październik 2012



1 października 2012

Uśmiech jest najprawdziwszym, kiedy jednocześnie uśmiechają się oczy.
ks. Jan Twardowski

Ja lubię się uśmiechać, moje oczy też się uśmiechają, ale bywa, że rzucają pioruny… Wczoraj rozdrażniło mnie wielce stwierdzenie, że seniorzy mieszkający w domu seniora wszelkie odwiedziny przyjmą z wdzięcznością. No to niby kim są ludzie starzy? Marginalna część społeczeństwa zgromadzona w jednym miejscu i czekająca aż jakaś litościwa osoba zajrzy i zagada?! Odiwedzający powinni chyba kierować się sympatią i chęcią niesienia pomocy a nie litością. 
Nie mogę sobie wyobrazić momentu, gdy do mnie moi bliscy będą zaglądać z obowiązku, byle tylko uspokoić sumienie. To już lepiej niż wcale nie przychodzą, będą mieć czas dla siebie.
Głodny sytego nie zrozumie. Tak też jest ze mną. Litość to dla mnie jest coś niewyobrażalnego, coś czego nie umiem i nie chcę przyjmować od ludzi, z czym nie wiem jak się uporać. Wniosek prosty, nie mogę długo żyć, gdyż przebywanie w miejscu, gdzie będą mnie odwiedzać litościwi ludzie, nie jest dla mnie możliwy do zaakceptowania.



3 października 2012

Bo widzisz, tu są tacy, którzy się kochają i muszą się spotkać żeby się ominąć.
ks. Jan Twardowski

Jestem starszą kobietą, zdrowie, mimo, że go nie mam, mi dopisuje. To taki dziwny życiowy paradoks. Na lekarstwa tracę grubo ponad sto złotych miesięcznie, ale postrzega się mnie jako osobę pełną energii i chęci do działania. Możliwe, że tak postępuję dlatego, aby sprostać opinii społecznej.
Sąsiadka zaprosiła mnie do spacerów po lesie jako dotrzymującą jej kroku. Dwa razy w tygodniu dowozi mnie, ściślej mówiąc nas, gdyż już przybyła nowa towarzyszka marszowa, na skraj lasu i idziemy drogą przez całą szerokość leśnego zagonu. Jest to odległość ośmiu kilometrów – zmierzono i potwierdzono – drogą prostą i bez zakrętów, co jest bardzo wygodne. Kiedyś zaczęłyśmy kluczyć w lewo i prawo i w końcu nie mogłyśmy odszukać samochodu. Bezpieczniej więc prosto przed siebie.
Ten tydzień mam tak pracowity, że bywa, że dzionek mija, a wieczór mnie zaskakuje. Ciemno robi się już bardzo szybko. Na dzisiaj już mam dosyć pracowitości. Co prawda muszę dokonać poprawki na stronie http://milkowice.pl.tl/Potomkowie-Bogda%26%23324%3Bskich.htm
gdyż pomyliłam jedno nazwisko, a poprawka to znaczy, że jeszcze raz zmienić wykres, przerobić na JPG i wkleić. Trudno, zmęczone staruszki powinny ułożyć się na kanapie i odpoczywać wtapiając się w słodkie słowa książkowej miłości, a nie brać się do trudnego zadania „odtworzycielki” dziejów. Ale staruszka się wzięła i wiatr wieje z wielką siłą przywiewając coraz to nowe osoby, z czego staruszka bardzo się cieszy. Nie mówcie mi tylko że nie jestem staruszką, ależ jestem i bardzo się z tego cieszę, a po tych spacerach to nawet staruszką z niespożytymi siłami działania.
Niech nikt mnie nie omija, niech każdy mi pomaga i wspomaga mnie w moich poszukiwaniach – kochać mnie nie musi – tylko niech pomaga.
W związku z zaistniałą sytuacją ogłaszam odpoczynek od prac fizycznych, myślenia i przesileń emocjonalnych. Staruszki długo nabierają energii, a jak już wystartują, to świat musi wiedzieć, że nikt ich nie jest w stanie pokonać.




8 października 2012

Ubogi to ten, co ma i z nikim się nie dzieli.

Mam trudności do dostania się do komputera, gdyż albo ja nie mam czasu, albo nie mogę się dostać na skutek rozlicznych potrzeb rodziny. W tej sytuacji, odpuszczam sobie i już. Jestem gościnna. Dzisiaj jakoś wybudziłam się przedwcześnie i może uda się mi uzupełnić braki.

W niedziele byliśmy w Operze Nova na baletowej wersji "Królewny Śnieżki i siedmiu krasnoludków", według znanej baśni braci Grimm.
Skomponowana przez Bogdana Pawłowskiego w 1970 r., przyniosła autorowi ogromną popularność i nie słabnącą sympatię młodych widzów, których kilka pokoleń przeżywało taneczne przygody bohaterów. Obok tytułowych postaci w wersji baletowej pojawiają się także: Ptak, Lis, Żabka, Wiewiórki, Niedźwiedź, Myśliwy, Dwór, Świta.
Soliści i Balet Opery Nova tańcem i gestem snują opowieść, oddają uczucia bohaterów, wyzwalają w widzach emocje: każą bać się Złej Macochy i jej świty, angażują w zabawę z rozbrykanymi krasnoludkami, które "buszują" także na widowni; uczą odczytywać język tańca. Wizyta w teatrze muzycznym pozostaje niezapomnianym przeżyciem z dzieciństwa.

To nie są czcze słowa. Byliśmy zauroczeni. Co prawda byliśmy przyboczną świtą mojego wnuka, który po pierwszym akcie stwierdził, ku niemałemu naszemu zdumieniu „Może być!”, ale zabawa była przednia. Chodziło o to aby zachęcić go do bywania w murach przybytku muz i udało się. Mamy rezerwować bilety na następny jego przyjazd.
Bydgoszczanom trzeba przyznać, że nie na próżno mają tak piękną filharmonię i operę, o bilety tutaj trzeba się starać z wyprzedzeniem. Sale są prawie zawsze wypełnione!
10 października 2012

Młodości Bóg folguje, starych błędy karze zaraz, bo mieli czas nauczyć się. 
ks. Jan Twardowski

Urodziny czas zacząć, korowód gości rusza. Problem w tym, że przyjeżdżają wtedy, kiedy mają wolne. Świętowanie rozpoczęte, bez okazji jak oficjalnie się mówi, gdyż zapowiedziałam, że po siedemdziesiątce nie będzie oficjałek. Zjawiają się więc goście pojedynczo i małymi grupkami, zapraszani albo się wpraszają, a ja udaję, że nie wiem co ich przyciąga. Ma to swoje dobre strony, można sobie pogadać w małej grupie, docenić każdego i każdemu dać pole do popisu.
Oto jedno z takich kameralnych spotkań, a właściwie oczekiwanie na gości, którzy mają wpaść, aby pobyć razem z nami.


Jubilatka, która nie ukrywa wieku, ale nie ma ochoty na celebrę z tej okazji.


Córka, twórczyni tortu marcepanowo-śmietanowego




 
Na zdjęciu miała być widoczna także witrynka, ale chyba nam trochę nie wyszło, gdyż fotograf bardziej dbał o bionicle niż ujęcie fotograficzne


On to ci jest, ten który przyciąga gości i budzi pragnienia!!!

Tort marcepanowo-śmietanowy przygotowany przez córkę Kasię. Czeka się na niego cały rok. Pycha! Do właściwego dnia urodzin będzie jeszcze kilka imprez, niekoniecznie w domu, bez hasła wywoławczego, ale w dzień urodzin gości ma nie być. No, pojedyncze przypadki się zdarzą, ale fety nie będzie. Imprezy urodzinowe, imieninowe są bez sensu. Goście przychodzą, przynoszą kwiaty, prezenty. Nie, nie ma powodu. Kto chce mnie odwiedzić, może zrobić to, ot tak sobie, z potrzeby serca, a nie z obowiązku. Mnie prezenty nie są już potrzebne. Obdarowywać mnie można tylko miłością. To mi zupełnie wystarczy. I tak zostanie.
14 października 2012

Skarżymy się nieraz, że jesteśmy samotni, niekochani, nikt nie przysłał nam życzeń. Ważniejsze jest jednak, czy my kogoś kochamy. ks. Jan Twardowski

Na szczęście mam takich, których kocham całym sercem i jestem wdzięczna losowi, że dał mi spróbować tego w moim życiu, w którym wszystko przychodzi zbyt późno. Nie wiem dlaczego tak jest, ważne, że tego doświadczam.

Wczoraj mój Wielki Obrońca odjechał wieczorem, a ja znowu całą noc spałam z przerwami. Wiem już jak ważny jest sen w starości, on bowiem pozwala regenerować się mózgowi. Zaryzykuję twierdzenie, że to właśnie brak snu, lub sen przerywany, czynią spustoszenie w normalnym życiu staruszków.
W jeden dzień, kiedy byłam zbyt rozemocjonowana przeżyciami, wzięłam tabletkę nasenną. Przespałam całą noc i rano byłam jak nowonarodzona. Gramy teraz namiętnie w scrabble, gdyż mój wnuk załapał już bakcyla. Oczywiście jego językiem, którego używa na co dzień, jest niemiecki, posługuje się nim w szkole, ale język polski zna biegle, sam nauczył się czytać po polsku. Z pisaniem jest gorzej, gdyż zmiękczenia mieszają mu trochę szyki. Nikt jednak nie naciska, aby się uczył, liczymy na to, że opanuje to sam, gdy będzie starszy. Ma zdolności językowe, uczy się jeszcze z dużym powodzeniem w szkole angielskiego i hiszpańskiego. Z grą w scrabble radzi sobie doskonale i  prosi, aby mu mama przypadkiem nie podsuwała rozwiązań, gdyż sam chce dojść do właściwych. Idziemy do przodu bez taryfy ulgowej. Właśnie zauważyłam, że gdy jestem wyspana, wszystko jest w porządku, ale gdy noc mam przedrzemaną, myślę wolniej i osiągam niskie pułap punktów.
Nie chcę się tutaj przechwalać moim wnukiem, ale faktem jest, że jest to dziecko o zawyżonym pułapie wrażliwości, co ma dobre i złe strony. Trzeba go uczyć radzenia sobie w sytuacjach konfliktowych, gdyż za żadne skarby nie użyje siły, ani fizycznej ani psychicznej, w stosunkach z innymi ludźmi, a ludzie, są jacy są…
Ja jestem w kręgu jego szczególnie opiekuńczych skrzydeł, jako babcia. No niechby ktoś odezwał się do mnie w tonacji lekkiego zdenerwowania, natychmiast reaguje prosząc, aby tak się do mnie nie zwracano. Jego mama się broni, mówiąc, że babcia jest zbyt „loologiczna”, co zwykle rozładowuje sytuację. Z logicznością to cała historia, chodzi o to, że babcia zbyt często miewa rację, co nie każdemu jest na rękę.
Dzisiaj leżę w łóżku, czego bardzo nie lubię, ale muszę. Nabawiłam się jakiegoś paskudnego przeziębienia. Czymś czas zająć trzeba, czytam więc z muzyczką w tle. Niekiedy zwycięża muzyka, wtedy wsłuchuję się w jej uwodzicielskie akordy, później  zagłębiam się w mątwę słów, gdyż muszę do środy przeczytać książkę na użytek klubu dyskusyjnego. Myślę też nad łańcuchem pokoleń, które dały takie, a nie inne, predyspozycje mojemu wnukowi. Mam ich wszystkich jak na dłoni, stoją na półce wzdłuż tapczanu, oprawieni w ramki i oszkleni, i przypominają o sobie.
Zastanawia mnie ile samorodnych talentów przepadło w pomroce czasu, gdyż nie mogły dojść do głosu, wybić się i zaistnieć. Czy ubóstwo, pochodzenie społeczne, warunki w jakich wzrasta młody człowiek decydują o jego starcie? Przecież mamy w dziejach przykłady wybicia się ludzi z nizin społecznych, choćby Klemensa Janickiego czy Jana Kasprowicza! To tylko jednostki. A co z resztą?!
Czy ma znaczenie w moim życiu to, że w przeczytałam wiersz, który mnie wzruszył do głębi, książkę pozwalająca przenieść się w inny świat, ludzi o innym sposobie życia i myślenia, niż mój? Co właściwie na to wpływa jacy jesteśmy? Może życie będące pasmem poświęceń dla innego człowieka, aby mógł istnieć, miejsce zamieszkania? Dla mnie dzieciństwo to szeroki powiew łanów zbóż, szum lasu, szmer rzeki, a gdyby urodziła się w jakiejś zapyziałej kamienicy w środku gwarnego miasta, byłabym inna? Chyba wszystko składa się na to jacy jesteśmy, a nasza wrażliwość pozwala na nasz rozwój i korzystanie z okazji, jakie daje nam życie. Nie skorzystamy, nie doświadczymy. Nasuwa mi się jeszcze wiele myśli i skojarzeń, ale może na dzisiaj dosyć rozważań. Znowu jestem sama. Od poniedziałku zabiorę się do doprowadzenia domu do poprzedniej „logiki” i życie znowu pójdzie swoim torem.

16 października 2012

Pewnego wieczoru zacząłem wymieniać wszystkich dobrych ludzi, których spotkałem w moim życiu. Musiałem to jednak przerwać, bo chyba nigdy bym nie skończył.

Dostałam któregoś dnia na GG wyznanie, które wstrząsnęło mną do głębi. Nie spodziewałam się takich pochwał. Było to bardzo miłe i budujące, ale zasmuciło mnie, że osoba ta pisała z WebGG. Tam to ukrywają się ci, którzy nie chcą być rozpoznani. Nie dotrzesz do nich i nie dowiesz się o nich niczego. A przecież ja bardzo bym chciała wiedzieć kto do mnie pisze tak miłe słowa, kim jest ten człowiek, spojrzeć w jego wirtualne oczy także bym chciała, i chociaż raz porozmawiać bym chciała... Przecież piszę tak jak myślę, nie przywdziewam moim słowom odświętnej szaty, tak jak to czyni się w wierszach. Mój Dniewnik jest codzienny, tak jak dni mijające jeden za drugim. Niekiedy błyśnie jakaś mała radość, ale przecież życie to pasmo szarości, no chyba że w kimś pali się żar miłości, która dopiero co zakwitła.

Przeczytałam we wrześniowej Polityce artykuł, jako że gazeta ta dociera do mnie dopiero wtedy, gdy inni ją przeczytają. Tak się śmiałam, że o mało się nie udusiłam. Jak macie ochotę to sami tam zajrzyjcie.

Diabeł stróż
Kliknij w link aby zapoznać się z artykułem. Nie będę go streszczać, aby nie odebrać radości i pikanterii czytelnikom.

Człowiek rozrzucający ulotki, które wstrząsnęły Lutoryżem miała dobre, a może chore zamiary, mające w jego mniemaniu przywrócić ład moralny. Rozrzucał je niby białe płatki kwiatów po rowach, placach i urzędach. Przyprawiały mieszkańców wsi o palpitacje i udary, a on szedł do przodu jak taran nie oszczędzając nikogo, nawet proboszcza, siebie tylko zostawiając bez skazy i to go zgubiło. 
Ja mam szczęście do wirtualnych znajomości i do ludzi mam szczęście, tylko niekiedy ludzie ukrywają się pod innymi inicjałami, a mnie jest przykro. Czy ja nie zasługuję na prawdę?!

17 października 2012

Można milczeć i milczeniem kogoś ranić.
ks. Jan Twardowski

Dzisiaj, mam nadzieję, wezmę udział w dyskusji na temat książki “Archiwista z Łubianki” Travisa Hollanda. Mam mieszane uczucia po jej przeczytaniu. Czyta się dobrze, nie ma jakichś szczególnych zawirowań, ale to może jest też słabość tej lektury. Główny bohater Paweł Dubrow, archiwista z przymusu, mógłby pracować wszędzie, Łubianka jest w tle, słabo zarysowana i nie oddająca grozy tamtych dni. Ciekawa jestem opinii innych dyskutantów na ten temat.
Wczoraj wieczorową porą karmiłam moje ego lekturą dzieła Niewidowskiego „30 lat życia z Madzią”. Przeczytałam dopiero ¼ , ale już targa mną wewnętrznie. Mamy w rodzinie słabość do Kossaków. Lilkę uwielbiamy, Madzię lubimy, ale jak ocenić jej małżeństwo?! Ten mąż, młodszy i wkręcający się do rodziny, to niesympatyczny typ. Starsza kobieta - samotna, oszukiwana, pragnąca bliskości zakochuje się i co? Głuchnie, ślepnie, nie widzi, nie chce widzieć, ale męża ma!!! Zdumiewająco szczerze autor opowiada o życiu z Madzią, zbyt szczerze. Bez jego powieści znam dalsze ich losy. Panie Boże zachowaj przed takimi związkami.
Oczywiście książkę doczytam do końca, gdyż warsztat ma facio dosyć sprawny, nawet się nie spodziewałam, ale nie lubię takich mężczyzn. On o żonę dbał, tylko że jej nie kochał…
Nawiązując do Łubianki, Niewidowski w fazie początkowej fascynacji jeździ z Madzią na wycieczki rowerowe, kąpią się w krystalicznie czystych wodach Raby i flirtują, a okupacja gdzieś trwa w tle… To nazywa się spłycaniem tematu. Każdy pisze na swoją miarę, w końcu to mają być książki o ludziach, życiu powszednim i miłości. Może nie powinnam tego wszystkiego pisać, lepiej byłoby milczeć. 
 
18 października 2012

Nie płacz w liście nie pisz że los ciebie kopnął nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia kiedy Bóg drzwi zamyka – to otwiera okno.

ks. Jan Twardowski

Ja musiałam otworzyć wszystkie okna! Dzisiaj miałam dzień kulinarny. Upiekłam pasztet, nie dlatego że uwielbiam pasztety, ale ze skrzętności. Mam stałe dania, które gotuję jak goszczę wnuka, rosół jest jednym z nich. Aby był smaczny, trzeba dać kilka gatunków mięs. Moi goście rosół zjedzą z apetytem, ale mięsa już nie. Zamroziłam więc mięso, włoszczyznę i teraz wyjęłam wszystko, dodałam gotowaną wątróbkę i bułkę i mam blaszkę pysznego pasztetu. Uratuje mnie od niedostatku na kilka dni.
Przygotowałam także obiad – kotlety z ciemnego ryżu, buraczki, sos pomidorowy i ziemniaki. Wszystko było już gotowe, tylko ziemniaki perkotały w garnku, którego nienawidzę, gdyż przypala się w nim wszystko… Sprawdziłam poziom wody i wyszłam do pokoju, zasiadłam w fotelu i zabrałam się do lektury. Uważałam, że mam prawo do relaksu. Dobiegł do mnie lekki swąd, ale nic jeszcze nie podejrzewałam. Przezornie jednak zajrzałam do kuchni. Ziemniaki płonęły. Zebrałam z wierzchu to, co dało się uratować, przełożyłam do innego garnka, a ten przypalony wyniosłam do śmieci. Mam już dosyć takiego złośliwego gara. Jego ziemska wędrówka dobiegła kresu. Dobrze mu tak. Więcej nie zakłóci mojego spokoju.
Czytałam akurat o biednej Madzi spełniającej się jako kucharka. Upiekło biedactwo kaczkę razem z wnętrznościami! Włączyła także czajnik, zamknęła drzwi do kuchni i zabrała się do pisania. Kuchnia płonęła, a ją zaalarmowali sąsiedzi informując, że ma pożar w domu.
Jak ja Ciebie Madziusiu dobrze rozumiem. Pichcenie to nie jest zajęcie, któremu warto się poświęcić. Na każdym kroku rzucają człowiekowi kłody pod nogi. Jednak jeść coś trzeba, a nie mam nikogo, kogo bym ustawiła w kuchni wydając stosowne polecenia. Takie czasy minęły bezpowrotnie.

19 października 2012

W życiu najlepiej, kiedy jest nam dobrze i źle. Kiedy jest nam tylko dobrze – to niedobrze.

ks. Jan Twardowski


Ostatnio nastawiam się na uprawę roślin doniczkowych. Zawsze kwiaty dobrze mi rosły, ale zdarzały się wyjątki. Już dawno temu obdarowano mnie bananowcem. Przepadł w doniczce i nie powrócił do dawnej postaci. Teraz dostałam sadzonki i zanim dotarłam z nimi do domu, a podróż była daleka, już nie nadawały się do wsadzenia. Ukorzeniono trzy odrosty, wsadzono do doniczki, podhodowano a i tak przewiezione nie zdzierżyły trudów podróży i dwie zmarniały. Jedna ledwo zipała, ale się jakoś trzymała i zieleniła. Przyjechała do mnie córka, pogadała z bananowcem i o dziwo, wypuścił nowe liście i ma się dobrze. Czarodziejka jakaś czy co?! Inna sprawa, że włączyłam już ogrzewanie i może trochę ciepełka pobudziło go do życia. Zobaczymy czy się utrzyma. Podlewam, chucham i dmucham, może zdoła się zaklimatyzować. Mam pragnienia posiadania bananowca, nie wiadomo tylko czy bananowiec mnie lubi. Gdyby mój zechciał uróść taki jak ten na obrazku...



20 października 2012

A śmierć tak bardzo ważna bo się nie powtórzy.
ks. Jan Twardowski
Wybuchowe urodziny, tak je określiłam. 
Oto laurka narysowana ręką mojego najukochańszego wnuka. Ile włożył serca, trudu i jaki piękny wybrał rysunek dla swojej babci!!! Jestem zachwycona!!! 


 

Moja córka też się starała, proponowała mi różne prezenty, ale wybrałam
EXPLOSEUM
– Centrum techniki wojennej DAG Fabrik Bromberg.


Nie byłam tam jeszcze, nigdy sztuką produkcji materiałów wybuchowych się zbytnio nie interesowałam, gdyż jestem wielką przeciwniczką walki na jakiejkolwiek płaszczyźnie. Kiedyś trzeba przełamać próg. Nie będę przecież opisywać dwukilometrowej wędrówki przez tunele, budynki, pomieszczenia na kilku kondygnacjach w dół, eksponaty militarne, gdyż dynamit Nobla który miał być dobrodziejstwem dla ludzkości, stał się przyczynkiem do jej zagłady. Zapraszam na stronę
Takich urodzin jeszcze nie miałam. Były niecodzienne. Goście mogą wpaść, ale jutro, dzisiaj nie ma przyjęć! Już jestem wiekową staruszką i tak zostanie.
Dziękuję wszystkim za pamięć, życzenia, piosenki, toasty, laurki i kwiaty. Marcinki pysznią się w glinianym dzbanie na stole. Są przecudne.


22 października 2012

Każde małżeństwo przypomina trzy zakony: na początku franciszkanów, radosnych, zapatrzonych w przyrodę; z czasem – mocnych w słowach i argumentowaniu dominikanów; po latach już tylko kamedułów, przestrzegających reguły milczenia.

ks. Jan Twardowski

Kiedy z kimś rozmawiam i mówi mi jak to jest u niego dobrze, nasuwa mi się przypuszczenie, że coś jest bardzo źle i usilnie to coś chce ukryć. Ja nie mówię, że u mnie jest źle, ale to nie znaczy, że coś mnie tam nie dosięga, co psuje harmonię.
Dzisiaj rano coś się działo z prysznicem, ma dwa tory doprowadzania wody. Uszkodzony jak nic, a tu przedkryzysowa sprawa budżetu październikowego. Nie wiem już za co mam kupować nowe urządzenie. Święta listopadowe są szalenie absorbujące, dzieciaczki musiały urządzić zrzutkę, gdyż sama bym nie wybrnęła, a tu jeszcze taka niespodzianka…
Siedzę od rana nad zrobieniem „wybuchowej” galerii i obrabiam każde zdjęcie z osobna, gdyż duże nie chcą wchodzić, a zmniejszać hurtem nie umiem. Koniecznie muszę to opanować. Na dodatek ustawiłam wszystko jak należy, zapisałam i wyszło na to, że to co było z przodu, znalazło się na końcu.
Nie mam już cierpliwości zaczynać wszystkiego od nowa. Może po południu to naprawię. Co za dziwne układy. Muszę w przyszłości pamiętać, aby zaczynać od końca, chcąc aby było na początku.
Zapraszam do galerii.
http://hallas.pl.tl/Galeria-obraz%F3w/kat-14.htm
Takie drobiazgi, a życie ci uprzykrzą. I co tu mówić, że wszystko jest dobrze?! Idę w plener, może odreaguję te uciążliwości.

23 października 2012

Wiersze ocalają to, co podeptane. W dobie komputerów i techniki objawiają się jako coś ludzkiego, serdecznego, co nie jest zatrute nienawiścią, złością, sporami. Wnoszą ład i harmonię. Odkażają dzisiejszą rzeczywistość.

ks. Jan Twardowski

Dzisiaj też chcę ocalić od zapomnienia krzynkę humoru. Kabaret Dudek bawił i wywoływał uśmiech. Czy kiedyś kabarety były inne, czy ja teraz mam inne poczucie humoru?! 
 

25 października 2012
Jeżeli kochasz czas zawsze odnajdziesz nie mając nawet ani jednej chwili.
ks. Jan Twardowski

Zakończyłam definitywnie urodziny. Wczoraj spotkałam się z przesympatyczną Panią, potomkinią Bogdańskich. To duże przeżycie, kiedy patrzysz na kogoś, kto nosi w sobie łańcuch genów ludzi zajmujących ostatnio Twój czas i myśli. Mam nadzieję, że teraz będzie nam łatwiej poszukiwać dalej potomków rodu. Mnie oczywiście najbardziej interesuje rola tej rodziny w powstaniu styczniowym, może trafimy na nowy trop, a jak nic nie wyjdzie z moich dociekań, na wiosnę, kiedy świat odkryje swoje piękno, pojadę do konińskiego archiwum… Tam ukryta jest tajemnica, tylko czy dam radę, gdyż oczy już nie te i te koszty...
Dzisiaj ciasto upieczone na wczorajsze spotkanie wykorzystałam w czasie przyjęcia spóźnionych gości, których sprawy służbowe przetrzymywały w odległych regionach kraju. Na stole pysznią się kwiaty , mam nadzieję że długo wytrzymają. Jak przytulnie jest w mieszkaniu ozdobionym kwiatami na krawędzi dnia, kiedy za oknem wieczór zaczyna malować niebo ciemnymi kolorami mroku. To moja ulubiona godzina.

 27 października 2012

Śmierć nie jest wrogiem życia. Ten kto umiera ustępuje miejsca drugim.

ks. Jan Twardowski

Dzisiaj pogoda spłatała wszystkim figla. Rozpnoszyła się zima. Ponieważ wyprawa do lasu była od dawna zaplanowana, odbyła się mimo niesprzyjającej aury. Przyznam, że grzybów w rękawiczkach jeszcze nie zbierałam! Grzyby jednak były i to wcale niemało. 
 
Będą jutro na obiad, jeszcze w tym roku nie zrobiłam ani razu, są także suszone – nie tak wiele, ale jednak - i najważniejsze... zamarynowałam trzy słoiczki. 

Tak się złożyło, że nie miałam okazji nic zaprawić, a przecież przydają się czasami. Mam świetny przepis na marynowane grzyby i podzielę się z odwiedzającymi moją stronę. Ja nie jadam marynowat, ale te są świetne. Może już w tym roku nie da się przepisu wykorzystać, ale radzę go zachować, gdyż warto. Jeden i drugi sposób jest dobry, ale ja wolę pierwszy.

Grzyby marynowane sposób I

Składniki:
Małe, nieuszkodzone, świeże grzyby leśne ok. 2-2,5 kg, 6 słoików typu twist o poj. 0,35 l
Marynata:
1 szklanka octu spirytusowego 10 %, 4 szklanki wody, 2 czubate łyżki cukru, pół łyżeczki soli Do każdego słoika wrzucić: 3 goździki, ćwierć łyżeczki białej gorczycy, liść laurowy, 3 ziarnka ziela angielskiego, 10 ziaren czarnego pieprzu
Wykonanie:
1. Najlepiej każdy gatunek grzybów marynować oddzielnie. Grzyby powinny być mniejsze niż otwór w słoiku. Grzyby do marynowania bierzemy zdrowe, całe, z krótko przyciętymi trzonkami. Jedynie w gąskach i rydzach pozostawia się trzonki.
2. Umyte i dokładnie oczyszczone grzyby wrzucić na osolony wrzątek i gotować na wolnym ogniu bez przykrycia (Uwaga: kipią!) przez 10-15 min.
3. Grzyby odcedzić, przelać świeżą gorącą wodą.
4. W każdy słoik wrzucić przyprawy i napełnić gorącymi jeszcze grzybami do 2/3 wysokości naczynia.
5. Zalać gotującą się marynatą do pełna.
6. Każdy słoik dobrze zamknąć i postawić do góry dnem.
7. Pozostawić do całkowitego ostygnięcia. Potem przewrócić i wynieść w ciemne i chłodne miejsce.

Grzyby marynowane - sposób II
Składniki:
1 kg grzybów leśnych lub pieczarek
3 dkg soli
Marynata: Alternatywnie:
1 litr octu 3% winnego z białego wina 2 łyżeczki soli 1 łyżeczka cukru
1 l wody
5 dkg soli
7 dkg cukru
1 szklanka octu spirytusowego 10%
1 marchewka
6 ziaren czarnego pieprzu
2 ziarna ziela angielskiego
1 gałązka koperku
1 liść laurowy
1 mała cebula
Sposób przyrządzenia:
Przygotować marynatę. Cebulę obrać, pokroić w plastry, podobnie marchew. Wodę doprowadzić do wrzenia, dodać składniki marynaty, gotować powoli przez 5 minut. Grzyby starannie przebrać, dokładnie oczyścić, umyć. W odpowiednio dużym garnku doprowadzić do wrzenia wodę, posolić (3 dkg soli na 1 kg grzybów) gotować powoli przez około 10 - 15 minut. Odcedzić, przepłukać na sicie wrzątkiem. Tak przygotowane grzyby przełożyć do wyparzonych słojów, zalać marynatą, szczelnie zamknąć. Pasteryzować 10 minut. Przechowywać w ciemnym, chłodnym miejscu.
Uwaga: proporcje na marynatę zależą od preferencji wykonawcy zwłaszcza jeżeli chodzi o ilość cukru i octu. Na dno każdego słoja wkładany jest ząbek czosnku.
Warto nawdychać się zapachu octu! Efekt jest wart starań.
28 października 2012

Może nawet sól jest lepsza od złota – bo złoto dzieli, a sól łączy.

ks. Jan Twardowski

Wczorajszy wieczór nie był zmarnowany. Obejrzałam film „Wszystko jest iluminacją” - to tragikomiczna, wirtuozerska pod względem literackim opowieść o poszukiwaniu: ludzi i miejsc już nieistniejących prawd, które nie dają spokoju wielu rodzinom opowieści, ulotnych, ale istotnych, które łączą przeszłość z przyszłością.
Dawno już nie widziałam tak świetnie zrobionego filmu. Komedia, która przekształca się w dramat pokazując doskonale zarysowane postacie i procesy zmian jakie w nich zachodzą. Życie formuje ludzi tylko trzeba dać mu szanse. Zone Europa pokazuje dobre filmy. Polecam ten kanał.
 
 29 października 2012

To moi najlepsi parafianie – mówi ksiądz proboszcz oprowadzając po cmentarzu. – Nie obmawiają mnie, nie piszą na mnie anonimów i najwięcej przynoszą dochodów.

ks. Jan Twardowski

Nie wiem co za licho czai się po kątach, ale co jakiś czas, a niekiedy, tak jak teraz, kompleksowo, daje o sobie znać. Z konieczności staję się osobą przyuczoną do różnych profesji, tym razem wcieliłam się w rolę hydrauliczki. Nie wiem nawet czy oficjalnie taki zawód wykonują kobiety, ja jednak jestem na prostej drodze do zdobycia szlifów hydraulika.
Najpierw w łazience popękał wąż od prysznica. Niby punktów prysznicowych mam w kabinie dziesięć, ale na co dzień używam jednego. Nie mogłam odkręcić całego urządzenia, poprosiłam więc siłacza, który lekko operując kluczem dał sobie radę. Później sprawę przejęłam w swoje ręce. Na wszelki wypadek zabrałam wszystko do torby i pojechałam szukać szczęścia, no i znalazłam. Okazało się że wszystko jest ujednolicone więc wybrałam wąż najbardziej stabilny, słuchawkę regulowaną, a że już tam byłam dokupiłam siteczko do kranu w kuchni jako że się zużyło. Woda u nas jest okropna, zażółcona żelazem i piaseczkiem unoszonym przez rącze strumienie płynące rurami.
Po przyjeździe wszystko zgrabnie zamontowałam i w poczuciu dobrze spełnionej pracy przeszłam do kuchni zamontować  siteczko. Za nic nie mogłam uporać się z uszczelką która uniemożliwiała przykręcenie sitka. Wepchnęłam więc ją najdalej jak się dało i ona, nieboga jedna, zniknęła w czeluści kranu który wzbija się wysoko i jest długi… Bez uszczelki przykręciłam z łatwością, tylko że woda kapie sobie od czasu do czasu uderzając o zlew. To chyba nie jest dobrze, jutro będę w czeluściach kranu szukać uszczelki, gdyż musiałam zająć się urządzeniem w ubikacji nie wiadomo dlaczego trwającym od tej chwili w nieustającym spływie wody. Niedawno w ramach gwarancji było naprawiane już chyba trzeci raz i wstyd mnie zwyczajnie zawracać głowę człowiekowi zarabiającemu przecież na chleb powszedni. Zabrałam się sama za naprawę. Byłam już na tę okoliczność lekko podszkolona przyglądając się hydraulikowi, ale co innego patrzeć , a co innego działać. Metodą prób i błędów, długo trwających obserwacji przepływu i spływu wody, zdołałam załapać proces napełniania zbiornika i ustawień. Rozkręcałam wszystko po oczyszczeniu z osadu- stąd wiem że jest dużo piasku, gdyż osiadł na dnie zbiornika – kila razy. Problem był w tym, że jak przestawała lecieć woda w muszli, to nie napełniało się jak należy, albo cały czas pluskało wywołując szum niemiły dla ucha. W końcu ustaliłam zależności, skręciłam i dzięki Bogu zadziałało i działa cały czas. Nie dowierzam jednak swoim talentom hydraulicznym i gdy wychodzę z domu zakręcam kranik. Strzeżonego Pan Bóg strzeże! Może z biegiem dni w pełni opanuję sztukę naprawy urządzeń hydraulicznych, gdyż teraz to raczej sprawa przypadku niż pełnego zrozumienia funkcjonowania urządzeń.
Uszczelki poszukam jutro, gdyż dzisiaj nie mam siły. W końcu tak mocno nie kapie, a ja w kuchni bywam okazyjnie.
30 października 2012

Trzeba być zakochanym, żeby uwierzyć w anioły.

ks. Twardowski

Zbliżam się do końca drogi i bliżej mi do myśli poety „Kiedy wydaje się, że wszystko się skończyło, wtedy dopiero wszystko się zaczyna” oczywiście w kategoriach mistycznych i nieodgadnionych. Anioły jednak wokół mnie fruwają i dają do zrozumienia że są i mnie nie opuszczą. Od początku pewne sprawy wydawały mi się dziwne i trochę naciągnięte, ale dzisiaj mam na to niezbite dowody. Anioł objawił się i uchylił, niby przypadkiem, rąbka tajemnicy. Dziękuję, ale po co to maskowanie się Aniele, po co???


To dla Ciebie to afiszowe dzieło anielski utracjuszu zatracony, rozrzutniku słów fruwających swobodnie wśród nagich konarów drzew spowitych w jesienną melancholię, wysłanniku zaświatów z szarymi skrzydłami próbujący strzepnąć pył z piór ciągle nastroszonych, który niby jesteś przy mnie i nigdy mnie nie opuszczasz, dajesz wsparcie – znikome, ale jakieś dajesz - niekiedy podpowiadasz rozwiązania lub otulasz myślą swej opieki i z drogi zawracasz, gdy kieruję kroki w niewłaściwą stronę, jednak trochę tchórzliwą jesteś niebieską istotą, skrywając swe oblicze. Co z tego, że dajesz znaki, kiwasz z cokołu ręką delikatną i bladą, kiedy ja zmęczona, spod twojej opieki chcę w końcu wyjść i bez potykania się o stumanione obłoki kroczyć drogą swojego przeznaczenia. Podajmy sobie ręce anielski Don Giovanni. Niech już wreszcie ład zapanuje i spokój wiekuisty na tej Ziemi wciąż do końca nieprzeniknionej.
Za wsparcie jednak dziekuję...




31 października 2012

Kto miłości nie znalazł już jej nie odnajdzie,
kto na nią wciąż czeka nikogo nie kocha,
spróbuj nie chcieć jej wcale, wtedy przyjdzie sama.

ks.Twardowski

Wykaz pieśni, jakie należy śpiewać podczas jazdy samochodem. gdy rozwija się następujące prędkości:

80km/h - Pobłogosław, Jezu, drogi...
90km/h - To szczęśliwy dzień...
100km/h - Cóż Ci, Jezu, damy...
110km/h - Ojcze, Ty kochasz mnie...
120km/h - Liczę na Ciebie, Ojcze...
130km/h - Panie, przebacz nam...
140km/h - Zbliżam się w pokorze...
150km/h - Być bliżej Ciebie chcę...
160km/h - Pan Jezus już się zbliża...
170km/h - U drzwi Twoich stoję, Panie...
180km/h - Jezus jest tu...
200km/h - Witam Cię, Ojcze...
220km/h - Anielski orszak niech Twą duszę przyjmie....

Uwaga! Św. Krzysztof jeździ z Tobą tylko do 120km/h. Przy większych prędkościach swoje miejsce oddaje Św. Piotrowi!

 
 
suma wejść na stronę - 276802,
odwiedzających - 94100,
dzisiaj -38
Reklama
 
Motto strony
 
„Pamiętaj, że każdy wiek przynosi
nowe możliwości.
Daj z siebie wszystko – inaczej oszukujesz samego siebie.”
Nie, ja nie milczę (Halina S.)
 
Nie, ja nie milczę, ja czekam
na krawędzi cichych marzeń
na czas, który ku mnie idzie
i za chwilę się wydarzy.

Nie, ja się nie boję życia,
z uporem kroczę do celu,
nigdy nie milczę ze strachu.
Żyję jak chcę, przyjacielu.

Szeroko otwieram oczy,
wpatruję się w ciszę nieba
śledzę utarte szlaki gwiazd,
ważę ciężar słów, tak trzeba.
 
Image and video hosting by TinyPic
Firma JUNESSE
 
Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE > Firma JUNESSE [kliknij]
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=