listopad 2017
1 listopada 2017
Dzisiaj święto Wszystkich Świętych, jutro Dzień Zaduszny. Odwiedzamy cmentarze, ozdabiamy groby swoich bliskich kwiatami, zapalamy znicze. To czas zadumy, modlitwy za zmarłych.
Dzień Zaduszny - Jan Brzechwa. 

Kiedy miedzianą rdzą
Pożółkłych jesiennych liści więdną obłoki,
Zgadujemy, czego od nas obłoki chcą,
Smutniejące w dali swojej wysokiej.

Na siwych puklach układa się babie lato,
Na grobach lampy migocą umarłym duszom,
Już niedługo, niedługo czekać nam na to,
Już i nasze dusze ku tym lampom wkrótce wyruszą.

Jeżeli życie jest nicią - można przeciąć tę nić,
I odpłynąć na obłoku niby na srebrnej tratwie...
Ach, jak łatwo, ach, jak łatwo byłoby żyć,
Gdyby nie żyć było jeszcze łatwiej!


2 listopada 2017
Cmentarz w Miłkowicach o zachodzie słońca. Foto Katarzyna S.










Psalm 103, 15-16
Dni człowieka są jak trawa;

kwitnie jak kwiat na polu.

ledwie muśnie go wiatr, a już go nie ma,

i miejsce, gdzie był, już go nie poznaje.

Tak o naszym życiu mówi psalm. Pięknie i prawdziwie. Przychodzimy na ten świat, aby przeżyć życie pięknie i dobrze. Nie każdemu to się udaje. Sami sobie czynimy krzywdę kłamiąc, nienawidząc, plotkując, kradnąc… Nikt nas do tego nie zmusza, sami jesteśmy sobie wrogami. Czekamy na muśnięcie, które przyjdzie, musi przyjść, jedni z trwogą, inni ze spokojem. Płomień świecy połączy żywych z tymi, co odeszli.
Będziemy istnieć w pamięci ludzkiej, gdy sobie na to zasłużymy. Jeden przetrwa w pamięci stulecia, inny czasu pokolenie, a o innym zapomną już po kilku chwilach. W sercu chowamy pamięć. Na co zasłużymy sobie po śmierci, każdy się przekona, gdy przyjdzie jego czas. 

3 listopada 2017
Wysyłam telepatycznie w daleką przestrzeń mój niespokojny szept, rozdzielam wyrazy na sylaby, moduluję głos. Usłysz mnie Losie! Marznę, zapadam się w mrok, szukam nowych przestrzeni, które mogłabym zagospodarować, dać im nowe oblicze, ubarwić słowami. Gdzie jesteś moje przeznaczenie, moje dopełnienie?
Przeżyłam wczoraj swój wieczór samotności, dotknęłam obrzeży świata zamkniętego krawędziami bytu. To jednak nie ten czas, rozpłynęła się ekstatyczna nadzieja, rozbłysła płomieniami pełgających świateł, napełniła wezwaniem.
-Szukaj, przyjdzie do ciebie to, co jest ci pisane. – napomknęła rozbujała myśl.
Szukam więc nowych wezwań, zaglądam w czeluście wyobraźni, rozpalam ognie nakazów! Znajdę, mimo, że niczego nie jestem pewna! Niekiedy trzeba coś zgubić, aby znaleźć to, co ważne, cenne, wypełnione sensem i racją mojego istnienia.

4 listopada 2017
- Nic tak nie trzyma przy życiu jak nierealne marzenia, z filmu „Młodość”
Wczoraj pisałam nie na darmo. Szukam miejsca, gdzie będę mogła się zakotwiczyć, czego się chwycić, coś robić?! Najchętniej grabiłabym jesienne liście w parku, ale nie wiem, jak się do tego zabrać. Póki co, idę zaraz do lasu, pochodzę wśród drzew, które mają swoje miejsce i nie zastanawiają się, czym się zająć. Robią swoje. Może coś wymyślę. Dłużej w takiej bezmocy trwać nie mogę. Przemierzam internet i nic, posucha. Nigdzie mi nie pasuje popas. Rozbawił mnie wierszyk na jednym z portali twórczo-poetyckich, niekiedy trochę klecąco-wierszujących, ale „zachwytki” są urocze. Dostać taki bukiecik od internetowego wielbiciela, to naprawdę ktoś ma radochę.
Mam dla pani, zachwytków bukiecik.
Niewielki - wstążką przewiązany skromną.
Bo widzi pani, ten czas leci,
a mnie tak jakby ktoś oświecił -
z Madonny niemal, stałaś się mą donną…

Galeon35

5 listopada 2017

Byłam wczoraj w lesie w celach odprężenia się i odsunięcia na drugi plan spraw dnia codziennego, ale nie całkiem to się udało. Spacer tak, ale okoliczności okazały się dla mnie zbyt bolesne i uciążliwe. Doznałam chyba jakiejś formy déjà vu? Nie mogę się z tym pogodzić. Mamy taki pas lasu, gdzie już byliśmy wielokrotnie i znam tam każdy zakamarek, młodnik, duży las, młody las, pagórki, na których rosną podgrzybki, zakątki, gdzie znalazłam prawdziwki, przepusty brzeziny, sosny i świerczki. Wmawia mi się teraz, że poprzednie grzybobranie też miało miejsce tutaj, a ja głowę bym dała, że to było w innej części lasu. Pamiętam w czasie tego grzybobrania każdy pagórek z pięknymi okazami grzybów, były młode, piękne, nawet widzę koloryt lasu. Co się więc zdarzyło, że ja widzę oczyma duszy inny las?! To fakt, że od początku tego poprzedniego, nieszczęsnego grzybobrania, byłam zagubiona. Ciągle nawoływałam, upewniałam się, wypatrywałam, abym tylko się nie zgubiła. Pamiętam jednak każdy znaleziony okaz, także napotkane bedłki tzw. grzyby psie, nawet odcienie mchów! W jakiej więc części lasu ja byłam? Nie mogłam w nocy spać z tej racji. To był inny las! Czy się ze mną coś dzieje dziwnego? Czy moja wyobraźnia nałożyła na siebie jakieś obrazy i zapisała jako nowe wydarzenie? Gdzie ja byłam i co widziałam?! Dlaczego inni pamiętają inną wersję wydarzeń niż ja? 
 
 6 listopada 2017
https://tipy.interia.pl/artykul_29106,musztarda-i-jej-zaskakujace-wlasciwosci.html
Proszę koniecznie kliknąć w link! Przed emerytami i rencistami odkrywa się nowe menu. Wystarczy przygotować kanapkę z dostępnego, najtańszego chleba – jeszcze nie zdrożał tak jak masło i jajka – potrzeć jakimś tam smarowidłem, pasztetem z malutkich pojemniczków za złotych ileś tam i na to nałożyć grubą warstwę musztardy, której właściwości zdrowotne udowodniono. Każdego stać na taką kolacyjkę. Będziesz syty emerycie, pieniądze nie wyciekną ci z kieszeni, będziesz odporny i niepodatny na choroby. Zachęcam z całego serca wszystkich do stosowania tego prostego sposobu, abyście żyli długo i szczęśliwie. Może doczekacie czasów, że emeryci będą śmigać po świecie, zwiedzać to, co zawsze chcieli zobaczyć, cieszyć się wygrzewaniem kości na gorących plażach. Trochę nam prezes zachorzał, a premier oddała się do dyspozycji, ale to sprawy przejściowe. Wierzę, że przez te trzy lata, jakie mi zostały, dosięgnie mnie jeszcze dobrobyt.

7 listopada 2017
Nie mogę powiedzieć, że dzisiejszy dzień należy do udanych. Boli mnie kciuk lewej ręki. Wydawało by się, że nic wielkiego, ale okazuje się, że sprawność rąk mam ograniczoną. „Ludzka dłoń złożona jest z 27 małych kości, w tym ośmiu w nadgarstku, połączonych siatką więzadeł, dziesiątkami maleńkich mięśni, które poruszają stawami. Naukowcy stwierdzili, że pomiędzy dłońmi a mózgiem istnieje więcej połączeń nerwowych niż pomiędzy jakimikolwiek innymi częściami ciała, tak więc gesty i pozycje dłoni w dużej mierze informują o naszym stanie emocjonalnym.” Gesty dłoni wiele znaczą, warto się z tym zapoznać. http://www.utw.uj.edu.pl/documents/6082181/3401fc94-52b8-414b-8a92-b2f1bff3708c
Czytam Kornela Filipowicza. Jakoś mi umknął, a wart jest poznania. Opowiadanie „Moja kochana prowincja” traktuje o spotkaniu autora z czytelnikami. Okazało się, że jedna z osób, obecna na spotkaniu, przebiła autora. Zabrała głos i nie dopuściła literata do ujawnienia swoich poglądów. Wobec powyższego ten po cichutku wymknął się z sali i pojechał łowić sumy i węgorze. Ja dzisiaj też prezentowałam swoją książkę, niby nic nadzwyczajnego, ale dwie godziny nie dopuściłam pani, z którą się spotkałam, do wyrażenia swoich poglądów. O Miłkowicach to raczej nie warto zaczynać ze mną dyskusji. Mam teraz chrypkę i niesmak. I po co mi to było?
"Gdy w listopadzie liść na szczytach drzew trzyma, to w maju na nowe liście spadnie jeszcze zima." To przysłowie wyraźnie mówi, że w maju będzie jak w raju, zielone liście w białym puchu. Zobaczymy, czy się sprawdzi.
 
8 listopada 2017
 youtu.be/MOUveEDefCo
Hawking przepowiedział, że Ziemię czeka apokalipsa. Według naukowca, za kilkaset lat nasza planeta zmieni się w "skwierczącą kulę ognia" Podobno w połowie wieku będziemy mieli pierwsze zdjęcie innej planety, na której będą warunki do życia. Szkoda, że moje pokolenie nie doczeka tych czasów. Byłaby to ciekawa sprawa, być pionierem, osiedleńcem na innej planecie. Może tam pieniądze nie będą miały już znaczenia. 
Zostawiam do jutra sprawy codziennej krzątaniny domowo-kulinarnej, a teraz przejdę do świata wyobraźni. Mam pomysł na małe opowiadanie. Byłam świadkiem ciekawego wydarzenia i chcę je uwiecznić. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Dzisiaj wykupiłam za 80 zł pierwszą transzę bezpłatnych leków, za tydzień będą dalsze płatne-bezpłatne. Że też ja mam takie psie szczęście, ale chociaż honor i dumę mam. Nie tak jak Pawłowicz Krysia, która nawet nie wstała, gdy Sejm uczcił minutą ciszy pamięć Piotra Szczęsnego, który zmarł po tym jak 19 października podpalił się pod Pałacem Kultury i Nauki. Ten człowiek przemyślał ten czyn, nie powinno się przechodzić obok tego wydarzenia obojętnie. Ludzie są różni.  Ten kopie dołki pod bliźnim, tamten się wyśmiewa, ale są też tacy, którzy niosą pomoc, współczują i pomagają. Zdecydowanie wolę tę grupę. Jednak mój mózg świdrują ciągle myśli o pieniądzach. Moje konto jest zupełnie łyse. O czym bym myśla, to i tak wszystko schodzi na pieniądze. Jak widać, nie tylko ja mam takie dylematy. Posłuchajcie Aloszy Awdiejewa.
youtu.be/cWlUEgWsdJM       

9 listopada 2017

„Dla pracy są zwykłe dzionki, a niedziela dla małżonki.” Tadeusz Boy-Żeleński
Problem w tym, że ja nie mam komu niedzieli poświęcić, więc gram, nie tylko w dzień powszedni, ale w niedzielę też. Obecnie jestem bez małżonka, bez pochłaniającego mnie zajęcia i dzieje się, co się dzieje.
Zgiń, przepadnij maro nieczysta! Zmarnowałam kilka dni siedząc przy pasjansie, którego już na szczęście zarzuciłam. Wyprosiłam, aby mi go udostępniono. Połączenie dwóch pasjansów. Mój znajomy układa go w kilka minut, krótko. Mówi, że działa intuicyjnie. Mnie na początku też wychodził raz za razem, ale później może coś zablokowałam – nie był w języku polskim – i też działałam intuicyjnie. Nie mogłam sobie poradzić.  Duma mi nie pozwoliła zapytać, co mam z tym zrobić. Wyrzuciłam plugastwo, i mam nadzieję, że już do tego nie wrócę.
Kiedyś zmagałam się z kulkami, całe połacie fruwały po monitorze, a ja siedziałam i klikałam, aby być zwycięzcą. I po co mi to było? Czy ja nie mam co robić? Miałam pisać opowiadanie i gdzie ono jest? Dzisiaj z nerwów spędziłam popołudnie w kuchni. Nagotowałam potraw chyba na tydzień. Przesadziłam: gulasz sojowy, sos grzybowy z własnoręcznie zebranych grzybów, kapusta czerwona, kluski szare i dorzuciłam jeszcze ciasto drożdżowe. Wyszło na szczęście bardzo dobrze, puszyste. Nie ma zakalca. Wcale nie patrzyłam, co mam zapisane do ugotowania, ale gotowałam to, co uważałam za stosowne i co mi serce dyktowało. Muszę trochę  potraw zamrozić, gdyż zbyt długo ciągnęła by się konsumpcja. Człowiek to jednak słaba istota. Musi dopaść dna, zdenerwować się, przekląć siły nieczyste, aby się wyzwolić od zła, które go omotuje i pcha do zguby.

10 listopada 2017
Człowiek jest nosicielem ukrytych pragnień, prawdziwych i domniemanych, takich, które się nigdy nie spełnią. Nie mówi o nich, gdyż niekiedy się ich wstydzi, ale przychodzi moment, że wyskakują jak diabełek ukryty w zabawce. 
Pamiętam taką historię z Miłoszem w tle. Był to czas, kiedy poeta ten był skrzętnie ukrywany przez ustrój, nie wszyscy o nim słyszeli, ale przecież byli tacy, którym jego twórczość nie była obca. Ja  wtedy byłam jeszcze żółto-dzioba, ale coś tam o poecie słyszałam. Młody mężczyzna, świeżo po studiach, roznosił czar młodości i wszystko-wiedzenia. To jest urocze, ale niekiedy przybiera skrajne formy. Zarzucił starszej pani ignorancję na tym polu, co wywołało rozbawienie słuchaczy, gdyż akurat ta osoba była zapoznana z twórczością wielu poetów, Miłosza także. Nikt nie był w stanie go przekonać. W końcu użył argumentu, którego do dzisiaj nie mogę zapomnieć.
To są takie wątki, które mogą stać się kanwą moich opowiadań, gdyż chyba takie będę pisać. Namawiający mnie usilnie do dłuższych form, chyba chcą mnie mieć z głowy, ale to zbyt duże wezwanie. Zobaczymy. Przeraża mnie to, że ja też będę odkrywać czyjeś tajemnice, nie dosłownie, ale zawsze temat wiodący będzie istniał.
Przeraził mnie oglądany ostatnio film, tytułu nie pamiętam, gdyż zawsze, mam to we zwyczaju, spóźniam się i czołówka mnie omija, gdzie pisarz zostawił żonę na pewien okres, związał się z młodą dziewczyną, która sypiała pod presją ze swoim ojcem. Chciał wiedzieć, dotknąć, przeżyć to, aby mieć temat do swojej książki. Był tym zafascynowany. Nie myślał o tym, że stanie się to publiczną tajemnicą, że wszyscy skojarzą ten fakt z daną osobą, że zmarnuje jej życie. Może dzięki temu skończy się jej trauma, ale gdy naprawdę chciałby jej pomóc, nie szukałby takiej formy wsparcia. Znajomość z pisarzami lub poetami, niesie ze sobą niebezpieczeństwo ujawnienia pewnych spraw. Twórca się zbytnio z tym nie liczy, dla niego ważne jest jego dzieło. Pisarze może nie zdają sobie sprawy, że piszą przez  pryzmat swojego widzenia świata i obnażają też przy okazji swoje tajemnice.

11 listopada 2017
NARODOWE ŚWIĘTO NIEPODLEGŁOŚCI
99 rocznica odzyskania niepodległości.

Nareszcie zrobiono jakiś krok do niwelacji nienawiści. Przemówienie Prezydenta napawa otuchą. Może nareszcie zaczynają rozumieć, że Polska jest jedna. Nigdy nie było tak, że wszyscy mieli jednakowe poglądy, ale najważniejsza była Polska. Prezydent Duda: Szanowali się mimo różnicy poglądów. Czas już chyba, aby taki czas nam teraz też nastał. Tusk w Polsce na obchodach, to plus dla polityki Prezydenta. Kaczyński wyniósł się do Krakowa, gdyż chyba nie wie, z kim ma kroczyć w pochodzie. Co nam dzisiejszy dzień jeszcze przyniesie, zobaczymy, mnie ONR przeraża. 
 
12 listopada 2017
Mamy dwie stolice. Daje to możliwość obchodzenia świąt podwójnie!!! W Krakowie J. Kaczyński ze świtą, w Warszawie Prezydent starający się stworzyć pozory normalności. Czy zdołacie sobie przypomnieć uroczystości państwowe, gdzie nasz kochany Jarek byłby razem ze wszystkimi, bo ja nie. To ma łączyć naród?! 
Tusk przyjął zaproszenie do udziału we wczorajszym święcie. Było do przewidzenia jak będzie przyjęty i przyjęto go, gwizdami, przy błogosławieństwie partii rządzącej. Naród jest mądry, tak, bardzo mądry… Tusk szedł z jednym wieńcem, Czarnecki z drugim. Później pod pomnik Piłsudzkiego Szydło kroczyła obok Tuska jak mumia, nawet się na niego nie spojrzała. Oni się go boją, boją się, że wróci!.
Beata Szydło: chciałabym, aby dyskusja o Donaldzie Tusku nie przykryła radosnego świętowania. Chciałabym, aby dyskusja o obecności Donalda Tuska na uroczystościach Święta Niepodległości nie przykryła tego, co najważniejsze - radosnego świętowania i mówienia o Polsce i Polakach.
Tak ma wyglądać świętowanie, tu gwizdać i buczeć, a później się cieszyć. Co wobec tego mówić o Polakach? Oj, proszę pani, wszystko kiedyś się kończy. Kiedy słyszę argumenty, że kiedyś PO była winna zadym w czasie Święta Niepodległości, to mam mdłości. Hipokryzja osiąga szczyty. Tak naprawdę teraz opozycja nie istnieje. Co oni właściwie mają do powiedzenia!? Nawet gdyby mówili, to i tak będą wyśmiani. Tak się niszczy przeciwnika. 
Wczoraj po raz kolejny oglądałam film „Bitwa Warszawska”. Zawsze mnie porusza do głębi. Nie będę rozpisywać się o filmie, mam nadzieję, że Polacy mieli tyle determinacji, aby obejrzeć zmagania rodaków z nawałą sowiecką. Zwrócę tylko uwagę na postać Witosa. To jego powołał Piłsudski na premiera, aby mieć poparcie wsi i zapewnić jedność narodu. Witos miał charyzmę, swoje przeszedł w polityce, ale był skuteczny. Premierem był trzy razy, ale więźniem w Berezie Kartuskiej także.
To było budujące w okresie międzywojnia, że wodzowie narodu chowali do kieszeni osobiste ambicje i tworzyli naszą niepodległość. Tego powinni się od nich uczyć dzisiejsi przywódcy.
 
13 listopada 2017
Coraz więcej osób zdradza objawy choroby dwubiegunowej. Naprawdę, to jest widoczne. Rano mówi się tak, wieczorem wszystko się zmienia, głosi się już inne poglądy. Marsz Niepodległości budził zachwyt w mediach 11 listopada wieczorem, ale gdy co bystrzejsi ludzie wskazali na rasistowskie hasła dźwigane w pochodzie przez ONR, Młodzież Wszechpolską, świat zareagował wypowiedziami potępiającymi, nastąpił zwrot w ocenie marszu.
11 listopada pod hasłem "My chcemy Boga" ulicami stolicy przeszedł Marsz Niepodległości organizowany przez środowiska narodowe. Manifestujący nieśli różne transparenty, jedna z grup także te z radykalnymi hasłami: "Biała Europa", "Europa tylko dla białych" czy "Wszyscy różni, wszyscy biali".
Dzisiaj rano w Trójce Gliński mówił o prowokacjach! Kto niby miał to robić? Kto te hasła miał nieść, ja? Im bliżej południa tym opinie potępiające się nasilały. Wstyd przed światem zrobił swoje.
Nie ma w naszym kraju miejsca ani zgody na ksenofobię, na chorobliwy nacjonalizm, na antysemityzm. Taka postawa oznacza wykluczenie z naszego społeczeństwa - oświadczył w poniedziałek prezydent Andrzej Duda podczas spotkania z mieszkańcami Krapkowic (woj. opolskie). PiS potępiła taką postawę maszerujących.
Sytuacja jaka miała miejsce 11 listopada podczas Marszu Niepodległości nie powinna się wydarzyć, ale w demokratycznym państwie nikt nie jest w stanie kontrolować transparentów - powiedziała PAP rzeczniczka PiS Beata Mazurek .
Mam pytanie. Dlaczego pozwala się na działalność ONR? Dlaczego mogą się panoszyć i szerzyć takie poglądy? Dlaczego ich przygarnęli do marszu? Wiadomo, kim są. Chodziło o liczebność? Gdyby nikt nic nie mówił, byłoby pięknie, radośnie i uroczyście. Tak naprawdę, komu te wszystkie marsze są potrzebne? Przecież można by zorganizować paradę, spokojną, radosną i nikomu niewadzącą. Niechby szły jakieś zespoły taneczne, sportowe, a najlepiej niech już przestaną się przechadzać, gdyż jak widać nic dobrego z tego nie wynika.

14 listopada 2017

"Polakom żyje się lepiej, o to nam chodzi". Prezes i Szydło podsumowują 2 lata rządów PiS. Mnie osobiście raczej nie nie żyje się lepiej, ale nie jestem reprezentatywną częścią narodu. 500+ podobno wymyślił ktoś inny, jako 1000 +, ale podjęcie czyjegoś pomysłu i zrealizowanie, nie jest ujmą. Trzeba by jednak to jakoś zapisać, aby nowy rząd, gdy nastanie, a przecież kiedyś musi się to stać, nie zabrał pieniędzy ludziom, którzy zdecydowali się na powiększenie rodziny. Dzieci trzeba przecież wychować. Co będzie z rozwojem gospodarczym, to jeszcze zobaczymy, ale to, że udało im się ściągnąć VAT, to naprawdę jest coś godnego pochwały. Dlaczego to, co jest obowiązkiem każdego obywatela, nie było płacone, tego nie mogę pojąć, ale widocznie mój ogląd świata jest ograniczony. To takie hasło z krzyżówek w dawnym Przekroju, o którym wspomniał Jankowski w swoich melodiach oglądanych przeze mnie w czasie prasowania, jako umilanie mi życia w tak nudnym zajęciu. Krzyżówki w Przekroju były niekiedy dość karkołomne, ale po rozwiązaniu ich człowiek czuł się tak jak Morawiecki pokonujący schody rozwoju gospodarczego kraju. No to może przytoczę przykład podany w „Jaka to melodia”. Co jest pomiędzy - napiszę dla ułatwienia słowami - jedynką a dwójką? Jutro podam odpowiedź, ale dzisiaj może się trochę pogłowicie.
Ja mam obecnie dwa tygodnie pod znakiem służby zdrowia, rehabilitacja ceniona przeze mnie, gdyż ogranicza to ilość połykanych tabletek, „holter” mierzący mi ciśnienie co pół godziny, w nocy co godzinę, co jest trochę uciążliwe, kilka wizyt u lekarzy… Jak się zacznie, to końca nie ma. Jako staruszka jednak jakoś się trzymam, nie dam się wytrącić jeszcze z koleiny życia. I proszę nie podjeżdżać samochodami pod mój dom, aby mnie oglądać, nie jestem jakimś okazem zasuszonej babuleńki, no może trochę, ale to nikogo nie upoważnia do podglądactwa. Dosyć już w zaprzeszłości było stania pod oknami, siadywania na ławeczkach, aby słyszeć mój głos, choć z daleka, szukania okazji spotkań. Obecnie skupiam się na jakim-takim utrzymaniu zdrowia. I to mi wystarcza.
 
..................

15 listopada 2017

W odpowiedzi na hasło - pomiędzy jedynką a dwójką - kierowcy to wiedzą - LUZ. Miało być na trzy litery, bo gdyby więcej liter, to mogła by być np. próchnica.

16 listopada 2017

Marek Aureliusz – MODLITWA O POGODĘ DUCHA
Boże, użycz mi pogody ducha,
abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić,
odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić,
i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego...
Tak bym w tym życiu osiągnął umiarkowane szczęście, a w życiu przyszłym, u twego boku, na wieki posiadł szczęśliwość nieskończoną.
Piękna modlitwa. Każdemu z nas się przyda, szczególnie w chwilach zwątpienia. Dla mnie taka chwila właśnie nadeszła. Pewien instytut związany z chrześcijaństwem przysłał mi wypasioną kopertę z różańcem, jako załącznikiem. Mam dylemat. Dostałam prezent i w zamian oczekuje się, że prześlę kwotę 20, 50 lub 100 zł, aby z różańcem w dłoni obchodzić stulecie objawień. Ja jestem za obchodami tej rocznicy, z różańcem – mam swój, piękny, to pamiątka z Bieniszewa od ojców kamedułów – po co mi jeszcze jeden, za który oczekuje się opłaty. To jest najsłabszy punkt w tym wszystkim. Czego, jak czego, ale pieniędzy nie mam. Może w grudniu bym te 20 zł wycisnęła, bo w tym to już mowy nie ma, boję się jednak, że jak już wzięli na mnie namiar, będą przysyłać prośby o datki.
Miałam taki problem w sanktuarium, gdzie ufundowana tablica obfitowała w przesyłane cegiełki, które miałabym rozprowadzać wśród sąsiadów. Wstydziłam się tego robić, wysyłałam więc równowartość z własnej kieszeni, tak długo, aż się nie zbuntowałam i przestałam to robić. Mam więc swój maleńki udział w budowie, ale już więcej nie chcę mieć żadnych udziałów. Będę więc się modlić ze swoim różańcem, przesłane materiały spalę, gdyż nie godzi się wyrzucać rzeczy poświęconych, jak mawiała moja babcia, a różaniec zaniosę do kościoła. Nie chcę mieć wyrzutów sumienia, że czegoś nie dopełniłam, albo coś nieprawnie wykorzystałam. Boże użycz mi odwagi, mądrości i pogody ducha.

17 listopada 2017
"Psiakref" pisała Stryjeńska w burzliwych chwilach. Powtórzę także swoje psiakref z f! Napisałam, według mnie,  taki udany tekst i skasowałam niechcący. Trudno, widocznie kłamałam, albo mówiąc ładniej, poniosła mnie fantazja, zostańmy więc przy opinii Stryjeńskiej. 
Cytaty z książki „Stryjeńska. Diabli nadali” A. Kuźniak

Niedobre urządzenie właściwie z tym życiem. Pierwsze trzydzieści lat zużywa człowiek na dojrzewanie i strzelanie „byków”, a drugie trzydzieści na łatanie, zalepianie, naprawianie, zadośćuczynianie, zakopywanie, zadeptywanie, wygładzanie, wywabianie, wreszcie wyłabudywanie się z tychże błędów.
Kiedyż właściwie więc czas na życie? Na zastanowienie się nad cudowną astronomią, bakteriologią, fizyką i metafizyką zjawisk? Kiedyż czas na istotne przeżycia, jak sformowanie własnej myśli filozoficznej […], na miłość, na ciekawe podróże […] na wzniesienie się ponad codzienne, nieznośne, drobne sprawy, na uwielbienie Przyrody?

Cicho i niespodziewanie nadchodzi „60 lat” i zaczyna się nieład i niewiara, gorączka użycia, prędkie przebieganie repertuaru. Postępująca skleroza wywołuje gorycze pesymizmu, trwogę o własną zwiędłą skórę, chciwość, złowrogą zawiść, zachłanność na zaszczyty itp. Mało wspaniałe, a wstrętne stany uczuciowe.

Czyż to są grzechy?

Nie – tylko rozkład fizjologiczny.

18 listopada 2017
Naprawdę robiłam co mogłam, aby nie nakręcać spirali działań, jednak raz podjęty zamysł nie daje się zatrzymać! Mam uszyć pokrowiec na podnóżek do mojego ulubionego fotela. Córka wystarała się o taki sam materiał, przywiozła i ja mam dokonać teraz cudu uczynienia podnóżka kompletem i zgrać całość. Decyzja dojrzewała już od dwóch tygodni, ciągle coś stawało na przeszkodzie, nawet dzisiaj próbowałam różnych sztuczek. Zadzwoniłam do znajomej osoby, aby wszcząć naprawę stolika, który to stolik sama zmontowałam z dużego stołu tnąc go w połowie.  Nie do końca jest ów stolik wykończony, ponieważ nie mam świderka. Trzeba części połączyć, gdyż prowizorka może dać o sobie znać w najmniej odpowiednim momencie. Niestety, nie powiodło się, osoba ta poległa na polu zdrowotnym, a nikogo w zastępstwie nie dało mi się złapać, więc chcąc nie chcąc zabrałam się do szycia. Doprowadziłam dzieło do połowy, góra nawet jest przestebnowana, jednak małe ubytki są, gdyż ja mam problem z prostym szyciem, a metalowy odmierzacz gdzieś się chyba zapodział. Moja maszyna to już obraz nędzy i rozpaczy, wykończyły ją dżinsy nabierające u mnie poloru używalności. Zostawiłam więc wszystko na półmetku, ból głowy nie pozwalał mi na dalszą realizację zamierzenia.Maszyna stoi na stole, niech stoi i czeka do poniedziałku, a może nawet dłużej. Żałość by mnie zżarła, gdybym pracy nie ukończyła. Schować też maszyny nie mogę, nie wróciłabym do niej, a to byłoby jeszcze gorsze. Ciarki mnie przechodzą po plecach, gdy się odwrócę i spojrzę na to narzędzie tortur. Podobno takie odczucia są dowodem budowy mózgu zwiastującego dużą sprawność umysłową i emocjonalną. Odczuwam coś takiego, tylko przyjemnie emocjonalnego, gdy słucham Mozarta i Cohena, czytam wiersze, które przenikają mnie do głębi, prozę pięknie napisaną, ale maszyno-szycie chyba nie mieści się w tych kategoriach i mrowienie ma chyba inne podłoże. Ale to nie szkodzi, ważne, że mrówki wzdłuż kręgosłupa dają o sobie znać i pojawia się gęsia skórka. Oto dowód, link do badania naukowego w tej dziedzinie, szycia maszynowego nie uwzględniono. Trudno, może naukowcy jeszcze o tym nie wiedzą.  http://dobrewiadomosci.net.pl/20529-muzyka-wywoluje-u-gesia-skorke-znak-ze-twoj-mozg-wyjatkowy/

19 listopada 2017

Zaskoczyła mnie znajoma pani, jeszcze pracująca, która z lekkością swojego wieku przypisała emerytom nadmiar czasu. Podobno czeka, kiedy przejdzie na emeryturę i będzie mogła robić, co będzie chciała, oczywiście pławiąc się w nadmiarze czasu. Przywołałam ją trochę do rzeczywistości przedstawiając życie na emeryturze. To tylko muśnięcie, ale chyba jakiś przyczynek do wyjaśnienia sprawy.
Nadmiar czasu jest przesadą, no chyba, że ktoś ma w genach nic-nie-robienie i lubi wykorzystywać potomstwo. Nie mówimy także tutaj o ludziach zupełnie pozbawionych możliwości poruszania się, chorych i zniedołężniałych, oni nie mogą sprostać już obowiązkom codzienności. Zostawmy ich w spokoju.
Jestem normalną staruszką, radzącą sobie w życiu, ale obarczoną już syndromem starości. Obowiązków domowych nie dam sobie wydrzeć. Nikt nie będzie pastwił nad moimi oknami czy firankami. Bywają sytuacje podbramkowe, to wtedy jest sprawą oczywistą, że wszystkie ręce na pokład, ale to sytuacje wyjątkowe. Mówimy o normalności. Trzeba wziąć pod uwagę, że w starszym wieku robi się wszystko dwa razy wolniej, konieczne są przerwy i małe odpoczynki, praca powinna być przemyślana, aby nie dublować czynności. Wliczyć w to trzeba także system zapominania, bywa, że wchodzisz do pokoju i nie wiesz, po co tam przyszłaś. Wracasz wiec do punktu wyjścia, aby sobie przypomnieć, co było powodem nawiedzenia owego pokoju, gdzie weszłaś i nie wiedziałaś, co masz tam znaleźć lub zrobić. Znajdujesz, wiesz w czym rzecz, mielisz wtedy w myślach słowa nieprzychylne, albo śmiejesz się sama z siebie. W końcu sfinalizowałaś sprawę, ale to wszystko zabiera czas. Robisz wszystko, co w domu jest do zrobienia, ale też musisz mieć czas na lekturę, słuchanie muzyki, oglądanie tv, wyjścia egzystencjonalne i towarzyskie, hobby i upodobania, najważniejsze teraz w twoim życiu. Chwalą cię za to, orzekają o twoim talencie i idą do swoich spraw, a ty zostajesz w glorii swojej chwały, gdyż co ona tak naprawdę kogo obchodzi, to ty masz się czuć ważna i przydatna.
Towarzysko nakładasz sobie ograniczenia, gdyż masz niekiedy wszystkiego dosyć, albo inni tolerują tylko twoją obecność, nie pchasz się więc tam, gdzie już koniecznie nie musisz. Wtedy czas wypełnia ci wyżej wspomniane hobby, albo zajmujesz się lekturą niosącą wiedzę o świecie i dającą odprężenie.

Czytałam ostatnio opowiadanko Pilcha dotyczące życia elit w PRL-u. Polowanie w Łańsku na Mazurach trochę mnie ubawiło.
„Szach Iranu ma oddać strzał o dziewiętnastej. I faktycznie, o dziewiętnastej wychodzi z zarośli odyniec i zbliża się do szacha na pożądaną, na nawet bliższą, bo wynoszącą piętnaście metrów odległość. Szach jednak nie trafia. Zawiedziony odyniec oddalał się, po chwili jednak wracał. Szach tym razem trafia.”
Pilch sam tego nie wymyślił, powoływał się na dzieło Białkowskiego „Łańskie imperium”. Jest to punktem wyjścia do rozmyślań staruszki, o czym ona mogłaby napisać, gdyż takie przygotowywane polowania to znowu nic nowego. Celowali w tym Sasi na polskim tronie, uprawiali je monarchowie i decydenci, a może dzisiejsi ministrowie, to męski sport. Ale są też prawdziwi mężczyźni, nie tak krwiożerczy, choćby nasz Jarosław. Wsławił się tym, że wziął w obronę zwierzęta, szczególnie futerkowe hodowane na farmach. Animalsi pieją z zachwytu.
O tych wszystkich sprawach staruszka musi myśleć, a gdzie sprawy wnuków i dzieci?! Głowa pęka od układania okazyjnych scenopisów rodzinnych, których nikt nie chce przecież realizować, ale one powstać muszą w wyobraźni staruszek, samotnych najczęściej, gdyż mężowie odumali je, zostawili same na tym świecie. Jedne się z tego cieszą, inne smucą, a jeszcze inne chorują na depresję. Chorowanie to też zajęcie i to jak czasochłonne! Gdzie więc ten wolny czas, który przecieka przez palce, a palce coraz bardziej sztywne, bywa, że nie klikają w ten klawisz co trzeba i jak tu pisać?  Na tym chyba zakończę, czy ta pani wiedziała o czym mówi?! Chyba nie.


21 listopada 2017
Rozsiadła się Tęsknota przy mym okrągłym stole, łypie na mnie oczkami, pyta, co wolę, a czego nie wolę…. Moja Tęsknoto kochana, mówię bez ogródek, ja nie czekam, łez nie leję, ja tęsknię za tym i owym, lecz już z tego się śmieję… Rozsierdzona Tęsknota, porwała się z krzesła, przez okno wypadła z pokoju jak furia niebieska. Cisza ogarnęła mieszkanie, a na twarzy staruszki maluje się teraz rozczarowanie. Chętnie starowina by tęsknić zaczęła, ale za kim, za czym, nie wie, i na płacz jej się zbiera. Och, Boże! Człowiek chciałby tęsknić, a tęsknić nie może.
Przestawiłam stół, komputer podłączyłam do telewizora, obraz duży się zrobił, Polona znowu aktywna, może więc wieści nazbieram. Jednak wifi opóźniało wszystko, wpadłam więc na pomysł, aby lepszy przesył pozyskać. Zadzwoniłam, wyłuszczyłam sprawę i miły, młody człowiek tak przejął się problemem, że przestawił mnie na inny kanał i w ten to sposób, zyskałam przesył równy temu na kablu, więc tęsknota, jak widać, przyniosła rozwiązania. Gdy wifi wam zbyt opóźnia przesył, namawiam aby upomnieć się o swoje, a nie cierpieć na niedosyt.
Można sobie zmierzyć parametry pobierania internetu pod adresemhttp://www.speedtest.pl/ klikając w ten niebieski start, a gdy przesył jest mniejszy, niż macie w umowie, podjąć działania.
*)Wi-Fi (wym. [ˈwaɪfaɪ]) – potoczne określenie zestawu standardów stworzonych do budowy bezprzewodowych sieci komputerowych.
… nic nie dzieje się przedwcześnie,
I nic się nie dzieje za późno,
I wszystko się dzieje w swym czasie,
Wszystko …
Wszystkie uczucia, spotkania,
Odejścia, powroty, czyny, zamiary,
Zawsze właściwą godzinę biją Boże Zegary”
R. Brandstaetter

22 listopada 2017 
Z przymrużeniem oka.

Ogarnęło mnie już wieczorne zmęczenie spowodowane podjętą dzisiaj pracą fizyczną, oderwałam się jednak od wygód przygotowanego już do spania łoża, gdyż nurtuje mnie problem… szerzącego się wśród pisarzy ateizmu. Myślę, że ma to uzasadnienie, gdyż ludzie ci nie chcą przestrzegać dekalogu! Obchodzą go bokiem, udając, że wszystko jest w porządku. Pewna swoboda obyczajów życia bohemy, świat fikcji, jaki z łatwością tworzą, gdzie wyłuskać prawdę jest bardzo trudno, a wyobraźnia i emocje górują nad dziełem. Czyta się ich z zapartym tchem, karmią nas swoją wizją świata i to wszystko tak naprawdę odwodzi ich od dekalogu. A co z czytelnikami zachwyconymi ich dziełami? Przykazania nie mówią wprost – nie kłam, ale to nie znaczy, że nie dręczą ich wyrzuty sumienia. Oni boją się iść do spowiedzi, żyją na kredyt boskiego zaufania, a przecież wcześniej czy później trzeba będzie się z wszystkiego rozliczyć. To powoduje chaos życiowy, rozwody, chorobę dwubiegunową, alkoholizm i inne przypadłości, gdyż sumienie człowieka jednak dręczy. Oto moje refleksje po kilkugodzinnej lekturze. Przyniosła mi dużo wrażeń, przeżyć, ale i dylematów, którymi muszę się z czytelnikami podzielić. Wiele rzeczy mogę sobie wyobrazić, ale życia bez książek jakoś nie mogę. Co będzie ze mną, czytelniczką pławiącą się w w potoku tak wciągających i trzymających w napięciu zdań?!
A co z politykami, którzy kłamią jak z nut?

23 listopada 2017

Do czego to Polskę doprowadzi????????? Zbiorowy obłęd czy coś wielkiego się rodzi?
Na połączonych obradach trzech komisji dyskutowano nad rządowym projektem ustawy o mikroorganizmach i organizmach genetycznie zmodyfikowanych.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,22683216,obled-na-komisji-poslowie-spiewaja-boze-cos-polske-kobieta.html#Czolka3Img2
Posłowie śpiewają „Boże coś Polskę”, osoba przysłuchująca się obradom komisji, mam nadzieję, że nie posłanka, oświadczyła, że jest Matką Boską!
Pochodzimy od Gryfitów, od cesarzy rzymskich, od Merowingów. Jesteśmy potomkami Jezusa i króla Dawida. Więc to przesłanie, iskra, która miała być z Polski, jestem ja tą osobą. Księża powiedzieli, że jestem Matką Boską, wszystko się zgadza - krzyczała kobieta. Prowadzący obrady zarządził pięć minut przerwy. - Nie, proszę pana - domagała się dalej rzekoma Matka Boska, ale mikrofony wyłączono…
 
24 listopada 2017













Jak p. Jarosław wypiękniał, opuchlizna z buźki zeszła! No, no...
Wysoka Izba pochyliła się nad moralnym obliczem posłów. Czas najwyższy, gdyż wstyd niekiedy patrzeć na to wszystko, co się tam dzieje. Nie wiem od kiedy będzie to obowiązywać.
Projekt rozszerza możliwości obniżenia uposażenia posłów i senatorów oraz obniżania bądź utraty prawa do diety poselskiej lub senatorskiej. Kary będą nakładane między innymi za nieusprawiedliwioną nieobecność na obradach bądź za zachowania naruszające powagę izby.
Dzisiaj p. Jarosław zajmował się w trakcie obrad pozycją książkową, ze wszech miar pożyteczną i gdyby się to działo w innym miejscu, wzbudził by moją sympatię, ale czy sala sejmowa, gdzie ma reprezentować suwerena jest właściwym miejscem aby wczytywać się w Atlas kotów? To chyba narusza powagę izby, tak myślę. A co będzie z posłanką Pawłowicz? Wyjdzie chyba z sejmu goła i bosa, bez grosza przy duszy?!
W sejmie źle, w zakładach pracy źle, no to gdzie jest dobrze? Ja dzisiaj też miałam przykrą sprawę, pogubiłam się i nie wiem, co mam robić. Wymieniłam drzwi wejściowe wielkim nakładem finansowym, spłacam je jeszcze i serce mnie boli, gdyż niesumienni pracownicy nie wykonali pracy tak jak należy, nie założyli blokady, mimo, że mam to czarno na białym zapisane w umowie. Kilka razy dzwoniłam do właściciela firmy, obiecał, że wpadną i uzupełnią braki, ale jakoś nie przybyli do tej pory. Zadzwoniłam dzisiaj z mocnym postanowieniem, że jak sprawy nie załatwię, zwrócę się do inspekcji handlowej celem dochodzenia swoich praw. Przedstawiłam się, właściciel się zdziwił, że jeszcze nie zrobili – jest to firma zamiejscowa i dlatego mam z nim tylko kontakt telefoniczny – i to, co usłyszałam wytrąciło mnie zupełnie z równowagi. Pan ten wyżalił mi się, że pracowników jest jak na lekarstwo, wiedzą, że jak ich zwolni, to będzie musiał zamknąć firmę i oni robią, co chcą, a tak naprawdę wszystkie napomnienia i uwagi mają w d… tak dosłownie powiedział. Przeprosił mnie, ale ja osłupiałam. Nigdy bym nie przypuszczała, że takie są układy w firmach. I co ja mam teraz zrobić? Szkoda mi tego człowieka, współczuję mu i chyba zaniecham dochodzenia swoich praw konsumenckich.
Wszędzie jest to samo, jak trafisz na uczciwych ludzi, wszystko idzie tak jak należy, ale jak masz pracowników obiboków, to otwiera się przed tobą czyściec na ziemi. I kim ja teraz jestem, osobą pokrzywdzoną, czy osobą współczującą człowiekowi, który musi się z takimi ludźmi użerać i na dodatek w ramach dobrej zmiany jeszcze im więcej płacić, gdyż tak stanowi prawo. Naprawdę nie wiem, co mam robić!
 
25 listopada 2017
Cały dzień spędziłam w domu, nawet przysłowiowego psa w taką pogodę by nie wypędził na dwór. Kiedy już ciemno zrobiło się za oknami, a nastąpiło to już we wczesnych godzinach popołudniowych, strugi deszczu widoczne były w świetle latarni stojącej niedaleko. Wyglądało to bardzo interesująco, smugi deszczu podświetlone nieustannie lały się na ten ziemski padół. Ludzi wymiotło zupełnie z placu, gdzie normalnie spacerują właściciele psów ze swoimi pupilkami.
Ogarnia mnie jakiś bezwład twórczy i działaniowy. Wypisałam na kartce czynności, jakie dzisiaj trzeba było wykonać i sama mobilizowałam się! Ciągnęło się to aż do tej godzin późno-wieczornych Umilałam czas telefonami do zaniedbanych przyjaciółek, gdyż przyjaciele woleli odejść do krainy niebieskiej, a szkoda. Cisza, jaka zapanowała wokół mojej osoby trochę mnie boli. Nie wiem już czy mam sama dobijać się o jakieś oznaki i dowody zainteresowania, czy lepiej z godnością milczeć. Takie myśli rodzą się w głowie, gdy deszcz siurka i siurka za oknem. Wszystkie akcesoria grzybobraniowe pomyłam, wyprałam, poczyściłam i pochowałam. Nie ma nadziei na jakąś wyprawę w tym roku. O zmroku panującym całe dnie nie będę chodziła po lesie. Ten dzień jest nawet miły, włączyłam boczne lampy, słucham Mozarta, rozwiązuję krzyżówki, czytam Newerlego - to niezły pisarzv- zajadam się orzechami laskowymi kupionymi na bazarku. Może umysł mi naprawią.
Za miesiąc wigilia, która w tym roku przypada w niedzielę, sylwester w niedzielę, co za rok! Trzeba już się powoli przygotowywać do świąt, aby w jakim-takim stanie je przetrwać.
 
26 listopada 2017
http://www.grazia.pl/styl-zycia/news-ile-jestesmy-winni-rodzicom,nId,2465614

Ile jesteśmy winni rodzicom? Do czego nas zobowiązuje pokrewieństwo? Czy mamy się opiekować rodzicami, którzy dla nas nie mieli czasu ani serca? Przeczytałam ten artykuł i czuję się zbulwersowana przeżyciami dzieci, kiedyś odrzuconymi, a później biorącymi odpowiedzialność za starych i nieodpowiedzialnych rodziców. To chyba bardzo trudna sytuacja życiowa. Krzywdy bolą, jednak sumienie nie pozwala tych ludzi zostawić bez opieki.
Bardzo kocham moje dzieci, ale przecież zdaję sobie z tego sprawę, że nie ma rodziców idealnych, każdy spostrzega inaczej sytuacje życiowe i dopiero jak ma się swoje dzieci wie się, gdzie przebiegała granica prawdy, a może sprawiedliwości, racji, i po której stronie ona była. Człowiek jest tylko człowiekiem, błędy i niedociągnięcia każdemu się zdarzają, przemęczenie, trudne sytuacje życiowe odbijają się na rodzinnych relacjach. Moja córka kiedyś mi powiedziała, że jest traumą było mycie liści fikusa! Przecież jakieś obowiązki dzieci musiały mieć, uważałam, że nie jest to wielkie poświęcenie dla rodziny, a jednkak! Jedyna sprawa, jaka mnie męczy, to pogorszenie się stanu zdrowia i konieczność pomocy z zewnątrz. Ja się do takiej sytuacji nie nadaję, już lepiej. aby skrócono mi pobyt na ziemi, w końcu w zaświatach też ma się jakieś obowiązki, choćby pokutowanie za czyny popełnione z dobrej woli lub wymuszone przez innych.
 
27 listopada 2017
Poniedziałek labilny się zrobił, chwieje się w posadach, staruszka obija się od ściany do ściany. Noc była przerywana, niewyspany człowiek nie nadaje się do specjalnych poruczeń. Robię to, co trzeba, ale bez entuzjazmu. Wszystko jest ciężarem, a nie radością. Niby powinnam się cieszyć każdą godziną życia, ale tak naprawdę przeżywam ją, gdyż muszę. Obiadu dzisiaj nie gotuję, została od wczoraj pyszna, wegetariańska lazania. Pogoda nawet znośna, ani ciepło, ani zimno, deszcz nie pada, więc można wyjść poza ściany domu. Idę, tak jak prawie codziennie, na bazarek, można nie odwiedzać dużych sklepów, ale gdzieś pożywienie trzeba kupić, a na bazarku mam już swoje miejsca. Zrobiłam zakupy, uzupełniłam ubytki zaopatrzeniowe, takie złotówkowe, ale zawsze. Idę więc alejką jesienną, drzewa wyłysiały i tylko gałęzie chwieją się na wietrze, ale dzięki temu jest lepsza widoczność. Z bloku wyszła pani z dwójką dzieci, wyglądają sympatycznie, zadbana rodzinka, mama piękna wręcz, dziewczynkom dobrze z oczu patrzy, więc i ja spojrzałam na nich łaskawym okiem.
- Isiu, trzeba włożyć rękawiczki - mówi do młodszej latorośli mama.
- Nie! – kategorycznie odpowiada mała, Isi jest ciepło.
Mama nie nalega, Isia wyciąga swoje małe, gołe rączki, ustawia rodzinkę, wkłada rączęta do większych objętościowo dłoni mamy i siostry i maszeruje do przodu.
Widać wyraźnie, kto tutaj ma głos decydujący, i dlaczego Isi rękawiczki nie są potrzebne? Isia wie, że może swoje malutkie łapiątka schować w większych dłoniach i nie ma zamiaru krępować ruchów rękawiczkami.
Bardzo mi się ta scenka podobała. Wyraźnie widać, że nie wiek, nie wzrost, ale decyzyjność są w życiu najważniejsze.

28 listopada 2017
Chyba dzieje się coś z ciśnieniem, noc spędziłam na lekturze - Pompeje, Robert Harris. Mocna pozycja! Jestem trochę nieprzytomna, to nie ten czas, aby całe noce nie spać, ale warto było. Szczególnie opis erupcji Wezuwjusza facynuje i przeraża. Pokonać los - do tego właśnie powinien dążyć człowiek. - zauważa autor, no nie wiem... 
Roku 79 n.e. Inżynier Atiliusz Primus, od niedawna zarządza olbrzymim akweduktem dostarczającym wodę do dziewięciu miast wokół zatoki. Dostatnie, bogate życie mieszkańców, intrygi, miłość, piękne kobiety. Pierwsze sygnały zbliżającego się kataklizmu – w miejskich zbiornikach spada poziom wody. Atiliusz podejrzewa, że źródłem tych zdarzeń jest górujący nad zatoką Wezuwiusz. Wkrótce przekona się, że istnieją siły, nad którymi ani człowiek, ani nawet bogowie nie są w stanie zapanować.
Powietrze wypełniał ogłuszający hałas – huczało morze, dudniły kamienie, waliły się dachy. Atiliusz słyszał co jakiś czas stłumione łupnięcie uderzającego w czaszkę pocisku, po którym dzwoniło mu w uszach. Nie zaznał tego uczucia od czasu, gdy jako dziecko obrywał w głowę od nauczycieli. Miał wrażenie, że skazano ich na ukamienowanie, że bogowie pozwolili Wulkanowi na triumf i ten bolesny, pozbawiony wszelkiej godności pochód jest sposobem, w jaki postanowił on upokorzyć swoich jeńców. Posuwali się naprzód powoli, grzęznąc po kolana w pumeksie i dostosowując tempo do admirała, który coraz głośniej kaszlał i rzęził po każdym potknięciu. Pliniusz trzymał się Aleksjona i był podtrzymywany przez Atiliusza; za inżynierem szła Liwia, za nią Pomponianus. Pochód zamykali niewolnicy z pochodniami.
 
29 listopada 2017
Śląsk donosi, że spadł śnieg, W-wa - deszcz ze śniegiem, a u nas szaro-mleczne welony mgły!!! Kiedy śnieg pokryje trawniki, dachy domów, drzewa, i wszystko zabieli, szarości ukryją się pod kołdrą śniegową i świat wypięknieje, tylko nie ulice, znowu będą sypać solą, na butach białym paskiem zaznaczy się wysokość bryi na jezdniach, ale też na chodnikach, które są niekiedy bezpańskie. Każda pora roku ma swoje uroki, usterki i niedogodności, ludzie także.
Ostatnio niektórym słoma z butów wyłazi. Nie będę wdawać się w szczegóły, ale powiem tylko, że status społeczny, wykształcenie nie dają gwarancji, że nie można spotkać ze zniewagą, ujmą i afrontem. Człowiekowi mowę odejmuje, gdyż nie wiadomo, co powiedzieć. Zastosujesz ten sam styl, będzie ci wstyd przed samym sobą, nie odpowiesz, dasz satysfakcję, gdyż przecież dlatego tak postępują aby chcą ci dopiec. Co tymi ludźmi kieruje? Nie wiem. Zdarza się to coraz częściej. Pewien zawansowany już wiekowo pan żalił mi się, że postąpiono wobec niego obraźliwie. Czuje się dotknięty, przekazał to mnie, licząc chyba na to, że się tym zajmę, ale ja tego z wielu względów nie zrobię, mimo, ze stronie pokrzywdzonej przyznaję rację. Mnie też to niekiedy spotyka, nie reaguję, staram się nie utrzymywać kontaktów, ograniczam rozmowy do minimum. Też mu poradziłam zastosować taką taktykę. Wobec takich ludzi jestem bezradna.
 

30 listopada 2017
Pytam gdzie jest mój dzień? Czy wszystkie staruszki tak mają? Obudziłam się dzisiaj z pełną wiarą w to, że będę mury przenosić. Trochę ćwiczyłam na rozgrzewkę, umyłam się, zjadłam śniadanie i przysiadłam na fotelu, aby odpocząć po trudach poranka. Ponieważ wprawiło mnie w zdumienie, że moją książkę o Miłkowicach chce zamówić profesor historii na uniwersytecie, zaczęłam to swoje arcydzieło oglądać i w końcu się zaczytałam! Tak już mam, że jak coś zrobię, uważam sprawę za załatwioną i do tego nie wracam, wydaje mi się to po pewnym czasie zupełnie nowe, jakbym to nie ja robiła. Nieskromnie powiem, że czytałam z zainteresowaniem, wyławiając przy okazji jeszcze małe usterki. Południe przyszło, a przecież miałam kilka spraw do załatwienia. Rajd po mieście, zrobienie zakupów, przygotowanie obiadu i już czekam na umówionych gości, powiedziałabym interesantów, gdyż liczę na rozstrzygnięcie problemów, moich, nie ich, ale oni muszą to rozwiązać. Jest w tym trochę egoizmu, ale trudno, staruszka musi dbać o swoje sprawy.
Tej staruszkowatości to niekiedy mam dosyć. Zjedzenie posiłku, bez kapnięć, upuszczeń jest wręcz niemożliwe. Muszę codziennie zmieniać bluzkę, aby nie wyglądać jak opuszczona staruszka. Popytałam tu i tam i co się okazuje, większość moje populacji, co tam większość, chyba 99% ma to samo. Uważać trzeba niesamowicie, aby odejść bez szwanku od stołu. Wszystko chyba leci z rąk, są mniej sprawne. Zamiast delektować się jedzeniem, człowiek musi uważać, aby gdzieś nie kapnęło. Dochodzi jeszcze sprawa krztuszenia się. Nie wiesz człowieku kiedy, i już dusisz się, kaszlesz i wznosisz ręce do góry. Trochę się boję takiego rodzaju śmierci. Spotkała ona znajomego mi, sympatycznego starszego pana. Zakrztusił się przy jedzeniu kilka razy, ale zawsze był ktoś obok, kto pomógł, gdy jednak jadł kolację sam, dopełniło się to, co miało się widocznie dopełnić. Znaleziono go w domu martwego. Wcale się więc nie dziwię, że gdy do moich drzwi puka córka a ja się nie odzywam, dzwoni natarczywie widocznie nie wiedząc, co zastanie za drzwiami. To tylko takie małe dygresje dotyczące starości, zasadnicze pytanie dotyczy mojego dnia, gdzie on się podział? Jest po 15, za oknem ciemno, zbliża się wieczór, a dzionek umknął, oby tylko nie dodawali tych zagubionych dni do ostatecznego rachunku, nie chciałabym przedłużać tutaj swojego pobytu.
 
 
 
suma wejść na stronę - 245516,
odwiedzających - 82550,
dzisiaj -27
Reklama
 
Motto strony
 
„Pamiętaj, że każdy wiek przynosi
nowe możliwości.
Daj z siebie wszystko – inaczej oszukujesz samego siebie.”
Moja aktywność w Internecie
 
Reaktywacja strony
 
Firma JUNESSE
 
Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE > Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE [kliknij]
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=