodzących z adresami zapisanymi w notesie.
Najbardziej jednak intrygujące są listy Marii, kobiety, która pogrążona w rozpaczy wynikającej z niedopełnionej do końca miłości, całe życie pisze listy do tego, którego kocha, cierpiąc coraz bardziej i nigdy nie otrzymując odpowiedzi. Adresat czytał jednak listy uważnie,  będąc zupełnie bezradny, a może nie chcący wrócić do tego, co minęło... Miłość przecież się wydarzyła, rosła z czasem, potęgowała się i stawała się najważniejsza. Wiele kobiet przewinęło się przez życie odbiorcy listów, docierających do niego, mimo, że zmieniał adresy i zawody, ale ta była jedyna, najważniejsza. 
Najbardziej wzruszający jest list z zaświatów, to tylko pół godziny uzyskane, aby spotkać się z człowiekiem, który zawładnął uczuciami, myślami i sercem Marii.
„Dlaczego szczęście tak późno się odczuwa? Czy tak zawsze musi być ze szczęściem, powiedz? Czyżby to było jedyną miarą, czym ono jest? Żałuję tylko, że tak mało mieliśmy czasu. Całe życie moje, twoje, a tylko pół godziny. Ledwo mgnienie. Niestety takie są rygory, wybacz.”
Ten czas limitowany w zaświatach wraca do mnie wielokrotnie, w snach i opowieściach innych ludzi. Ciekawa jestem ile ja doświadczę kiedyś tam czasu, aby pozałatwiać sprawy, których nie mogę dopełnić teraz?!
     

czwartek, 20 listopada 2014
Zgiń, przepadnij jesienna plucho!!! Ja już nie mam siły. Robię tylko to, co konieczne, wychodzę z Luisem i później śpimy. To jest zmarnowanie czasu. Niech już przyjdzie zima, śnieg niech rozbieli zaokienny pejzaż, mróz niech przyziębi i słońce weźmie panowanie nad dniem. Naprawdę tego wszystkiego nie wytrzymuję, siąpi i siąpi. Cały dzień, gdy człowiek chce poczytać, trzeba świecić lampę. Jakie to zmarnowanie energii elektrycznej! Że też ekolodzy się nie zajmą tą sprawą.
PKW ma kłopoty z systemem informatycznym i teraz biedacy muszą liczyć ręcznie. Kiedy się z tym uporają. Zwycięzcy domagają się powtórzenia wyborów, co według mnie jest szaleństwem. Trzeba zliczyć to co jest i koniec. Trochę mnie rozbawiły te błędy z książeczkami do głosowania. Czyżby naród był taki otumaniony, że nie zastanawiano się nawet nad tym, co tam jest napisane. Widocznie u nas trzeba kawę na ławę. 
Aby poprawić sobie nastrój piekę babkę według przepisu mamy. Zawsze ją piekła, gdy gąb do wyżywienia było dużo, w czasie wakacji. Łatwo jej to szło, a ciasto smaczne, wilgotne i pulchne. Może ktoś się też wewnętrznie zepnie i upiecze. Podaję przepis. Przygotować jak normalnie, utrzeć żółtka z cukrem, tłuszcz roztopić, białka ubić z odrobiną soli, na koniec, gdy się upiecze oczywiście, polukrować lub posypać cukrem pudrem
Składniki:
3 szklanki mąki, 4 jajka(ubić pianę), 1 szklanka cukru, 2 łyżeczki proszku do pieczenia, 1 szklanka mleka, 15 dkg margaryny lub masła, zapach.
Moja już się upiekła, woń niesie się na cały dom. Niech przestygnie i zabiorę się do poprawiania sobie nastroju.
     
piątek, 21 listopada 2014
„Truizmy rodzą się jak gwiazdy, choć może nie zapadają się w sobie pod ciężarem wstydu. Oto jeden z nich: na wszystko przychodzi czas. Na pytania, na odpowiedzi, na wątpliwości i zrozumienie. Oto drugi z nich: żeby dokądkolwiek dojść, należy wyjść”. Ignacy Karpowicz
Przeczytałam „Sońkę” Karpowicza jednym tchem. Wyraźnie zarysowana postać dziewczyny z małej, podlaskiej wsi i SS-mana, wykształconego, przystojnego, ale Niemca, których połączyła zakazana miłość od pierwszego wejrzenia i pożądanie przekraczające wszystkie bariery. Pogoda jakoś mi w lekturze nie przeszkadzała! Razem z aniołem śmierci, reżyserem Igorem wysłuchałam, a raczej wyczytałam, opowieść starej kobiety o miłości i życiu wypowiedzianej przed śmiercią.  Widocznie na wszystko przychodzi czas. 
Oswajam starość, opowieściom o miłości dam święty spokój, myślę, że moim uczuciom należy się szacunek i godność zamknięta w moim sercu. Sama nie doświadczyłam jeszcze starości z jej ograniczeniami, ale przecież czuję, że to się zbliża. Patrzę na mojego Luiska, rozmawiam o nim z innymi ludźmi, którzy mnie zagadują o jego losy i właśnie o starość, którą z godnością znosi. Starość nie jest łatwa, i truizmem byłoby stwierdzenie – starość jest piękna. Nie jest piękna, jest ułomna, ogranicza człowieka, spowalnia jego życie, a niekiedy zamyka w czterech ścianach i nagina do leżenia w łóżku.
Ostatnio pewna młoda osoba powiedziała mi, że przecież oni, młodzi, otoczą starych ludzi, im bliskich, opieką i staraniem. Nie wątpię, że tak będzie, ale czy ktoś się zastanowił, co czuje stary człowiek, który cierpi i nikt mu tego cierpienia nie odbierze, ani lekarz, ani bliscy mu ludzie, i musi patrzeć na wyraz bólu w oczach swoich dzieci, którego przyczyną jest on sam, jego cierpienie? Robię, co mogę, aby życie moich dzieci uczynić lżejszym, pomóc im, gdy tylko zachodzi potrzeba, chciałabym, aby były szczęśliwe i później ja sama mam się przyczynić do trosk, których moja zbolała starość ma im dostarczyć??? Z tym nie mogę się oswoić, tego nie mogę znieść, z tym nie mogę się pogodzić. Przecież nie mamy na to wpływu, nie wiemy, co nas czeka, nie możemy sterować długością naszego życia, nie możemy nawet przewidzieć, co przyniesie nam jutro, a co mówić o perspektywie czasu. Ja naprawdę nie noszę w sobie syndromu zgorzkniałej staruszki, jestem pogodną osobą, ale przecież takie pytania sobie stawiam i myślę, że nie tylko ja.
     
sobota, 22 listopada 2014

Dzisiaj zawładnęła mną porcelana i cała jej kruchość. Chciałam przetrzeć ustawione w mojej serwantce przedmioty i o mało jedna z filiżanek nie pożegnała się ze swym delikatnym bytem, a przecież to pamiątka po mojej mamie. Jeje siostry ginęły w moich rękach, przyznaję, ale gdyby teraz ona sie potłukła, byłoby mi bardzo przykro. Nie brałam prawie nic po śmierci mamy, akurat musieliśmy wspomóc ciocię, siostrę mamy, której płomienie pożogi odebrały cały dobytek, ale ta filiżanka i dzbanuszek, które zostały z serwisu do kawy, zawłaszczyłam i teraz ponad siedemdziesięcioletnia filiżaneczka zakończyłaby żywot. Wyprodukowana była w Chodzieży, firma Kolmar, taka jest sygnatura. „Nie dotykaj porcelany, ona jest pęknięta.” Kołacze mi się gdzieś w głowie. Jaki ładny motyw wiersza! Można by coś z tego zrobić.
Ocalała jednak filiżanka, widocznie nie było jej sądzone przejście w stan spoczynku. Teraz dzięki niej dzień osadził się w porcelanie. Obrusik wyszedł spod ręki mojej mamy. Zdobił kiedyś modne ławo-stoły, który to mebel z radością ofiarowałam chętnej osobie. Jakoś mi nie przypadł do gustu. Jak już czegoś nie lubię, to nie lubię i nie ma na to sposobu, abym polubiła.
Piosenka też z porcelanową nutką. 
 

     
niedziela, 23 listopada 2014
Spędziłam wczoraj czas przed telewizorem do północy. Muszę być poinformowana o wszystkim, co się dzieje w kraju, aby później nie kierować się opiniami innych, tylko własną. 
Debata Sasin kontra Gronkiewicz-Waltz, trzeba przyznać, miała kulturalny charakter. Widocznie można tak rozmawiać! Nie będę się wgłębiać w to, co powiedziano, każdy mówił to, co według niego przysporzy mu głosów, ale utopijny projekt pana Sasina o darmowych biletach dla wszystkich płacących podatki, czytaj zameldowanych w Warszawie, naprawdę zrobił na mnie wrażenie.
Do północy przytrzymały mnie wybory samorządowe. Jasno mi uświadomiono, że za sprawy techniczne odpowiada Krajowe Biuro Wyborcze. Jest to organ wykonawczy Państwowej Komisji Wyborczej. PKW odpowiada za poprawność przeprowadzenia wyborów, i jako „twarz” wyborów wziął na siebie odpowiedzialność za to, co się działo w czasie wyborów.
Wyniki wyborów chyba wszyscy znamy. Niekoniecznie ci, którzy mieli procentowo najwięcej głosów zdobyli najwięcej mandatów. Mnie zastanawia ilość błędów w czasie głosowania.
…w wyborach do sejmików wojewódzkich najwięcej głosów nieważnych oddanych zostało w woj. wielkopolskim - 22,77 proc., w woj. lubuskim - 20,54 proc., w woj. warmińsko-mazurskim 19,86 proc.
Politycy wypowiadają się bardzo ostrożnie na ten temat. Nikt jasno nie chce oceniać elektoratu działającego tak bez ładu i składu. Mnie też to zastanawia. Czy to nie było działanie celowe?! Może ludzie mają już dość wiodących partii i szukają jakiegoś wyjścia z sytuacji. Zwycięstwo PSL mnie cieszy. Zawsze uważałam, że w szeregach tej partii jest wielu mądrych ludzi, tylko, że oni nie mają siły przebicia, są spychani na margines. Gdyby zdobyli władzę, nie byłoby im łatwo. Witos też tego doświadczył, trzy razy ratował Polskę jako premier. Może więc jednak ludzie wiedzą, co robią, stawiając na nich. Niepotrzebnie wycofał się Pawlak, to naprawdę mądry człowiek, a że nie był mówcą, no tak to jest w życiu, ale nie każdy, kto dużo mówi, mówi mądrze. Zobaczymy, co życie przyniesie.
Wczoraj zrobiłam pół metra szalika ściegiem angielskim, aby jakoś panować nad emocjami. To ścieg wymagający skupienia, gdyż jedna pomyłka burzy cały wzór. Łatwo można zgubić oczko, a to odbija się na całości wyrobu. Obyśmy nie zgubili w czasie następnych wyborów jakiegoś oczka. Może się to odbić na całości.
     
poniedziałek, 24 listopada 2014
Poranek był trudny. Słońce biło w okna silnym światłem, ale nam to jakoś nie przeszkadzało. Mówię nam, gdyż Luiniu jeszcze jest u mnie. Ma chyba zaburzenia starcze, śpi w dzień, w nosy spaceruje pukając pazurkami o podłogę.
Chciałam rano posłuchać wiadomości, gdyż napięcia społeczno-polityczne idą w górę. To doprowadziło do pewnego konfliktu na linii pies – człowiek, jednak winę ponoszę ja, w końcu stoję wyżej w hierarchii, w co niekiedy wątpię, a już zupełnie poddaję się, kiedy słucham wszystkiego, co wygaduje się odnośnie tych nieszczęsnych wyborów. 
     
wtorek, 25 listopada 2014
"16 Dni przeciwko przemocy ze względu na płeć" to międzynarodowa kampania na rzecz wyeliminowania wszelkich form przemocy wobec kobiet. Data rozpoczęcia akcji nie jest przypadkowa. To właśnie 25 listopada obchodzony jest Dzień Eliminacji Przemocy Wobec Kobiet.
Przemoc może mieć różne oblicza – fizyczna, psychiczna, ograniczająca czas, fundusze. Przemoc to ograniczanie cudzej wolności. Każdy człowiek ma do niej prawo. Kobiety, są słabsze, nie potrafią albo nie chcą się bronić. Bronić się jednak trzeba. Nie wolno zamknąć się w czterech ścianach z człowiekiem, który chce dominować. Trzeba o tym mówić, wstydzić powinien się oprawca, a nie ofiara. Jak nie można dojść do porozumienia, trzeba szukać pomocy, a gdy nic nie pomaga, należy odejść. Zawsze znajdzie się ktoś, kto pomoże. Lepszy tydzień życia w spokoju, niż rok w piekiełku domowym.
Starożytna mądrość mówi: Nie wchodź na ścieżki złych ludzi! Nie chodź tymi drogami, omijaj je z daleka, odwracaj się od takich dróg, idź śmiało dalej!
Ścieżki ludzkie, dobre lub złe, niekiedy się zazębiają. Od dłuższego czasu coś mi nie daje spokoju, męczy mnie. Myślę o kimś, kogo znałam, a teraz obsesyjnie wracam do tego człowieka. Zaczynam się bać, gdyż to nie wróży niczego dobrego. Nie, nie on nie stosował wobec mnie przemocy, choć trudno niekiedy było z nim było wytrzymać. Nie wiem jak z nim nawiązać kontakt, a może trzeba by było…
     
 środa, 26 listopada 2014
A ja jestem, proszę pana, na zakręcie.
Moje prawo to jest pańskie lewo.
Pan widzi: krzesło, ławkę, stół,
a ja - rozdarte drzewo.

A ja jestem, proszę pana, zupełnie rozbita, spać nie mogę i nerwy mam w strzępach. Kręci pan korbką swoich słów jak najęty. Histeryzuje pan, czy rusza do boju z kopyta?
Wczoraj pan Mariusz Błaszczak wystąpił popisowo w Programie I po 20. Zabełtał sens wypowiedzi do granic możliwości. Ja złożę skargę jako obywatel, ja się odwołam, gdyż ja jestem logiczna( tak mówi moja córka!) W skrócie to brzmiało tak:
- Demonstranci wtargnęli do siedziby PKW, gdyż nie było tam policji!!!
- W czasie manifestacji 11 listopada doszło do burd, gdyż była tam policja!
To o co w końcu chodzi? Słowa lecą jak wystrzeliwane z katapulty. Może mówić mniej, a z sensem proszę pana? Wobec tego czy 13 grudnia ma być policja? Każda opcja niesie za sobą zadymę, prawda? Pewien pan powiedział mi wczoraj, że elita rządząca i media robią ludziom wodę z mózgu. A teraz, kto gada od rzeczy?!
Nawet mój biedny Luis  podpadł, ja oczywiście też, gdyż zasugerowano, że zbytnie zabieganie o jego wygody to wpisywanie się w system gender… A jak się ma do tego św. Franciszek?! Jego umiłowanie braci mniejszych? Na dodatek złego naraził się też Mateusz Kościukiewicz, który zagrał św. Franciszka. Wywołało to w Polsce oburzenie, gdyż przednio wcielił się w mało pochlebną rolę księdza. Aktorzy też mają być zaszufladkowani?
Jestem osobą wierzącą i wiary się nie wyrzeknę, ale staram się patrzeć na ten świat ze zrozumieniem. Przestań nas karć, Boże zagniewany takimi ludźmi i takimi poglądami, gdyż to jest już nie do wytrzymania.
     
 
czwartek, 27 listopada 2014
Przeżywam fascynację polską aktorką Teresą Tuszyńską za sprawą książki Mirosława Nowika „Tetetka”. Postać tej przepięknej aktorki odżywa na nowo. Obejrzałam kilka filmów z jej udziałem, dostępnych na You Tube. Jestem zafascynowana jej urodą, talentem i ludźmi, jacy ją otaczali. Niestety skończyła nieszczególnie, zmogła ją choroba alkoholowa. To były czasy, kiedy na takie przypadłości patrzyło się jak na słabość charakteru.
Szesnastoletnia dziewczyna, wyróżniająca się urodą, weszła do środowiska artystów, gdzie od razu stała się gwiazdą. To wielka pokusa, tym bardziej, że była dziewczyną „zabawową”. Naprawdę namawiam szczerze do powtórnego obejrzenia filmu „Do wiedzenia, do jutra”. Świeżość, wdzięk, uroda Tetetki (tak ją nazwał Kutz) robi oszałamiające wrażenie.

     
 
piątek, 28 listopada 2014
Dzisiaj mam wyjściówkę i staram się jakoś to wszystko ogarnąć. Z jednej strony się cieszę, ale życie zawsze niesie urozmaicenia i druga strona medalu też się uwidacznia przyciemniając wszystko. Telefon służy mi tylko do załatwiania spraw, ale jak ktoś dzwoni, to przecież odbieram. Zadzwoniła do mnie znajoma po przejściach. Zmarł jej mąż i teraz stara się jakoś ułożyć sobie życie w swoim mieszkaniu. Okazuje się, że to nie takie łatwe. Wiem coś o tym, gdyż sama to przeżyłam. Zrobiła gruntowny remont, wymieniła meble i wyniosła wszystkie rzeczy, które nie dawały jej spokojne tam mieszkać. Uważam, że to mądre posunięcie. Powinno się uwolnić od przebywania w aurze człowieka, który jest już w innym świecie, dla swojego i jego dobra, gdyż jego dusza też ma prawo do uwolnienia się od więzów dawnego życia. Zmarli niejednokrotnie proszą o to przychodząc we śnie, aby powściągnąć ból, gdyż to ich trzyma na ziemi, a oni też już tego nie chcą. Mają tam inne spawy do załatwiania. Dotyczy to także ludzi, z którymi się rozstaliśmy, szczególnie w niezbyt dobrych relacjach. 
Istnieje coś takiego jak pamięć o ludziach, zakodowana w przedmiotach i rzeczach. To dlatego ja nie mogę chodzić w ubraniach z lumpeksu. Ja wyczuwam ludzką energię, a gdy ta jest niezbyt dobra, to mnie to przytłacza. Zaciągnęli mnie kiedyś do takiego sklepu i wybrałam porządny sweter. Myślę sobie, raz kozie śmierć, to tylko parę złotych. Niestety, musiałam go odnieść do skrzyni na odzież, gdyż tak mnie przytłaczał, że byłam prawie chora.
Cierpienie, złość, przygnębienie to ludzka rzecz, ale ja widocznie mam swoją drogę do przebycia i nie muszę brać na barki cudzych nieszczęść.
     
sobota, 29 listopada 2014
Wielka sława, to żart,
książę błazna jest wart,
złoto toczy się wkrąg
z rąk do rąk, z rąk do rąk.

Strauss.„Baron cygański” powrócił w iście królewskim przepychu do repertuaru bydgoskiej Opery: operetkę wystawia się po to, aby sprawić radość widzom i…wykonawcom. Wykreowany na scenie świat ma zachwycać popisowymi ariami, wystawnością strojów, dekoracji, wdziękiem tancerek, dynamiką tancerzy, popisami aktorskimi całego zespołu a w uszach (i sercach) mają zostać na zawsze cudowny walc skarbów, duet ”ślubny” Saffi i Barinkaya ,marsz rekrutów i ognisty czardasz."


... przepyszny żyrandol i gigantyczne ażurowe schody –(największe w historii realizacji na scenie Opery Nova), które stanowią tło dla olśniewających sukien i mundurów.

Trzy godziny radości. Ze zdumieniem przyjmowałam przerwy. Czas mijał w okamgnieniu. To było coś wspaniałego. Poszłam tam w ramach prezentu gwiazdkowego, który był bardzo trafiony, jak widać. Mieszkańcy B. tak są ukulturalnieni, że bilety trzeba kupować z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Mieliśmy fart, gdyż ktoś zrezygnował, poprzedni termin mieliśmy na styczeń. Jestem cała w motylkach, to być może wpływ także folkloru cygańskiego, który uparcie do mnie wraca w różnych odsłonach. Jednego, czego mi żal, to tego walca, którego miałam zatańczyć w pięknej sukience, z danserem, który umie prowadzić i odpowiednio się prezentuje, na pięknej sali balowej… To marzenie zabiorę już z sobą na tamten świat. Trudno, nie wyszło.
     

niedziela, 30 listopada 2014
Wczorajszy film w TV „Kultura” przypomniał mi o zjawisku pokrewnych dusz. Jest to myślowe porozumienie między dwiema osobami. Tacy ludzie, gdy już spotkają swoją pokrewną duszę, bez względu na odległość, przekazują sobie emocje. To jakiś nadnaturalny związek. Ludzie ci odczuwają jedność i bliskość, łączy ich wzajemne odczuwanie. Czas i przestrzeń nie ma znaczenia. To nie jest miłość i to nie jest przyjaźń. Nie liczy się to, w jakich związkach ta osoba przebywa, czym się zajmuje, ważne jest to, aby jej pomóc, gdy tego potrzebuje, wesprzeć. Taki związek jest ponad wszystkimi barierami.
Czasami bratnia dusza pojawia się, aby pomóc, po czym bezpowrotnie znika, albo zostaje, aby podtrzymać potrzebującego na duszy, czasem ostrzega przed niebezpieczeństwem, albo gdy znajdzie się blisko, czuje się z nią jedność.
Wiem. co mówię, gdyż doświadczyłam takiego współodczuwania. Tego naprawdę nie da się niczym wytłumaczyć. Pojawił się ktoś, kto mnie wspierał, kiedy byłam na krawędzi i będę zawsze o tym pamiętać. Ja czułam, co się z tym człowiekiem dzieje, mimo, że nie widziałam go na oczy. Wiedziałam, kiedy cierpiał, kiedy angażował się w związki z innymi osobami. Była we mnie taka chęć niesienia mu pomocy, że nie byłam w stanie powstrzymać się od udzielania mu rad i wspierania go. Inna sprawa czy słuchał. Jednak widocznie w życiu każdy musi przejść swoje. To było ciekawe przeżycie.
     
 
suma wejść na stronę - 239365,
odwiedzających - 80287,
dzisiaj -2
Reklama
 
Motto strony
 
„Pamiętaj, że każdy wiek przynosi
nowe możliwości.
Daj z siebie wszystko – inaczej oszukujesz samego siebie.”
Moja aktywność w Internecie
 
Reaktywacja strony
 
Firma JUNESSE
 
Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE > Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE [kliknij]
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=