sierpień 2011

1 sierpnia 2011

Pojawił się nowy zwyczaj w Bydzi. Radosne wydarzenia dokumentuje się kłódkami. Nawet nam z Leonardem to się podoba. Dzisiaj uwieczniliśmy na moście między operą a wyspą naszą nierozerwalną więź z Bydgoszczą.
Z moim wnukiem byliśmy także w muzeum archeologicznym. Chciał koniecznie iść właśnie tam, gdyż miał nadzieję, że zobaczy szkielety prastarych zwierząt. Hamowałam nieco jego zapędy, gdyż nie byłam pewna jakie bogate są zbiory. W Koninie z upodobaniem oglądał potężne kości słonia leśnego, co kryły zbiory bydgoskie trudno mi było powiedzieć, gdyż jakoś do tego muzeum jeszcze nie dotarłam. Całą drogę opowiadał mi o dunkleosteusie, największym drapieżniku morskim wszechczasów, żyjącym w okresie dewonu. Muszę ze skruchą przyznać, że wcale o nim nie słyszałam… Teraz już znam wymiary i wiem jak wygląda. Niestety, muzeum nie posiada nawet jego jednej kostki!

W
yprawa okazała się jednak bardzo udana, gdyż eksponaty, mimo że skromne, są świetnie i zupełnie  niebanalnie przedstawione, a przygotowana zbroja rycerska, którą mogą zwiedzający wdziewać okazała się doskonałą przynętą.

Oto zdjęcie mojego rycerza. Poczuł na ramionach wagę kolczugi i wpasował się w całe wyposażenie rycerza. Ja z panią z muzeum pełniłyśmy rolę giermków, gdyż wcale nie było łatwo wdziać na siebie i zdjąć poszczególne elementy.
Nie powiodło się natomiast spotkanie z mistrzem Twardowskim. Uwieczniono jego kontakt z Bydgoszczą scenką odtarzaną w oknie kamienicy przy rynku, kiedy jednak tłumek oczekiwał na spotkanie, czarnoksiężnik olał nas zupełnie i nie pojawił się. To nie było w porządku. Przygotowana kamera, nutka podniecenia i nic. Musielismy zadowolić się lodami, czekoladowymi świderkami, gdyż takie tylko się liczą. 




4 sierpnia 2011



Odwiozłam wnuka do Międzyzdrojów, gdzie czekali na niego rodzice. Przemieściłam się w związku z tym na drugi plan. Cieszę się, że są dla niego tak ważni i potrzebni. Podróż była nieco uciążliwa, gdyż podróżowaliśmy PKS-em. PKP jest tak zagmatwane, przesiadkowe i wczesno-ranne że z zrezygnowałam z jego usług. Nad morzem jest nieco pustawo. Tegoroczne lato nie pomaga Bałtykowi w przyciąganiu turystów. Biała Góra jak zwykle mnie czaruje swoim urokiem. Lubię wieczory z głośnym zaśpiewem cykad i upstrzonym gwiazdami nieboskłonem.

5 sierpnia 2011


Wróciłam z kurortu. Aleja Gwiazd jest moja! Spojrzałam na ręce wszystkich uwiecznionych tam artystów, zrobiłam sobie zdjęcia z Kolbergerem i Holoubkiem. To było niesamowite przeżycie. Bałam się zbliżyć do tych posągów, czułam się tak jakbym dotykała zmarłego człowieka. Patrzeć na kogoś, kogo się dobrze zna, pamięta rysy twarzy… Nie mogłam się przemóc!!! Podeszłam ich z boku. Zdjęcia zamieszczę, gdy do mnie dotrą. Dotarły!




6 sierpnia 2011
Sprzątanie czas zacząć! Zabrałam się do zrobienia porządku z pościelą, wietrzeniem i praniem. Lekkie przemeblowanie było konieczne . Chyba już w najbliższym czasie nie będę miała gości, chociaż… zapowiedzieli się we wrześniu, ale to jeszcze kawał czasu. Jak zwykle, gdy mam coś do roboty, lubię sobie popisać, poczytać, pooglądać… Filmik o wielkich miłościach zrobił na mnie wrażenie. Trafiłam na przemiłą parę, Czubaszek – Karolak. To było piękne! Zazdroszczę im tego, że mogą się ze sobą kłócić, a raczej droczyć. Partner odbierający na takiej samej fali to skarb. Niczego mi tak nie brakuje jak „radosnej” wymiany zdań, kiedy to z miną modliszki każdej chwili mogłabym rzucić się ukochanemu do gardła. „W małżeństwie najważniejsze jest aby się nie pozabijać!!!” twierdzą Karolakowie.

7 sierpnia 2011
Czubajka kania gotowa do brania! 
W życiu nie zbierałam takich grzybów. Te jednak same weszły mi pod rękę, inne miały opory, ukrywały się i nie dały się odszukać. Marnie w lesie, oj marnie z grzybami. Pojawiają się, ale to tak jakbyś szukał igły w stogu siana. Las piękny, pogoda trzymała się ostatkami sił, ale nie padało, dobrze, że kanie się trafiły. W domu nie mogłam nadążyć ze smażeniem. Znikały w oczach. Nie żałuję, że je wzięłam. Smaczne! Póki co, wszyscy żyją!!!


Las słońcem namaszczony...


W lewo, a może w prawo?! Kania! To końcówka  grzybobrania...
 
 
 
Rodzynek! Podgrzybek! Żeby nie było, że wcale ich nie było!!!

9 sierpnia 2011
Ciągle wszystko jakoś się kręci wokół mojej książki. Jeden z czytelników, po przeczytaniu „jesionów” przysłał mi SMS-a – Sława, sława, sława, pani Halinko!. Bardzo mnie to ubawiło. Nawet moje niekiedy „kolczaste” córki pospieszyły z zapewnieniami, że podziwiają moją inwencję w działaniu. Koleżanka z dzieciństwa, jedna z bohaterek ksiązki, zorganizowała wystawne przyjęcie w którym niestety nie mogłam wziąć udziału, gdyż pająki mnie wypędziły z tej okolicy, ale moja córka z rodziną godnie mnie reprezentowali. Dzwonią do mnie ci, co przeczytali, niejednokrotnie kończy się to łzami wzruszenia, gdyż my kobiety mamy je zawsze na wierzchu.
Pisałam już, że mój wnuk zachwycony ilością egzemplarzy ksiązki, jakie dostarczył mi kurier, wykrzyknął w ekstazie - posłuchajcie:


Dopełnieniem wszystkiego był wczorajszy prezent, jaki otrzymałam od mojej licealnej koleżanki Krysi. Wysłałam jej egzemplarze tomiku i książki jako zadośćuczynienie za całą dobroć jaką otrzymałam od jej rodziny, gdy byłam w liceum, daleko od domu. Chciałam jakoś się zrewanżować po latach, ale moja kochana koleżanka w zamian za książki, obdarowała mnie pięknymi, firmowymi, porcelanowymi filiżankami do kawy… Zatknęło mnie zupełnie!
Dziękuję Krysiu.
Pozostaną ze mną te filiżanki, cieniutkie jak papier, ozdobione delikatnym wzorkiem, do końca moich dni.
I jak ja mam się nie wzruszać?! Oplatacie mnie wszyscy bluszczem dobroci i pamięci. Nie ukrywam, że sprawia mi to radość.

 
13 sierpnia 2011

Coś z pogodą trzeba zrobić, najlepiej odczynić. Pada i pada. Załatwiaczką stałam się przez kilka ostatnich dni. Nogi można uchodzić. Parasol jest nieodłącznym atrybutem spacerującej emerytki. Na dodatek, jak się okazało, zrobiłam się szczodra ponad miarę. Wyjazdy i goście trochę wprowadziły chaosu w moim ustatkowanym życiu. Przelewy robiłam dorywczo. Sprawdziłam na początku sierpnia moje opłaty za mieszkanie i wyszło mi, że za lipiec nie zapłaciłam… Ha! Konto mi się przykurczyło, gdy hojnie obdarowałam spółdzielnię, ale jakaś zadra niepokoju kazała mi się do nich przejść i sprawdzić. Czynsz będę dopiero płaciła w październiku i to lekko okrojony. Ma się ten gest. Mimo wszystko pada w dalszym ciągu.

15 sierpnia
Dzisiaj święto, znaczące i ważne. Jestem już po transmisji tv, wzruszona i wewnętrznie umocniona. 
Wczoraj wykorzystaliśmy słoneczny dzień sierpnia i zniosło nas w Bory Tucholskie. Pieknie było, jednak grzybnie nie. Posucha zupełna. Schodziłam się i chyba dlatego śniły mi się zaświaty z naznaczonym czasem mojego wkroczenia tamże. Zapamiętałam doskonale kiedy to ma nastąpić i uwieczniłam  w filmiku zainspirowana także piękną piosenką Zakopower o przemijaniu.
  

16 sierpnia 2011

Mam już za sobą pierwszy dzień w gimnazjum mojego wnuka. Rozdygotana byłam od rana, przejmowała się mama i ojciec, i sam zainteresowany. Wybrano gimnazjum, oczywiście po ustaleniach z uczniem, gdzie nauczyciele potrafią obchodzić się z jednostkami wrażliwymi. Patron gimnazjum to pisarz, który też wyróżniał się wśród rówieśników innością. Jak na razie, wszyscy zachwyceni. Dostałam cynk od wnuka na Skype, że wszystko jest ok. Mama już była w pracy. Odetchnęłam z ulgą. Oby wszystko dobrze się ułożyło.
Mój wnuk to jednostka niezwykła. Od wczesnego dzieciństwa zdecydował, że nie będzie wobec nikogo, nawet zaczepiających go chłopaków, stosował agresji i słowa konsekwentnie dotrzymuje. Były z tym pewne kłopoty, gdyż nie wszyscy szanowali jego postanowienie. Dzisiaj, kiedy już koledzy są dojrzalsi, szanują jego zdanie i słuchają jego wywodów. Cieszy się uznaniem i zrozumieniem, ale bywało kiedyś różnie. Czas zabrać się do swoich zajęć. Słonko przygrzewa, warkot za oknem, gdyż na pobliskim sklepie naprawiają dach, czas iść zobaczyć jakich zmian dokonała jesień. Kijki już się niecierpliwią. Całe wakacje nie wiedziałam co to ból nóg, teraz już zaczyna się odzywać kręgosłup. Lekarz tak mi kiedyś powiedział, gdy pytałam o przyczynę niedostosowania nóg.
- Pani Halinko, gdy bolą nogi, trzeba smarować i leczyć kręgosłup, a nie wcierać maść tam, gdzie ona i tak nie zadziała.
Idę udrażniać więc i prostować kręgosłup.

17 sierpnia 2011

Dzisiaj moja córka zabrała mnie w rejs po Bydgoszczy. Ona szukała drutu, a ja oszklonej witryny. W końcu wylądowałyśmy w największym sklepie meblowym. Trudno było z niego wyjść. Zmęczyłam się chodzeniem. W efekcie ona nabyła poduszkę, a ja stojącą lampę. Były w promocji lampy owe, nawet moja jest ładna i stabilna. Problem w tym, czy ja powinnam kupować jeszcze przedmioty użytkowe. Jak długo one będą mi służyć?! Co z nimi się stanie, gdy ja już zamknę oczy na zawsze? Każdy ma to, co mu potrzebne, a moje gromadzone, wydawane, znowu nabywane, posłużą jakiejś sierotce, albo wylądują na śmietniku. Lampę zakupiłam, oszklonej witrynki nie, gdyż nie mogłam się zdecydować. Nabędę ją jednak, z powodu mnie tylko znanego…

20 sierpnia 2011
Sława ma gorzki smak! Prowadzę, raczej wrzucam tam coś od czasu do czasu, blog. Ostatnio, a może już po raz wtóry, gdyż taki nalot miałam już kiedyś, umieszczono mój wpis w Onecie. Niby zaszczyt i wyróżnienie, ale to naprawdę pozorna sprawa, gdyż czytelnicy wyżyli się i wszystkie swoje frustracje, na temat lub nie, wpisali pod moim postem. Jedni mnie bronili, a inni obrzucali zarzutami, że nie jestem tolerancyjna, że intelekt mam ograniczony zaznaczając, że dołożyli by mi więcej, ale ze względu na mój wiek, liczą się ze słowami… Nie interweniowałam, nie napominałam, czekając co będzie jeszcze. Ciekawa jestem, czy powiedzieli by to wszystko, gdyby stanęli przed moim starczym obliczem?! Podejrzewam, że najgłośniej krzyczały osoby, które mają kłopoty z nadwagą. Potępiałam taki stan rzeczy zawsze i nie zmienię zdania. Zbędne kilogramy to przyczynek do chorób kręgosłupa, serca, nadciśnienia, cukrzycy i wielu innych schorzeń. Gdy przekroczy się limit wagowy i nic się z tym nie robi, kilogramy przybywają w sposób zastraszający. Wiem coś o tym! Później zrzucić nawet pięć, czy dwa zbędne, jest bardzo trudno. Wymaga to wyrzeczeń i wielu ćwiczeń, marszów, kontroli ilości spożywanych pokarmów, a nie każdego na to stać. Zbytnia chudość w moim wieku też nie jest bezpieczna, ale jakiejś granicy należy się trzymać.

Miałam kiedyś znajomych ze znaczącą nadwagą. Labiedzili nad tym bardzo. Współczułam, gdyż obtarte i odparzone uda w czasie upałów, to nic przyjemnego. Zaprosili nas kiedyś na domowy obiad. Chętnie skorzystaliśmy, gdyż gospodyni świetnie gotowała. Nie mogliśmy jednak zostać dłużej i zaraz po obiedziewyszlismy. Zapomniałam jednak czegoś, co było mi niezbędne i musiałam wrócić. Zapukałam, weszłam i lekko oniemiałam, udając, że nic nie widzę. Rodzina siedziała przy stole z nałożonymi kopiaście talerzami i dopiero teraz zaczynała właściwy posiłek. Z nami jedli porcje na naszą miarę… Komentarz chyba jest zbędny. Na nadwagę sobie zapracowujemy, na inne choroby prawie zawsze też. Ile to razy mam mówiła - Dziecko, noś zimą czapkę! Dziecko jednak nie nosiło. Chroniczne zapalenie zatok dawało w związku z tym o sobie znać przez lata, a jakie to jest męczące wie każdy „zatokowiec”. Współczucie mało mnie pociesza, gdyż pomiędzy współczuciem a przeżywaniem ciągnie się głęboki rów tektoniczny. Współczujący go nie sforsuje choćby najbardziej chciał. Jak doświadczy, to dopiero wie.
Dzisiaj w poczcie znalazłam sentencję, którą się z blogowiczami w przyszłości podzielę:

Apostoł Paweł napisał: Potępiając kogoś innego, wydajesz wyrok na samego siebie, bo sam czynisz to, za co innych potępiasz.

Mądre słowa. Problem jest w tym, że pisząc o czymkolwiek lub kimkolwiek oceniasz, nawet gdy przytaczasz tylko fakty. Jestem szczęśliwa, gdyż zeszłam już z czołówki portalu. Teraz wszystko chyba wróci do normy.
Poncza nie kupiłam, nie było go już w sklepie. Rozdrapali! Nabyłam bluzeczkę, też piękna.

                      Witrynki, ze wzgędu na trudną sytuację gospodarczą kraju, gdzie istnieje groźba wstrzymania wypłaty emerytur po ustąpieniu obecnie miłościwie  panującego nam rządu, nie nabedę. Podoba mi się, więc  ją tutaj umieszczę, aby pamięć o niej nie zaginęła. Trzeba ciułać pieniądze na czarną godzinę...

21sierpnia 2011

Moim ukochanym słowem jest ostatnio staruszka. Bawi mnie i cieszy. Takim trochę prześmiewcą przecherą to ja jestem. Trudno mi przebywać w towarzystwie ludzi traktujących wszystko ze śmiertelną powagą. Jak trafię na bratnią duszę, to obśmiejemy się z siebie dowoli i nikt nie jest obrażony, ale jak na taką chodzącą powagę dzielącą włos na czworo, to już jest gorzej. Dlaczego mam się nie podśmiewać z siebie?! Mnie wszystko bawi - moja starość, brak funduszy, zmarszczki na czole, siwe włosy, bliżej nie określona potrawa którą wymyślę, wysyp grzybów, którego nie było.

Chodzimy dzisiaj po lesie, chodzimy, a grzybów nawet na lekarstwo, mimo, że wczoraj sama słyszałam, że jest wysyp. Każda napotkana kurka przyjmowana jest z entuzjazmem, gdyż jest dowodem na wysyp. Słowo to jest rozpatrywane w różnych kontekstach, a szczególnie pod kątem wysypu komentarzy na moim blogu. Dokuczano mi, że pomyliłam miejsce wysypu. Rozpatrywana jest sprawa kalumnii i pomówień, jakie mnie dotknęły. Wszyscy raptem są zgodni, że ze mną trudno wytrzymać! A o co chodzi? O to, że nie godzę się na to, aby ktokolwiek i gdziekolwiek za mnie płacił!!! Powiedziałam wyraźnie - gdy nie partycypuję w kosztach, nie jadę, nie chodzę ani do kina czy teatru, do kawiarni czy gdzie tam jeszcze. Postawiłam już na swoim, gdy wstąpiliśmy na pstrąga w drodze powrotnej z Borów Tucholskich. Dosyć tego! Staruszka też ma swoją godność. Dobrze wiedzą, że jak staruszka podejmie decyzję, to ją zrealizuje. Będzie sobie najwyżej staruszka siedzieć sobie w domu sama
 

24 sierpnia 2011

Zajęta jestem bardzo. Szczerze powiedziawszy nie mam czasu nawet tutaj wrzucić aktualnego wpisu. Muszę zrobić korektę swojej książki, gdyż zakradły się literówki. Ja nie mam już potrzeby czytania wnikliwego, czytam całymi fragmentami, a to nie sprzyja dokładności.
Dostałam prezent od koleżanki z seniora, jej wspomnienia przepięknie wydane i napisane ze swadą i werwą. Czyta się świetnie, jednak mnogość nazwisk, które podane są w tekście, zmuszają do uważnego śledzenia losów bohaterki wspomnień, aby nie przegapić czegoś ważnego. Jakże znane są mi te czasy. Ile zbieżnych wydarzeń. Wzruszona jestem i przejęta, a także pełna podziwu dla odwagi, przedsiębiorczości, zaradności życiowej i umiejętności współżycia z ludźmi. Także dla potrzeby odwiedzania dawnych miejsc i spotkań z ludźmi. Ja zamknęłam drzwi do przeszłości na zawsze i bez odwołań. Kontakty utrzymuję tylko z najlepszymi przyjaciółmi. I moje oczy! Zmęczone bywają i łzawią. Muszę wspomagać się kropelkami.
Mam koty w swojej opiece, gdyż dziecko się szkoli. Dzisiaj, po nakarmieniu i wygłaskaniu, usiedliśmy sobie w ciszy i patrzyliśmy kilka minut sobie w oczy. Ja na kanapie, Kiczka na fotelu a Kiszot na dywanie. To było piękne. Gdybym nie musiała wyjść, czekałabym do końca. Ciekawe, komu by najpierw wysiadły nerwy


 Kiszot, to dopiero jest kociura!!! On chce mnie narzucić swoją wolę...

26 sierpnia 2011

Dwoję się i troję. Pomidory w rozkwicie, tanie i naprawdę piękne. Dzisiaj kładę do słoików. Gotuję już ostatnią partię. Jeszcze jutro jedna porcja i zapasów na zimę chyba wystarczy. Nic tak nie smakuje jak zupa ze swoich słoikowych zapasów. 

28 sierpnia 2011

Mimo, że prac miałam wiele, rozłożyłam je w czasie, aby zajrzeć do seniorów, którzy bawili w naszym mieście.
Od sobotniego przedpołudnia ulicę Mostową opanowali… seniorzy. Wszystko za sprawą XV Ogólnopolskiego Przeglądu Twórczości Artystycznej Seniorów - Babie Lato 2011.
W amfiteatrze przy spichrzach wystąpiło piętnaście zespołów ludowych, kapel i kabaretów. W kramach przy ul. Mostowej prezentowano natomiast hafty, koronki, rzeźbę i malarstwo autorstwa seniorów działającyh w Klubach Seniora, Klubach Aktywności Twórczej, Kolach Plastycznych, Kołach Rękodzielniczych, Domach Pomocy Społecznej itp.


Sama jestem seniorką i ciekawa byłam jak bawią się moi rówieśnicy. Owszem, bawili się podziwiając się wzajemnie, dostali nagrody i wyróżnienia, wystawili swoje prace, których wykonanie zajęło im sporo emeryckiego czasu. Miałam nadzieję, że coś znajdę dla siebie, jednak chyba na podziwie zaprzestanę, gdyż przeraża mnie wizja całych długich godzin spędzanych nad robótką… Kiedyś starsza pani powiedziała mi:
- Nie wierz w to, że na emeryturze będziesz odrabiać zaległości. Gdy czegoś nie lubiłaś robić, gdy byłaś młoda, to i nie będziesz tego robić, gdy będziesz stara.
Coś w tym jest. Hafciarką to raczej nie będę. Zapisałam kiedyś w postanowieniach wigilijnych, że wykonam ręcznie szydełkowy obrus. Jakoś mi to zawsze uciekało i moja córka rozwiązała problem. Dostałam na urodziny piękny, szydełkiem uwity obrus w kolorze ecru… Nie zabrałam się do pracy, gdyż po co mi dwa obrusy?! Zostanę zatem przy podziwie dla pań zajmujących się takimi sprawami.


29 sierpnia 2011

Paweł Wojciechowski mistrzem świata .
To właśnie ten 22-letni skoczek o tyczce z Bydgoszczy stał się jedną z największych lekkoatletycznych rewelacji obecnego sezonu.

Chodzę na zabiegi. Nareszcie się rozruszam. Krioterapia przebiega dosyć drastycznie, gdyż jeden aparat jest w naprawie, a ten co jest w użyciu jest zbyt „ostry”, łupie niemiłosiernie.
Ostatnio dociekam prawd związanych z arką Noego. Okazuje się, że to mój pra,pra… Nie mam wątpliwości, że potop ogarnął całą ziemię. Arka została odnaleziona. Podziwiam wiarę tego człowieka. Tak zaufać może tylko człowiek głęboko wierzący. Faktem jest, że wszystkie obecnie znane starożytne cywilizacje datują się na około 5 tysięcy lat. Poczekamy na nowe fakty, zobaczymy…



 
suma wejść na stronę - 235358,
odwiedzających - 78630,
dzisiaj -9
Reklama
 
Motto strony
 
„Pamiętaj, że każdy wiek przynosi
nowe możliwości.
Daj z siebie wszystko – inaczej oszukujesz samego siebie.”
Moja aktywność w Internecie
 
Reaktywacja strony
 
Firma JUNESSE
 
Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE > Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE [kliknij]
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=