wrzesień 2012
wrzesień 2012



1 września 2012
Seneka Młodszy będzie we wrześniu figurował jako twórca aforyzmów.

"Ważne jest, czy dobrze żyjesz, nie jak długo, czasem zaś to jest dobre, że niedługo
."

Wrzesień na zawsze kojarzyć będzie się nam z wybuchem II wojny światowej. "Żadna inna tragedia nie dotknęła Polaków tak bardzo jak ta" wypowiedział dzisiaj te słowa premier podczas wmurowania kamienia węgielnego pod budowę muzeum II wojny światowej. 

 Ja naprawdę jestem dzieckiem wojny. Moje dzieciństwo obejmujące wojnę i czasy powojenne opisałam w swojej wspomnieniowej książce „W cieniu jesionów”.
W rozmowach ze znajomymi będącymi już emerytami, przewija się temat odległych czasów, w których przyszło nam żyć. Nie były to łatwe chwile, każdy wyniósł inne doświadczenia, ma różne wspomnienia, ale przecież tak czy inaczej, liczy się tylko czas, w którym teraz nam przyszło trwać. Czy on jest dobry, czy zły? Tego nie można ocenić dopóki nie minie, gdyż każda następna minuta może być punktem zwrotnym w naszym życiu.
Sprawa testamentu wisi nad moją głową jak miecz Damoklesa. Jakoś trzeba się z tym problemem uporać dla dobra dzieci, aby nie miały później kłopotów. Moje oczekiwania odnośnie tych ostatnich chwil spędzonych na ziemi trochę odbiegają od wzorców; mam być skremowana, nie chcę mieć grobu, nie życzę sobie aby sztucznie podtrzymywano moje życie, nie chcę żadnych operacji, nawet gdyby miały przedłużyć  moje życie o ileś tam czasu, pogrzeb ma odbyć się bez udziału osób postronnych, kwiatów się jednak nie wyrzekam zupełnie, mała wiązanka marcinków będzie mile widziana, a gdy przypadnie to w innej porze roku,  to jakiś bukiecik niech bedzie… i kilka jeszcze spraw, które trzeba zapisać. Uporam się z tym w przeciągu tego tygodnia! Nie będę już dłużej odwłóczyć tego problemu.

Życie jest tak ulotne, mija szybko i nawet człowiek się nie obejrzy, a już jest starcem. Wiem jednak, że wszystko co kiedyś się stało, zaistniało – nawet najbardziej płocha myśl - nie ginie, trwa rozsmużone gdzieś we wszechświecie i wraca do nas. Wystarczy skojarzenie, spojrzenie, wspomnienie i znowu jesteśmy wplątani w to, co minęło, a jednak jest. Grono jarzębiny zamieszczone na tej stronie, to właśnie reminiscencja słów mojego męża, który każdej jesieni liczył mijające lata obierając jako wyznacznik czasu płonące czerwienią drzewa jarzębiny.


2 września 2012

Kiedy zobaczysz, ilu cię wyprzedziło, uświadom sobie także, ilu kroczy za tobą.


  Nie wiem jaką drogą ja kroczę, ale gdzieś tam środkiem podążam. Dostałam dzisiaj propozycję współpracy z kwartalnikiem krajoznawczo-historycznym wydawanym na terenie, gdzie znajdują się Miłkowice. To pięknie z ich strony, tylko przez skórę czuję, że mój Anioł maczał w tym palce. Nie wiem, czy jestem gotowa do takiej współpracy. Ze strony, którą zrobiłam, jestem bardzo dumna i to, że w ogóle jest, to dla mnie nagroda za czas i wysiłek jaki włożyłam w jej utworzenie. Szczególnie cieszą mnie słowa, które docierają pod moim adresem od ludzi odwiedzających ją. Jest odzew, nie są to martwe strony, a to jest najważniejsze i szczerze powiedziawszy chyba mi wystarczy. Nie wiem co odpowiem na propozycję, poczekam do jutra. Nie ma co się spieszyć.
  Przysłano mi ostatni numer tego kwartalnika, przejrzałam i zatrzymałam się na artykule dotyczącym mieszkańca Miłkowic. Pochodził z okolicznej szlachty, jego rodzina osiadła właśnie tutaj, znałam ich dobrze i teraz czytając, przypomniałam sobie, że tato wspominał kiedyś - pominę okoliczności - że to rodzina wywodząca się ze szlachty. Oglądając zdjęcie chóru kościelnego już w trakcie robienia strony, przypomniałam sobie o tym, ale nie miałam żadnych dokładniejszych informacji więc dałam sobie spokój. Teraz samo przypłynęło.
  Drugi artykuł dotyczył pięknych, ciepłych wspomnień o synu znajomego, późniejszego organisty w jednej z miejscowości za rzeką, który zginął jako młody chłopiec, ale nie mogę sobie przypomnieć w jakich okolicznościach. Tato kupił od nich skrzypce, gdy musiałam w liceum obowiązkowo grać na tym instrumencie. Było to bardzo muzykalna rodzina.
I tak to po latach dowiedziałam się czegoś nowego o ludziach, z którymi kiedyś zetknął mnie los.



4 września 2012

Ten, kto cię obraził jest albo silniejszy, albo słabszy od ciebie. Jeżeli słabszy, oszczędź go, jeżeli silniejszy, oszczędź siebie.


Gdybym kogoś mimowolnie obraziła, to przepraszam. Mnie już nikt nie obrazi, gdyż nie jestem się w stanie obrazić. Bardziej martwię się o to co nastąpi. Podobno kryzys zbliża się wielkimi krokami i nie unikniemy go. Staram się do sytuacji, która niebawem może nadejść, przygotować. Idąc z ćwiczeń wstąpiłam najpierw do biblioteki, gdyż wczoraj dzwoniono do mnie, a ja nic nie słyszałam, więc albo ja głuchnę, albo nie było zasięgu. Jedno i drugie jest możliwe. Szalenie lubię tam zaglądać, tak sympatycznych osób dawno nie spotkałam.
W drodze powrotnej zawadziłam o bazarek, gdzie na te ciężkie dni, które się zbliżają, zakupiłam dwa wielkie pęczki natki do zamrożenia. Zakupu dokonałam też dlatego, że wielkie były, a niedrogie. Przytaszczyłam jeszcze dwa kilogramy śliwek węgierek czystej rasy i pozbawiając je pestek, zamroziłam. Zimą będą do ciasta. Mam taki przepis nie zawodzący nigdy, tylko potrzeba do tego specyfiku owoców. Mam teraz większy zamrażalnik, więc się nie lenię i chomikuję tam co się da. Zastanawiam się tylko, że gdyby wypalił 12 grudnia koniec świata, no to po kiego licha te zapasy?! A zresztą, będzie co będzie, a jak nic nie będzie, to zapasy owoców będą.

5 września 2012

Z życiem, jak ze sztuką w teatrze: ważne, nie jak długo trwa, ale jak jest zagrana.


W Bydgoszczy rozpoczyna się festiwal "Adaptacje". W dniu dzisiejszym spotkaliśmy się z Janem Jakubem Kolskim i niespodziewanie także aktorem Krzysztofem Majchrzakiem w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Bydgoszczy.
Dwaj panowie w wieku dojrzałym, z zacięciem filozoficznym przybliżali nam siebie i swoją twórczość. Kolski dla mnie to przede wszystkim filmy: Jańcio Wodnik i mój najbardziej ukochany film – Jasminum. 






Tym właśnie filmem jestem najbardziej oczarowana i dlatego wzięłam udział w spotkaniu z reżyserem. Balans na granicy dwóch światów, realnego i magicznego, jest dla mnie najbardziej urokliwy. Co prawda mówiono przede wszystkim o filmie „Pornografia” w oparciu o prozę Gombrowicza, ale te klimaty nie są mi już tak bliskie.








8 września 2012

Ojczyznę kocha się nie dlatego, że wielka, ale dlatego że własna.


Narodowe Czytanie „Pana Tadeusza”. Poczytam i ja, dlaczegóżby nie. Przed jedenastą stawię się w bibliotece. Zaproszono mnie, więc wczytam się w III Księgę. Gonię dzisiaj w piętkę, gdyż czas mam w związku z tym ograniczony. Na szczęście skończyłam już rehabilitację, niby nic, ale to był kagańczyk, który trzymał mnie w ryzach. Co się jednak nie robi dla siebie samej!
Skończyłam już testament, siedziałam chyba ze dwa dni, no oczywiście nie murem, ale wracałam w każdej wolnej chwili do tego projektu. Trzeba było cyzelować słowa, aby wszystko było na swoim miejscu, by nikogo nie urazić, a pomóc w przyszłości tym, którzy będą wykonawcami tego dokumentu. Wypatrzyłam już drugiego świadka. Wiem, że nie odmówi. Najbardziej interesowała mnie sprawa mieszczenia się w kosztach pogrzebu. Nie będzie źle. ZUS wypłaca zasiłek pogrzebowy w wysokości 4000 zł, PZU tyle ile dały nam wpłacane składki, każdy z rodziny dostaje 20% ze swojego ubezpieczenia, a koszt pogrzebu w „Spalarni” z kompleksową obsługą wynosi cztery tysiące. Poradzą sobie bez uszczerbku swojego kapitału, a o to mi chodziło. Problem tylko w jakim stanie dotrwam do końca i tutaj nic już przewidzieć nie mogę, choć i na ten temat wytyczne są!
Spieszyłam się bardzo gdyż do soboty musiałam wszystko skończyć, aby sfinalizować przedsięwzięcie.
Teraz biegiem ruszam w miasto, trzeba jeszcze kupić co należy, upiec co trzeba, doprowadzić „apartament- owiec” do odpowiedniego poziomu.


13 września 2012

Tajemnice życia uczą sztuki milczenia.

Wróciłam do domu. Od rana biegam za ziemią i doniczkami. Dostałam kwiaty różnych odmian pelargonii o intensywnym zapachu pomarańczy, cytryny, jabłka i czegoś tam jeszcze. Wsadziłam wszystko do doniczek i czekam intensyfikacji zapachów w moim mieszkaniu. Mam też bananowca i kilka ziół. Przechodzę do fazy zachwytu roślinami. Staruszki lubią kwiatuszki…
Drogę zniosłam dosyć dobrze. Nowa A2 od granicy to istne cudo, później droga szybkiego ruchu, ale do Gniezna jedzie się na sposób europejski, później już bardziej swojsko. Wszystko ma swoje dobre i złe strony. Zbyt wielka szybkość jazdy dla mnie jest trochę męcząca, ale coś za coś. Szybciej byłam w domu. Prace oboczne ciągle trwają, miejmy nadzieję, że finał będzie wspaniały. A mosty i wiadukty jak pięknie wystylizowane! Wychodzimy z zapiecka na szerokie drogi. „Tirowcy” chyba trochę się nudzą tak długim pobytem w trasie, co oni nie wyprawiają, wyprzedzają, hamują ruch, a przecież mają jakieś reguły poruszania się po drodze tak dużymi pojazdami…
Sprawa jednak najważniejsza.
Kochane staruszki i staruszkowie!
Nie popełnijcie błędu, jaki ja popełniłam, ostrzegam Was!!! Napisałam ten nieszczęsny testament i miałam nadzieję, że w spokoju porozmawiam z dziećmi na ten temat. Tak się jednak nie stało, po przeczytaniu tego, co napisałam, moje dzieci zareagowały tak, jakby już mnie chowały. Lepiej nie będę pisać jak to się odbywało. Ofiarowałam dzieciom pogrzeb numer jeden, a przecież ten prawdziwy też musi dojść do skutku. Kierowałam się dobrem tych, którzy będą się zajmować mną i moim pochówkiem, jednak była to wielka głupota. Łatwiej jest chyba umrzeć niż być osobą oglądającą czyjąś śmierć, czy mówiącą o niej. 
To było dla wszystkich traumatyczne przeżycie. 
Jak macie potrzebę, to napiszcie testament, ale schowajcie go i niech zostanie przeczytany dopiero po waszej śmierci.
Żadnych listów dla dzieci też nie zostawię. Nie chcę już myśleć o tym wszystkim. Sprawiłam ból osobom, które najbardziej na świecie kocham. Nie chcę żadnego pogrzebu, niczego nie chcę. Wyjadę chyba w podróż łodzią na bezkresne morze gdy już zacznę się robić słaba i niedołężna, niech mnie zjedzą rekiny. Tak będzie najprościej ...


14 września 2012

Przyjemność umiera w tej właśnie chwili, gdy najbardziej nas oczarowała.


Książka daje jednak najlepsze zapomnienie. Pani Ania poleciła mi „Wszystko co było jest” Jerzego Krużdana. To chyba debiut literacki, ale autor ujął mnie prawdziwością przeżyć i przemyśleń. Styl jest taki dosyć naiwny, w sam raz przylegający do głównego bohatera dorastającego na naszych oczach. Młody, inteligentny człowiek, srogo doświadczony przez życie, nie schodzi na manowce, ale wprost przeciwnie przedziera się przez dżunglę przypadków i wypadków i wychodzi na ludzi. Pochłonęła mnie ta książka i sięgam po nią najczęściej wieczorami, a właściwie nocą, gdyż dzionki mam bardzo zajęte. Zwyczajność da się obłaskawić, gdy czeka na mnie nocna wędrówka z Witkiem! Dobrze, że wymyślono książki.
Byłam na spotkaniu z tuzami filmu polskiego i na pytanie, które padło z widowni dotyczące sensu naszego życia, nikt nie umiał odpowiedzieć. To oczywiste, bo niby dlaczego jesteśmy tu na tej ziemi i co mamy do przeżycia?! Bardzo ładnie na to pytanie odpowiada Krużdan – „…życie stanowi taką siłę, że być może żadnego sensu nie potrzebuje i jest sensem samym w sobie. Jest szansą, którą warto wykorzystać.”
Z wykorzystaniem szansy to jest dosyć trudna sprawa. Łapię się na tym, że nie zawsze udaje się ją wykorzystać, najczęściej ze strachu, że nie staniemy na wysokości zadania. Szansa odchodzi sobie cichutko i nie wraca, a my szukamy nowej szansy i żałujemy tej, która nam sama się nawinęła, a jednak jej nie wykorzystaliśmy. Najlepiej wtedy zapomnieć o tej uciekinierce i rzucić się na szukaniu nowej okazji w życiu.
Mnie ostatnio ciągle gdzieś, ktoś zaprasza, ale to chyba dlatego, że dostępna jest wiedza na temat mojej niechęci do podróży… O mały włos siłą by zaciągnięto mnie do Irlandii!!! Och, ta Irlandia! Kusi mnie, ale niech poczeka do mojego następnego wcielenia. Dam sobie spokój. Zostanę przy mojej „powidłowej” rzeczywistości. Zimą przyda się słoik własnoręcznie przyrządzony. Teraz roztacza się w całym domu zapach oddających nadmiar wody śliwek węgierek mieszający się z ostrym zapachem zapiekanki, która najeżona jest świeżymi ziołami. To jest obecnie mój świat, taki jak należy – siwiutka babuleńka mieszająca drewnianą kopystką perkoczące śliwki aby nie przywarły do dna. Za chwilę obiad…


15 września 2012

Ten jest najlepszy, kto chętnie daje, nigdy nie żąda zwrotu, a cieszy się nim; kto szczerze zapomniawszy o tym, co ofiarował, odbiera to jakby jemu wyświadczono dobrodziejstwo.

Lubię zbierać grzyby, samych grzybów nie muszę jadać. Dzisiaj wyruszyłam do lasu, gdyż wczoraj na straganach półki uginały się od dorodnych borowików, podgrzybków i koźlaków. O dziewiątej rano byłam już na stanowisku. Las był piękny, sosny i brzozy dostojnie szumiały, ptaszęta śpiewały a ja wpatrzona w poszycie leśne przemierzałam całe połacie lasu podekscytowana i radosna. Grzyby wyraźnie mnie unikały. Gdzieniegdzie trafiałam na małe ostoje grzybowe i wybierałam pojedyncze okazy raczej z krainy grzybnych maluszków, ale nie rezygnowałam. Zmiana miejsc zbiorów też nie na wiele się zdała. Wyraźnie nie cieszyłam się sympatią i mało kto chciał przyjechać ze mną do domu. Grzyby przeczuwały swój los. Teraz te, które z ufnością oddały się w moje ręce, suszą się w suszarce i zamienić musiały szum leśny na monotonny odgłos chłodzenia. Kurczą się bojaźliwie i odparowują wodę. Wcale się nie dziwię tym, które chowały się przed moim wzrokiem. Spotkał by je taki sam los.
16 września 2012

Spór z równym jest ryzykowny, z silniejszym – szaleńczy, ze słabszym – haniebny. Miałki i nędzny to człowiek, który ugryziony, gryzie.


Odwołam się do sentencji Seneki. Całe nasze życie to poznawanie innych ludzi. Okoliczności poznania bywają różne, ale i współ-trwanie ma niezliczone ilości rozwiązań. Nauka przynosi różne rezultaty.
Uczę się ciebie, człowieku. Powoli się uczę, powoli.
Od tego uczenia trudnego raduje się serce i boli.
J. Liebert
Zebrało mi się dzisiaj na wspomnienia, gdyż odkryłam z bólem, że to co nas dotknęło, nigdy nie mija, tkwi głęboko i niekiedy niespodziewanie wypływa. Od dwudziestu lat nie miałam już migren. Odeszły i na moje szczęście nie wracały. Była to dla mnie wielka ulga. To naprawdę trudna przypadłość i potrafi zatruć dni i noce. Wczoraj niespodziewanie atak wrócił. Byłam zupełnie nie do życia. Przespałam 12 godzin i jeszcze dzisiaj w dzień były dosypki. Wielkie to szczęście, gdyż wtedy nie czułam już bólu. Mam nadzieję, że to ostatni nawrót.
Z pamięcią o ludziach bywa podobnie. Byli kiedyś, nieśli szczęście lub ból, odchodzili, pojawiali się nowi i wszystko zaczynało iść swoją koleją, tylko kontekst się zmieniał. Wypływają teraz z mojej pamięci niespodziewanie, najczęściej z oceanów snu i rankiem budzą wspomnienia. To dary losu, gdy wnieśli coś dobrego do naszego życia, lub żachnięcie, gdy doznaliśmy krzywd z ich strony. To może brzmieć nieprawdopodobnie, ale ci, od których doznaliśmy krzywd też nauczyli nas wiele, nauczyli bycia człowiekiem, oczywiście gdy nie daliśmy się ponieść nienawiści i odwetowi. Niekiedy czuję ulgę, gdy mogę odpocząć od ludzi, może i oni kiedyś pozbywali się pamięci o mnie, aby móc iść swoją drogą.
17 września 2012

Władza ani małżeństwo nie znoszą wspólników.


Ponosi mnie złość na siebie i na cały świat. Staruszki też gubią się w rozpoznawaniu rzeczywistości. Jestem oszczędna w znajomościach i kontaktach. Nie widzę powodu aby swoją osobą zaśmiecać komuś życie. Mam kilku znajomych i to mi wystarczy. Wystarczy, gdyż jak to w życiu bywa, nigdy nie wiadomo jak długo coś będzie trwać. Ludzie przychodzą i odchodzą, ci co przenieśli się w zaświaty, już na zawsze są straceni. Co z tego, że we wspomnieniach, czym w końcu są wspomnienia. To namiastka życia.
Snuje się jednak za mną cień i nie wiem jak się go pozbyć. Nie chcę już żadnego cienia, nie mam prawa moralnego, nie mam ochoty, a jednak on jest. Wyłania się z mgły i czai się gdzieś w przybrzeżnych trzcinach. Widzę go, a przecież widzieć go nie chcę. On też nie wychodzi na otwartą przestrzeń.

Teraz gdy zbliża się już jesień zaczaił się w liściach dębu, mami datą urwania się z gałęzi sprokurowaną chyba w niebie, jeszcze takiej nie spotkałam. Jakiś inny i wyjątkowy i na dodatek ma dar przyciągania innych liści. Widziałam wczoraj jak wirował w niezliczonym towarzystwie liściastych pobratymców płożących się u jego stóp, obsypujących go względami i wynoszących go na piedestał. Dziwny ten liść. Szczęście wielkie że chociaż nie muszę być w tym klakierskim tłumku. 
18 września 2012

Niekiedy zbrodnią jest dotrzymać słowa.


Wszystko powinno być uregulowane w powietrzu, wodzie i na lądzie. W życiu także. Przejeżdżałam niedawno przez most na Wiśle w okolicach Fordonu i to zobaczyłam wstrząsnęło mną. Wisła zmalała, odsłoniła wielkie łachy piasku i wije się bokami niosąc resztki wód do morza. Czy tak powinno być? A kto zatroszczy się o wyniki moich łowów leśnych na prawdziwki i podgrzybki? Jaki ja, jako członek społeczności, mam na to wpływ – żaden. Żyję w realiach w jakich się znalazłam, cichutko, spokojnie i bezgrzesznie. Nie mam nawet z czego się spowiadać!
Dzisiaj zdenerwowałam się bardzo, a raczej zmartwiłam, gdyż umówiłam się z moim dzieckiem, które gdzieś tam w zatoce morskiej nurkuje, i miało to dziecko obowiązek w południe się meldować abym, ja jako matka staruszka, mogła swobodnie smażyć powidła, pisać i robić to, na co mam akurat ochotę. Ociągała się dziecina, a ja już nakręciłam mechanizm doinformowania. Okazało się, że zbytecznie, gdyż wiadomość przyszła, ale z opóźnieniem aby była już pewność, że ona cała i zdrowa wyszła z Morza Czerwonego…
Zastosowałam swoistą psychoterapię, a mianowicie zadzwoniłam do przyjaciółki, która zawsze mnie zrozumie. Wygadałam się i uwolniłam od brzemienia ciążącego na każdej matce. Chyba już taka umrę. Wieczorem obejrzę film w Zone Europa o wirusie szalonej miłości atakującego młodych ludzi. Cieszę się, że mnie już nie dotknie. To chyba dlatego tak lubię oglądać filmy obciążone uczuciami. Wystarczy mi miłośc do dzieci...
Zastanawiam się jakie to okoliczności skłoniły Senekę do napisania słów o zbrodni dotrzymywania słowa. Oczywiście takie istnieją, niekiedy ludzie muszą dokonywać wyborów, ale na co dzień lepiej go dotrzymywać, prawda? Ja jestem przewrażliwiona i dzieci ze mną nie mają lekko, ale muszą dźwigać to brzemię. Mają matkę taką jaką mają. I to nie jest to, że ja nie mam co robić i śledzę każdy krok mojego potomstwa, ja jestem zajęta i to bardzo, ale muszę mieć anielski spokój, gdyż inaczej nie jestem w stanie się skupić.
 
19 września 2012 

Piękna kobieta jest jak rzeka, w której toną mędrcy.

Wiem jak napisać powieść, teoretycznie. 
Wczorajszy film natknął mnie myślą, że wystarczy wypowiedzieć kilka słów, połączyć je zgrabnie, dodać intrygę, a najlepiej w trakcie tej czynności zakochać się i powieść sama się napisze.
Zaczynam więc działać. To impuls.

Szkic powieści „Miłość budzi się przed południem”
Główni bohaterowie: Roma i Juliusz

Wczesne przedpołudnie, Roma przynosi tekst dokumentów Juliuszowi do przetłumaczenia, który pracuje tego dnia w domu.
Dzwonek, gospodarz otwiera drzwi i doznaje olśnienia.
Bodźce z szybkością błyskawicy przemieszczają się od prawej do lewej półkuli. Wystarczył czas równy 1/5 sekundy aby wiedział, że to ona, tylko ona, piękna, seksowna, wymarzona.
Nikt nie wie jak rodzi się miłość, ale w tej sekundzie się narodziła.
Układ limbiczny aranżuje spektakl, dopamina buzuje.
Roma drżącymi dłońmi wyjmuję z teczki formatu A4 dokumenty i podaje Juliuszowi, gdy już padło sakramentalne – Dzień dobry! Ten przejmuje papiery, i już czuje się szczęśliwcem.
Podwzgórza obojga falują jak łany zbóż.
Juliusz składając teczkę na stole, niechcący dotyka ręki Romy i wtedy wybucha żądza.
Ciało migdałowate usypia, rodzi się seks.
Pragną, chcą, napełniają się szczęściem…
Dopamina rodzi euforię i rozkosz.
Spotykają się odtąd codziennie, noce nie wymagają snu, endorfiny wystarczają, wywołują dobre samopoczucie, nie pozwalają na zmęczenie.
Postanawiają zostać z sobą na zawsze. Oksytocyna wiąże ich miłością do grobowej deski. Rodzi bezpieczeństwo,  rodzi się dziecko, a nawet kilka sztuk, owoce miłości lub braku zabezpieczenia.
On je jej z ręki, nawet przypalone kotlety, nie czując ich gorzkiego smaku. Stają się one afrodyzjakiem rozbudzającym żądze. Wszystko wokół pięknieje. Hipokamp zadbał też o utrwalenie wspomnień.
Czują się zespoleni, nagrodzeni, wyróżnieni. Pokochali się tak bardzo, że już nie mogliby być z kimś innym.
Ciała ich w tej wypełniającej ich miłości przysychają przez lata, aż przychodzi koniec. Zespoleni duchem kroczą do bram niebieskich. Zdziwiony takim przywiązaniem Święty Piotr, aby nie robić w Niebie zamieszania, rozdziela kochanków. Roma z jego polecenia maszeruje do ław anielskich, Juliusza za nieustające myślenie o seksie, odsyłają do czyścca. Spoglądają teraz na siebie przez wielkie okna Nieba i czekają cierpliwie nędzne trzysta lat aby znowu ich dusze się połączyły w uścisku rozkoszy.
To już nie przypadek, Bóg osobiście czuwa nad drogą do zespolenia serc anielskich. Muszą być doskonali, gdyż po to wyznaczono im ziemską drogę, aby doszli do szczytowania w dziedzinie miłości.

I gotowe. Teraz tylko wypełnić szczegółami i mamy książkę, na dodatek zespoloną dwoma płaszczyznami istnienia. Przecież tak rodzi się miłość, która nigdy nie mija.
 

 20 września 2012

Nie sądźcie, że radość polega na śmiechu, radość to rzecz bardzo poważna.


Wczoraj byłam w bibliotece. Klub dyskusyjny działa. To chyba dobre miejsce dla mnie. Na tapetę wzięto „Regulamin tłoczni win” Irvinga. Piękny tytuł, ile się w nim można doszukać znaczeń. Takie tłocznie działają wszędzie, w ludzkich umysłach, w polityce i w codziennym życiu. Zrywa się warunki regulaminów, na nowo ustala i stara się ich dotrzymywać. Na sześciuset stronach powieści autor przedstawił bogactwo postaci, miłość w różnych odcieniach, przyjaźnie, tęsknoty. Świetnie i ze swadą napisana książka może wzbudzić wiele emocji i budziła.
Tematyka obraca się wokół sierocińca, dzieci niechcianych, matek zmuszonych sytuacją życiową do aborcji. Z początku nie mogłam tego wszystkiego emocjonalnie wytrzymać. Zbyt wiele było detali i szczegółów, tym bardziej, że moja mama to też półsierota i swoje w życiu wycierpiała. Znam to wszystko z jej opowiadań. Dziękuję Bogu że los mi  oszczędził takich doznań.
Mam zamiar obejrzeć film „Wbrew regułom”. Nakręcono go w oparciu o tę książkę. Sama ciekaw jestem jak go odbiorę. Znam przecież bohaterów, wiem jak się rozwiążą wszystkie sprawy, będzie to więc porównanie, emocjonalne i pełne zaangażowania z mojej strony. Potrzeba mi czegoś na odtrutkę. Cały dzień przesiedziałam przy maszynie do szycia. Dla mnie to trudne doświadczenie życiowe. Nie lubię takiej pracy i już, ale obiecałam, więc słowa musiałam dotrzymać.

21 września 2012

Nie otrzymujemy krótkiego życia; lecz je takim czynimy. Nie brakuje nam czasu, lecz trwonimy go.

Zaraz jadę na lotnisko. Skończy się etap oczekiwania, ale już myślę o następnym. Załatwiam bilety w filharmonii i operze, gdyż niedługo przyjadą najbardziej oczekiwani goście. Muszę mieć pewność, że wszystko będzie dopięte na ostatni guzik.
Czytam w międzyczasie książkę „Dziewczynka w zielonym sweterku”. Dotarła do mnie dopiero teraz, filmu „W ciemności” jeszcze nie obejrzałam, gdyż boję się scenerii kanałów i gehenny ludzi tam przebywających. Myślę właśnie nad problemem, który Chiger opisała prawdziwie aż do bólu – życie w małych grupach na małej przestrzeni w ekstremalnych warunkach.
Wystarczy rozejrzeć się wokół nas. Zakotwiczyłam się w dużej aglomeracji miejskiej i tutaj czuję się wolna. Nikt nie depcze mi po piętach, robię to, co uważam za właściwe, nikt nie spogląda na mnie zza firanki. Sąsiadki mam takie, jak można sobie wymarzyć. Nie narzucają się swoją obecnością, ale się wspieramy, gdy zachodzi potrzeba. Jedna z nich ma działkę. Wczoraj dostałam torbę pełną najlepszych winogron, jakie jadłam. Tak już jest od czasu, gdy tutaj się osiedliłam. Objadam się nimi i delektuję ich wyszukanym smakiem. Wybieram ludzi, z którymi chcę utrzymywać kontakty. Nikt mi niczego nie narzuca. Idylla.

Trudniej jest jednak na wsi. Tutaj skazany jest człowiek na sąsiedztwo, jakie ono by nie było. Musi je znosić i jeszcze udawać, że wszystko jest ok. A jak nie jest? Można się najwyżej wyprowadzić, ale to nie jest sprawa łatwa. Jak trafisz na ludzi podobnych do ciebie, uczciwych i przyjacielskich, jest pięknie, a jak nie możesz tylko cierpieć, albo wzywać milicję lub włóczyć się po sądach. Dlatego zdecydowanie nie chcę już mieszkać na wsi. W mieście też trafiają się trudne sąsiedztwa, ale na szczęście ja dobrze trafiłam i niech tak trwa do końca.
 


22 września 2012

Gdyby kamień, rzucony w górę, mógł myśleć, myślałby pewnie, że leci z własnej woli.

Ciężki dzisiaj był dzień. Wypełniłam wszystkie zadania, ale nie osiągnęłam celu w dziedzinie poszukiwań do strony Miłkowic. Musze jakoś uporać się z Bogdańskimi. Mam nadzieję, że otrzymam nowe materiały, ale muszę mieć podbudowę. Cały dzień szperam i doszukałam się, że to Wincenty Wężyk z Woli Wężykowej będącej siedzibą rodu, odziedziczył po Lipskich majątek Miłkowice, w którym osadził córki. Wyszły za mąż za Bogdańskich, z których jeden zamieszkiwał we dworze na Zaspach- Miłkowice, drugi osiadł w Szczytnikach. Jednak wszyscy uważali Miłkowice za gniazdo rodzinne, gdyż przez powinowactwo byli z tym miejscem związani. Córka Wincentego Felicja Bogdańska h. Prus wyszła za mąż za Napoleona Józef Wyssogotę-Zakrzewskiego z Poddębic h. Wyskota około 1860 roku. Była jego drugą żoną.
Problem w tym, że nie mogę odszukać aktu ślubu. Poddębice są niedostępne, albo ja nie mogę dotrzeć do ASC.
Kosztowało mnie to trzykrotne mycie w dniu dzisiejszym kuchenki. Wstawiałam jakąś potrawę, przykręcałam gaz i wtapiałam się w poszukiwania. Garnki rządziły się jednak swoimi prawami i zupa wykipiała, niemal doszczętnie, sos rozpostarł się na kuchni i prawie już skwierczał, kompot zalał ją kompletnie. Obiad miałam szczątkowy i na dodatek ciągle zbierałam wszystko z blatu kuchenki. To jest cena jaką zapłaciłam za poszukiwania. Gdyby jeszcze uwieńczone sukcesem, to już bym to przebolała, ale zwycięstwo było szczątkowe.
Jestem jak ten kamień, którego wyrzuca mnie w górę chęć dotarcia do źródeł. Kiedy przyjdzie czas na efekty…
Jutro wybieram się na grzyby. Co w lesie wyrośnie, gdy noce są takie zimne? W mieszkaniu też trudno wytrzymać, włożyłam ciepłe rzeczy, gdyż boję się, że mogę się przeziębić. Od środy mają pajączki snuć nitki babiego lata, może jeszcze się ogrzejemy w ciepłych promieniach słońca.

23 września 2012

Bogu nie wolno zmienić biegu rzeczy, które pędzą związane łańcuchem przyczyn.


Grzybiarze, nadzieje wasze pogrzebane zostały w ciemnym lesie. Grzyby nie wyszły wam na spotkanie, one wolą drzemać uśpione w podołku matki grzybni rodzicielki. Nie ujrzycie ich w lesie. Próżny wasz trud i dreptanie po nierównościach omszonych bruzd rozoranych kłami poszukujących pożywienia dzików. Nie ujrzycie brązowego kapelusza prawdziwka malowniczo wspartego na krzepkim trzonie, nie zobaczycie krawca zaczajonego w korzeniach brzozy, nie nacieszycie się przyćmionym blaskiem koźlaka. Ich czar został przed wami ukryty.
Ślizgają się w przecinkach ostre promienie słońca, grzeją ziemię, ale to już za późno. Noc okryła chłodem polany, zagajniki i całe leśnie poszycie. Grzyby w taki chłód bały się wychylić główki i rosnąć szybko, szybciutko. Ludzie czekają, a wysypu nie ma.
Zdarzyła mi się przykra historia w czasie polowania z nagonką na jadalne grzyby, gdyż blaszkowe pojawiają się i zdobią barwnymi kapeluszami leśne połacie. Idę sobie przez las, rozmawiam z grzybiarzami, którzy jak lawina zalali leśne ostępy. Wszyscy narzekają, dają wskazówki, a ja jak nic nie mogę znaleźć, tak nie mogę. W moim wiadereczku na dni kołysze się jakiś podgrzybek, kurka i maślaczek. Trochę jest mi przykro, ale co robić. Przekonuję Opaczność, Ducha Boru aby zesłali mi chociaż jednego prawdziwka, to mi wystarczy. Zaklinam, błagam, skamlę i grożę, że bez takiego okazu nie wyjdę z lasu. Nic na mojej drodze się nie pojawia, ale jeden z grzybiarzy nieomal nie wszedł na piękny okaz borowika!!! Zamurowało mnie. To ja nieomal na kolanach modlę się o tak skromny dar, a ktoś inny bez pochylania pleców ma to, co powinnam znaleźć ja! Podarowano mi tego grzyba, ale ile ja przed tym faktem przeżyłam upokorzeń, ile się naprosiłam, ile słów wysłałam w przestrzeń, tego nikt nie bierze pod uwagę!? Nie było i nie ma sprawiedliwości na świecie. Jedni całe życie o coś zabiegają i nie dostają tego, inni mają darów w nadmiarze i ich nie szanują. Pozostaje nam tylko cieszyć się z tymi, którzy się cieszą i płakać z płaczącymi, jak napisał Apostoł Paweł. Wszystko na świecie i tak pędzi związane łańcuchem przyczyn.
Od środy zaczynają się ciepłe dni. Las będzie łaskawszy dla grzybiarzy.

 24 września 2012

Jeśli znajdziesz prawdziwego przyjaciela (co zdarza się naprawdę rzadko!) chroń go, bo to drugi ty.

Mam naprawdę wielką satysfakcję, gdyż nawiązałam kontakt z krewnymi Bogdańskich ostatnich włascicieli Miłkowic i już mam zdjęcia, które chyba jeszcze dzisiaj umieszczę na stronie. Nawiązałam też kontakt z muzeum, a dobra wola jego kierownika może też przełoży się na nowe dokumenty.
Wczoraj sukcesów co prawda na grzybobraniu nie odniosłam, jednak nie to jest najważniejsze. Taka byłam wykończona tym chodzeniem, że zasnęłam po obiedzie snem kamiennym i dopiero dzwonek do drzwi postawił mnie na nogi. Zdążyłam jeszcze do kościoła na 18. Kazanie było budujące. Wybaczenie i nie chowanie żalu w sercu to jedyna droga jaka przystoi chrześcijaninowi. Nie mówię już o nienawiści i kierowaniu złych życzeń pod adresem innych.
Moja mama zawsze mówiła z odrobiną humoru, gdy byłam na kogoś zła:
- Dziecko, nie życz nigdy niczego złego innemu człowiekowi. Pan Bóg wysłucha i pomyśli, że ty takie rozwiązania lubisz i sama to dostaniesz.
Bardzo dobrze to zapamiętałam i nigdy nie rzucam kalumnii na innych ludzi i nie życzę im tego, czego sama nie chciałabym doznać. Wraca więc do mnie to, co daję innym. 

Chcę załączyć zdjęcia z podwodnych obserwacji mojej córki, bohaterki, gdyż ja nie wiem jak bym zniosła obecność tylu stworzeń, które kręciły by się wokół mnie.
Podwodny świat jest piękny, urzeka barwami i różnorodnością.



25 września 2012

Pijaństwo nie tworzy wad – wydobywa je na wierzch.


Jestem naprawdę w euforii. Nigdy nie myślałam, że uda mi się natrafić na ślad Bogdańskich. Są już na stronie i mam nadzieję, że będzie z czasem ich przybywać.
http://milkowice.pl.tl/Potomkowie-Bogda%26%23324%3Bskich.htm
Zdążyłam poznać już wiele historii  tej rodziny, ale nie mogę się nimi dzielić, powierzono je tylko mnie. To fakt, że szarpiemy się z różnymi nieścisłościami ale mam nadzieję, że w końcu wypracujemy jakiś konsensus. W dalszym ciągu pozostaje otwarta sprawa dworu i jego dziejów w powstaniu 1863. Wiadomości mam ze źródła – bo ludzie mówili… Jednak idąc tą drogą, a opierając się na opowieściach mojego taty o powstaniu, którego z racji wieku chociażby nie był uczestnikiem, ani on, ani jego ojciec, doszukałam się wiedzy o potyczce jaka miała miejsce prawie że w Miłkowicach. Nikt o tym nie wiedział, ale byłam pełna nadziei, że to udowodnię i tak się stało. http://milkowice.pl.tl/Powstanie-Styczniowe-1863_1864.htm
Z opowieściami o tragedii jaka rozegrała się we dworze, też może jakoś się uporam, wcześniej lub później, ale jestem pełna wiary, że dotrę do sedna sprawy. Teraz wiem już na pewno, że nie zginął tam ani Wincenty, który zmarł przed powstaniem, ani Tomasz, który zmarł w 1872 roku w Warszawie, gdzie mieszkała jego córka Maria. Dzieci Bogdańskich były zbyt małe, aby mogły być uczestnikami wydarzeń. Jedyna udokumentowana śmierć jak miała miejsce we dworze to śmierć żony Wincentego Balbiny w 1863 roku. Pożyjemy, zobaczymy co dalej.
Moja koleżanka pytała mnie niedawno, dlaczego nie piszę wierszy. Jak ja mam w takiej sytuacji pisać, gdy moje myśli zajęte są cały czas poszukiwaniami. Aby napisać wiersz człowiek musi być w takim stanie ducha, aby świat realny przenikał w nieskończoność. Inaczej się zupełnie czuje i myśli, gdy ogarnia cię transcendentalny powiew, a inaczej gdy zagłębiasz się w nieskończone, i na dodatek nieczytelne, literki akt. Ja wrócę do wierszy, ale nie teraz. Odkrywanie tajemnic przeszłości jest równie fascynujące jak i zapisywanie swoich przeżyć, refleksji czy pragnień. Najważniejsze, że moje życie nie jest puste jak tamburyn, który co prawda odpowiada dźwiękiem na uderzenia, ale gdy nie ma wspomagania, milczy. To ja potrząsam membraną moich dni i to daje mi satysfakcję.
 
27 września 2012

Religia uważana jest przez prostaków za prawdziwą, przez mędrców za fałszywą, przez władców – za użyteczną.

Dobrze, że koniec miesiąca, gdyż kończą mi się sentencje Seneki, pieniądze i leki. Zbyt wiele spraw na raz, dlatego zawierzę Bogu, który nigdy mnie nie opuszcza.
Wczoraj dotleniłam się spacerując z kijkami po lesie z sąsiadką. Pogoda była piękna dlatego moje samopoczucie jest adekwatne do ilości tlenu i naświetlenia, jakie pobrałam. Mamy kontynuować spacery dwa razy w tygodniu, jak oczywiście zdołamy dotrwać w naszym postanowieniu.
Pracuje z nowym programem mającym uświetnić stronę WWW, ale napotkałam na haczyki, które ani ominąć ani się z nimi uporać. Zrobiłam bym to w programie do robienia drzewa genealogicznego, ale mam zbyt niedokładne dane, a tam wpiszę co mam. Zabiorę się za wypełnienie nakreślonych na kartce zadań do wykonania po obiedzie, abym teraz nie psuła sobie humoru. Jutro muszę odsiedzieć swoje w przychodni, gdyż potrzebuję nowych recept na przetrwania następnego miesiąca i później mam znowu iść w przepastne ostępy leśne.
Trzecia sprawa, pieniądze, jakoś nie jest jeszcze rozstrzygnięta. Co prawda wczoraj wysłuchałam kazania wygłoszonego przez bliską mi osobę na temat mojej nieumiejętności brania, gdy są ofiarodawcy, ale powstrzymałam się od komentarzy i zdusiłam w sobie niezadowolenie. Nic od nikogo nie wezmę i już. Ja też lubię dawać, tylko nie bardzo mam co. Niosę w dłoniach moje serce, miłością otaczam tych, którzy na to pozwalają, pracuję na rzecz ludzi, których kocham i nie robię z tego problemu. Jedno tylko mnie męczy. W niedzielę muszę już spisać ręcznie, gdyż inaczej byłoby to nieważne, ten nieszczęsny testament i podetknąć świadkom wydarzenia do podpisu, gdyż będzie ku temu okazja. Schowam go na dnie szuflady i niech czeka na wypełnienie się dni. Moje dzieci już go nie ujrzą przed moim zejściem z tego świata. Chciałam tylko włożyć do kieszonki wewnętrznej czarnego kostiumu kartkę z słowami wiersza, który mi obiecano, a którego nie mogę się doczekać, gdyż kolejka osób dla których ten poeta pisze ciągle się wydłuża, a moje oczekiwania odkładane są do lamusa. To naprawdę nieładnie, gdy raz dało się słowo, ono obowiązuje i proszę się wywiązać z przyrzeczenia. Jestem staruszką i moje dni są policzone, a przecież nie będę prosiła powtórnie. Piszę to dlatego, żeby uzmysłowić narcystycznemu literatowi, że czekam.

 
29 września 2012

Nic równie nie szkodzi zdrowiu, jak częsta zmiana lekarstw.


Prowadzę wielce ożywioną korespondencję z wróżką G. Widocznie jest potrzebna obu stronom. Pani ta stara się przekonać mnie, że odkryje przede mą wszystkie tajemnice pozwalające mi pokonać wszystko co wokół mnie złe i szczerbate i wprowadzając jej rady w życie stanę się sławna, bogata i szczęśliwa. Propozycja wielce kusząca, bo kto by nie chciał aby iść przez życie drogą usianą różami. Problemem stała się suma 99,99 zł, którą musiałabym opłacić swoje nowe, fartowne życie. Ja się uparłam, a ona nie rezygnuje.
Pani mianująca się moją przewodniczką duchową zaproponowała mi w końcu
Czy naprawdę pragniesz, żeby Twoje życie zmieniło się na lepsze? Zgodziłabyś się przyjąć 20 000 euro, gdyby ktoś Ci je zaproponował? Dlaczego więc odtrącasz rękę, którą do Ciebie wyciągam?
Moja odpowiedź była krótka:
Witam Miła G.!
Nie przyjęłabym nawet miliona, gdyż jestem uczciwym człowiekiem i nie widzę
powodu aby obdarowywać mnie bez powodu.
Przeznacz je dla siebie, wtedy będziesz mogła ludziom pomagać za darmo, tak, jak dyktuje Ci serce.

Na tym korespondencja się urwała. Widocznie nie będzie się już nikt pochylała nad moją skromną osobą. Mogę powiedzieć zupełnie szczerze, nie widzę powodu, aby wróżki rządziły moim życiem. Nie dam nikomu złamanego grosza za przepowiadanie przyszłości, gdyż wiem, że co będzie się miało stać to się stanie, z poradą czy bez porady.
 
suma wejść na stronę - 239356,
odwiedzających - 80287,
dzisiaj -2
Reklama
 
Motto strony
 
„Pamiętaj, że każdy wiek przynosi
nowe możliwości.
Daj z siebie wszystko – inaczej oszukujesz samego siebie.”
Moja aktywność w Internecie
 
Reaktywacja strony
 
Firma JUNESSE
 
Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE > Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE [kliknij]
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=