lipiec 2012
lipiec 2012
 
niedziela, 1 lipca 2012
Naszedł  dzień tylko dla mnie oznaczony świątecznie w kalendarzu. Niech dzisiaj sławią, bawią i doceniają solenizantkę, będę się pławić w życzeniach. Nie należy się ociągać, gdyż nie wiadomo, czy doczekam do następnych imienin.

Dostałam kartkę, która sama w sobie już jest zbiorem pochwał, a tych każdemu jest potrzeba. To stelaż dobrego samopoczucia.
Halina oznacza jasność i blask:
- towarzyska jest
- do wyznaczonego celu dąży śmiało, energii i zręczności ma niemiało
- szczęśliwym kolorem ma być dla mnie niebieski, a takiego akurat  nie lubię zbytnio
- jadelit ma zapewnić mi pomyślność - mam taki, już mi dostarczono w przeszłości
Motto dla solenizantki:
Trzeba wiedzieć co i kiedy, a nie wiedzieć wszystko.
 
Spisano to  na kartce z zapewnieniem, że najprawdziwsza to prawda. Ile cech osobowości spłynęło na mnie wraz z moim imieniem!!! Gdyby ktoś policzył jeszcze ile razy zostało ono wypowiedziane, ile razy mnie oplotło i dodało energii, byłby to wspaniały prezent.
 
 2 lipca 2012
Obecnie będę zajmować się stroną domową i rodzinną, komputer nieco ucierpi. Miłego wypoczynku dla wszystkich odwiedzających moją stronę.
 
 4 – 15 lipca 2012
Wakacje! Jastarnia i morze, które nas codziennie zagarrrrrnia. Rankiem burza, w południe upał nie do zniesienia, wieczorem powietrze rześkie skłaniające do spacerów. Pełna gama urlopowych przeżyć . W tym roku nie miałam zahamowań, ubrana w kostium kąpielowy maszerowałam w spienionych nadbrzeżnych falach aby poprawić krążenie krwi w kończynach dolnych, opalałam się, korzystałam z uroków morza i plaży. A co tam! Może to już ostatnie podejście. Zawsze dzielnie towarzyszył mi mój wnuk, który z pełnym poświęceniem wciągał mnie w letniskowe atrakcje.
Przeżycia mieliśmy nie lada. Nie o wszystkich będę przecież pisać. Mamy swoje tajemnice…
Jednego dnia zaanektowała nas na plaży mgła, taka, jakiej jeszcze nigdy nie widziałam. Dzień ciepły, wręcz upalny, wszyscy rozleniwieni leżymy na plaży wtem horyzont powoli zanika, tumani się w oddali morze, wypływają zwoje ni to chmur, ni to mgielnych puchów. Otacza nas ze wszystkich stron gruba kołdra zmierzwionych bałwanów przysuwających się coraz bliżej i bliżej, aż w pewnym momencie jesteśmy nią opatuleni ze wszystkich stron. Powietrze robi się nieznośnie zimne, widoczność spada do kilku metrów. Nie widać ludzi, wody ani nieba. Wszystko przesuwa się nad Jastarnię i wędruje dalej nad zatokę. Na plaży potężny exodus ludności tarasuje wyjścia. Opatuleni w ręczniki uciekamy jak szybko się da, a mgła nas goni, chłoszcze skórę, popędza. To było przeżycie!

Jak zwykle zaliczyliśmy spacer do Juraty. Wybraliśmy dzień mniej plażowy i kąpielowy aby nie marnować drogocennego, tzn. opłaconego czasu.
Każdy z uczestników miał dzień, kiedy on decydował co mamy robić, dokąd pójść, jak dysponować pieniędzmi. Miało to znaczenie wychowawcze. Chodziło o najmłodszego uczestnika wypoczynku, któremu wydawało się, że pieniądze jak biblijna manna, lecą z nieba. Z zadania wywiązał się nieźle, więc może nie jest tak źle, jak mogło się wydawać.
Koniec wakacji, które bardzo poprawiły moją kondycję, pozwoliły pobyć z rodziną, a o to przecież w tym wszystkim chodzi. Teraz obmyślę plan działania na resztę dni. Czego ja jeszcze nie dotknęłam?!


16 lipca 2012
Mamuśki bywają różne – kwoki, matki Polki, obojętne na losy dzieci – jednym słowem zbyt opiekuńcze lub niezbyt przejmujące się losem dzieci. Wynika to z różnych powodów i ma swoje dobre i złe strony. Dziecko uczy się samodzielności lub jest zbyt rozpieszczane.
Na plaży miałam czas aby popatrzeć co się dzieje obok mnie. Miałam powody, gdyż byłam ciągle pod obstrzałem spojrzeń osobników z ząbkami w liczbie dwóch lub czterech. Usilnie je prezentowali uśmiechając się do mnie wyzywająco. Chowali główki i niespodziewanie oglądali się darząc mnie roześmianymi buźkami. Doznawałam także dowodów sympatii w postaci muszelek lub kamyczków, a w porywach nawet kwiatuszków zrywanych pod moim oknem. Lubię dzieci i one to chyba czują.
Zastanowiło mnie traktowanie dziecięcia przez młode małżeństwo, a szczególnie przez mamę. Zajmowała się dzieckiem bezustannie. Sadzała na kocyku, zakładała lub zdejmowała części odzienia, podawała zabawki, karmiła, a dzieciątko nieustannie wyrywało się i zaglądało przez parawan sprawdzając co ja porabiam. W skarpetkach musiało wędrować uciekając spod opiekuńczych skrzydeł mamusi. Oczywiście natychmiast było odciągane i doznawało przeczulonej opieki mamy. Aż przykro było patrzeć. Ubierane, rozbierane, raz skarpetki, a raz rajstopki, kapelusik lub czapeczka, a ono chciało na bosaka i jak tylko się dało skarpetki lądowały na piasku…
Jaką mamusią byłam ja? Też ciągle pociechy musiałam mieć na oku, ale do takiej przesady chyba nie doszłam. Do dnia dzisiejszego jednak nie mogę się wyzwolić od myśli o swoich dzieciach, szczególnie gdy gdzieś wyjeżdżają, a przemieszczają się ostatnio zbyt często. Moje serce pika z niepokoju. Tak to z matkami jest.


18 lipca 2012
Nie lubię starych urządzeń, mają tendencję do psucia się. Moja lodówka ciekła, pękała w okolicy uszczelek, gubiła nóżki, jednym słowem utrudniała mi życie. Zdecydowałam się w końcu wymienić ją na nowy model. Wzięłam sprzęt na raty. Jak do tej pory nie wpłaciłam jeszcze grosza, a lodóweczka już jest w domu i działa.


Polecam się pamięci mojego Anioła Stróża. Coś z tym trzeba zrobić Przyjacielu! Nie będę wlokła rat przez dziesięć miesięcy. Mam nadzieję, że popiszesz się zaradnością i coś mi skapnie z nieba. Wierzę w Ciebie mój skrzydłopióry Opiekunie. Z góry dziękuję. Zawsze mi pomagałeś to i tym razem nie zawiedziesz, prawda?
Mam jeszcze jeden kłopot. Chcę zająć się czymś, co mnie zagarrrrnie zupełnie, a naprawdę nie mam ciekawego pomysłu. Jak już jesteś przy moich sprawach to rzuć okiem na grafik – co tam mam przypisane?! Chętnie podejmę się zadania, ale niby co to ma być?! Kończę już prace pralniczo- prasowacze i dni będą się za mną ciągnąć, a tego nie lubię. Nakieruj mnie na właściwe tory, proszę.
Nie wydaje mi się, że już mnie odsyłacie na taką prawdziwą emeryturę, to chyba zbyt wcześnie. Do niedzieli uporządkuję strony. Ściągam wiersze z beja i umieszczam je u siebie na
Wiersze-z-beja, niektóre są denne, ale jak już napisałam, to niech będą. Współtwórcy strony trochę się rozwichrzyli, gdyż pozamieniałam strony i teraz niektóre linki są puste, ale to już tylko kosmetyka. Uporam się z tym szybko. Pozdrowienia przesyłam prościutko do Nieba. Całuski.
19 lipca 2012
Dla staruszki nastały dni ciężkie. Przeżywam je według rozpiski, gdyż inaczej cały dzień spędziłabym drzemiąc w fotelu. Nie wiem co się dzieje, ale budzę się o piątej rano i nie mogę już zasnąć. Wcale nie znaczy to, że jestem wyspana, o nie. Jestem senna. Dzisiaj zastosuję już rozwiązanie radykalne – wezmę tabletkę i odeśpię co mi przynależne. Tak dłużej być nie może, gdyż ja się do niczego nie nadaję w takim stanie. Dopóki chodzę, to jakoś tam funkcjonuję, ale jak zaczynam czytać, drzemię, gdy rozwiązuję krzyżówki, boli mnie głowa, siadam do komputera, odczuwam zmęczenie i nie ma ze mnie pożytku.
Dzisiaj od rana byłam na siłę aktywna. Wyprałam ostatnią partię ręczników – są w tej mierze ograniczenia związane z wielkością suszarki – poszłam na bazar po owoce i warzywa, ugotowałam obiad i w międzyczasie obrałam porzeczki do zamrażania, sprzątnęłam łazienkę, a po południu, gdy burze ogarnęły nasze miasto, drzemałam czytając i mozoląc się nad jolkami. Nie pomogła nawet kawa. Trudno, damy sobie jakoś radę z odrębnym stanem trwania. I tak mam lepiej niż pająki!!!
 Byłam niedawno w lesie. Miały być kurki, ale gdzieś umknęły. One są, ja wiem, gdyż sprzedają je na bazarku, tylko dla nas są niedostępne. Las wyglądał baśniowo. Opanowały go pająki. Nie można było przejść. Wszędzie płachty pajęczyn z lejkowatymi otworami, w których rezydują chyba składające jaja pajęczyce. Umykają do lejkowatego otworu, gdy człowiek się zbliża. Nie boję się panicznie pająków, lecz takie ich nagromadzenie budzi we mnie zgrozę. Pajęczy las, człowiek nie ma wstępu, gdyż jest okres godowy. Pająki powinny wywiesić tablice ostrzegawcze! Może samce już są pozjadane i nie ma kto tym się zająć?! Część pajęczyn i tak się kleiła do mojego ubrania, mimo że uważałam aby ich nie uszkodzić. Jak ta pajęcza populacja dorośnie, zdominuje nasze życie. Co ja tam będę się przejmowała pająkami, niech się zżerają, rozmnażają,  ja mam dosyć swich problemów. Byle dotrwać do wieczora…

sobota, 21 lipca 2012
Dzisiejszy dzień skłonił mnie do poważniejszych refleksji. Siedzę teraz przy komputerze i czytam o kremacji, kolumbarium i zastanawiam się, co będzie lepsze, czy zupełna niwelacja pamięci o mnie czy chociaż zostawię po sobie tablicę z imieniem i nazwiskiem. Muszę jechać na cmentarz przy Brdyujście i zobaczyć jak to wygląda. Wszystko przez to jedno zerknięcie zwierciadło...
Wstałam wyspana i zadowolona z dnia nareszcie rozsłonecznionego, wzięłam wózeczek i poszłam na bazarek. Czułam się normalnie, jednak gdy wchodziłam do domu po zrobieniu zakupów, spojrzałam w lustro i zobaczyłam zmęczoną twarz starszej pani… Co się u licha dzieje? Żadna to praca i wysiłek, a jednak odbija się to na moim wyglądzie. Zmęczenie jest jednym z objawów starości. Czas już zastanowić się nad odchodzeniem w zaświaty.
Przeczytałam artykuł o opłatach za domy opieki społecznej. Średnio koszt waha się od 2700-4000zł. Z moją emeryturą to chyba znajdę miejsce w komórce pod schodami. Wszystko uderzy w dzieci, które będą musiały uzupełniać opłaty ze swoich zarobków. Wcale mi się to nie podoba. Każdy człowiek powinien znać datę i okoliczności swojej śmierci. Mógłby wtedy zadecydować jaki wybierze sposób na życie. Mam nadzieję, że nie będę się męczyć latami aby podtrzymywać wątły ognik trwania, nikomu już niepotrzebny, tylko umartwiający mnie i moich bliskich. W Polsce tylko 0,6% starszych osób przebywa w domach opieki. Wcale się nie dziwię. Kogo na to stać?
Śniła mi się niedawno moja mama. Wiedziałam, że jest duchem, ale była ciepła i przyjazna. Wędrowałyśmy sobie razem jak za jej życia, gawędziłyśmy i kiedy zaproponowałam, że pójdę z nią na cmentarz, odmówiła. Stwierdziła, że jeszcze nie nadszedł mój czas. Nie boję się zbytnio śmierci, jakiś tam niepokój jest jak przed wszystkim, co jest nieznane, ale boję się przedśmiertnego czasu. Szczęśliwi ci, którzy odchodzą niespodziewanie. Mam nadzieję, że moja śmierć taka właśnie będzie.
niedziela, 22 lipca 2012
Dzień zaczęłam od modlitwy. Przyjechał ksiądz, który prowadzi pracę z młodzieżą trudną. Jego kazanie było piękne. Żadnego obwiniania, tylko słowa pełne zrozumienia i miłości pod adresem młodzieży. Wszystkie wypaczenia młodych charakterów mają swoje korzenie w trudnym dzieciństwie, braku zrozumienia przez dorosłych, braku oparcia w trudnych chwilach. Na tym chyba polega praca z takimi dziećmi. Na zakończenie został nagrodzony brawami, co w naszym kościele chyba jeszcze nie miało miejsca.
Po obiedzie udałam się na rodzinną wycieczkę do Myślęcinka. Pogoda była znośna, nie wzięłam nawet parasola. Mamy w Myślęcinku plażę! Piękna sprawa i nowa. Wody jest tam dostatek, ale tylko na przejażdżki kajakami. Most na beczułkach - widoczny w tle -  kołysze się radośnie, gdy chcemy dostać się na wyspę.

Pogoda jednak się zbuntowała i przekropnie ubarwiła wyprawę. Na szczęście zabrałam płaszcz, gdyż inaczej poczułabym na skórze jak wygląda spacer w deszczu.



W wolnych od deszczu chwilach zrobiono mi dokumentalne zdjęcie rok 2012. Jak uda mi się odszukać poprzednie lata zrobię zestawienie aby mieć dowód jak zmieniała się Halina S. na przestrzeni czasu, ale to chyba już jutro.
 23 lipca 2012
Smartfon (smartphone) – przenośne urządzenie telefoniczne integrujące w sobie funkcje telefonu komórkowego i komputera kieszonkowego. Pierwsze smartfony powstały pod koniec lat 90., a obecnie łączą funkcje telefonu komórkowego, poczty elektronicznej, przeglądarki sieciowej, pagera, GPS, jak również cyfrowego aparatu fotograficznego i prostej kamery wideo.
A ja co? Zapyziała staruszka, która korzysta tylko z telefonu komórkowego i tylko do rozmów „służbowych”. Wszystko ma być najtaniej. 600 złotych dać za smartfona, to chyba zbyt wiele na moją kieszeń, tym bardziej, że „psujkowa” seria rozwija się u mnie w sposób zatrważający. Majster ma przyjść dopiero w czwartek, choć 
zepsute urządzenie uprzykrza mi życie. Ale może taniej weźmie, więc lepiej poczekam.
Wracając do smartfonu. Patrzyłam wczoraj skurczona wewnętrznie jak to urządzenie, posiadające klawiaturę Swype, doskonale radzi sobie z zapisywaniem słów wypowiadanych głosem. Nawet stawia przecinki i kropki. O, gdybym miała takie cacuszko w moim komputerze, jak płodną „pisarką” byłabym. Mieć coś takiego!!! Moje  marzenie, może się wypełni.
Najpowszechniej używanymi systemami operacyjnymi sterującymi urządzeniem są Android, Bada OS, Symbian, iOS, BlackBerry OS, Windows Phone 7. No właśnie! Ja to muszę mieć w komputerze, w telefonie dla mnie to zbyt małe wszystko, oko nie to, palce nie te, tylko pragnienia te…:)


24 lipca 2012
Są sprawy, które przytłaczają mnie i ich zwyczajnie na dzień dzisiejszy nie lubię, a mianowicie:
• Wiśni, które wykrzywiają twarz
• Ludzi, którzy uchylają się od współpracy ze mną
• Kilogramów, które robią z człowieka tłuściutką fokę
• Czasu przeciekającego przez palce
• Psujących się urządzeń w domu
• Rodziców zostawiających na lotnisku wśród obcych ludzi dwuletnie dziecko, gdyż sami muszą jechać odpocząć, a o paszport nie miał kto się postarać!!!
• Mojego własnego niezdecydowania w podejmowaniu decyzji.

Może wystarczy na dzisiaj. Oszukałam kilka zdjęć z kilku ostatnich lat i wiem, że sama sobie zgotowałam ten los. Więcej się ruszaj staruszko, a mniej jedz. Zapamiętaj to sobie. To 10 kilogramów, które sobie wyhodowałaś przez ostatnie dziesięć lat, robi swoje. Uffff…Biorę kije w rękę i ruszam przed siebie!!!

25 lipca 2012
Powiedziałam i sprawa dotrzymuję. Wczoraj z kijkami wędrowałam zieloną osiedlową trasą, niezbyt długo, aby nie wprawić w palpitację zmęczonego serca starszej pani, ale jednak. Wrócił do saloniku rower, gdyż muszę jeździć. Schowany w zaciszu sypialni nie dostąpił przez tydzień nawet jednego przekręcenia pedałami, nie było czasu. Jeżdżę, gdy oglądam dziennik, na filmie już raczej nie, nie mogłabym spać po nadmiarze wysiłku. Dojdę do 65 kilogramów!!! Nawet gdybym miał jeść tylko wiśnie i jabłka. W któryś dzień były na bazarku poziomki, tak pięknie pachniały. Kupiłam już inne owoce i miałam nadzieję, że nabędę je na drugi dzień, jednak już się więcej nie pojawiły. Chyba minął sezon, teraz muszę czekać do drugiego roku.
Miałam w planie wyjśćrankiem  na przechadzkę z kijkami, ale czekam na pana naprawiacza instalacji wodnej. Mam kłopoty z przeciekami wody. Muszę zakręcać główny pion i w związku z tym wysunięta lodówka staje się przeszkodą nie do pokonania. Jestem tak posiniaczona od przeciskania się do zaworu, że gdybym miała partnera życiowego, byłaby to doskonała okazja do oskarżenia go o maltretowanie. Niechby już sprawa wodna doczekała się pomyślnego zakończenia, jeden kamień spadłby mi z serca. Inne jeszcze dźwigam, ale może jakoś zdołam i te zrzucić ze swoich barków.



27 lipca 2012
Dyrektor Pałacu Lubostroń Andrzej Budziak zaprasza serdecznie na XI Festiwal "Muzyka w świetle księżyca" - 26 - 29 lipca 2012 roku Program: Czwartek, 26 lipca 2012 roku 20.00 - Otwarcie wystawy batików Adriany Błaszczyk - Zych pt. "Jesienne impresje" (Oranżeria Pałacowa) 21.00 - Koncert pt. "Ballady Bułata Okudżawy" w wykonaniu Barbary Kalinowskiej (śpiew, gitara) (Pałac) Lubostroń zaprasza mnie na co ważniejsze uroczystości, nie dlatego, że kiedyś stawałam na głowie aby dobrze wypadł jako „Perła”, ale dlatego, że przysyłają mi wiadomości. Tym razem była okazja, pojechałam z wielką radością, gdyż mogłam zobaczyć ponownie pałac, którym jestem zauroczona, posłuchać ballad i nasycić oczy pięknymi, parkowymi widokami. U nas był upał nie do zniesienia, a Lubostroń odświeżony po obfitym deszczu -kałuże duże, mokry park i roje komarów. To drobiazg, nie takie przeszkody się pokonywało pnąc się w stronę kultury. Najpierw wystawa batików Adraiany Błaszczyk Zych, później koncert w wykonaniu Barbary Kalinowskiej. Jednej z ballad nie znałam, a przypadła mi szczególnie do gustu. Tutaj w wykonaniu Anatola Borowika. Sami oceńcie.

 
Koguty piały raz po raz
W mrok wyciągając szyje
Jak gdyby wiersze cały czas
Recytowały czyjeś

W tym pianiu z chandry było coś
Tej męskiej i przepastnej
Kiedy jak złodziej lub jak gość
Drzwi się otwiera własne

Pianie leciało w dal i w mrok
Spadało gdzieś w nieznane -
Tak nie kochaną twarz i lok
Gładzi się, patrząc w ścianę

Kiedy pieszczota jest jak zgrzyt
Ale brak sił na zdradę...
Pewnie dlatego szary świt
Tak długo nie chciał nadejść
Lubostroń 2012




 
 



 


 
 
 
 



 

 
28 lipca 2012
Miałam dzisiaj uczestniczyć w wycieczce TMMB. Wpisano mnie już na listę, byłam bardzo zainteresowana – tematyka to nieistniejące już kościoły, dawny hotel, redakcje gazet. Zapowiadali upały, ale nie spodziewałam się, że to aż tak będzie wyglądać. Rano wyszłam do sklepu i trochę się przeraziłam, ulice to rozgrzana patelnia! Zdrowy rozsądek zwyciężył, tym bardziej, że ciśnienie i puls poszły wysoko w górę. Zostałam w domu, co prawda dziecię zapowiadało, że gdyby coś to natychmiast przyjedzie, ale nie lubię kusić losu. Rolety dały mi cień, ale nie zmniejszyły temperatury. Przetarłam podłogi wilgocią i nic więcej nie mam zamiaru dzisiaj robić. Obstawiłam się butelkami z piciem i zabrałam się do działania. Mam kilka pomysłów, jednak muszę zacząć od usunięcia lekkich niedociągnięć strony Miłkowice. Żmudna to praca, jednak nikt jej za mnie nie wykona. Po skończeniu wystartuję z realizacją nowego pomysłu. Jeden Anioł mnie zainspirował, a drugi Anioł powiedzie drogą jemu tylko znaną. Założenie jest według mnie ciekawe i na moją miarę, zbytnio mnie nie obciąży, a może okaże się strzałem w dziesiątkę. Czas da odpowiedź. Teraz panie Cohen na stanowisko i zabieramy się do pracy. Muzyka w Twoim wykonaniu  to dla mnie radość i źródło inspiracji. Musimy trwać razem, dla mnie to bardzo ważne.
30 lipca 2012
Wczoraj miało być grzybobranie, i o mały włos by było, jednak w niebie się ktoś rozsierdził i deszczowo się zrobiło. Deszcz, to jeszcze byłby do zniesienia, ale burze, wicher odwiódł nas od powziętego zamierzenia. Trzeba było siedzieć w domu, nic jednak na tym świecie nie dzieje się bez spełnienia jakiegoś celu, ukrytego dotąd, a teraz proszę. Dowiedziałam się, że UPC ma program, który bez dodatkowych opłat można wykorzystać i wybrać sobie interesujące nas tematy. Nie chcę uwłaczać TV , jednak trzeba powiedzieć szczerze, że oglądać to za bardzo nie ma co. Powtórki filmów, rozmowy Polaków na tematy wielokrotnie nicowane, kabarety nie niosące z sobą uśmiechów. .. Może jestem trochę przewrażliwiona, ale  jakoś telewizja nie pochłania zbytnio mojego czasu.
Stało się jednak inaczej za sprawą tego dodatkowego kanału. Wybrany program to Stephen Hawking. którego jasny i dostępny wykład bardzo przypadł mi do gustu. Nie będę rozwodzić się nad całością, dodam jedynie, że podróże w przeszłość według uczonego są fikcją, ale nie wyklucza możliwości podróży w przyszłość, którą dają np. tunele czasoprzestrzenne lub właściwości podróży w prędkości bliskiej prędkości światła. Zgadzam się z nim w zupełności. Czas nie biegnie wszędzie jednakowo, w pobliżu czarnych dziur, zwalnia. Jego rozumowanie przemawia do mnie. Nareszcie coś mnie w TV zainteresowało.
 
 31 lipca 2012
Emerytura na koncie, zaczyna się nowe życie. Najpierw lekarz, gdyż bez naprawiaczy organizmu nie da się przetrwać. Zarejestrowałam się do jakiegoś lekarza bliżej mnie nieznanego, gdyż moja śliczna i miła pani doktor jest na urlopie, usiadłam któraś tam w kolejce przed drzwiami gabinetu i zaczęłam oczekiwanie na swoją kolej. Szybko przesuwałam się, gdyż wszyscy przybyli w tym samym celu – wypisanie recepty, jako że u nas już nie można złożyć zamówienia w recepcji, zabronione. Przed mną staruszek, gaduła niemożliwa, ale taki sympatyczny, że nie można było go nie lubić. Już ma wchodzić, ale kartka z nazwą leku gdzieś mu się zadziała. Zaczyna nerwowo szukać w kieszeniach kurtki i spodni, torbie i już gotów mnie przepuścić, gdyż bez kartki nie wiadomo co lekarz ma mu przepisać. Zaczynam rozglądać się razem z nim, doradzam, posłusznie robi co mówię, ale nieszczęsnej kartki nie ma! W końcu sama zaczęłam się niepokoić, gdyż grozi mu powrót do domu aby spisać od nowa nazwy leków, a lekarz nie będzie czekał na niego. Szukamy pod ławkami, stojakami na ubrania, przecież nie zapadła się pod ziemię! Zoczyliśmy ją po drugiej stronie. Leżała w dużym oddaleniu. Jak się tam znalazła, trudno się domyśleć, najważniejsze, że było. Wszystko poszło już dalej jak z płatka. Minutka i z wypisaną receptą pan opuścił przychodnię. Lekarz nudził się już chyba takimi przypadkowymi pacjentami, ale cóż, tak to jest.
Musiałam wyciągnąć później pieniądze, zrobić zakupy, przynieść wszystko, gdyż wybrałam się bez wózka i do domu przyszłam wykończona. Zmęczenie to jeden z objawów późnego wieku. Mam trochę pracy, ale usiadłam do komputera, aby odpocząć i zregenerować siły.
Acha, w czasie poszukiwań karteluszka zerwał mi się łańcuszek od wisiorka z ważką, który niedawno dostałam. To cena jaką zapłaciłam pomagając staruszkowi. Nie rozpaczam jednak, jakoś naprawię oczko łańcuszka, ale najważniejsze, że zdołaliśmy uporać się z problemem.

 
suma wejść na stronę - 265554,
odwiedzających - 89312,
dzisiaj -45
Reklama
 
Motto strony
 
„Pamiętaj, że każdy wiek przynosi
nowe możliwości.
Daj z siebie wszystko – inaczej oszukujesz samego siebie.”
Nie, ja nie milczę (Halina S.)
 
Nie, ja nie milczę, ja czekam
na krawędzi cichych marzeń
na czas, który ku mnie idzie
i za chwilę się wydarzy.

Nie, ja się nie boję życia,
z uporem kroczę do celu,
nigdy nie milczę ze strachu.
Żyję jak chcę, przyjacielu.

Szeroko otwieram oczy,
wpatruję się w ciszę nieba
śledzę utarte szlaki gwiazd,
ważę ciężar słów, tak trzeba.
 
Image and video hosting by TinyPic
Firma JUNESSE
 
Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE > Firma JUNESSE [kliknij]
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=