luty 2012

luty 2012

1 lutego 2012
Postanowiłam w styczniu, że wpisy w lutym będą miały zabarwienie bardziej poetyckie.  Takiego scenariusza jednak nie przewidziałam. To bardzo smutna wiadomość.

Nie żyje Wisława Szymborska.

Miała 89 lat. Poetka zmarła dzisiaj w swoim domu w wieku 89 lat.
Życie bez Szymborskiej? Niewyobrażalne! – powiedział w jednym z wywiadów jej sekretarz Michał Rusinek. A jednak będzie musiało być możliwe…
Odeszła nasza noblistka, autorka pięknych i mądrych wierszy.


Nic dwa razy się nie zdarza
i nie zdarzy. Z tej przyczyny
zrodziliśmy się bez wprawy
i pomrzemy bez rutyny.

Choćbyśmy uczniami byli
najtępszymi w szkole świata,
nie będziemy repetować
żadnej zimy ani lata.




         

3 lutego 2012

Wydawać by się mogło, że tylko polskie kobiety zmagają się z plagą mężowskich skarpetek, które nie wiadomo dlaczego leżą w najbardziej nieoczekiwanych miejscach mieszkania. Ale gdzie tam, dzisiaj pani Obama uskarżała się w Teleexpressie, że też niestety zbiera mężowskie skarpetki! To jakaś plaga, która rozprzestrzeniła się już chyba po całym świecie. Dlaczego oni to robią?! Nie pomagają groźby ni prośby, jeden, dwa dni spokoju ,gdy już w domu drżą szyby od upomnień żony i wszystko zaczyna się od nowa. Może to już jest zapisane w ich genomie? Albo rozprzestrzenia się drogą powietrzną.
Czy zdarzyło się którejś kobiecie, aby rzuciła gdzie popadnie, swoje rajstopy? No, w łazience mogą się gdzieś zaniewieruszyć, ale obok tapczanu czy na krześle. Jeszcze nie widziałam. No, nie mówię tutaj o szybkim rozbieraniu się, lub rozbieraniu przez kogoś, tylko o normalnym dniu.
Mężczyźni, ci którzy czytacie mój Dniewnik, weźcie sobie do serca mój dzisiejszy wpis. Kobiety wcale nie są zachwycone waszym skarpetko- rozrzutem! Muszą to znosić, to męczą się i znoszą, ale jak chcecie zyskać w ich oczach lepszą opinię o sobie, to nie rozrzucajcie skarpetek po domu.
Mojej ptaszynie - mówię o tym ptaszku przerywniku,  Jak Wam się podoba?- marzną nóżki, nie ma skarpetek ani bucików nie ma, a na pewno by nie rozrzucał po śniegu, gdyby miał. Biedactwo. Nie zapominajcie o ptaszkach!


4 lutego 2012
Z wielką poezją związały mnie dzisiaj skrzydełka kurczaka. Gdy zobaczyłam je w sklepie, jedynym moim pragnieniem było nabyć ich choć pół kilograma. Tak też uczyniłam, było nawet trochę więcej. O ile wielka poetka mogła spożywać takie rarytasy, dlaczego ja mam się powstrzymywać?! Oczywiście kiełkowała we mnie też inna nadzieja, zapragnęłam rozwinąć skrzydła, no może skrzydełka, jednak mam teraz niczym nie hamowaną chęć pisania. Jedyne, co mnie trochę przygnębia, to słowa, że powinno się mówić wtedy, gdy ma się coś do powiedzenia. Idąc takim torem myślenia, to ja do końca życia nie powinnam wymówić nawet jednego słowa… Więc przymknę na to oko i będę mówiła wszystko, na co mam ochotę.
Właściwie to już wszystko zrobiłam. Ciasto upieczone – jabłecznik na półkruchym spodzie, jest nawet smaczny. Wybrałam takie ciasto, gdyż mam zapasy musu jabłkowego. Wszystko się kiedyś przyda. Coś słodkiego jest mi potrzebne, szczególnie wieczorem. Skrzydełka z papryczkami upieczone i częściowo skonsumowane. Mieszkanie odkurzone, pranie wyprane, zakupy zrobione. Miałam nawet czas pogadać rano z przyjaciółmi internetowymi, gdyż ostatnio nie zawsze mam na to czas. Strona Miłkowic zabiera gro mojego czasu. Wczorajszą nocką ciemną udało mi się wyszukać spis bitew powstania 1863 roku i potyczkę w Miłkowicach też odkryłam. Mam więc osobistą satysfakcję. Dzisiaj zalogowałam się na stronę genealogów i mam nadzieję, że tam coś uda mi się wyłuskać dla siebie. Nawet ten dzisiejszy dzień mi się podoba. Wieczorem muszę dodać sobie trochę blasku zewnętrznego, gdyż jutro szykuje się balanga. Staruszki nikt tam specjalnie nie ogląda, ale chodzi o moje lepsze samopoczucie. Chyba jednak najpierw drzemka a później wzloty. Dzisiaj śnił mi się facet z zepellina, który do mnie machał ręką. Wszystko więc jest możliwe…

6 lutego 2012
Niekiedy zastanawiam się czy jest możliwość zrobienie w Internecie jakiegoś kroku, którego ktoś by nie sprawdził?! Rutkowski bez kłopotu namierzył matkę Madzi, kiedy chciała sprawdzić jak oszukać wariograf, hakerzy śledzą każdy ruch, który wydaje im się wart śledzenia, tylko ja już zupełnie zrezygnowałam z odczytów IP, jako że nudna to praca i trzeba być mądrzejszym od tego, który je ujawnia.
Gdyby ktoś śledził moje ruchy na komputerze, to przyznaję bez bicia, chodzę utartymi drogami. Przyzwyczaiłam się już i otwieram takie strony, które od lat mi służą, trochę z sentymentu, trochę z nakazu chwili. Proszę nie wyciągać z tego pochopnych wniosków! Teraz odkryłam trochę nowych dróg w związku ze stroną. Nie zawsze to mi służy, nie tyle mnie co mojemu komputerowi, ale trudno się mówi. Wyższa konieczność.
Taki to ten świat - bez haseł, telefonów, oznaczeń, a niedługo chipów nie ruszysz się ani na krok.
W końcu zawsze człowieka ktoś śledził, a to nadopiekuńcza mama, a to zazdrosny mąż, czujny ksiądz, pracodawca czy wnikliwe oko sąsiadek i jakoś przeżyliśmy życie. Teraz też może jakoś się uda.
 
wtorek, 7 lutego 2012
Coś mi się wydaje, ze przeginam. Czas chyba się opanować. Działam jak w transie. Ciągle myślę o swojej stronie, całe godziny wlepiam oczy w ekran, przeglądając roczniki Gazety Warszawskiej. Nieoczekiwanie ktoś pstryknął mi zdjęcie, gdy siedzę przy komputerze wlepiając oczy w monitor… Popatrzyłam na siebie jak wyglądam i otrzeźwiałam nieco. Oczy podkrążone i prawie niewidoczne od przydługiego wysiłku przyglądania się rzędom literek, ubrana w swetry i seterki, gdyż jest mi zimno, gdy tak siedzę w bezruchu. Dosyć! Trzeba nałożyć kagańczyk czasowy. Dwie, trzy godziny góra, a nie do skutku, aż strona nie będzie wyglądała tak jak sobie wymyśliłam. Już teraz, kiedy się trochę opamiętałam, zostawiłam w rozsypce zakładki o rodzinach zamieszkujących we dworze. Przyjdzie na wszystko czas, powoli, inaczej zamiast przyjemności, będzie harówa. Tak nie może być.
Obejrzałam dzisiaj „Rzeź” Polańskiego. Niezły, naprawdę. Świetni aktorzy i niebanalny temat. Z każdego wychodzi prawda o nim samym, gdy poluzują się normy, w które na co dzień jesteśmy wbici. Jak łatwo osądzać kogoś, wydawać opinie, oskarżać, ale przecież nigdy nie wiemy, jak rzeczy się mają naprawdę. Niekiedy sami siebie zaskakujemy, a co dopiero mówić o innych, skorych do osądzania już po 10 minutach. Ja też mam tutaj do kogoś żal. Tak nie powinno być.
8 lutego 2012
Staram się dzisiaj zrobić sobie dzień ten przyjemnym. Pogoda była piękna, wyszłam więc na spacer. Śniegu co prawda nie ma zbyt wiele, ale i mróz nieco zelżał, więc przechadzka była nad wyraz przyjemna. Słoneczko robiło co mogło, aby dzień był także świetlisty. Zawadziłam o kiosk ruchu, a że znalazłam w kieszenie jakieś drobniaki, kupiłam walentynkową zdrapkę i odkryłam dwa serduszka. Wygrałam całe pięć złotych, które postanowiłam wydawać co dzień na los, może szczęście się do mnie uśmiechnie, a nawet jak nie, to i tak budżetu nie nadszarpnę.
Poczta przyniosła też miłe doniesienia od moich współtwórców, co zamieściłam od ręki na stronie. O siebie też zadbałam. Wyjmuję wszystkie świąteczne sweterki i przystrajam się w każdy dzień w inny. Nie ma sensu ich trzymać w tak nieskazitelnym stanie. Lepiej nich służą mnie, niż później nie wiadomo komu. Właśnie dzisiaj, jako że to dzień dobroci dla mnie, wystroiłam się w odcień ciemnej śliwki. Sweter miał kołnierz, który mnie jakieś dwa lata temu skusił. To taki wielki golf pęknięty niesymetrycznie na lewym ramieniu. Do tej pory wydawał mi się niezastąpiony, ale teraz zaczął mi przeszkadzać w domowym snuciu się i dlatego za pomocą nożyczek został odcięty, podszyty i stał się małym półgolfem. Wszystko ma swój początek i swój koniec, nie mówiąc o tym, że już nie powróci do stanu pierwotnego. I dobrze mu tak, zbytnio się panoszył obok mojej szyi.
Popołudnie przegadałam, ale może wieczorem nadrobię zaległości. Teraz ze mną ludzie umawiają się jak z ważną osobą , na określoną godzinę, a i tak mam kłopoty. Czas jakoś dziwnie się kurczy, a może ja staję się już coraz mniej wydolna?! Nie wiem. Obiad jednak zrobiłam, i to nawet niezły, w każdym razie prezentował się dobrze. Ryba smażona!!! Tak, tak jest lepsza i tak nie wysycha. Surówka z mieszaniny sałat łącznie z roszponką, i brązowy ryż. Pracy mało, a efekt niezły.

Ponieważ wiosna tuż, tuż, w załączeniu piękne wiosenne kwiatki dołączyłam. Sam jestem nimi zachwycona. Lubię wiosnę, ale zima niech jeszcze nie odchodzi. Też jest potrzebna.

10 lutego 2012
Co za dzień! Usiadłam rankiem do komputera aby napisać wiersz. Miało być o przyszłości. Zajrzałam do poczty, a tu niespodzianka. Przesłano mi zdjęcia, na którym jest mieszkaniec Miłkowic, syn człowieka, który pochowany jest w Miednoje. Bardzo się ucieszyłam z przesyłki, ale wróciły wspomnienia z czasów miłkowskich i prawie się rozpłakałam. Pan Władek już nie żyje, ale pozostał w moich wspomnieniach.
http://milkowice.pl.tl/Miednoje.htm
Źle potraktowałam także pana Władka, który wpadł do taty aby załatwić jakąś sprawę, a że taty nie zastał, starał się chwilę pogawędzić z mamą. Opowiadał jakieś dowcipy, ploteczki… Podeszłam do mamy chcąc ją odciągnąć od rozmowy i zwrócić na siebie uwagę, ale to nie pomagało, więc wyszłam na środek i grzecznie się ukłoniłam przed gościem mówiąc raz i drugi: -Do widzenia! Przyjęto to jako dowcip, ale pan Władek rad nie rad, pożegnał się wyszedł. Cel osiągnęłam. A co! To była moja mama!
To fragment mojej wspomnieniowej książki, a pan Władek jest tutaj głównym bohaterem, nie mówiąc już o mnie. Tyle lat go nie widziałam. To właśnie jego mama przeprowadziła się z Łodzi, gdzie mieszkali, do teściów po śmierci męża, gdyż żal jej było zostawić staruszków w osamotnieniu i została już na zawsze. Później pożar strawił cały dobytek, sprzedano co pozostało, dzieci rozpierzchły się po świecie, a ja pamiętam tylko miejsce, gdzie mieszkali. Takie są te ludzkie losy, poplątane i pełne smutnych zdarzeń. Pan Władka i jego siostrę wspominam jednak bardzo serdecznie, mimo, że nie spisałam się chyb zbytnio w czasie tego spotkania.


13 lutego 2012
Chyba wkraczam w okres, gdy radość sprawia staruszkom oglądanie kreskówek i czytanie książek dla dzieci! Zawsze lubiłam oglądać filmiki z moim wnukiem, nie chodziło tylko o to, że można było się pośmiać, ale także dlatego, że dotrzymywaliśmy sobie towarzystwa. Kupiłam dla niego książkę, w księgarni określono ją jako przydatną dla gimnazjalisty, więc aby móc z nim pogadać na poruszane tam tematy, musiałam najpierw przeczytać. Wczoraj późną nocą zaczytywałam się i zaśmiewałam z przygód jakiegoś tam szkolnego cwaniaczka. Zupełnie przyjemna lektura. Ciekawa jestem czy jego też będzie bawiła? Zaraz pójdę wysłać. Mam nadzieję że dojdzie na czas.
Muszę kupić drożdże, gdyż obejrzałam Anielską Kuchnię i siostra Aniela narobiła mi apetytu na bułeczki drożdżowe z cynamonem. Warto się skusić. Może się wszystko wokół walić i palić, ale ja głodna nie mam zamiaru chodzić. To największa moja przyjemność ostatnimi czasy. Napływają tylko smutne wiadomości o śmierci ludzi, którzy odchodzą, więc ja póki żyję będę sobie sprawiała małe radości.

 
15 lutego 2012
Straciłam odporność związaną ze zdrowiem, gdyż przeziębiam się od byle czego. Wczoraj wyjęłam wieczorem z lodówki sałatkę, jednak za późno. Trzeba było wyjąć ją dwie godziny przed kolacją. Popijałam gorącą herbatką ziołową, nie pomogło. Zaczęło mnie przed północą boleć gardło, głowa i czułam że infekcja tuż, tuż. Zażyłam aspirynę, gorące mleko z czosnkiem i jakoś dzisiaj wróciłam do równowagi. Strzec jednak muszę swojego zdrowia jak największego skarbu, co mnie trochę denerwuje. Ubieram się cieplutko, sweterki i kamizelki z wełenki, śpię w moim łóżku jak w gawrze - wyścielone wełnianą kołdrą - puchami i poduchami i wtedy dopiero czuję, że jest tak, jak powinno. O dogrzewaniu mieszkania już nie wspomnę. Falami napływa ciepełko, a ja wtulona w piernaty delektuję się lekturą. Lubię czytać w łóżku.
Rankiem też nie jestem zbyt zborna. Wstałam około ósmej, gdyż najpierw w łóżku słuchałam radia zmagając się razem z prowadzącym z trudną sytuacją na świecie, następnie oglądałam przez okno świat w bieli i nie mogłam oczu oderwać. Wrony żeglowały po śniegu! Wyglądało to fantastycznie. Znalazły jakiś kawałek bułki, gdyż obok pani karmi bezpańskie koty i zawsze coś tam zostanie, i starały się dojść do niej. Ponieważ leżała pod rozłożystym drzewkiem i nie można było bezpośrednio dofrunąć, musiały przebyć ten kawałek drogi pieszo. Śniegu u nas już solidnie napadało, więc brnęły do celu zapadając się po brzuszek. Wyglądało to tak jakby płynęły po bezbrzeżnej bieli wód. Były nieustępliwe, jak to wrony, dopięły więc swego.
Czas jednak upływa, a ja a to głowę umyję, śniadanko zjem, zajrzę do komputera, pochodzę po domu, gdyż lubię go, więc i posprzątać trochę trzeba niech nie straszy bałaganem, coś przełożę, coś wymierzę, a czas nie czeka. Zrobiłam sobie dzisiaj wodę z miodem i z cytryną i będę w najbliższym czasie znowu praktykowała taki system rannego rozruchu. Zakupiłam wczoraj od bardzo sympatycznego pana z Krajny – jaka ładna nazwa, prawda?- litr miodu prawdziwego, takiego który kamienieje i naprawdę ma inny smak, niż ten zakupiony w sklepie, gdyż słodycz takiego sklepowego miodu jest nie do zniesienia. Tak naprawdę to nadaje się tylko do pieczenia piernika. Zaczyn więc dzień, oby był dobry i obym ja wypełniła to, co dzisiaj wypisałam na karteczce. Zabieram się więc do pracy, a po południu wezmę kijki i pójdę nieprzetartym szlakiem w kopnym śniegu. Wszystkiego trzeba doświadczyć.
 
16 lutego 2012
To nie jest dobry dzień! Widocznie zbyt dużo słodkości mi nie służy. Chyba wszelkie nowości są już nie dla mnie. Biedzę się nad stroną o Miłkowskich http://milkowice.pl.tl/Mi%26%23322%3Bkowscy.htm Ja już nie mam siły. Obrazki powiększają się przez kliknięcie, ale co się z tym wszystkim dzieje przy wklejaniu, to niech ręka boska broni. Jutro jeszcze podszlifuję jak się da, a jak nie to niech zostanie. Więcej takiej techniki nie zastosuję, gdyż zdrowie można postradać.
Poszłam do sklepu, przemeblowanie na całej linii. Szukałam drożdży tam gdzie zawsze leżały, ale nawet nie było po nich śladu. Pytam obsługę gdzie je mogę znaleźć i okazało się, że teraz będą na mięsnym w zakładce sery, nie mówię już o innych artykułach. Nie uśmiecha mi się co tydzień namierzać towar, który mam zamiar kupić. Jak będą mi robić takie niespodzianki to się pożegnam ze sklepem.
Miałam zapłacić rachunek, otwieram konto a tam rewolucja. Zmiana goni zmianę. Nie mam pojęcia jak ten przelew zrobić. Czytam instrukcję poruszania się w tej gmatwaninie, ale nic nie zyskałam, gdyż podano że powinnam trafić na wszystko intuicyjnie. Widocznie nie mam intuicji albo jestem już tak tym wszystkim wykończona, że przestałam normalnie funkcjonować. Nawet pączki i czekoladki nie pomogły.


18 lutego 2012

Dzisiaj miało być spokojnie, ale nie jest. Dostałam cuuuuudne zdjęcia!!!  Coś z tym kodem jest nie tak, gdyż wymaga ciągle ustawiania na nowo,  obraz traci proporcje.  Dzień pracowito-sobotni i nie mam czasu na pracę metodą prób i błędów. Jutro robię kulebiak i musiałam wszystko kupić i przygotować. Będzie robiony z rybą i ryżem + kapusta kiszona. Trochę mam zamiar go odmienić.
Aby przyśpieszyć sprawę, napisałam do pewnego pana:
- „Ojcem strony jesteś, więc poczuwaj się do obowiązków i coś z tym kodem zrób”.
Wysłałam zdjęcie i poszłam robić zakupy. Wracam, dzwonię i zaczynam rozmowę od przypomnienia jego powinności  wobec strony.
- Wrobiłaś mnie i teraz jeszcze stawiasz wymagania. –  on nie poddaje się, ale kod przygotował…
- Ja wrobiłam cię! To ty sam chciałaś. - ripostuję ostro.
- Tak...- powiedział tylko.
Obejrzałam wynik pracy i jest nieźle, ale u mnie na komputerze nie wchodzi.  To chyba ustawienia komputera. Zaraz się do tego zabiorę.
Ale sami zobaczcie jacy są mężczyźni, wszystko ci wypomną.
Ze mną chyba też nie jest najlepiej, gdyż wczoraj też wykorzystałam jednego osobnika. Nie układało się jak należy z pewną sprawą, dzisiaj znowu. Ja zostanę  już taka do śmierci, póki będę oddychać, nie odpuszczę. Jak już nie mogę zyskać przewagi, to zaczynam płakać, a tego już żaden facet nie wytrzyma, nawet taki dla którego jestem tylko wypłowiałym bławatkiem. 

 

19 lutego 2012

Odwiedziłam wystawę kocich piękności. Najwieksze wrażenie na mnie zrobił leśny kot norweski. Prezentował się okazale, zajmował połowe klatki. Siedem kilogramów żywej wagi!!! Nie wiem czy chiałabym tekiego w domu, popatrzeć mogę, ale to tylko tyle. Ja najbardziej lubię dachowce. Mojego Pankotka wspominam do dzisiaj i chyba czas aby go światu przypomnieć. Dzisiaj jednak zostaję przy norweskich i dla równowagi malutkich kotkach.

 
              klknij w zdjęcie                                 
Kilka kotów pochodziło ze schroniska. Jednego z nich znaleziono w lesie w pudełku, drugi miał obcięty ogon. Ludzie mają dobre serca...
  
21 lutego 2012
Mam dzisiaj nie lada orzech do zgryzienia. Dostałam pismo z archiwum z informacją, że akta których szukam są, ale mogę z nich korzystać na miejscu, gdyż nie są zeskanowane. Przejazd do archiwum nie wchodzi w rachubę. Już bym się zdobyła na zamówienie, ale trzeba znać sygnaturę, gdyż inaczej płacisz człowiecze za wyszukanie i za skanowanie, nie mówiąc o przesyłce. Doradztwo koleżeńskie optuje za opcją aby kogoś znaleźć, kto pójdzie, przejrzy i przyśle. Niby proste, tylko kto jest na to przygotowany. Przejrzałam dostępny materiał ludzi i wychodzi na to, że osobnik najbardziej predestynowany już nie widzi na jedno oko i wizja, że będzie siedział w archiwum kilkanaście godzin nie wchodzi w rachubę. Nie wezmę na swoje barki takiej odpowiedzialności. A niech zaślepnie na drugie? Ktoś inny ma wnuki na karku, jeszcze inny ledwie chodzi, przecież to już starzy ludzie. Młoda generacja zupełnie nie wchodzi w rachubę, gdyż w godzinach dopołudniowych pracuję, do tego mają małe dzieci …..
Problemem jest też to, że do archiwum zbyt często ludzie nie chodzą i już sam stres związany z tym, że nie dadzą sobie rady, jest dostatecznym powodem aby migali się na wszystkie możliwe sposoby. Ja to rozumiem, sama jestem w tym nieco obyta, gdyż już przerobiłam drzewo genealogiczne, ale wiem że to nie jest takie proste, wliczam w to także zmęczenie wynikłe z długotrwałego ślęczenia nad aktami nie zawsze czytelnymi.
Zupełna zapaść. Może uda mi się przekonać pracowników archiwum, że jestem osobą szczególnej troski, ale na to znów bym tak nie liczyła. Na odległość nie mam takiej siły przebicia. Chyba z tego wszystkiego pójdę na śledzika do emerytów, może jakoś się wyciszę. Nie lubię już takich imprez, ale jak jest, no to zabawię się.
 

25 lutego 2012
Dzielę swoje zajęcia na obowiązkowe; do nich należą codzienne czynności, pranie, sprzątanie, zakupy, dodatkowe; udział w zebraniach, wykładach, zajęciach, gimnastyce w klubie seniora oraz główne to moja praca przy podtrzymywaniu na duchu strony milkowice.pl.tl . Tak to się układa.
Dzisiaj odbębniłam rano sprzątanie, pranie i bazarek, a następnie zasiadłam do obrazków, które mają swoje chimery, gdyż jak mają na stronie towarzystwo, to jedne otwierają się jako galeria a dołożona druga już nie. Ile ja spędziłam przy tym czasu, kombinując i zaklinając HTML, to już lepiej nie mówić. Dlaczego tak się dzieje? Jeden kod zachodzi na drugi… A niech to!
Strona o Miłkowicach przechodzi gruntowną modernizację, gdyż jakoś trzeba to rozdzielić, gdyż znajomi nie mogą odszukać nowości na stronie, a każdy jest ich przede wszystkim ciekawy. Nie jest to praca błyskawiczna, gdyż zmiana miejsca strony, to także zmiana wszystkich odnośników i trzeba to na nowo zrobić. Jeden dział na tydzień, to chyba dam radę. Zaczynam już pisać ploteczki na temat Miłkowic przybierając je w piórka… Staram się zmienić tło aby mi przypadkiem ktoś z potomków włosów z głowy nie wyrwał. Muszę być ostrożna.
Placek z marchwi, który chodził za mną w myślach, gdyż już nie ma tam miejsca na nic więcej, oklapł czyli ma według mnie zakalec… Nie wiem co robię nie tak, zawsze się udawał, a teraz już drugi raz poległ na polu piekarnikowej bitwy. Jem, gdyż w smaku jest dobry, ale tak klucha?! Chwalić nie ma się czym. Ociężałą trochę jestem, gdyż dorzuciłam jeszcze kotlety. Wszystkie pieniądze wydałam z kwoty na te trzy dni, jakie zostały do końca miesiąca. Teraz będę żyła jak zamożna emerytka, a nie jakaś tam rozliczeniówka grosikowa.
Oto przyczyna mojej zgryzoty, a obrazki to tapety na pulpit, w zależności od nastroju. O damie na białym koniu zaraz coś napiszę.

W zależności od nastroju!!


 




28 lutego 2012
„Skarpetki, opus 124” wczoraj w TV obejrzało 1mln 120tys widzów. Wśród tej grupy byłam oczywiście ja, nie wiem tylko czy moja obecność została odnotowana… Przywrócenie teatru w TV dla takich jak ja, to naprawdę najlepszy z pomysłów. Poniedziałkowy wieczór to małe święto. Panowie Pszoniak i Fronczewski wypadli znakomicie w przekazywaniu przesłania o niespełnionych i rozczarowanych staruszkach – prawie tak to było jak u mnie, tylko ja startowałam z niższego pułapu – połączonych w końcu więzami przyjaźni. Humor krył się w zakamarkach słów, wypowiedzianych lub będących domysłem tylko, może wszystko było nieco przydługie, ale w wykonaniu mistrzów miało swój smaczek. Tyle radości, dzisiaj natomiast od samego ranka wszystko pod górkę.
  
Zgłosiłam się do konkursu ze swoją stroną i może bym i brnęła dalej, jako że chwalą mnie, ale gdy doszłam do miejsca oznaczonego koniecznością prowadzenia rachunkowości, wycofałam się. Nie chcę dotacji i nie chcę w to iść. Może już dosyć moich zmagań i będę mogła zająć się tym, co sprawia mi przyjemność…
 
 
29 lutego 2012
Mam iść do lekarza i nie mogę się dodzwonić. Pójdę osobiście, jednak na przyjęcie dzisiaj nie ma co liczyć. Zrezygnowałam z kijków, nie ma co ryzykować. Musze doprowadzić się do stanu używalności. W sprzyjającej już atmosferze, to znaczy w pełni zdrowia, mam zamiar iść do fryzjera. Zapuszczanie włosów nie na wiele się zdało. To już nie te czasy. Obcinam, koniec dyskusji. Moja córka przesłała mi kilka fryzur, wybrałam jedną sam nie wiem czy ze względu na włosy czy na typ modelki, w każdym razie podoba mi się i tak się ostrzygę. Zastanawiam się tylko, czy tak potargana będę dobrze się prezentować, w końcu jestem starszą już panią. Zaryzykuję.ę krótko ostrzyzone ustawiłam jako tapetę i zerkam ukradkiem. Ładna, prawda! Malowane lale niezbyt mi się podobają.
 
  
Zamykamy luty, ptaszek zjawia się ostatni raz. Przeżyliśmy.


 
 
suma wejść na stronę - 269705,
odwiedzających - 91098,
dzisiaj -23
Reklama
 
Motto strony
 
„Pamiętaj, że każdy wiek przynosi
nowe możliwości.
Daj z siebie wszystko – inaczej oszukujesz samego siebie.”
Nie, ja nie milczę (Halina S.)
 
Nie, ja nie milczę, ja czekam
na krawędzi cichych marzeń
na czas, który ku mnie idzie
i za chwilę się wydarzy.

Nie, ja się nie boję życia,
z uporem kroczę do celu,
nigdy nie milczę ze strachu.
Żyję jak chcę, przyjacielu.

Szeroko otwieram oczy,
wpatruję się w ciszę nieba
śledzę utarte szlaki gwiazd,
ważę ciężar słów, tak trzeba.
 
Image and video hosting by TinyPic
Firma JUNESSE
 
Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE > Firma JUNESSE [kliknij]
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=