maj 2012


5 maja 2012
Zbyt wiele przeżyć, radości, spotkań, doznań, rozmów, spostrzeżeń, ludzi - dla starszej pani okazało się to trudnym zadaniem. Podróże już nie dla mnie. Cieszę się, gdy moi najbliżsi są ze mną, ale wystarczy, że są. Spotkania z innymi ludźmi spoza kręgu bywają obciążeniem ponad miarę. Emocje biorą górę. Odwiedziłam Miłkowice z przyległościami, zebrałam materiały przydatne na stronie. Będę je kolejno prezentować.
Wieczorem usiadłam do komputera i po prostu padłam… Nie mogli mnie dobudzić, a może przywrócić do świata rzeczywistości. Nie wiedziałam co się stało. Przy komputerze nigdy nie zasypiam, to jest fizycznie niemożliwe, tylko telewizor daje takie możliwości. Jak tak wygląda umieranie, to nie ma problemu. Nic nie wiem, nic nie czuję, odchodzę i sprawa rozwiązana. Ucierpiały tylko moje okulary, pogięły się niemiłosiernie. Gorzej mają ci, którzy zostają.. Wszystko mogę załatwić sama, jednak to co się stanie po przejściu w inny stan trwania, nie podołam rozwiązać bez pomocy innych. Ja chyba nie zniosę łez moich dzieci. Pięknie się maj zaczyna.
6 maja 2012
Chłodno i przekropnie. Blada zieleń okryła drzewa i ziemię. Wiosna przyszła w mgnieniu oka i teraz zastanawia się jak dalej pchać cały ten kram do przodu. Ja zresztą też. Odmówiłam na zawsze spotkanie w Miejskim Centrum Kultury w Bydgoszczy, nie mam już ochoty na żadne publiczne przedstawiania siebie i swoich poczynań. Zrobię jeszcze mały krok, aby upublicznić stronę i odszukać informacje dotąd nie wyjaśnione, ale to tylko z tego powodu. Może zdążę ogarnąć całość…
Może mój wnuk podejmie się dalszych poszukiwań?! To mój największy obrońca. Reaguje nawet na ton głosu, gdy do mnie ktoś się odzywa na zbyt wysokich wibracjach. To naprawdę wrażliwy młody człowiek. Już niedługo dogoni mnie wzrostem. Jak tylko przyjedzie, mierzymy się w lustrze. Wyraźnie chylę się, a on wyciąga w górę. To moja największa radość.
Rano, zaraz po przebudzeniu, robię mu szklankę wody z miodem i cytryną. Nawet mu posmakowała. Sam domaga się, gdy nie nadążam z przygotowaniem. Teraz czekam na zakończenie roku szkolnego. Ma mi pokazać cenzurkę. Będziemy świętować.

7 maja 2012
Trochę mi się poprawiło, gdyż Olga Lipińska oznajmiła wieczorową porą, że się nie boi braci Rojek. Cudownie. Bać się nie należy, lecz lepiej uważać, gdyż nigdy nie wiadomo, co w trawie piszczy. Za przykładem mistrza Gałczyńskiego, ja też chcę przyłożyć cegiełkę do ciągu trwania i chcę ocalić twoje serce od zapomnienia, może też być moje, co za różnica, przecież dwa serca dają jedno, które trwa tak długo, jak nie zaczną stygnąć nici połączenia, wtedy rozbiją się jak skorupka jajka i potrzaskane będą wzdychać do księżyca, który zbliżył się niebezpiecznie którejś nocy… Bałam się, że nastąpi chwila zapomnienia i rymsnie na ziemię, a tutaj przecież zbliża się zadyma. Nastąpi tydzień manifestacji, które nic nikomu nie pomogą, jednak naród zademonstruje niezadowolenie, gdyż tak od wieków walczy polskie plemię. Przez Europę także przewala się fala rozgoryczenia, taka Zwrotna Wiosna - nowy prezydent we Francji, i dobrze, teraz Carla Bruni bez skrępowania pokaże gołe ciało, już może, a po Kremlu car Putin przejdzie władczym krokiem i przycupnie na tronie, oby tylko nie skończył jak Mikołaj II Romanow.
Ach, jak ja lubię poniedziałki! Pachną wtedy upojnie białe bzy, znajdę więc płatków pięć, albo trzy, za staniczek włożę, może szczęście przyjedzie do mnie na drabiniastym wozie. Daremnie dzisiaj w noc się wpatruję, Filon chyba nie przyjdzie, gdyż być może żonę z czułością w usta całuje. A jak o mnie myśli?! Ona to z pewnością wyczuje, i pod borem nie rozlegnie się klaskanie, tylko usłyszę walenie z prawa i lewa w jego wredną gębę, mocium panie, boć starość czasem starość także bywa żwawa, nie tylko młodość ma swoje prawa.
To tylko przerobiony lekkuchno Gałczyński i Fredro, przecież nie ja!!! Mnie już nie w głowie takie trele-morele. 

8 maja 2012
Dla Stachów, Stasiów i Stanisławów! Jednym niewątpliwie się spodoba, a innych chyba coś trafi... Mamy hit na Euro i z serca dla zaświatów niech ode mnie poszybuje piosenka, która jednych rozsierdzi innych oczaruje!!!

 


9 maja 2012
Dostałam odpowiedź na moją rezygnację ze spotkania w MCK.
Pani Halinko!
Naprawdę bardzo żałuję, że nie będzie tego spotkania z Panią. Zaprosiłam już gości oraz dziennikarzy pod kątem Pani twórczości oraz strony internetowej o Miłkowicach. Szkoda.

No cóż, takie jest życie, mnie też szkoda, ale trudno, boję się, że emocje wpłyną na mnie źle. Strasznie boję się kalectwa, a z czymś takim trzeba się liczyć, nawet gdyby udało się przeżyć.
Ciągle mi się chce spać, naprawdę nie wiem co się dzieje. Pojechałam dzisiaj łowić promocje, ale z miernym skutkiem. Kupiłam jednak moskitierę, gdyż ubiegłoroczne gdzieś się zapodziały, prawdopodobnie zostały tak dobrze schowane, że znajdą się po latach. Dwa okna już mam obrobione, zostało jeszcze kuchenne, które też musi być zasłonięte ze względu na osy w lecie. Wydatek niewielki - 10 zł – a wygoda wielka. Nawet nie wiedziałam, że u nas już można coś takiego kupić. Chciałam kombinować z firankami, jednak to drożej i mniej estetycznie.
11 maja 2012
Parno, duszno, gorąco… U mnie po południu robi się chłodno. Rano żaluzje zaciągnięte na oknach dają poczucie normalności. Cały ranek przekładałam wszystko w szafach, segregowałam i eliminowałam. Wyniosłam trzy torby i nie widzę uszczerbku w garderobie. Na dobrą sprawę połowę zasobów można by było wynieść, tylko trochę żal. Do niektórych części garderoby jestem wprost niewolniczo przywiązana. To są te trafione zakupy. Wszystko co przez dwa lata nie było ani raz w użyciu zmieniło miejsce. Mam nadzieję, że komuś się przyda.
Dzisiaj godziny południowe spędziłam w sklepie rybnym. Byłam brana za pomocnicę właściciela. W tym sklepie właśnie przywożą ryby z wędzarni. Najsmaczniejsze są wędzone w dymie!!!!!!!!!!!!! makrele. Pyszne. Dostawa się opóźniała, czekając obeszłam cały bazar. Zastanawiałam się nawet czy nie pisać kroniki. W nocy, a właściwie wczoraj przed wieczorem, podpalono pawilon prowadzony przez Koreańczyków czy Wietnamczyków, nie mogę ich jakoś rozróżnić. Zrobiła to chyba zazdrosna konkurencja. Przy okazji spłonął pawilon z butami. Wróciłam o oznaczonej godzinie do sklepu, a ryb nie było. Właściciel zaprosił mnie, abym poczekała w sklepie. Było przyjemnie, nie powiem, chłodno i wesoło. Przychodzili klienci, zachwalałam towar, doradzałam, dyskutowałam i bawiłam się zaistniałą sytuacją. Ciepłe ryby zamiast obiadu, to nie był dobry pomysł. Dorzuciłam jeszcze rybę maślaną, jadłam takową nad morzem i była pyszna, ta jednak była taka jakaś…. Więcej razy jej nie kupię. Zrobiłam jeszcze gotowane rzodkiewki z masełkiem i koprem. To było smaczne. Wolę jednak normalny obiad. Więcej razy na takie skróty nie pójdę.

12 maja 2012
I tak źle i tak niedobrze. Dzieje się zbyt wiele, jestem zmęczona, nie dzieje się nic prawie, jestem znudzona. Muszę odpocząć, to wiem sama, ale przykro mi, gdy na mojej stronie o Miłkowicach bywa mniej ludzi. Wszyscy potrzebują nowości, ale przecież one same nie wejdą na stronę.
Dzisiaj zadbałam o siebie, z nudów oczywiście. Maseczka za 3,50 zrobiła trochę porządku z moją zblazowaną buźką. Nogi po kąpieli w bardzo słonej wodzie zyskały na prężności, umyłam głowę i poszłam w przestrzeń bydgoską. Już po przekręceniu klucza w zamku wpadłam na sąsiadkę. Wstępne wymiany uprzejmości dały mi satysfakcję za mój trud i poświęcenie. Jej 
- Pani Halinko, jak ładnie pani dzisiaj wygląda! – skwitowałam wdzięcznym uśmiechem. Jak nie ma się do kogo człowiek stroić, robi to dla siebie. Moja bluzka w kolorze bordo niespodziewanie i przez przypadek zharmonizowała się z kolorem szminki. Zyskałam na lekkości ruchów dzięki soli. Po powrocie, zdjęłam płaszczyk nowo-nabyty, tzw. okryjbidę ale w miarę szykowną, gdyż wzięłam za doradcę osobę mi bliską więc udało się pogodzić niski koszt i wygląd, usiadłam do komputera aby innej bliskiej osobie przekazać wyniki moich terenowych pertraktacji, przy okazji pogadałam z moimi znajomymi, gdyż "zielenieli" na Skype. Jedna z nich gra namiętnie z toto i przyrzekła mi, że gdy trafi szóstkę dostanę sporą część wygranej, tylko muszę spełnić jeden warunek, a mianowicie muszę od niej przyjąć te pieniądze osobiście, co niestety, nie wchodzi w rachubę. Nie chce pieniędzy i osobistych kontaktów. Ona, ta osoba od pieniędzy, zauważyła u mnie daleko idącą metamorfozę, gdyż normalnie siadam do komputera w stroju domowym, który cechuje się burymi kolorami i wygodą, co nie służy mi w poprawie wizerunku. Muszę się zatem zastanowić, czy nie ubierać się bardziej starannie, chociażby na ten moment, gdy rozmawiam z kimś, kto przyzwyczajony jest do tego, że otaczały go zadbane kobiety.
Z rozpaczy, że dalej dzionek przebiegał niemrawo, zjadłam całe opakowanie macy z miodem. Muszę uczciwie powiedzieć, że był to najbardziej miły akcent dnia. Maca była, gdyż już nie pozostały nawet okruszki, delikatna, chrupiąca i miła dla podniebienia. Dzień się skończył i co?! Od takiego wypoczywania może rozboleć głowa. Potrzebuję chociaż chuchu adrenaliny… Na pulpicie osadziłam zieloną czterolistną koniczynkę, może przyniesie mi trochę szczęścia.

 
14 maja 2012
Jako że zimno na dworze i człowiekowi nie chce się nosa wyściubić za próg domu, miło sobie zasiąść do komputera i ze znajomymi powspominać stare czasy. Pogadaliśmy dzisiaj o tym jak to drzewiej bywało, a było to jakieś dziesięć lat temu. Komputer nie był oswojony, wszystko trzeba było poznawać, ci bardziej bywali robili nam psikusy, a szczególnie mnie się obrywało, jako że pokory w sobie nie miałam za grosz. Portale nie były odpowiednio zabezpieczone i dostać się do nich wcale nie było dla niektórych trudno, więc działo się, oj się działo. Mieliśmy z tego nieco uciechy, gdyż niby to byliśmy emerytami, ale wcale nie takimi ciemniakami i podpuszczając tych nieco mądrzejszych, robiliśmy sobie prześmiewki, oni nie zostawali dłużni i co najgorsze złośliwi, więc i komputer padał raz po raz.
Pamiętam jak jeden mądrala straszył mnie zaporą sieciową - firewallem -jest to jeden ze sposobów zabezpieczania sieci i systemów przed intruzami. Ja już jako tako rozróżniałam programy i bawiłam się nieźle. Teraz nikomu już się nie chce robić podchodów, postarzeliśmy, nauczyliśmy się też niemało, i to co kiedyś śmieszyło lub denerwowało, teraz nie robi na człowieku wrażenia. Nie takimi sprawami już się zajmujemy, ale powspominać miło
.

16 maja 2012
Byłam dzisiaj na spotkaniu w naszej bibliotece –z podróżniczką Karoliną Sypniewską organizatorką II Bydgoskiego Festiwalu "PODRÓŻNICY" pt. „W poszukiwaniu Everestu… i Tygrysa Bengalskiego – podróże przez Nepal i Bangladesz”. Bardzo ciekawe! Zastanawiałam się tylko, jak czuli się rodzice, którzy przez dwa lata nie widzieli córki narażonej na wiele przygód i zasadzek jakie niesie takie podróżowanie. Miło się słucha, jednak być i doświadczać to już zupełnie inna sprawa. Bydgoszcz zaroi się od podróżników przez najbliższe dni, na coś się chyba jeszcze wybiorę. Ma być nawet Elżbieta Dzikowska.
Po całodniowym wpatrywaniu się w cyrylicę, aby odczytać akt zgonu dziadka mojego męża miałam małą odskocznię. Cyrylica chodzi mi już bokiem. Nie mogę odczytać imienia i nazwiska jego matki. Zamieszczę tutaj ten fragment, może znajdzie się jakiś biegły w tej dziedzinie osobnik i pomoże mi wyjść z impasu. Uzyskany tą drogą czas poświęcę na sławienie jego imienia. Zapraszam do zmierzenia się z problemem. Może akurat wyjdzie coś z tego. Daję największe litery. Pomożecie?!



17 maja 2012
Lubię czytać ludzi głoszących teorie, które są mi bliskie, piszących o sprawach mnie interesujących. Mam prawo jako jednostka - póki co - niezależna, mieć swoje sympatie i antypatie. Wczoraj przeczytałam:
Według Cayce'a nasze losy zostały zapisane i jeśli trafi się na medium, można je odczytać w ''life readings'', opowieściach o przeszłych życiach. Osoby najbliższe w aktualnym życiu mają z reguły za sobą wspólne życia przeszłe.
Z ust mi facet wyjął. Całe życie kierowałam się takimi zasadami, gdyż inaczej jak nic leczyli by mnie na depresję, jak nie gorzej. To jest mądry człowiek. Nie przychodzimy na ten świat, aby świętować, my odrabiamy lekcję nam zadaną, naprawiamy błędy, przeżywamy to, od czego kiedyś się uchylaliśmy.

 
18 maja 2012
W Śródmieściu w godzinach szczytu jest natłok, który obezwładnia. Mam jednak ramkę do drzewa, w poniedziałek będzie wydruk. Zamknę sprawę. I o to chodziło.
19 maja 2012
Około południa, gdy w domu sprawy były już załatwione, wybrałam się do Śródmieścia. Miałam zamiar sama odwiedzić miejsca do których zawsze byłam dowożona, a to przekłada się na to, że nie zawsze wiedziałam jak tam dojechać autobusem lub dojść. Już w autobusie spotkała mnie miła niespodzianka. Wsiadła mama z dwójką dzieci, jedno w wózeczku, pięcioletni synek usadowił się obok mnie i się zaczęło. Ten szkrab znał numery wszystkich przejeżdżających autobusów i wiedział dokąd jadą. Zatknęło mnie! Ja znam tylko linie którymi jeżdżę i te, którymi kiedyś musiałam przejechać. Zawstydził mnie ten przedszkolak, natomiast wzbudził moje ogromnie zainteresowanie kozak doński, którego spotkałam na ulicy Gdańskiej. Studenci w okresie juwenalni zbierają datki przebierając się. Nie wiem czy to dobrze, czy źle. Może emeryci też ogłoszą tydzień zbiórki na uzupełnienie emerytur…
Wracając do kozaka, tak przystojnego mężczyzny dawno nie widziałam. Ubrany w białą koszulę i szarawary, z szablą u pasa prezentował się wspaniale. No, no taki mężczyzna w naszym mieście to honor dla Bydzi.
W sklepach już kupują flagi samochodowe na Euro. Naprawdę się ucieszyłam, gdy młody człowiek zachęcał mnie, abym nie odstawała i kupiła także. Oj, będzie się działo. Sam jestem pod wrażeniem, mimo, że jeszcze trochę czasu zostało.
Popołudnie spędziłam na balkonie na leżaku, mimo że pod ciepłym kocem, uważam że było super. Lektura mnie zmogła i zaliczyłam godzinną drzemkę na powietrzu. Mam nadzieję, że się nie przeziębię.

20 maja 2012
Co za cudny dzień. Prawdopodobnie czekają mnie takie już do końca, oby tylko nie gorsze. Obudziłam się o 6, zrobiłam sobie pitko, poszłam do łóżka i jeszcze godzinkę spałam. To właśnie ta dobra strona mieszkania samemu, robisz co chcesz i o której godzinie. Włączyłam muzyczkę, poczytałam, umyłam się, zjadłam śniadanie i poszłam do kościoła w trumiennym kostiumie, w końcu kiedyś muszę go zakładać, a jest naprawdę elegancki. Kiedy go wkładam, zawsze mi się przypomina ta pusta kieszonka, która chyba taka pozostanie do końca, ale trudno. Ja słowa dotrzymałam, inni się nie wywiązali. Po powrocie pogadałam w tlenie o sprawach technicznych, ugotowałam następnie obiad na który zaprosiłam gościa, w końcu samotne zjadanie wszystkich posiłków bywa nudne. Po obiedzie, gdy już zostałam sama, pozmywałam naczynia i umościłam się na super wygodnym leżaku na balkonie, reszta jak zwykle – lektura, drzemka, jolka. Spojrzałam ponad poręczą balkonu aby spojrzeć na niebo w bezruchu i przy okazji zerknęłam na grupkę starszych pań. Zrobiło mi się gorąco słysząc wewnętrznie dyskurs, który tak dobrze znam. Przeniosłam się do pokoju, chciałam przegrać z komputera na płyty nadmiar zgromadzonych klamotów na dysku D i Nero zaprotestował, nie takie formaty. Dałam sobie spokój, gdyż niedziela nie jest po to, aby borykać się z trudnościami. Teraz siedzę i rozmyślam, czy już do końca życia takie będą niedziele?! Sama się odżegnuję od spędów, ale to co sobie sama zgotowałam też nie jest frapujące. Aniołku Opiekunie, chyba czas coś zmienić, prawda? Ja nie zdołam tak przetrwać latami, lepiej może razem sobie pospacerujmy po niebieskich przestworzach, a może tam się mnie pozbędziesz i powiesz, że jak jestem duchem to mam sobie radzić. O tym nie pomyślałam.

 
22 maja 2012
Euro blisko. Wczorajszy test zaliczyłam na podstawowym poziomie i to też na drodze przypadku. Mecze jednak będę oglądać ze względu na nutkę patriotyczną pobrzmiewającą w moim sercu. Wpatruję się teraz w nosicieli moich genów, który to obraz w złoconych, cieniutkich ramkach stoi już na komodzie. Jestem z niego bardzo zadowolona.
Dzisiaj mamy najwyższą w Polsce temperaturę powietrza, mam nadzieję, że przeżyję. Zaraz idę na bazarek i do sklepów w celu nabycia artykułów konsumpcyjnych, a następnie zagnieżdżę się na ocienionym już mam nadzieję balkonie i zabiorę się do lektury o czarownicach, które znalazły się w naszej rzeczywistości. Czuję jakieś pobratymstwo dusz…
Cały ranek spędziłam na graniu w kulki, zmiotłam nieomal całą planszę, ale na końcu wpadłam tak głupio, że jest mi wstyd. No trudno, z porażką też trzeba umieć się pogodzić. Przegadałam też trochę czasu. Przypominają mi się te relaksujące dni, gdy wszystko co robiłam było tylko przyjemnością, a nie pracą na pełne obroty, tak jak to ostatnio bywało ze stroną o Miłkowicach. Takie jest życie- c'est la vie– raz w blaskach, a raz w cieniach.
24 maja 2012
Mieszkanie lekko przemeblowane, obiad dzisiaj uroczysty, cóż, święto rodzinne, lekkie podziębienie, pootwierane okna zabezpieczone moskitierami chronią od insektów, ale nie od chłodu - dzisiaj śpię przy zamkniętych – lekki zawrót głowy związany ze zdjęciami panoramicznymi, gdyż są u mnie w komputerze ale na stronę nie dają się ich wstawić. „Ojciec Mateusz’ oblany łzami , pojawiło się małe dzieciątko i nie tylko Natalia płacze, ja też. Dzień udany, mam nadzieję, że jutro też da się oswoić. Boli mnie trochę głowa i nie mam jakoś ochoty pisać.


26 maja 2012


Mojej MAMIE!
Oddaję swoim dzieciom  to,  co dostałam od Ciebie.


Dzisiaj ważny dzień dla tych mam, którym udało się urodzić i wychować swoje latorośle. To największa moja radość i duma. Wzruszające to chwile, gdy dorosłe już dzieci pamiętają i starają się, aby dzień ten by wart zapamiętania. Dla mnie Dzień Matki kojarzy się zawsze z konwaliami. Były zawsze w  małych łapkach  w czasie składania życzeń.




Z wielkim wzruszeniem wspominam dzieciństwo moich córek. To, że są w moim życiu, to największa radość jaka mnie spotkała. Do dzisiaj pamiętam te małe rączki, pierwszy uśmiech, pierwszy ząbek, który puknął w łyżeczkę w czasie karmienia, pierwszy krok uczyniony samodzielnie i te zabawne słówka i czyny, które wpisały się w historię rodziny. Bez moich dzieci życie było by uboższe, nie nabrało takich barw jakie daje istnienie małych istot, które na oczach matki rosną i dojrzewają.
Najtrudniej przeboleć wszystkie porażki i zboczenia z torów, które przeżywa się bardziej niż swoje własne, jednak bez poznawania życia na swoją rękę nie da się przeżyć . Matka musi się z tym pogodzić. Matką się jest do końca życia i nigdy to uczucie nie wygaśnie. Teraz role się odwracają i dzieci są wsparciem. Najbardziej bawi mnie to, że gdy przechodzę przez ulicę z którąś z moich latorośli, bezwiednie ujmują mnie za rękę tak, jakby brały mnie pod opiekę, ale to taki gest symboliczny, gdyż sam sobie jeszcze doskonale radzę. One jednak czuwają…
Moje dzieci.


28 maja 2012
Dostałam maila, niby nic wielkiego, jednak zastanowiło mnie dlaczego ktoś pyta mnie o inną osobę, gdy nie ma problemu w uzyskaniu do niej dostępu. Na dodatek w pytaniu była ukryta zawoalowana ironia. Nie lubię takich podchodów. Całe życie uważałam, że śmiać należy się z siebie, wtedy jest pewność, że nikt nie będzie czuł się urażony, ale niektóre niedowartościowane duszyczki lubią iśc dalej w obsmarowywaniu danej osoby, co niestety należy na wstępie ukrócić z wiadomych powodów. Trzeba zwrócić takiemu osobnikowi uwagę, że on też może z siebie pożartować, a niekoniecznie rozwijać temat naokreślony temat.
Tak się złożyło, że trochę mnie po tym świecie nosiło i zawsze w nowym miejscu musiałam się od nowa zadomawiać i szukać dusz bratnich, aby móc istnieć jako istota stadna. Bywały środowiska, które miały tendencje do naśmiewania się z innych ludzi. Sami niewiele sobą prezentowali, jednak dopiec innemu umieli nad wyraz dobrze. Mogę nawet wyciągnąć wniosek, może zbyt pochopny, ale wydaje mi się że dość prawdziwy, że taki styl życia i bycia przechodził z ojca na syna. Niekoniecznie musiało to być dziedziczne, ale przekazywanie wzorców było widoczne.
Bardzo więc proszę moich korespondentów, o ile zdecydują się do mnie napisać, a naprawdę cieszę się gdy komuś chce się wystukać  choć kilka słów, aby ze mną rozmawiali na tematy związane z moimi działaniami, a innych ludzi zostawili w spokoju.
29 maja 2012
Czy czas spędzony przy komputerze na różnego rodzaju grach typu kulki, układaniu pasjansa różnego stopnia trudności i czytanie artykułów o życiu pani Kwaśniewskiej to czas zagospodarowany, czy stracony?! Co mi właściwie z tego przyszło? Spełzły na niczym dwie godziny i to wszystko. Następne dwie spędziłam w poczekalni u lekarza, gdyż musiałam uzyskać recepty na lekarstwa . Z nudów, jak to zazwyczaj bywa, przegadałam je z oczekującymi kobietami w moim wieku. Każda z nich ma swoje poglądy twarde jak skała i niczym ich się nie skruszy. Wiek to beton o ile chodzi o wiedzę opartą na doświadczeniu. Problem w tym, że każdy ma inne doświadczenia i to, co dla niego jest wytyczną na dalsze życie, dla innego jest zupełnie nieprzydatne, gdyż nie spotyka się z tego typu doznaniami. Czas jednak zszedł jakoś, pani doktor jest tak miłym człowiekiem, nic dla niej nie straszne, staruszkowie także. Wieczorem idę na koncert, ale tylko dlatego że dostałam w prezencie bilet.
Nie założę bluzeczki na naramkach - super to określenie, naramki to ramiączka - gdyż chłodno się robi. Niebo pokryło się burawą mozaiką chmur i czeka na rozkaz, kiedy lunąć deszczem. Dzisiaj może jeszcze takiego się nie doczeka, ale jutro to już chyba szyby spłyną łzami. Będzie co będzie, roślinki też muszą dostać to, co im się należy.
 
30 maja 2012
Wczoraj poszłam na koncert do katedry. Ja chodzę tylko tam, gdzie mnie zaproszą, lub gdy podrzucą mi bilet. Tak też było tym razem. Ciekawa byłam nie tyle samego koncertu, co kościoła. Krążą już legendy o akustyce bydgoskiej filharmonii, a także o katedrze. Nie zawiodłam się. To było naprawdę przeżycie. Dawno już muzyka tak nie brzmiała w moich uszach. Koncert poświęcony pamięci Jana Pawła II składał się dzieł muzyki baroku, Ave Maria w wersji Schuberta, Gounoda, Mozarta zabrzmiało pięknie w wersji wokalnej i instrumentalnej. Mam w pamięci wykonanie tego utworu w wersji instrumentalnej w kościele w Miłkowicach, gdzie akustyka też jest wspaniała,  partię oboju grał mój brat. Nie mogłam natrafić na takie wykonanie, ale brzmienie solowe też jest piękne.






Obraz w ołtarzu głównym robił i robi na mnie wielkie wrażenie, to chyba jeden z piękniejszych obrazów Madonny - Matka Boska z różą,
lub
Matka Boska Pięknej Miłości.





Warto było się tam znaleźć.


31 maja 2012
Ostatnio zadzierzgnęłam mocniejsze więzi z biblioteką. Mam okazję wygadać się, a może przedstawić swój punkt widzenia odnośnie przeczytanych książek. Wczoraj dyskusja była ciekawa, gdyż różne były opinie o przeczytanej książce. Mam mały dylemat na temat fantazji literackiej, gdyż zdania były podzielone. Czy może istnieć coś takiego jak czysta fantazja, czy jest to tylko przetworzona rzeczywistość. Jakaś płaszczyzna porozumienia pomiędzy czytelnikiem a autorem być musi. „Julia i skryba” mnie osobiście fascynuje i poświęcę w swoim czasie temu więcej uwagi, oczywiście w swojej przeróbce, a mianowicie powiążę nicią sympatii tych dwojga. W swoim czasie!
Sprzedałam telefon, który nieopacznie przyjęłam, mimo że nie daję rady aby odczytać litery wysyłając lub przyjmując SMS. Mój stary jeszcze mi posłuży, a nowy niech idzie w nowe ręce, i tak muszę go spłacić. Telefony służą mi do załatwiania spraw, a rodzinie do namierzenia staruszki. Nie mam jakoś nabożeństwa do tkwienia ze słuchawką przy uchu.
Jak nic nie wypadnie, spotkam się dzisiaj z panem Ernestem Bryllem, ja już o tym wiem, ale on nie zdaje sobie nawet z tego sprawy. Mam trochę niechętny stosunek do takich spotkań, gdyż już wiem co się za tym kryje. Ale wydawnictwo zmusza, to autor nie ma wyboru.
Pszczółko, żegnamy się dzisiaj. Obfitego miodowania!


 
suma wejść na stronę - 235377,
odwiedzających - 78630,
dzisiaj -9
Reklama
 
Motto strony
 
„Pamiętaj, że każdy wiek przynosi
nowe możliwości.
Daj z siebie wszystko – inaczej oszukujesz samego siebie.”
Moja aktywność w Internecie
 
Reaktywacja strony
 
Firma JUNESSE
 
Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE > Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE [kliknij]
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=