kwiecień 2012


1 kwietnia 2012

"Dzień oszukańca
to tradycja
z dziada pradziada,


na śmieszne kawały
figlem dziś odpowiadaj!"

Dzisiaj mam już od rana dylemat, jestem zaproszona czy oszukana?!Mam dosyć takiego dnia!!!
2 kwietnia 2012
Nabierałam wczoraj kogo się dało i poszczególne jednostki społeczne nie mogły się zdecydować, czy wierzyć, czy nie. Podobno tak statecznej osobie jak ja już nie przystoi się tak zabawiać, ale ja mam inne zdanie, mnie tam przystoi. Powiedziano mi - "No wiesz, po tobie się tego nie spodziewałem!" Swoi nie dają się tak łatwo podejść, czujni jak lisy, ale inni... 
Odnośnie zaproszenia - dostawałam SMS-y z zapewnieniem, że jest jak najbardziej prawdziwe. Uwierzyłam i zabrałam się za pieczenie ciasteczek, jako że z pusta ręką nie wypada się pojawiać, a ja dopiero dzisiaj odwiedziłam bank. Okazało się, że im bardziej przyrumienione ciasteczka, tym smaczniejsze. Były z cynamonem i cukrem, z cukrem i ciapeczką marmolady, z koprem i słonecznikiem, także z samym cukrem. Do wyboru, do koloru. Obiad był wyśmienity, pogaduszki poobiednie także, ciastka podano, a jakże. Chwalą mnie już za wszystko, chyba z tej racji, że jeszcze jestem.
Dzisiaj stałam w kolejce, gdyż takie jeszcze tu i tam się zdarzają, aby załatwić sprawy urzędowe i pani przy okienku wychwalała doskonałą kondycję petenta, który widocznie kiedyś musiał tam pracować. Był bardzo wzruszony, miętolił czapkę w rękach, drżał mu głos, a siwe włosy rozwiewały mu się na wszystkie strony. Co z tymi siwiejącymi włosami jest! Sprawiają wrażenie zawsze przetłuszczonych i przerzedzonych, wiem, gdyż też jestem posiadaczką takiego włosa. Chodzi mi jednak o coś innego, jak mnie tak wychwalają za moje poczynania jak chwalono tego pana, to ja dziękuję za taki obiektywizm…
Zabrałam się do pracy, firanki się piorą wymoczone aby wszystko z nich spełzło, okno jedno pobłyskuje, reszta przewidziana na późniejszy termin, zaraz zawieszę firankę i zabiorę się do przypisanych na dzień dzisiejszy zadań. Nie będę się tak rwać, powolutku, pomalutku, z odpoczynkiem i chwilką na lekturę. Jeszcze dużo czasu. Rzeżucha i owies posiane,  starają się zazielenić. Chyba zdążą.
Fiołeczek śliczny, prawda? 


3 kwietnia 2012
Kończę pracę na etacie perfekcyjnej sprzątaczki. Jutro wykończeniówka, pranie ścierek i ściereczek, jeszcze może jakieś drobiazgi i czas będzie na skupieniu się na sferze duchowej.
Wieczory rezerwuję sobie na teatr TV lub film. Wczoraj powtórzenie, ale chętnie obejrzałam Wiśniewską i Gajosa. Dzisiaj też miałam w planie komedię romantyczną, ale mój ulubieniec Matthew McConaughey był taki nijaki, blondyn!, zresztą widziałam już ten film, więc dałam spokój. Pan Tomek przesłał materiały dotyczące żołnierzy 1939 roku, umieściłam więc co należy na stronie, ale to nie jest wszystko, zostało jeszcze co nieco. Może już jutro dokończę, dzisiaj czas już na odpoczynek.



 
5 kwietnia 2012
Nareszcie cieplej się zrobiło. Wyruszyłam na poszukiwanie soi, gdyż w moim sklepie półka opustoszała i została tylko informacja o tym, że sklep kiedyś ją miał. Wszyscy rzucili się na soję!
Wyruszyłam do dalszych i bliższych sklepów, pogadałam z paniami w stosownych do branży kolorowych fartuchach i uzyskałam wiele porad, gdzie ten upragniony towar można nabyć. Oczywiście, że w każdym sklepie coś tam kupiłam. Drobiazgi, ale zawsze. W końcu osłabłam już z wyczerpania i wróciłam do domu. Wysiadłam z autobusu i olśniło mnie, że przecież można ją chyba nabyć w sklepie ze zdrową żywnością. Parę groszy drożej, ale co tam. Pomknęłam jak na skrzydłach konstatując z przerażeniem, że łabędzie na stawie jakieś szare się zrobiły na wiosnę. Może nie wyprały skrzydeł na święta? Aż przykro patrzeć. Soję jednak zakupiłam. Uważam to za wielki sukces dzisiejszego dnia, czego nie można powiedzieć o moim uzupełnianiu strony. Zabrałam się za to od rana, ale wynik jest mierny. Plącze mi się wszystko, nie układa na stronie tak jak trzeba, a nie spocznę, póki nie będzie tak jak sobie zaplanowałam, nawet gdybym dzisiaj miała iść spać po północy. Wszyscy życzą mi wytrwałości w pracy, nie zawiodę, sprostam zadaniu.


6 kwietnia 2012

Dzisiaj w radio słyszałam, że kraszanki, pisanki są passe. Teraz zdobi się jajka na Wielkanoc cekinami, wstążeczkami, filcem i czyś tam jeszcze. Byłam zdziwiona, gdyż od dzieciństwa zbytnio się nie przykładałam do tej pracy, coś tam pomalowałam z dziećmi, aby miały trochę zajęcia i tradycja była uświęcona. W tym roku jedno ozdobię, aby koszyczek był bardziej kolorowy, gdy jutro pójdę ze święconką.


Niespodziankę zrobiła mi Iwonka, przesyłając dołączone do życzeń zdjęcie ze swoimi pisankami ozdobionymi cekinami. Powiem szczerze, lekko mnie zatknęło. Ma dziewczyna talent do rękodzieła. Nie mam pozwolenia, ale zamieszczę na stronie, gdyż samej mi się jej praca podoba. Gdybym była bliżej, to dostałabym jedno w prezencie, a tak będzie brązowawe jajeczko malowane w łuskach cebuli, gdyż tak jest najłatwiej.


7 kwietnia 2012
Ostatnie przygotowania zrobione, święconka na stole w koszyczku, jajko wymalowane, teraz czas zabrać się za siebie, gdyż w kościele uroczystości dopiero o 20. Jak na złość stanął zegar w przedpokoju, zdjęłam, gdyż myślałam ,że mu jakoś pomogę, ale stało się najgorsze, bateria odmówiła współpracy. Nie miałam zapasowej, więc rada nie rada, musiałam powędrować na poszukiwania. Na szczęście pan w kiosku znalazł jedną sierotkę bateryjkę dla mnie i zdołałam czasomierz uruchomić. Chodzi.
Zegar mam w każdym pomieszczeniu, bez czasomierza trudno jest funkcjonować. Niby nigdzie nie muszę się spieszyć, ale jednak jakieś normy i terminy mam zakodowane w głowie. Zerkam w określone miejsce, odczytuję godzinę i wszystko wraca do normy. Czas na starość ma inny wymiar, ogólny i codzienny. Codzienny płynie sobie, ale nad ogólnym zaczynamy się zastanawiać. W młodości czułam się nieśmiertelna, nie myślałam o przemijaniu, które stało obok, ale nie zwracałam na nie uwagi. Teraz raptem zrobiło się ważne, ważniejsze niż codzienność. Przeszłość odłożyła się na mojej twarzy, która upodabnia się do twarzy mamy, ręce zginają palce w taki sam sposób jak ona to robiła, a oczy dziwnie przypominają oczy ojca, kiedy musiał się zmierzyć ze śmiertelnością. Patrzyłam na niego i widziałam oczy jego mamy, mimo, że wcale do niej nie był podobny. Teraz ja dopatruję się podobieństwa do moich rodziców. Wszystko na tym świecie ma jakąś przeszłość, ale ma także i przyszłość, która łączy przemijanie z trwaniem i odbija się w nas. Święta to także czas refleksji, wspomnień i powrotu do tradycji. Życzę wszystkim aby mogli usiąść przy stole wielkanocnym z najbliższymi i mogli z tego czerpać radość, gdyż nie wiadomo jakie będą Święta za rok i czy w ogóle będą w takim samym składzie. Dla mnie staje się to coraz bardziej ważne.

Spokojnych, radosnych Świąt Wielkiej Nocy.







 
9 kwietnia 2012
Śmigus- Dyngus. Nie pamiętam Śmigusa, nikt nikogo witkami nie śmigał po nogach za mojej pamięci, ale co to jest Dyngus, to wiem doskonale. W tym roku nie ma mnie kto polać, nie będę miała powodzenia u chłopaków. Trudno, jakoś to przeżyję. Teraz tylko z moim wnukiem lejemy się równo, nie odpuszczamy. Już w przeddzień mamy przygotowane pistolety na wodę i butelki, ale w tym roku nie wyszło.
Pamiętam różne dyngusy, ale jeden szczególnie utkwił mi w pamięci. Byłam już stateczną mężatką z dzieciątkiem u boku i myślałam, że nie muszę już niczego się obawiać. Przyszli jacyś podtatusiali już chłopacy, pokropili nas po bożemu, ale ja w rewanżu czymś tam chlusnęłam, co miałam pod ręką i się zaczęło. Wyciągnęli mnie na podwórko i już nie było żadnej taryfy ulgowej, zlali mnie doszczętnie, ale ja też nie byłam dłużna. Ociekaliśmy wodą jak zmokłe psiaki aż w końcu mama rozpędziła całe towarzystwo. To był dyngus! Co prawda musieliśmy wodę nosić, gdyż wszystko wylaliśmy, co mama miała w domu, a był to czas, gdy wyciągało się ją wiadrem ze studni. Zużyliśmy także to, co było w wannie do pojenia Kunegundy. Trudno, dyngus był taki, jak każe tradycja.
Najgorsze było jednak, gdy szło się w Poniedziałek Wielkanocny do kościoła, a stawało pod chórem. Mnie się to często zdarzało, jako że punktualność mam nieco opóźnioną, i do czołówki wiernych w kościele trudno było mi się dobić. Polewali wtedy w czasie nabożeństwa z chóru jakimiś wodami kolońskimi. Nie można było tego zmyć z siebie ze dwa dni.
W tym roku straż miejska ma karać lejących wiadrami i słusznie. W końcu po ulicy człowiek ma prawo chodzić bezpiecznie.
 


10 kwietnia 2012
Wczoraj o 23,30 dostałam SMS-a. W programie 2 jest Cohen. Zrezygnowałam ze spania, a miałam ochotę to zrobić, jako że byłam pod wrażeniem filmu „Pachnidło”, którego nigdy do końca dotąd nie obejrzałam - z przerażenia. Główny bohater mnie obezwładniał i nie pomagało objadanie się słodyczami… Teraz dobrnęłam do końca. Włączyłam więc ponownie telewizor i znalazłam się w innym świecie. Cohena uwielbiam. Dotrwałam do końca i o wpół do drugiej z żalem rozstałam się z Kapłanem Pieśni.
Lubię głos Cohena, wprowadza mnie na inne tory wibracji mentalnej, cudne są aranżacje piosenek, chórki i cała ta otoczka, która daje poczucie bycia w innym świecie. Piosenki śpiewali inni wykonawcy, Cohen był łącznikiem, ale takie chwile to dla mnie to słodycz życia, na szczęście takie chwile są. Nowej płyty Cohena nie mam niestety. Tyle już wygłosiłam pochwał pod adresem jego muzyki, że na tym poprzestanę. Na You Tube zablokowali mi tyle filmików, między innymi Cohena, że lada moment zlikwidują mi konto. Wczoraj właśnie na ten temat rozmawialiśmy. Filmik ze Staśkiem Wielankiem ma ponad 36 tysięcy głosów, naprawdę. można sprawdzić. 
www.youtube.com/watch
Dzisiaj jednak wielbię Cohena!

Zuzanna (Suzanne)
W swe miejsce nad rzeką
Zabiera cię Zuzanna
Możesz słuchać plusku łodzi
Możesz zostać z nią do rana
Wiesz że trochę źle ma w głowie
Lecz dlatego chcesz być tutaj
Proponuje ci herbatę
Oraz chińskie pomarańcze
I gdy właśnie chcesz powiedzieć
Że nie możesz jej pokochać
Zmienia twoją długość fali
I pozwala mówić rzece
Że się zawsze w niej kochałeś

I już chcesz z nią powędrować
Powędrować chcesz na oślep
Wiesz że ona ci zaufa
Bowiem ciała jej dotknąłeś
Myślą swą …

 
11 kwietnia 2012
Rankiem spojrzałam w okno i zdziwiona podeszłam bliżej, gdyż wydawało mi się, że widzę piórka przyczepione są do gałęzi drzewa owocowego, które mój sąsiad z dołu hoduje zapamiętale. Skojarzenie z piórkami wcale nie jest oderwane od rzeczywistości, gdyż od wschodu słońca kołują pod moimi oknami stada mew… Niekiedy czekam aż usłyszę szum fal bijących o brzeg morza. Coś teraz ptaszki mylą terytorium. Do morza od nas spory kawałek drogi.

Wpatruję się w gałązki i widzę biało-różowe płatki kwiatów, które nieśmiało odkrywają wiosenny powab i tuląc się do gałęzi, zerkają wokół. Zrobiło się naprawdę ciepło i jutro chyba całe drzewko obsypie się kwieciem. Miałam nie lubić wiosny, ale jak już ją widzę, moja obojętność topnieje i w sercu drży czułość.


 12 kwietnia 2012
Jako, że walki konfederacji barskiej nie ominęły ziem moich rodzinnych i kości konfederatów spoczywają nieopodal, zabrałam się za lekturę, która może przybliżyć czas i coś dorzucić do dziejów spisanych na mojej stronie. Nie jest jednak łatwo czytać dzieło zapisane językiem zaprzeszłym, ale dziarsko moje oczy biegały po stronach, aliści przymknęły się z lubością i sen pozbawił mnie towarzystwa tak powabnych dam. Jeden wątek przedstawię tutaj krótko ku przestrodze czytelników.
Anusia Sapieżanka po mieczu spokrewniona z Marią Kazimierą Sobieską, urodę odziedziczyła po prababce i wydać ją zamiarowano za „wór złota” Błażeja Krasińskiego. Tenże mawiał o sobie „Jestem piękny i wiem o tym” , ale panna na nic nie zważała. Serce jej płonęło jak drzazga smolna. Młodzian smukły był jak trzcina, wytworny i „gadał rymami” , grał na wielu instrumentach, z największym upodobaniem jednakże na klarnecie. Cudnie było, wszakże dnia pewnego młodzian umknął pod pozorem misji dalekiej, mimo że pierścienie zaręczynowe poświęcono i panna została sama jak palec. Pomknęła i ona do Drezna, aby uniknąć sromoty, gdzie jej znaleziono podtatusiałego wdowca i szybko wydała się, by tylko nie przekroczyć klasztornej furty, gdyż nic innego za taki despekt jej nie czekało. Małżonków nic nie łączyło, ale Anusia przyłożyła starań aby przed światem tworzyli zgodną parę byle tylko ten zdrajca, ten wiarołomca dowiedział się w końcu, co stracił. Została w niej jednak gorycz i niewiara w stałość męską, bo i co dobrego można o tym plemieniu przeniewierców, którzy tyle goryczy w jej młode serduszko wlali, powiedzieć.
Tyle co do Anusi, ale co to mi wnosi do mojej strony, aliści nic. Tyle tylko zyskuję, że wyspana jestem za dnia. Co będzie w nocy, nikt tego przewidzieć nie zdoła, chyba pognam za paniami konfederatkami aby powtórzyć za biskupem Krasickim z przekorną ironią - „Mimo wszystkie płci naszej zalety, mu rządzim światem – a nami kobiety” . Czy to przeniewiercze plemię jest w stanie to pojąć, nie wiem, zaprawdę mówię wam, że nie wiem…

13 kwietnia 2012
Naprawdę nie wiadomo, czy lepiej zimą czy wiosną. Powietrze wiosenne męczy. Może sił brak, a może odłożony tłuszczyk przeszkadza. Musiałam pospacerować dzisiaj po Galerii Pomorskiej. Życie mnie zmusiło! To już naprawdę nie dla mnie. Czuję się tak zmęczona, że teraz, kiedy już jestem w domu, usiadłam przed komputerem, popijam sok z ciepłą wodą - tak, tak, gdyż inaczej zaraz ból gardła się pojawia- słucham nowej płyty Cohena „Old Ideas”, może i stare pomysły ale dla mnie to balsam na duszę i nareszcie dochodzę do siebie. Umówiłam się na rozmowę na Skype, ale niestety nie zdążyłam w przewidzianym czasie, może jutro się załapię, gdyż bardzo mi zależy.
Trzeba powyjmować z szafy ciuchy, przymierzyć i co się nie nadaje skasować, a w to miejsce kupić coś nowego, tylko jakoś nie wiem za co. Dostałam co mi się należało od US w mieście B. i kupiłam sobie właśnie krótki płaszczyk, gdyż kurtka, której używam bardziej mi przypomina strój mojej babci, niż szatę plasującą się w wieku XXI. A skąd na buty, na jakieś fajne spodnie?! Już nie chodzi o to, że mam się wyróżniać, ja mam się dobrze i normalnie czuć i tyle.
Uaktywniłam się u seniorów i w bibliotece. Mam już zrobiony grafik. Muszę zadziałać na własną rękę. Metryki ASC zaczynają mnie obezwładniać i dam im dzisiaj spokój.



14 kwietnia 2012
Sobota! Wyprasowałam płaszcz i przeszłam w słońcu kawałek drogi. Musiałam zrobić zakupy. Czułam się świetnie, tylko kochana staruszko, trochę schudnij, gdyż talia ci się lekko rozmyła, a gdy płaszcz ma pasek, lepiej aby była… No!
Na bazarku stała dziewczyna sprzedająca wiosenne kwiaty. Wpięła jeden we włosy, a była tak piękna ta seniorita, że sama gapiłam się na nią z przyjemnością, nie mówię już o panach w każdym wieku, szybko kwiatów ubywało. Mówią, że uroda nie jest najważniejsza. Taaak, ja już wolałabym ją mieć, tak jak pieniądze, ale nie każdemu dano i trzeba się zadowolić tym, co się ma.
Staram się chociaż oddalić widmo zwapnienia mózgu i codziennie raz chwytam jabłuszka ze strony
http://www.ferryhalim.com/orisinal/g2/applegame.htm

Osiemdziesiąt łapię prawie zawsze, ale przekroczenie tego progu bywa trudne. Doszłam do 87 i to jest mój rekord. Mam ambicję, aby przekroczyć chociaż 90, no nie wiem, może się kiedyś uda…


15 kwietnia 2012
Zaproszono mnie do klubu dyskusyjnego. Jestem chętna, jednak pierwsza książka nad którą mamy się pochylić, dla mnie jest trudną lekturą. „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” Swietłany Aleksiejewicz to prawda o wojnie odarta z mitu zwycięstw, to los człowieczy, uczucia lub ich brak, gdy w grę wchodzi walka. Czy kobieta się do czegoś takiego nadaje? Mam wątpliwości, jednak czas i warunki wymuszają takie, a nie inne postępowanie. Jak opowiedzieć o tym, jak trzeba było zabijać, gdy po latach jest już inne nastawienie, inne oceny?! To chyba najtrudniejsza książka jaką od lat czytam. Nie wiem jak dobrnę do końca.
Podjęłam zobowiązanie wobec samej siebie, że postaram się przejrzeć ASC parafii Miłkowice, w tygodniu jeden rocznik. Dzisiaj zajęłam się rokiem 1844. Wiedziałam co tam znajdę, gdyż już kilka lat to wszystko przeglądałam, tylko pod zupełnie innym kątem. Dzisiaj dzień napełniony jest sukcesem, a może takie wsparcia dla mnie samej było mi potrzeba?!
milkowice.pl.tl/Ksi%26%23281%3Bgi-metrykalne.htm
Takie przyglądanie się sprawom innych ludzi, dla mnie nie jest też łatwe. Kiedyś szukałam tylko rodziny, ale dzisiaj sięgam do spraw innych. Obym szczęśliwie dobrnęła do końca i zamknęła sprawę. Ksiądz Borowski sporządzający zapisy, pisze już w miarę czytelnie i dlatego jest mi łatwiej. To jest też powód, że nie trzymam się uparcie ks. Pęczkowskiego.

17 kwietnia 2012
Powiem krótko- c'est la vie! Takie jest życie. Zwrot ten może rozwiązać wiele problemów, spłycić, pocieszyć i rozgrzeszyć właściwie wszystko. Siedzę dzisiaj od wczesnego ranka nad metrykami. Mój wybór, moje zmartwienie. Powiedziałam, że zrobię, to zrobię. Na kartce mam wypisane inne zadania, nie wiem już jak to wszystko pogodzić. Za oknem słoneczko, a ja z nawiniętymi wałkami ściubię literki i zastanawiam się, kombinuję i nerwuję się już. Jaka odpowiedzialność spoczywa na urzędnikach, sami nawet nie zdają sobie z tego sprawy. Po 150 latach ja oceniam nakład pracy człowieka pochylonego nad zapisywaniem wydarzeń parafii. Oceniam to mało, wściekam się, że nie mogę rozszyfrować. Na dodatek strona zaczyna grymasić i nie wiem co zrobić. Blokują się zapisy, nakładają na siebie i naprawdę wymaga to wszystko ekwilibrystycznych posunięć aby wkleić, jak nie tym, to innym sposobem. Pojawił się u mnie błąd b(-110). Nie wiem co się stało. Nie pomaga żadne skanowanie. Nie mam dostępu do bloga na Onecie, na stronie harce i wybryki. Znowu chyba format, a ja nie mam już na to siły ani czasu. Takie jest życie! Jest, tylko dlaczego?! Niech mi ktoś powie, że jest kowalem swojego losu, doczeka się mojej reprymendy z wysokim C.
 
19 kwietnia 2012
Działam jak w amoku. Codziennie kilka roczników ASC parafii Miłkowice. Ktoś mi powiedział, że jestem w gorącej wodzie kąpana. Może i jestem, ale nie ustanę, aż tego co się da, nie wyjaśnię. Nie znaczy to, że nie żyję normalnym życiem. Ależ nie. Robię to, co do mnie należy. Wczoraj ugotowałam zupę z soczewicy. Przyznam, że nie gotowałam jej do tej pory. Kupiłam jednak soczewicę, gdy nie mogłam znaleźć soi na święta, a teraz nie zostawię, musiałam zużytkować. Samej mi zupka smakowała więc wejdzie do mojego jadłospisu. Zrobiłam jeszcze kluski kładzione z mąki sojowej z płatkami owsianymi. Szybko i smacznie. Oto przepis:

30 dag soczewicy zielonej gotować w 3 litrach wody z dodatkiem ziela angielskiego, listka laurowego, kostki bulionowej (o ile ktoś używa),sól i pieprzu. Podsmażyć drobno posiekane cebule (1-2) na oleju, a kiedy się zeszkli dodać 2-3 marchewki starte na wiórki. Smażyć aż się zmieni kolor, wówczas dodać koncentrat pomidorowy. Jeszcze chwilę smażyć i dodać do soczewicy. Jak wszystko będzie miękkie doprawić majerankiem. Podaję z makaronem razowym. Po prostu pycha "
Na marginesie dodam, że dzisiaj idę na wykład o Wyczółkowski, a w trochę dalszej przyszłości mam zaproszenie do Węgliszka, aby zaprezentować swoje dokonania. Teraz jednak trzeba rozjaśnić pomroki przeszłości. Wesprzyj mnie mój Aniołku Opiekuńczy, doceniam Twoje starania i naprawdę serdecznie dziękuję za opiekę. 

20 kwietnia 2012
Najlepszą formą aktywności jest coś robienie. Nie widzę innego wyjścia. Gdy siadam i nic mi się nie chce robić, zastanawiam się co ze mną jest nie tak. Trzeba sobie moja droga staruszko, myślę, tak ułożyć dzień, abyś miała zajęcie, a wtedy odpoczynek będzie przyjemnością, a nie na odwrót. Wałkonienie się całodzienne, a tylko w przerwach coś tam robienie, to zmarnowanie dnia. Kiedy już nie chodzę do pracy, to ja wyznaczam sobie działania, i tak to będzie do końca moich dni.
ASC jest dla mnie dominującym wezwaniem. Zbliżam się już do końca. Wszystkie akta nie są ujawnione, to oczywiste. Istnieje przedział czasowy w celu ochrony danych ludzi żyjących. Wszystko w domu mam zrobione, to nie jest tak, że wściubiam nos w akta i nie wiem co dzieje się na bożym świecie. Dzisiaj jest nareszcie ładna pogoda więc piorę. Pranie wyschnie na balkonie. Gdzie te czasy, gdy przepierki robiło się ręcznie. Ja nawet sweterków nie międlę w ręku, robi to pralka.
Wczoraj poszłam do mojej biblioteki na wykład o Wyczółkowskim. Było ciekawie. Wczesne obrazy tego malarza nie są mi zupełnie znane. W Bydgoszczy na Wyspie Młyńskiej znajduje się piękne muzeum Wyczółkowskiego. Ostatnio odwiedziłam je w czasie Nocy Muzeów. Nie tylko obrazy były ważne, ale także „tramwaj”, tak tak, to takie urządzenie którym posługiwał się malarz aby nie wstawać przy oglądaniu wyników swojej pracy. Można go zobaczyć w muzeum.
Co to za obraz?Może wiecie??? To "Alina" z okresu wczesnej twórczości. Przyznam, że pierwszy raz widziałam ten obraz.

Mam zamiar zorganizować wycieczkę do Gościeradza, gdzie znajduje się dworek, w którym mieszkał malarz. Jest w prywatnych rękach, ale chociaż z zewnątrz można go obejrzeć. Po drodze warto by też zahaczyć o cmentarz we Wtelnie. Byłam tam wiele lat temu i jakoś inaczej go zapamiętałam niż wygląda rzeczywiście. 
 

22 kwietnia 2012
Miewam przeczucia, to fakt. Problem w tym, że nie wiem o co w tym wszystkim chodzi. Nie mam wizji przedstawiającej wydarzenie. I co z tego, że głośno wołam – uważaj, nie idź, nie jedź, nie rób tego! Pada pytanie- Dlaczego? I ja jestem bezradna, gdyż nie wiem dlaczego.
Ostatnio po długim okresie milczenia napisałam do kogoś, z kim już bardzo długo nie utrzymywałam kontaktów. Sama nie wiedziałam dlaczego, to była jakaś konieczność. Miałam napisać o czymś zupełnie innym, ale wymyśliłam jakieś historyjki wytrząśnięte z rękawa, gdyż tego, co chciałam napisać, bałam się napisać. Może zrobiłam źle, nie wiem.
Miewam sny które dotykają wydarzeń, o których w normalnym życiu nie wiem i później okazuje się, że one jednak istnieją. Śniły mi się kiedyś wiersze, ale teraz jakoś nie chce mi się przyśnić wydarzenie z 1863 roku, mimo, że jest to moja obsesja i wiem, że tam coś naprawdę się stało. I co z tego że śnią mi się powstańcy?! Ja potrzebuję drogi do rozwiązania problemu, wyjaśnienia lub dowodu na to, że się mylę. Cisza

23 kwietnia 2012
Zakończyłam sprawy ASC. Jeszcze jutro przejrzę, czy czegoś nie pominęłam i będę wolna jak ptak… Było to uciążliwe, nie przeczę. Minęło, jak wszystko w życiu, i teraz otworem stoją dni wolne od nieczytelnych wpisów. Mam taką maksymę życiową, gdy coś mi doskwiera – Wytrzymaj, nic nie trwa wiecznie. Wszystko mija, i dobre i złe. Świat biegnie swoim torem, tylko my niekiedy nie nadążamy .
W czasie przeglądania wpisów najbardziej bawiło mnie zapisywanie nazwisk kobiet – Kubisiaczka Rozalia, Pastuszkowa Ewa, Szymczakowa Maryjanna, ale taże Kaczmarkówna - taka forma bardzo mi się podoba i miło by było jeszcze tak się podpisać - więc i ja tak zaczęłam tak je pisać, ale wycofałam się , gdyż mogę być posądzona o ignorancję.

 

24 kwietnia 2012
Wczoraj był dzień, zwykły dzień, mijał w żółwim tempie. Kręciłam się po domu piorąco - prasująco, ale w moim wnętrzu wrzało… Powodem były panny Wężyk. Sprawdziłam na wszelki wypadek Minakowskiego i tam znalazłam informację, że jedna z nich urodziła się w Woli Wężykowej i jej matka nosiła inne imię. Wbiło mnie z przerażenia w ziemię. Jak to, wszystko co ustaliłam ma legnąć w gruzach?! Wróciłam z powrotem do akt, przywarłam okiem do linijek zapisanych starannym, ale nieczytelnym drukiem i na szczęście stwierdziłam, że to ja mam rację. To były siostrunie. Dzień jednak miałam zmarnowany.
Kurczą się już moje dni, za to noce rozciągają się bezradną bezsennością, wtedy myśli wymiatają z zakamarków pamięci minione wydarzenia. Zastanawiam się wtedy, co chciałabym zabrać ze sobą w daleką drogę, która czeka mnie nieuchronnie. Niech by to były tylko piękne doznania- portreciki bliskich mi ludzi, zapach kwiatów, bukiecik marcinków, mogą być też konwalie albo stokrotki, welon sinej mgły, tomik wierszy którymi jestem oczarowana, mojego ukochanego Cohena, no i oczywiście pójdę do fryzjera, włożę kostium kirem przyprószony z pustą kieszonką, gdzie miał być umieszczony wiersz na daleką drogę, który do dzisiaj do mnie nie dotarł... Na pewno nie wezmę widoku ASC, mam ich tak serdecznie dosyć, że czekam już z niecierpliwością, kiedy dobrnę do końca moich poszukiwań, a to znak, że już gdzieś w mojej głowie wykluwa się nowy pomysł na działanie. Bez pełnego zaangażowania to ja żyć nie potrafię. Jak mogą ludzie oddawać się nicnierobieniu przez cały dzień. Ja tego pojąć nie potrafię. Szczezłabym z kretesem.

26 kwietnia 2012
Martwota myśli, słów i czynów. Tak na mnie działa wiosna. To najgorszy dla mnie czas. Z największym samozaparciem posuwam się do przodu. Wyrwałam się wczoraj z domu, poszłam do klubu dyskusyjnego działającego przy naszej bibliotece. Piąta rocznica działania takowych została uczczona godnie z tortem i świeczkami. To było szalenie miłe. Ja co prawda wpadłam tam pierwszy raz, ale to mi wcale nie przeszkadzało. Dyskusja, owszem był, owocna i szeroko zakrojona także w tematach obocznych, ale największym zaskoczeniem było to, że na spotkanie przyszła młoda mama z dziecięciem dwumiesięcznym, spokojnym i ułożonym tak dalece, że mógł przebywać w towarzystwie. Elegant, który wystąpił w pięknych adidaskach , nie umiem podać rozmiaru, ale zachwycił mnie swoim strojem, dostał się w moje ramiona podarowany przez szczodrą mamę. Było miło, pogaworzyliśmy sobie z obustronną radością, zostałam obdarowana wieloma uśmiechami i dowodami sympatii wyrażonej szerokim guuu i gaaa. Widzieliśmy się pierwszy raz, a zaraz nawiązała się pomiędzy nami nić sympatii. Nie wiem co w tym jest, ale małe dzieci i zwierzęta lgną do mnie. Dzisiaj znowu od rana pchałam życie na siłę i dopiero odwiedziny u fryzjera postawiły mnie na nogi. Noszę krótkie włosy i chcę czy nie, muszę odwiedzić mistrzynię grzebienia chociaż raz w miesiącu. Może nadszedł czas, że abym czuła się lepiej, muszę płacić, co pod koniec miesiąca jest sprawą z kategorii trwać albo ginąć. Wolę więc ginąć niż trwać w zaniedbaniu.
 
 
suma wejść na stronę - 235364,
odwiedzających - 78630,
dzisiaj -9
Reklama
 
Motto strony
 
„Pamiętaj, że każdy wiek przynosi
nowe możliwości.
Daj z siebie wszystko – inaczej oszukujesz samego siebie.”
Moja aktywność w Internecie
 
Reaktywacja strony
 
Firma JUNESSE
 
Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE > Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE [kliknij]
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=