grudzień 2012
grudzień 2012

1 grudnia-Pierwszego grudnia,gdy pogoda służy,to wczesną i pogodną wiosnę wróży.
Zrobiłam wszystko tak jak zaplanowałam. Dodatkowo postanowiłam upiec ciasteczka z siemieniem lnianym. Znalazłam przepis, ale w drodze do kuchni już mi przeszła ochota na zagniatanie ciasta. Zamiast piec zrobiłam ciasteczka owsiane zmieszane z siemieniem. Łyżką uformowałam kulki, rozłożyłam na talerzu i teraz schną. Nie będzie pieczenia. Nie można się słodyczami opychać przed świętami. Słucham Cohena, nie chce mi się ruszać od komputera, chyba trochę popiszę, gdyż jakoś szukanie w archiwaliach też mi się nie uśmiecha. Mam niezłe książki do poczytania, wieczorem komisarz Alex… Czuję że spływa na mnie ukojenie.

2 grudnia - Gdy na początku grudnia pogoda stała, zima będzie długo biała.

Pogodę dzisiaj mieliśmy piękną. Urządziłam sobie mały spacerek, przygotowałam obiad, a po południu spędziłam czas w miłym towarzystwie. Należało zastanowić się nad tym jaki przebieg będą miały Święta. Lubię jak wszystko jest zorganizowane i nie ma nerwowych niespodzianek. 
Trochę mnie to zimowanie długie i białe przeraża, ale nie przeczę, że codziennie spoglądam w okno aby zobaczyć czy już śnieżek prószy, przecież to już czas.


3 grudnia - Grudzień jak łagodny wszędzie, cała zima dzieckiem będzie.
Doskonale dzisiaj spałam, być może przyczyniła się do tego pościel, cieplutka, flanelowa. Zawsze preferowałam bawełnę. Można było wygotować, uprasować, gdyż do magla od lat nie chodzę. Nigdy natomiast nie zaakceptowałam pościeli z kory. Nie cierpię tych „wygniatanek”, mimo że wygodne w użyciu. Wolę dołożyć starań i zostać przy swoich upodobaniach. Teraz nabrałam przekonania do flaneli. Milutka! Stonowane kolory, delikatny meszek miły dla skóry.
Na zimowe, chłodne dni - flanela; we flaneli słodkie miewam sny; zima nie straszna mi, gdyż we flaneli dobrze się śpi. 

4 grudnia-Barbara mrozi, Mikołaj lód zwozi.
Od rana zaczęło się u nas zimowanie. Temperatura spadła poniżej zera. Dzieci już ślizgały się na zamarzniętych kałużach w drodze do szkoły. Zdarzyła się też wielka niespodzianka, wielkie stado wróbli zagościło na trawniku!!! Zwijały się szare kulki coś tam zbierając, całą watahą sfruwały a to na drzewo, a to na krzaki śnieguliczki. Ruchliwe, zwinne i zgodne w działaniu. Za chwilę spadł śnieg. Przesłonił wszystko. Szare ptaszki, które tak rzadko tutaj widuję, zniknęły w białej zawierusze. Napadało nawet sporo. Kiedy już ucichło wszystko, na posterunku pojawiły się czarne gawrony, kawki i wrony. Widoczne były jak na dłoni. Stałam i z zachwytem przyglądałam się temu zimowemu spektaklowi.


5 grudnia - Pierwszy śnieżek w błoto pada, słabą zimę zapowiada.
Wcale nie cieszę się, gdy zimą zapraszają mnie gdzieś do oddalonych miejsc. Nawet latem nie jest mi łatwo podróżować kilka godzin, a co mówić dopiero zimą - łatwo się przeziębiam, nie mogę długo siedzieć, boli mnie kręgosłup, jestem zmęczona.
Ze starymi ludźmi jest tak jak z malutkimi dziećmi, powinni przebywać na terenie, gdzie mieszkają. Młodzi rodzice często bywają nieroztropni i zabierają dziecko ze sobą w podróż niczym nieuzasadnioną. Cieszą się swoją latoroślą i chcą ją pokazać światu, ale babcia czy ciocia może się pofatygować osobiście aby zobaczyć maleństwo, ono ma mieć spokój. Ma w domu to, co mu jest potrzebne, zanim nie odrośnie i się nie uodporni. Ma miłość rodziców, swój pokój, czy swój kącik, zabawki, ulubiony rytuał dnia. Nie lubi aby był zaburzony. Na poznawanie dalszego świata przyjdzie czas.
Starzy ludzie też mają swój rytm dnia, wszystko co jest im potrzebne znajduje się na swoim miejscu, nawet woda może zaburzyć funkcjonowanie ich organizmu. Niech młodzi odwiedzają babcie, babci wystarczą uroczystości od wielkiego dzwonu, typu śluby czy chrzciny, czy spojrzenie w śliczne oczka nowego członka rodziny.
Oczywiście, od każdej reguły istnieją wyjątki, ale na te nie można znowu tak liczyć, lepiej się ubezpieczyć od niespodzianek.
 

6 grudnia - Jeśli święty Mikołaj lodu nie roztopi, długo będą chuchać w ręce chłopi.
Trochę się zdenerwowałam. Nie lubię gdy ktoś chce zbyt wiele o mnie wiedzieć. Ja uważam, że powinnam tyle wiedzieć o ludziach, ile sami mi chcą o sobie powiedzieć. Ich życie, ich sprawa. Nie każdy jednak tak myśli. Już nie raz przemierzano dziesiątki  kilometrów, aby dowiedzieć się czegoś więcej o mnie. Nie wiem po co to komu potrzebne?! Widocznie chcą doszukać się o mnie czegoś, co mogłoby mnie upokorzyć, odsunąć na boczne tory, spłaszczyć i zminimalizować. To dowód na to, że im w jakiś sposób przeszkadzam, albo że są zwyczajnymi plotkarzami. Każdy ma jakieś swoje tajemnice, nie zawsze w życiu tak się układa jakby się chciało, i nawet jak ty osobiście zmierzasz nieomal do świętości, to ludzie z twojego otoczenia niekoniecznie.
Boli mnie to, że ktoś, komu zaufałam, kogo uważałam za porządnego człowieka, za moimi plecami szuka informacji o mnie. Ja nie należę do słodkich idiotek i nie potrzeba wykładać mi wszystkiego na ławę… Znowu się zawiodłam. I nie chodzi mi o to, co tam wie, czego się dowiedział, ale o to, że nie mogę zaufać. To mnie boli. Od wczoraj milczy. Nie dziwię się, ja też na jego miejscu wolałabym się zapaść pod ziemię ze wstydu...
 7 grudnia Święty Ambroży zimy przysporzy.
Moja osobista wróżka jest jak kiedyś mój kot, który zawsze wiedział co mnie boli. Dzisiaj przysłała mi obszerną epistołę z pouczeniami i doradztwem:
Halina! Tak, od dzisiaj będziesz mogła przekuwać swoje porażki na sukcesy, a zamiast ciągłego braku szczęścia oglądać promienny uśmiech fortuny… Decyzji, które będziesz zmuszona podjąć, jest wiele i mogą Cię one prowadzić w przeciwstawnych kierunkach. Tak, przed Tobą wybory, które mogą zapewnić Ci szczęście i poprawę sytuacji. Ale z drugiej strony czyhają też wybory, które mogą ją pogorszyć. Przyznaj sama, nie chciałabyś tego…
Oczywiście, że bym  chciała dobrze wybrać. Po co mi błędne drogi życiowe, które mogą mnie zaprowadzić na bagna i manowce życia. Posłucham więc mojej intuicji, ona nie powinna mnie zwieść, ale kto to tam do końca wie. Dopiero po czasie dochodzisz człowieku do wniosku, że źle wybrałaś, ale najczęściej jest już zbyt późno aby dokonać korekty.
Mroźno dzisiaj i śnieżnie. Skurczone wrony siedzą na posterunku. Wszystko od rana już zrobiłam, co należało. Teraz zasiadłam do komputera. Ciepło, jasno, Cohen w tle, wyspana jestem, syta jestem, w miarę zdrowa, no w każdym razie nic mnie natarczywie nie boli … Czy ja potrzebuję czegoś jeszcze do szczęścia?! Jako cel krótkodystansowy wystarczy, nad wybiegającym w przyszłość zastanowię się.


8 grudnia - Jeśli w grudniu często dmucha, to w marcu i kwietniu plucha.
Pracowity miałam dzień, przyznaję, że jestem zmęczona. Ponieważ gotowanie, pieczenie, sprzątanie nieco mnie nudzą, dlatego zawsze słucham muzyki i snuję przemyślenia. Prochu nie wymyślę, ale wszystko to skłania mnie do refleksji nad sensem życia.
Nie jestem żadną forpocztą wyzwolonych emerytek, ale stwierdzam bez ogródek, że takie rozłożenie w czasie tego co mam do zrobienia, bardzo mi się podoba. Kiedyś wszystko co robiłam było uzależnione od rozkładu zajęć domowników. To ja musiałam się dopasować, choć wcale nie uważam, że to co miałam do zrobienia było mniej ważne niż ich sprawy. Poświęcałam jednak siebie, aby inni byli zadowoleni.
Rozmawiałam niedawno z osobą, która mieszka z rodziną w dosyć dużym domu i o dziwo, dla niej nie wygospodarowano pokoju! Przycupnąć musi w kuchni, gdy pracuje, gdyż wszystkie pokoje są zajęte. Skąd ja to znam… Teraz mam do dyspozycji całe mieszkanie i każdy kącik przypisany określonym czynnościom, tylko tak jakoś pusto się zrobiło. Tak źle i tak niedobrze. Ratuje mnie tylko moje poczucie własnej wartości, pewność siebie i wiara, że sił mi wystarczy do końca. 


9 grudnia - Grudzień to miesiąc zawiły, czasem srogi, czasem miły.

Grudzień mnie nie rozpieszcza. Wyraźnie mi się nie układa ze zdrowiem. Wczoraj podjęłam drastyczne kroki, lecznicze kąpiele, leki, polegiwanie na drewnianym klocku, i jakoś sprawę pchnęłam do przodu. Bardzo mi zależało, gdyż mam dzisiaj sporo spraw do załatwienia. Niedziela, jedyna okazja.
Rankiem ubrana na cebulę wbiłam się w relikt przeszłości, futro trzy- czwarte ochraniające przed zimnem jak żadna z moich kurtek, zabytek z czasów miasta K., gdzie to do kościoła chadzało się w pełnej gali. Ciepłe buty, czapka, szalik, rękawice na futrze i nieodzowna torba na długim pasku przewieszona przez piersi. To mnie zawsze najbardziej rozśmiesza, gdyż nieodzownie kojarzy mi się z granatową policją z międzywojnia. Torba musiała być, gdyż potrzebowałam kasy na zakup świecy dobroczynnej i opłatków. Dobry uczynek raz kiedyś zrobić trzeba.
W kościele nie odczułam zimna. Ksiądz zapowiedział zbiórkę na ogrzewanie kościoła, który ciepłem darzy wiernych tylko latem. Zrobiłam jeszcze w drodze powrotnej małe zakupy, gdyż zaraz będę miała gości na obiedzie, a później suniemy szukać grobu pani Bogdańskiej. Wieczorem zapowiedziany film i niedziela przemknie. Najważniejsze że w dość dobrym zdrowiu.



10 grudnia - Gdy ptaki o północy latają, mroźną zimę przepowiadają.
Wczoraj odbyła się zapowiedziana wyprawa poszukiwawcza na cmentarz. Zimno okrutne, dmie i kręci piruety wiatr srogi, pada drobny śnieżek, ale ja nie rezygnuję. Wejście na cmentarz trochę ostudziło moje zapały poszukiwawcze, gdyż planu cmentarza nie było, mimo że to główne wejście, biuro obsługi zamknięte, tylko małe słupki cementowe porządkują cmentarne uliczki. Nawet gdy uda się odszukać kwaterę, to sprawdzenie tam  wszystkich grobów zajęło by wiele czasu, gdyż numerów nie mają.
Idziemy główną alejką wprost przed siebie. Droga prosta jak drut, mijamy kościół który znajduje się na cmentarzu, niby to kaplica cmentarna, ale są godziny nabożeństw, więc funkcjonuje normalnie. Jeden słupek informacyjny, drugi o większym numerze, posuwamy się więc dalej. Czas mija, pojawia się znowu kościół czy może kaplica, co wywołuje już moje zdziwienie, gdyż dwa takie przybytki na cmentarzu to chyba zbyt wiele. Dochodzimy do miejsca, gdzie ze słupków jest pościerany śnieg i ze zdziwieniem stwierdzamy, że już tutaj byliśmy. Przed nami widnieje główna cmentarna brama…
Jakim cudem idąc prosto - no może lekkie nachylenie było, ale naprawdę mało widoczne – zatoczyliśmy koło i znaleźliśmy się w punkcie wyjścia?! Nie potrafię sobie tego wyjaśnić.
Wniosek nasuwa się wyraźny – należy zaprzestać poszukiwań, gdyż może ktoś sobie tego nie życzy. Biorąc na zdrowy rozum - nie ma to większego sensu po odkryciu, że już w XIX wieku było tutaj mieszkańców o tym nazwisku sporo - iść z poszukiwaniem w tym kierunku. To prawda, mieszka tutaj potomkini fundatorów kościoła w Miłkowicach, ale to nie znaczy, że wszyscy się tutaj schronili. Poczekam do wiosny i zacznę poszukiwanie w archiwum w K. Może wcześniej ujawni się sponsor, wtedy nie będzie problemu. Za pieniądze można nabyć wiedzę.


11 grudnia - Pogoda grudniowa-lodu połowa, wody połowa.
Prawie cały dzisiejszy dzień spędziłam poza domem. Najpierw zabiegi, a później trochę biegania po sklepach w celu zgromadzenia produktów niezbędnych w czasie Świąt. Nie poszło najgorzej, a jeszcze udało mi się kupić metalową suszareczkę do zlewu, która nie jest niezbędna, ale będzie użyteczna, ja to wiem. Wróciłam tak zmęczona, że aż strach. Co się ze mną dzieje? Położyłam się po obiedzie na kanapie z nieodzownym kocykiem i nawet się nie obejrzałam, już drzemka zawładnęła mną zupełnie. Jeszcze poziewuję, ale przecież nie będę spała tak długo, jeszcze noc muszę zaliczyć.

Zaczynam pisać opowieści o moim kocie, którego nie ma już od 20 lat, ale w mojej pamięci pozostał jak żywy. Oddam mu należny hołd, jak się opowieść uda. Oto ten, którego będę czciła i wielbiła przez najbliższe dni. Muszę mieć jakąś odskocznię od prac przedświątecznych, gdyż inaczej trudno będzie mi się do nich zabrać. Pisanie o kocie Pocie będzie nagrodą po pracowice spędzonym dniu. 



 
 12 grudnia - W zimie odkryte ucho, to w lecie sucho.
Wczoraj zapytano mnie czy chciałabym mieć znowu dwadzieścia lat… Po dzisiejszych doświadczeniach odpowiem zdecydowanie – nie chciałabym!
Pomyślałam o tym, że musiałabym jeszcze ileś tam setek razy wyjąć maszynę, aby coś zeszyć, wszyć czy obrębić. Nie biorę już pod uwagę dzieł typu sukienka czy bluzka. Tak nie cierpię tego zajęcia, że nie życzę sobie powtórki życia. Albo prasowanie, któremu z wielkim poświęceniem się dzisiejszego poranka oddałam! Ile by znowu czekało mnie pociągnięć żelazkiem, spoconego z wysiłku czoła, przecież trzeba byłoby jeszcze dodać ubrania rodziny ukochanej! Kiedy dzieci podrosły, wprowadziłam rewolucyjne zmiany. Po upraniu rzeczy, dzieliłam na stosiki przynależne każdemu domownikowi. Prasujecie, albo możecie sobie nosić takie jakie są po praniu, tak im powiedziałam. Nie mieli wyboru, ale ukochany małżonek natychmiast przerzucił się na niegniotące się koszule. Jego wybór. Teściowa była niezadowolona, że jest niezadbany, ale dzieci wyjaśniły sytuację i nie miała już wtedy nic do powiedzenia. Ja nie jestem stworzona na domowego robota. Muszę uczciwie przyznać, że przynależny mi mąż zabrał się do gotowania, więc gdy ja sprzątałam, on stał przy garach. Dzisiaj jeszcze obszywałam ręcznik z tamtych czasów, który został wypalony przez niego przy pracach kuchennych, a ja nie mogłam się zdobyć na to, aby ręcznik obszyć, albo wyrzucić. Odkładałam go zawsze na bok, ale dzisiaj stał się ten mały cud i przywróciłam mu formę użytkową. Cieszę się, że już jestem u schyłku życia i nie będę musiała zaczynać wszystkiego od początku.
Nie, nie, i jeszcze raz nie!!!


13 grudnia - Święta Łucja głosi, jaką pogodę styczeń przynosi.
Ociepliło się, a starsza pani tego nie przewidziała. Ubrana byłam tak, jak przystało na mróz. Gdy wróciłam do domu byłam tak zmęczona, że musiałam się położyć, aby dojść do siebie. Wszystkiemu winno słoneczko, które wyrwało się z grzaniem ponad miarę. O takich zamiarach należy uprzedzić. Co prawda pani pielęgniarce spodobał się mój sweterek w odcieniu zgaszonej śliwki, ale ja odczułam jego działanie na swojej skórze. Zawsze pogoda płata figle i jeśli wierzyć Łucji, to styczeń będzie chlapowaty. Zabiegi rehabilitacyjne bardzo mi pomagają, ale mam je w tak nieporęcznej godzinie, że cieszę się że jutro piątek i będzie nareszcie święty spokój.


14 grudnia - Taka pogodę Nowy Rok przynosi, jaka na Jana od Krzyża się głosi.
Siły zużytkowałam na l
ekarsko-przychodniowo zabiegi. Po południu walczyłam o nowy układ mebli i odpowiednie udrapowanie wypranych firanek. Na nic więcej nie mam siły.



15 grudnia - Jak w zimie piecze, to w lecie ciecze.
Po strzelaninie w USA ręce mi zupełnie opadły. Ciągle myślę o tym zamordowanych dzieciach. Cała klasa nie żyje. Coś powinni z dostępem do broni zrobić. Tak jak ze wszystkim w życiu bywa, najniebezpieczniejsi są ludzie! Wcale praca mi nie idzie dobrze przy takim obciążeniu.
Miałam pisać aby znaleźć remedium na nudę prac porządkowych, ale taka jestem zmęczona, że nawet słowa nie nakreśliłam. Jutro trochę będzie spokoju, muszę się najpierw zająć zrobieniem galerii na stronie Miłkowic, gdyż JAlbum zerwał ze mną współpracę, gdy minął miesiąc wolnego dostępu. Płacić nie będę i basta, poszukam innych rozwiązań. Gdyby tylko to, ale zablokował wejście do galerii. Chytrusy i tyle.

16 grudnia - Grudzień zimny, śniegiem przykryty, daje rok w zboże obfity.
U nas odwilż, mglisto i siermiężnie jak na grudzień, śnieg znika. Zima gra na zwłokę, a szkoda. To taka jej subtelna poza. Ja niekiedy też stosuję uniki – milczę, choć myśli kłębią się w moje głowie jak zamieć śnieżna; słyszę więcej niż trzeba, ale zagłuszam słowa dudnieniem wiatru zdarzeń; patrzę, ale przysłonięte powiekami oczy sklejają ciche płatki onieśmielającego śniegu. Życie jest jak pagórkowaty krajobraz, na szczycie wzniesień głosi radość, w ciemnych wąwozach ukrywa rozpacz i zwątpienie, za pniami drzew chowa niespodzianki. Trzeba iść ścieżką przed siebie i nie wahać się gdy drogę przegradzają przeszkody. Gdy nie zdołasz ich pokonać, to zawsze możesz obejść. Inni może mają trudniej i gorzej.


17grudnia - Od świętego Florka daj chleba do worka.
Jestem kreatorem, stwórcą, twórcą kamieni! Zawsze pociągało mnie nieme piękno zaklęte w kamiennej bryle. Dzisiaj udowodniłam światu, że sama mogę je tworzyć, mieć je tylko dla siebie, cieszyć się nimi i odczuwać ból tworzenia. Mój kamień jest niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju, niezbyt wielki, ale oryginalny. Umiejscowiłam go w kielichu chcąc podkreślić jego piękno. Wylewa się już poza narzucone mu ramy i woła do mnie – „ Pozwól mi ujrzeć światło dzienne. Jak długo masz zamiar trzymać mnie w zamknięciu? Światła, światła, więcej światła! Uwolnij mnie…”
Czuje w sobie wielką moc twórczą, czuję ból tworzenia i dlatego łatwiej zrozumieć mi wszystkich wielkich tego świata, którzy mozolą się aby wyjść poza ramy przeciętności. Mam swój kamień, czuję go i zachowam sobie jego kamienne oblicze do końca moich dni. Pomogli mi go odkryć ludzie w białych fartuchach. Wezwano mnie już we wczesnych godzinach rannych aby obwieścić światu, a przede wszystkim mnie, nowinę. Kiedy wróciłam do domu niosąc z sobą tajemnicę stworzenia kamienia, wycieńczona padłam w objęcia flanelowej pościeli i spałam do samego południa. Każdy byłby wyczerpany takim czynem.
 
 18 grudnia - Gdy w grudniu śnieg pada, drugi rok taki sam zapowiada.
Zapracowana, zabiegana, wyfryzowana – nareszcie byłam u fryzjera. Nie chciałam czekać na ostatni dzwonek. Nawet nieźle wyszło, co u mnie jest raczej ewenementem. Zawsze coś mi przeszkadza. Świątecznie już się robi, trzeba będzie przytaszczyć z piwnicy choinkę. Coś mi się wydaje, że życie zweryfikowało nasze plany, święta będą,  ale nie takie jak zaplanowaliśmy. Dobrze, że posprzątałam i uprawiłam się z firankami. Już w psalmie powiedział mistrz Jan: „Taki, co w głowie uradzi, do skutku nie doprowadzi.” Tak to w życiu jest.

19 grudnia - Pogoda na Urbana, to wielka wygrana.
U nas śnieg się waha, padać czy nie. Widocznie wszystkie zasoby zostały zużyte na Wschodzie Europy, w Warszawie dostali jeszcze co nieco, ale Bydgoszcz to już ma tylko ochłapy. Może dowiozą i coś dla nas też będzie. Przecież to takie urocze, gdy białe śnieżynki wirują i opadają cichutko na ziemię. Dla mnie to szczególnie byłoby miłe, gdyż dzisiaj spędzę dzień w domu pijąc litrami wodę mineralną. Mdli mnie już od tego dobra, ale mam nadzieję, że moje nerki odpowiedzą na wezwanie i wypłuczą to, co powinnam dostać na rękę, czyli mój kamień. Zobaczymy!


Darmowy hosting zdjęć
Wysłałam już wici, aby ktoś przyszedł do mnie ze wspomożeniem. Trzeba przynieść z piwnicy choinkę . Sama tam nie pójdę za żadne skarby!!! To przedsionek przedpiekla… Teraz toczy się co prawda dyskusja, czy ma być choinka prawdziwa czy sztuczna, ale ja swoje wiem. Całe lata była prawdziwa, pachniała w Wigilię i później gubiła igły, tak że nawet po kilku tygodniach jeszcze znajdowałam je pod dywanem albo w jakichś zakamarkach. Teraz mam sztuczną i jestem zadowolona. Co oni będą mi tam mówić, że przez wiele lat takie choinki nie ulegają rozkładowi. Kiedyś przekonywano mnie, że tylko sztuczne należy mieć w domu, gdyż nie niszczy się lasu. Trend się zmienił i mamy teraz mieć tylko żywe prosto z lasu. Kupie dwie gałęzie, wsadzę do wazonu i zapach będzie dla tych, którzy tak tego pragną. Dla mnie najważniejsi są ludzie, a nie choinki. Moją wygrałam w konkursie radia PiK i dla mnie ma znaczenie emocjonalne.

 
20 grudnia - Gdy Makary pogodny, cały styczeń chłodny.
Ryby kupione. Karp, oczywiście tusza, gdyż nie wyobrażam sobie uśmiercania go w domu. Niezbyt lubię karpia, ale tradycja to tradycja. Inne też kupiłam i upiekę w piekarniku. Teraz wszystko spoczęło w zamrażalniku. Po południu jeszcze trochę trzeba się zmierzyć z prezentami. Od soboty pieczenie i gotowanie. W bioderka trochę wejdzie, ale co tam, święta to święta.
Dla mnie Wigilia to święto rodzinne. Nie bardzo zgadzam się w wigiliami zakładowymi. Myślę, że ludzie się męczą, ale boją się wychylić, aby się nie narazić. Rozumiem organizowanie spotkań dla bezdomnych, dla nich to zawsze jakaś namiastka święta. Najważniejsze abyśmy zdrowi byli.

21 grudnia - Jaka pogoda Tomaszowa, taka będzie i majowa.
Przymroziło. Ubrałam się tak, że mróz nie miał dostępu do mnie. Robiłam jeszcze ostatnie zakupy. W sklepach jest stanowczo zbyt ciepło. Tego, że klient przychodzi w kurtce nikt jakoś nie bierze pod uwagę. Zakupiłam nawet gałęzie świerkowe. Z jemioły zrezygnowałam, gdyż przemarznięta i później się kruszy, i dlatego, że jakoś nie mam się z kim całować pod jemiołą. Zresztą gdyby była nawet okazja i tak bym z niej nie skorzystała.
Choinka ubrana. Zmieniłam nieco styl. Nie lubię monotonii. Jeszcze czeka mnie prasowanie i program na dzień dzisiejszy będzie wykonany. Najtrudniej szło mi z orzechami. Dostałam trochę do piernika i musiałam jakoś je wyłuskać. Zajęło mi to całą godzinę. Najtrudniej jest mi się pogodzić z tempem prac. Działam na zwolnionych obrotach. I słaba jestem, słaba, a to nie jest miłe.

22 grudnia - Gdy łagodna jesień trzyma, będzie krótka, ostra zima.
Zastanawiam się niekiedy, jak to możliwe, aby przygotowywać potrawy przez kilka dni, a później znikają wszystkie w czasie Świąt. Widocznie pojemność naszych żołądków jest nieograniczona. Dzisiaj upiekłam keks, piernik(moja specjalność!) ciekaw sama jestem jak się udał. Kapusta z fasolą, której szczególnie nie lubię gotować,  na szczęście nie obraziła się na mnie, jest zjadliwa. Wystawiłam na balkon i niech zamarza. Z mięsem też się uporałam. Jutro ciąg dalszy przygotowań. Ryby przełożone cebulą, skropione cytryną i mlekiem gubią zapachy. Po powrocie z kościoła  się z nimi uporam.
Słucham radia i się zastanawiam, czy my nie mamy swoich kolęd, tylko ciągle Christmas i Christmas … Muszę poszukać płyt i wprowadzić się w nastrój naszymi pastorałkami i kolędami. Będzie mi łatwiej stać przy kuchni.

 23 grudnia - Im więcej zimą wody, tym więcej wiosną pogody.
Mrozi dzisiaj niemiłosiernie, to jednak nie jest przeszkodą. W domu żar bije od pieca. Na dzisiaj wszystko zrobione. Poszłam się nawet podzielić wypiekami. Oto dowód, że pracuję, ale nie padam na twarz. Przy okazji odwiedzin zrobiono mi zdjęcie.

Lubię jak mnie się chwali, mało tego, domagam się pochwał. Niechby tylko ktoś śmiał mieć inne zdanie. Są nawet tak zgodni, że gdy zgłosiłam obawy o jakość strucli, zgodnym chórem zawołano: Zjemy wszystko! No i dobrze. Trud kucharek trzeba docenić, gdyż mogą odmówić pichcenia. Makowiec jest jednak ok, tylko lukier robiłam dwa razy, gdyż ten z przepisu dawał połysk, a mnie chodziło o śnieżną biel. Makutra jest jednak niezastąpiona. Cukier puder z białkiem i cytryną to najlepszy sposób. Niech już te Święta przyjdą.
24 grudnia - Jak w Wigilię z dachu ciecze, to się zima długo wlecze.

Spokojnych, radosnych Świąt obfitych w miłość i przebaczenie.

Aniołowie, aniołowie bialiImage and video hosting by TinyPic, O! poświećcie blaskiem skrzydeł swoich, by do Pana trafił ten zgubiony i ten, co się oczu podnieść boi, i ten, który bez nadziei czeka, i ten rycerz w rozszarpanej zbroi by jak człowiek szedł do Boga-Człowieka, aniołowie, aniołowie biali./ K.K. Baczyński/


 
25 grudnia - Gdy w Boże Narodzenie pogodnie, będzie tak przez cztery tygodnie.
Mam już za sobą najbardziej wzruszający wigilijny dzień, szczególnie atmosferę wieczoru. Wszystko się udało – ciepło, rodzinie, nastrojowo, z prezentami i życzeniami od serca. Dla mnie, jako głównej ochmistrzyni, to zawsze wezwane, gdyż nigdy nie wiem jaki będzie finał… kulinarnych zabiegów.

 
Furorę zrobił kompot z wędzonych - tak, tak – owoców. Smak miał niepowtarzalny, a uwędzone gruszki były bardzo smaczne. Nigdy jeszcze takich nie jadłam, gdyż u nas owoce się suszyło, a nie wędziło. Zeszyt wigilijnych życzeń zapełniony na następny rok. Podsumowanie dokonań ubiegłorocznych wypadło nienajgorzej, tylko napisałam w tamtym roku – nigdy już nowych inwestycji, no i się nie wypełniło. Kupiłam nową lodówkę i witrynkę, nie to że chciałam, ale los tak chciał. Nigdy już nie będę takich postanowień wpisywać, później tylko niepotrzebne uwagi… Na pasterkę już nie chodzę, boję się tłumu ludzi w kościele. Nie zawsze jest gdzie usiąść i to już dla mnie zbyt wielkie wezwanie.
Dzisiaj dojadaliśmy wigilijne przysmaki. Z rodziną, z którą się niestety nie spotkaliśmy, mimo że takie były plany, porozmawialiśmy na Skype. Trudno! Są sprawy, które trudno przewidzieć. Teraz mam już wolny wieczór. Stół zsunięty, świąteczna zastawa upchnięta w szafkach, dla mnie koniec zmagań. Choinka jarzy się sztucznymi lampkami, świerk w wazonie rozsiewa prawdziwy zapach choinki, snuje się po domu zapach pieniędzy wydobywający się z kadzidełka o takim przeznaczeniu. W nadchodzącym roku postawię na robienie kasy, kiedyś trzeba zacząć. Nie wiem jeszcze jak to zrealizuję, ale pieniądze, i to znaczne, muszę mieć. Tak postanowiłam. Jutro idę z wizytą, a to już nie jest takie zobowiązujące. Niech inni się martwią.
26 grudnia - Boże Narodzenie po lodzie, Wielkanoc po wodzie.

"Albowiem jakim się rodzisz, takim już pozostajesz... nic nie ma takiej mocy jak same narodziny i pierwszy promień światła dla nowonarodzonego." Hölderlin
Czas i miejsce, gdzie przychodzimy na świat rzutuje w dużej mierze na nasze życie, naszą wrażliwość, na to kim będziemy i co osiągniemy. Ni  jest problemem to, z jakiego pułapu startujemy, czy mamy szanse się wybić, ułożyć sobie właściwie życie, ale to, że stajemy się człowiekiem o określonych receptorach odbioru świata. Święcie wierzę w to, że mam tutaj do wypełnienia misję, muszę coś przeżyć, czegoś doświadczyć, pomóc komuś, wyprostować jego drogi. Jestem człowiekiem, którego nosi po świecie, zmieniam miejsca zamieszkania, doświadczam czegoś nowego, jednak wydaje mi się, że to, co do mnie przychodzi, zjawia się zawsze zbyt późno, wtedy, kiedy już to nie ma dla mnie większego znaczenia. Tak już w życiu mam. Wcale się na los nie obrażam, przyjmuję wszystko z pokorą i cieszę się tym co niesie ten „kolejożyciowiec”. Nie dogonisz uciekającego czasu, nie masz szans, ale ciesz się chwilą, daj radość innym, przebacz zło dotykające cię i wybacz sama sobie istoto ludzka. Zapomnij o tym co było, nie obwiniaj się, stwórz wolną przestrzeń dla nowego życia, nowych wydarzeń, znajomości. Święta to doskonała okazja ku temu.

 27 grudnia - Jak Apostoł pokazuje, taki luty następuje.
Największym problemem po świętach bywa zagospodarowanie jedzenia, które nie zostało wchłonięte przez rodzinę i znajomych. Najlepiej robić zapiekanki, dodając coś nowego, i jakoś to skonsumować. Ciasta typu makowiec czy piernik można zamrozić , a resztę jeść ze zdwojoną mocą, gdyż po nowym roku i tak trzeba będzie przystąpić do kształtowania sylwetki, które u pań w wieku podeszłym najczęściej nie bywają zadawalające.
Oglądałam w święta film „Dwoje do poprawki”. To komedia obyczajowa, ale pełna mądrości życiowej. Chcę jednak zwrócić uwagę na sylwetkę Meryl Streep. Przecież ona nie jest jeszcze taka stara, ale tak ją przedstawiono w tym filmie, że litość ogarnia. Bardzo lubię jako aktorkę i uważam, że jest ładna, jednak ta rozbudowana w bioderkach figura, zwężane spodnie, biust do poprawki, bardzo mnie ubawił. Całą gębą starsza pani…
I jeszcze jedna sprawa, rozrzutność jedzenia. Gdy małżonek nie zjadł śniadania – jajka na bekonie – wyrzuciła do śmieci! Kto to słyszał!!! Należało przetworzyć i dodać mu to do obiadu, a nie utylizować.
To właśnie ta jasna strona mojego charakteru, nic nie marnować, nie wydawać na głupstwa, które do niczego się nie przydają. Mówią, że zrobiłam się praktyczna, może i tak, ale to ja mam rację.
28 grudnia - Niewiniątek czas pokaże, jaka pogoda w marcu sie okaże.
Słonecznie, mroźno, lekki wietrzyk więc wymarzona pogoda na spacer. Przy okazji zrobiłam małe zakupy i szłam powoli i rozważnie delektowałam się pięknem przyrody. Bure ono było, upstrzone sylwetkami moich dobrych znajomych – pań gawronich, kawek i wronich, czarnych zalotnic. Przystanęłam, wiatr przerzucał jakieś brunatne liście turlając je pod moimi nogami, lecz ja wpatrywałam się w czarne towarzystwo żerujące na trawniku. Nie wiem co one wydziobują, ale widocznie znajdują jakieś ziarna i zjadają ze smakiem. Usłyszałam zaczepne krrra, krrra i jakaś para gawronia zaczęła się namiętnie całować wkładając dziob w dziob. Rozłożone skrzydła pozwalały im utrzymywać równowagę. Za ich przykładem poszły inne i kilka par „dziobowało” się z zapamiętaniem. Już to w któryś dzień widziałam, a dzisiaj miałam powtórkę. Może zbliża się już okres lęgów?! Ale to chyba za wcześnie. Mnie wczoraj w lodówce jajka, które z opakowaniem przywarły do tylniej ściany lodówki zamarzły na amen. Musiałam je wkładać do ciepłej wody, aby można było je użyć. Gdyby tak zamarzły biedne pisklątka, to byłaby dopiero tragedia. Coś się jednak dzieje, na coś się ma, gdyż bez powodu nikt nikomu nie wkład dzioba do dzioba.
29 grudnia - Późna zima długo trzyma.
Mroźno. Zaraz wychodzę, ale jeszcze tylko chwilkę się zatrzymam, aby wypłakać swoje srebrne łzy. Moje są srebrne… Wczoraj oglądałam dziennik, a że przed końcem roku nikomu nic się nie chce i nie ma o czym mówić, trochę się zdrzemnęłam na fotelu i moich ciepłych barankowych łapciuszkach, jednym z prezentów gwiazdkowych. I to był wielki błąd! Po północy jeszcze oczy nie kleiły mi się do snu, słuchałam radia, czytałam, rozwiązywałam jolki i nic… W końcu usłyszałam jak przez mgłę piosenkę Anny Jantar, która była kiedyś moją ulubioną – „Wielka dama znów tańczy sama...” i to mnie rozkleiło zupełnie. Łzy, srebrne i ciurkliwe zalały moją nieskorą do snu twarz. Zatańczę ten taniec do końca sama, tak ma być. Niech ta sukienka z sinej mgły będzie moją najpiękniejszą, ostatnią i jedyną.
Sukienki, która nadawała by się na wielkie wyjście nigdy nie miałam, wielkie bale też mi jakoś umknęły. Do dzisiaj nie mam żadnej sukienki, tylko bluzki, spódnice, garsonki i kostiumy. Tancerza miałam też tylko jednego, z którym posuwiste passe sprawiało mi przyjemność i to wcale nie był mój mąż, który nie był dobrym tancerzem.
Uświadomiłam sobie, że już nigdy nie zatańczę walca na wielkim balu w pięknej sukience. Straciłam ostatnią szansę , nie ten czas już i nie ta tancerka. Zaproszono mnie na Sylwestra, nie skorzystałam z zaproszenia. Nie sprawiłoby już mi żadnej przyjemności. Gimnastyka ruchowa przy muzyce, o nie. Jacyś obcy ludzie, starzy jak ja, nie! Spędzę ten wieczór sama, najwyżej zdejmę z ramion mój ulubiony szal i zatańczę swój ostatni taniec przy zapuszczonych roletach aby nie pomyślano, że wielka dama w objęciach Alzheimera przetańczyła do rana...

 
30 grudnia - Kiedy grzmi na lód, będzie głód.
Rano słońce wdzierało się uparcie przez okna, trzeba było przysłaniać je roletami. Temperatura powyżej zera. Teraz niebo zaciągnęło się szarym kolorytem i nie wiadomo, czy to już zbliża się wieczór, czy szykuje się zmiana pogody.
Rodzinne sprawy przytrzymały mnie w domu i jeszcze nie byłam nawet w kościele. Pójdę o 18. Obecnie zajmuję się opisywaniem przygód kota Pota i nie mam już na nic czasu. Zapraszam tych, którzy jeszcze są nieświadomi tego, że taka opowieść powstaje. Rozdział pierwszy już się wynurzył z mroków pamięci, dalsze powstaną w najbliższych dniach. Zapraszam:
hallas.pl.tl/Dzieci%26%23324%3Bstwo-kota-Pota.htm

Jak masz kota, to wejdziesz do tej miauczącej i mruczącej krainy z ochotą, gdy jeszcze nie masz, to może się skusisz na spędzanie czasu z dachowcem, a może rasowcem?! Wszystko według pragnień i gustów. Zabieram się do pisania. Żałuję tylko, że nie mam możliwości dyktowania i zapisywania. Wtedy poszło by wszystko w „trimiga”. Jest jak jest, będę pisała, o ile oczywiście Opatrzność pozwoli.



30 grudnia - Kiedy grzmi na lód, będzie głód.
Grzmotów nie było, ale ja tak się zajęłam swoimi sprawami, że zapomniałam dodać wpis. Udzielam sobie nagany, gdyż podjęłam zobowiązanie, że krótko, ale coś dodam. Kot Pot mnie tak wciągnął, że ominęłam Dniewnik. Tak się nie robi moja hallas.


31 grudnia -Na święty Sylwester mroźno, zapowiedź na zimę mroźną.
Sprawdziłam, mamy +5. Grypa szaleje, więc chyba lepiej aby było mroźno, wtedy, kiedy jest czas ku temu. Może to zahamowało by szerzącą się zachorowalność.
Żegnamy grudzień, a także Stary Rok 2012.
U uważam, że moim największym osiągnięciem jest, to, że przeżyłam całe 366 dni! Tak, tak, gdyż to jest rok przestępny!!! Kilka godzin brakuje, ale może jakoś się dotelepię. Nie było większych zawirowań, zdrowie w miarę dopisywało, wiele rzeczy chciało mi się robić, konsekwentnie doprowadzałam je do końca. Jestem zadowolona.
Czas zawsze się kończy, kończy się rok - umarł król, niech żyje król. Weźmiemy się za bary z Nowym Rokiem, gdy los pozwoli.





 
suma wejść na stronę - 269719,
odwiedzających - 91098,
dzisiaj -23
Reklama
 
Motto strony
 
„Pamiętaj, że każdy wiek przynosi
nowe możliwości.
Daj z siebie wszystko – inaczej oszukujesz samego siebie.”
Nie, ja nie milczę (Halina S.)
 
Nie, ja nie milczę, ja czekam
na krawędzi cichych marzeń
na czas, który ku mnie idzie
i za chwilę się wydarzy.

Nie, ja się nie boję życia,
z uporem kroczę do celu,
nigdy nie milczę ze strachu.
Żyję jak chcę, przyjacielu.

Szeroko otwieram oczy,
wpatruję się w ciszę nieba
śledzę utarte szlaki gwiazd,
ważę ciężar słów, tak trzeba.
 
Image and video hosting by TinyPic
Firma JUNESSE
 
Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE > Firma JUNESSE [kliknij]
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=