grudzień 2011

Grudzień 

5 grudnia 2011

Wróciłam. Moje oczy i uszy pełne są ciepłych i dobrych słów i obrazów. Te kilka dni przebiegły tak szybko, że ledwo się zadomowiłam, a już musiałam wyjeżdżać. Podróż przebiegła szczęśliwie,  zdrowie w miarę dopisało i byłoby wspaniale, ale moja starość dała o sobie jak zwykle, znać. W jakiejś tam wieczornej rozmowie, poruszył ktoś sprawę grzybów, przecież już wigilia za pasem… Wtrącony wątek o przynależności tychże do oddzielnego królestwa niż rośliny i zwierzęta, wzbudził dość burzliwą wymianę zdań, gdzie ja „burzyłam” najbardziej, pewna swych racji  przynależności grzybów do roślin. Oczywiście wytknięto mi błąd powołując się na obecnie używaną systematykę.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Grzyby

Jestem już niestety człowiekiem minionej epoki, gdzie grzyby tkwiły sobie w botanice jako rośliny! Relikt przeszłości, staruszka, mająca błędne zdanie o grzybach. Przecież kapelusz i trzon mają, prawda? Rosną także i najważniejsze, że ja lubię je zbierać. A asymilacja? Co mnie tam obchodzi jak one się odżywiają, dla mnie najważniejsze, że są!

Problemem stał się także Młynek, gra którą mój wnuk ostatnio się para, a z nim wszyscy wokół, gdyż przecież grać ktoś z nim musi. Ja jakoś o ten Młynek do tej pory się nie zaczepiłam, ale zasady gdy są tak proste, że nie ma problemu z zapoznaniem się z nimi, z grą trochę już było gorzej. Rzadko udawało mi się wygrywać i to raczej przez przypadek. Postawiłam rodzinę w stan gotowości i grał każdy z każdym ze skutkiem często nieprzewidywalnym. Znalazł się jednak osobnik „ tęgogłowy”,  z którym nikomu nie udawało się wygrać. Zwarliśmy siły, moja córka jako gracz, ja jako kibic, i dałyśmy radę!!! Naraziłam się jednak, gdyż gardłowałam przeciwko tej osobie, co doprowadziło do tego, że niby żartem wypowiedziano słowa dotyczące gry za zamkniętymi drzwiami, tak jak załóżmy w brydżu, bez widzów. Nie śmiano mi powiedzieć, jako staruszce, że mam przestać gadać, no to doczekałam się pośrednie aluzji, że mam się wynosić…

Jak gram w jakąś grę wcale nie jestem taka dobra, ale gdy patrzę na wszystko z boku, myślę jakoś logiczniej i jestem w stanie przewidzieć ruchy przeciwnika, stąd ten nasz sukces. W życiu też tak mam, lepsza jestem do udzielania rad niż przeżywania  wydarzeń. Mój stopień zaangażowania emocjonalnego wyraźnie mnie zaślepia…

 

6 grudnia 2011

Wczorajszy spektakl teatru TV powiązany był z postacią wielkiego aktora i reżysera Adama Hanuszkiewicza. Odszedł król życia. Śledziłam jego poczynania, poznawałam kolejne żony, oczywiście z gazet, byłam zauroczona jego wdziękiem, a teraz wspina się już pewnie po swojej kordianowskiej drabinie do nieba… Miejmy nadzieję, że znajdzie tam miejsce, gdyż jego poczynania z kobietami obce są chyba obyczajom niebieskim. Ale talent wykorzystany maksymalnie, mimo że nie wsparty certyfikatami, przeważy szalę. Miejsce ma zapewnione.

Wczorajsze pouczenia Kaliny Jędrusik też wykorzystam, a nuż ktoś się jeszcze załapie?!

Jesteś piękny – mówię Ci to dzisiaj – dłużej już nie będę czekać. Twoje oczy, Twoje usta i nawet rozwichrzona czupryna godna jest pędzla najlepszego artysty. Niech namaluje Twój portret, uwieczni piękno Twej twarzy. Zostaniesz wtedy ze mną na wszystkie dni. Może wtedy przeniknę do Twoich myśli, oplotę Cię pajęczyną wyznań, zakleszczę Twoja słowa i zagarnę wszystkie tylko dla siebie. Taki jesteś piękny!

A co, może się ktoś jeszcze załapie na zastawioną pułapkę. To dopiero będzie prezent na Mikołajki…


7  grudnia 2011

Nadciągają nad moją głowę chmury koloru burego. Trudno. Takie też bywają, przetrzymam wszystko, a słoneczko niebawem zaświeci. Taka jest natura rzeczy. 

Lubię kwiaty i mam nadzieję, że i Wam się podobają. 
Kliknij w poniższy link.


Kwiaty na  bury dzień.

8 grudnia 2011

Dzisiaj spędziłam dzień w przychodni. Wcisnęłam się na ćwiczenia poza kolejnością dzięki uprzejmości obsługi, a później odwiedziłam okulistę. Wiedziałam, że będę miała ograniczone pole widzenia i dlatego odwróciłam kolejność. Na wizytę u okulisty czekałam chyba dwa miesiące. Obadano mnie pod różnymi kątami i na różnych aparatach. Na szczęście nie muszę zmieniać okularów, gdyż przy moich specjalnych szkłach byłby to niemały wydatek. Zakropiono mi oczy, kazano poczekać przed gabinetem, co też uczyniłam. Szczypało jak licho i na dodatek musiałam siedzieć z zamkniętymi oczami. Obok mnie usadowił się pan, który usilnie starał się wyciągnąć ode mnie jakieś informacje, ale ja nie reagowałam, gdyż nie zdawałam sobie sprawy, że przemawia do mnie. W końcu pozwolił sobie na potrząśniecie moją ręką, czym mnie przestraszył niemało… Kiedy jego unieruchomiono, doświadczył tego co ja, i razem się obśmialiśmy z naszego ograniczenia widokowego.
Ludzie, którzy nie widzą, mają naprawdę trudne życie. Przecież ja widziałam jak wszystko wygląda przed „oślepieniem”, a oni tego nie doświadczyli! Diagnoza lekarza nie była zła, ale dobra też nie. Coś już zaczyna się dziać w oku i mam przyjść na dodatkowe badania za tydzień, a w styczniu zrobić badania prywatne, gdyż kasa nie refunduje wszystkiego. Trzeba to trzeba, trudno, wolę dmuchać na zimne po doświadczeniach jakie spotkały mojego brata.
Całe popołudnie spędziłam jak królewna wylegując się w łóżku i przesypiając pozostałą część dnia, gdyż ani pisać ani czytać nie dało się. Litery zlewały się i były nie do rozszyfrowania.
U lekarza poproszono mnie o kopię dokumentacji od poprzedniego lekarza! Bardzo ciekawe postawienie sprawy. A niby skąd ja ją mam wziąć? Ostatni raz byłam u okulisty chyba z pięć lat temu, nawet nie pamiętam u kogo. Jeszcze w poprzednim miejscu zamieszkania. Czy nie czas już na komputeryzację całego systemu leczenia?! Przecież jak by to ułatwiło wszystkim życie, dało system kontroli nad moim stanem zdrowia, odciążyło od dodatkowych badań, gdyż lekarz w każdej chwili mógłby sprawdzić kto i kiedy mnie leczył … Naprawdę nie wiem dlaczego to jest takie trudne do zrobienia.
 

9 grudnia 2011

Nagromadzona we mnie energia musi znaleźć ujście. Jak tylko wróciłam z zabiegów, które naprawdę są skuteczne, zabrałam się do przemeblowywania mieszkania. Ja już siebie znam, coś idzie nie tak jak sobie życzę, znajduję wtedy rekompensatę w poprzestawianiu wszystkiego co się da. Jestem już tak wyspecjalizowana w tej dyscyplinie, że nawet zupełne rozkręcenie kanapy i nadanie jej nowego kształtu nie jest dla mnie zbyt ciężkim zadaniem.
Zrobiłam sobie przerwę w celu przygotowania obiadu. Poszłam do kuchni, włączyłam radio, nastawiłam do odgrzania zupę, jako że dzisiaj piątek i nikt się nie będzie zbytnio opychał. Nalałam na talerz pysznej ogórkowej z kluseczkami, zasiadłam do stołu i zaczęłam miły dla podniebienia proces konsumpcji, gdy radio zaczęło wyrzucać ze swojego wnętrza przemówienie generała – nie przytoczę nazwiska aby się nie narażać, gdyż zamierzam tutaj spędzić resztę życia- jako że moje miasto ma skłonności militarne.
- … czynnik ludzki stojący z prawej strony sali – oznajmił gromkim głosem generał, co mnie, przyprawiło o tak gwałtowny atak śmiechu, że o mało co bym się zakrztusiła zupą na śmierć. Dawno już nie słyszałam takiego określenia. Znałam przecież wojskowych i nikt jakoś nie mówił o człowieku jako czynniku ludzkim. To było mocne uderzenie!!!
Przybyło mi energii przy kontynuacji przestawiania mebli, które tracą stabilność po takich przesuwakach, ale nie martwię się tym zbytnio, przecież już przed nimi końcówka ich przydatności. Skończą swój żywot kiedy nie będą już mi potrzebne.
Przyczyną mojego rozżalenie jest właśnie czynnik ludzki, który składa obietnice, a później nie dotrzymuje słowa i jeszcze na dodatek kłamie. Tego nie rozumiem, nigdy w takich uników nie stosowałam, dla mnie moje słowo jest dostateczną rękojmią. Innych zastawów nie potrzeba.

 
 
10 grudnia 2011

Aniołowie, gdyż mam ich dwóch , jeden przydzielony z urzędu, drugi sam się mianował. Zwracam się do Was moi skrzydlaci opiekunowie – potrzebuję Waszej pomocy. Podobno jak się do Was nie zwróci osobiście, sami nie domyślicie się co komu potrzeba.
Wyłuszczam więc moje prośby.

Do Anioła mianowanego.

Dokumenty dostępne przeczesałam już chyba i więcej trudno będzie znaleźć. Będę jednak próbowała, nie chcę przy okazji oślepnąć, dlatego poszukiwania będą sporadyczne – jak trafię na coś, to będzie pięknie, jak nie, to świat się też nie zawali.
Mam problem z XIX wiekiem. Do dworu wcisnęło się dwóch właścicieli i to trzeba będzie wyjaśnić. Nawiązałam już kontakt z archiwum i jak nie sprowadzą mi mikrofilmów, to mam już chętnych,którzy zawiozą mnie do archiwum w Poznaniu. Ten problem  jakoś rozwiążę sama, jednak wygląd dworu jest trudny do odtworzenia. Mama pamiętała jak wyglądał, ale ja nie o wszystko zapytałam. Robię wizualizację, oglądam mapy, czytam wspomnienia ciotki, i otoczenie dworu już jakoś mi się ułożyło. Wiem gdzie aleje, drogi, sady, wiatrak, gorzelnia, ale jak wyglądał dwór – nie wiem. Po wojnie już nie istniał – niech mi się przyśni, niech go zobaczę!!! Tyle rzeczy mi się wyśniło, a dwór mi się nie może przyśnić? Zrób coś Aniele, przecież to dla Ciebie drobiazg, a dla mnie wielka sprawa.

Do Anioła samozwańczego.

Chcę napisać powieść o Miłkowicach i osadzić ją w realiach lat 1800 – 1880. Czasu obecnego trochę się boję z różnych przyczyn.
Może to być wersja dotycząca życia wsi, z siejbą i kośbą, czarami i gusłami. To może byłoby łatwiejsze dla mnie, problemem jest jednak słownictwo. Jak niby ci ludzie mielibyby mówić?! Gwary nie znam, język dnia dzisiejszego trochę by raził.
Wersja druga – dwór, egzaltowane miłości, patriotyzm, walka i takie tam. Pisać byłoby łatwiej, ale ja znowu tak biegła w szlacheckich obyczajach nie jestem.
Jak się do tego zabrać?! Anioł, Ty będziesz wiedział! Trzeba mnie jakoś ukierunkować i muszę nabrać rozpędu, później to już pójdzie.
Czekam na Wasze działania Aniołowie i proszę nie ociągajcie się, gdyż ja jestem niecierpliwa.  Jak już postanowię, to działać muszę. Materiały  już zbieram, jednkak na jakąś opcję muszę się zdecydować. 
Uśmiecham się do Was, proszę, podlizuję się nawet. Wy nie macie sprzątania ani prasowania, a ja dzisiaj cały dzień pracuję. Zajmijcie się mną. Waszym zadaniem jest otoczyć mnie opieką i pomocą. Nie zostawiajcie mnie, waszej podopiecznej, samej z problemem, gdyż ciężko mi go udźwignąć. Podziękowania spłyną, gdy doświadczę Waszej łaski...
11 grudnia 2011

Nie na próżno wczoraj prosiłam. Anioł z urzędu mi przydzielony działa. Wczoraj znalazłam dokument na to, że majątek Miłkowice został wystawiony na licytację. Wiedziałam o tym, ale teraz znalazłam dowód w Gazecie Warszawskiej.
http://milkowice.pl.tl/Kalendarium-Mi%26%23322%3Bkowic.htm
Trzeba jeszcze znaleźć akta zakupu przez nowych właścicieli, może się uda. Przed północą odezwał się także ksiądz archiwista, który przeprosił, że ociągał się z odpowiedzią, gdyż musiał wyjechać, ale już jest w stanie gotowości i mam czekać na odpowiedź. Dokona małych korekt i podeśle materiał. Super! Dzisiaj wpadli znajomi, którzy też parają się tymi sprawami i mają przesłać kilka adresów, gdzie można także szukać informacji.
Jak nie trudno się domyśleć, całą noc śniłam o mojej stronie. Sztych dworu wykonany ołówkiem mam w pamięci, lokalizacja się zgadza, ale wolałabym abym nawiązała jakiś kontakt z kimś, w czyim ręku takowy jest.
Najgorszą sprawą są spadki i działy. Jakoś to wszystko się układa, ale muszę mieć dowody w garści. Popatrzcie sami.

1779–1887 - Urodzony w Miłkowicach Telesfor Polkowski herbu Lubicz (1779–1887) uczestnik wojen napoleońskich. Dosłużył się stopnia pułkownika.
7.12. 1836 – w wieku 80 lat umiera przebywający w majątku major Wojska Polskiego Siemiątkowski
1850 – Tomasz Bogdański, dziedzic Miłkowic, funduje kościół z muru pruskiego, który szybko popada w ruinę. Nabożeństwa odbywają się we dworze na Zaspach.
1864 – atak Rosjan na dwór w Miłkowicach, ginie ktoś znaczny z rodziny, właściciele na zawsze opuszczają dwór.
1867 - Telesfor Polkowski wyjeżdża do wnuczki w Kobielanach na Wołyniu gdzie dożywa 108 lat
1880 – 1882 – budowa nowego, murowanego kościoła w stylu neogotyckim. Fundatorami kościoła są rodziny Bogdańskich i Wężyków.
1884 – 1888 –Miłkowice, Strachocice, Zaspy Miłkowskie i Młyny Strachockie, z osadami karczemnymi we wsiach Strachocice i Młyny i z młynem w Miłkowicach, ze wszelkimi przyległościami, w powiecie tureckim położone, zostały wystawione na licytację. Adres zamieszkania nieletnich właścicieli, braci Zygmunta i Antoniego Siemiątkowskich, jest nieznany.

Później dwór kupuje Adamiak, a później mój pradziadek Marliński.

Pytania: Kim był Siemiątkowski w stosunku do Polkowskiego? Kiedy stawało się pełnoletnim w XIX wieku? Czyim synem był Bogdański? Gdzie szukać dokumentów zakupu dworu przez Adamiaka i Marlińskiego?
To tylko niektóre pytania, ale i te trzeba rozwikłać. W każdym razie licytację mam obstukaną, i to, że nikt nie mieszka w tym czasie w majątku także. Bogdańscy prawdopodobnie wystawili kościół, wotum za uratowanie życia, ale splajtowali. Kościół za to robi wrażenie, piękny i ogromny!

Myślę, że wypada podziękować mojemu Aniołowi, sprawa przesunęła się lekko do przodu. Ja jednak nie kończę z prośbami, przecież jakoś muszę to wszystko udokumentować. Aniele, Aniele jeszcze proszę o współdziałanie, nie zostawiaj mnie samej.
Czekam na tego drugiego Anioła, wieczór się zbliża, jest już chyba w domu. Zadałam Ci pytanie Aniołeczku, prawda? Nie bądź gorszy niż mój Anioł z urzędu.
Na dzisiaj chyba dosyć wrażeń.

12 grudnia 2011

Zdążyłam! Spoglądam w okno, akurat na wprost mnie odbywa się codzienny spektakl wschodu słońca. Gdy zaśpię, jestem naprawdę zawiedziona. Dzisiaj niebo najpierw zaciągało się zaróżowionymi obłokami, które im wyżej, tym bardziej przechodziły w kolor wrzosowy i na koniec niebieszczały, rozkładając się wachlarzem na szarym niebie. Słońce nieśmiało przebijało się przez warstwę chmur, rozrastało się i znaczyło niebo złotawym blaskiem, ale nie przybrało kształtu kuli, tylko rozciągało się walcowato nad horyzontem, jaśniało i żarzyło się coraz wyżej na niebie biorąc w posiadanie przestrzeń pomiędzy wieżowcem a mietlistymi gałęziami wysokich topoli.
Codziennie wschód słońca wygląda inaczej. Szczególnie urzekł mnie jeden ze wschodów, kiedy słoneczko ukazywało się w szerokim pęknięciu pomiędzy chmurami, które tylko tyle pokazywały jego blasku, na ile miały ochotę, a ono potulnie błyskało w tej szarej chmurzastej szparze.
Wczoraj zarwałam noc czytając do drugiej. Powodem była książka Elizy Orzeszkowej „Dziurdziowie” . To majstersztyk! Nie zamknęłam książki, aż nie przeczytałam ostatniej strony. Rzewnymi łzami pożegnałam Pietrusię. Taka piękna miłość zniszczona przez ludzką głupotę, zawiść i niespełnione chucie. Jakie tam wyraziste, piękne postacie, ile w nich życia.
Książkę przeczytałam z dwóch powodów – ktoś mi o niej przypomniał, a po drugie szukam książek osadzonych w początkach XIX wieku, gdyż się przymierzam do odtworzenia tych czasów. Takie przesunięcie akcji na wschód nie jest mi na rękę, gdyż język jakim mówią ludzie na Białorusi tylko mąci mi w głowie, wolałabym gwarę moich Miłkowic, ale jakoś nikt dotąd nie osadził tutaj swojej powieści, a ja cienka jestem w tej dziedzinie, ale warto było…
Miałam śledzić warsztat pisarki, a ja i tak podeszłam do tego emocjonalnie. Staruszka nie wyzbyła się emocji, tęskni za wielką i piękną miłością jak każdy na tym ziemskim padole. W moim „dziele” o Miłkowicach też napiszę o wielkim uczuciu.



13 grudnia 2011

Wszystko mi dzisiaj przesłania najnowszy nabytek. Mam spis księży parafii sięgający dawnych wieków. Nadszedł w końcu i już jest na stronie. Ach, jak się cieszę. Naprawdę robi wrażenie. Piotr z Boleszczyna 1521rok – tak!

http://milkowice.pl.tl/Historia-ko%26%23347%3Bcio%26%23322%3Ba.htm


To nie wszystko! Wczoraj pogadałam sobie ze studentem prawa  z pięknego miasta Łodzi.  Wyraził gotowość sprawdzenia dokumentów zgromadzonych w Archiwum dotyczących spisu ludności Miłkowic z pierwszej połowy XIX wieku.

Istnieje coś takiego jak Spis Ludności Stałej, o którym zupełnie nie wiedziałam. Nawet jak nie dojdzie to do skutku, to mam namiar i jakąś drogą to załatwię. Stronka pęcznieje…
 

14 grudnia 2011

Dzisiaj integrowałam się ze środowiskiem emeryckim. Jestem członkiem klubu, mam zobowiązania, poczuwałam się do obowiązku uczestniczenia w kolacji przedwigilijnej. I nie żałuję. Najpierw młodzi ludzie przygotowali jasełka, stroje stosowne wdziali i poszli na całość. Było wszystko, łącznie ze żłóbeczkiem siankiem wyłożonym, śpiewaniem kolęd i wprowadzeniem nas atmosferę świąt. Już dawno nie widziałam takich występów, chwyciły mnie za serce. Dostaliśmy nawet życzenia pięknie ozdobione choinką ze światełkami. Przyniosłam je do domu i cieszę się widokiem.
Później nastała kolacja z całym przepychem wigilijnym – karp, pierogi, barszczyk, śledzie, ryby po grecku, surówki, ciasta, owoce, słodycze i napoje. Nie spodziewałam się takiego przyjęcia.
Kolędy karaoke śpiewaliśmy aż do zachrypnięcia, w każdym razie u mnie tak to się objawiło. Mam już przedsmak świąt. Filmik załączyłam aby wszyscy, którzy mają problemy z głosem albo słuchem, bez przeszkód mogli śpiewać z całą rodziną, a może samemu, gdy do tej najcichszej z nocy jeszcze dni kilka.
 

15 grudnia 2011

Stanowczo zbyt długo siedzę na sali gimnastycznej. Czytam, myślę o czym nie powinnam, co może się objawiać czkawką o osób, które przewijają się przez moje łącza mózgowe, w końcu pogaduję o tym i owym z ludźmi, ale staram się tego unikać. Pomyślałam sobie jakie katusze muszą znosić panowie podwieszający nas na linach, słuchając przez cały dzień takiej nic nikomu nie dającej paplaniny. Wolę już milczeć, przecież jestem osobą wyrozumiałą.
Panie jednak podchodzą do sprawy inaczej, gdy idę na krioterapię gadamy cały czas. Dowiedziałam się więc, że obecnie wydano zarządzenie uwzględniające dobro pacjenta. Tak być powinno, ale jak to przekłada się na realia.
Lekarz przepisuje mi średnio trzy zabiegi. Muszę się wiec zgłosić do trzech punktów terapeutycznych. Na gimnastyce mam termin najbliższy wolny, załóżmy 15 lutego, muszę się zapisać, gdyż skierowanie ważne jest miesiąc, gdy się nie zapiszę w tym terminie, zabieg przepadnie. Ani w przód ani w tył, tam gdzie trafię i koniec. Wpisano więc mnie na ten termin jaki był wolny. Następnie wkraczam do krioterapii. Tutaj termin zapisu jest załóżmy na 15 stycznia, ale na 15 lutego nie można mnie zapisać, gdyż zapisują w kolejności, a nie z wyprzedzeniem. Trzeci zabieg możliwy jest w terminie 1 maja… Będę więc chodziła w styczniu 10 dni, w lutym 10 dni i w maju 10 dni! Nieźle, prawda? Dla dobra pacjenta przeliczę wszystkie płyty chodnikowe w drodze do przychodni aby nie umrzeć z nudów.
Teraz mam wszystkie zabiegi w jeden dzień, o ustalonych godzinach, i moim obowiązkiem jest tylko ich pilnować. Tak chyba jest wygodniej dla wszystkich, raczej było wygodniej, gdyż już tak nie jest.
Trzeba będzie iść także do lekarza po nowe recepty i zrobić zapas leków, gdyż w 2012 roku może i z tym być kłopot, jako że lekarze nie chcą kontrolować moich praw do zniżkowych leków.
Mało tego, że człowiek stary, trapiony chorobami przewlekłymi, to jeszcze musi się borykać ze wszystkimi „ udogodnieniami’’ w służbie zdrowia.
 

17 grudnia 2011

Świąteczny czas się zbliża, nawet pędzi, a ja jakoś do tyłu ze wszystkim. Miałam iść do sklepów dokonać znaczących emeryckich zakupów, ale kiedy rano włączyłam radio i Trójka pastwiła się nad sobotnimi klientami, zdecydowanie odłożyłam je na poniedzielne dni.
Gimnastykę i inne zabiegi wczoraj chwalebnie zakończyłam. Nogi mam jak nowe, sprawne i elastyczne. Jest to naprawdę korzystne dla staruszki, gdyż nie muszę brać tabletek uśmierzających ból. Nawet o te dwie mniej, to już jest coś! Mogę śmiało powiedzieć, że moim chlebem powszednim są tabletki! Biorę około 10 dziennie, żołądek daje o sobie znać, a to już nie jest dobrze. Te przeciwbólowe i przeciwzapalne są szczególnie zabójcze dla tego mojego organu wewnętrznego. Wyeliminowanie ich chociaż na dwa, trzy miesiące to już jest coś. Ranek zaczynam od tabletkowego daru dla niego, żołądka lekami umęczonego.
Ponieważ multum tabletek ma za zadanie regulację mojego ciśnienia, na te sprawy zwracam szczególną uwagę. Mój lekarz zaproponował mi, aby ograniczyć ich ilość, gdyż przez długi czas wszystko było w najlepszym porządku, i obserwować jak sprawy będą się układać. Z radością się zastosowałam, gdyż oszczędności w budżecie były znaczne, ale do czasu. Ponieważ mam ciśnienie skaczące, no to sobie skoczyło do takich norm, że o mało nie wylądowałam w szpitalu, gdyż niczym nie dało się ciśnionka przywrócić na właściwe tory. Od tej pory ma ostry przykaz, muszę brać i nie ma od tego odwołań.
 Przyjęcie każdej porcji leków wiąże się z przekąskami, aby żołądkowe biedactwo się nie tarmosiło tylko z chemią, a to przekłada się niestety na kilogramy i niwelację tali, co mnie rozsierdza nieco, gdyż nie lubię być makrelą z wyglądu.
Samopoczucie jednak mam doskonałe. Dzieje się to za przyczyną ludzi, którzy garną się do wspierania staruszki w jej poczynaniach. Mam nadzieję, że weekendowe dni dadzą mi czas na uzupełnienie braków. Co prawda wczoraj się przejechałam z pewną tabelką na stronie Miłkowic, gdyż rozparła się tak bardzo, że cała strona rozjechała się w szerz i ani rusz nie mogłam jej przywrócić do właściwych rozmiarów. Zamiast więc odkrywać nowe obszary poznania historii dziejów, pracowicie przenosiłam ją krok po kroczku w nowe miejsce, aby wpasować się w realia internetowej rzeczywistości. Chyba koniecznością staje się skopiowanie każdej strony i przeniesienie do mojego komputera, to zapobiegnie w przyszłości takim niespodziankom.
Zajrzyjcie więc na
http://milkowice.pl.tl/Dw%F3r-Mi%26%23322%3Bkowice.htm
i zobaczcie kto mieszkał we dworze w 1834 roku. Biedna Benigna, w wieku 24 lat pożegnała się z tym światem. Z mężem bawili za granicami kraju, to daje do myślenia… A swoją drogą jakie wymyślne imiona – Mamerty! Jeszcze takiego nie znałam. Całej tabelki ze względów technicznych nie dało się zamieścić, gdyż stawała się nieczytelna, ale z tego nabytku jestem bardzo zadowolona.
Teraz plebejskim zwyczajem idę robić zakupy. Ktoś musi pożywienie ściągnąć do domu, gdyż służba jakoś nie kręci się po moim mieszkaniu. I dobrze. Nie muszę się z nikim użerać
.

Mamy kota, który prawie że mówi  - Gadacz 
 
18 grudnia 2011

O świętach, prezentach, porządkach, a najmniej o sprawach ducha! Jednak dzisiejsza msza św. to było przeżycie mistyczne. Dawny proboszcz był jedynym kapłanem przy ołtarzu, gdyż inni tkwili w konfesjonałach. Oczyszczenie dusz parafian z grzechów było widocznie sprawą najistotniejszą. Nie spóźniłam się! Zostało to wynagrodzone miejscem siedzącym w pierwszym rzędzie ław wyłożonych teraz miękką podściółką, ponieważ te  twarde  były trudne do zniesienia przez kobiety szczególnie, przeziębienie dolnych partii ciała zdarzały się, oj zdarzały. Siedzę więc sobie na tym honorowym miejscu, popatruję na przepiękną postać Matki Boskiej, który szczególnie mi się podoba. Piękna i dorodna musiała być kobieta pozująca do obrazu. Wszystko przebiega normalnie. Pieśni adwentowe, które budzą we mnie zawsze lekką grozę, wybrzmiewają dostojnie, aż przychodzi czas na Słowo i kazanie. Kazający ksiądz już na emeryturze, może dlatego jego wrażliwość jest mi tak bliska, zaczął kazanie stosowne do adwentowych rozmyślań, ale później przeszedł na sprawy ziemskie i mówił o dziecinie w łonie matki. Troski i obawy maleństwa przedstawił tak plastycznie i czule, że łzy płynęły mi z oczu, a kiedy zakończył wątek o dzieciątku przedstawiając jego matkę jako anioła opiekuńczego – byłam tak wzruszona, tak wzruszona, że nie mam słów aby to wypowiedzieć…
Myślę, że moje dzieci kocham miłością najpełniejszą, taką co to przyjmuje wszystko i wszystko wybacza. To była największa moja radość w życiu. Nic nie było dla mnie zbyt trudne, aby to zrobić to dla dziecka. Przeżyłam dzięki temu, że mam moje córki, tyle pięknych chwil, że nawet gdyby teraz stało się coś, co by je odsunęło ode mnie - nie daj Boże! - ale gdyby wybrały drogę życia usuwającą mnie zupełnie w cień, to i tak zostałyby mi w sercu tylko dobre słowa… Mam też wnuczka, ale to inny rodzaj miłości, jeszcze bardziej przepastnej, bo już ostatniej w życiu. Żadne uczucie tak naprawdę nie umiera, szczególnie to najgłębsze i najszczersze. Jak ja nie mam być szczęśliwa, gdy tak chojnie zostałam obdarowana przez los…
Upiekłam placuszek drożdżowy, zaraz dziecku zaniosę, gdyż jeszcze podnosi swoje kwalifikacje i na dzisiaj wybyła z domu. Jak wróci, to będzie miała co przegryźć. Niekiedy się zastanawiam jak dzieci odbierają te wyrazy matczynej troski?! Czy są z tego zadowolone, czy je to zwyczajnie męczy. Jakoś się o to jeszcze wprost nie spytałam.
Niekiedy słyszę:
- Mamo,to  ty masz dbać o siebie, chcemy abyś była szczęśliwa.
No w porządku,  jestem szczęśliwa, ale co to za szczęście, gdy nie ma o kogo dbać, o kim myśleć, dla kogoś coś zrobić. No może jestem nadopiekuńcza, ale w końcu jestem matką i ten, kto w tym tkwi, zrozumiemie, prawda.

20 grudnia 2011

W jakim sklepie się nie pojawię, to wszędzie czekają na mnie bonusy! Przyniosłam już do domu darmową musztardę, odplamiacz, torebki proszku i inne drobiazgi. Co się dzieje?! Może tylko tak obdarowują staruszki?
Dzisiaj zjeździłam pół miasta. Nie znaczy to, że wszystko załatwiłam, co to, to nie. Włączyłam komputer, choć wcale nie mam na to dzisiaj czasu, gdyż bezpośrednio z producentem bubli muszę się skontaktować, jako że części zamiennych nie uświadczysz człowieku.
Wczoraj zamówiłam komputerowy odtwarzacz CD przez Internet, gdyż nie ma kto za tym przed świętami gonić po sklepach. Ciekawa jestem czy do świąt dostarczą? Potwierdzili przyjęcie zgłoszenia, ale co dalej będzie, nie napisano.
Pucowanie i pranie, przestawianie i odnawianie trwa. Zawsze musi być coś inaczej skomponowane. Święta to święta. Zielone gałęzie łapią oddech na balkonie. Niech odpoczną przed pełnieniem honorów namiastki drzewka bożenarodzeniowego, gdyż choinka będzie sztuczna. Bardziej taką lubię. Zapach jedliny lub świerku przypomina mi bardziej wieńce pogrzebowe, niż święta… Na dodatek bez śniegu, ale podobmo gdzieś pada! Czy jednak mediom można wierzyć???



Zamknęli powołany obok mnie do życia, zakład pogrzebowy! Nie miał klienteli. A, co się odwlecze, to nie uciecze.
Najtrudniejsze, gdyż nieprzewidywalne, będzie zmierzenie się z piernikiem i ciastami. Będzie, co Bóg da! Byle do Świąt!
 
21 grudnia 2011

Szron dzisiaj wtulił się w źdźbła traw, scałowuje każdą wilgocią nasiąkniętą drobinkę. Otula je czule, przylega do nich ściśle. Tworzą jedność srebrzyście-zieloną. Szczęśliwi, że są razem. Śnieżynki ukryte wśród chmur spoglądają z góry, zazdrośnie śledzą każdy czuły gest szczęśliwych kochanków i nie są w stanie już dłużej znosić nabrzmiewającego bielą spełnienia. One też przecież są białe, w koronki odziane, delikatne i tak pragną bliskości kogoś, kto by je mógł przytulić, dać im trochę miłości. Skaczą na oślep w dół, byle szybciej, byle bliżej szczęścia. Może je też ktoś tak pokocha…
Osiadają na dachach, trawnikach, drzewach. Tulą się do siebie i płaczą rzewnymi łzami nad swoją sierocą dolą. Nie spełniły się ich marzenia. Pozostają po nich tylko czarne plamy…

U nas zaczyna padać coś na kształt śniegu! We mnie, jak widać, budzi się poetycka dusza, gdyż czeka na mnie czarna robota, a wtedy zawsze widzę świat innymi oczami. Jakaś równowaga przecież musi być.
Pozdrawiam wszystkie wyrobnice przedświąteczne. Trzymajcie się.

22 grudnia 2011
Uważam, że przenoszenie się w czasie po wykryciu najmniejszych drobin materii to już tylko kwestia czasu! Ja co prawda potrzebuję tego już teraz, ale co mam zrobić, czekać trzeba. Dostałam nową mapę od pana Bartka i wyjaśniła się sprawa lokalizacji dworów i folwarków, ale zupełnie zagmatwała się sprawa cmentarza, który funkcjonował chyba jako cmentarz stary i nowy, co jest najbardziej prawdopodobne, gdyż w przeciwnym razie daty się lekko plączą. Jestem dobrej myśli, że jeszcze wiele spraw nabierze wiarygodności i wszystko zostanie należycie udokumentowane.

http://milkowice.pl.tl/_-Formowanie-si%26%23281%3B-wsi.htm

Zająć się też trzeba dokładniej Bogdańskimi, nie ma rady. Fundatorką kościoła była Maria Bogdańska, męża nazwisko już nie figuruje. Polkowski z majątku Miłkowice się wyniósł, więc kto zginął we dworze w czasie powstania 1863-64?

Zawieszę na kołu wszystkie sprawy związane ze stroną, gdyż nie da się mieć głowę zawróconą stroną i przygotowaniami do Świąt. Stawiam na to drugie. Swetry wyprane tracą właśnie wilgoć na suszarce, rozciągnięte i uformowane. Mnie wilgoci ciągle brak i muszę płacić za to aby moja twarz nie wyschła jak śliweczka! Prasowanie za to trzeba nawilżyć, gdyż leżało od wczoraj czekając na kolegów, którzy schli zawzięcie w nocy. Dzisiaj po południu piekę ciasteczka, takie jak były na spotkaniu w bibliotece. Cieszyły się wzięciem, więc mam nadzieję że i w Święta też pójdą, tym bardziej że będą obsypane słonecznikiem, anżykiem i innymi ziarenkami. Żadnych lukrów! No więc do działania staruszko, mimo że nie wiem czy mogę się tak nazywać porównując się do sentencji „Komu przystoi miano starca? Temu, kto osiągnął mądrość!” Z tym mogą być pewne trudności….

24 grudnia 2011
Święta przesuwają się dzień po dniu z licznymi atrakcjami. W noc poprzedzającą Wigilię moje serce trzepotało jak spłoszony ptak w klatce… Już myślałam, że żegnam się ze światem, ale jakoś przetrwałam! Rano wezwałam odwody cócine, gdyż chleba nie miałam, a w ten dzień zapachem igieł świerku znaczony, trudno nabyć ten artykuł spożywczy w późniejszych godzinach. Trzeba było też odkurzyć, gdyż moje zmagania w godzinach wieczornych z drzewkiem sztucznym, ale tak pięknie przystrojonym, że robi wrażenie na największych estetach, pozostawiło ślady na dywanie, a sama z odkurzaniem nie chciałam się mierzyć. Nie należy struny naciągać do końca, gdyż może pęknąć, a ja wieczerzę wigilijną chciałam spożyć za wszelką cenę w domu, a nie w szpitalu.
Dziecię przyfrunęło na skrzydłach wiatru przestraszone brzmieniem mojego głosu, gdyż każdy stan chorobowy czyni go kryptowym. Objechała sklepy i jakoś nabyła to dobro podstawowe, jakim jest chleb, a następnie zabrała się za odkurzanie przy dokładnej mojej instrukcji. Mój odkurzacz pamięta dawne, dobre czasy i powinien być już wymieniony, ale to było niemożliwe, gdyż były inne ważniejsze sprawy, a tylko jego wielofunkcyjna rura, będąca częścią składową, kosztuje 170 zł. Połatałam więc wszystko i jakoś ciągnie, ale użycie jej wymaga wprawy. Dziecinka trochę się zżymała, jednak bohatersko zakończyła zadanie. Potrawy w garnkach wchodziły już w fazę końcową, ryby się dopiekały, wysłałam więc córkę do domu, gdyż jedyne czego potrzebowałam, był sen stawiający mnie na nogi. Serce ukojone tabletkami biło już w miarę równo. Wspomogła je także czekolada, której roli nie sposób nie docenić, gdyż magnez w niej zawarty bardzo pomaga. Niech pamiętają o tym sercowcy, a także mudra wspomagająca pracę serca.
mudry
Zadzwoniła jeszcze druga latorośl, gdyż one już tak mają, że wywęszą z największej odległości, że coś jest nie tak. Na wstępie zapytała dlaczego mam taki matowy głos, ale ja już przygotowana na wszystko, odpowiedziałam bez zająknienia, że to skutkiem wzruszenia dniem dzisiejszym. Ułożyłam się w łożu przy muzyczce kojącej serce i umysł i wracałam powoli do równowagi. Przykazałam także dziecku, aby nikomu ani mru-mru, bo i po co psuć ludziom wigilię.
Wszystko przebiegało spokojnie w blasku świec i przy chrzęście łamania opłatkiem, tylko na zdjęciach wyszłam tak, że światu ich nie pokażę. Tak już ze mną jest, że każde zachwianie zdrowotne odbija się na mojej twarzy bólem i skurczem wewnętrznym. Starość bierze mnie wtedy w swoje panowanie.

W bladym świetle choinkowych lampek złożono prezenty, które gdy udostępnione zostały moim oczom, wzbudziły moje lekkie zdumienie. Widziałam co być miało, gdyż jestem zdecydowanie za praktycznością tychże. Poprosiłam Mikołaja o odtwarzacz komputerowy CD i takowy dostałam, ale umowy nie zostały dotrzymane. Podrzucono mi , uwaga! - odkurzacz!!! Moja córka tak się zdenerwowała ekwilibrystyką przy odkurzaniu, że matce dołożyła urządzenie nowe, sprawne i ułatwiające życie. Na dodatek dołożyła jeszcze śliczną bluzkę, o której ciągle myślałam, ale ona, ta bluzka, była dla mnie niedostępna. Gdyby nie Wigilia, to chyba było by trzęsienie słów oburzenia, ale zamknięto mi buzię miłością przepełniającą ludzi w ten święty dzień. Takie to ja mam córki. Co ja mam zrobić?! Boje się mówić, że coś mi się podoba, albo że czegoś pragnę…Och, dzieci, dzieci!

25 grudnia 2011
Święta przebiegają pod wezwaniem mojego komputera. Zwariował zupełnie. Najpierw zamówiony odtwarzacz, który miał być Ata, przysłany został jako Sata i nie można było go podłączyć. Szukanie kabelka i czynności z tym związane w ten święty wigilijny wieczór stały się centralnym punktem programu. Jakoś to zostało szczęśliwie uruchomione, ale wysiadł głos i nie dało się zupełnie porozumieć przez Skype z moją córką i wnukiem, i oczywiście ze wszystkimi zebranymi przy wigilijnym stole w dalekim Hamburgu. Dzisiaj mój komputer nawiedza domy Bydgoszczy w celu sprawdzenia jego funkcjonalności. Wszędzie działa, ale nie u mnie. Wygląda na to, że wejście kabla mam „rozlirotane”! Prace trwają na coraz wyższym szczeblu, ale ja nie mogę rozmawiać, niema jestem. Odtwarzacz płyt nareszcie działa i słucham sobie teraz moich ulubionych płyt. To jest piękne!!!
W czasie Wigilii, jak już wspominałam, podjęliśmy nasze zobowiązania w sferze marzeń do spełnienia i ja oczywiście też, przecież dotrwałam szczęśliwie do tej wieczornej godziny. Rozliczenie za ubiegły rok wypadło w moim wypadku doskonale, zrealizowałam więcej niż zamierzałam. Na rok 2012 zastosowałam na skutek zaistniałych okoliczności, formę oszczędną. Skupiłam się na zdrowiu swoim i najbliższych. Oczywiście mam zamiar pociągnąć stronę Miłkowic i zacząć opowieść w oparciu o scenerię tej najpiękniejszej na świecie strony świata, do której chyba nigdy nie wrócę, ale ją chociaż uwiecznię. Dorzuciłam wakacje nad morzem z wnukiem. Zaznaczyłam jednak wyraźnie – żadnych nowych inwestycji i ekscesów w odkrywaniu bycia kimś, kim naprawdę nie jestem!!!
Jaki ten wieczór piękny. Muzyczka w tle, światło lamp pełzające po ścianach – w żadnym wypadku górne światło – choinka rozświetlona ukrytym blaskiem lampek krasnoludkowo- bałwankowych… Zakupione zostały dla wnuka, gdy był malutki, aby się ucieszył. Spojrzał, pochwalił i poszedł do swoich spraw, ale fikuśne lampeczki zostały. Święta przebiegają.
Wigilijne potrawy spożywaliśmy jeszcze dzisiaj na obiad, gdyż przygotowane zasoby nie dały się skonsumować w jednym dniu.
 
26 grudnia 2011
Rola maku w świątecznym menu!
Narzuciłam sobie temat, abym zbytnio nie brodziła w dygresjach. Zerwałam się dzisiaj rankiem ciemnym, aby dopaść mojego internetowego rozmówcę. Potrafi on zaradzić wielu internetowym sprawom. Nie było to łatwe, gdyż mak działanie szczególne, usypia. W świątecznym jadłospisie jest w wielkiej obfitości, jako że makiełki i makowiec. Potrawy te lubię i nie stronię od nich. Wczoraj po południu, gdy już czas zwolnił nieco, ułożyłam się na mojej kanapie narożnikowej pamiętającej czasy perelu , którą lubię i jej nie wyrzucę ani nie zamienię, w zagłębieniu obłożonym poduszkami, nakryta kocykiem i chciałam koniecznie zgłębić prawdy związane z Jezusem, które serwował National Geographic. Mam dosyć mieszane uczucia w stosunku podawanych informacji, ale wysłuchać chciałam. Wszystko przebiegało sprawnie, tylko jedna litera nie dała się odczytać i prawdy nie zostały odkryte, jednak dowiedziałam się, że kilku było już poprzedników Jezusa, no ale szlaki ktoś przecierać musi, Szymona przypomniano i Izydę utożsamiono z Matką Boską… Nie mam wiadomości uporządkowanych, gdyż co chwilę popadałam w drzemkę, a w końcu zasnęłam snem tak głębokim, że nawet głos dzwonka u drzwi mnie nie obudził i dopiero wezwanie telefoniczne postawiło mnie na nogi. Komputer wracał z obchodów zaprzyjaźnionych domów bydgoskich i wpuścić go do domu trzeba było. Niema jednak jestem w dalszym ciągu i stąd to uwieszenie się u boku mojego internetowego pomocnika. Zobaczymy co się da zrobić.
Wracając jednak do maku. Miałam już kilka przygód z nim związanych. Kiedyś na święta zrobiliśmy tort makowy. Uśpił nas poświątecznie tak głęboko, że dopiero płacz dziecka, które obudziło się na skutek ponagleń mojej teściowej pukającej do okna, która czuwała nad snem swojego syna, poderwał mnie na nogi. A przecież sen miałam zajęczy, gdy dzieci były małe. Słyszałam każde poruszenie dziecięcia w łóżeczku, nawet przez ścianę pokoju. Mak pozbawiał mnie instynktu macierzyńskiego, a przecież matką jestem czułą. Teraz ktoś pogrywa na moich uczuciach wyższego rzędu i chce mnie skłonić do przygarnięcia zwierzątka do mojego domu, na to się jednak nie zgodzę, o nie. Dosyć miałam już rozstań i odejść, gdy już się przywiązałam. Zwierzęta umierają i ich życie bywa krótsze niż nasze i to jest główna przyczyna braku chęci do przygarniania sierotek. Kiedy umierał mój kot, najpiękniejszy i najmądrzejszy z kotów, któremu jeszcze poświęcę wiele słów i myśli, wyczołgał się z legowiska i przyszedł ułożyć się u moich stóp patrząc na mnie wzrokiem, którego w życiu nie zapomnę. Wiedział, że odchodzi! Moja córka włożyła go do koszyka i pomknęła do weterynarza któryś tam już raz z rzędu, ale nikt już mu pomóc nie mógł. Gdy zobaczyłam go martwego, coś we mnie pękło. Płakałam tak strasznie, że tylko wsparcie drugiej osoby dało mi trochę ulgi. Tak już mam, że noszę w sobie żal długo, ale gdy już szala goryczy się przepełni, wypłakuję ból.
Miało być o maku, ale czułam, że na maku się nie skończy. Lawiną słów was teraz mogę zasypać, gdyż w słuchawkach słyszę ulubione tony piosenek i mogłabym tak sobie pisać i pisać. Tego mi było trzeba, moich płyt i to słuchanych tutaj… A swoją drogą mój komputer, który niedawno był szczytem nowości, robi się starym gratem. Razem się starzejemy i trzeba będzie nas wymienić na nowszy model albo uśpić makiem.

 28 grudnia 2011
Od wczoraj siedzę murem nad stroną Miłkowic. Zrobiłam nową podstronę, gdzie mam nadzieję uhonorowałam godnie wszystkich, którzy ze mną współpracują.
Współtwórcy strony Miłkowice
Zaspy Miłkowskie
Mam też zebrane wstępnie materiały odnośnie Zasp Miłkowskich, ale dalsze poszukiwania będę już kontynuowała w bibliotece. Dzisiaj nie mogłam wyjść, gdyż do południa czatowałam na kuriera, który miał przynieść mi część do kabiny prysznicowej, która zdezelowała się zupełnie i wymaga wymiany, a po południu będę oczekiwać księdza, który przyjdzie z kolędą. Dzień unieruchomiony i dlatego wykorzystałam go na uzupełnienie strony. Wieczorem zrobię jeszcze Młyny, ale już nie teraz, gdyż mam dosyć tego klikania i wodzenia myszką po monitorze.
Pada i pada, taka pogoda też może człowieka wpędzić w depresję.
29 grudnia 2011
Zaczęłam poranek od uprzątania jemioły, która przebywała w wazonie wspomagając jodłę. Dzisiaj opadała płatami, co mnie lekko przeraziło, gdyż nie wiedziałam co to tak co chwilę klapie i klapie. Wstałam i odszukałam winowajcę. Zagarnęłam zawartość wazonu, łącznie z jodłą i schowałam ostrożnie, na ile się dało do plastikowej przepastnej torby. Koniec zielenienia się u mnie w domu jakichś akcesoriów świątecznych. A swoją drogą jeszcze nie widziałam, aby ten pasożyt tak pękał rozpaczliwie, druzgocąc całą strukturę pracowicie zbudowaną kosztem innego drzewa. Pożegnanie było nerwowe, jako że trzeba było wspomagać się szczotką i śmietniczką. O całowaniu pod taką wybrakowaną  jemiołą nawet w tym stresie nie myślałam!!!
Zapasy świąteczne powędrowały do zamrażalnika, gdyż niemożliwą sprawą była ich całościowa konsumpcja. Po czekoladkach natomiast pozostało tylko bardzo eleganckie pudło, puste, więc do pojemnika na papier rano powędruje. Zabiorę wszystko, gdy rankiem, albo koło południa, będę schodziła na dół z przepaścistości mojego pierwszego piętra. Muszę kupić mikrofon, gdyż jadę na pożyczonym… Dzisiaj miałam jechać do WIMBP, ale ją ominęłam. Przeszukałam księgozbiór w Internecie i pozycji mnie interesujących nie znalazłam. Zwróciłam się do muzeum, może oni coś zaradzą. Do Centrum jednak pojechałam. W ZUS podwyższyłam składkę ubezpieczeniową, może dzieci dostaną ciut więcej z racji pogrzebu. Trzeba będzie już tego pilnować. W przelocie, mimo że nie po drodze, zahaczyłam o ulice Długą, gdyż teraz w sklepach istny szał przecen. Nie miałam zamiaru nic kupować, ale przecież zerknąć można, prawda?! Zerknęłam i kupiłam kozaki, choć nie powinnam! Stare już lekko zniszczone i nie zawsze się dobrze czuję w takim wieloletnim obuwiu. Przeceny są naprawdę szalone, buty nabyłam za 64 zł. Mnie tam nie zależy na najnowszych trendach, a szczerze powiedziawszy, gdyby takie „cudeńko” dawali mi za darmo, to też bym nie wzięła!!! Co mówić o płaceniu za nie kilkaset złotych. Moje są porządne, ciepłe, na średnim stabilnym obcasie, naprawdę super. 50% ceny zapłaciłam… Jakoś może deficyt wyrówna się podwyżką emerytury, tylko dokładnie nie wiem, czy ten bonus już w styczniu czy dopiero w marcu? Lekarstwa na styczeń mam, a resztę powierzę opiece niebieskiej. Zupełnie dobrze na tym wychodzę.:):):)


30 grudnia 2011

Muszę się podzielić informacjami, które właśnie mi podesłano. Może kogoś uratują od nieszczęścia w nowym roku. Niektóre wydają mi się sensowne - posprzątane mieszkanie, likwidacja długów... Ja mam pożyczony mikrofon, nie kupiłam nowego, gdyż mnie zniosło w zupełnie inną stronę. Przyniosłam do domu różne sprawunki, ale mikrofon pozostał w sferze marzeń. Zobaczymy co z tego będzie, może jeszcze jutro dokupię!

Jaki Sylwester, taki Nowy Rok!

Mówi się, że "jaki Sylwester, taki Nowy Rok". Z tą wyjątkową nocą związanych jest wiele zwyczajów i przesądów. Zabiegi te mają zapewnić nam pomyślność w Nowym Roku i z pewnością warto z nich skorzystać, bo przecież - szczęścia nigdy za wiele!

Aby w żadnym z nadchodzących miesięcy nie zabrakło nam pieniędzy, należy zaszyć w maleńkiej torebce czy woreczku z naturalnego materiału 12 ziarenek ryżu, po jednym na każdy miesiąc. Woreczek chowamy i przechowujemy do końca przyszłego roku.

Przed końcem starego roku wszystkie długi powinny zostać spłacone, wszystkie pożyczone rzeczy - oddane, żeby nie wchodzić w Nowy Rok z długami i w najbliższej przyszłości nie stać się ofiarami niesłownych dłużników.

Dobrze jest pozbyć się starych problemów, aby nie wchodzić z nimi w Nowy Rok. Jeśli chcemy się uwolnić od przykrych wspomnień, w sylwestrową noc warto spisać zmartwienia na czerwonym papierze (lub na białym papierze, lecz czerwonym mazakiem) i spalić je w płomieniu czerwonej świecy. Ten rytuał dobrze jest powtarzać również w ciągu roku, aby oczyszczał nas z wszystkiego, co nam przeszkadza czy szkodzi.

Przed Nowym Rokiem cały dom powinnien być wysprzątany, odkurzony, a śmieci wyniesione. Porządek w domu zapewnia na przyszły rok porządek w życiu osobistym. W sam Nowy Rok nie powinno się odkurzać i zamiatać mieszkania, aby nie wymieść z domu szczęścia i pomyślności.

Pełna lodówka na Nowy Rok zagwarantuje, że w przyszłym roku nie zabraknie nam jedzenia. W noc sylwestrową należy mieć też pieniądze w potfelu, gdyż wówczas nie zabraknie nam ich w przyszłości.

O północy wszystkie drzwi i okna powinny zostać otwarte na oścież, żeby Stary Rok wyszedł z domu. Na jego miejsce w ten sposób zaproszamy do siebie Nowy Rok, z całą jego obfitością!

W Sylwestra możemy powróżyć z unoszących się pęcherzyków gazu w swoim kieliszku szampana. Duże, tańczące w kieliszku bąbelki zapowiadają rok przemian, niespodziewanych wypadków i romansów. Bąbelki drobniutkie i unoszące się równymi liniami do góry oznaczają zdrowie oraz szczęście w życiu rodzinnym.

Jeśli zależy Ci na pomyślności w miłości, załóż w Sylwestra nową bieliznę, która zapewni powodzenie u płci przeciwnej.
Samotne panie, które chcą dowiedzieć się, jakie będzie imię ich przyszłego wybranka, po północy powinny pilnie nasłuchiwać prowadzonych dookoła rozmów. Pierwsze męskie imię, które usłyszą, ma być imieniem przyszłego męża.

W Nowy Rok wstając wcześnie z łóżka zapewnisz sobie pracowity i dochodowy rok. A jeśli obudzi Cię promienne słońce, a za oknem będzie bezchmurne niebo, możesz przyjąć, że Nowy Rok będzie bardzo pomyślny.


Jutro robię podsumowanie roku.


31 grudnia 2011
Rok 2011 uważam za udany. Wydarzyły się rzeczy, o których nawet bym nie pomyślała, a jednak się wydarzyły. Ile w tym moich zasług, a ile łomotu anielskich skrzydeł, nie wiem! W każdym razie rok był pomyślny.

Moi Mili, ja, wiekowa dama, mogę pisać tylko mową wiązaną, wiekowi mojemu przypisaną. Żadnych ekscesów, wierszowych nowości! Pod patyną słów ukryłam swoje siedemdziesięcioletnie radości.
DO SIEGO ROKU!



 
suma wejść na stronę - 239350,
odwiedzających - 80287,
dzisiaj -2
Reklama
 
Motto strony
 
„Pamiętaj, że każdy wiek przynosi
nowe możliwości.
Daj z siebie wszystko – inaczej oszukujesz samego siebie.”
Moja aktywność w Internecie
 
Reaktywacja strony
 
Firma JUNESSE
 
Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE > Każda kobieta chce młodo wyglądać. Chcesz powstrzymać proces starzenia? Stosuj produkty firmy Firma JUNESSE [kliknij]
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=