luty 2014
1 lutego 2014
Zaczynamy świętowanie! Miesiąc luty to ukoronowanie wszystkich obchodów imieninowo-urodzinowych. Mamy łącznie 8 jubilatów i solenizantów. Prym wiodą moje córki i wnuk! Szkoda tylko, że nie zawsze możemy się spotykać na imprezach, odległość to uniemożliwia. Odbijemy to sobie przy najbliższym spotkaniu, co nie znaczy, że nie będzie fet na miejscu. Dzisiaj już rozpoczęliśmy uroczystości. 
Wobec tego hurtem składam życzenia:
 Niech nam żyją Solenizanci i Jubilaci!
Zdrowia, szczęścia, pomyślności, i sukcesów, i radości. Niech Wam Los na co dzień sprzyja, a Fortuna nie omija. Wszystkiego najlepszego.
2 lutego 2014
Wpis na Seniorku skłonił mnie do dodania przypisu wyjaśniającego. To bardzo miłe, że moi bliscy zostaną obdarowani życzeniami. Nie dotrą jednak do Miłkowic, gdyż adresaci niedostępni.
„Przyłączam się również z życzeniami : - Wszystkiego najlepszego dla Jubilatów i Solenizantów z Miłkowic.”
W Miłkowicach nie ostał się nikt z tak licznej rodziny!!! Generacja moich rodziców wymarła, a młodzi rozpierzchli się dosłownie po całej Polsce, a nawet świecie. Ja odwiedzam tylko cmentarze. Dzisiaj doszły by jeszcze imieniny mojej mamy. Nie jest możliwe abym odwiedziła grób. Poszłam na mszę pomodlić się w jej intencji. Tylko to mogę zrobić.
Ja należę do typu ludzi wędrownych. Nie to, że chcę, ale tak jakoś się układa. To już piąta miejscowość, w której mieszkam. O lokalach zajmowanych to już wolę nie mówić. Było ich dużo. Los mną miota i już. W Miłkowicach mieszkałam do 13 roku życia i nigdy tam już nie wróciłam, tylko były odwiedziny u rodziców, niekiedy dłuższe, jak urlopy na to pozwalały. Obecnie mieszkam w Bydgoszczy. Tutaj mam córkę. Wszystkim to wyszło na dobre. Te wieczne podróże były męczące. To już szósty rok, a wydawało by się, że to tak niedawno. Ciągle przesuwam się na północ, mam nadzieję, że nie wyląduję pod kołem podbiegunowym…
Pozdrawiam Miłkowice, zjawię się na wiosnę. Lubię tam przyjechać, ale na zamieszkanie już bym się nie zdecydowała. Dla mnie byłoby zbyt trudne. Wypełniłam jednak misję z jaką widocznie przyszłam na świat, odtworzyłam historię Miłkowic. Cieszę się bardzo, że się udało. Dziękuję Wszystkim, którzy mi pomogli zrealizować moje posłannictwo z takim pietyzmem wypełniane.

3 lutego 2014
Zabieram się od rana do uczynienia wpisu, jako że u nas odwilż, a to niechybnie oznacza że rozpocznę wędrówkę po placówkach służby zdrowia. Muszę sobie porobić zdjęcia, wnętrze może być równie piękne jak powłoka zewnętrzna, o ile jeszcze jakieś ślady urody zostały.
Mam pół godzinki rano czasu, wypiłam rano wodę z miodem i cytryną i czekam na penetrację układu trawiennego przez oną ciecz. Wszystkie troski i przemyślenia staruszki wyleję w tym czasie na stronę Worda, przecież na papierze już nie piszę, nawet nie mam go w domu, tylko taki do drukarki, która nie chce się w żaden sposób podłączyć pod mój komputer i dlatego zmieni właściciela.
- Wczoraj nie działał jak należy Internet, UPC miało jakieś kłopoty, nie zaglądałam więc natrętnie do poczty czekając na przesyłkę. Normalnie robię to jak zakochana podfruwajka, tylko ja nie czekam na listy z wyznaniami uczuć. Przyłożyłam się wiec do lektury „Lolity” Nabukova. Książkę mam zwrócić do biblioteki do piątego lutego, termin depcze mi więc po piętach. Czytam z oporami, gdyż ten stary zbokol wyprowadza mnie już z równowagi, trzyma mnie przy lekturze niezły styl pisarski autora.
- Wieczorem obejrzałam komedię obyczajową „Tamara i mężczyźni”. Tamara wracając w rodzinne strony miesza w zastanym światku par małżeńskich i narzeczeńskich. Obejrzałam, to dużo powiedziane, środkiem trochę zdrzemnęłam się zagrzebana w ciepłą pościel, nie przyniosło to uszczerbku filmowi już przeze mnie rozpoznanemu i finał przyswoiłam w całej rozciągłości. Niewierny mąż zginął pod kopytami rozpędzonego stada krów! Usunął się zatem z życia pozwalając dojść do głosu właściwym uczuciom. Wcześniej ogłosił światu, że pisarze to kłamcy z czym w zupełności się zgadzam! Tamara też wróciła do dawnej miłości, szczerej i prostej. Kobietom potrzebni są mężczyźni… Kłamstwo nie popłaca.
- Ja też wyznam całą prawdę, jak na spowiedzi, gdy do mnie przyjdzie współpracownik CBOS-u. Spotkał mnie ten zaszczyt, zostałam wylosowana w tym miesiącu i będę mogła na zasadzie dobrowolnego przymusu wpłynąć na podejmowane decyzje przez instytucje publiczne. Ponieważ nie lubię szubienic na rynku, wiadomo jaka jest moja orientacja i z czystym sumieniem ją społeczeństwu przedstawię.
- Jak już nabrałam rozpędu w pomaganiu, ocenianiu, wspieraniu proszę się do mnie zgłaszać ze wszystkimi sprawami, które zdołam – może, nie jestem przecież zarozumiałą staruszką! – jakoś załatwić, rozstrzygnąć czy przytulić tak zwyczajnie do swojego doświadczonego łona rozbitego wewnętrznie osobnika, niosąc mu ulgę w cierpieniu.
4 lutego 2014
Wielki Test Wiedzy Ekonomicznej w moim wykonaniu nie wypadł szczególnie dobrze. Chyba coś w tym jest, jak powiedziała główna zwyciężczyni, bierze się to na logikę. Nie mam nic przeciwko temu, ale lepiej mieć wiedzę, a nie zgadywać. Ekonomia mnie trochę deprecjonuje życiowo, no może nie tak ostro, ale czyni w moim życiu zawirowania. Mówię oczywiście o ekonomi w skali mikro.
Bywa, że moje ukochane córuchny chcą na siłę coś mi załatwiać, a gdy się lekkomyślnie zgodzę, to okazuje się, że po zakupieniu tego czegoś tam, nie chcą przyjąć pieniędzy twierdząc, że to nie ma sensu, gdyż to niezbyt duży wydatek. Gdy doświadczyłam tego raz, drugi, piąty, teraz odmawiam takiej przysługi. Wolę iść sprawę załatwić sama. Ja wiem, że dla nich nie jest wielki wydatek, ale dla mnie to sprawa emeryckiego honoru. Mam ambicję utrzymać się sama i nie będę, póki jestem przy jakiej takiej jasności umysłu, z takiej formy pomocy korzystać.
Teraz o mało bym nie napytała sobie biedy. Mam do odebrania w mieście oddalonym od Bydzi około 300 kilometrów z dużym okładem  wypis z Ksiąg Wieczystych. Przecież  nie podskoczę tam ot tak sobie. Pan, którego o to poprosiłam, mój internetowy znajomy, który już wielokrotnie przesyłał materiały do strony Miłkowic, podjął się takiego zadania, tylko że nie chciał podać numeru konta. Dokumenty trzeba opłacić, a ja nie targowałam się już z urzędnikami, dobrze że udostępnili mi co należy i kiedy powiedziano mi, że najlepiej będzie jak to zrobi osoba odbierająca, przystałam bez oporów. Łagodna perswazja jakoś doprowadziła do porozumienia z osobą odbierającą. Czekam teraz na dokumenty, później jeszcze tłumaczenie i zobaczymy co zdołamy osiągnąć i jak dalece poszerzyć wiedzę o wydarzeniach z ubiegłego wieku w regionie, do którego przyssałam się...
 
czwartek, 6 lutego 2014
Wczoraj wędrówkę uskuteczniłam długą i wchłaniającą moje siły. Zdołałam wszystko załatwić, ale po południowej dyskusji bibliotecznej i pieczeniu ciasta wieczorem, rytualnie przypisanego wieczorowi filmu nie zdołałam obejrzeć. Nie wiem nawet kiedy zasnęłam, ale załapałam się na drugi, który też mnie usatysfakcjonował. Nie będę promować filmu, ważny jest problem.
Czy istnieje związek idealny? Odpowiem z czystym sumieniem, w oparciu o wiedzę o życiu i doświadczenia. – Nie istnieje!
Małżeństwo, czy związek, to nie ma większego znaczenia, trwa na drodze wzajemnych ustępstw, silnego związku miłosnego, może nawet ten aspekt w pierwszej fazie należy postawić na pierwszym miejscu, porozumienia intelektualnego, więzi finansowej, i kilku innych lepiszczy.
Bywa, że jedna strona chcąc utrzymać się na fali ulega, podporządkowuje się, dogadza, organizuje i trwa. Trafisz na dobrego człowieka to i to doceni, trafisz na drania wykorzysta wszystko w celu ułożenia sobie codzienności, a robi to, na co ma ochotę.
Wczorajsza dyskusja biblioteczna też dała mi do myślenia. Każdy dyskutant uważa, że żyje w związku idealnym, dopiero gdy trochę języki się rozwiążą okazuje się że ideał ma jednak rysy, i to niekiedy dosyć głębokie. Normalka, życie. Nikt tego nie jest w stanie przewidzieć jak ułoży mu się życie, a na dodatek każda godzina może stać się punktem zwrotnym, dlatego tak ważną sprawą jest aby każda ze stron miała jakiś własny punkt odniesienia aby w razie porażki mogła się realizować jako singiel.
Naucz się odczytywać sygnały, aby zapobiec rozpadowi. Oto próbka zapisu, który nie wiem dlaczego ludziom sprawia kłopot. Ja po pierwszym wyrazie czytałam ze zrozumieniem. Mam widocznie jakiś defekt mózgu.
 W odczytywaniu sygnałóww związku   jest tak samo, albo od razu łapiesz o co chodzi, albo masz kłopoty. 


piątek, 7 lutego 2014
Siedzę i oglądam. Według mnie było pięknie, bez niepotrzebnych udziwnień, baśniowo i blisko serca.


Soczi 2014: ceremonia otwarcia igrzysk olimpijskich

Pełna przepychu ceremonia otwarcia rozpoczęła się od wpadki.... jedno z kół olimpijskich się nie otworzyło... obejrzeliśmy jedynie cztery... Nic nie szkodzi, było i tak wspaniale.
8 lutego 2014
Następny celebrowany dzień w tym miesiącu. Kiedyś budziłam się w środku nocy, teraz jakoś mi minęło. Nie znaczy to jednak, że spałam dobrze. Przebudziłam się skoro świt i poszłam do kuchni zrobić sobie coś do picia. Włączyłam gaz i postawiłam czajnik na kuchni, buzowało zbytnio, pochyliłam się aby zmniejszyć gaz i… zaczęłam płonąć, nie żądzą cielesną ani żądzą posiadania, ale płonęłam żywcem. Dla ścisłości, płonął mój piękny kaszmirowy szal, którym się otuliłam. Ogień pełzał po powierzchni, gdyż tkany jest jakoś tak podwójnie, a ja ściskałam go nad zlewem.  Ugasiłam pożar, nawet nic wielkiego się nie stało, dziura się nie wypaliła, tylko trochę wyłysiał. Zgubiło mnie lenistwo, nie chciało mi się wyjąć z szafy mojego puchatego porannika grzejącego w dwójnasób, tylko posłużyłam się szalem leżącym akurat na krześle obok komputera, którym otulałam się wieczorem drążąc temat ustalania dat do diagramu. Ciepło mnie kusi, pragnienie też, ale nie ma we mnie zbyt wiele ostrożności, ani w uczuciach ani w codziennych czynnościach. Ufam, zbytnio ufam, a to bywa zdradliwe.
Wczytując się wieczorem w materiały dotyczące bohaterów moich poszukiwań, znalazłam piękną maksymę, której nie znałam, ale zawsze się nią w życiu kierowałam, przytoczę więc ją w całości:
"Nie potępiaj, nie krytykuj, ale zrozum" (Nil mirari, nil indignari, sed intellegere)
Życie kobiety wychowanej w tym duchu było piękne. Może więc warto takie wartości kultywować. http://milkowice.pl.tl/Nowo%26%23347%3Bci-i-informacje.htm
Mam nadzieję, że ja też doczekam się uniewinnienia. Przecież nie chciałam spłonąć, tym bardziej, że dzisiaj dzień tryumfu, powiłam – ileś tam lat temu, wiem ile, ale nie wiem, czy mam mówić! – dziecię, które kocham całym sercem - drugie dziecię też kocham nad życie, ale ono już obchodziło urodziny 1 lutego.



Samych serdeczności, przede wszystkim 
zdrowia, ale także  rozsupłania kodu rogu obfitości… Realizuj się dziecko, masz potencjał zapisany w genach. Daliśmy Ci wszystko, co mieliśmy najlepszego i teraz są widoczne efekty. Buziaki



 
9 lutego 2014
Wczoraj miła pani odwiedziła mnie, aby w imię CBOS wypytać o moje poglądy na Polskę i życie. Chciałam o tym napisać, gdyż dla mnie było to ważne. W końcu całe życie poświęcam aby realizować się w materializowaniu idei, które akurat  szarpały mną  wewnętrznie. I tak by było, ale zajrzałam do Onetu i na wiele minut przyciągnęła  moją uwagę Wiera Gran http://vod.pl/wiera-gran,87047,w.html



"Kim była Wiera Gran słynna żydowska pieśniarka przedwojennej Warszawy, a potem getta? Ofiarą wojny czy może samej siebie i własnego lęku? Niesłusznie skrzywdzoną kobietą czy człowiekiem ratującym życie za wszelką cenę?

Miała niewiele ponad dwadzieścia lat, gdy stała się gwiazdą warszawskich kabaretów. Podczas okupacji śpiewała piosenki o miłości w kawiarni Sztuka, w warszawskim getcie. Nazwano ją Wiera Magnes, na występy przychodzono tłumnie, także z aryjskiej strony. Jako jedyna ze swojej rodziny przeżyła likwidację getta, by wkrótce po zakończeniu wojny zostać oskarżoną o kolaborację. Pierwsze dochodzenie umorzono w ciągu kilku miesięcy, kolejne procesy również kończyły się uniewinnieniem. Plotki i pomówienia jednak nie ucichły.
W 1950 r. Gran wyemigrowała do Izraela, ale piętno kolaborantki ścigało ją przez całe życie, tak w Izraelu, jak później w Wenezueli i Francji."


youtu.be/tMjtIN-RFlQ    Piosenki te dla mnie mają urok i smak...  Śpiewała je Sława Przybylska. Och, płyty pozdzierałam słuchając... 
Viera Gran tak wzruszająco śpiewała o miłości, piękna, a tak nieszczęśliwa. Zgłębiała historię jej życia Agata Tuszyńska – ta od Tyrmanda, o którym już się rozpisywałam – byłam przejęta i do głębi wzruszona. Co ludzie, którzy jej wiele zawdzięczali, zrobili z jej życia, i co człowiek może zrobić aby przeżyć? Ranek poświęciłam Wierze Gran zauroczona jej piosenkami i nie żałuje. Warto było!!! Litania spraw do załatwienia została odstawiona na dalszy plan.
10 lutego 2014
Rozsierdziłam się dzisiaj sama na siebie. Czy mnie potrzebne są dodatkowe zajęcia? Nie, mam zdecydowanie co robić! Sprawy miały się tak. Postanowiłam na obiad ugotować kapustę z fasolą, taką lubię. Nie cierpię tego zajęcia, ale biorąc pod uwagę walory zdrowotne tego dania jak i porę roku, zmierzyć mi się przyszło z zapachem, który mnie obezwładnia.
Kupiłam w sobotę od prywatnego „kisiciela” kapusty 1,5 kg tego specjału, gdyż miała być dobra ponad wszystko. Sprzedawał też po cenie proporcjonalnej do opinii krążącej po rynku. Zdenerwowałam się, gdyż uważałam, że niepotrzebne przepłacam. Trudno, zakupiłam więc ugotowałam, zostawiłam tyle ile trzeba było na dwa obiady, resztę zamroziłam i będę miała w przyszłości dodatek do drugiego dania  bez obciążeń zapachowych.

Nie dałam jednak za wygraną, poszłam na ryneczek jeszcze raz, gdyż nie załatwiłam wszystkiego, przy okazji nabyłam głowę kapusty i - mimo złych do-świadczeń - przymierzałam się do kiszenia, przez dwa dni!!!, gdyż w sobotę byłam zajęta, w niedzielę bawiłam się na urodzinach. W końcu miałam już dosyć tej ozdoby leżącej na talerzu i dzisiaj "rozkisiłam" się według przepisu, który niedawno dostałam. Udało mi się jakoś pokroić kapustę, musiałam, gdyż nikt mnie nie wyręczy, a teraz mieszam, ubijam i tak w kółko. Dostałam tyle dokumentów, które trzeba obrobić, przeczytać aby móc je umieścić na stronie, a ja kiszę i kiszę… Jeszcze będę przez tydzień kijaczkiem sięgać dna, aby gazy odeszły i czy mnie to jest potrzebne?! Ile razy ja w czasie zimy gotuję kapustę? Dwa, trzy… Sama sobie się dziwię.
11 lutego 2014
Idę ja sobie wczoraj ulicą mojego miasta. Słońce gładzi moje zmarszczki, zagląda do oczu, przelicza rzęsy mimo, że osłonięte fotochromami i w pewnej chwili zatrwożyłam się wielce – przede mną posuwa się rytmicznie po chodniku sama jesionka i spodnie, głowy brak! Myślę sobie – kie licho, w biały dzień taki przypadek! Przyspieszam kroku, mijam powolutku, spod okularów dyskretnie zerkam i widzę człowieka z ustawioną głową w poziomie. Popalał nawet papieroska i nic sobie nie robił z zainteresowania jakie wzbudzał. I słusznie. Jest jaki jest.
We mnie odezwały się natychmiast rwące bóle w okolicy kręgów szyjnych z którymi walczę już od dłuższego czasu. Pani doktor się obraża, że przychodzę tylko po skierowania na zabiegi lecznicze, ale ja wolę to, niż postępujące bóle żołądka wynikające z przyjmowania środków przeciwbólowych. Żołądek zaczyna mnie boleć na potęgę. Wczoraj ugotowałam wywar z nasion jałowca, trzy razy po jednej łyżce, trochę pomaga. Współczuję ludziom z dolegliwościami gastrycznymi, gorszego świństwa nie ma.
Doradzają mi - Wyluzuj z tymi dociekaniami archiwistycznymi. Denerwujesz się kobieto. Może i tak, ale jak ja mam być spokojna, gdy w jednym z dokumentów nie mogę przeczytać nawet słowa! Zmierz się z tym czytelniku, może masz większe szanse niż ja.
Mało, że po rosyjsku to jeszcze tak napisany, że mimo rozesłanych wici, nie ma odzewu. Nikt nie daje sobie z tym rady. Życzę pisarczykowi, aby w następnym wcieleniu obdarowano go czytelnym pismem, dosyć już krwi mi napsuł. Powiedzieć możesz wszystko i później udawać, że nie pamiętasz, ale jak już napiszesz, to klamka zapadła, no chyba że zjesz papier. Zabieram się do pracy, jeden dokument dziennie. Tak będzie.
 
12 lutego 2014
Mój znajomy ze Skype, bardzo uczynny, miły i mądry człowiek, mając już dosyć dosyć niekompetentnych, leniwych i wiszących u jego ramienia znajomych pań internetowych, wstawił na swoim profilu informację :
Jego Nick - W czym mogę pomóc?
Nie podam bliższych namiarów, gdyż chętnych do korzystania z pomocy ma dostatecznie dużo i widocznie kontakty te ciążą mu już u szyi jak kamienie młyńskie. Jest na tyle dobrze wychowany, że nie mówi wprost:
– A sama to nie możesz tego poszukać, sprawdzić, tylko ja muszę to robić w twoim imieniu!!!
Tak powinien zrobić, ale to dobry człowiek, więc szuka, informuje, pozwala na udostępnianie ekranów aby było szybciej i aby co bardziej zaćmione umysły mogły  robić to, co on sugeruje.
Biję się w piersi, już chyba od 14 lat ma mnie na karku i na dodatek uważam, że to ja mam pierwszeństwo z korzystania z jego uczynności! Mnie się nawet nie chce wpisywać w Google, dzwonię i żądam, gdyż trudno powiedzieć, że proszę, no niby proszę, ale spodziewam się, że sprawa na pieńku zostanie rozwiązana.
Ostatnio dostałam dokumenty zeskanowane w PDF, nie wstawię tego w takim formacie na stronę. Piszę tylko, gdyż bardzo mi się jak zwykle spieszy i proszę – Daj jakiś konwertor, gdyż mam problemy! Przecież robiłam to już wielokrotnie, ale nie wiem gdzie mam adres do programu. Moje foldery zapchane są dziesiątkami linków, a ja nie mam czasu przeglądać, gdyż mam tyle innych zajęć, spycham więc wszystko na Jego barki.
Ma mieć, pod ręką, natychmiast i jeszcze objaśnić co należy, abym się nie błąkała z tłumaczeniem, gdyż programy nie są po polsku, najczęściej, a ja z językami obcymi jestem na bakier.
Dobry, cierpliwy człowieku, składam Ci dzisiaj hołd i podziękowanie. Należy Ci się! Nie wiem co bym bez Twojego wsparcia zrobiła, ile bym musiała zmarnować czasu na rozwiązywanie problemów technicznych. Życzę Ci zdrowia, cierpliwości i proszę o jedno, nie wycofuj się z pomocy, szczególnie dla mnie, innych możesz odstawić na boczny tor, ja mam zostać!!! Przecież znamy się tyle lat i obiecałeś - pamiętasz chyba - powiedziałeś, że zawsze mogę liczyć na pomoc!!! 

To dla Ciebie te kwiatuszki!!!


 

13 lutego 2014
W naszym mieście odbywają się spotkania ze znanymi ludźmi. Biblioteka Główna organizuje je dosyć często. Wszyscy jesteśmy łasi na otarcie się o sławę innych, gdy swojej brak. Niekiedy jest tak wielkie parcie na to aby usiąść vis a vis postaci znanej z telewizji, czy uwiecznionej w annałach polskiej sztuki nieprzeciętnymi dokonaniami, że nie da się tam wejść.
Aby jakoś nad tym zapanować, wprowadzono bezpłatne karty wstępu. Sama ostatnio zapałałam chęcią spotkania się z luminarzem polskiej literatury i pomknęłam po cenny blankiecik umożliwiający mi wejście. O 16 zaczęto je wydawać, ja zjawiłam się piętnaści minut później, wcześniej nie mogłam, i niestety odeszłam z kwitkiem. Podobno przed oznaczonym czasem ustawiła się kolejka, która wchłonęła wszystkie karneciki. Nie byłam w dobrym nastroju, gdyż jak już na coś się zdecyduję, lubię być spełniona.
Poszłam dzisiaj rano do biblioteki, mojej własnej, zaprzyjaźnionej i oswojonej. Jakoś tam wyłudziłam dwie wejściówki. Chcę iść w towarzystwie osoby mi przyjaznej, z którą wystarczy porozumiewać się wzrokiem, aby wiedzieć o co chodzi. Nie lubię chodzić sama, nie i już, ani na spacer ulubiony przez emerytów, gdyż darmowy, bezpłatny i dostępny do każdej kieszeni, ani do kina czy teatru. Mam mieć towarzystwo, chcę dzielić się wrażeniami. Może mi zarzucicie, że jestem mało wyzwoloną staruszką, może i tak.  
Wiosna u nas nastała, choć to przecież luty, przyszło mi znowu wychodzić na spacer z Luisem. Coś ta jego opiekunka ostatnio często musi wyjeżdżać! Myślę, że razem na spacerze jest nam dobrze. Porozumiewamy się za pomocą smyczy. Może wyglądać na to, że dominuję , ale to tylko złudzenie, muszę robić to, co psina chce. Idziemy, albo kolega pies zajmuje się wąchaniem, stoimy więc, ruszamy i tak w kółko. Ciekawa jestem co sobie Luisek o mnie myśli?! Ja o tobie myślę dobrze, staruszku!
 
     
14 lutego 2014
Walentynko owszem są, ale mnie nie interesują, nie będę się nad nimi rozwodzić. Dla młodych ludzi każda okazja jest dobra, aby całować się, obdarowywać kwiatami i upominkami, niech się cieszą póki czas. No, pójdę na drobne ustępstwa, dla kotka mogę zamieścić karteczkę. Kotki kocham.
Siedzę dzisiaj od rana nad nową zakładką dotyczącą syna Ziemi Miłkowskiej
http://milkowice.pl.tl/Nowo%26%23347%3Bci-i-informacje.htm
Cieszę się, że mogłam to zrobić. Jutro jeszcze doszlifuję i będzie chyba dobrze.
Luis się na mnie obraził i spał w innym pokoju. Jego wybór, może denerwowało go, że siedziałam do późna w nocy. Teraz już przyszedł do pokoju, gdzie ja przebywam. Dopięłam już wszystko, co miałam dzisiaj zrobić, na ostatni guzik, i teraz mam wieczór dla siebie. Czas na odpoczynek.

15 lutego 2014
Patrzę na siebie i coraz więcej widzę w sobie mojej mamy – kształt rąk, palce lekko zgięte, kształt palca wskazującego, gesty typu strzepnięcie niewidocznego pyłku, a nawet barwa głosu… Tego u siebie przedtem nie zauważyłam. No cóż, widocznie zbliżam się do określonego wieku, gdzie zakodowane cechy wyłaniają się z ukrycia. Przecież przyjdzie ten czas, kiedy się spotkamy, matka i córka. Ciekawa jestem co sobie wtedy powiemy. Zobaczymy.
Mój Luisek, o którego już się upomniano, ale wspaniałomyślnie zaproponowałam, że do jutra może być u mnie, niech osoba umęczona podróżą, odpocznie, kiedy już się nawącha dworu, siada ze spuszczoną głową i myśli… A może odpoczywa?! Starość układa jego sylwetkę w swoim stylu. Dzisiaj chodził za mną z pokoju do pokoju, kiedy odkurzałam, aby sprawdzić chyba jak wyszarpuję z dywanu kudełki. Przecież kilka razy dziennie szczotką przeciągam po jego grzbiecie, ale to widocznie zbyt mało. Może już przygotowuje się do wiosny? Czy jej doczeka?! Nikt na takie pytanie nie odpowie, ale on już chyba czuje, że koniec się zbliża. Jak go nie napoję, to nie pije, jak nie „zapachnię” ulubioną pasztetówką jedzenia, nie je. Wszystko mu jedno. Teraz już śpi. Układa się w przejściach abym miała kogo omijać. Starość jest milkliwa i statyczna. Oby nie zabrakło mi energii. Chcę doprowadzić sprawy do końca. 
 17 lutego 2014
Dostałam zdjęcia, które wciągnęły mnie bez reszty. Dotyczą fundatorów kościoła w Miłkowicach
http://milkowice.pl.tl/Nowo%26%23347%3Bci-i-informacje.htm
Zapraszam wszystkich mających malarskie uzdolnienia, profesjonalistów, amatorów i wszelkiego kalibru malarzy. Macie podobno talent do zapamiętywania i odnajdywania szczegółów. Może znajdziecie podobieństwo osób na załączonych fotografiach. Zdjęcia Bogdańskich są, ale kto jest kto???
Będę naprawdę wdzięczna, przysłużycie się dobrej sprawie.
wtorek, 18 lutego 2014
Nie wiem jak sobie radzić z telefonem. Nie chodzi mi o obsługę, tylko lokalizację w mieszkaniu i torebce. Zasta-nawiam się, czy nie nosić zawieszonego na szyi! Sprawa daje mi się we znaki. Zaznaczam, że nie gadam go-dzinami, gdyż nie przepadam za takimi zdalnymi kontaktami oraz finansowo się to zbytnio nie kalkuluje.
Mieszkanie nie jest zbyt rozległe, ale przedzielone ściankami działowymi pomieszczeń nie zawsze pozwala na namierzenie sygnału, a jak jeszcze aparat spoczywa w torebce, zamknięty na cztery spusty, nie daje się wykryć. Nie słyszę, a później mam kłopoty. Bywa i tak, że jakiś nocny marek przysyła SMS po północy, a ja niekiedy już śpię pierwszym snem i nie słyszę, mimo że wiadomość ma klauzulę natychmiastowej wykonalności.
Albo sytuacja gdy wychodzę z domu i nie zabieram telefonu, zwyczajnie zapomnę. Przychodzi mi się później tłumaczyć, przepraszać itd. itp. Trzeba jakoś sprawę rozwiązać. Może zgubię telefon?! Tylko co będzie, gdy ja będę potrzebowała pomocy… I tak źle i tak niedobrze.
19 lutego 2014
Korespondencja prowadzona z prof.prof. X i Y, potomkami rodu, który spędza mi ostatnio sen z oczu, nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Nie rozpoznali zdjęć, nie wiedzą jak wyglądali ich prapradziadowie. Wcale się nie dziwię, ja też znam tylko nazwiska swoich przodków, ale rozpoznać bym nie potrafiła. W mojej rodzinie wszystkie zdjęcia gromadził jeden z wujków najbardziej scalający rodzinę. Nie miał dzieci, a kiedy zmarł,  zostały w rękach jego żony. Nikt się jakoś w odpowiednim czasie o to dziedzictwo nie upomniał, a po jej śmierci, przepadły, nikt nie wie co się z nimi stało. Koniec wizualizacji.
Swoją drogą ile w tej rodzinie Fundatorów kościoła znaczących ludzi dla polskiej nauki. Widoczne jest tutaj kontynuowanie tradycji, tylko że na innym polu, zgodnie z duchem czasu.
Ostatnio czytałam o trzyletniej dziewczynce z IQ ponad 160, to więcej niż miał Albert Einstein czy Steven Hawking. Następna kandydatka do Mensy. Moje Słoneczko, też z wysokim IQ( sprawdzone),  tylko bez zbytnich chęci do nauki, w każdym razie nie do tego, co uczy szkoła, wczoraj wróciło z zimowiska, całe, zdrowe i zadowolone. Babcia się tyle namartwiła, narozmyślała, naprzewidywała - na próżno, a może lepiej na szczęście, wszystko dobrze się skończyło, nie złamał ręki ani nogi, nie przeziębił się i jakoś sobie radził, nawet niczego nie zgubił. 
 
20 lutego 2014
I dopełniło się wczoraj. Byłam nareszcie na spotkaniu z Mariuszem Szczygłem, reportażystą, pisarzem, dziennikarzem, twarzą rozpoznawalną po prowadzonym przez niego talk-show „Na każdy temat” w TV Polsat. Lubię jego sposób pisania, podejścia do tematów, gawędziarstwo jak się okazało, także.
To pan w średnim już bardzo wieku, pamiętam go jako młodego, trochę zagubionego, w prowadzonym w TV programie, ale na spotkaniu tryskał humorem, mówił o swoim sposobie pisania, czym mnie zaskoczył. Porusza niekiedy  w swoich reportażach tematy bardzo kontrowersyjne. Ja pisząc o takich wydarzeniach chyba bym płonęła ogniem wewnętrznym, spalałabym się we współczuciu, ale nie p. Mariusz. On podchodzi do pisania, tak w każdym razie twierdzi, z zimnym racjonalizmem, ma przekazać temat, szuka materiałów, sposobów podania, odpowiedniej formy… Tak chyba ma być, chirurg też nie płacze, gdy pacjentowi musi przeciąć brzuch, ma leczyć najlepiej jak umie. Pisarz też ma takie zadanie, gdy czuje się pisarzem, ma pisać. To ja mam się wzruszać jako czytelnik. Jednak, i tutaj się z nim zgadzam, w każdym napisanym tekście jest coś z autora, chociażby sposób widzenia świata, prawda? Bardzo jestem zadowolona z tego spotkania. Warto było, tłumy były, aplauz był i książek sprzedano, oj sprzedano…
Teraz gnam do swojej strony. Sytuacja zaczyna się klarować. Ta piękna dziewczyna to Helena Bogdańska. Przyznał się już do niej jej prawnuk. Wcalę się nie dziwię, że nowo upieczony małżonek postawił na nogi majątek jej ojca, było o co  się ubiegać.:)

21 lutego 2014

Dzisiaj ważny dzień, mój wnuk ma urodziny. Rano babcia już pośpieszyła z życzeniami, przez telefon, ale trudno, nie ma innej możliwości. To już nastolatek. Całe wakacje walczyliśmy o określenie jego stanu dorosłości, ja twierdziłam, że już jest nastolatkiem, a on, że dopiero jak skończy trzynaście lat. No i stało się. Mam wnuka nastolatka. Jeszcze niedawno był takim maleństwem, jak ten czas pomyka… Znajomy przesłał mi zdjęcie z okresu wczesno-maleńkiego. Bardzo mnie wzruszyło.


Ponieważ wszystko już wypowiedziałam składając życzenia, tutaj uczczę tak ważne wydarzenie bukietem kwiatów dla mojego najukochańszego wnuka.
Co prawda, te kwiaty dostała jego mama na imieniny, ale to nie szkodzi, przecież to i tak tylko obrazek i nie jestem pewna, czy taki prezent by chciał. Jak przyjedzie pogadamy o prezencie. Już wiemy co to ma być. Wysyłanie pocztą jest bez sensu. Niedługo opłata za przesłanie będzie większa niż koszt prezentu...
 
22 lutego 2014
Obejrzałam dzisiaj wieczorem film w Kulturze „Głowa w chmurach”.
Atrakcyjna fotograficzka o arystokratycznym pochodzeniu, Gilda Bessé, łamie serca wielu mężczyznom. Irlandzki nauczyciel, Guy, nawet nie marzy, że mógłby ją zdobyć, a jednak wkrótce po poznaniu zostają kochankami. Wyjeżdżają do Paryża, gdzie zamieszkują z pochodzącą z Hiszpanii modelką Mią.
Coś na kształt trójkąta. Wojna krzyżuje losy głównych bohaterów. Znowu powrócił do mnie temat, który mnie zawsze frapuje. Czy ludzi po przejściach, mających wielu partnerów, stać na świeżość uczuć, gdy pojawi się no-wa miłość, ważniejsza od tych, które już przebrzmiały?! Obawiam się, że człowiek się wypala wewnętrznie, staje się oschły i nie jest w stanie kochać już tak, jak oczekuje tego nowy partner. Może się mylę, ale chyba w tej dziedzinie lepiej nie być zbyt doświadczonym. Najlepsza była by ta jedna jedyna miłość, prawdziwa i wzajemna, tylko czy każdy może na taką trafić. Los to loteria, jedni mają szczęście, a inni są graczami do końca życia, a jak już do nich przyjdzie uczucie, nie mają na nie siły ani ochoty. A co powiedzieć o ludziach skrzywdzonych, zdradzonych wchodzących w nowe związki z obawy przed samotnością?! Ile mogą dać drugiemu człowiekowi lecząc własne rany jego kosztem?! Chyba im mniej doświadczeń życiowych, tym lepiej. Co jednak zrobić, gdy wszystko wali się na głowę... raz po raz.

 
23 lutego 2014
Pamiętaj o swoim Stwórcy w kwiecie swojego wieku, zanim nadejdą złe dni i zbliżą się lata, o których powiesz: Nie podobają mi się.- powiedział mędrzec. Mnie też lata, które nadeszły, nie zawsze się podobają, a szczerze powiedziawszy, im więcej lat, tym mniej uroku. Jako przestrogę przed tym, co ma nadejść, zsyła mi Pan, dla ścisłości Pani, raz po raz, Luisa! Ona Paryż, Tokio, Rzym, a ja sama z nim!
Zrywam się wcześnie rano i biegnę z Luiskiem na dwór. Żal mi go,  musi  wstrzymywać swoje potrzeby fizjologiczne. Jak on to wytrzymuje? Dzisiaj pewna pani, gdy nasze drogi nałożyły się na siebie, spytała:
- Pani piesek to też taki ranny ptaszek?
Nie wiem, czy on ranny, czy nie. W domu jest wyprowadzany około siódmej, staram się więc też tak postępować. Na szczęście zjadł dzisiaj śniadanie, pokręcił się po domu krzyżując swoje drogi z moimi, abym go podrapała za uchem, a teraz śpi. Jeszcze miesiąc, jeszcze dwa, a także ja, wstanę, trochę coś tam zrobię w domu i też położę się na kanapie, aby zażyć drzemki. Jeść spać, spać jeść, wężykiem do starości, a później laba w niebieskich przestworzach! Odwiedziny, spotkania, wzruszenia i powitania… Chyba mam jakieś zaburzenia od  tej archiwizacyjnej egzystencji, tego grzebania w dokumentach, może czas zapłonąć, wiersze zacząć pisać starczą dłonią, uczucia wyznawać nierealne, może płytkie i banalne, ale na nic więcej już staruszki nie stać.:) Chyba  lepiej będzie dla wszystkich, gdy zdrzemnę się razem z Luisem.
24 lutego 2014 

Marmit (garniec lodowcowy)
– zagłębienie eworsyjne w formie cylindra o wygładzonych ścianach i zaokrąglonym dnie, wyżłobione w litej skale pod ciałem lodowca przez wody subglacjalne lub też przez wody supraglacjalne, spadające w głąb lodowca młynem lodowcowym i wprawiające w ruch wirowy kamienie znajdujące się na dnie tego zagłębienia. Marmity rozwijają się z reguły w lokalnych zagłębieniach lub szczelinach skały i mogą osią-gać głębokości sięgające kilkunastu metrów.



Ciągle za mną marmit chodzi, koleżanka seniorka o nim napisała, muszę go jakoś odczarować. Przypnę tutaj historyjkę, która może do tego wirowego garnca się przypasuje – to tak jak życie, obijając nasze dni powszednie o krawędzie trwania, formuje otoczaki wydarzeń, myśli, uczuć; wygładza je, łagodzi aby człowiek się przed losem w przyszłości nie wzbraniał.
****                        ***                               ***                                ***
Mamert, nieustraszony potomek boga Marsa w siódmym już pokoleniu, podążał na nową wyprawę wojenną przemierzając góry skałami upstrzone. Przysiadł ze zmęczenia nad studzienką w litej skale wyżłobioną i żując powoli suchary wpatrywał się w lustro wody w głębi uwięzionej. Ujął w ręce duży głaz chcąc wrzucić go w głębinę, ale powstrzymał go krzyk:
- Nie rób tego!
W jego stronę biegła kobieta z rozwianymi włosy, bladą z przerażenia twarzą, ale tak piękna, że Mamert oniemiał z wrażenia. Z jego rąk wypadł kamień, a spadając w dół, wzbił w górę pióropusze wody obficie zlewając jego i stojąco nad krawędzią zrozpaczoną, urodziwą panią.
- Ktoś ty? Co robisz na tym odludziu? – rzekł mokry od wody, ale zauroczony Mamert.
- Maja jestem, strzegę mocy marmitu tego przed światem. Nie wiesz chyba panie, że woda ta jest mocą wibrujących kamieniu uświęcona, kto raz zazna jej siły, ten w pożodze niekończącej się miłości skona.
Uśmiechnął się tylko na te słowa Mamert. Nie poszedł na wyprawę zbroją, został w chacie ze strażniczką marmitu Mają, mocą wody obezwładnioną, uległą teraz  i bezwolną. Siadali nocami nad brzegami lodowcowego garnca blaskiem księżyca otuleni, spleceni w uścisku, dozgonną miłością naznaczeni.
Nadszedł jednak dzień ponury i zdradliwy, wypełniał się los, ofiar chciwy. Chata chwiejąc się od podmuchów wiatru rozpłaszczyła się na zboczu. Mamert i Maja przerażeni zdołali wydostać się z ruin i biegli przed siebie, byle dalej od dudniących o skały kamieni. Sił im starczyło tylko do dojścia w swoje miejsce ulubione, ale kiedy nogi podcięła im skalna lawina, osunęli się w głębinę studzienki, aby tam życia ziemskiego dokonać. Ukryły przebiegłe kamienie ich uczuć tajemnicę, wodą zalały, i czekają teraz chciwie na następne ofiary.
Nocami, po dziś dzień, snują się obok marmitu tego dwa cienie, to Mamert i Maja w miłosnym uścisku spleceni. Czekają cierpliwie kiedy przyjdzie ich czas, by wrócić znowu na ziemię, do wód marmitu tego…
 
25 lutego 2014
Postanowiłam, że będziemy rano wychodzić, pies i ja, gdy się wyśpimy. Tak będzie lepiej dla nas obojga. Dzisiejszy spacer z Luisem był rozgadany. Psy i ludzie wdawali się z nami w pogawędki. Luis umie szczekać! Nie wiedziałam, cichutki taki i potulny, a tu proszę, inne psy go obszczekiwały, a on odpowiadał i wcale się nie kulił ze strachu. Brawo Luis, brawo! Starość nie musi dać sobą poniewierać. Jak ja cię rozumiem.
Każdy napotkany człowiek dzisiaj z nami zamieniał kilka słów. Taki widocznie dzień, a my jesteśmy uprzejmi, odpowiadaliśmy więc. Szczególnie jeden pan mnie zaskoczył. Zapytał ile Luis ma lat. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że nie wiem, ale Luis jest stary, to nie ulega wątpliwości.
- Wie pani – powiedział ten pan – on ma już taki starczy chód.
Oczywiście że ma, niekiedy rano nie może ustać na tych swoich zesztywniałych nóżkach. Chód najwyraźniej określa starość, to fakt. Ludzie starzy chodzą wolniej, a nawet jak szybko, to też inaczej. Starego człowieka poznasz z daleka. Nogi też są stare, wyschnięte albo napuchnięte, zesztywniałe, lekko ugięte, porysowane żyłkami. Robią się też wyraźnie krótsze. Rozmywa się już ich kształt. Nawet nogi Marleny Dietrich na starość straciły swój powab. Starość to starość, zresztą kogo mają staruszki mamić swoimi nogami, lepiej że mają takie jakie mają, najważniejsze aby nie bolały.

26 lutego 2014

Moja Belinea, mój monitorek LCD, moje ukochanie, odeszło moją własną ręką przehandlowane. Jak ja się cieszyłam, kiedy kupiłam sobie ten płaski, piękny, funkcjonalny, z 4 gniazdami USB monitor. Byłam do niego tak przywiązana, tak nim zauroczona. Kiedy przyszła do mnie osoba ze mną spokrewniona z prezentem, nowym monitorem najnowszej generacji, odmówiłam przyjęcia, pokrętnie się tłumacząc. Belinea dojrzewała dwa miesiące, abym mogła odstąpić ją komuś innemu. W końcu przyszedł ten dzień, po co mi dodatkowy monitor, Belineę sprzedałam. Niech się spisuje jak należy i służy ludziom.
 Moja pamięć o niej nie zginie, to było moje małe szczęście. Miała swój wdzięk i czar, uwiodła mnie. Ona o wszystkim wiedziała, wszystko znosiła, cierpliwa była. Żaden inny monitor  jej nie dorówna i jej nie zastąpi.
27 lutego 2014 

Mężczyzna spoza czasu
Rainer Maria Rilke, Elegie duińskie, Elegia dziewiąta,
przekład Adam Pomorski

Och, nie, iż to właśnie
Szczęściem jest, ten tutaj zysk przedwczesny na
rychłej stracie.

Lecz że być to dużo, a ile żeśmy z pozoru
Całej tu bytności, tej znikliwości potrzebni,
Z którą rzecz dziwna, musimy coś począć.
Najznikliwsi.

Ach, biada, biada, co nieść ze sobą tam, gdzie
wszystko po się sprzęga? Nie to patrzenie,
Którego się żmudnie uczyło, i nic z tego, co się tu
przydarzy. Nic.

Cierpienie tedy. Nasamprzód tedy ciężary, długo
tedy

Zgłębiane arkana miłości – to zatem,
Co zgoła niewypowiedziane.
 
suma wejść na stronę - 235374,
odwiedzających - 78630,
dzisiaj -9
Reklama
 
Motto strony
 
„Pamiętaj, że każdy wiek przynosi
nowe możliwości.
Daj z siebie wszystko – inaczej oszukujesz samego siebie.”
Moja aktywność w Internecie
 
Reaktywacja strony
 
Firma JUNESSE
 
Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE > Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE [kliknij]
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=