październik 2011

Październik

Nazwa tego miesiąca pochodzi od snujących się po polach nitek odpadów z obrabianego lnu i konopi, zwanych paździerzem. W języku staropolskim pościernik oznacza pozostawione po żniwach ścierniska.




1 października 2011


Październik to najpiękniejszy dla mnie miesiąc. Zaraz drzewa zaczną mienić się bajecznymi kolorami, słońce w ciepłe dni, które przecież zdarzają się, grzeje łagodnie, zastygają w bezruchu lasy nasycone spokojem przemijającego lata. Jest pięknie. Bardziej lubię jesień niż wiosnę.
Dzisiaj postanowiłam odpocząć, nacieszyć się blaskiem słonecznego dnia, odreagować wczorajsze emocje. Nie mam zamiaru zabierać się do żadnej pracy. Wyprałam, co prawda, ręczniki i obrusy, aby wyschły na balkonie, póki jeszcze można je tam suszyć, ale nic więcej. Zaraz zabieram ze sobą książkę o szalonym podróżniku Nowaku, który przewędrował Afrykę samotnie od początku do końca i z powrotem; na rowerze, czółnem i pieszo, i jakoś udało mu się przeżyć… Czytam ją ułożona w swoim przymilnym łóżku i wierzyć mi się nie chciało, aby po pierwsze, tak wyprawa się udała, a po drugie, że chyba jego Anioł Stróż miał z nim wiele pracy. Chronić takiego człowieka, to zadanie może nawet przekraczać anielskie możliwości. Przeżył jednak. Co gna człowieka na takie wyprawy?! No, chyba coś gna, gdyż inaczej by nie wędrował, narażając życie. Wolę jednak  swoje bezpieczne  ścieżki.


4 października 2011

Chyba przesadziłam w lekceważeniu choroby… Antybiotyki wybrałam, oboczne leki także, a zdrowa nie jestem. Nie miałam czasu leżeć w łóżku! Nie wiem jak dalej sprawy się potoczą. Byłam w poniedziałek w przychodni, stałam w kolejce liczącej około 200 osób, chciałam zarejestrować się do okulisty, a jako że zaradna jestem, skorzystałam z okazji i również załatwiłam lekarza domowego. Musiałam mieć wypisane recepty na leki, które biorę codziennie w związku z nadciśnieniem. W obu kolejkach zagwarantowałam sobie stabilną pozycję, dzięki temu przechodziłam z jednej do drugiej i udało mi się załatwić i okulistę i recepty. Zeszło mi czasowo od 7 do 9, później jeszcze apteka i zupełnie wykończona wróciłam do domu. Położyłam się do łóżka, ale na krótko, gdyż miałam do załatwienia jeszcze kilka spraw. Na szczęście córka zaprosiła mnie na obiad, więc pichcenie miałam z głowy. Uporałam się później z pościelą, która w oczekiwaniu na gości wietrzyła się na suszarce na balkonie, powlokłam ją i odłożyłam na tapczan. Wieczorem wspólnymi siłami zostały ustawione kanały w telewizorze, jako że mam trochę problemów z intymnymi miejscami tego urządzenia, a jak wnuk przyjedzie, kanały dla niego przeznaczone lepiej aby były sprawne i widoczne…. Marudzi później, a ja bywam bezradna. Metodą narzędzi uważanych za prymitywne, udało się napełnić atramentem nabój w drukarce, więc 60 złotych polskich zagrzało miejsce w kieszeni, która dziwnie zrobiła się dziurawa. Doszłam do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem była by hibernacja mojej osoby na jakieś dwa miesiące. Pieniądze płynęły by na konto, a nikt by ich nie wydawał. Październik nie będzie należał do miesięcy łatwych, ale przyjemnych tak.


7 października 2011
 

Nie mam czasu pisać, nie mam dostępu do komputera… Tak to bywa, gdy dzień wypełniony jest po brzegi obecnością rodziny. Mój wnuk jest cudowny i powiem z pewną nutką zadowolenia, że póki co znajdujemy nić porozumienia. Pierwszy dzień był dosyć trudny, gdyż zmęczenie podróżą dało się we znaki. Poszłam do biblioteki po płytę ze zdjęciami, gdyż moja córka, która podjęła się obsługi spotkania po linii fotografowania, nie ujęła siebie, a przecież chciałam mieć ją też na swojej stronie. Wnuk, którego bardzo chciałam zaprezentować z jak najlepszej strony, miał tak zły dzień, że z bólem przełknęłam jego pochmurne i milczące reprezentowanie rodziny. No trudno i tak bywa.
Ponieważ według mnie zbyt jest rozpieszczany, postanowiłam uczyć go gospodarowania pieniędzmi. Zaproponowałam, że dostanie określoną sumę i sam zdecyduje jak i na co ją wyda. Zapraszała go przedtem do kina ciotunia fundując bilety i przy okazji pitko i słodycze, a po zakończeniu seansu jeszcze zabawki, inni obdarowywali prezentami i to chyba nie było dobre. Sam powinien poznać wartość pieniądza i umieć go wydawać. Słuchał mnie z pewnym niedowierzaniem i w końcu zapytał.
- Babciu, a jedzenie też za te pieniądze będę musiał kupować?
To mnie już rozbroiło zupełnie ale od zamiaru nie odeszłam. Zobaczę, czego dokonamy.
 
 

9 października 2011
 

Dzisiejszy dzień zaowocował grzybobraniem z przygodami. Chodziliśmy sobie po lesie, coś tam znaleźliśmy, coś oglądaliśmy, wsłuchiwaliśmy się w głosy lasu, było pięknie. Wieczorem oglądamy bajki, tak, tak! Wróciły dawne dobre czasy, ale teraz podchodzimy do wszystkiego z dystansem i bawimy się doskonale.
Poszliśmy zwartą rodzinną grupą głosować. Nareszcie miał kto wrzucić mi do urny karty do głosowania. To było najlepsze w całym wyborczym tyglu. Wieczorem czekałam z bijącym sercem wyników i na szczęście rozum rodaków doszedł do głosu. Zwyciężyli ci, którzy na to zasłużyli. Nie ukrywam, że się trochę bałam wyników.


15 października 2011

Wczoraj wyjechała rodzinka. Nie obyło się bez babcinych łez. Po głowie latają człowiekowi myśli, że to może już ostatni raz żegna się te najdroższe skarby, że może już nigdy się ich nie zobaczy… Nie da się już obejść takiego toku myślenia. W domu pusto i cicho. Zabrałam się za solidne porządki – wietrzę pościel, piorę i odkurzam. Najlepszą terapią jest praca fizyczna. Jak do tej pory niczego lepszego na wszelkiego rodzaju smuteczki nie wymyśliłam. I co z tego, że mieszkanie lśni! Mieszkanie jest do mieszkania, a nie przeglądania się w blasku podłóg, prawda?!
Cieszyć się trzeba z tego, że miałam towarzystwo do chodzenia na spacery, do kina – to było dopiero wydarzenie, gdy wybraliśmy się na film dla dzieci i wszyscy mieliśmy ochotę drzemać, to już nie ta tematyka! – wspólne gry i towarzystwo w dzień i noc, a że obowiązków więcej… No to co! Największą radością babci Polki jest pichcenie dla tych, którzy chcą jeść i jeszcze chwalą. Teraz, gdy już czasu jest pod dostatkiem ruszę do nowych zadań. Dzisiaj zaczęłam od ściągnięcia kodeków do Windows Media Player, gdyż miałam stare i nie odtwarzało się co należy, a że ostatnio biesiadowanie odbyło się u mnie w domu, należało odsłuchać jak wypadło… Zapraszam.

Wkleiłam tylko fragment melodii, gdyż zarzucono mi , że byliśmy chyba pod wpływem... No trochę byliśmy, ale znowu nie tak aby nie móc dociągać frazy lub zawodzić. Zdjęcie dyni zrobił mój wnuk na bazarku. Umieszczona była na straganie jako dekoracja.  

16 października 2011
Stres mnie nie opuszcza, a prawdę powiedziawszy otacza mnie i omotuje!!! Ale to tak z przymrużeniem oka...
Jakoś źle znoszę samotność. Z rozpaczy zjadłam całe opakowanie michałków, co nie wyszło mi na zdrowie, gdyż jestem ociężała. Mam też następny powód do smutku, waga znowu niebezpiecznie przekracza 70 kg, lekko już drga, a przecież nie ma prawa. Od lat pięćdziesięciu co roku przybywał mi jeden kilogram i tak jakoś zafundowałam sobie siedemdziesiąt kilogramów na siedemdziesięciolecie. Zapisałam się już na gimnastykę i w grupie będę gubić kilogramy – każdy rok to o kilogram mniej na wadze. Mam nadzieję, że się uda. Gdybym dłużej żyła, mogę dojść w przyszłości do wagi piórkowej…
Ochota na słodycze wynika też z innego powodu. Mam telewizję cyfrową, nie dlatego, że tego chciałam, ale dlatego, że tak będzie wygodniej. Powodem jest program dla dzieci, Cartoon Network. Mój wnuk go uwielbia i ja nie mam serca mu tego odmówić. Zawsze na jego przyjazd zmieniałam pakiet TV, ale to nie ma sensu, gdyż każdorazowo muszę płacić za usługę, w ostatecznym rozrachunku bardziej opłaci się cyfrówka. Problem jest tylko z obsługą pilotów. Jak na razie udaje mi się włączyć kanały. Poprawy obrazu zbytnio nie zauważam! Muszę w czasie przypływu dobrego humoru przestudiować instrukcję, abym jakoś się w tym labiryncie poruszała. Mam nadzieję, że dam sobie radę, z programowaniem i nagrywaniem także…
Następnym powodem są jak zwykle ludzie.
Po moim ostatnim spektakularnym – he, he – występie na spotkaniu z czytelnikami, jedna ze znajomych, uczestniczka imprezy, podsumowała mnie krótko.
- Ty to jesteś jak generał w spódnicy!
Pochwała to czy przygana, już sama nie wiem. Pewne jest, że jak już wezmę sprawy w swoje ręce, to trzymam. Ludzi w napięciu też. Ktoś inny zafundował mi ocenę.
- Rasowa belferka z ciebie wyszła, byłaś w swoim żywiole.
Byłam, ale czy to źle? Zawsze sobie radziłam, nie chwalę się, jako że jestem skromną osobą, ale w kozi róg nie dam się zapędzić, gdy już za coś się zabiorę.
Jeden pan pochwalił mnie za wygląd, co już jest przesadą, gdyż po tej chorobie, nie byłam w zbyt dobrej formie, a ta fryzura to już dołuje mnie zupełnie...

Kogoś, kto tworzy puste strony www, a kogo widzę u siebie, chyba po to, aby kontrolować mój stan posiadania, proszę – daj sobie człowieku spokój. Moja strona to moja radość i duma i ofiaruj mi  na moje siedemdziesięciolecie spokój. Proszę.



Michałków już nie mam, posłucham więc sobie muzyczki, poczytam biografię Komedy i będę cieszyć się dniem dzisiejszym. Moja córcia przyszła dzisiaj pobyć ze mną i pogadać. To był dobry dzień. Jest dobrze.

18 października 2011

Zrobiłam już wszystkie badania i teraz tylko odebrać wyniki, iśc do pani doktor i czekać na sanatorium. Pojadę, jak doczekam. Problemem jest tylko dzielenie pokoju z paniami, które mogą być miłe ale też mogą okazać się uciążliwe. Muszę odłożyć trochę pieniążków abym wzięła sobie jedynkę. Popracuję nad tym.

Los wychodzi mi naprzeciw i już obok mnie założono zakład pogrzebowy. Wszystko jest pod ręką. W któryś dzień wejdę tam aby się wywiedzieć co i jak.  
Mały spacerek po sklepach dał mi się we znaki. Rano, kiedy szłam na badania,  było zimno, włożyłam kaszmirowy szal, czapkę i rękawiczki, a po południu było tak gorąco, że szybko wróciłam do domu aby się nie rozpłynąć w tych ciepłościach.

Skończyłam czytać „Księżycowego chłopca” i słucham muzyki Komedy. Ten „księżycowy” przypomina mi kogoś… Artyści bywają trudni do przeżycia z nimi codzienności, ale bez tego niepokoju o nich i z nimi, życie byłoby smutne. Księżycowy, a może mglisty?! Coś mi się nasuwa, coś mi się przypomina, chyba napiszę sobie na urodziny opowiadanie. Słucham „Ja nie chce spać”- trzy w jednym – Komeda, Osiecka, Jędrusik. Świeczka chybotliwie układa cienie na ścianie, wieczór ciepłem otula, nastrojowa muzyka i …

Są jeszcze brzegi na których nie byłam,
są jeszcze śniegi, których nie wyśniłam.
Są pocałunki na które czekam,
listy z daleka, drogi pod wiatr.


Brzegi, śniegi, listy tak kuszą, a tu pod bokiem trumny i przemijanie…
Mam nadzieję, że to nie wyrocznia, tylko przypadek.


20 października 2011

Doczekałam. Dzisiaj moje urodziny! Siedemdziesiąt lat minęło jak jeden dzień… Ile jeszcze minie?! Cieszę się każdym dniem, godziną, ciepłym słowem. Wszyscy bliscy pospieszyli od rana z życzeniami. Dziękuję. Wzruszyłam się pamięcią. Sto lat zabrzmiało o poranku radośnie. Tyle to znowu sobie nie mam zamiaru nakładać na kark, ale jeszcze kilka, czemu nie. Najmilej wspominam dzieciństwo i starość. To najszczęśliwsze okresy mojego życia, może dlatego, że pozbawione odpowiedzialności, nie przytłoczone obowiązkami, zabawowe. Wszyscy się teraz o mnie troszczą, robię tylko to, co przynosi mi radość, na co mam ochotę i na dodatek zawsze mogę liczyć na wsparcie najbliższych. Nie mam do losu o nic pretensji, wzięłam to, co mi dawał, przeżyłam życie tak, jak umiałam najlepiej. Mam nadzieję, że wraca do mnie, to co dawałam. Jestem szczęśliwa.
Teraz ofiarowuję sobie piosenkę, która zawsze mnie wzruszała i pęczek marcinków. Zaraz kupię i wstawię do wazonu. Feta dopiero w sobotę, tak dla wszystkich będzie wygodniej, a zresztą nic więcej ostatnio nie robię, tylko cały październik świętuję.




21 października 2011


A to niespodzianka! Wczoraj, jako że miałam urodziny, ten i ów sobie o tym przypomniał i dowiedziałam się, że w K. mojej książki już nie uświadczysz. No, myślę sobie, ładnie to ze strony miasta, gdzie przeżyłam około 30 lat. Pamiętają tam jeszcze o mnie. Moja sąsiadka poprosiła.
- Przyślij mi, jak masz jeszcze jakiś egzemplarz.
Miałam jeden, ostatni, wysłałam, kto by się nie poczuł pogłaskany takim stwierdzeniem, ale zajrzałam też na stronę wydawnictwa i mina mi lekko zrzedła. Nie ma już z nimi kontaktu! To już druga taka moja przygoda. Pierwsza próba skończyła się umową i chorobą wydawcy, a teraz zdążono mi wydrukować, ale dodruk staje się w tej sytuacji niemożliwy. Jestem autorem bez książek, tak jak król Jan bez ziemi. W tej sytuacji moja książka stała się białym krukiem, poszukiwana, ale niedostępna. Mam podejrzenia i doświadczenia, które zaistniały w trakcie pisania. Nie chcę teraz o nich pisać, ale dam temu wyraz w opowiadaniu, na poły fantastycznym, na poły realnym. Nie o każdym tam wypowiadałam się pochlebnie. Nie chodzi o złośliwość z mojej strony, ja przedstawiłam tylko fakty, ale mogły się komuś w zaświatach nie podobać. Wiem jedno, kto za życia nie grzeszył sercem otwartym i szczerym, po śmierci się nie zmienia. To tutaj mamy wyszlifować sumienie.

sobota, 22 października 2011

Jaka ja jestem piękna! – powiedziałam bez jakiś zbędnych zahamowań, gdy mój wnuk wyraźnie studiował moją twarz w czasie popołudniowego spaceru, gdy usiedliśmy na chwilkę na ławeczce.
- Babciu, daj spokój. Ładna jesteś, ale piękna?! Trochę już stara jesteś babciu. – skwitował moje zachwalanie swojej osoby.
- Hm! To prawda. – odpowiedziałam. Wcale mi mój wiek nie przeszkadza, ale dla mojego wnuka wolałabym mieć mniej lat. Nie moja to przecież wina, że jest jak jest. Cieszę się, że jest. Widziałam, że zaczął mnie pilniej obserwować.
- Babciu, ta szminka jest najlepsza. – stwierdził, gdy miałam wyjść do sklepu i usta pociągnęłam pomadką, pierwszą lepszą jak wpadła mi w rękę, gdyż naturalny wygląd moich warg bywa niekiedy nijaki. Po co straszyć ludzi na ulicy. W domu ust nie maluję, gdyż tak się składa, że nieustannie coś pogryzam, a moje pomadki raczej tej próby nie wytrzymują.
- Babciu masz już taki puszek nad ustami! – powiedział, kiedy wczytywałam się w przygody jakiegoś ufoludka.
- Źle widzisz wnuku, to światło rzuca cień na moją twarz. – kłamałam jak najęta, a on zaczął się śmiać. Przeszliśmy na zmyślanie prawdopodobieństw bajkowo – życiowych. Bawiliśmy się nieźle, ale nie wywołało to entuzjazmu jego mamy. Czas było już na sen.
Poszłam do łazienki, spojrzałam w lusterko powiększające ileś tam razy i zrobiło mi się tak jakoś nieswojo. Ta twarz w lustrze to ja! Dziwne, jak szybko nastąpiła tak transformacja. Prawie jej nie zauważałam aż do chwili, gdy dziecko zaczęło mi się przyglądać. Nie da się zachować młodości, trzeba akceptować starość, ale można jeszcze przywrócić ludzki wygląd, gdy się trochę człowiek potrudzi. Sęk jednak w tym, że już nie bardzo się chce. Po co! Brzyduli łatwiej będzie pożegnać się z tym światem.
Oglądałam wywiad Martyny Wojciechowskiej z Marią Czubaszek. Lubię ją. Figurę ma niezłą, nogi, no, no jak na kobitkę w jej wieku, niczego sobie, ale twarz przypomina pieczone jabłuszko. Nie ma się co dziwić, papierosy robią swoje.
Czy uroda jest ważna? Nie, ale lepiej ją jednak mieć. To coś tak jak z pieniędzmi, szczęścia nie dają, ale nie szkodzą w życiu, no chyba że ktoś jest głupi. To już jednak inna bajka.

Mam się zabrać za sprzątanie, a to jak zwykle wyzwala u mnie przemożną chęć pisania… Trudno, komu w drogę, temu czas.

 
23 października 2011

…tóż wszyscy zapewne słyszeli o biologicznym dowodzie na to, że nasze ciało co siedem lat odnawia się w pełni. Po siedmiu latach komórki naszego ciała zostają zastąpione przez nowe i z fizycznego punktu widzenia jesteśmy zupełnie nowym człowiekiem. A jak to się ma z rozwojem duchowym i wiedzą o czakrach? Otóż człowiek w każdym roku życia jest podatny na pewne wpływy, które powinien „przerobić”, aby „wspinać” się po szczeblach doskonałości własnego rozwoju. Tak też co siedem lat, poczynając od czakry podstawy przechodzimy jedną czakrę, której właściwości w tym czasie stają się głównym tematem życia…

Wchodzę w nowy siedmioletni cykl! Sama to czuję, wszystko chcę zmieniać, szukam nowych sposobów na życie. Zaczynam działanie w grupie seniorów, robię nową stronę i martwię się na zapas. Rozmawiałam ze swoją córką, która sama doprowadziła się do kontuzji i teraz ubolewa. Mam nadzieję, że nie będzie to nic groźnego. Ponieważ wyglądam jak z krzyża zdjęta, to ona się przejęła mną. Przecież nie ma mnie tam, nie widzę osobiście co się dzieje… U mnie tak już jest – gdy się czymś martwię wyglądam jak prawdziwa staruszka. Najlepiej aby wokół mnie wszyscy byli zdrowi i szczęśliwi, wtedy i ja jestem szczęśliwa. Zamartwiam się też o swój pogrzeb po ostatnich rewelacjach jakie ogłosił Kościół na temat kremacji. Nie będzie dobrze!



24 października 2011

Załapałam nowego bakcyla. Spać nie mogę, jem w dwójnasób i chodzę jak w transie. Robię nową stronę internetową, póki co nie zapraszam, gdyż jest w przygotowaniu, no ale jak chcecie zajrzyjcie http://milkowice.pl.tl/ Szukam materiałów, zmagam się z szatą graficzną i walczę o każdy szczegół. Takie głupstwo jak dopasowanie koloru na ornamencie ze strony startowej zajęło mi trochę czasu, a i jeszcze nie jest tak jak trzeba, nie mówię już nawet o banerze… Rozłazi się wszystko i musiałam wypróbować wiele opcji aby go jakoś skadrować. Wszystko to będzie dopracowywane. Teraz to już nie żarty. Za umieszczone teksty ponoszę odpowiedzialność, sygnuję je swoim prawdziwym nazwiskiem, a nie nickiem. Muszę skontaktować się z ludźmi, którzy rozproszeni są po świecie i nie zawsze znam ich adresy. Może we Wszystkich Świętych zjawią się oni lub ich potomkowie i ktoś mnie z nimi umówi?! Zobaczymy co zdołam osiągnąć. Trzymajcie za moje przedsięwzięcie kciuki.

 
24 października 2011

Bosko dzisiaj wieczorem było na „Boskiej”! Teatr Telewizji na żywo to wspaniały pomysł. Nareszcie teatr przyszedł do mnie. Janda grała wspaniale. Reszta też była perfekcyjna, a Maciek Stuhr mój ulubieniec, popisał się jeszcze grą na fortepianie. Bawiłam się doskonale, a i wzruszyłam też niemało.
- To historia o tym, że warto walczyć o spełnienie marzeń, nawet tych najdziwniejszych – to słowa Jandy. To jest powód mojego wzruszenia, ale o moich odniesieniach napiszę innym razem.


Byłam dzisiaj z grupą seniorek na spacerze z kijkami. Wolniutko i z przytupem, a raczej przystankami, szło nam się skrajem lasu przez dwie godziny. Ile tlenu mam w płucach, ja tylko wiem. Dzisiaj ze spankiem nie będzie kłopotu.
Robię z samozaparciem nową stronę, jednak dzisiaj dam już spokój – zbyt wiele wrażeń.
 

 
27 października 2011

Na urodziny oprócz kwiatów, dostałam pieniądze!!! Kupuję sobie teraz potrzebne przedmioty. Ponieważ do chodzenia z kijkami mam tylko adidasy, postanowiłam kupić sobie buty trekkingowe. Znalazłam takie w promocji, jak zwykle, pojechałam i zaczęło się. Zapragnęłam takie z nakrapianymi, pomarańczowymi sznurowadłami. Nie mogłam odszukać i postawiłam cały sklep na nogi. Szukano w magazynach, zaproponowano mi z różnymi sznurowadełkami, ale ja pragnęłam pomarańczowych… W końcu stanęło na takich z przetykaną , szafirową nitką. Najlepiej pasują do spodni. Buty mam - wygodne, wytrzymałe, cieplutkie. Jutro ruszam w teren.
 


 29 października 2011


Skońc
zyłam pranie. Wywiązałam się przed dziesiątą i jestem w porządku wobec bliźnich. Cały poranek zajmowałam się sprzątaniem balkonu, gdyż był lekko przeładowany po jesiennym gromadzeniu zapasów. Słoiki spakowane w kartony, fotele złożone, umyte i zabezpieczone wylądowały w piwnicy. Sprowadzone tam zostały dzięki przychylności dobrych ludzi. Sama za skarby świata nie szłabym tam! Może z biegiem czasu się oswoję, ale dla mnie to czeluście przedpiekieł, a nie piwnica, i tyle. W międzyczasie ugotowałam zupę i trochę posprzątałam, a później skorzystałam z zaproszenia i poszłam w las, nie tylko ja ale także i piesek ze schroniska. Niech biedaczyna użyje ruchu! I użył. Cała tresura poszła też w las… To nie on chodził przy mojej nodze, to ja chodziłam przy jego, a uściślając tańczyłam, biegałam i nadążałam. Na koniec lekko się zmęczył i wolał już odpoczywać niż biegać. Kiedy moja córka odprowadziła go do schroniska, łakomie napił się wody i legł w boksie w przeciwieństwie do mnie, gdyż ja po powrocie do domu i nakarmieniu zgłodniałych, zamiast lec, kręciłam się po domu jak fryga wykonując jednocześnie dziesięć czynności. Wszystko już wykonane i sprawa zamknięta. Sobota przeszła w oka mgnieniu. 
Oto pies i ja, piękni inaczej, on skarlały dziczek, gdyż siwy i szczeciniasty, a ja zasuszona jesienna muza, której tylko liście ścielą się do stóp, gdyż wierszy nie ma kto już dla mnie pisać… Cóż, sama się obsłużę. Kobietą samowystarczalną jestem.



 
suma wejść na stronę - 239354,
odwiedzających - 80287,
dzisiaj -2
Reklama
 
Motto strony
 
„Pamiętaj, że każdy wiek przynosi
nowe możliwości.
Daj z siebie wszystko – inaczej oszukujesz samego siebie.”
Moja aktywność w Internecie
 
Reaktywacja strony
 
Firma JUNESSE
 
Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE > Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE [kliknij]
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=