wrzesień 2011
 
Jeśli wrzesień z pogodą zaczyna, zwykle przez miesiąc pogoda trzyma.


3 września 2011


Odcięta zostałam od świata wirtualnego. Dni zyskały nowy wymiar – czynny i pracowniczo-domowy. Zawsze jestem zorganizowana, gdyż inaczej trudno było by utrzymać czas w ryzach. Mam ciągoty do poświęcenia się bezgranicznie lekturze, gdy jest wciągająca lub filmom. Dzisiaj „Walkiria” stanowiła mocny akcent wieczoru.

Pułkownik Claus von Stauffenberg wraca ranny z frontu. W 1943 roku rozpoczyna pracę na stanowisku oficera sztabowego Ogólnego Urzędu Sił Zbrojnych w Berlinie. Pułkownik zawiązuje współpracę z członkami ruchu oporu. Wspólnie opracowują plan pod kryptonimem "Walkiria", który ma na celu zabicie Hitlera i odsunięcie nazistów od władzy. Stauffenberg decyduje się osobiście przeprowadzić zamach. Udaje się do Wilczego Szańca - kwatery główniej führera.

Film zrobił na mnie wrażenie mimo, że tematyka znana. Tom Cruise także.
                          
 

5 września 2011


Ponieważ mam zlecenie dotyczące opieki nad kotami, mój plan dnia zmienił się radykalnie. Rankiem, gdy już moje mieszkanie i siebie doprowadzę do ładu, spieszę do podopiecznych. W rękę ujmuję kijki i drogą pośród bloków dziarsko maszeruję. Spotykam po drodze ludzi, którzy nie omieszkają mnie zagadnąć. Odpowiadam lakonicznie i bieżę do celu. Zabawiam tam około godzinki karmiąc, godząc i głaszcząc z włosem dla świętego spokoju i obopólnego zadowolenia. Droga powrotna wiedzie drugą stroną osiedla aby ludziom zbytnio nie wchodzić w oczy. W domu coś tam robię i załatwiam, przygotowuję obiad i pędzę na zabiegi rehabilitacyjne. Około 16 jestem w domu. Włączę komputer, tu pogadam, tam poczytam, coś napiszę i biegiem do kotów. Wieczorem dziennik i film i dzionek dobiega końca. Tak będzie przez tydzień. Zyskam na obowiązkowych marszach, rozwinę kondycje i dotlenię organizm

6 września 2011


Wczoraj przeceniłam swoje możliwości chodząc z kijkami trekkingowymi. Dystans i tempo były zbyt obciążające. Nie widzę sensu chodzenia wolnego i ledwo stukającego kijkami. Chodzę to chodzę. W dzień nie ma sensacji, jednak noc odkrywa metrykę i obezwładnia serce. Czułam się nieszczególnie. W takich chwilach robi się obrachunek dokonań i porażek. Miałam czas na przemyślenia w bezsennym zwidzie i mam chyba pomysł na opowiadanie. Gdy wszystko wróci do normy przystąpię do pisania.
Zaraz zaczyna się mecz! Zobaczymy jak spisze się nasza drużyna… No niech by ziściły się marzenia o zwycięstwie.

7 września 2011

Wrzesień to już jesienny miesiąc. Smażę powidła śliwkowe. Słodko- cierpki ich zapach snuje się po całym domu. Cienkimi smugami wymyka się przez uchylone okna, drażni osy, a te przywołane obijają się o szyby usilnie chcąc skosztować przysmaków. Nic z tego, nie podzielę się. Okno zakryte samodzielnie skonstruowaną z bez-wzorzystej firanki, moskitierą, skutecznie chroni przed inwazją darmozjadów. Znam ich pokrętne działania. Mało, że przysiadają na talerzyku ociekającym słodkim sokiem, który spadł z chochelki, kiedy ta po przemieszaniu zawartości garnka będącego kiedyś szybkowarem, odpoczywa zadowolona z wykonanego dzieła, to jeszcze atakują naczynia i ściany i bezceremonialnie chcą bratać się z moją osobą. Co to, to nie, moskitiera wszystkiemu zaradzi. W tym roku mam spokój. Osy nie mają wstępu do mojego domu.
Popatruję w niebo zakryte burzawą chmur i dopatruję się różnych podobieństw do ludzi i zwierząt. Może nie tak wyrazistych jak na załączonym zdjęciu, ale też wyrazistych. Może kupię sobie aparat fotograficzny, wtedy życie będę chwytała na gorąco. Teraz żałuję, że nie przyjęłam daru, którym chciała mnie ucieszyć córka. Miał wszystko, łącznie z kamerą, ale ja uznałam, że to nie dla mnie. Trudno. Poszedł już w inne ręce.
Oto chmura, która bardzo mi się podobała, ściągnięta z netu.



11 września 2011
Pamięci Tereni
Byłaś jak kwiat, krucha i delikatna. Przemykałaś cieniem pośród ludzi, podnosiłaś każdego dobrym słowem, tak jak odchyloną od pionu roślinkę na swojej działce, dodając odwagi do życia. Tyle pięknych godzin spędziłyśmy na trawniku przed letnim domkiem na Twojej działce dotykając problemów, które przed nami postawiło życie i zawsze wychodziłyśmy silniejsze, obdarowane wsparciem duchowym, siatkami wypełnionymi warzywami i bukietami kwiatów zrywanych mimo naszych oporów, gdyż były tak piękne, że szkoda było odbierać im trwania. Ty jednak uważałaś, że nam przynależą. Zdobiły później mieszkanie niestrudzenie przez wiele dni, gdyż dodałaś im swoją serdecznością odwagi.
Unosiłaś się ponad wszystkimi problemami dnia codziennego lekko jak motyl, zawsze pełna energii, pomysłów i chęci do działania, skora do śmiechu, żartu i śpiewu. Wprawiałaś nas w podziw, kiedy zaczynałaś tańczyć. Odchodziły w zapomnienie ból, choroby - królował taneczny krok, jarzące się uśmiechem oczy zachęcające wszystkich do pójścia w Twoje ślady.

Byłaś tutaj tylko przez chwilę, tak jak my wszyscy, wieczni wędrowcy. Zostawiłaś teraz już za sobą lata chorób, bólu i cierpienia. Wyzwolona od wszystkich strapień ziemskich unosisz się lekko nad niebiańskimi niwami. Pozostała po Tobie pamięć serdeczna i dobre wspomnienia.

14 września 2011


Ul. Augusta Cieszkowskiego w Bydgoszczy obchodzi urodziny w dniu 17 września. To 197 rocznica urodziny patrona Najpiękniejszej ulicy. Jestem nią zauroczona. 

Zbudowana w krótkim czasie, w latach 1896- 1904. Stanął tu szereg luksusowych kamienic czynszowych, według projektów znanych bydgoskich architektów, takich jak: Józef Święcicki ( nr 17), Fritz Weidner (nr 22) czy Karl Bergner(nr 11). Elewacje w stylu eklektycznym z zastosowaniem bogatego repertuaru form secesyjnych, neobarokowych, neogotyckich. Wpływy secesyjne na obu pierzejach widoczne są przede wszystkim w nieregularnych podziałach osiowych, zróżnicowanych i fantazyjnych podziałach stolarki okiennej i drzwiowej, w bogatej finezyjnej ornamentyce, wijącej się, giętkiej linii oraz w dekoracji z motywami ze świata fauny i flory.



                           

16 września 2011

Dzisiaj postanowiłam kupić sobie sweter, kardigan, w stonowanym kolorze, taki w sam raz dla starszej pani. Moja córka postanowiła pomóc swojej matce, wsadziła ją do samochodu i powiozła do Focusa. Słabłam w miarę odwiedzania nowych sklepów, przymiarek i niezdecydowania, gdyż żaden sweter ni spełniał wymagań, moja córka natomiast rozkwitała przeglądając kolekcje, wpadając w zachwyt w czasie mierzenia ciuszków. To nas różni, ja najchętniej już weszłabym do sklepu, kupiła i zakończyła sprawę, ona natomiast zaproponowała jeszcze odwiedzenie w niedzielę Galerii Pomorskiej w celu utwierdzenia się w przekonaniu, że sweterek, który wybrałam, ale nie kupiłam, pod wpływem jej sugestii, że może gdzieś czeka na mnie jeszcze ładniejszy i bardziej przydatny. Nie wiem jak to wytrzymam…
Swetry są i to nawet ładne, w przystępnej cenie, problem tkwi w mojej figurze, która jakoś zmienia się i czasy, kiedy nawet w worku wyglądałam jako - tako, zdecydowanie minęły. Teraz trzeba szukać szat maskujących mankamenty i nie ma na to rady.

18 września 2011

Biesiada na ulicy Cieszkowskiego zaczęła się o 12. Gwarno i rojno, przewijają się ludzie w strojach z epoki - migają panie w sukniach do ziemi omiatane spojrzeniami, szczególnie pięknisia w czarnych koronach, na głowach panów w czarnych strojach wywyższają się czarne cylindry, a białe szale powiewają na wietrze wolno puszczone, dzieci z balonikami w rączkach tańczą w rytmach poddawanych przez orkiestry dęte, migoczą w zawrotnych, tanecznych kręgach suknie cyganek, sam hrabia Cieszkowski, spóźniony nieco, przejeżdża ulicą w zabytkowym samochodzie- szkoda, że nie w powozie! – emeryci garną się do stoisk, gdzie można skosztować ciast upieczonych przez mieszkanki ulicy Cieszkowskiego, promują się restauracje dając do rąk chętnych dania hrabiego, nawet Marek Konrad, aktor i szef sieci sklepów z winami, w cylindrze na głowie przyłącza się w akcji i też apeluje do władz miasta o ochronę ulicy( tego osobiście nie widziałam, gdyż tak długo tam nie gościłam, zmęczył mnie trochę zgiełk i ciżba ludzka), z balkonów i okien płynie muzyka, koncertują artyści…
Ulica świętuje! Bardzo mi się podoba inicjatywa mieszkańców. Chcą zwrócić uwagę na problemy ulicy. Zdewastowana nawierzchnia ulicy ozdobiona jest kępkami kwiatów powsadzanymi w dziury w asfalcie. Kamienice, pękające od tonażu i huku przejeżdżających autobusów upominają się o swoje prawa, domagają się także odnowienia.

Też tam byłam, ciasto jadłam, soczek piłam..
Powodzenia w realizacji planów, ulico Cieszkowskiego, lubię cię.



19 września 2011

18 września w Muszli Koncertowej w Parku im. Wincentego Witosa zaprezentują się czworonogi.
Wystawę zorganizowaną przez Schronisko dla Zwierząt w Bydgoszczy, OTOZ ANIMALS - Oddział Kujawsko-Pomorski, Miejski Ośrodek Kultury w Bydgoszczy, przy wsparciu sponsorów: ZOOMARKETU – DINGO, Husse Polska i wolontariuszy objął patronatem honorowym prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski.
Odbędzie się pokaz wyszkolenia psów schroniskowych w programie pozytywnego szkolenia psów „LIRA”. Czworonogi powalczą o tytuł Miss, Mistera, Seniora, Seniorkę i Najpiękniejszego psa ze Schroniska oraz BEST in SHOW - Najpiękniejszego psa wystawy.


Zaprosili, to poszłam. Pięknie było, piesko było i wcale sprawiedliwie nie było. Nagrodzeni się cieszyli, pominięci skomleli. Ja osobiście zrobiłabym wystawę z nagrodami dla wszystkich.
Najmilszy pies ze schroniska, z sierścią dzika posiwiałą od psich trosk , łagodny, wykształcony ale zakompleksiony, nawet psy na niego szczekają. Może ktoś przygarnie psią sierotkę. Pierwszy od lewej…





22 września 2011


Siedzę przy prezentacjach, które robię w programie Microsoft Power Point. Zgłębiam jego tajemnice, wyszukuje informacji rozsianych w różnych zakamarkach komputera, na płytach i na kartkach zapisków, drzewa oraz na swojej stronie www. Praca trochę zabiera mi czasu, a przecież mam swoje sprawy do załatwienia także. 
Wczoraj moja córka podwiozła mnie do sklepu, gdzie promocje szalały, skorzystałam więc z okazji i kupiłam sobie kaszkiet i kaszmirowy szal. Jestem nawet zadowolona. Zawsze to coś nowego. 
Teraz idę do erumatologa, aż się boję. To jest lekarz, gdzie zapisane lekarstwa, mimo że niezbędne przeginają mój budżet w niebezpieczną stronę. Trudno, trzeba to trzeba. Ratowanie zdrowia jest obowiązkiem człowieka. Nie należy też być zbyt gorliwym, gdyż długie życie może być uciążliwe dla samego człowieka i dla otoczenia. 
 



Wzburzone wody życia


25 września 2011

Jestem tak przejęta swoim nowym zamierzeniem, że świat zamyka mi się w Hebarzu i Księgach Dworzaczka. Cały czas o tym myślę i mam nadzieję, że z tego wyjdzie fajna sprawa. Boli mnie to, że ponad osiem wieków historii może umknąć bokiem, może zdołam coś nowego wyszperać, co da mi osobistą satysfakcję, a czasy minione przywoła potomnym. Nie pozwolę zamknąć wieka trumny czasu nad miejscem, które jest tak bliskie mojemu sercu.
Swoją drogą, ile tych wiek trumiennych zamknęło się nad ludźmi, których geny noszę w sobie, ile istnień ludzkich przeszło niedostrzeżonych, aby moje DNA snuło swoje spiralne nitki, abym jako jednostka ludzka doświadczała życia.
Ludzie, z historycznego punktu oddalenia, dzielą się na tych, o których warto pamiętać i tych, którzy byli tutaj tylko dlatego aby podtrzymać ciągłość gatunku i po wykonaniu zadania odchodzą w niepamięć. Przecież dopiero czasy napoleońskie przywróciły im godność trwania i chociaż zapis w księgach metrykalnych pozostał po ich cichym i skromnym życiu.
Czy to, że historia ledwo muskała ten mój skrawek ziemi, predysponuje mnie do tego, by rozgrzebywać zabliźnienia i przywoływać czasy minione, dawno przysypane piaskiem i zalane wodą?! Wątpliwości mam, ale spróbuję. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Teraz muszę skupić się na spotkaniu, aby nie zawalić sprawy. Ze mną już tak jest, jedno działanie w toku, a głowa przepełniona już przyszłymi czynnościami.





26września


Niedziela przyniosła ze sobą babie lato. Pogoda zachęcała do spaceru po lesie. Polany leśne zaczęły liliowieć od wrzosów. Namówiłam znajomych do zbierania grzybów. Gdy przechodziłam koło  bloku z moim czerwonym wiadereczkiem, zaczepił mnie nieznany mi osobnik prognozując nieudane grzybobranie, ale ja nie z tych co zrażają się taką przeszkodą jak susza. Poszłam w las... podziwiać wrzosowe dywany! Jeden grzyb dał się odnaleźć, ale na dobre mi to nie wyszło. Przygotowałam dzisiaj sos grzybowy do pasztetu sojowego i miałam naprawdę dobre chęci, aby go podrzucić do garnka, jednak w czasie obgotowywania uległ zupełnemu spaleniu. Nigdy jednego grzyba nie przyniosę do domu, lepiej nich go ślimaki obgryzą w lesie...
Wierszyk jednak się pojawił w zakładce "Wypustki"
                                  
 
 
27 września 2011

No i doczekaliśmy się. Teatr telewizji wznawia działanie. Będzie jeszcze, aby szczęście było pełne nadawany o normalnej godzinie, gdy sen nie zmoże staruszki. Ostatni spektakl był wyśmienity. Problem zdrady i męczeństwa – Judasza i Zbawiciela, który nurtuje mnie od dawna. Globisz w całej okazałości ciała i czarnej duszy. Nareszcie problem rozwiązano ku pociesze mojej i wszystkich, którzy obcują z muzą w ciszy domowego przytuliska.
Wczoraj zapisałam się do klubu seniora, kijkowo i regionalnie. Może wytrwam, no w każdym razie spróbuję. !0 zł wpisowego uiściłam i poczekam na rozwój wypadków i przypadków. Byłam tam z racji swoich działań i to był zupełny przypadek, ale przypadki rządzą losem… Trochę mnie przeraziły miny dwóch staruszek, które coś tam załatwiały i wyglądały jak małe, skrzywdzone dziewczątka… A ja tu butna, przebojowa i szarpiąca życie za kieckę. Może do takiego stanu też dojdę?!
Z tego blogu na Onecie chyba się wycofam, gdyż mam zbyt dużo wejść, to znaczy moich działań. Nie rozdwoję się przecież, tym bardziej, że jakaś niedopieszczona lub niedopieszczony, chodzi za mną krok w krok. Może zgubi trop?! Mam zamiar zrobić stronę internetową Miłkowic, a to będzie wymagała kreciej roboty w dokumentach z minionych lat. Nie ma w życiu niczego złego, co by nam na dobre nie wyszło! Lepsza będzie nowa strona, niż blog, gdzie wszyscy sfrustrowani odreagowują swoje żale.
Wszystko tak pięknie nie jest, przeziębiłam się i dogrzewam się pod kołderką, ale jakoś opornie mi zdrowie wraca. Zobaczymy, zobaczymy jak to się zakończy. Piątek blisko.



28 września 2011

Oj, zmogło mnie zupełnie. Choroba ma tendencje wędrujące, jak z jednym się uporam, to drugie jest w stanie choroby. Ja się jednak nie dam, do piątku muszę być zdrowa, osłabi to niewątpliwie moją formę, ale cóż, tak też bywa. Idę do łóżka, tam dzisiaj moje miejsce. Swoją drogą jak to się dzieje, że jednego dnia człowiek jest zdrowy jak rydz, a na drugi dzień staje się chory. Powinny być chociaż jakieś zwiastuny, objawy, a u mnie spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba… Zaproszenie wywiesi córcia, a może sama się pofatyguję?! Seniorzy już dostąpili zaszczytu. Szczęście wielkie, że już wszystko przygotowałam wcześniej, nie będę się teraz szarpać z prezentacjami. Trzymajcie za mnie kciuki.

30 września 2011

Przygotowania do spotkania w toku. Autorka jednak w niezbyt dobrej formie – zapalenie krtani jest najbardziej uciążliwe. Zapewniłam już sobie lektorów zastępczych gdybym zaniemówiła zupełnie. Mam nadzieję, że jakoś pociągniemy. Merytoryczne jestem przygotowana, zawodzi tylko zdrowie. Musi się udać i koniec!





 Udało się! Mam za sobą nowe doświadczenie. To nawet miłe, czułam się jak za dawnych lat, z drugiej strony stołu… Kwiaty, brawa, gratulacje - tak, ta!. Jak tylko dostanę zdjęcia, relacja ze spotkania znajdzie się na mojej stronie.
 
suma wejść na stronę - 239358,
odwiedzających - 80287,
dzisiaj -2
Reklama
 
Motto strony
 
„Pamiętaj, że każdy wiek przynosi
nowe możliwości.
Daj z siebie wszystko – inaczej oszukujesz samego siebie.”
Moja aktywność w Internecie
 
Reaktywacja strony
 
Firma JUNESSE
 
Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE > Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE [kliknij]
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=