styczeń 2013
wtorek, 1 stycznia 2013
Doczekaliśmy pierwszego dnia Nowego Roku. Staram się być dla niego miła i szarmancka. Lepiej się nie narażać. Tytułuję, kłaniam się, nie zapeszam. Dzień to jednak taki, jak każdy inny. Ludzie każdemu wydarzeniu nadają odpowiednią oprawę i wszyscy starają się nadążyć za ogólnie przyjętymi zwyczajami. Myślę, że już to wszystko mnie zbytnio nie podnieca. Mam zamiar iść dzisiaj do kina na bardzo romantyczny film. Lubię opowieści o miłości. Mówią, że czytamy książki, oglądamy filmy takie, które uzupełniają niedobory życiowe. Coś w tym jest. Miłość jest jak mydło, ubywa jej przy używaniu (J. Andrzejewski) Ja widocznie wymydliłam już wszystko i teraz szukam substytutów.
środa, 2 stycznia 2013
Dzisiaj od rana miałam wyjście do przychodni. Trzeba było zacząć działania związane z moim kamieniem tkwiącym w kielichu nerki. Normalnie tak wcześnie się nie zrywam, gdyż nie ma takiej potrzeby. Gdy pomyślę, że w czasie mojej aktywności zawodowej dzień w dzień wstawałam o 6 rano, skóra mi cierpnie. Nawet gdy ja szłam później do pracy, to i tak musiałam wstać, gdyż dzieci szły do szkoły wcześniej. Było, skończyło się…
Dzisiejszy ranek skąpany był jeszcze w mrocznej pomroce. Miasto też wyglądało inaczej niż normalnie. Już przy wyjściu natknęłam się na zbieraczy puszek, jakichś odpadów ze śmietnika. Ciągnęli wózeczki, nieśli torby i szukali zarobku. Niektórzy z konieczności chyba, a inni by zdobyć pieniądze na alkohol. To było widać. Jeden z panów wzbudził moją uwagę, przystojny, z błyskiem rozgarnięcia w oku, wcale nie obszarpaniec, i z torbą na puszki. Zastanowiło mnie to. Jak musiały się poplątać drogi tego człowieka, że przeszedł na etat zbieracza?! Jaką my mamy pewność, że nie znajdziemy się w ich szeregach? Żadną. Wystarczy plątanina zdarzeń i jesteśmy już po ich stronie. Wydaje się nam, że to niemożliwe. Widocznie w życiu możliwe jest wszystko.
piątek, 4 stycznia 2013
Dzisiaj rozbierałam choinkę. To nie jest przyjemna praca. Z radością się ją ubiera, ale kiedy przyjdzie składać wszystko do pudełek, to skóra cierpnie na grzbiecie. Po pierwsze, cały dom  zastawiony kartonami i kartonikami, kruszy się i prószy ze sztucznej choinki prawie jak z prawdziwej. Lecą igły  z gałązek wstawionych do wazonu, mimo że codziennie zmieniałam wodę. Gdy dojdzie się do finału i łyse drzewko stoi na środku, zaczynasz wszystko ładować, oklejać i błogosławić ten stan. Co by było, gdyby była prawdziwa?!
Poodkurzałam, pudła wstawiłam do drugiego pokoju i teraz  będę szukała dobrej "duszy", która zechce pójść ze mną do piwnicy. Zaniosę wszystko, zamknę drzwi i stwierdzę z ulgą – no, nareszcie po świętach.

niedziela, 6 stycznia 2013
Wczoraj nawet siły nie miałam pisać. Co chwilę docierała do mnie jakaś informacja dotycząca klęsk i załamań moich znajomych. Jakaś dziura się chyba otworzyła z serią nieszczęść. Niby mnie nie dotyczy, ale człowiek się martwi, że ktoś popadł w tarapaty.

Dzisiaj w południe dotarłam do kościoła, gdyż wcześniej też nie dało się tego zrobić, ale trafiłam na Mszę św. dla dzieci i to było piękne. Chóralny śpiew kolęd, dynamika działań i dużo optymizmu. Obok mnie usadowiła się mama z maleńką córeczką. Miała chyba z pół roczku. Była taka śliczna i cały czas się do mnie uśmiechała. Nie mogłyśmy się na siebie napatrzeć. Pod koniec nabożeństwa księża błogosławili każde dziecko. Składali na ich czołach znak krzyża. Nigdy z czymś takim się nie spotkałam. Wszyscy rodzice garnęli się do ołtarza. Wcale się nie dziwię. Dla swojego dziecka każda mama czy tato zrobią wszystko, aby tylko dziecko było zdrowe i szczęśliwe. To naprawdę piękny gest ze strony kościoła.
 

poniedziałek, 7 stycznia 2013
Patrząc trzeźwo na życie staruszki dochodzę do wniosku, że głównym zadaniem osoby w tym wieku jest troska o zdrowie!!! Priorytet pchający się do mojego życia ze zdwojoną energią. Od czego bym nie zaczęła dzień, to zawsze jest to zdrowie we wszystkich odmianach. Mam mieć w domu ciepło, nie dopuścić do przeziębienia, ubrać się stosownie do temperatury aby się nie daj Boże nie spocić, a o przemarznięciu to już nawet nie mówię. Mam się zdrowo odżywiać, uprawiać stosowne ćwiczenia gimnastyczne, chodzić n spacery, odwiedzać lekarzy i ciągle myśleć o tym, że mam utrzymywać w normie zdrowie. Robię to także dla moich dzieci, gdyż ciągle słyszę:
- Mamo, tylko dbaj o siebie.
To już dbam. Przecież wiem ile jest zamieszania gdy zachoruję. Nie chcę im sprawiać kłopotu. Sobie też zresztą nie, gdyż leżenie w łóżku to dla mnie mordęga.
Niekiedy  mam tego dosyć! Będę robiła chociaż niekiedy to, na co będę miała ochotę. Jak już mam żyć, to muszę mieć margines małego szaleństwa, wykroczenia poza ustalone normy. Nudzę się już trochę i potrzebuję głębokiego oddechu. Napiszę jakiś szalony wiersz, pospaceruję w deszczu, kupię sobie coś zupełnie niepotrzebnego. Coś tam zrobię, gdy już energia mnie rozpiera, ale czy będę się lepiej z tym czuła, nie wiem. Trybiki dni i tak się będą kręcić, obracać i przesuwać.

wtorek, 8 stycznia 2013
Wczoraj dołożyłam do dnia odrobinę słodyczy. Poszłam do sklepu z ciuszkami i kupiłam sobie tunikę, kieszonki, zameczki, pindereczki… Nareszcie się odświeżę. Od razu się lepiej poczułam. Przymierzałam wieczorem ciuszki, co do czego będzie pasować, przeglądałam się w lustrze, oczywiście tym poprawiającym wizerunek. Włożyłam buty na obcasie i przekształciłam się w emerytowaną księżniczkę. Poruszam się zupełnie inaczej, gdy moje nogi obute są w stosowne buty…
Dzisiejszy dzień miałam pod zdechłym Azorkiem. Rano wizyta u mojego lekarza, musiałam przedstawić „kamienne” wyniki. Dostałam skierowania do specjalisty i propozycję ponowienia niektórych badań. W południe następny lekarz. Oczywiście recepta i obdzieranie ze skóry konta. Ale chociaż mam to już za sobą. Dobrze, że mam wszystkie specjalizacje pod bokiem, co by było gdybym mieszkała gdzieś daleko?! Dobrą stroną tych działań jest to, że poznaję miasto. Problem tylko w pogodzie. Wygląda na to, że zima nam się pcha na potęgę. Biało u nas i puszyście.
Dzisiaj kot Pot się puszy, zajrzyjcie.
Metody wychowawcze- część czwarta


środa 9 stycznia 2013
Muszę się trochę wyżalić. Mimo, że to już chyba upłynęły dwa lata od wydania mojej książki „W cieniu jesionów” ciągle otrzymuję prośby o udostępnienie egzemplarzy mojego dzieła. Z jednej strony to cieszy, że ludzie się tym interesują, ale też martwi mnie to, że mi nie wierzą. Przecież gdybym miała, to bym wysłała, ale nie mam!
Wydawnictwo zwinęło się, wydawca jest nieuchwytny, nie dotrzymał w pełni obietnic i odpłynął w siną dal. Ludzie jak to ludzie. Machnęłam na wszystko ręką. Nie mam zamiaru wznawiać książki, zajmuję się już zupełnie innymi sprawami. Chciałam doświadczyć, to miałam co chciałam - spotkania autorskie, szum prasowy, piękne podziękowania od czytelników. Po co mi więcej. To sprawa zamknięta i nie chcę już do tego wracać.


czwartek, 10 stycznia 2013
Taki ten dzień dzisiaj nieskładny. Rano prześwietlano mi zatoki. Chyba ślicznie wyjdę na zdjęciu, bez okularów i dodatkowych upiększeń… Lało tak nie miłosiernie, że wróciłam szybko do domu i zajęłam się domowymi przepychankami. Zrobiłam galerie, poczytałam, pogadałam, jolkę ujarzmiłam, obiad i dzień minął.
Cały czas w głowie mam zaklinowaną myśl, którą przejęłam od Wojciecha Fangora, malarza, dziewięćdziesięcioletniego pana dzielącego się wczoraj w „Kulturze” swoimi przemyśleniami. Sprawny, pięknie się wypowiadający, prezentujący obrazy. Taka starość byłaby do zniesienia. Opowiadał o przemijaniu. Bardzo mnie to ujęło. Nie przytoczę dosłownie, ale taki to miało sens.
- Przeszłość nie istnieje, pozostały tylko dowody materialne że w ogóle była; przyszłość też nie istnieje, nikt jej nie jest w stanie przewidzieć; teraźniejszość płynie więc tak naprawdę też jej nie ma, jest albo przeszłością, albo mgnieniem, które minie.
- Czym więc jest czas? Jest, czy go też nie ma.
Czas wymyślił człowiek na swój użytek, ale czy on istnieje?! Czwarta współrzędna czasoprzestrzeni w teorii względności. Młody chłopak zdołał podważyć teorię Einsteina i Newtona, a co będzie za lat ileś tam…
Higgins tak określił czas, to najbardziej mnie przekonuje.
Czas jest nieskończonym, nie mającym początku ciągiem, który rozciąga się pomiędzy nieskończoną przeszłością a nieskończoną przyszłością.
Teraz jest 18,42 – jest czy już jej nie ma. Tak jakoś się dzisiaj przestroiłam na filozofkę z bożej łaski.



piątek, 11 stycznia 2013
Starość to życie na raty. Nie ma siły w jeden dzień posprzątać dokładniej całego mieszkania. Dzisiaj zmagałam się z kuchnią i łazienką, jutro reszta. Będzie już z górki. Najgorsze za mną. Nie mówię, że lubię to robić, ale jak trzeba to trzeba. Bałaganu nie lubię.

Natknęłam się na to zdjęcie szukając czegoś zupełnie innego. To mój kącik komputerowy w małym pokoju zaraz po przeprowadzce. Teraz pokój wygląda zupełnie inaczej, komputer stoi  w innym pokoju.
To jest moja cecha charakteru, ciągłe przemeblowania, szukanie nowych rozwiązań. Teraz już mam nową wizję ustawienia mebli. Nie wiem jak to długo będzie jeszcze trwać. Siły już nie te, a jednak coś we mnie domaga się nieustających zmian.
 

sobota, 12 stycznia 2013
Dzień dzisiaj uroczy. Za oknem sypie śnieżek, wszędzie biało. Zrobiłam co miałam zaplanowane i usiadłam do robienie przesuwającej się galeryjki na stronie Pota. To nie było miłe. Zdjęcia na których są ludzie wymagają wielu zabiegów aby nie zdeformować osób. Wszystko trzeba robić ręcznie, na zasadzie dopasowania. Zrobiłam, ale jeszcze chyba trzeba będzie poprawiać. Zobaczę co powiedzą damy będące głównymi bohaterkami. Sama z siebie też nie jestem zadowolona. Zamiast pisać, to pół dnia zmarnowałam na galeryjkę. Ale to nic straconego, jutro też jest dzień. Wstawiłam na stronę tak jak jest i wyszłam na spacer.
http://hallas.pl.tl/V-.--Na-balkonie.htm

Zniesmaczony kot Pot
Szłam w puszystym śniegu. Tak lubię. Buty mam wyczyszczone pastą, więc nic się nie klei. Gdy pada śnieg, cisza aż dzwoni w uszach. Drzewa, szczególnie świerki i tuje, odziane w białe salopki, pilnują ogródków i skwerków. Psy prowadzone na smyczach nie chodzą odśnieżonymi dróżkami, brną w kopiastym śniegu, tak jak małe dzieci. Wszystkim sprawia to radość. Oby tylko mróz zbytnio nie ścisnął, będzie pięknie.


niedziela, 13 stycznia 2013
Niedziela minęła nawet nie wiem kiedy. Rano chór Archikatedralny śpiewał kolędy w kościele w czasie nabożeństwa. Bardzo lubię kolędy, a ostatnio nie mam z kim śpiewać. Nawet w czasie wigilii. Moja starsza córka wypełnia lukę, ale w tym roku wyjazd nie doszedł do skutku. Kościół to miejsce, gdzie znajduję spełnienie w tej dziedzinie.
Na obiedzie miałam gości. Ostatnio nie jestem zbyt towarzyska, tak postanowiłam, ale od czasu do czasu zapraszam tych, których lubię. Żadnego – bo tak wypada - nie biorę już pod uwagę. Przygotowałam kulebiak z nadzieniem z kapusty, ryby i grzybów suszonych. Do tego sos grzybowy. Wypadł pięknie i był smaczny. Zawsze przy okazji piekę także bułeczki cynamonowe z pozostałego ciasta. To nie przypadek, robię trochę więcej, aby ten przysmak upiec przy okazji.
Niedziela się skończyła, wieczorem film i lektura ale już w łóżku. Może to niezdrowe dla oczu,  ja jednak lubię. Tak się przyzwyczaiłam i tak będzie. Starość ma tę zaletę, że niewiele jej potrzeba do szczęścia.

 
wtorek, 15 stycznia 2013


Toczę z sobą wewnętrzne boje. Dostałam, a ściślej mówiąc, dostaliśmy wczoraj paczkę ze słodyczami. Nastąpił podział. Moją działkę zamknęłam w lodówce, posegregowaną, ułożoną w pojemnikach. Miałam przejąć nad tym wszystkim kontrolę i trzymać się w ryzach. Nie trwało to długo. Powoli, ukradkiem podchodząc do lodówki, spróbowałam każdego rodzaju cukierków, ciastek, czekolad, bakalii i zrobiło się tego tyle, że poczułam się nieszczególnie. Przygotowałam cały baniaczek picia na bazie herbatek ziołowych i kurowałam się cały wieczór.
Coś mi się wydaje, że przechodzę w fazę zdziecinnienia. Nie potrafię kontrolować swoich potrzeb. Jak małe dziecko, bez umiaru – smakuje coś, to się je. Dzisiaj już było lepiej, widocznie nasyciłam się czekoladowymi smakami. To jest dziwne, gdyż jak nie mam nic słodkiego w domu, to nie jem.
Wystarczą surówki i owoce. Gdy już spadnie na mnie taka lawina słodyczy, nie umiem się opanować.
Wystarczy jednak, aby córka powiedziała – mamo zostaw mi te czekoladki, zjem później. Mogą wtedy stać tydzień w lodówce i nie ruszę, nawet mnie nie obchodzą. Potrzebuję chyba hamulców moralnych, tylko kto ma mi je stawiać. Wszyscy pragną tylko jednego, chcą mmnie uszczęśliwić. Bycie staruszką nie jest łatwe.

środa, 16 stycznia 2013








Zerwał
am się dzisiaj sporo przed siódmą. Musiałam o tak wczesnej godzinie stawić się w przychodni. To już nie dla mnie. Ranek rezerwuję na spanie. Odrobiłam straty po przyjściu do domu, ale cały dzień mam rozbity. Pani doktor na dodatek ustawiła mnie odpowiednio, gdy poprosiłam o zabiegi rehabilitacyjne. Stwierdziła, że to ona ma mnie leczyć, a nie ja mam składać propozycje. Tak się składa, że zapisywane leki mi nie służą, zdecydowanie lepsze są zabiegi. Położyłam uszy po sobie, gdyż jesteśmy na siebie zdane. Nie mam wyboru.
 
Szykuje się nam emerytom niespodzianka. Dostaniemy w marcu podwyżkę. Będzie za co poszaleć. Życie jest piękne.






czwartek, 17 stycznia 2013
Obudziłam się dzisiaj w środku nocy i nie mogłam zorientować się gdzie tak naprawdę jestem. Powróciły jakieś koszmary z przeszłości. Naprawdę nie wiem dlaczego człowiek w snach wraca do tego, co tak naprawdę stara się wyprzeć z pamięci. Nie mam problemu z przebaczaniem ludziom spraw, których powinni się według mnie wstydzić. Tak naprawdę to się nad nimi lituję. Żal mi ich. Mam taki zwyczaj, że innych oceniam przez pryzmat swoich myśli i czynów. To wcale nie jest dobre, gdyż ludzie są jacy są i niektórych stać na zrobienie wszystkiego. Nie wstydzą się. Ja tego nie potrafię zrozumieć. Wybaczać takim typom trzeba także dla swojego dobra. Nienawiść gubi tego, który buzuje nienawiścią. Ten, kogo nienawidzimy, śpi spokojnie, a nawet niekiedy ma satysfakcję, że zdołał ci dokuczyć lub cię skrzywdzić. Myślę, że jestem wolna od zazdrości, nienawiści i jest mi z tym dobrze. Problemem są jednak sny. Widocznie we mnie wszystko jest, tylko odsunęłam to, co mnie męczy, w obszary niepamięci, ale sprawy tkwią przykurczone gdzieś w zakamarkach mózgu i przychodzą nocą. Nie jest to miłe, ale przecież nie skasuję wszystkiego, co kiedyś było dla mnie przykrością, jednym kliknięciem. Za krzywdzicieli trzeba się modlić, to nieszczęśliwi ludzie.



piątek, 18 stycznia 2013

Śniadanie u staruszki

Oj staruszko, staruszko
powiem ci coś na uszko –
niewiele już zostało
co radość sprawić by miało.

Staruszka dzisiaj wróciła do śniadań wskazanych dla osób starszych. Poszły już w zapomnienie tosty, gdyż trzeba było robić podwójne, aby ładnie się opiekły i wszystko staruszka zjadała. Przez święta staruszka jadała chleb z czymś tam i piła zieloną herbatę. Koniec z takimi śniadaniami. Oto wzorcowe śniadanie staruszki.
• Płatki owsiane z siemieniem lnianym, wczoraj rozklejone, dzisiaj zagotowane z dodatkiem mleka i tartego jabłka.
• Kromka chleba lekko potarta margaryną przekrojona na pół. Jedna część dosmaczona powidłami smażonymi jesienią, druga sporządzaną na bieżąco sparzoną żurawiną z miodem.
• Herbata ziołowa – mieszanka zwana herbatką magnacką
• Tabletki w liczbie cztery związane z przewlekłą chorobą przyczepioną już na wieki do staruszki
• Połowa marcepana z migdałami – dostałam, to jem, to na osłodę.

I z czego tu się cieszyć?! Jedynie jakiś ludzki smak ma marcepan. Wszystko inne ma swoje uzasadnienie, wszystko dla zdrowia. Dziękuję Ci Panie za te dary, które z trudem przełykam.
Śniadanie u staruszki to nie śniadanie u Tiffaniego. Piosenka na osłodę. 





niedziela, 20 stycznia 2013

Ale miałam nosa. Dzisiaj przypada rocznica śmierci Audrey Hepburn (ur. 4 maja 1929 w Elsene, Belgia, zm. 20 stycznia 1993 w Tolochenaz, Szwajcaria) − aktorka, modelka i działaczka humanitarna, pochodzenia brytyjsko-holenderskiego.
Bardzo ją lubię jako aktorkę, podoba mi się jako kobieta. Zniewalają mnie takie drobne, delikatne, eteryczne panie. Jest taka śliczna! Na dodatek ta dama uważała, że nie jest ładna... Rozumiem ją, kobiety tak mają. Ja przekładam jej urodę nad inne znane aktorki. W życiu też nie wiodło jej się najlepiej. Widocznie ładna buzia  nie jest kluczem do pełni szczęścia. Piosenki słucham na okrągło, ciągle mi mało.



poniedziałek, 21 stycznia 2013
Dzisiaj Dzień Babci. Już rankiem obudził mnie telefon. Dzwonił mój Wnuk, jeszcze przed wyjściem do szkoły. To już nastolatek. Jego obecność nadaje życiu smak. Ma się kogo kochać, o kim myśleć i ma kto mnie bronić. Tak, tak, już od niemowlęctwa wstawiał się za mną. Teraz, kiedy już wiek rozsrebrzył moje skronie, do szczęścia wystarcza mi uczestniczenie w szczęściu innych. Może to być szczęście kogoś bliskiego, ale może być też telewizyjne, albo książkowe. Wystarczy, że wiem, że ten ktoś jest szczęśliwy. Surogat życia podawany umysłowi w zamian za uśmiech.
Dzisiejszą noc miałam trudną, to dlatego przysnęłam nad ranem. W nocy zaczął mnie boleć mięsień przypiszczelowy. To nie był tak naprawdę ból, tylko nagłe kłucie, które wyrywało mnie ze snu. W końcu wstałam, przygotowałam kanapkę, zrobiłam gorącą miętę i zażyłam środek przeciwbólowy typu uśmierzający męczeństwo konia. Pomogło, ale nie czuję się pewnie. Na starość w każdej minucie życia człowiek już myśli o tym, że może ból to już jest ostatni, ludzki skończy się trud… Niech mi nikt nie mówi, że starość jest piękna. Bywa, sama to wiem, ale wtedy gdy nic nie boli, albo tylko trochę ćmi, w innym wypadku bywa trudna.


wtorek, 22 stycznia 2013
Wczoraj sama sobie zorganizowałam uroczystość. Upiekłam bułeczki drożdżowe z nadzieniem z zamrożonych owoców aronii i truskawek. Posypane cynamonem łechcą moje podniebienie wieczorem i rankiem. Drożdżowe ciasto to dla mnie balsam dla żołądka umęczonego lekami. Popijam colą. Tak, senior.pl mnie skierował na taką drogę. Czuję się po tym bardzo dobrze, widocznie mój żołądek wymaga wypalenia złogów.

Moja córka przyjęła zamówienie na prezent i pojechała po hiacynt w doniczce do Lidla. Co prawda zostały po południu tylko takie, których kwiaty są jeszcze w okresie wykształcania się, ale mam nadzieję, że lada moment zakwitnie i zapełni dom pięknym aromatem.
Siedzę teraz i myślę, co zrobić z dzisiejszym wieczorem. Zaplanowałam udział w spotkaniu z dr Iloną Zaleską z Zakładu Historii XIX wieku Instytutu Historii i Archiwistyki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Tematem wykładu ma być tradycja powstania styczniowego w okresie zaborów. Podnieca mnie to, gdyż nieustannie poszukuję rozwiązania zagadki Miłkowic dotyczącej tego okresu, ale nie wiem czy jechać. Drogi u nas to zimowa trauma. Sam przejazd przez rondo J. to nie lada doświadczenie w godzinach szczytu, a jeszcze w takich warunkach… Mam zamiar skorzystać z przewozów MZK, ale dojście to też wezwanie.
Z takimi problemami boryka się staruszka. Ktoś powie, ma się czym martwić, ale to tak, jak z dramatami dzieci, dla starszych osób to drobnostki, ale dla maluchów to ciężkie przeżycia. Ze staruszkami też tak jest.

środa, 23 stycznia 2013
Kilka osób postawiło mi pytanie: - Do kogo ty ten ostatni wiersz adresowałaś? Bardzo mnie to rozbawiło, gdyż wiersz nie ma adresata. Na jego powstanie złożyły się dwie sprawy, a mianowicie padający śnieg, który topniał w zetknięciu z moimi dłońmi i oczywiście wątek miłosny osnuty na spektaklu teatralnym „Rzecz o banalności miłości”. Myślę, że każdy nosi gdzieś w sercu takie niewypełnione do końca uczucia. To, że inni odnoszą to do siebie, to wspaniale. Bardzo się z tego cieszę.
http://hallas.pl.tl/Wypustki-_-wiersze.htm
Tak naprawdę, to myślimy sobie, co by było, gdybym kiedyś dał krok w prawo i dopełniło by się to, co mnie ominęło… to co siedzi w nas i nie możemy o tym zapomnieć. Co by było? A kto to wie?! Może by było piekło na ziemi i powinniśmy być szczęśliwi, że nas ominęło. Być może ten ktoś, kogo spotkaliśmy miała tylko za zadanie rozbudzić nasze zmysły i iść dalej ku swojemu przeznaczeniu? Może celem jego było podtrzymać nas na duchu, pozwolić na uwierzenie, że nie jest tak źle na tym świecie. Życie jest życiem, a wiersz najlepiej aby był wieloznaczny, wtedy możemy się wpisać w jego przesłanie tak jak ta wierszowa szeptunka.

czwartek, 24 stycznia 2013
Coraz trudniej się poruszać po chodnikach. Nie wiadomo dlaczego, część jest odśnieżonych, a część nie. Nie mówię o prywatnych posesjach i obowiązku odśnieżania swojego kawałka chodnika, ale przed sklepami takie sytuacje mają też miejsce.
Ostatnio jedyny sport jaki uprawiam, to jazda na rowerku. Wychodzę jednak z domu dzień w dzień, nie zmoże mnie zima. Przeprosiłam moje ciepłe okrycie, które teraz daje poczucia ciepła jak żadna z moich kurtek. Jakoś przeziębienie mnie się nie ima. Opukać na wszelki wypadek.
Zanosi się jednak na ciężki czas. Od 29 stycznia przez kilka dni nie będzie gazu. Remont sieci uniemożliwi jego dostarczanie. Umówiłam się na wypożyczenie czajnika na prąd, gdyż swój oddałam, jako bezużyteczny. Korzystam tylko z kuchenki gazowej. Teraz widać dlaczego przechowywanie klamotów w domu ma w pewnych sytuacjach sens. Bywa, że po latach są potrzebne.


piątek, 25 stycznia 2013
Jak to byłoby pięknie gdyby staruszka spałaby w dzień i w nocy, aż osiągnęłaby stan przejścia do krainy cieni. Nie zużywałaby wody, ogrzewania, prądu i gazu. Starczyłoby jej wtedy na wszystko. Że też nikt nie wpadł jeszcze na tak proste rozwiązanie. Taka hibernacja służyłaby wszystkim, otoczeniu i staruszce.
Doszłam do takiego wniosku, gdy przyniesiono mi dzisiaj rozliczenia za wszystkie media. Mam dopłacić ponad trzysta złotych. Taki skok na głębinę może mnie zupełnie w lutym pogrążyć. Na nic się zda moja umiejętność gospodarowania groszem, z której minister Rostowski mógłby brać przykład. Chyba trzeba będzie się pofatygować do spółdzielni i zmienić miesięczne opłaty. Musze ustalić wyższą kwotę czynszu przeznaczoną na ogrzewanie. Nie ma rady, tutaj człowiek z nimi nie wygra. Co prawda mam nadwyżkę w opłatach za gaz w wysokości 0,79 złotego, ale to mnie chyba nie uratuje z kłopotów finansowych.

sobota, 26 stycznia 2013
Dzień dzisiaj był uroczy. Zaczęłam działania od rannych zakupów, no może przedpołudniowych, i długiego spaceru. Drzewa otulone w białe narzutki inspirowały do napisania wiersza. I tak chyba bym zrobiła, jednak po powrocie do domu postanowiłam nie poddawać się nostalgii. Zakasałam rękawy i zabrałam się do pracy. Zrobiłam co należało. Przygotowałam się także pod względem kulinarnym. W poniedziałek koniec swobody działań. Przechodzimy w stan półtrwania. Będzie wyłączony gaz. Niby nic wielkiego, ale to będą spore utrudnienia, tym bardziej, że trwające cały prawie tydzień. Zobaczymy jak to się ułoży.
Robiłam sobie przerwy, aby nie nadwyrężać sił. Pogadałam na Skype, poczytałam. Najbardziej zaskoczył mnie mój wnuk, który w ramach dobroci dla babci zdał mi relację z ostatniej prezentacji książki jaką przeczytał. Cała klasa napisała uwagi, które dostał do rąk. Trochę się ubawiliśmy, gdyż koledzy oceniając jego pracę, starali się być dowcipni. Jak to w życiu bywam najlepszą recenzję napisali najbliżsi koledzy.
Gdy kogoś lubimy nie jest łatwo powiedzieć mu coś, co by sprawiło przykrość. Sama motam i zawijam w bawełnę, niby mówię, ale tak, aby nie robić przykrości. Dzień prawie minął, teraz czas zająć się własną osobą.


 niedziela, 27 stycznia 2013


Jako autorka „Opowieści kota Pota” zaczynam mieć kłopoty. Opowieść cieszy się popularnością, szczególnie wśród rodziny, a ponieważ zbliża się do tragicznego końca, zewsząd docierają do mnie prośby o to, aby Pot łagodne przeszedł do innego wymiaru. Zaangażował się nawet w to mój wnuk, wierny mój czytelnik, który prosi abym nie pozwoliła na wylewanie łez. I co ja mam zrobić? Przecież wzruszenie czytelników to też jeden z elementów odbioru opowieści. Muszę teraz głowić się jak wybrnąć z sytuacji. Nie wiem czy to jest uczciwe aby autor pisał pod presją otocznia. Trochę się jednak cieszę, bo przecież nie pisze się do szuflady, tylko dla odbiorców i niezbyt dobrze się człowiek czuje, gdy nikt nie zwraca uwagi na to, co chcemy przekazać. Jakoś to załatwimy.

poniedziałek, 28 stycznia 2013
Ponieważ ostatnio zgłaszają się prawie codziennie osoby, które chcą nabyć książkę - o co w tym wszystkim chodzi nie mam pojęcia! -  którą napisałam już dosyć dawno i nie mam możliwości spełnić ich oczekiwań, postanowiłam chociaż sama się zainteresować tym, co powinnam już dawno zrobić, a mianowicie sprawdzić zapis mojego „dzieła” w spisie wydawnictw. Ma przecież numer ISBN, a jakoś do głowy mi nie przyszło dotąd zająć się sprawą dotyczącą mojego prestiżu. ISBN to:
Międzynarodowy Znormalizowany Numer Książki (ang. International Standard Book Number, ISBN) – niepowtarzalny 13-cyfrowy identyfikator książki; do 31 grudnia 2006 r. zawierał 10 cyfr. Według zaleceń standardu numer ten powinien identyfikować wydawcę jak również specyficzny tytuł oraz edycję (wydanie)...
Zrobiłam, co należało i oto wyniki moich działań.

  
[kliknij w obraz]
 
Mam nadzieję, że na tym zakończę już sprawy książki, która według mnie  przeszła do historii, a przecież przede mną nowe wezwanie, któremu mam zamiar się poświęcić. O wynikach poinformuję, gdy już zostanie zrealizowane, aby nie zapeszać.



wtorek, 29 stycznia 2013
Wczoraj była u nas kolęda. Szybko, sprawnie, bezboleśnie. Mieszkanie poświęcone, napływ dobrych energii odczuwalny. Ksiądz nie chciał brać pieniędzy, na siłę mu wcisnęłam, czuję się zepchnięta na boczny tor społeczeństwa. Tak się nie postępuje ze staruszkami! One mają swój ubożuchny honor… Współczuję księżom, dzień w dzień chodzić tak od domu do domu, u każdego zagadać, dowiedzieć się o czymś, co i tak gołym okiem widać, to nie jest zbyt inspirujące. Ja bym się na to nie chciała załapać.

Dzisiaj zamknęli nam gaz aż do pierwszego dnia lutego. Nie gotuję obiadów i przechodzę na zupy w proszku oraz zapasy zgromadzone w lodówce. Wczoraj nawet uwiłam placek krucho-drożdżowy aby oszukać żołądek. Przyszedł pan, chyba wyższej instancji, gdyż nie jest mi znany, a z naszymi spółdzielczymi miałam już wielokrotnie do czynienia i wiem, kto jest kto. Wyjaśnił mi sens tych działań, gdyż byłam święcie przekonana, że będzie to remont sieci. Otóż nie, nic nie będzie naprawiane, tylko dokładnie za pomocą specjalnych czujników sprawdzane. Takie kontrole odbywają się co pięć lat. Kuchenki muszą być wyłączone, gdyż nie wytrzymały by naporu ciśnienia. Gdyby, nie daj Boże, wykryto nieszczelności w rurach, które ukryte tkwią w kanałach przewodowych, to cała ściana, którą tak pracowicie wypieścili remontierzy była by rozkuta. To właśnie od takiego czegoś ma mnie Opatrzność uchronić. Na dzisiaj jestem już wolna i będę mogą wyjść z domu w chlapę na ulicach, gdyż temperatury dodatnie się utrzymują, z dachów kapie i wcale mi się nie chce maszerować w takich warunkach, ale nie zamienię się w myszkę chowającą się po kątach i do ludzi mi trzeba.

środa, 30 stycznia 2013
Byłam w bibliotecznym klubie dyskusyjnym omawiać „Małą maturą” Majewskiego. Lubię tam chodzić. Mogę chociaż uzewnętrznić swoje odczucia, opinie i zgadzać się lub nie ze stanowiskiem innych. Zaraz obejrzę film i porównam poczynania autora scenariusza.
Trochę jestem przygaszona rodzinnymi sprawami, zdrowie nie zawsze idzie utartymi szlakami, ale co zrobić, godzić się należy i postępować rozsądnie. To moje wskazania.


czwartek, 31 stycznia 2013
Nareszcie stres minął i mogłam się wyspać dzisiaj do woli. Skorzystałam z tej możliwości. Nie muszę już się rankiem zrywać z łoża. Odwiedziłam bank, gdzie zadomowili się na dobre emeryci, rozmowni, rozluźnieni z możliwością wypełnienia portmonetek. Języki się rozluźniają, gdy wsparcie w pieniądzach mają… Zrobiłam małe zakupy, tutaj przystanęłam, tam coś dostrzegłam, pogadałam z wiatrem który motał dzisiaj ludźmi, że strach było przechodzić pod drzewami.
Na obiad zostałam zaproszona do knajpki z pięknym wystrojem myśliwskim. W kominku buzował ogień, aż miło było grzać się w jego ciepełku. Zupa ciepła i pożywna, w bochenku chleba schowana, gulaszowa, wzmocniła moje osłabione brakiem gazu siły. Szczerze powiedziawszy najbardziej mi smakowała. Teraz mogę zabrać się do pisania ze zdwojoną energią. Obok mnie leży cebula, która ma wyciągnąć wszelkie zanieczyszczenia z mojego staruszkowatego ciała. Po co mi tam jakieś plastry Aikido, rodzima panna w złocistej sukience wystarczy.

 
suma wejść na stronę - 255564,
odwiedzających - 85826,
dzisiaj -6
Reklama
 
Motto strony
 
„Pamiętaj, że każdy wiek przynosi
nowe możliwości.
Daj z siebie wszystko – inaczej oszukujesz samego siebie.”
Wierszyk o szczęściu - donna lukrecja
 
Jestem szczęśliwa, kochana i zdrowie mam też.
Brzozowa gałązka puka do okien z rana,
pieśń tylko dla mnie śpiewa za kominem świerszcz.

Jestem szczęśliwa, gdy upał i gdy leje deszcz,
gdy wiatr hołubce wycina z liśćmi klonu.
Pogoda przecież zmienną bywa, ja zresztą też.

Jestem szczęśliwa, gdy otwieram rano oczy,
A ktoś tarmosi za włosy mnie- „Zobacz babciu,
Ząbek wczoraj mi wypadł, jestem już duży, wiesz?”

Jestem szczęśliwa, tylko tak jakoś... inaczej.
Czyżby słońce przybladło lub przestał pachnieć bez?
Kiedy się jest naprawdę szczęśliwym - któż to wie.
Reaktywacja strony
 
Firma JUNESSE
 
Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE > Firma JUNESSE [kliknij]
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=