marzec 2012

 

 

1 marca 2012

Świętej Halszki dzionek – nuci już skowronek.(2.03.)

Z marcem kłopoty nie lada – to słonko świeci, to deszcz pada.

Wiosna nie wzbudza we mnie entuzjazmu, raczej budzi smutek. Skowronka jeszcze nie słyszałam, a jutro już Halszki. Imię to pochodzi od Elżbiety. Bardziej lubię jesień, jednak nie da się przeskoczyć pór roku. Musi nadejść to, co ma swoją porę, trzeba się przyzwyczaić, zaakceptować i przede wszystkim przestawić na inny rodzaj strojów aby nie przyjść do domu tak zziajanym , jak ja dzisiaj. Ciepło już się zrobiło i lepiej ubierać się  przewiewnie. Pobiegłam rankiem do przychodni, aby zarejestrować się do lekarza. Można to zrobić tylko z dnia na dzień. Jutro odsiedzę kilka godzin pod drzwiami gabinetu, czekając na swoją kolej. Muszę przygotować lekturę, aby mieć zajęcie

2 marca 2012
W marcu jak w garncu. U mnie się zagotowało. Domieszano do mojej emerytury 51 zł i to rozpęcznienie nie dawało mi spokoju. Przecież nie często się takie rzeczy zdarzają. Postanowiłam wydać niespodziewaną kasę tylko na siebie. Poprosiłam osobę, która ma dobre oczy i rozeznanie w językach obcych, a to dlatego że w naszych drogeriach większość objaśnień jest w języku producenta, polskie nazwy i instrukcja ściśnięta z boku ledwie daje się odczytać, a mój wzrok bez okularów kuleje, i wyruszyłam na podbój świata. Kupiłam kremy już powyżej kwoty 3,50, jakie do tej pory kupowałam, pianki, szampony, maseczki… Wydałam całą kwotę. Takie szaleństwo nie zdarzyło mi się już od lat!!!
Będę teraz najbardziej zadbaną staruszką w moim mieście. Składam podziękowanie rządowi.
W drodze powrotnej zaciągnięto mnie w odwiedziny, mimo, że się opierałam. Pod drzwiami przypomniało mi się, że powiedziałam; -Moja noga nie stanie w tym domu, dopóki kupione firanki nie zostaną podszyte i zawieszone! Trwało to już jakieś pół roku. Ofiarowywałam pomoc w zniesieniu firanek do punktu krawieckiego, odrzucano ją i tak to się toczyło. Ja przecież rozumiem, że ludzie wracając z pracy nie zawsze zdążą, ale na uparciuchów nie ma rady.
Stałam już pod drzwiami, ktoś zadzwonił, ktoś już otwierał, zamieszenie, powitania, przecież nie mogłam uciec sprzed drzwi. Wchodzimy do mieszkania i co ja widzę. Świeżutko uszyte firanki leżą na fotelu!!! Zamurowało mnie. Natychmiast zostały zawieszone, a mój honor uratowany.
Jestem często narażona na takie przypadki, nic z tego nie rozumiem, ale to chyba nie jest źle. Mój Anioł Opiekun czuwa....

4 marca 2012
Źle się w marcu urodzić, bo trudno takiemu dogodzić.

Po dzisiejszej katastrofie kolejowej pod Szczekocinami, miejscem bitwy w powstaniu kościuszkowskim, naszły mnie smutne refleksje. Współczuję ludziom, którzy stracili bliskich, ubolewam nad śmiercią tych, którzy zginęli i zastanawiam się, jaki to ludzi los jest kruchy. „Nawet mędrzec nie wie, co jutro go czeka” ktoś tam powiedział i słusznie. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć wydarzeń następnego dnia.
Moja rodzina to też wieczni podróżnicy, służbowo, rekreacyjnie, rodzinnie przemieszczają się przez cały rok, a ja się martwię. Jestem szczęśliwa, gdy już wrócą i są na miejscu. Podśmiewują się, że dla mnie najlepiej by było, aby na początku wyjazdu był koniec i wszyscy byli już w domu. Tak, to prawda, wtedy byłabym spokojna.

5 marca 2012
Gdy w marcu  kruk kruka kłuje, pewnie głodne lato czuje.
Jako aktywna emerytka, trochę chora jeszcze z jakimś chyba niedoleczonym do końca przeziębieniem, ale nie upadająca do końca na zdrowiu, zaczęłam chodzić na gimnastykę zorganizowaną przez emerycki klub – 4 złote za godzinę. Poniedziałek godzina 16.30 to dla mnie czas ćwiczeń fizycznych. Godzina spędzona na sali gimnastycznej dobrze wpływa na moje samopoczucie, a najważniejsze, że jest to czas, kiedy moje mięśnie zostają zmuszone do pracy, co nie jest w domu sprawą taką prostą. Nie wiem co się stało, ale nie chce mi się zupełnie ćwiczyć, jedyne co robię, to jeżdżę na rowerku i to nie dlatego, że mam ochotę, ale dlatego, że muszę rozliczyć się z lekarzem z godzin jakie spędziłam pedałując, a że nie będę kłamała w żywe oczy, więc kręcę pedałami w czasie oglądanie telewizji. Dobre i to. Wcale lekarzowi nie podpowiadam, że może by tak rozliczać się także z wykonanych ćwiczeń uelastyczniających kręgosłup. Mógłby być z tym kłopot. W następnym tygodniu rozpoczynam dwutygodniowe bujanie się na linach w sali rehabilitacyjnej. Te ćwiczenia lubię, gdyż ćwiczy się bez zbędnego zaangażowania. W środę dochodzą jeszcze kijki, oczywiście gdy dopisze pogoda. Trzeba się zmobilizować, nie ma rady.

6 marca 2012
Czasem w marcu zetnie wodę w garncu.
Dzisiejszy dzień spędziłam na gotowaniu barszczu ukraińskiego i modyfikowaniu strony Miłkowic. Jedno i drugie było bardzo absorbujące. Ilość zupy w fazie końcowej jest tak zaskakująco obfita, że mogłabym nakarmić drużynę głodomorów. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, jednak ilość składników, które przygotowuję, aby ugotować barszcz, jest zawsze zbyt duża. Ze stroną trochę gorzej mi idzie. Dopracuję ją jednak do ostatnich szczegółów i zajmować się będę stroną rozwoju poczynań około literackich. Może coś z tego wyjdzie.
Miałam się trzymać dzisiaj w karbach z jedzeniem, aby uniknąć objadania się i o mało by mi się udało, jednak zadbano o to, abym nie cierpiała i w późnych godzinach wieczornych zostałam obdarowana pysznym ciastem. Jak mogłam sobie odmówić takiej przyjemności?! Musiałam skosztować, a później poszło już jak po maśle. Wszystko zniknęło.
Mam jeszcze lekkie wahania w sprawie letnich butów, które już się pojawiają. Najpierw miały to być śliczne espadryle w kwiatuszki, ale zobaczyłam balerinki i chyba one przechylą języczek mojego niezdecydowania. Muszę coś do takiego latania sobie kupić już teraz, aby na wiosnę były już do użytku. A wiosna tuż, tuż.. nawet koty to czują.


7 marca 2012
Kiedy starzec chory w marcu, będzie zdrów, lecz gdy baba w maju słaba, pacierz zmów.
Rankiem zaliczyłam fryzjera, tak sobie, mogło być ciekawiej... Kupiłam buty za 19.99 skrzyżowanie espadryli i balerinek, a dokładniej - plecionka sztucznie modyfikowana i lepiej, nie będzie się obdzierać; na klinie ale niezbyt wysokim, fason balerinek, w środku skórka i dlatego wzięłam. Jedyny mankament to przyćmiony kolor czerwony i kokardka z przodu, a tego nie lubię więc może się jej pozbędę. Myślę, że zakup świetny. Dwa w jednym za psie grosze, nie wiem komu się to opłaci robić.
Obiadek zupa i pieczona leszcz. Taniocha, a mięso naprawdę smaczne.
Zaliczyłam też obchody Dnia Kobiet. Jako że post, tylko śpiewy, konkursy i pączki. O! każda kobieta, nazwijmy tak umownie emerytki, dostała czekoladę. Jeszcze nie wyjęłam z torby, gdyż nie miałam kiedy i lepiej nie będę tam sięgać. Niech leży do jutra. Przyda się. Wybieram się do południa do Biblioteki Głównej, gdyż dostałam zawiadomienie, że przysłano książkę o którą zabiegam od dłuższego czasu. Utrudnieniem jest to, że muszę siedzieć w czytelni. Do domu nie mogą mi wypożyczyć. Przyrzekłam sobie, że w sobotę i niedzielę poleżę w łóżku, gdyż moje zdrowie bardzo mi przeszkadza w normalnym działaniu. Boli mnie głowa i nie mogę normalnie myśleć, taki opóźniony zapłon. Nie przeskoczę wygrzania się, a naprawdę nie mam czasu tego zrobić.
8 marca 2012
Marzec odmienia wiatry, deszcz miesza z pogodą, więc nie dziw, jeśli starzy czują go ze szkodą.
Dzień to radosny, tradycją uświęcony, przecież to Dzień Kobiet. Podobno niektóre kobiety się buntują, ale ja jestem za obchodami. Przyzwyczajenia do hołdów nie ukrywam i było mi trochę smutno, że nikt nie będzie pamiętał. Nie spodziewałam się żadnych oznak świętowania, ale wypadło inaczej. Od ran siedziałam w czytelni, wyszperałam dowody działalności powstańczej, jednak jak nie było wiadomo kto był we dworze, tak i teraz niejest. Pan kierownik działu informacji z okazji święta zeskanował mi wszystko, wysłał pocztą i nie doszło… Jutro chyba muszę wziąć pendrive w rękę i jechać osobiście aby móc umieścić materiały na stronie, gdyż łańcuszek ludzi dobrej woli zostałby przerwany.
Później podwieziono mnie do Orsay abym mogła zakupić cudną bluzkę w czerwone kwiatuszki na czarnym tle i zakupiłam po bardzo obniżonej cenie- ukłon w stronę pań!!!. Gdy zrobi się cieplej zaprezentuję się w niej. Wygląda przepięknie, drapowania, marszczenia, jestem nią oczarowana.
To jeszcze nie wszystko. Dostałam czerwone róże – staruszka może dostawać nawet ostry karmin i tak będzie staruszką – pudło wiśni w czekoladzie, ciasta i ciasteczka. Nie wiem czy kontrolowanie wagi w tej sytuacji ma sens?!
Oczywiście napłynęły też internetowe życzenia, z czego szczególnie się cieszę. Takie zdalne znajomości bywają też miłe. Dzień miał być bez akcentów, a tutaj proszę, świętowanie na całego.
Dla wszystkich pań pozdrowienia. Życzenia niech im składają panowie.


10 marca 2012
Męczennicy (10 marca), jeśli psocą, będzie padać Wielką Nocą, a gdy kropla nie spadnie, przez sześć niedziel będzie ładnie.
Zjadam wiśnie w czekoladzie, gdyż jak już są, to coś z nimi trzeba zrobić. Po każdym bloku programowym typu sprzątanie, pranie, zakupy, powiększanie obrazków na stronie milkowice.pl.tl funduję sobie nagrodę, a że nagroda ma dość dużą domieszkę alkoholu, jestem chyba trochę na rauszu. W tej sytuacji nie mogę zbyt bardzo wnikać w analizę starczych myśli i czynów, gdyż za wiele bym napisała.
Zastanawiam się, czy takie prezenty przynosi osoba życzliwa czy też taka, która chce mnie pogrążyć. Miałam ochotę wyspowiadać się z ostatnich grzeszkach starości, jednak wobec zaistniałych okoliczności, przełożę to na jutro. Nie chcę bliźnim sprawiać zbyt wiele radości, a przecież już i tak rozrzucam słowa bez opamiętania. Lecą z wiatrem i wracają do mnie obuchem walącym mnie w przygięte plecy. No nie takie może przygięte… Wczoraj maszerowałam kilka kilometrów, najpierw do przychodni- szpitala i całe szczęście. Robiono mi tam chirurgiczne nacięcia i trzeba to obejrzeć, tak zalecił lekarz. Trafiłam na ostatni dzień ich pracy w tym miejscu. Wybudowali w Osielsku szpitalik i się wynoszą. Będę musiała za tydzień poszukać Osielska, szpitala i stawić się przed obliczem pana doktora. Mogłam to zrobić miesiąc wcześniej, ale mi schodziło jakoś, teraz zrobię wycieczkę krajoznawczo – leczniczą. Ze zdenerwowania poszłam przed siebie i oparłam się o ogród botaniczny. Pusto tam i szaro, wróciłam ale musiałam skorzystać z usług MZK, gdyż trochę przeceniłam swoje siły. Marsz jednak wyszedł mi na zdrowie, będę je kontynuowała, może w końcu oswoję miasto.
12 marca 2012
Marzec, co z deszczem chadza, mokry czerwiec sprowadza.
Słucham „Zwierzeń i tajemnic” Danuty Wałęsy. Podziwiam szczerość wypowiedzi, ale ostrość osądów trochę mnie przeraża. Nie zazdroszczę tak bogatego w wydarzenia życia! Książka napisana jest świetnie i słucham jej z przyjemnością. Słucham, choć nie jestem fanką takiej formy odbioru lektur, jednak dostałam płytę i dlatego słucham. Wydanie czterdziestu złotych na zakup książki mnie przerasta. Gdy odsłucham całość, pozwolę sobie na przedstawienie swoich  osądów. Autorka książki wzbudza moją sympatię, a to już dużo.

13 marca 2012
Gdy przyjdzie marzec, umrze niejeden starzec.
Chodzę na ćwiczenia w ramach rehabilitacji. Należy mi się, a mam potrzebę, to korzystam. Jest to doskonały rozrusznik stawów i mięśni, na podwieszeniu, bez wielkiego wysiłku, a skutecznie. Ćwiczę godzinę; kręgosłup, biodra, ręce, gdyż pani doktor napisała - całe ciało. Ponieważ nie wiadomo dokładnie o co chodzi, to zajmują się mną całościowo. Wychodzę dosyć umęczona, nie wielkim wysiłkiem fizycznym, tylko czasem trwania.
Już drugi dzień widuję pana będącego na krawędzi sprawności fizycznej. Chyba po operacjach, z rurkami, plastrami, bledziutki, wychudzony i taki już trochę nieobecny. Chyba nie mówi, gdyż słyszę tylko głosy rehabilitantów. Starają się zmusić jego nogi do ruchu, na co on nie ma siły, ani ochoty. Patrzę na męczarnie tego człowieka i sama już nie wiem co lepsze, leżenie czy nauka poruszania się. Łzy cisną się do oczu.
Kiedy moja córka wpadła dzisiaj, jak zwykle, tak jak z pokrywką po ogień, pomiędzy powrotem z pracy z koniecznością zrobienia zakupów, aby się zapytać czy czegoś nie potrzebuję, przytrzymałam ją i zarządziłam co następuje:
- Zapamiętaj, gdybym musiała na tym świecie dożyć stanu pomiędzy bytem a niebytem, daj mi święty spokój i nie włócz mnie po szpitalach, nie gódź się na operacje, rehabilitacje. Niech dadzą mi środki przeciwbólowe święty spokój, i niech nie przedłużają  mojego życia. Nie wart jest czas kilku miesięcy czy tygodni przedłużonego pobytu, bólu, jaki widzę na twarzach ludzi sztucznie utrzymywanych przy życiu. Zapamiętaj!!!
Zapytała z głupia frant, czy to sprawa pilna i ma ją sobie zapisać w telefonie, na co odpowiedziałam, że nie, wystarczy, że zapamięta.
Zastanawia mnie jeszcze to, że jak ja tak o siebie dbam, to siłą rzeczy przedłużam pobyt tutaj. W tej sytuacji to nie wiadomo, czy działam na swoją korzyść , czy na szkodę…
19 marca 2012
-Jak na świętego Józefa chmurki, to sadź gdzie górki, a jak pogoda, to sadź gdzie woda.
-Na świętego Józefa pięknie, zima szybko pęknie.
Ostatnio trochę podróżowałam. Miło było, dobrze było i smutno też było. Spotkałam między innymi osobę, którą bardzo lubię. Pochowała męża. Opowiadała o jego śmierci. Chorował już od kilku lat. Opiekowała się nim mając do pomocy pielęgniarkę. Zawarła z mężem porozumienie, że ostatnich chwil na siłę nie będą przedłużać. Kiedy trzeba było podłączyć go do aparatury podtrzymującej życie, odmówił i ona to zaakceptowała. Nie wszyscy chcą żyć na siłę. Przychodzi moment, że lepiej jest już odejść, niż się dalej męczyć. To dowód, że w swoich przemyśleniach nie jestem odosobniona.
Tak naprawdę to wcale mi nie jest do śmierci. Ukazał się w Echu Turku obszerny artykuł o mnie, który umieściłam na mojej stronie, właśnie przesyłają mi zeskanowaną kronikę Miłkowic. Mam wobec tego chwilkę wolnego i piszę notkę do Dniewnika. Serce mi trochę pika z przejęcia. Ciekawa jestem co zobaczę… Odezwało się kilka osób utrzymując mnie w przekonaniu, że to co robię ma jakiś sens, a to dla mnie jest najważniejsze.


22 marca 2012
Od dwudziestego marca zagrzewa słońce nawet starca.



Ten czas radosny, pierwszy dzień wiosny, już mam za sobą. Minął jak inne, przeszedł, przepłynął i teraz tylko, wiosno kochana, daj dowód na to, że już od rana świat się obudzi w krasie, zieleni, kwiatki zakwitną, pąki rozewrą, słońce przygrzeje i już na pewno, poeci czas ten ubiorą w słowa, w wiersze zamienią, a ja od nowa będę się starać, aby się cieszyć, podziwiać, wąchać, lekko na palcach po trawie stąpać, głaskać kocanki, do drzew się tulić, liczyć baranki na jasnym niebie lecz… już nie muszę biec dziś do ciebie, chłopcze nieznany, gdyż moje serce nareszcie wolne, bije równiutko, jest tak spokojne, że nawet wiosna nic tu nie zdziała, jestem jak skała, stara, zmurszała, ale trwam nadal, to dla mnie tylko zawsze nad ranem ptaki śpiewają na powitanie, kiedy słoneczko zza horyzontu wolno wynurza swoje oblicze, a ja już nie śpię, więc się trelami ptaków zachwycę, lecz abym nie wiem, co tam mówia, to kiedyś przecież przychodzi chwila, że w środku coś mnie lekko rozrzewnia, wzrusza, roztkliwia i wtedy siebie nie jestem pewna…
23 marca 2012

Na Świętego Szymona nie wdziewaj już kaftana- mądrośc ludowa na zdrowie mi nie wyszła.

Podstępna smarkula
Wczoraj przyszła niespodziewanie, skromna i jakoś tak na szaro ubrana. Myślę sobie, podfruwajka, szuka jakiegoś młodego adoratora, ale ona do mnie podeszła, zdziwiłam się, ale jak już była, to starałam się być miła. Pogadałyśmy sobie, o wspomnienia pytała, miło było, ale sprytna była ta mała. Nie była sama jak się okazało, miała kumpli. Przyłączyli się do nas, szliśmy przez park, póki co zadowoleni, wyluzowani. Ciągle czułam obok siebie cieplutki powiew jednego z nich, głaskał mnie po głowie, zdjęłam więc czapkę. Jestem podatna na miłe gesty. Moje włosy roztańczyły się radośnie nie dając się ujarzmić, ściągnęłam także szal, gdyż jego końce biegły ciągle przede mną i motały się niezdyscyplinowanie wokół rąk i szyi. Ach, jak było wspaniale! Czułam na policzkach ciepłe tchnienie drugiego komilitona stojącego po jej stronie, był natarczywy, powiedziałabym nachalny. Rozpięłam więc kurtkę, gdyż czułam, że rozpalałam się wewnętrznie, a ta mała spryciula szeptała ciągle, no jeszcze, jeszcze… Przecież nie rozbiorę się do krótkiego rękawa, odrzekłam. Miałam dosyć takiego towarzystwa. Wyszłam z parku, skręciłam w boczną uliczkę, a tu jak nie dmuchnie lodowatym tchnieniem, jak nie zakręci mnie wirem niespodziewanym, zamarłam z przerażenia, ale było już za późno. Zemściła się podstępna siusiumajtka, ledwo co odrosła od ziemi.
Noc była okropna. Bolała mnie wszystko – zatoki, uszy, gardło, krtań o mało się nie udusiłam. Rano pobiegłam do lekarza i to przypadkowe spotkanie z tą nieopierzoną wiosną kosztowało mnie sto złotych. Teraz siąpię w chusteczki zakatarzonym nosem i jestem zła, że dałam się tak podejść ledwie opierzonej wiośnie.
26 marca 2012
Marzec odmienia wiatry, deszcz miesza z pogodą, więc nie dziw, jeśli starzy czują go ze szkodą.
To było piękne! Włączyłam film „Mój tydzień z Marilyn”, wtuliłam się w fotel, otuliłam kocykiem, przygotowałam miseczkę z fistaszkami i tak długo jak było co łuskać, oglądałam. Przyszedł jednak moment bezruchu i na tym oglądanie się skończyło. Obudziłam się dopiero przy końcowych napisach. Ani prawdziwa, ani kreowana Marilyn, nie zyskuje mojego uznania. Niech sobie faceci pieją z zachwytu, ja jestem w stanie taki film przespać. Wieczorem będę jak nowa, a przecież dzisiaj poniedziałek, dzień teatru. Na pewno nie prześpię wieczoru.

27 marca 2012

Radował się starzec, kiedy minął marzec: nie baj baju, umrzesz w maju.

Znowu problem kur. Dosyć zmartwień już miałam z Lubostroniem i kurami. Teraz strasznie drożeją jaja. Podobno powodem jest wymiana klatek na większe, ale kury chodzące po podwórkach też znoszą droższe jaja, mimo, że nie są w klatkach. To chyba nie jest w porządku. Przeczytałam w Internecie, że lepiej opłaci się kupić kurę i mieć swoje jajka. Pomysł nie jest głupi, wyżywiła by się resztkami z pańskiego stołu, a jajka by były swoje. Najwyżej podrzuć by jej trochę ziarna. Balkon mam duży, to nie ma problemu, byłaby na powietrzu i nikt by jej nie katował. Mam tylko problem z tym, że mogłaby gdakać, a hałas nie jest mile widziany przez sąsiadów. Może by jej zakleić dziobek na czas niesienia jaja?! Mogłaby się wyrywać przy tej operacji i machać skrzydłami… Kury też świrgolą, gdy chodzą po podwórku, ale cichutko, a taka jedynaczka nie wiadomo czy by nie popadła w depresję. I jak jeść jajka od swojej kury?! Nie wiem czy przeskoczyłabym taką barierę. A starość kury? Przecież nie niesie jaj do końca życia, jakiś okres emerytalny też chyba ma, no o ile jej nie utną łebka. Ja jednak taka nie jestem, jak już mam zwierzątko, to jestem mu wierna do końca.
Idę na bazar i rozejrzę się w cenie kur, o ile takie są w sprzedaży i w cenie jaj. Muszę skalkulować co mi się bardziej opłaci.


 
29 marca 2012
W marcu jak w garncu.
Konkurs "Co trzy głowy to nie jedna!" w ramach kampanii "Tydzień z Internetem 2012" odbył się w mojej bibliotece. Zostałam zaproszona, czułam się więc w obowiązku wziąć udział. Poprosiłam pokolenie o towarzyszenie mi, co z niejakim ociąganiem, ale pokolenie zrobiło i było nawet zadowolone. Ja także, gdyż proponowane drzewo mi się podoba i kiedy uzupełnię daty, zrobię jeszcze raz mini wersję ujmując pięć pokoleń, ale bazując tylko na najbliższej rodzinie, to znaczy nie uwzględniając licznego potomstwa mojego taty ani nawet rodziny brata, oczywiście naniosę go, ale nie rozwinę, tylko my w swoim gronie i wywieszę na ścianie. Mam taką wewnętrzną potrzebę.

Wielka Księga Imion www.ksiegaimion.com

http://www.moikrewni.pl/mapa/kompletny/kowalski.html

Warto obejrzeć. 

sobota, 31 marca 2012
Marzec przychodzi wilkiem, odchodzi barankiem.
Kończy się miesiąc w trochę niefortunny dzień. Sobota to przykry czas, gdyż trzeba się brać do pracy. Ja od rana już ustaliłam front robót, uszykowałam miskę, kilka rodzajów ścierek do mycia okien- mam takie do mycia, zbierania wody, polerowania – oczywiście urządzenie do ściągania wody z umytego okna i wszystko karnie czeka. Teraz ruch należy do mnie, zacząć pracę albo jeszcze się powstrzymać.
Zniesmaczyłam się działaniami rządu odnośnie emerytur i doszłam do wniosku, że co nagle, to po diable. Nie trzeba było poczekać, oswoić ludzi z tematem, wyjaśnić, dowieść konieczności wprowadzenia reform, a nie iść w zaparte. I co teraz. Pyrrusowe zwycięstwo we wczorajszym głosowaniu. Zwycięstwo, które może być początkiem klęski.
Jako przykład może posłużyć także praca naukowca, który odkryciem prędkości przemieszczania się cząsteczek neutrina chciał zrewolucjonizować naukę i co? Niewiele, wszystko okazało się zwykłym błędem i teraz biedactwo musi przejść w stan spoczynku. Ja nie popełnię takiego błędu. Namyślę się i po wewnętrznym przedyskutowaniu wagi problemu, przejdę do mycia, albo odłożę wszystko na kwiecień.

 
suma wejść na stronę - 258524,
odwiedzających - 86771,
dzisiaj -9
Reklama
 
Motto strony
 
„Pamiętaj, że każdy wiek przynosi
nowe możliwości.
Daj z siebie wszystko – inaczej oszukujesz samego siebie.”
Wierszyk o szczęściu - donna lukrecja
 
Jestem szczęśliwa, kochana i zdrowie mam też.
Brzozowa gałązka puka do okien z rana,
pieśń tylko dla mnie śpiewa za kominem świerszcz.

Jestem szczęśliwa, gdy upał i gdy leje deszcz,
gdy wiatr hołubce wycina z liśćmi klonu.
Pogoda przecież zmienną bywa, ja zresztą też.

Jestem szczęśliwa, gdy otwieram rano oczy,
A ktoś tarmosi za włosy mnie- „Zobacz babciu,
Ząbek wczoraj mi wypadł, jestem już duży, wiesz?”

Jestem szczęśliwa, tylko tak jakoś... inaczej.
Czyżby słońce przybladło lub przestał pachnieć bez?
Kiedy się jest naprawdę szczęśliwym - któż to wie.
Reaktywacja strony
 
Firma JUNESSE
 
Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE > Firma JUNESSE [kliknij]
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=