listopad 2012

Listopad


1 listopada 2012

Dzień 1 i 2 listopada to wyraz wiary, pamięci, szacunku i oddania czci zmarłym, zadumy nad śmiercią i losem ludzkim.
Tkwisz za życia  w oku cyklonu. Twoje dobre uczynki i myśli zataczają kręgi, obmywają innych ludzi swoją opieką i miłością, dają o sobie znać nawet wtedy, gdy już ciebie nie ma wśród żywych. Trwa jednak pamięć, wspomnienia i chęć modlitwy w Twojej intencji, mimo, że Ty jesteś już cieniem.
Bywa że za życia wysyłasz wzburzone fale złości i nienawiści które wyrządzają krzywdy, trwają odbite bólem i żalem w sercach i życiu bliźnich pragnących dzisiaj zrozumieć, wybaczyć i modlić się za Ciebie aby Ci pomóc mimo, że jesteś już cieniem.

Darmowy hosting zdjęć
Celem człowieka jest dążenie do świętości i dzisiaj wspominamy pamięć świętych, tych znanych i anonimowych, dawnych i współczesnych. Oni stają się orędownikami naszych próśb i modlitw. Płoną na cmentarzach znicze, ich światło łączy dwa światy, słowa modlitwy pomagają umarłym zrozumieć swoje ziemskie życie, a żywym iść im z pomocą. Chybotliwy płomień uczy miłości i wybaczania, szacunku dla życia i jego zrozumienia.

2 listopada 2012


Zmarli nie potrzebują gnących się pod naporem zniczy i kwiatów nagrobków, potrzebują modlitwy i westchnienia żyjących. Byłam rano w kościele aby spełnić ten warunek.
Fala wspomnień o tych co odeszli przechodzi kilka faz: rozpacz, ból, żal, bunt, wyciszanie i po iluś tam latach wspominamy ich takimi, jacy byli naprawdę. Możemy opowiadać już dykteryjki z nimi związane, przygody i powiedzonka. Na naszych twarzach jawi się uśmiech i – a pamiętasz jak to było… to już nie ciężki ból, ale wspomnienie. Musimy się pogodzić z utratą bliskich aby normalnie żyć. Na nas też przyjdzie kolej.
Wczoraj wieczorem po powrocie z cmentarza, który tonął w chryzantemach i siąpiącym bez umiaru deszczu, zasiadłam wieczorem przed telewizorem. Film „Zaklinacz koni” przytrzymał mnie do północy przed ekranem. Czytałam książkę i wiedziałam czego mogę się spodziewać. Byłam zachwycona. Piękna przyroda, muzyka filmu, aktorzy i oczywiście miłość. Tragedia, której doświadcza dziewczynka staje się przyczyną zmian dotykających wielu ludzi. Matka, która nie miała nigdy dość czasu aby otoczyć dziecko miłością i troską, uczy się od nowa inaczej postrzegać świat i ludzi, kochać i czuć. Dziewczynka odzyskuje wiarę w siebie dzięki temu, że matka robi wszystko by uratować konia Pielgrzyma. Przemierza kraj by dotrzeć do zaklinacza koni rozumiejąc, że tylko w ten sposób pomoże swojemu dziecku. Uzdrowiciel psychiki Pielgrzyma sam się w końcu zagubił, gdyż spłynęła na niego miłość o którą nie prosił, ale sama się zjawiła. Nie rzucał słów na wiatr, jednak ta, którą kochał zawsze je wyłowiła. Powiedział nie, aby nie krzywdzić innych, został sam ze zranionym sercem i bez nadziei że ktoś mu pomoże.
Szczególnie wzruszyło mnie zakończenie. Nie jest sztuką wziąć to, co daje życie, kochać, nie oglądając się na innych, brać garściami byle spełnić marzenia. Nie! Sztuką jest umieć wyrzec się miłości, aby nie skrzywdzić innych. Na tym polega dojrzałe człowieczeństwo.
"Tam gdzie jest ból, jest ciągle uczucie, a tam gdzie jest uczucie, jest nadzieja."

 
4 listopada 2012
Zmitrężyłam wiele czasu zajmując się sprawami bardziej lub mniej przydatnymi, ale i zrobiłam coś niecoś co można zaliczyć do ważnych zadań życiowych. Odwiedziłam kotka czarnego jak sadze w kominie o oczkach miodowych i bystrych. Nazwałam go Filip. Myślę, że imię pasuje do niego.


Oglądałam zachód słońca z upodobaniem, gdyż u mnie tylko wschody są do podziwiania. A słoneczko zachodziło urokliwie.

A najważniejsze, zdołałam nanieść na stronę Miłkowic wiele nowości. Dotyczą II wojny, a konkretnie ppor. obs. Zdzisława Mutkowskiego. Jestem pod wrażeniem słów autora tekstu, ale ciągle o tym myślę, gdyż wiele spraw wydaje mi się niejasnych. Może dzisiaj uda mi się dojść prawdy. Mam spotkać się z ludźmi, gdzie sprawy wojskowości są na porządku dziennym. Pisać nie miałam kiedy, konwersować także nie, może od poniedziałku będzie lepiej.

5 listopada 2012

Życie nie jest proste. Każdy dźwiga swój krzyżyk na jaki zasługuje, jaki jest mu przypisany i zawsze przychodzi czas, gdy niebo się rozjaśnia, w tobie zaczyna pulsować radość a wokół kwitną uwielbiane kwiaty. Trzeba tylko mieć cierpliwość. Ja jestem obecnie oazą spokoju i radości. Małe skazy jednak bywają.
Wczorajszy dzień był bardzo udany. Odwiedziłam miłą rodzinę, przywieziono mnie i odwieziono jako że słabo orientuję się w obrzeżach miasta, podjęto po królewsku. Będzie co wspominać. Spałam doskonale a rano przeszłam do wypełniania spisanych spraw przynależnych dniu dzisiejszemu.
Na bazarku owoce kupuję zawsze na tym samym straganie, smaczne są i ceny dostosowane mają do mojej kieszeni. Oczywiście płody sadu posortowane według gatunku i wielkości. Od tego uzależniona jest cena. Miałam ochotę na gruszki, gdyż jabłek mam jeszcze co nieco. Poprosiłam upatrzony gatunek, miła sprzedawczyni odważyła, wsypała w torebkę, zapłaciłam i wróciłam z zakupami do domu. Kupiłam jeszcze chleb owsiany, nie wiem czy taki znacie. Kupiłam pierwszy raz, bywa tylko w poniedziałki i czwartki, i jeszcze trochę drobiazgów. Wracam do domu, wyjmuję zakupy. Mam zamiar myć owoce i z torby zamiast gruszek wyskoczyły do zlewu szare renety… Zdziwiłam się bardzo, gdyż nie piekę już ciast, zresztą wczoraj jadłam ciasto gruszkowe z tak pysznym kremem, że zapamiętam na długo, i miały dzisiaj być gruszki przecież. Nie załamałam się jednak. Pomyślałam sobie, dziewczę młode to może i zakochane, nie będę żywiła do niej żalu za pomyłkę. Ugotowałam z renet kompot i całe popołudnie raczę się tym specjałem w przerwach pomiędzy spisem stanów moich liczników ogrzewania – ciekawa jestem ile będę musiała dopłacić, gdyż tutaj cuda się dzieją z cenami za ogrzewanie!!!- a licznikami za zużycie wody. Co chwilę dzwonek do drzwi. Zmówili się czy co? Ogrzewanie ogłosili, ale odczyt liczników wody nie, gdyż podobno są tacy nieuczciwi obywatele którzy coś tam robią z licznikami i okłamują nas wszystkich, całą społeczność. To jest bardzo brzydkie podejście. Przecież i tak rozliczenie końcowe obciąża wszystkich. Ponieważ w luce oddzielającej okienko dojścia stoi lodówka, którą trzeba odsuwać, pan patrząc w moją uczciwą twarz zaproponował, że wpisze podane przeze mnie dane, ale ja nie mam przecież możliwości przenikania - niekiedy mam ale to chodzi o sferę duchową - a liczb na liczniku jakoś nie udaje mi się odczytać przez zaporę. Lodówkę odsunęliśmy i wszystko odbyło się jak być powinno, uczciwie.
Zmierzam jednak do tego, że nie ma złego co by na dobre nie wyszło. Zamiana gruszek na jabłka uczyniła mnie zadowolonym człowiekiem. Kompot był gorący i aromatyczny i z przyjemnością popijam go i popijam pogryzając owsianym chlebem z masłem. Tanio, zdrowo i przyjemnie, chociaż ten chleb owsiany to wcale tani nie był, ale ja nie jestem stworzona do robienia interesów.
6 listopada 2012

Pomiędzy gotowaniem zupy pomidorowej ze świeżych jeszcze pomidorów - pychota - a telefonami do archiwów w sprawie jak się okazało ksiąg hipotecznych, gdyż od 1820 tylko takie są, słuchałam piosenki w chińskim wykonaniu. Jestem nią zachwycona. Miłość istnieje w każdym punkcie globu i nie ma wyjątków.   Słuchając jej poczułam, że na moim niebie też zamigotały gwiazdki... 

 


Wàngle yŏu duō jiŭ 忘了有多久 - Zapomniałem, od jak dawna
zài méi tīngdào nĭ 再没听到你 - nie słyszałem już,

duì wŏ shuō nĭ zuì ài de gùshi 对我说你爱的故事 - jak opowiadasz mi swoją ulubioną historię

wŏ xiăng le hĕn jiŭ 我想了很久 - Długo rozmyślałem,

wŏ kāishĭ huāng le 开始慌了 - zaczynałem wariować.

shìbushì wŏ yóu zuòcuò le shénme 是不是我又做错了什么 - Czyżbym znów zrobił coś nie tak?
Nĭ kūzhe duì wŏ shuō
 你哭着对我说 - Płacząc, powiedziałaś mi

tònghuà lĭ dōu shì piànrén de 话里都是骗人的 - że wszystkie bajki kłamią

wŏ bù kĕnéng shì nĭ de wángzĭ 我不可能是你的王子 - i że nie mogę być twoim księciem z bajki.

Yĕxŭ nĭ bù huì dŏng 许你不会懂 - Może nie rozumiesz,

cóng nĭ shuō ài wŏ yĭhòu 从你说爱我以后 - ale po tym, jak powiedziałaś, że mnie kochasz,

wŏ de tiānkōng xīngxing dōu liàng le 我的天空星星都亮了 - zamigotały gwiazdki na moim niebie.


Refren
wŏ huì biànchéng tònghuà lĭ nĭ ài de nàge tiānshĭ 我愿变成话里爱的那个天使 - Mogę stać się aniołem z bajki, którego kochasz

zhāngkāi shuāng shŏu 张开双手 - Rozłożę szeroko ramiona

biànchéng chìbăng shŏuhù nĭ 变成翅膀守护你 - i zmienię je w skrzydła, żeby cię chronić.

Nĭ yào xiāngxìn 你要相信 - Musisz wierzyć,

xiāngxìn wŏmen huì xiàng tònghuà gùshi lĭ 相信我们会像童话故事里 - Wierzyć, że może być jak w bajce

xìngfú hé kuàilè shì jiéjú 幸福和快乐是结局 - ze szczęśliwym zakończeniem. 

Yīqĭ xiĕ wŏmen de jiéjú… ~ 一起写我们的结局 - Razem napiszemy nasze zakończenie…

Piękne słowa, prawda!

7 listopada 2012

Uczcie się Polacy!!!


To czas wielkich wyzwań dla Ameryki i modlę się, by prezydent pomyślnie poprowadził nasz naród - mówił po wygranej Baracka Obamy Mitt Romney. Wierzę w Amerykę, wierzę w mieszkańców Ameryki. Ubiegałem się o ten urząd, bo martwię się o Amerykę. Te wybory się zakończyły. Ale nasze wartości trwają - dodał, podkreślając, że pogratulował już swojemu rywalowi.

Przegrany Romney gratuluje Obamie! Gratuluje, gdyż funkcja prezydenta to nie tylko urząd, to przede wszystkim praca na rzecz narodu i ojczyzny. Przegrał, ale w dalszym ciągu jest synem tej ziemi i dla niej ma poświęcić swoją pracę.
Przypomnę słowa ks. Popiełuszki naszym kochanym politykom, ale których ważniejsze jest chyba dojście do władzy, niż rządzenie. 
W pojednaniu musi być jeden cel, mianowicie dobro Ojczyzny i poszanowanie godności ludzkiej. Jeżeli wyciągasz rękę do pojednania, nie trzymaj w niej narzędzi do zadawania cierpienia i bólu.

Uczcie się Polacy!!!



8 listopada 2012
Teleexpress podał dzisiaj wiadomość, a raczej ogłoszenie, że facio chce sprzedać mało używaną wędkę, gdyż ryba go ugryzła!!! Nie dziwię się rybie, przecież dokonano zamachu na jej wolność i nietykalność, ale faciowi też się nie dziwię. Siedzi sobie biedaczyna nad brzegiem wody czystej i przejrzystej, w głowie roją mu się myśli nieczyste, dusza wolnością się cieszy, oczy sięgają aż po horyzont a, usta milczą i gdy w takim momencie napatoczy się rybka to i łowca korzysta z okazji wiodąc ją podwodnym tunelem do brzegu. Trafił na złośnicę to i ugryzła. Inne, bardziej uległe, dają się złapać i nie rozorają mu ręki zębami ostrymi jak brzytwy. Dobrze postąpiła rybia feministka. Inni będą bardziej ostrożni w łowieniu.

Zastanawiam się czy to jest żart, czy prawda, a może plotka?! Teraz w prasie pojawiają się artykuły które nie mają podkładu rzeczowego, prawdziwego czy domniemanego i wywołują burzę. Plotka to zatem czy wiadomość?! Gdy kuma kumie coś szepnie – to plotka, jak dziennikarz czytelnikowi – to wiadomość, gdy sejm uchwali ustawę podając ją do publicznej wiadomości- to akt prawny. Po niejakim czasie okazuje się że dziennikarz się myli, ustawę trzeba zmieniać gdyż ma dziury prawne, a kuma nic nie musi odwoływać, gdyż nie ma wielkiego zasięgu działania i sprawa idzie w zapomnienie, no chyba że trafi na rozsierdzoną osobę obmówioną, to może i się jej dostanie po głowie…

Świat opiera się na słowie pisanym, człowiek czyta to i wie, ale nie wszędzie. W Indiach prawie połowa ludności nie umie czytać, wiem, gdyż na ten temat wypowiada się autorka książki „Lalki w ogniu”, a książkę właśnie czytam. Tam większość informacji dociera do ludzi drogą słów wypowiedzianych. Myślę, że to praktyczne i niegłupie. Nie marnuje się papieru, nikt nikogo nie włóczy po sądach, gdyż można się wszystkiego wyprzeć albo odwrócić kota ogonem, rozwijają się kontakty towarzyskie i bliźni czuje się potrzebny. Lokalna gazeta mówiona na rogu ulicy, w parku czy w domu to fajna sprawa. U nas kiedyś czepiali się magla, teraz nawet to nam zabrali, bo i kto magluje, i co niby maglować... Ja już dawno zapomniałam o takim sposobie zdobywania informacji. Nikt mnie z tej racji nie ugryzie, gdyż książki czy gazety na szczęście nie gryzą, co najwyżej mogą krwi napsuć.

9 listopada 2012

Moja pani Jasnowidz nie odpuszcza, aby zarobić   parę złotych  śle mi co jakiś czas garście słów które głaszczą moją sferę ducha. Miło jest słyszeć o sobie jakie to pokłady dobroci nosi się w sobie, jaką się jest szlachetną istotą.
Halina,
„Tej nocy o godzinie 00:45, narodziła się dla Ciebie wielka nadzieja. Halina, nawet sobie nie wyobrażasz, jakie masz szczęście. ..nagle zostałam olśniona niebiańską światłością… To olśnienie trwało zaledwie kilka sekund, ale wystarczyło, żebym ujrzała Twojego sobowtóra astralnego w całej jego chwale….
Dostrzegłam w Tobie istotę o niezwykłej wrażliwości i potrzebie podzielenia się z kimś całą miłością, która Cię przepełnia. Twoja szlachetność kosztowała Cię więcej niż otrzymywałaś w zamian… Niech wreszcie Cię pokocha ktoś za to, kim jesteś i co sobą reprezentujesz… „

Akurat na tym ostatnim przesłaniu zupełnie mi nie zależy, gdyż nie wierzę w to, że faceci potrafią kochać wewnętrzne piękno kobiety, no chyba że po pierwszym zachłyśnięciu się fizycznością, ale tak na co dzień, to kochają to, co widzą. Na szczęście zakochani bywają ślepi, a wtedy niedostatki natury im nie przeszkadzają i wewnętrzne piękno ma szansę przebić się przez skorupę pożądliwości. Na szczęście nie muszę się już tym przejmować.

Problem w tym, że moje ciało astralne o tej godzinie musiało się chyba rozdwoić, gdyż wtedy intensywnie mnie wspomagało. Akurat usilnie pragnęłam zrobić galerię zdjęć. Możliwe jednak że bujając wcześniej w otchłaniach wszechświata postarało się o to, że dostałam adres programu w którym dało się nareszcie osiągnąć to, czego pragnęłam. Galeria jest i będą dalsze. Dostałam piękne zdjęcia i mam zamiar umieścić je na stronie Miłkowic.
Nie mówię że było łatwo, jednak program ściągnęłam, zrobiłam galerię, ale nie miałam kodu do wpisania na stronę, a bez tego galeria jest martwa. Musiałam się zalogować i wtedy z przerażeniem zobaczyłam, że wersja darmowa owszem jest, ale na ograniczony czas, a dalsze poczynania muszą być opłacone. Nie będę się tym jednak przejmować, niech istota astralna się zaangażuje w te sprawy, gdyż ja do finansów nie mam głowy. Gdy tylko przeskanuję komputer, który został zanieczyszczony przez wszystkie wcześniej ściągnięte a mało przydatne programy, zresztą już usunięte, zabiorę się do dalszych działań, gdyż program poznałam tylko pobieżnie, a wymaga on dalszych penetracji z mojej strony.
Godzinę po północy uważam jednak za wielce szczęśliwą i w tym z panią Jasnowidz zgadzam się w zupełności.

 
10 listopada 2012

Nasze polskie najlepsze! Tak właśnie myślę. Każdy z nas ma swoje ulubione smaki z dzieciństwa i te kojarzą mu się najlepiej. To nie są jakieś tam wymyśle potrawy, no chyba że ktoś jadał przy bogatym i wykwintnym stole, ale proste potrawy sporządzone z naszych produktów rosnących na polach, w ogrodach i sadach. To co dzisiaj kupujemy w sklepach to nie zawsze to samo, chociaż już pojawiają się twarogi, szynki, czy kiełbasy mające taki smak jak trzeba. Smak i zapach chleba pieczonego w piecu, to był dopiero rarytas. Jedzony z masłem wystarczał w zupełności.
Tak też jest z owocami, nasze jabłka i gruszki, śliwki węgierki to kwintesencja smaków. Co z tego że teraz sklepy zawalone granatami, dla mnie to żadne owoce. Pamiętam, gdy pierwszy raz smakowałam w młodości ten zbiór pestek przywieziony przez mojego brata z zagranicznych wojaży, ale przecież jadło się to jako nowinkę owocową, a nie owoc do codziennego spożycia.
Dzisiaj właśnie sporządziłam dżem dyniowy. Nie podaję przepisu, gdyż każdy musi się sam wpasować w smak. Ja dodaję jabłka i gruszki, imbir, cynamon i olejek pomarańczowy, ale można dodać pomarańcze jak ktoś nie oszczędza, kwasek cytrynowy lub sok z cytryny. Jest tak smaczny, że można go jeść solo ze słoiczka.

Dzisiejszy wpis ma wpasować się w hasło „patriotyzm” związany z obchodami Święta Niepodległości. Myślę, że jest jak najbardziej na miejscu. Nauczmy się szanować i cenić to co mamy, a nie wpatrywać się w zagraniczne nowości. Warto je poznać, ale pozostańmy przy tym, co daje nam nasza ziemia. Oczywiście, że są owoce bez których ani rusz się nie obejdziemy, a u nas wyhodować ich nie można. Jednak kupujmy to co polskie, będzie miało to wpływ na rozwój naszej gospodarki, da nam zdrowie i wyzwoli w nas dumę z tego, że jesteśmy mieszkańcami naszej Ojczyzny.
W ramach tego tematu zapraszam do obejrzenia przepięknych zdjęć na stronie Miłkowic.
http://milkowice.pl.tl/-Zatrzymane-w-kadrze-.htm


11 listopada 2012



11 listopada 2012 rok to 94 rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości. Narodowe Święto Niepodległości to najważniejsze święto państwowe w ciągu roku. Jest obchodzone dla upamiętnienia 11 listopada 1918 roku, kiedy to Polska odrodziła się po 123 latach niewoli.
W niedzielę w marszach i pikietach ulicami stolicy przejdzie nawet 60 tysięcy osób. Dlatego porządku w mieście ma pilnować kilka tysięcy funkcjonariuszy ściągniętych z całego kraju, a centrum zarządzania kryzysowego na Młynarskiej ma być bardziej zmobilizowane niż podczas EURO 2012.

Czy tak powinno być? Może już czas aby organizować parady na wzór USA. Nie jestem zwolenniczką przejmowania wzorców od innych państw, ale w tym wypadku chyba warto. Nie byłoby burd, przepychanek, lepszych i gorszych Polaków – bawili by się wszyscy i byłoby to święto radości a nie szukania przewagi, dowodzenia kto jest lepszym a kto gorszym Polakiem. Wszyscy jesteśmy Polakami i dla dobra naszej Polski powinniśmy szukać porozumienia, a nie podziałów.
Poszłam dzisiaj rano do kościoła, a póżniej w zorganizowanej grupie, no prawie, poszliśmy do lasu. Spacer był piękny, las urokliwy i trochę ruchu też mi się przydało.

Fot. Joanna córka

Do centrum na obchody święta nie poszłam, gdyż przeraża mnie wizja jakichś burd, których mogłabym być świadkiem. 
 


12 listopada 2012

Dzisiaj powędrowałam od rana emeryckim szlakiem. Wiedzie on na bazar przez parczek, malutki, ale urokliwy. Liście barwną ławą kładły się u moich stóp za sprawą drzew morwy białej, która okala teren szkoły. Cieszę się, gdy przechodząc nie trafiam na przerwę, gdyż ja już tego nie wytrzymuję. Hałas mnie obezwładnia. Dzisiaj było spokojnie.
Minęłam bazarek i skierowałam swoje kroki ku UPC. Wczoraj mój dekoder dostał czkawki, ani włączyć ani wyłączyć, to on wybierał kanały, albo ich nie wybierał wcale. W końcu weszłam przez nagrywanie, gdyż dziennik usilnie chciałam obejrzeć…
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że byłam cieplutko ubrana, a dzionek okazał się być ciepły ponad miarę. Doszłam na zwolnionych obrotach, gdyż ciepło odzienia mnie obezwładniało. We wnętrzu czekać mi przyszło dosyć długo, zdjęłam kurtkę szalik i zaczęłam się rozglądać, gdyż mój numerek okazał się odległy. Dzisiaj run nastąpił na siedzibę UPC. Jak się szybko dowiedziałam, ktoś poprzecinał kable w „Mrówkowcu” i ludzie nie mieli TV ani telefonów. Pani zbliżająca się do setki, podeszła do okienka bez kolejki – nikt ani słowa nie rzekł w obliczu starości malującej się na jej twarzy siecią zmarszczek – dowiedziała się o co chodzi i kiedy naprawią i tym sposobem znaczna część petentów wyniosła się bez korzystania z bezpośredniej informacji. Tym sposobem dostałam się bez przeszkód przed oblicze miłej pani, która natychmiast wymieniła mi pilota na nowy, dała instrukcję co robić, gdybym nie uzyskała kontaktu z dekoderem.
Wyszłam z lekkością  z budynku, pozbywszy się uprzednio w przedsionku swetra, który grzał ponad miarę i poszłam przed siebie kupić w ekologicznym sklepie cynamon. Tam udaje mi się, wbrew pozorom, kupić taniej. Wzięłam pierwszy lepszy z półki i mnie zatknęło. Cena wyraźnie wybita wskazywała 40 zł!!! Myślałam, że to pomyłka, gdyż waga wahała się w granicach 40g ! Sprzedawczyni wyprowadziła mnie jednak z błędu, nie pytałam nawet dlaczego to takie drogie, w końcu wiem do jakiego sklepu weszłam… W końcu znalazłam poszukiwane opakowanie w cenie około 4 zł i z tą samą wagą. Nie wiem na czym polegała różnica, mnie ten, który kupiłam smakuje normalnie, a cynamon lubię i często używam. Ach, niech spożywa każdy produkty,  na które go stać.
To nie koniec niespodzianek. Idę sobie w kierunku domu wzdłuż naszego osiedlowego jeziorka, przypatruję się kaczkom harcującym na wodzie, a na wprost mnie kroczą dumnie dwie młode dziewczyny, które przyciągnęły moją uwagę bardziej niż kaczki. Ubrane w krótkie kurteczki spod których wyzierają jakieś cienkie bluzki,  na głowach mają fryzury, które nawet mnie, osobę tolerancyjną przecież i dającą młodym prawo do ekscentryczności, jako że sama przez to przeszłam w odległych czasach, wprawiły w osłupienie. Patrzyłam i dziękowałam Bogu, że moje dzieci nie miały takich pomysłów. Co bym wtedy zrobiła? Musiałabym się z tym pogodzić tak jak każda matka.
Fryzury dziewcząt przypominały skrzyżowanie ozdoby głów Siuksów, samurajów i skinów razem wziętych … Głowy miały wygolone do skóry po obu stronach, środkiem puszył się szerszy pas czarnych włosów, a na czubku głowy tkwił zgrabny koczek z dyndającym ogonkiem… Obok mnie przystanął starszy pan też nie spuszczając wzroku z owych niewiast. Skupił się jednak na tych kusych kurteczkach wyrzekając na czym świat stoi na głupotę młodych ludzi nie mających pojęcia, że kiedyś będą cierpieć na choroby nerek i choroby kobiece. Podejrzewam, że sam miał z nerkami kłopoty, gdyż blady jakiś taki był. Na ekscentryczność głów dziewcząt machnął widocznie ręką stawiając na pierwszym planie zdrowie.
Na ryneczku kupiłam co należy i wróciłam szczęśliwe do domu. Pilot zadziałał więc i kłopot spadł mi z głowy. Będę sobie teraz oglądać te kanały, które wybiorę i żaden dekoder nie będzie mnie ograniczał.


13 listopada 2012

Wczoraj zaplanowałam w ramach klubu dyskusyjnego spotkanie z Zofią Kucówną.



ZAWSZE LUBIŁAM SZARE GODZINY: ZOFIA KUCÓWNA W WiMBP!



Lubię panią Zofię – zbliża się już do osiemdziesiątki - jako aktorkę, jako pisarkę też. Coś tam nawet czytałam, przecież tak miło poszperać w cudzych sprawach i dlaczego mam tego nie zrobić, gdy ktoś to udostępnia. Moja córka podjęła się podwiezienia mamusi aby wieczorem nie błądziła sama w miejskiej mgle i chyba dlatego też, aby zobaczyła jak to staruszki potrafią być aktywne, gdyż ostatnio mamusia nie chce już w to wchodzić ...
Pojechałyśmy z dużym wyprzedzeniem czasowym, ale pewne rondo w naszym mieście o popołudniowych godzinach jest zwyczajnie nieprzejezdne. Korowód samochodów przesuwał się w żółwim tempie i w końcu dotarłyśmy na czas. Sala była tak zapchana, że dostawiano jakie się dało siedziska w przyległej sali. Kiedy weszła główna bohaterka wieczoru udało mi się tylko przelotnie na nią zerknąć, dłużej się nie dało nie blokując dojścia innym. Mimo nagłośnienia nie było nic słychać. Nie było sensu tam siedzieć. Zdecydowałam, że wychodzimy i jedziemy do domu. Zrobiło tak wiele osób. Chyba organizatorzy nie spodziewali się aż takich tłumów. Ja też mam słabość do szarej godziny, może więc chociaż książkę przeczytam, gdy biblioteka zdecyduje się ją zakupić.
Na pocieszenie magiczny kot, który wszedł w progi naszej rodziny.Robi wrażenie, prawda?
 
14 listopada 2012
Przedpołudnie poświęciłam dzisiaj domowi, sobie i gotowaniu. Słuchałam radia i dyskusji, jaką prowadzono, a dotyczyła ona kowalstwa losu. Zawsze czuję się lekko zdenerwowana, gdy ktoś mi wpiera, że wszystko w życiu zależy od nas. Po przeżyciu tylu dziesiątków lat z całą odpowiedzialnością powiem, że nie, na niektóre wydarzenia w życiu nie mamy wpływu i musimy przyjąć je jako coś, czego nie da się odwrócić.
Spotkałam kiedyś leciwą panią po dziewięćdziesiątce. Była sama i musiała sobie radzić. Miała córki, ale one umarły wcześniej niż ona, a zięciowie wynieśli się daleko z nowo poznanymi paniami, wnuki zaglądają okazjonalnie, a żyć trzeba przecież jakoś. To smutne i trudne życie, ale staruszka stawiała sobie cele w codziennym życiu i ciągnęła wszystko do przodu. To, że mamy dzieci, to nie jest pewność, że na starość nie zostaniemy sami.
Ja osobiście też stawiam sobie cele i jestem zawsze ciekawa jak zdołam je osiągnąć. Postanowiłam odtworzyć historię Miłkowic i myślę, że zdołałam zrealizować zamierzenie, chciałam napisać książkę i ją napisałam, pisałam wiersze, robiłam filmiki, okiełznałam komputer i przy okazji nauczyłam się wielu nowych rzeczy. Nie jestem przecież i nie będę ani pisarką, ani poetką, ani informatykiem, jednak chciałam doświadczyć i osiągnęłam to co zamierzyłam dzięki sprzyjającym okolicznościom, uporowi i tej wewnętrznej iskierce, która gdzieś tam we mnie tkwi, ale nie miała okazji nigdy zabłysnąć. Losowi możemy pomóc, ale go nie zmienimy. Wszystko i tak zmierza ku nieuchronnemu końcowi, gdzie takie sprawy nie mają znaczenia. Pozostaniemy tylko w pamięci bliskich nam ludzi z dobrym lub złym certyfikatem i tyle naszego bycia na ziemi.

15 listopada 2012
Są sprawy w życiu, które dwa razy się nie powtórzą – czas, który minął i nie wróci; słowa, które wypowiedziałeś i nie odwołasz ich chociażbyś najbardziej chciał; niewykorzystane okazje, które się nie powtórzą. Było, minęło, przepadło i nie ma co łamać sobie głowy jak je przywrócić czy wymazać z pamięci.
Sprawy, które minęły najlepiej załatwić, gdy to jest możliwe, albo dać sobie z nimi spokój. Należy oczyścić przedpole aby iść do przodu, żyć nowymi sprawami, pielęgnować nowe uczucia i podejmować się nowych zadań. Tkwić w czasie przeszłym to marnować sobie życie. Wspomnienia bywają piękne, albo okropne, ale jedne i drugie w chwili obecnej nie mają znaczenia. Gdy nas czegoś nauczyły, to dobrze. Bądźmy wdzięczni wszystkim ludziom, którzy stanęli na naszej drodze, oni nie zjawili się tam przypadkiem. Byli nam potrzebni.
Dziękuję Wszystkim których spotkałam, minęłam w przelocie, którzy mi pomogli, dokuczyli, odcisnęli piętno na moich dniach powszednich, motylim lotem zaznaczyli swoją obecność. Bądźcie zdrowi, zbawieni, szczęśliwi tylko nie stawajcie już na mojej drodze.
 
 16 listopada 2012
Śniła mi się pajęczyna płachtowato rozciągnięta pomiędzy drzewami, a na dodatek podesłano mi pajęczynowe drzewa z Pakistanu.
Po powodzi pająki schroniły się na drzewach i oplotły je pajęczymi nićmi łowiąc komary, co akurat było korzystne dla ludzi, uniknęli malarii. Wygląda to jednak koszmarnie. W tym roku też w lesie było zatrzęsienie pająków i pajęczyn, przejść było trudno aby nie zamotać się w pułapki pajęcze. Jakoś trudno mi dzisiaj pisać, niby wszystko dobrze, ale ochoty brak.
Są zdjęcia ze spotkania z Zofią Kucówną, teraz mogę sobie obejrzeć bez przeszkód
Sptkanie z Zofią Kucówną - zdjęcia 
kliknij w link
Na spotkaniu prawie same panie, mężczyzn takie leciwe panie już nie przyciągają!!! A szkoda...

17 listopada 2012

Dzisiaj, jako że trochę czasu ludzie mają, wyprawiłam się szukać śladów Bogdańskich w Bydgoszczy. Przecież gdzieś ich przodkowie musieli zamieszkać. Dowiedziałam się, że jakaś Bogdańska mieszkała na Błoniu, miała maniery damy z innej epoki i postanowiłam zadziałać. Przecież już na jeden ślad trafiłam i to właśnie w Bydgoszczy. Najpierw Google nakierowały mnie na kościół, który okazał się być w dzielnicy Szwederowo, mimo, że wszystko wskazało że to Błonie. Granice są płynne… Miły ksiądz proboszcz dał mi namiary na kościoły na Błoniu. Trafiłam do parafii p.w. Chrystusa Króla na ul. Lotników. Nie wiedziałam na jakiej ulicy pani Bogdańska mieszkała, nie wiedziałam kiedy umarła więc szczerze powiedziawszy w normalnej parafii nic bym nie wskórała, ale nie na ul. Lotników. Chciałam już dokonać odwrotu, ale mnie powstrzymano. Podobno można było to sprawdzić od ręki.
Takiego porządku w dokumentacji to jeszcze w życiu nie widziałam. Chwała pani prowadzącej tam sprawy dokumentacji. Wszystko zestawione latami - śluby, chrzty, zgony, spisy alfabetyczne porządne i dokładne. Zajęło to dosłownie kilka minut i panią Bogdańską miałam namierzoną. W poniedziałek przespaceruję się na cmentarz i może przy udziale administracji zdołam odszukać grób, a może także groby rodzinne?! Cmentarz jest obok mnie, tak, tak… Mam numer aktu zgonu więc mogę sprawdzić także w USC wpisane tam dane. Wiele sobie po tym nie obiecuję, ale nigdy nie wiadomo.
Ślad został namierzony dzięki temu, że ludzie zajmujący się sprawami dokumentacji parafii, najpierw jak się okazało mama, a teraz córka, traktują swoją pracę poważnie i robią to dobrze.
Moje wyrazy uznania dla pani z kancelarii p.w. Chrystusa Króla w Bydgoszczy!!!
18 listopada 2012
Niedzielę przespałam. Wszystko u mnie jest nie tak, słaba jestem, boli mnie to i owo,  i śpię, jak zwykle, gdy zdrowie szwankuje. Sny mam za to nie z tej ziemi, barwne i wyraziste! Nie obudziłam się nawet na dziennik, a chciałam  zobaczyć jak się czuje nasz wicepremier Pawlak. Żal mi go, ale przecież przychodzi dzień kiedy trzeba odejść. Inne partie też uporają się ze swoimi liderami, tak będzie najlepiej. Nie można funkcji kierowniczych sprawować dożywotnio.
Obudził mnie dopiero ostry dźwięk telefonu. Ucieszyłam się, że muszę otrzeźwieć na dobre. Ciekawa jestem co będę robiła w nocy. Mam super lekturę „ Kobiety dyktatorów” może zajmie mi noc. A dzieje się tam, oj dzieje, kobiety ogarnięte uwielbieniem tracą głowy. Dyktatorzy też.
Otto motto książki :

Jean Racine "Andromacha" 
„Kochałem cię niestały, cóż bym wierny czynił?
Nawet gdy z ust okrutnych posłyszę w tej chwili
Oziębłe twoje słowa zgon mi zwiastujące,
Wciąż nie wiem, jak okiełznać me serce gorące.”

 

19 listopada 2012

Mam się lepiej, ale nie najlepiej. Miałyśmy jechać szukać grobu pani Bogdańskiej, gdyż mam już dokładne namiary, jednak zrezygnowałam z powodu szybko zapadającego zmroku i trochę nie widzę sensu. Jak nie będzie to grób rodzinny, to niczego się nie dowiem. Imprezę w bibliotece odpuściłam, nie wiem czy nie zmęczyłabym się zbytnio.
Zniechęciłam się też dlatego, że gdy przewertowałam archiwa dokopałam się do informacji że już w 1851 roku Bogdański działał już w Poznaniu. To czas, kiedy właściciele Miłkowic mieli się jeszcze dobrze. To nie to, chyba nie to. Wizyta w Koninie jest nieodzowna. Nie śmiem prosić mojej koleżanki o przysługę, gdyż od dłuższego czasu też niedomaga. Zobaczymy jak to się uda załatwić.
Aby rozładować zniechęcenie obejrzałam duński film, tytułu nie jestem w stanie odczytać o miłości młodego człowieka do 30 lat starszej pani. Wszystko szło jak normalnie, z poszumem i później szczęśliwym zakończeniem z potomkiem w tle. Problemem było lekkie zahamowanie rozwojowe młodego człowieka i duże pieniądze panny młodo-starej. Miłość dodała skrzydeł młodzieńcowi i odmłodziła małżonkę. Każdy ma prawo do szczęścia, tuląc dziecinę w ramionach świat staje się zdecydowanie piękniejszy a życie nabiera sensu.
20 listopada 2012

Wczorajszy teatr, komedia Iwana Wyrypajewa „Iluzje”, rozbudzał wyobraźnię i zmuszał do zastanowienia się nad miłością. Niby wydaje się, że na ten temat powiedziano już wszystko, ale to iluzja. Emocje zniekształcają rzeczywistość. Miłość jest i idzie z człowiekiem przez życie, jest z nim ale nie zawsze w takiej konfiguracji jakby człowiek sobie życzył. Czy w miłości istnieje uczciwość? Czy można kochać dwie osoby równocześnie? Czy można o wszystkim powiedzieć osobie którą kochamy? „Miłość to tylko miłość” jak stwierdziła jedna z osób na scenie. Wczorajszy spektakl to komedia, w której nie wiadomo kto z kogo żartował, aktorzy z widzów, widzowie z aktorów, czy autor ze wszystkich.

Bywa tak w życiu jak w „Iluzjach”. Miłość biegnie dwoma torami równoległymi, a główni bohaterzy wydarzeń sami się gubią w tym, kogo kochają. W domu żona lub mąż, dzieci dający bezpieczeństwo i stabilizację, miłość i oparcie w życiu, a w głowie snują się fantasmagorie na temat jakieś wyśnionej i niespełnionej miłości, które dają poczucie wzniosłości i piękna niespełnionych uczuć… Czy taka ucieczka do nierealnego świata złudy to nie jest przypadkiem zdradza i krzywdzenie tych, którzy naprawdę takiego osobnika prawdziwie i szczerze kochają?! Iluzje nie dają szczęścia, to tylko namiastka życia. Lepiej się ich pozbyć dla własnego dobra.
Ten spektakl powinni obejrzeć wszyscy "rozdarci" w miłości.
21 listopada 2012

Światowy Dzień Życzliwości i Pozdrowień więc uprzejmie i z życzliwością się uśmiecham do wszystkich, a szczególnie do odwiedzających moją stronę. Dzisiaj, a najlepiej nigdy, nie będzie tutaj miejsca dla narzekania, dąsania się, nienawiści, antypatii, wrogości, a o zemście to nawet nie mówię.
Mam co prawda malutki żal do czarnych ptaszysk, które kiedyś towarzyszyły mi w chłodne zimowe dni, a teraz wyniosły się i znalazły sobie lepsze miejsce. No cóż, każdy szuka sobie domu tam, gdzie czuje się lepiej.
  Idę sobie wczoraj utartym szlakiem dobrze już oswojonym i słyszę tak miły dla moich uszu wroni skrzek.
 Unoszę głowę i widzę na drzewie czarną wronichę, która drze się w niebogłosy, kilka drzew dalej siedzi następna i stara się jej dorównać, dalej trzecia ćwiczy koloraturę we wroniej tonacji… Stanęłam i patrzę, słucham i żal ściska mi serce. Kiedyś tak ćwiczyły pod moim oknem, a teraz zostałymi tylko sroki, których raczej nie lubię. 
Pozdrawiam Was moje towarzyszki i nieomal przyjaciółki. Brak mi Was bardzo, ale jak uznałyście że nie nadaję się do utrzymywania bliskich kontaktów, to trudno. Dla Was malutki pozdrawiaczek, tylko nie połknijcie go przez przypadek. 

 

22 listopada 2012

Wczoraj napisałam tyle ciepłych słów o wronach, gdyż niby o jakich ptakach mam pisać, gdy u nas innych prawie nie ma. Nawet wróble gdzieś zrejterowały. W odpowiedzi na moje żałosne zawodzenie dostałam propozycję prezentu gwiazdkowego – chcą mi kupić wronę aby mi śpiewała w domu!!!
Ja nie wiem czy takie ptaki są do nabycia, chyba nie, najwyżej można złapać w sidła, ale czy to się godzi?! Zresztą moja przestrzeń powietrzna jest ograniczona i nie będę więziła ptaka w domu. Ludzie to mają pomysły… Może taką albinoskę to bym i wzięła. Tyle smutku ma w oczach, nieźle jej muszą dokuczać pobratymcy za tę inność. Biedulka.

Cały dzisiejszy dzień załatwiałam sprawy, odwiedzałam sklepy i gdy byłam już w domu chciałam trochę podciągnąć sprawy strony Miłkowic. Trafiłam na atlas, w którym znalazłam materiały z okresu Królestwa Polskiego. Chciałam je zamieścić na stronie i ani rusz nie mogłam zrobić zrzutu ekranu ze strony biblioteki. Cały czas nie było podglądu i zapisywała się biała karta. To było ważne, gdyż mapy są później przy powiększeniu mało czytelne. Jakoś sobie poradziłam, sposobem Waszmość Panie, ale nie jestem do końca zadowolona.
Obiad dzisiaj obfitował w ryby z dodatkami. Przy okazji rada, może ją znacie, ale przypomnę, gdyż nie znoszę zapachu smażenia. Po oczyszczeniu przekładam ryby cebulką, kropię cytryną i zalewam mlekiem. Po dwóch, trzech godzinach smażę, a później przekładam estragonem, który hoduję w doniczce. To łagodzi zapachy. Na koniec zlew przecieram ściereczką nasączoną octem. Trochę pomaga.
 
23 listopada 2012
Moja niezawodna Wróżka donosi:
Halina, ktoś kocha Cię skrycie!
Czekałam z wysłaniem tego listu aż do teraz, ponieważ to, co zacznie się dziać począwszy od jutra wieczorem, od godziny 19:15, może wywołać wiele wstrząsów uczuciowych i emocjonalnych w Twoim życiu… Dlatego też spędziłam ostatnie dni na zgłębianiu tych tendencji w Twoim życiu uczuciowym i emocjonalnym, które będą Ci towarzyszyć w najbliższych dniach i tygodniach…
Karty sugerują, że otrzymasz wiadomość od osoby, o której zapomniałaś, a która wiele dla Ciebie znaczyła. Jakiś związek z przeszłości?
Myślę, że otrzymasz tę wiadomość przez e-mail lub za pośrednictwem któregoś z serwisów internetowych grupujących dawnych przyjaciół. Od kiedy zajmuję się Twoim przypadkiem, odczuwam do Ciebie ogromną sympatię. Jesteś, jak to się mówi, „kimś bardzo w porządku”…

Nie mogę sobie pozwolić na zablokowanie tak miłej osoby, nie odzywam się, ale czytam z uwagą to, co pisze. Publikuję tę informację na mojej stronie, gdyż jakby ktoś się wahał z przesłaniem wiadomości, to otwieram drogę… Niech wróżba się wypełni!!!

Och! Dzisiaj od rana brodzę we mgle. O siódmej było pięknie, ale chyba niezbyt bezpiecznie dla kierowców pojazdów. Byłam już u lekarza, a w drodze powrotnej w Rossmanie skąd przytaszczyłam torbę chemikaliów i najtańszych kosmetyków, ale zawsze już lepiej się czuję. No cóż, jestem przecież kobietą i ta wiadomość, którą co prawda dopiero teraz przeczytałam, ale chyba wcześniej przeczułam, i stąd te zakupy.
Chodzę tylko do sklepów, gdzie można płacić kartą, gdyż w portmonetce mam niedobory a przyrzekłam sobie, że z konta nie wyciągnę. Z mojej strony do dość pokrętne myślenie, ale co mam zrobić, przecież muszę jakoś dotrwać. Nie to, że nie mam nic na koncie, co to, to nie. Mój były zakład pracy mnie wsparł, i chwała mu za to, gdyż inaczej byłoby zupełnie krucho, a tak nie jest, dzięki ci zakładzie pracy.
Dzisiaj piekę placek drożdżowy z czerwonymi porzeczkami. Takie zapachy toleruję, ale nie ryby smażone, kapustę kwaszoną i kilka jeszcze innych.
Jutro od rana mam umówionych aż dwóch „świderków” i muszę ich czymś podjąć. Trzeba wywiercić otwory , gdyż przyczepione do ściany obrazy mimo taśm i gumy lepiącej co rusz spadają z łomotem na ziemię. Nadszedł więc czas aby je umocować jak należy.
24 listopada 2012 
dodatki na blogaMiejsce 6, chwalebne,  Bydgoszcz
Wysokość rachunku: 282.58 zł 
Cena wody: 5.29 zł/m3
Cena ścieków: 4.78 zł/m3
Bilet miesięczny: 92 zł
Ciepło: średnio 50.10 zł/GJ

Mieszkańcy Bydgoszczy najwięcej muszą płacić za wodę, aż 5.29 zł za metr sześcienny. Pod tym względem miasto jest najdroższe w Polsce. Dużo kosztuje także ogrzewanie: 50.10 zł/GJ. W 2013 roku opłaty za wodę i ścieki ulegną zmianie. Woda będzie tańsza: 5.10 zł za metr sześcienny, natomiast ścieki podrożeją do 5.08 zł za metr sześcienny.
I tak nam się żyje w naszej kochanej Bydgoszczy. Woda jest nadrożna w Polsce ale chyba najgorsza. Zostawia brunatny osad na wszystkim i trzeba nieustannie myć, szorować i usuwać kamień. O ogrzewaniu to już lepiej nie mówić. W pierwszym roku mojego pobytu tutaj stoczyłam batalię broniąc swojego stanu posiadania. Było około 10 komisji i wywalczyłam coś tam dla siebie, ale nie jestem pewna czy nie rozłożono tego na inne opłaty aby dać mi osobistą satysfakcję. Od tego czasu przenoszę się na zimę do dużego pokoju na dzień i na noc, nie ryzykuję. Tutaj powszechne jest to, że grzeje się minimalnie, a w domu chodzi w ciepłych ubrankach. Zresztą, grzejesz nie grzejesz, to i tak połowę płacisz, gdyż dla ciebie przygotowują ciepło… Ja grzeję, gdyż na przeziębienia jestem wręcz uczulona, ale tylko w łazience i dużym pokoju. Już blisko do lata, dni zaraz będą się wydłużać.
Dzisiaj ściany powiercone, obrazy wiszą na stabilnych wkrętach i nie będzie upadków. Najbardziej buntownicza była ikona przywieziona z Moskwy, ciężka, nie dała się utrzymać na ścianie, a przecież miała swoje miejsce i ja też nie miałam zamiaru ustąpić. Jestem szczęśliwa, cieplutko mimo, że drogo, Cohen głaszcze mnie po ośrodku melodii bliskich sercu, ciasto wczoraj wyrosło i dzisiaj cieszyło się powodzeniem. Czego więcej staruszce do szczęścia potrzeba…


25 listopada 2012
„Niczego nie masz, czego byś nie otrzymał” głosi stara chrześcijańska zasada. Przejęłam ją od Szymona Hołowni, niby znana, ale chyba niezbyt wyartykułowana. Gdy zastanowimy się głębiej, to wszystko co mamy otrzymujemy od innych – miłość, dowody pamięci, środki na nasze utrzymanie… Pracujemy na to wszystko, to prawda, dajemy innym, ale i otrzymujemy.
Wczoraj - z dobrej woli, nie za pieniądze – wywiercono dziury w moich twardych ponad miarę ścianach aby zawiesić dowody pamięci, które kiedyś mi ofiarowano - piękną ikonę, inkrustowaną tacę, bambusowe dzwonki. Miały swoje miejsce w domu, ale ani rusz nie chciały przylgnąć do ściany. Kupowałam różne środki mające zmusić je do uległości, ale one uporczywie spadały, aż w końcu poprosiłam o pomoc. Całą noc był spokój, nic nie rzuciło się z hukiem na podłogę.
Niekiedy bywam z moją córką w sklepach. Muszę się zawsze upewnić co mam kupić, aby nie nabyć bubli. Ze sprzedawcami znajduję język porozumienia. Moja córka powiedziała kiedyś:
- Mamo ty tak z nimi rozmawiasz jak ze znajomymi.
To może przesada, ale myślę, że oni we mnie widzą mamę albo babcię i chcą tak mnie obsłużyć, jakbym nią była. Chyba nie ma w tym nic złego, że obie strony są zadowolone.
Wszystko otrzymujemy od innych ludzi, wszystko dajemy innym, takie ludzkie naczynia połączone.

26 listopada 2012

Staję się babcią do entej potęgi! Będę miała koczek, o ile dotrwam. Zapuszczam włosy męcząc się niemiłosiernie. Każdy wie jak to jest, gdy odrastają i nie dają się ujarzmić, a trzeba je jakoś spiąć. Babcia musi być babciowata, przejdę przez to z podniesionym czołem.
Tak około dziesięciu lat temu, gdy byłam na ostrym zakręcie życiowym, ktoś średnio mi życzliwy, powiedział – Czego ci właściwie brakuje: masz co jeść, masz gdzie mieszkać, ciepło u ciebie i przytulnie, otacza cię tyle życzliwych osób, wychodzisz do ludzi, masz tyle zajęć – uczysz się, bierzesz udział w różnych zajęciach, cieszysz się działką, pomagasz innym… O co ci jeszcze chodzi, ciesz się tym co masz. Mnie to wszystko jednak nie zadawalało…
Teraz dojrzałam do zrozumienia tego, co mi ta „ktosia” mówiła. Trzeba cieszyć się tym w życiu, co się ma, przyjmować wszystko co niesie dzień powszedni, cieszyć się drobiazgami. Są sprawy na które nie mamy wpływu, więc trzeba je przyjąć i żyć z tym co się ma. Koczek jest moim wyborem i będę go wiła codziennie rano rozczesując przerzedzone już przez czas włosy i niech ten atrybut babinowości ozdabia moją głowę.
27 listopada 2012
Idziesz do lekarza, popatrzy, osłucha, popyta i stwierdza: Dam skierowanie na dodatkowe badania i zobaczymy, potwierdzimy lub wykluczymy.
Przychodzisz do domu i miejsca nie możesz sobie znaleźć: myślisz, porównujesz, przypominasz sobie, przeglądasz poradniki, szukasz w internecie i czekasz…
Świat przecież i tak powoli zamyka już drzwi do normalności. Oczy odmawiają posłuszeństwa i okulary stają się nieodzowne, słuch szwankuje więc fotel ustawiasz coraz bliżej telewizora, nogi przesuwają się w zwolnionym nieco tempie, kapcie zaczynają szurać po podłodze, ręce upuszczą trzymany talerz nie wiadomo dlaczego, jedzenia na talerzu tyle co zawsze ale nie zdążysz nigdy z innymi i kończysz ostatni. Budzisz się za to pierwszy i nastawiasz cichutko radio słuchając rzewnych przebojów sprzed lat. Dumasz nad tym, że nikt już nie będzie ci szeptał do ucha czułych słów, szukał bliskości, patrzył i czekał. Wtulasz się w poduszkę, którą umęczyłeś nocą, rozbierasz na czynniki pierwsze prześnione sny, myśli lecą daleko aż po świt, rozważasz - jak długo jeszcze, jakie będą wyniki, co cię czeka, leczyć czy może już dać spokój i niech życie zadecyduje za ciebie?!
Życie sobie płynie i jakoś nie czeka aż zdążysz ze wszystkim. Coraz częściej dostajesz informacje o tym, że ktoś zachorował, był operowany, cierpi ponad miarę lub pożegnał się już z tym światem.
Twoja łódeczka trwania jakoś się jeszcze kolebie na falach i jesteś szczęśliwy. Jeszcze kilka oddechów, jeszcze słów kilka, jeszcze ucieszy cię widok sikorki za oknem, jeszcze jeden błysk w oku - a niech tam sobie myślą co chcą… Póki co, żyjesz.

28 listopada 2012 

Oda  ku czci  25 972 dnia mojego życia

O dniu ów naznaczony symbolem 25 972
dzisiaj hołd złożyć Ci chcę.
Tyleć to już razy otwierałam rankiem oczy
by patrzeć na świat tak piękny,
który swym bogactwem mnie zauroczył.

Dzisiaj cieszą mnie już od rana
mgieł mleczno-sine tumany,
sikorki skaczące po gałęziach drzew
i błyskające czernią piór wrony płowe,
które wróciły znowu na dawne leża
by zaciągnąć straż na bramki ościeżach.

Mogłam się przecież już nie obudzić,
przejść w stan wiecznego czuwania,
jednak jestem, trwam i raduję się
25 972 raz  od czasu na świat powołania,
z tego średnio biorąc 8657 dni przespałam,
czego nie uważam za czas stracony
gdyż sny miewam piękne, barwami przystrojone.

Nie wiem czy dożyję okrągłej liczby dni,
cieszę się więc tym, który jest
dzisiaj ziszczą się moje najpiękniejsze sny.

Przepraszam, że wiersz niedopracowany, ale dzisiaj mam wiele spraw do załatwienia i czasu nie mam wiele, a liczenie sylab odłożę na potem, które może jeszcze nadejdzie.
Możecie obliczyć sobie swoje dni, to przecież nie tak wielka sztuka w dobie komputerów, ale komu się tam na co dzień chce to robić. Podaję link do biorytmu, który ma jednak uszkodzony kod i za nic nie daje się zapisać, więc całą stronę podsyłam.
 29 listopada 2012
Powinnam coś napisać o Andrzejkach, ale one niezbyt mnie obchodzą, więc będzie o SSBSU, które szerzy się u ludzi w zawansowanym wieku. Przesłała mi informacje na ten temat moja krajanka, której przy tej okazji życzę wiele zdrowia. Sama już zauważyłam u siebie pierwsze symptomy tej przypadłości. Radzę sobie z tym na kilka sposobów, np. kiedy wychodzę do sklepu zawsze mam spis towarów, które zamierzam nabyć. Może tutaj też się odnajdziecie.
Ostatnio stwierdzono u mnie Syndrom Starczego Braku Skupienia Uwagi /SSBSU/.
Przejawia się on następująco:
- Decyduję się na podlanie ogrodu.
- Kiedy rozwijam wąż do podlewania ogrodu, patrzę na mój samochód i stwierdzam, że wymaga umycia.
- Kiedy udaję się po kluczyki do samochodu zauważam leżącą na stole pocztę i rachunki, które wcześniej wyjąłem ze skrzynki.
- Postanawiam przejrzeć pocztę przed umyciem samochodu.
- Kładę kluczyki na stole i wrzucam reklamy do kosza i zauważam, że jest pełny.
- Decyduję się odłożyć rachunki i opróżnić kosz.
- Wtedy przychodzi mi na myśl, że wychodząc z koszem do śmietnika będę blisko skrzynki pocztowej, więc mogę najpierw wysłać rachunki
płatne czekiem.
- Biorę do ręki leżącą na stole książeczkę czekową i stwierdzam, że został mi jeden czek. Nowa książeczka czekowa jest w biurku w
gabinecie.
-Wchodzę do gabinetu, a na biurku stoi puszka Coca Coli, którą niedawno piłem.
- Stwierdzam, że Coca Cola jest ciepła i trzeba ją wstawić do lodówki.
-Idąc do kuchni z Coca Colą w ręku zwracam uwagę, że kwiaty na parapecie wymagają podlania.
- Odstawiam Coca Colę na parapet i tu odkrywam leżące tam moje okulary, których szukałem od samego rana.
-Postanawiam, że lepiej będzie, jeżeli je zaraz położę z powrotem na biurko, ale najpierw podleję kwiaty.
- Odkładam okulary na parapet i idę do kuchni po wodę. Nagle zauważam pilota telewizyjnego. Ktoś zostawił go na stole kuchennym.
- Zdaję sobie sprawę, że wieczorem kiedy będziemy chcieli oglądać telewizję będę znowu szukał pilota i nie przypomnę sobie, że jest na stole
kuchennym. Decyduję się położyć go na miejsce przy telewizorze. Tam gdzie powinien być. Ale najpierw podleję kwiaty.
- Przy nalewaniu wody do dzbanka wylewa się trochę na podłogę. Odkładam pilota na stół, biorę szmatę i wycieram podłogę.
- Wracam do pokoju i próbuję sobie przypomnieć co, ja właściwie chciałem zrobić.

Pod koniec dnia:
Ogród jest nie podlany. Samochód jest nie umyty. Rachunki są nie zapłacone. Puszka ciepłej Coca coli stoi na biurku. Kwiaty są suche. Jest tylko jeden czek w mojej książeczce czekowej. Nie mogę znaleźć pilota telewizyjnego.
Nie mogę znaleźć moich okularów. I nie wiem, co zrobiłem z kluczykami od samochodu.
A kiedy zastanawiam się, dlaczego dzisiaj nic nie zostało zrobione, jestem naprawdę zdumiony bo wiem, że przez calutki dzień byłem bardzo
zajęty i jestem rzeczywiście zmęczony.
Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to poważny problem. 

Mam jeszcze prośbę. Przekaż tę informację wszystkim, których znasz, bo nie pamiętam komu ją już opowiadałem.

Nie śmiej się, jeżeli to nie jesteś Ty, Twój dzień nadchodzi !
STARZENIE SIĘ JEST NIEUNIKNIONE, DOROŚLENIE JEST OPCJONALNE, ŚMIANIE SIĘ Z SAMEGO SIEBIE JEST TERAPEUTYCZNE :):)


30 listopada 2012
Lepsza pogoda pozwoliła dzisiaj załatwić mi wiele spraw. Wszystko jest ok, służba zdrowia stanęła na wysokości zadania nie powołując mnie przed swoje wyższego szczebla oblicze. Problemy więc odpłynęły i są tylko drobne sprawy, a z tymi zawsze można się uporać.
Moja świeżo mianowana osobista fryzjerka dokonała pierwszych postrzyżyn. Głowa Jej Myszowatości – jestem srebrzysto- popielata stąd to określenie - służyła jako poletko doświadczalne. Wyszło zupełnie dobrze. Miałam dosyć koczka babuni, fryzjerów także. Długo jak widać nie wytrzymałam.
Lubię zmiany, muszę coś zawsze przestawić, dokupić, zmienić fryzurę byle by tylko nie wiało zastałością.
Moja stronahttp://hallas.pl.tl/też się nieco zmieniła, ma nowe dodatki. Różni się trzema szczegółami. Ciekawa jestem kto je dostrzeże. Zwycięzcom udzielę bezpłatnego dostępu do mojej strony na czas nieograniczony.
Będzie można nawet zaglądać kilka razy dziennie. Myślę, że warto powalczyć o taką nagrodę.


 
suma wejść na stronę - 235371,
odwiedzających - 78630,
dzisiaj -9
Reklama
 
Motto strony
 
„Pamiętaj, że każdy wiek przynosi
nowe możliwości.
Daj z siebie wszystko – inaczej oszukujesz samego siebie.”
Moja aktywność w Internecie
 
Reaktywacja strony
 
Firma JUNESSE
 
Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE > Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE [kliknij]
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=